Nie potrafię w sobie wzbudzić uczuć…

Osatnim wieczorem naszła mnie refleksja nad tym, co jest we mnie… Co się ze mną dzieje… Doszłam do jednego, smutnego wniosku… Czuję się jakby pusta w środku. Zatanawiam się, czy to aby po lekach czy aby to przez to, że odebrano mi to wszystko, w co wierzyłam, co sobie zakładałam… Straciłam wszystko, straciłam szansę na lepsze życie przy boku meżczyzny, na którym mi naprawdę zależało, tak bardzo, chyba pierwszy raz w życiu. To paradoksalne, ale teraz zaczynam go rozumieć, zaczynam rozumieć jego słowa, które do mnie skierował:

„moja emocjonalność jest bardzo rozchwiana i nie wiem, czy kiedykolwiek z niej coś będzie. Nie potrafię teraz w sobie wzbudzić uczuć wyższych.”

Czuję się dokłądnie tak samo. Jakby ktoś odebrał mi emocjonalną mnie, jakbym nie była sobą. Żyje z dnia na dzień, nie martwię się już o samotność, nie martwię się już co przyniesie życie, czuje się jakoś inaczej. Nawet nie myślę o relacja z F. Nie obmyślam żadnego planu, nie myślę o tym, co bedzie, co może mnie spotkać, nie dążę usilnie do bycia z kimś… Jest tak, jakby inaczej… Nie potrafię w sobie wzbudzić miłości do drugiego człowieka, takiej prawdziwej, oddanej, jestem jakby odcięta od uczuć… żyję z dnia na dzień… Podążam w realizację siebie i chcę do tego zmierzać. Może to akceptacja całkowitego braku nadzieii? Nie wiem, co się ze mną stało… Nie czuję się sobą…

woman-3083390_960_720

 

Reklamy

Bez faceta mi lepiej, niż z facetem!

Wczoraj wieczorem naszła mnie dziwa refleksja, mianowicie, nie poznaje siebie!  Wydaje mi się, że każdy będzie mnie ranił. Zdaje mi się, że bez faceta jest lepiej niż z facetem bo przynajmniej nikt mnie nie rani. Zawsze pragnęłam czyjejś bliskości i teraz się gubię, nie poznaje siebie… czyżbym nie chciała nikogo? To chyba nie tak… to chyba ze strachu… tak bardzo boję się zranienia, kolejnego bym już chyba nie przeżyła, a przynajmniej nie na ta skalę co poprzednio. Odcinam się od tego wszystkiego, to już tak nie boli, ale nie wiem co z przyszłością… teraz zaczęłam doceniać swoją samotność… przynajmniej nikt mnie nie rani… Nie chcę ładować się w związki, nie chcę już niczego na siłę wyznawać. Nie chcę nikogo. Chyba samej mi lepiej. Nie wierzę już w to, ze kiedykolwiek się uda, że spełnię swoje marzenia, że spotka mnie sielanka. Nie wierzę już w tą bajkę o królewnie i królewiczu…

Z F. jest dobrze. Nie mam kontaktu z Top Gunem i nie czuję się jakoś samotna. Pewnie to przez F. Trochę się boje, że gdybym znowu straciła jego to wszystko by się powtórzyło, cała depresja by wróciła, choć może nie z taką siłą. Zastanawiam się też, czy po tym wszystkim potrafię kochać… zakochać się, zauroczyć? Kiedy poznałam F. Tak jakby wszystko wróciło, te piękne uczucia, takie wzniosłe. Teraz już sama nie wiem, kiedy przy nim jestem znowu to czuje,  boję się, że znowu się zatracam, ale kiedy go nie ma to tak jakby wszystko ode mnie odlatuje… Wiem, że to Top Gun był moją największą miłością, miłością mojego życia, czy kiedykolwiek będę jeszcze potrafiła tak kochać? Tak mocno, aż do bólu? Czy potrafiłabym tak pokochać F.? Wiem, że go lubię, bardzo go lubię, ale czy to by mogła być kiedyś miłość? Jakbyśmy oboje chcieli? Bo musimy oboje chcieć… Nie wiem, czy mogłoby to się stać rzeczywistością? Teraz rzeczy dzieją się wolniej, nie jest to wszystko takie szalone jak z Top Gunem. Może to i dobrze, ja potrzebuje teraz spokoju.

W głowie mam jeszcze jedną osobę, osobę, która się stara i mnie rozumie, jednak jest jakby „z innego świata”, ma swoje problemy, ma taką samą historię jak ja, kiedyś już chyba o nim pisałam… Nie wiem, czy to czyta, bo on wie o istnieniu mojego bloga. Nie wiem, co mam z tym zrobić, z jednej strony chciałabym tę osobę zatrzymać, z drugiej tak samo się boje, że nasze problemy mogłyby nas pociągnąć na dno… Nie wiem, co robić… Dodatkowo ze stronki na fejsbuku co róż dostaję od mężczyzn propozycje związków…To czasem zabawne, ale jak na to patrzę to wyłania się tragizm.

woman-1320810_960_720

Najprawdziwsze Szaleństwo!

Wróciłam! Długo mnie nie było… musiałam chyba się poukładać. Z resztą, nie miałam siły pisać, bo całe dnie spędzam w pracy, często od poniedziałku do niedzieli a po pracy jestem tak zmęczona, że padam na łóżko. To, co się wydarzyło od czasu mego ostatniego wpisu przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Byłam smutna i jakoś tak doskwierał mi brak Top Guna w wakacje, założyłam sobie więc konto na pewnym portalu, by kogoś poznać. Nie wiem czy to z nudów, czy bardziej z ciekawości. Po pewnym czasie poznałam tam A. W tym czasie urwałam całkowicie kontakt z Top Gunem. Chciałam jakby zacząć wszystko na nowo, poznać kogoś nowego, oderwać się od tego „starego życia”, może się na nowo zakochać… Z A, umówiłam się na dzień. Przyjechał do mnie do domu, rozmawialiśmy głównie o byłych, ale gdy go poznałam wydał mi się tak bardzo podobny z wyglądu do Pana ze Skrzydłami, że szok, a tego nie miłość, Top Gun, Fcierpię szczerze. W trakcie tej rozmowy zaczęliśmy się całować. I choć na początku wydawało mi się, że coś poczuła, to późniejsze zdarzenia zweryfikowały wszystko…. Ja tylko udawałam. Wmawiałam sobie, że to to właściwe. Pisaliśmy całe dnie i mieliśmy się spotkać za tydzień znowu u mnie, ale w czwartek tego tygodnia, w którym się widzieliśmy napisał mi, że nie dogadamy się, bo przez godzinę nie odpisałam mu na sms  i „pa pa”. Zszokowało mnie to. Przecież na spotkaniu mówił, że mnie nigdy nie odepchnie jak Top Gun, że będzie zawsze przy mnie  a teraz tak łatwo rezygnuje? Próbowałam to ratować, wytłumaczyć mu, ze nie mogę po prostu tak często pisać, ale już wiedziałam wtedy, ze z tego nic nie będzie. Bo jak mam być z kimś, kto zawsze może mi powiedzieć „pa pa” bez powodu? I żyć w wiecznym strachu? Tak się nie da! Tak bardzo się tym przejęłam, że w piątek kolejnego dnia zemdlałam w pracy i musieli mnie ratować… Wtedy też napisał do mnie Top Gun, a ja w takim stanie, ledwo żywa, napisałam do  niego, pierwszy raz od dwóch tygodni, by przyjechał do mnie następnego dnia bo muszę z kimś porozmawiać, wygadać się i aby mnie pozbierał… I takim sposobem Top Gun wylądował u mnie w domu w sobotę.

Siedzieliśmy na kanapie i nikt z nas nie miało odwagi by się dotknąć nawzajem, to było takie zachowawcze, choć miałam ochotę się w niego wtulić i tak zostać w jego ramionach już na zawsze, ale pogadaliśmy, opowiedziałam mu o wszystkim, jak zostałam potraktowana, jak to bolało, jaki stres przeżyłam, że aż zemdlałam. A on potem mnie przytulił…. Tak przyjacielsko, to było piękne. Ale tylko przyjacielskie, już wiedziałam, ze nic z tego raczej nie będzie. Potem Top Gun pojechał, a ja zaczęłam pisać z A., no bo przy Top Gunie nie mogłam tego robić. Chciał do mnie przyjechać w niedzielę, czyli kolejnego dnia, ale ja napisałam mu, ze mam  tylko 3 h, bo muszę coś pilnego zrobić. W rzeczywistości nie chciałam z nim siedzieć, bo wiedziałam jak się zachował, wiedziałam, że to nie ma sensu, bo jest chamski. Poza tym miałam znowu Top Guna jako przyjaciela. To mi wystarczało. Na to on odpisał,że to jakiś żart! Ja mam poświęcać mu całe dnie, albo wcale i już się więcej nie zobaczymy. Moja reakcja była dziwna jak na mnie. Odpisałam tylko „Ok, pa pa.”. Nie obchodziło mnie to już zbytnio. Choć przyznam było mi trochę smutno, jednak nie próbowałam już tego ratować, wiedziałam, że to nie ma sensu. Odnowiłam za to kontakt z Top Gunem i było mi znowu dobrze! W tym czasie, kiedy  A. zniknął, a ja odnowiłam kontakt z Top Gunem, na tydzień. Wtedy też Top Gun poprosił mnie o jedną, ważną rzecz. Mianowicie, Top Gun ma siostrzeńca, wiedziałąm o nim tyle, co mi opowiadał od czasu do czasu,że jest od niego troszkę młodszy i , że są bardzo zżyci ze sobą, bo siostra Top Guna jest od niego tyle starsza, ze mogłaby być jego matką i ona właśnie ma tego syna więc są w tym samym pokoleniu jakby, choć siostrzeniec jest o rok młodszy ode mnie. Ale nigdy zbytnio się tym siostrzeńcem nie interesowałam, mówił coś o nim to mówił i już.  Wtedy właśnie poprosił mnie, bym porozmawiała z siostrzeńcem i dała mu przykład jak wiele rzeczy można w życiu zrobić, bo młody trochę zatrzymał się w działaniu i potrzebuje jakiegoś pozytywnego impulsu a ja mogę dać mu dobry przykład by ruszył do działania. Ja niewiele myśląc, zgodziłam się, przecież to jedna rozmowa , co mi szkodziło? A może akurat chłopaka zmotywuję by poszedł na studia? No i dał mu mój numer i poprosił go by do mnie napisał. Ale młody się nie odezwał od razu. W tym samym czasie, rozmawiałam z Top Gunem i podjęłam jeszcze jedną próbę rozmowy na temat sytuacji z jego zdrowiem fizycznym i psychicznym oraz życiowej. I tak jakoś wyszło, że napisałam mu szczerze, że coś do niego czuje i to jest miłość, taka najprawdziwsza, nie taka,żeby się nim pobawić, tylko taka na prawdę. Pomyślałam, że kochanki nadal nie ma, a on jakiś czas temu podobnie myślał o mnie, to może coś drgnęło i teraz już będzie dobrze. To, co odpisał mnie zszokowało:

” racjonalizując, z moim charakterem bym Cię zmiażdżył… A poza tym to dwie osoby muszą czuć. Wiesz, ja też zrobiłem analizę racjonalną i emocjonalną i wiem, gdzie jest moje serce. Nie potrafię tego przekierować. To jest ponad mnie.”

To było jednoznaczne! On mnie nie kocha! Nie chce i kolejny raz odrzuca!

„Kiedy powiem sobie dość
A ja wiem, że to już niedługo
Kiedy odejść zechcę stąd
Wtedy wiem, że oczy mi nie mrugną, nie
Odejdę cicho, bo tak chcę
I ja wiem, że będę wtedy sama
Nikt nawet nie obejrzy się
I ja wiem, że będzie wtedy cicho
I tylko w Twoje oczy spojrzę
Tę jedną prawdę będę chciała znać
Nim sama zgasnę, sama zniknę
Usłyszę w końcu to, co chcę

Czy warto było szaleć tak, przez całe życie?
Czy warto było starać się, jak ja?
Czy warto było kochać tak, aż do bólu?
Czy mogę odejść sobie już?”

 

To był koniec. Poczułam to tak naprawdę w sobie. Koniec Top Guna i mnie. Koniec czegoś co było najpiękniejsze w moim życiu, koniec wszystkiego… On kocha tamtą, mnie nie i nigdy nie pokocha, wiem to. Po raz pierwszy poczułam, że muszę odejść, nie ma innego sposobu. W kolejnym dniu były moje urodziny. Nawet nie wysiedziałam z gośćmi do końca. Nie potrafiłam się uśmiechać. Wyszłam, wieczorem napisałam matce, że skończyła się właśnie relacja, gdzie gdyby to było wszystko prawdziwe, to ten facet byłby moim mężem i ojcem moich dzieci. Że go kochałam, teraz zostałam sama, całkiem. Nie chciałam już nikogo szukać, miałam dość. Wiedziałam, że muszę zostać sama, całkiem sama. Zerwałam kontakt z Top Gunem. Nie odpisałam na jego wiadomości kiedy się pytał, mówił, że martwi o mnie. Jednak o dziwo ten dzień nie był najtragiczniejszy, normalnie funkcjonowałam, tylko byłam smutna.

„Miałeś być przy niej
miałeś być na każdy znak
takiej dziewczynie
do nóg się rzuca cały świat
na każdą chwilę miałeś jej przynieść
powietrza przejrzystego smak
każdym oddechem woła o Ciebie
i tylko Ty nie widzisz jak…

Głęboko w środku gdzieś
i choćby śladu łez
jej oczy nie poznały nigdy, nie!
głęboko w środku tam
otwiera Ci swój świat
otwiera wszystko to, co w sercu ma.”

Następnego dnia przyszła wiadomość od siostrzeńca. Długo się wahałam, czy w ogóle odpisać. Bo przecież pokłóciłam się z Top Gunem, zerwałam kontakt, zostawiłam to za sobą, dlaczego więc miałabym mieć kontakt z jego siostrzeńcem? To chore! Ale wiedziałam, że obiecałam mu to, póki jeszcze było dobrze… A dla mnie zawsze dane słowo coś znaczyło.  I odpisałam…!

Zaczęliśmy pisać z siostrzeńcem Top Guna… Ale to była zwykła rozmowa, która wiedziałam, że wcześniej czy później się skończy…Popisaliśmy trochę i umówiliśmy się na kolejny dzień.

Następnego dnia zaczęliśmy pisać i nagle poczułam jakbym pisała z Top Gunem… Był taki inteligentny i potrafił tak dużo napisać. Chciało mu się do mnie napisać tak dużo na tak wiele tematów. Trzeciego dnia pisania natomiast wysłał mi na wieczór swoje zdjęcia… I wtedy… Stało się coś niezwykłego! Był tak podobny do Top Guna, że aż szok, zarówno jeśli chodzi o wartości i wyznawane poglądy jak i o wygląd! Ba! Jest jeszcze przystojniejszy od Top Guna! Jak zobaczyłam jego zdjęcie, to coś mnie ścisnęło w żołądku… coś drgnęło. I tak jak do tej pory nawet przy pocałunkach z A. niczego nie poczułam, tak teraz jakby  coś  się we mnie obudziło, ożyło, zrodziło się do życia… nie spałam pól nocy, ale to przecież chore, pomyślałam… I próbowałam zdusić to w sobie. Ale dalej pisaliśmy, choć parę osób które znam mówiło mi to, żeby się wycofała, bo to chore i niewłaściwe. W międzyczasie napisał do mnie Top Gun i zrobił mi taką awanturę wielką, o to, że nie odpisuję mu, że zaczęłam się go bać i odpisałam, uspokoiłam go i od tego czasu znów piszemy i „udaję”, że jest dobrze.  Kolejnego dnia F., siostrzeniec Top Guna poprosił mnie o zdjęcia. Więc mu wysłałam. A następnego dnia napisał mi, że przez te zdjęcia nie mógł spać całą noc, bo miał mnie przed oczami cały czas…. już wtedy wiedziałam, że coś się z nami stało… Natomiast wieczorem przyszła wiadomość od Top Guna, że nie tak miało być i on musi trzymać rękę na pulsie bo młody miał ruszyć tyłek do działania a wygląda jakby się zakochał! A on (Top Gun) jest zazdrosny!  No cóż, odpisałam tylko, że nie przewidział skutków ubocznych planu…

„Gdy zamknąłeś drzwi zegar dalej bil
Czas nie stanął w miejscu, nie było mi żal
Zapomniałam czemu było źle
To już jest nie ważne dziś dla mnie

Co chcesz
To mów
Nie potrzeba mi twych pustych slow
Bo nie jesteś tym kim byłeś
Zbyt wiele kłamstw darowałam ci
Wiec już zostań tam gdzie chciałeś być.”

 

Cały czas po całych dniach nadal pisałam sobie z F. i w pewnym momencie złapałam się na tym, że było mi z tym dobrze, wbrew wszystkiemu i wszystkim, którzy mi mówili, że to szalone i niewłaściwe i, że znów pakuje się w kłopoty…. Też to wiem, że to może nie skończyć się dobrze, ale coś mnie do niego cięgnie… Te oczy, te usta, jak zobaczyłam F., to po prostu wydał mi się tak podobny do Top Guna! Z zachowania, ze sposobu pisania, ze sposobu myślenia, z wyglądu! To jest po prostu istna kopia Top Guna!

Kolejnego dnia przyszła następna wiadomość od Top Guna, że F. miał już godzinę temu umyć zęby a tylko pisze do mnie, robi mu też czasem zdjęcia jak jest skupiony na pisaniu ze mną. I jak tak dalej pójdzie to on będzie musiał nam ślub szykować i pomóc w jego organizacji, bo ja wyjdę za F. Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać…

Od wczoraj mam dylemat… Nie wiem, czy dać szansę F. czy też nie i zerwać kontakt? Czuję, że coś się we mnie dzieje. Od czasu poznania i zakończenia relacji z Top Gunem nikt mi się nie podobał, nie potrafiłam się zakochać, nie potrafiłam nikogo kochać, wydawało mi się, że już zawsze będę sama, bo nikt nie miał tych cech Top Guna, cech, które uważałam za idealne, aż to teraz… Jak poznałam F. wszystko jakby się zmieniło…

„Znowu płonie ostatni most
A po drugiej stronie Ty
Tyle razy mówiłam dość
Mądrzejsza miałam być
Tyle rad samej sobie już dałam
A Ty wciąż mi się śnisz
Kiedy stoisz za blisko mnie
Silna nie umiem być

Z Tobą nie umiem wygrać
Gdy patrzysz mi w oczy znów tracę grunt
Nie wiem jak Cię zatrzymać
Następnym razem nie wracaj już.”

 

Od wczoraj czuję coś bardzo dziwnego. Czuję, że komuś na mnie zależy…  Poczułam też spokój. A Top Gun z F. prześcigają się w wiadomościach do mnie i który napisze pierwszy ten się cieszy bardziej…

Nie wiem co z tym wszystkim zrobić, ale przemyślenia dnia dzisiejszego przyniosły mi jedną myśl: Dam mu szansę! Niech się dzieje co chce… Tonę w nim, a on we mnie. Tonę w kopii Top Guna…

people-2562102_960_720

„Mam Ciebie tylko w głowie i to wystarczy mi
Na prawdziwą wojnę nie zamierzam iść
Ciebie mam tylko w głowie mam zmyślony świat
Nie chcę iść na tą wojnę jeszcze raz.”

Miesiąc…

Dziś dokładnie mija miesiąc od tych krytycznych dla mnie wydarzeń, gdy dowiedziałam się prawdy o jego życiu… Muszę przyznać, że czekałam na ten dzień. Czekałam, bo to już jakiś okres czasu. Okres czasu, który można już jakoś określić. Mogę przecież powiedzieć „Minął już miesiąc”. Wiedziałam, że z tą świadomością będzie mi łatwiej żyć, ot tak, po prostu… Że po miesiącu będzie łatwiej, prościej… spokojnej… w końcu upłynęło już trochę czasu… że po miesiącu się zakończy żałoba, strata, ale nie sądziłam, że po tym miesiącu spojrzę na wszystko tak inaczej… że ogarnie mnie taki spokój, mimo tego, czego się dowiedziałam, co wiem.

Top Gun jest, ciężko mi go odseparować, kiedy on sam prosi się o kontakt. Z drugiej strony moja potrzeba bliskości nie daje za wygraną. Nie wiem, jak to zrobić, aby jej nie czuć, aby on nie był mi potrzebny. Tutaj może terapia przyniesie kiedyś jakieś skutki, że będę umiała wytyczyć odpowiednią granicę, taką, by nie dać się ranić. Nie chcę być raniona, nikt nie chce, a jednak lgnę do ludzi, którzy mogą mi to zrobić, mogą mnie zranić, bardzo boleśnie. Tylko, że teraz już jest inaczej, bo liczę się z taką ewentualnością, to inne niż wcześniej uczucie, kiedy nic nie widziałam. Jestem już teraz świadoma ewentualnych konsekwencji.

Dziś dzień mija mi raczej spokojnie, na pisaniu z nim, spacerach i nauce, ale też lubię ten spokój, wolę ten spokój od niezaplanowanych, wstrząsających akcji. Powoli znika mi też czarnowidztwo, przynajmniej na razie i dobrze mi z tym. Wiem, nie chcę żyć iluzją i czasem się na tym łapię, że myślę bardziej pozytywnie niż do tej pory, a to może być zgubne, ale z drugiej strony odczuwam wtedy ulgę. Świat nie jest już tylko czarno biały. Dziś Top Gun zapytał się mnie jak się czuję. Odpowiedziałam, że lepiej.

Może to leki zaczynają działać?

yoga-2176668_960_720

Pie****lnąć tym wszystkim! Szczera rozmowa z terapeutką.

Wpis z 20.05.2019 r.

Dzisiejsza poranna rozmowa z nim spowodowała, że jestem cała roztrzęsiona, a musiałam z nim pogadać, bo załatwia mi praktyki. W sumie, nie wiem nawet dlaczego to robi. Chce mi pomóc?

Znowu jest gorzej. W tygodniu było lepiej, kiedy zajmowałam się swoimi sprawami, w weekend kiedy musiałam tam iść, oglądać tych ludzi, wśród których się poznaliśmy było mi ciężko. Jeszcze te pytania, gdzie on jest? Bo nie przyszedł na zajęcia i musiałam im tłumaczyć, że poleciał na ćwiczenie do Słowenii.

Nasz kontakt jakoś osłabł… dziś z nim rozmawiam, niby o neutralnych sprawach, czuję, że jest rozwalony w środku, smutny, przybity… Powiedziałam mu o tym, że się męczę. Od jakiś kilku dni, z w zasadzie od soboty chyba mam taki zamiar by powiedzieć mu, że mnie skrzywdził i, że przez niego się męczę. Powiedziałam tylko, że się męczę przez niego. Powiedział przepraszam, ale wie, że to nic nie zmieni. On też się męczy, już nie wiem w sumie przez co, chyba przez kochankę i to, że go zostawiła, ale co mnie to obchodzi?

Na początku, kiedy rozmawialiśmy miałam nadzieję na uratowanie tego, choć bolało, bardzo. Potem jakiś smutek, potem wyszłam na prostą, odcięłam, urwałam kontakt i było mi tak dobrze przez dwa dni, dziś znowu wszystko wraca. Dziś mam taką wielką ochotę pierdolnąć tym wszystkim i po prostu o nim zapomnieć. A wiem, że tak się nie da…

Na wieczór znowu on zaczął rozmowę. Chwilę popisaliśmy, było mi już jakoś lepiej, spokojniej. Uczę się nie reagować aż tak intensywnie na niego. Nie wychodzi mi to najlepiej… Ale mogę tak przecież nie reagować…

Znalazłam też jedną piosenkę, którą polubiłam:

Wpis z 21.05.2019r:

Rano pojechałam do terapeutki, nowej, bo u dotychczasowego terapeuty już terapii nie mogę odbywać. Myślałam, że będzie gorzej, ale nawet pozytywnie mnie zaskoczyła. Porozmawiałam z nią szczerze… chyba pierwszy raz wżyciu odbyłam taką szczerą rozmowę o tym, z terapeutką, że czuję się gorsza, że potrzebuję bliskości, że nawet jeśli relacja jest byle jaka to i tak jest we mnie ta potrzeba bliskości, bo lepsze to niż nic, o tym, że nie mogę określać swojej wartości przez bycie z kimś lub nie bycie, a to robię, że poczułam, że coś we mnie jest nie tak, że mam kołowrotek emocjonalny, raz chcę mu pomóc, raz mi go żal, a za chwilę mnie wkurwia i to tak intensywnie…

Nie powiedziała mi „zrób tak, czy tak”. Nie naciskała na urwanie kontaktu z nim na siłę, powiedziała mi o granicach, o zaopiekowaniu się sobą, o tym, że mogę sobie poeksperymentować, co mam z tym wszystkim zrobić, dała mi wolność. Tą wolność, na którą chyba czekałam, której od niej oczekiwałam, ale z drugiej strony zapytała czy ten plan, który ja mam w głowie jest realny? Nie wiem, tego nie wiem…

Dużo też mówiła o złości, że ja chociaż powinnam być wkurzona i w ogóle w pierwszej chwili powiedzieć „odejdź z mojego życia, nie chcę Cię znać”, a ja nie umiem. Mam w sobie tę złość, ale jakąś bierno-agresywną lub skierowaną na siebie. Stąd wymioty i takie złe samopoczucie. Powiedziała też, że może lepiej, że stało się to teraz niż później, bo później byłoby mi jeszcze bardziej żal. I, że nic nie dzieje się przypadkiem, może tak miało być, żebym wreszcie zaopiekowała się sobą, popatrzyła na siebie, żebym była gotowa coś usłyszeć. Bo może wcześniej nie byłam na to gotowa, a teraz, po tych wydarzeniach tak. W każdym bądź razie, przyszłam tam, chciałam porozmawiać, powiedziała, że to znak, że mimo wszystko jakaś część mnie jest dla mnie ważna. Powiedziała, że jest we mnie ta złość, która być powinna tylko muszę sobie dać czas, by ją poprzeżywać. To normalne, że najpierw chciałam to wszystko ratować, potem jakoś się odcięłam, a teraz już sama nie wiem czego chcę. To proces, który się toczy i będę zmienna, ale mam do tego pełne prawo. Poza tym, tyle jest we mnie teraz emocji, smutku, żalu, po stracie, że w tej swojej „żałobie” mogę po prostu raz chcieć kontaktu, choć mi w tym źle, a raz go nie chcieć. Mogę raz odebrać telefon, uznać, że to nie jest dla mnie dobre, a potem jeszcze odebrać 3 razy, aż nie dojrzeję do tego, że to ten moment, by to zakończyć. Powiedziała, że przecież mogę o sobie decydować  tak, jak zechcę, nawet jeśli się trochę jeszcze pobiczuję… aż nie dojrzeję co z tym zrobić, aż nie poczuję, że to jest ten moment. Powiedziałam jej też, że wnerwia mnie już słuchanie jego wywodów na temat tamtych kobiet i nie zamierzam tego robić, owszem, mogę z nim pogadać o neutralnych rzeczach ale nie o nich. To mnie też rani i boli i nie będę sama siebie krzywdzić. Przyznała mi rację, przecież ja też byłam jedną z nich, wybranką (choć ja nie wiem czy tak było) i mam pełne prawo nie mieć ochoty na słuchanie o nich. Mówiła też, że to nie jest normalne, że wymiotuję, kiedy były dzwoni do mnie… Powiedziałam też szczerze, że nie wierzę, że spotka mnie już coś dobrego, że kogoś poznam, że czuję się tak, jakby wszystko się już skończyło… Powiedziała, że popracujemy nad tym moim czarnowidztwem. Ustaliłyśmy też cele na terapię: Zmiana przekonań o sobie, na takie, że jestem ważna i wartościowa nawet jak zostaję sama. Popracowanie nad tym, aby odciąć się od myślenia o jego kobietach, wzbudzenie w sobie trochę złości, popracowanie nad czarnowidztwem. Powiedziała, że to realne cele do terapii, więc mogę dać radę.

Czuję się jakoś lepiej, jestem spokojniejsza. Tak, jakby moje życie zaczynało zależeć ode mnie, a nie od innych osób, ich samopoczucia, decyzji, uwag, przemyśleń itd. Dowiedziałam się też, że są organizowane spotkania dla osób oczekujących na terapię pogłębioną, pierwsze jest 12 czerwca. Może się wybiorę? O dziwo jak kiedyś nie lubiłam tego ośrodka, tak teraz jakoś lepiej mi, gdy tam idę, coś się zmieniło, może przez te wydarzenia? Kiedyś uważałam, że muszę sama sobie dać ze wszystkim radę, że przecież sobie poradzę, że mam jakąś wiedzę i muszę na niej bazować, tylko chyba… zapomniałam o uczuciach, które są i żadna wiedza nie sprawi, że się nagle zmienią. Teraz nie wymagam od siebie nie wiadomo czego. Pierwszy raz w życiu chyba dopuściłam myśl do siebie, że tak, chcę aby ktoś mi pomógł,że nie zawszę muszę być silna i niezależna od pomocy innych, dobrze się czuje na tej terapii. Może to przyniesie jakieś skutki?

Wczoraj miałam taki dzień, że bardzo chciało mi się palić… choć nigdy nie paliłam, to bardzo dziwne uczucie. I tak samo, choć mówiłam sobie, że nigdy w życiu nie będę paliła, jakby mnie ktoś wczoraj poczęstował papierosem, jest szansa, żebym wzięła… Mimo wcześniejszych, bardzo mocnych postanowień. Coś się we mnie zmienia, czasem mam wrażenie, że upadam, ale może nie? Może to zwyczajna droga do dojrzewania do bycia z sobą? Kiedyś miałam w głowie stworzony idealny świat, teraz odkrywam, ze świat nie jest wcale taki idealny, a ten, który ja tworzę też idealny być nie musi…

Zaraz może odpowiem Top Gunowi na jedno pytanie, które wczoraj mi zadał…

Na dodatek, co gorsza, coś mnie pobiera, od dzisiejszego poranka źle się czuję. Mam nadzieję, że mi przejdzie i, że nie rozchoruje się na weekend.

tea-time-3240766_960_720

Sen…On mnie nigdy nie kochał. Chyba pora się odkochać…

Dziś pierwszy dzień odpoczynku. Pozdawałam wszystkie egzaminy! Jestem z siebie bardzo dumna w tej kwestii, że przy takim stanie dałam radę pozałatwiać tyle spraw i objąć rozumiem tyle nauki. Miałam dziś sen… jak zwykle śnił mi się Top Gun, ale dziś jakoś inaczej. Śniło mi się, że się bardzo kłóciliśmy, że mówiłam mu jakim jest dupkiem i, że gdybym wiedziała od początku co kryje w zanadrzu, nigdy bym na niego nawet nie spojrzała. Czułam do niego żal i złość. To prawda, dużo jest we mnie tych uczuć w stosunku do niego… Wczoraj znów poprosił mnie, żebym mu wysłała swoje zdjecie, na dodatek w nocnej koszulce. Kiedyś bym się na to zgodziła, ale nie teraz… Zdecyodowanie odmówłam i napisałam mu, że gra na kilka frotów, żeby takie zdjęcia uzyskać.  I ciekawe ile ich ma na telefonie od ilu kobiet. Na co on zaprzeczył i powiedział, że może moje zdjecia usunąć, jeśli chcę. To tylko zdjęcia. Zapytałam się go po co one mu były, na co odpowiedział, że po nic, po prostu, gdybym mu teraz takie zdjęcie wysłała to by się uśmiechnął, a jak nie to luz, bo tylko się wygłupiał…

Wniosek z tego jest tylko jeden. On nigdy mnie nie kochał. On nie rozumie co mi zrobił. Nie rozumie tego, że zrobił mi dokładnie to samo, co kochanka zrobiła jemu. Dał mi nadzieję na lepzy czas, na inne, lepsze życie, na poważną relację, a potem mi to wszystko brutalnie odebrał. Nie rozumie tego… nigdy nie byłam dla niego ważna, może mi tylko tak się wydawało? Tak, jak mówił, nie chciał, żebym odebrała to jako to, że mnie podrywa, starał się mi pomóc jak mógł, nie myślał, że mógłby być kimś więcej niż tylko kolegą. Nigdy mnie nie chciał tak naprawdę. Fakt, przekraczał granicę, zachowywał się tak, jakby mnie chciał, ale moze nie miała tego na myśli? Może to była z jego strony zwykła pomoc, którą ja odebrałam jako chęć zbliżenia się? Tak czy siak, on tego nie rozumie. Szczerze myślałam, ze jest mądrzejszy, że dostrzega pewne sprawy, że wie, co mi zrobił, jak mnie zranił. Faceci nie są zbyt domyślni… Niestety, jest jeszcze większym palantem, że tego nie widzi.

Doszłam do wniosku, że chyba pora się odkochać, do tej pory mi na nim zależało, nawet po tym wszystkim co mi zrobił, chciałam być przy nim, jakoś go wspierać, bo też nie ma łatwo, ale widzę teraz, ze to bez znaczenia, bo on i tak tego nie rozumie… Niby wie, ze dużo dostał ode mnie, niby kiedyś coś takiego powiedział, ale nie rozumie tego, jak bardzo zranił moje uczucia i mnie samą. Dając mi nadzieję na lepsze życie, a potem ją brutalnie zabierając, jeszcze oświadczają, ze to nie miało być zbliżenie się do mnie, tylko zwykłą pomoc. Tego, że przekroczył granicę intymności która jest zarezerowwana dla zwykłej przyjaźni też nie rozumie… że to zaszło za daleko chyba też, a może rozumie, ale to już jego sprawa. Dalej robi to samo. Dalej przekracza te granicę intymności i twierdzi, że to tylko kolezeńskie stosunki…. Rano myślałam, że będę musiała stoczyć wojnę, z sobą, ze woimi uczuciami, zeby się z tego wyplątać, a przynajmniej nie dać wplątać znowu w ten „romans”, ale teraz widzę, że staje się jakaś spokojniejsza. Przestaje mi chyba zależeć na kolesiu, który błogo żyje w swojej nieświadomości, a ja? Ja biorę leki, płaczę po nocach i nie umiem spokojnie spać. Nie taka jest tego współmierna cena. Pora zacząć żyć swoim własnym życiem i nie przejmować się nim, bo o tego i tak nie zrozumie, moich uczuć do niego, tego, co mi zrobił, a jeżeli ktoś tego nie zrozumie to tak jak z Panem ze skrzydłami, trzeba go zostawić i pozwolić mu żyć w tej swojej nieświadomości. Nie zależy mi na tym, żeby mu cokolwiek udowadniać. On mnie nigdy nie kochał, ja jego tak, ale chyba nie teraz, dziś coś we mnie pękło, coś się zmieniło. Ta myśl jakoś mnie uwalnia od niego, oddalam się od niego chyba coraz bardziej…

To trochę smutne, że zostaję znowu sama, kolejny facet, który mnie nie kochał. Ale muszę jakoś dalej żyć… Załatwiam sobie praktyki ze studiów, on mi pomaga, załatwić praktyki w swojej jednostce, ale zaczynam to traktować jak tylko zwyczajną koleżeńską pomoc. choć przyznam, że trochę dziwnie się czuję, w końcu tam poznał swoją kochankę, za którą tak szalał… Chyba przestaje mi zależeć… po co ma mi zależeć na kimś, kto i tak mnie nie rozumie? Chciałam mu tyle dać, nawet teraz być i wspierać, ale on chyba tego w ogóle nie widzi, tego co się stało, że przy nim jestem, może trochę tak, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie zranił, on chyba nie zasługuje na moją miłość…

Wysłałam mu też dziś słowa piosenki, którą wczoraj zamieściłam na fejsbuku, pomyślałam, a co mi zależy:

A dziś jadąc do lekarza widziałam całe pola rzepaku, to też takie zdjęcie 🙂

Zaczynam czuć trochę spokoju…

fog-3050078_960_720

Przestać oczekiwać czegokolwiek… Tak łatwiej.

Cały czas się do mnie dobija…  Nie wiem dlaczego? Znalazł sobie powiernika? Mówi, że jestem dla niego bliską osobą… Wczoraj coś tam popisaliśmy. Przedwczoraj też. Dzisiaj jest cisza, na szczęście, ale pewnie się odezwie za jakiś czas… Facet jest niestabilny, z jenej strony mówi mi, że co by było, gdyby pojawiło się miejsce dla mnie, z drugiej, wczoraj powiedział mi, że myśli o kochance… To niech sobie myśli, w samotności. Nigdy nie wiem, co mu odbije. Czas się już chyba wyrwac z tego wszystkiego. Powoli przestaje myśleć, że jeste fajnym facetem, a zwykłym palantem, który nie wie, czego chce… a najlepiej to by chciał wszystkie mieć. Powiedziałam mu, że ta kochanka też jest nie fair, najprawdopodobniej go wykorzystała i tyle, trzeba to zostawić i iść dalej, a nie rozwalać sobie życie bo ciągle będzie miał takie sytuacje, gdzie będzie cierpiał, a on się jeszcze maże, że to za krótki czas, że ma ranę, która boli… W sumie, trochę to rozumiem, bo po Indianerze też byłam rozbita totalnie (Wpis: „Zdrada boli tak bardzo, ze nie można oddychać.” Sprzed lat.) Ale trzeba się w końcu zebrać i spojrzeć na tę sytuację racjonalnie. Może czas mu pomoże tak na to spojrzeć? Czy on na prawdę nie widzi, tego, co dla niego robie? Że mimo tego wszystkiego, co mi zrobił, zamiast wziać jak prawie każda inna laska, kopnąć kolesia w dupę, tak, żeby leciał daleko jeszcze mu próbuję pomóc w tej całej sytuacji, dlatego, że mi go po prostu żal, bo jest głupi. Daje się jednej wykorzystywać, a drugiej sobą pomiatać… Ale tak, jak pisałam wcześniej, daje temu wszystkiemu czas… tak mi chyba lepiej… a czy będzie tak, czy tak, mam nadzieję, tylko, że przeżyję…

Co do mnie, wczoraj miałam dzień, gdy przestałam czegokolwiek oczekiwać od życia. Od niego też. Ta myśl przyniosła mi spokój. Wiem, może i jest brutalna, ale muszę na razie przynajmniej swoje marzenia schować głęboko do szuflady i rozstać się z nimi, przynajmniej na jakiś czas. Wtedy się nie zawiodę. Może to zaprzeczanie, może robienie sobie wbrew, ale kiedy mnie tak bardzo rozwalają, to może lepiej ich nie przywoływać? Nie myśleć o tym, że kiedyś chciałam być szczęśliwa. Cóż, wpłw mam tylko na siebie, nie na innych, nie wejdę do ich mózgów… Może nie muszę mieć tego, czego pragnę? Może moje życie musi po prostu wyglądać inaczej? Bez bliskich osób, bez rodziny, z resztą, chyba nie mogło to skończyć się dobrze… niechciana przez matkę, oddana do dziadków, na całkowite odludzie, gdzie przez całe dnie nie da się uświadczyć czasem nawet żywej duszy? To jak miałam kogoś poznać? Może mnie po prostu takie życie jest nie pisane? Chciałam walczyć o swoje marzenia, nie wyszło… Z jednym się totalnie rozmijaliśmy, chcieliśmy zupełnie czegoś innego, a z drugim, kiedy chcemy tego samego to i tak nie może mi tego dać…

Zastanawiam się, czy jeszcze aby kogoś w swoim życiu poznam? Może tak, może nie… Takiego podobnego i chcącego tego samego, co ja. Szczerze, na dzień dzisiejszy wątpię… ludzie dziś nie pragną prawdziwych uczuć, wszystko jest jakieś na szybko i aby tylko było. Ludzie są dziwni… nie rozumiem ich w większości… z resztą, gdzie mam go poznać? Nie ma nawet chyba takiego miejsca… a przynajmniej ja tam nie bywam. Top Gun mi mówi, że ofiarowane dobro powraca, ale ja w to już chyba nie wierzę…

Uczucia mi się mieszają, raz bym chciała, a raz nazywam go zwykłym palantem, bo taka jest prawda… Mam kołowrotek emocjonalny, jak on w stosunku do niej. Jakie to wszystko jest popieprzone. On myśli o niej, czasem o mnie, ja myśle o nim. Chciałabym już nie myśleć, wymixować się z tego raz na zawsze. A najlepsze jest to, że i on i ja sobą nazwajem sobie regulujemy emocje jak nam źle…

A może mnie już tam nie ma? W sumie, jego słowa już na mnie tak nie działają… Trochę jeszcze mam w emocjach smutku, szczególnie jak mówi o niej, ale wiem, że tak, czy inaczej rcjonalnie będę mu musiała pozwolić odejsć i kiedyś się z tego ocknąć, wypisać, raz na zawsze… Przecież nie będę wiecznie jego terapeutą jak mu źle? Już nawet nie wiem, jaka jest relacja między nami, ale nie chcę o tym rozmawiać, nie mam na to siły. Raz mi wysyła całuski, raz rozmawia o niej, potem mnie przeprasza, a potem się śmieje… Tak bardzo chciałabym przestać już o tym myśleć i zacząć iść swoją drogą, gdziekolwiek ona prowadzi…

gothic-2777564_960_720