Po spotkaniu z Top Gunem…

… Czuję się dziwnie. Kiedy weszłam do sali, ujrzałam jego, siedział z moim znajomym. Nie przywitałam się, nie powiedziałam „cześć”, przeszłam obok, nawer na niego nie patrząc i ysiadłam w drugim kącie sali.  Zerkałam na niego tylko kiedy nie wiedział. MInęła przerwa, której nie spędziliśmy razem, każdy osobno, również koło niego przeszłam, nie zauważając go. Na kolejnych zajęciach pomachał mi, ale ja udałam, ze tego nie widzę. Potem napisał… „Dzień dobry, zafarbowałaś włosy, a miałaś takie ładne, mysie.”  Odpowiedziałam więc zdawkowo, że chciałam to zafarbowałam… W międzyczasie napsłam do F, że się nie oddzywamy do siebie, bo czekał na wiadomosć, jak tam nasza relacja. Potem Top Gun odpisał mi coś o myszach więc nie odpowiedziałam już nic. Pomyślałam soie tylko „zamiast zapytać co się stało, dlaczego nie rozmawiamy, dlaczego go nie zauważam, to on pieprzy o myszach…”Mysz bowiem to ulubione syworzenie Top Guna ze zwierząt. Przerwę długą spędziliśmy osobno, nawet nie wiem gdzie był. Nie obchodziło mnie to, jednak serce waliło mi mocno przez ten cały czas. Jednak najlepszt było jeszcze przede mną.

Rozpoczęły się kolejne zajęcia i Top Gun usiadł koło mnie i podał mi długopis, który mi wypadł. Wzięłam bez słowa. Potem wysłał mi swoje zdjęcie w mundurze, z poligonu, na którym był ostatnio. Zapytałam się go, czemu mi to wysyła, to były pierwsze słowa do niego, tego dniaz a on tylko wzruszył ramionami i pisknął. Coś było pięknego w tym pisknięciu, tylko on tak potrafi pisknąć, tak słodko, ale nie robiło na mnie już to wrażenia. Jako odpowiedź wysłałam mu swoje zdjecie z jedostki i zdjecia żołnierzy z mojej jednostki. On natomiast wysłał mi filmik ze swoim udziałem. Potem zaczęliśmy pisać… ale na neutralne tematy. O tym, że utopił telefon na kajakach i ma nowy, i tym, że miał poligon i jest zmęczony. Napisałam, że wiem o tym. A on na to, że dobry obieg infarmacji ( że niby ja piszę z F. cały czas), a ja na to: Jak mógłbyś mieć pretensje? A on tylko: Nie mógłbym. I siedzieliśmy obok siebie, pisząc do siebie, to było komiczne. Facet 28 lat nie potrafi porozmawiać, tylko pisze bo tak łatwiej. .A ja cóż, nie miałam ochoty z nim rozmawiać, więc wolałam już odpisywac na te wiadomości. Zastanawiam się teraz, czy wtedy już byłam w relacji z nim, a przecież tego tak bardzo nie chciałam. Z drugiej strony myślę sobie, że musimy jakoś koło siebie egzytsować. Może w ten sposób sama siebie rozgrzeszam? Nie wiem. Pewnie mowię to po to, by było mi łatwiej i abym się nie winiła za to. Jakiś czas później zaczęliśmy rozmawiać. Powiedział mi, że ładnie mi w czarnych włosach i cieszy się, że mnie widzi. Pomyślałam sobie, że ja nie. Później wyszłam na przerwę. On do mnie nie podszedł na tej przerwie, spędziliśmy ją osobno, on w sali, ja na korytarzu. Po czym, przyszła do mnie wiadomość od niego: Podejdż do sali, bo mam problem. A ja na to „po co?” , a on do mnie: „Coś mnie na kręgu zabolało i chciałem, żebyś zobaczyła, czy mam sine, ale już sobie poradziłem.” Hm… czyli chciał pokazac mi znowu częsć swojego ciała? Jeszcze próbuje, wciaż próbuje mnie podejść, miłe słowka, a to mnie gdzież zaczepi, a to gdzieś dotknie, a to prosi o coś takiego…Powiedziałam mu, kiedy weszłam do sali, że niech napisze do dowódcy, nie do mnie o to, aby mu sprawdził, czy na sine.

Po kolejnym dotknięciu mnie w końcu sie wkurzyłam i zapytałam się go, czy aby nie chce być zbity? Potem znowy zaczęliśmy rozmawiać… Powiedział mi „Nie stresuj się”. To go pogrążyło, byłam zestresowana, owszem, ale mam dosć już tego, że wmawia mi, ze to ja jestem ta słabsza i tylko ciągle się stresuje…. Obudził we mnie jeszcze gorsze instynkty.  I tu dochodzimy do sedna sprawy. Zapytał mnie, wyobraźcie sobie, czy aby mnie nie odwieźć do domu? A ja to tu mu „chyba se kur*a jaja robisz? Żeby Cię w domu wiedzieli? Pod domem? Ty mi jesteś tam najmniej potrzebny.” A on do mnie” Nie rozumiem w czym problem, ale okej.” A ja mu na to „No właśnie w tym, że nie rozumiesz w czym problem.” A on do mnie „Okej.” A potem dodałam. „Wiesz co, wkopałeś się tym pytaniem. Jesteś jednak głupszy niż myślałam…” Tak, to było niegrzeczne, wiem o tym, ale  nie mam sktupułów? Gdzie był te wszystkie dni, kiedy ja nie mogłam się podnieść z łożka? Gdzie był, kiedy ja płakałam i życie straciło sens? Gdzie był, kiedy nie spałam kolejną noc? Gdzie był kiedy nie potrafiłam się uczyć, kiedy brałam tabletkina uspokojenie, kiedy nic mnie nie cieszyło, kiedy moje szare dni zlewały się w całość? Gdzie był?! Dużo we mnie żalu do niego… bardzo dużo… Po zajęciach na mnie czekał. Ale zapytałam, czemu nie idzie do domu, odpowiedział, ze czeka na mnie. Ubrałam się i poszliśmy. Przed parkingiem  zapytał mnie raz jeszcze, czy aby mnie nie odwieźć, powiedziałam, że nie. Oboje na żarty zasaltowaliśmy i każdy poszedł w swoją stronę. Pomyślałam sobie „spie*dalaj ch*ju”.  W dzrodze powrotnej poczułam się fatalnie i w końcu zwymiotowałam z napięcia chyba. Dobrze, ze tego już nie widział.

Jest żałosny, nie potrafi porozmawiać, nie rozumie w ogóle co się zadziało, co się stało, jakby nigdy nic, chciał ze mną rozmawiać o myszach… Nie rozumie jak mnie skrzywdził, przecież jesteśmy przyjaciółmi, prawda? A to, ze się prawie przespaliśmy, że się całowaliśmy i tutiliśmy przez godzinę to nie ważne, to się nie wydarzyło… jego serce jest gdzie indziej… On niczego nie rozumie. Mam taką myśl, że nawet gdyby on zostawił sweoje kobiety i powiedział, że chce być tylko ze mną, to i tak nie zrozumielibyśmy się… On mnie nie rozumie.

Wzbudza we mnie najgorsze instynkty. Jestem arogancka, rozkazująca w stosunku do niego, klnę do niego i wyśmiewam się z niego w wiadomościach, np, że ” Nie suplementuję” wszystkiego, co się rusza””, jako podtekst… Myślicie, że zrozumiał? Skąd! Albo tylko udaje, że nie rozumie, bo tak jest wygodniej…

Moja wielka miłosć do niego przerodziła się chyba w nienawiść, jak powiedział mój kolega… z którym pisałam wczoraj po całtm dniu. Jak to czytasz, dzięki, że jesteś! 🙂

Czuję się dziwnie… chyba dlatego, ze nie chciałam być z nim w relacji,a  znowu w to weszłam, choć teraz już inaczej, wyżywam się na nim i tyle.

wolf-1227567_960_720

Oto moja postawa… 🙂 Nie poznaję sibie, w stosunku do nikogo się wcześniej tak nie zachowywałam…

Powiedziałam mu u mojej relacji z Top Gunem!

Tak, wiem. Miałam tego nie robić. Miałam nie mówić F o mojej relacji z Top Gunem i o wszystkim co się między nami wydarzyło, aby nie poczuł się jak plaster czy lekarstwo na niego, by nie poczuł się jak zastępstwo. Jednak jeden dzień sprawił, że wiele się odmieniło…

W poprzednim tygodniu umówiłam się z F., że do mnie przyjedzie w sobotę. Choć nie cieszyłam się specjalnie na tę okazję bo biorąc pod uwagę to wszystko o czym tu pisałam we wcześniejszej notce F. W pewnym sensie mnie zasmucił. Narzekaniem na pracę i tym, że nie chce udać się na studia. Jednak zgodziłam się, aby przyjechał. Przywiózł mi podkowę na szczęście. Widziałam, że nie był już tak spięty… Przegadaliśmy cały dzień. Okazał się mimo wszystko mądrym, inteligentnym człowiekiem, a na dodatek wierzącym tak jak ja. Byliśmy na mszy w kościele razem. Pierwszy raz byłam w kościele z kolegą. Zawsze chodzę z kimś z rodziny. Taka miła odmiana. Napisał mi, że również było tak fajnie, że nie może uwierzyć… Powiedziałam mu prawdę o oszuście. W tym dniu się nie bałam, pomyślałam sobie, że niech się dzieje co chce… postawiłam wszystko na jedną kartę… Nie wytrzymałam jak zaczął wychwalać Top Guna i mówić, że on nie chce nikogo skrzywdzić. Kiedy powiedziałam mu, że mnie przez rok oszukiwał, że czuję się oszukana i zmanipulowana był z szoku. Widziałam po jego twarzy, że mi nie dowierzał. Zawsze to był kochany wujek, taki dobry dla wszystkich a tu nagle spadła na niego moja wersja… Jednak jedno mi się spodobało bardzo. Nie stanął murem za nim. Powiedział, że ja mam prawo w takiej sytuacji czuć się oszukana i zmanipulowana… I wierzy, że czuje się źle. Tego na przykład sam Top Gun w ogóle nie widział. Według niego „jak ja mogłam czuć się źle?” Przecież nic się nie stało! – to była jego odpowiedź na wszystko, na każdą moja skargę na próby rozmowy o tym co mi zrobił, jak dał nadzieję a potem odrzucił, oszukał. Kiedy to powiedział, poczułam ulgę. Choć nie wiedziałam jeszcze po której stronie on stanie, to jednak poczułam się zrozumiana. Poczułam, że mogłam się tak czuć, że ta reakcja nie była przesadzona jak próbował mi pokazać Top Gun…. W końcu powiedział mi to ktoś kto zna całą sytuację! Dowiedziałam się też, że Top Gun mówił mu, jaka jestem fajna i jak dobrze nam się rozmawia razem. Nie wiem, po co mu to mówił…

Wieczorem porozmawialiśmy sobie o wrażeniach, jak nam się razem spędzało czas. Obydwoje byliśmy bardzo zadowoleni, ucieszyły nas takie małe gesty, a najfajniejsze było to, że poszliśmy na spacer i siedzieliśmy na ławce, słuchając muzyki i śpiewając sobie znane piosenki, okazało się, że słuchamy takiej samej muzyki! Była to ta sama ławeczka, na której dowiedziałam się o kochance Top Guna, którą tak bardzo kocha. Odczarowałam chyba ten park i tą ławeczkę z F. Bo przez tę rozmowę z Top Gunem wydawał mi się nie przyjaznym miejscem, tam w końcu dowiedziałam się prawdy o jego życiu i relacjach. Zauważyliśmy też oboje, że zgadzamy się w różnych aspektach życia i to nas obu cieszy bo jak mi napisał F. ” w tym kontekście może przeciwieństwa się przyciągają, ale podobieństwa mogą więcej”. To go też cieszy, że się tak rozumiemy, mnie też, bardzo. Z resztą, można było to troszkę przewidzieć, bo z Top Gunem również się rozumieliśmy a to przecież jego najbliższa rodzina. On nie wie, bo tego nie doświadczył. Nie miał nigdy dziewczyny na poważnie, jedynie przez dwa lata pisał z jakąś i chciał z nią być, ale nie dograli się.  Byli zupełnie inni. Powiedział mi, że doświadczył wojny poglądowej ale tylko pisząc, natomiast ja mu powiedziałam, że dlatego lepiej mieć podobne poglądy bo wtedy nie trzeba się przekonywać albo zmuszać kogoś do jakichś poglądów i dwie osoby mogą być szczęśliwe a nie tylko jedna,  bo zgadzają się z sobą w najważniejszych wyznawanych wartościach i celach. Ponadto F. okazał się naprawdę mądrym, oczytanym i kulturalnym facetem.

Cieszę się, że tak się to toczy, że on nie próbuje znów robić na siłę z tego przyjaźni i kumpeli ze mnie… i że dostrzega to, że się rozumiemy, bo z Top Gunem chyba tylko ja to dostrzegałam, że mimo wszystko się rozumieliśmy i potrafiliśmy rozmawiać. Z F. jest inaczej… On dostrzega małe gesty, potrafi się cieszyć z tego, ze mogliśmy siedzieć obok siebie w kościele na Mszy, że mogliśmy obserwować wiewiórki i, że się zgadzamy w paru wartościach.

„Uczę się ciebie na pamięć.
Niecierpliwymi palcami, 
Rozpaczliwie na pamięć .
Szeroko zamkniętymi oczami.
Czytam zachłannie od nowa 
całego zdanie po zdaniu.”

Sen…On mnie nigdy nie kochał. Chyba pora się odkochać…

Dziś pierwszy dzień odpoczynku. Pozdawałam wszystkie egzaminy! Jestem z siebie bardzo dumna w tej kwestii, że przy takim stanie dałam radę pozałatwiać tyle spraw i objąć rozumiem tyle nauki. Miałam dziś sen… jak zwykle śnił mi się Top Gun, ale dziś jakoś inaczej. Śniło mi się, że się bardzo kłóciliśmy, że mówiłam mu jakim jest dupkiem i, że gdybym wiedziała od początku co kryje w zanadrzu, nigdy bym na niego nawet nie spojrzała. Czułam do niego żal i złość. To prawda, dużo jest we mnie tych uczuć w stosunku do niego… Wczoraj znów poprosił mnie, żebym mu wysłała swoje zdjecie, na dodatek w nocnej koszulce. Kiedyś bym się na to zgodziła, ale nie teraz… Zdecyodowanie odmówłam i napisałam mu, że gra na kilka frotów, żeby takie zdjęcia uzyskać.  I ciekawe ile ich ma na telefonie od ilu kobiet. Na co on zaprzeczył i powiedział, że może moje zdjecia usunąć, jeśli chcę. To tylko zdjęcia. Zapytałam się go po co one mu były, na co odpowiedział, że po nic, po prostu, gdybym mu teraz takie zdjęcie wysłała to by się uśmiechnął, a jak nie to luz, bo tylko się wygłupiał…

Wniosek z tego jest tylko jeden. On nigdy mnie nie kochał. On nie rozumie co mi zrobił. Nie rozumie tego, że zrobił mi dokładnie to samo, co kochanka zrobiła jemu. Dał mi nadzieję na lepzy czas, na inne, lepsze życie, na poważną relację, a potem mi to wszystko brutalnie odebrał. Nie rozumie tego… nigdy nie byłam dla niego ważna, może mi tylko tak się wydawało? Tak, jak mówił, nie chciał, żebym odebrała to jako to, że mnie podrywa, starał się mi pomóc jak mógł, nie myślał, że mógłby być kimś więcej niż tylko kolegą. Nigdy mnie nie chciał tak naprawdę. Fakt, przekraczał granicę, zachowywał się tak, jakby mnie chciał, ale moze nie miała tego na myśli? Może to była z jego strony zwykła pomoc, którą ja odebrałam jako chęć zbliżenia się? Tak czy siak, on tego nie rozumie. Szczerze myślałam, ze jest mądrzejszy, że dostrzega pewne sprawy, że wie, co mi zrobił, jak mnie zranił. Faceci nie są zbyt domyślni… Niestety, jest jeszcze większym palantem, że tego nie widzi.

Doszłam do wniosku, że chyba pora się odkochać, do tej pory mi na nim zależało, nawet po tym wszystkim co mi zrobił, chciałam być przy nim, jakoś go wspierać, bo też nie ma łatwo, ale widzę teraz, ze to bez znaczenia, bo on i tak tego nie rozumie… Niby wie, ze dużo dostał ode mnie, niby kiedyś coś takiego powiedział, ale nie rozumie tego, jak bardzo zranił moje uczucia i mnie samą. Dając mi nadzieję na lepsze życie, a potem ją brutalnie zabierając, jeszcze oświadczają, ze to nie miało być zbliżenie się do mnie, tylko zwykłą pomoc. Tego, że przekroczył granicę intymności która jest zarezerowwana dla zwykłej przyjaźni też nie rozumie… że to zaszło za daleko chyba też, a może rozumie, ale to już jego sprawa. Dalej robi to samo. Dalej przekracza te granicę intymności i twierdzi, że to tylko kolezeńskie stosunki…. Rano myślałam, że będę musiała stoczyć wojnę, z sobą, ze woimi uczuciami, zeby się z tego wyplątać, a przynajmniej nie dać wplątać znowu w ten „romans”, ale teraz widzę, że staje się jakaś spokojniejsza. Przestaje mi chyba zależeć na kolesiu, który błogo żyje w swojej nieświadomości, a ja? Ja biorę leki, płaczę po nocach i nie umiem spokojnie spać. Nie taka jest tego współmierna cena. Pora zacząć żyć swoim własnym życiem i nie przejmować się nim, bo o tego i tak nie zrozumie, moich uczuć do niego, tego, co mi zrobił, a jeżeli ktoś tego nie zrozumie to tak jak z Panem ze skrzydłami, trzeba go zostawić i pozwolić mu żyć w tej swojej nieświadomości. Nie zależy mi na tym, żeby mu cokolwiek udowadniać. On mnie nigdy nie kochał, ja jego tak, ale chyba nie teraz, dziś coś we mnie pękło, coś się zmieniło. Ta myśl jakoś mnie uwalnia od niego, oddalam się od niego chyba coraz bardziej…

To trochę smutne, że zostaję znowu sama, kolejny facet, który mnie nie kochał. Ale muszę jakoś dalej żyć… Załatwiam sobie praktyki ze studiów, on mi pomaga, załatwić praktyki w swojej jednostce, ale zaczynam to traktować jak tylko zwyczajną koleżeńską pomoc. choć przyznam, że trochę dziwnie się czuję, w końcu tam poznał swoją kochankę, za którą tak szalał… Chyba przestaje mi zależeć… po co ma mi zależeć na kimś, kto i tak mnie nie rozumie? Chciałam mu tyle dać, nawet teraz być i wspierać, ale on chyba tego w ogóle nie widzi, tego co się stało, że przy nim jestem, może trochę tak, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie zranił, on chyba nie zasługuje na moją miłość…

Wysłałam mu też dziś słowa piosenki, którą wczoraj zamieściłam na fejsbuku, pomyślałam, a co mi zależy:

A dziś jadąc do lekarza widziałam całe pola rzepaku, to też takie zdjęcie 🙂

Zaczynam czuć trochę spokoju…

fog-3050078_960_720

Czy ja jeszcze potrafię kochać?

Wow, dziś 136 wpis na blogu… nie sądziłam, że aż do tylu dojdę i tyle tu wyklikam. Ostatnio pisałam o powstaniu nowego mojego blogu, na którym będzie moja twórczość. jednak po tym, jakie myśli napłynęły mi do głowy ostatniej nocy i po tym, co zrozumiałam dziś nad ranem, stwierdzam (jak na razie), że chcę się wymiksować na jakiś czas z większej działalności w sieci. Potrzebuję na chwilę obecną czegoś zupełnie innego- i dotarło to do mnie właśnie dzisiaj, po tym, jak zastanawiałam się, czy aby dam radę czasowo z dwoma blogami. Pewnie pewnego dnia moja twórczość się gdzieś pojawi, bo to, ze nie będę nigdzie zamieszczać swoich prac, nie znaczy, że nie będą one powstawać, ale na razie, potrzebuję po prostu czegoś innego w swoim życiu. A propo czegoś innego…

Właśnie czekam sobie na Pana ze skrzydłami, który ma przyjechać, tak więc się cieszę! Pogoda nareszcie zrobiła się bardziej przyjazna. Ostatnio czułam się jak na wirującej karuzeli i z niczym nie mogłam zdążyć. Stany emocjonalne też wirowały razem ze mną, rano czułam spokój i zadowolenie, wieczorem smutek i złość, albo na odwrót. To ciężkie do zniesienia…. Zauważyłam, że najgorsze są wieczory, to właśnie wieczorami napływają do głowy najróżniejsze myśli, czarne scenariusze i przychodzi lęk. Kiedyś umiałam spędzać wieczory jakoś przyjaźnie…

Ostatnio myślałam nad tym, co będzie jak rozstaniemy się z Panem ze skrzydłami? Znowu zostanę sama? Znowu będę pytać się dlaczego? Jak to będzie…? Wolałabym, żeby się to nie wydarzyło, ale patrząc na to wszystko co przydarzało mi się w życiu, nie wiem, czy mogę być czegokolwiek pewna…

Kiedyś, wstając rankiem i czytając pewien tekst pytałam samą siebie „Czy ja jeszcze potrafię kogoś kochać?” Pamiętam, jak dla Indianera byłam w stanie zrobić wszystko, a przynajmniej bardzo wiele. I choć czasem gryzłam się w sobie, robiłam to, co było dla niego dobre… Teraz już tak nie potrafię… Moja miłość przybrała bardziej ziemski wymiar. Przez to, jak inni potraktowali moje uczucia, zwyczajnie już nie chcę i nie mam siły na ich wielkie okazywanie i bycie „zawsze”. Stałam się nieufna i podejrzliwa, doszukuje się tylko wad… patrzę na zachowania przez pryzmat kolejnego ciosu… Pan ze skrzydłami zjawił się chyba w złym momencie mojego życia. I choć nie chcę, aby mi go teraz zabrakło, bo z jednej strony czuję się kochana, to wiem, że czasem daje mu popalić, niepotrzebnie….

5269709f46f66b352876905f2e5e037f-d4q03lg

Zjawił się wtedy, kiedy na dobre pogodziłam się już z samotnością i kiedy jedynym marzeniem nie było już tylko mieć się do kogo odezwać po długim męczącym dniu i wiedzieć, że Cię rozumie. Odeszłam od świata „miłości i miłostek”, całkowicie. I po raz pierwszy w życiu poczułam sie z tym dobrze. Dodatkowo zjawił się w czasie, kiedy niedawno skończyła się moja znajomość z M., a więc muszę się przyznać, że widząc zamiary Pana ze Skrzydłami co do mnie, po pierwszej rozmowie, zjeżyłam się… Pierwsza sytuacja  jaką pamiętam z nim prócz rozmowy to to, że na niego nakrzyczałam… I o dziwo, niczego nie usłyszałam w zamian, a muszę przyznać, ze słynie z tego, że mówi to, co myśli i się nie boi o konsekwencje, więc na uczelni wiele osób mówi, że jest zwyczajnie chamski i nie chce mieć z nim do czynienia. Druga połowa za to go kocha, za wiedzę, za inteligencję, za zaradność. Dziewczyny chcą mu dawać buzi za przyniesienie pączków, a inne, za rozwiązanie egzaminu… Na szczęście się nie muszę obawiać o jego reakcję… Kiedyś jedna kobieta w pracy chciała go przytulić, w podziękowaniu za znalezienie jakiejś części, a wtedy jeszcze się w ogóle nie znaliśmy. Duże było podobno jej zdziwienie, kiedy odsunął się i powiedział, że nie będzie tulił obcych kobiet. Potem się przez tydzień z niego śmiali w pracy, ze odrzuca niewiasty. No, trzeba przyznać, że Pan ze skrzydłami jest trochę dziwny i mocno specyficzny, ale jedyny w swoim rodzaju.

Właśnie sobie tak siedzę i czekam i zastanawiam się, czy ze mną wszystko w porządku… No nic, pomyślę o tym później, na razie spróbuje się cieszyć weekendem majowym 🙂

sasanka_zwyczajna4

Znaleźć to, w co będę mogła uwierzyć!

Szykuje się kolejna trudna noc, kolejny bezsenny czas i kolejna przestrzeń wypełniona myślami. Jednak pośród tych myśli, szeregu nieusystematyzowanych emocji, pytań i zastanowień zaczynam powoli wiedzieć czego tak naprawdę szukałam przez te wszystkie lata, gdy było mi ciężko i szukam nadal… Powoli zaczynam się odnajdywać na tej ścieżce wiecznych poszukiwań. Teraz, kiedy zostałam sama, całkiem sama. Kiedy mentalnie nie znajduję nikogo, kto mógłby mnie zrozumieć, moja matka znalazła swoje wielkie szczęście, nagrodę życia i choć niby okazuje jakieś chęci kontaktu ze mną, to jednak zmieniła się i ma zupełnie inne podejście do życia, a w sumie może to ja się zmieniłam…? Nie potrafię jej zrozumieć, ale zostawiłam to. Ją i ludzi, którzy mają swój świat i którego ja nie jestem w stanie zrozumieć, a oni mojego… Chomiczkowa się wyprowadziła, obecnie nie mam kontaktu z nikim ze znajomych, wszystko się jakoś urwało… Zostałam sama… pozostał mi jedynie mój zwierzak, jak kowbojowi przebywającemu na pustym stepie. Ale to właśnie w takim stanie zaczynam rozumieć czego szukam. Własnej filozofii życia! Siebie i… czegoś w co mogłabym uwierzyć! Tak bezgranicznie, nie pytając o nic, po prostu uwierzyć. Do tej pory patrzyłam na innych ludzi, może zbyt często się porównywałam? Może zbyt dużo od nich wtopiłam w siebie, w swoje myślenie? Choć zawsze byłam jednostką dość oryginalną, to jednak matka miała na mnie duży wpływ. Teraz, kiedy mniej z nią przebywam jakoś instynktownie zaczynam oddalać się od jej schematów… Myślę, że w tym jest coś z DDA. Plan działania co do M. częściowo opracowany, nie dawało mi to spokoju… widocznie czegoś innego od siebie oczekiwałam w tej sprawie. Chciałabym mu tyle rzeczy opowiedzieć i… może opowiem, a przynajmniej jakoś dam mu znać, że emocje są dla mnie ważne, może to przyciągnie go na dłuższy czas w moje strony, a wtedy porozmawiamy… ale nic na siłę, nie zamierzam nikogo zmuszać, myślę jednak, że raczej zmuszać go nie będę musiała 🙂 Nie wiem, co będzie, myślę, że spróbuję to jakoś poukładać, to w końcu moje życie! I nie mogę pozwolić, żeby ktoś robił z nim co mu się podoba… A sama na razie jestem pomieszaniem z poplątaniem. Czuję od dłuższego już czasu, że mam wiele twarzy, wiele myśli, wiele sposobów myślenia. Zupełnie różnych. Raz sentymentalnych, raz twardo stąpam po ziemi… To długo już trwa… Ale w sumie, czy muszę się określać? Chyba nie, ważne, żeby być sobą! I jeśli to jest na prawdę moje, to jest to fajne i dobre!

Zabezpieczony: Kim tak na prawdę był i jest Indianer?

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło: