Ja i Top Gun…

Widziałam się z nim. Po raz drugi od tych feralnych zdarzeń… Wczoraj. I wczoraj stało się coś, czego nie przewidzialabym nawet w najśmielszych snach… Jeszcze rano byłam na niego wkurzona, bałam się go. A w ostatniej chwili przed spotkaniem… Wszystko mi przeszło. Nadal nie traktuje go na poważnie ale pojawiła się taka myśl, aby sobie niewinnie z nim poflirtować… Nie wiem dlaczego? Sama się nie rozumiem… Może dlatego, że on to umie? Że wie na czym polega ta zabawa? Bo to tylko zabawa, poważnie już nigdy nie będę go traktować.

Jakoś rano zaczęlismy pisać… Napisał mi, że cierpi, że stracił już nadzieję na to, że będzie dobrze w jego życiu… Ona odeszła, ta, która tak bardzo kochał. W moich oczach to było żałosne. Przecież miał wybór, mógł mieć wszystko czego chciał. Dom, rodzinę, dzieci może kiedyś, a teraz mówi mi, że został sam… Dokonał wyboru, wybrał ją, więc teraz ma swoje “szczęście“ z nią. Czego chce? Czemu mi się żali? Napisał mi też, że jestem śliczna… Ale zlekceważyłam to…

Z drugiej strony, może nie jestem do końca dobrym człowiekiem, jak jak pisałam ale bardzo dobrze, niech cierpi, niech zobaczy jak to jest. Kiedy ja cierpiałam, jego nie było. Też nie zamierzam mu pomagać. Dziwi mnie, że minęło też pół roku i się jeszcze nie otrzepał, nie zrezygnowal z niej, przecież to nie ma sensu. Sam F. To kiedyś przyznał w rozmowie ze mną. Moim zdaniem powinien odpuścić, tak jak ja odpuściłam jego, tak on powinien odpuścić ja i zacząć nowe życie. Zdać sobie sprawę, że on go nie kocha, nie chce i odrzuca. Dodatkowo pieprz się na lewo i na prawo, z kim popadnie… Nie wie, nie rozumiem, co on w niej widzi i dlaczego nie może tego zostawić, zacząć nowe życie samemu. Napisał mi, że jego życie nigdy już nie będzie miało głębszego sensu… Ale zawdzięcza za to tylko sobie…

Po tej wymianie zdań, spotkaliśmy się. Przyszedł, powiedział, że dobrze mnie widzieć. Potem siedzieliśmy koło siebie… Zmieniliśmy parę zdań. Top Gun nie miał humoru, mało i nie często odpowiadał. Ale miałam to gdzieś, nie będę zabiegać o to, by się odezwał do mnie. Siedzieliśmy i po jakimś czasie on zaczął odbiera mnie z włosów, oczywiście skubiąc po udzie… Klapnelam go delikatnie w rękę. Nie byłam na niego zła, nie wkurzalam się już, za dużo mnie to kosztuje a on i tka nie zrozumie o co mi chodzi… Jest na to zbyt tępy raczej.

Potem poszliśmy na obiad… Ja wzięłam przystawkę, on nic. Zjadłam. Podczas jedzenia opowiadał mi znów, jaki jest bogaty, że zrobił łazienkę za 40 tys i jaka to prestiżowa pracę ma w wojsku. Co się z nim stało? Nie poznaje go… Jego poziom chwalenia tak wzrósł, że to jest niesmaczne już… Tak samo jak poziom chwalenia się Pana że skrzydłami kiedyś…

Jednak co mnie zabolało, powiedział mi, abym jadła bo będę miała czym wymiotować… Wysmiał moja chorobę i to bylo przykre… Nie rozumie tego, nie mogę liczyć na zrozumienie. On by mnie i tak nie zrozumiał, nawet jak byśmy byli razem. Więc nie żałuję. Zrobił się opryskliwy i niesmaczny… Zapłaciłam jak zawsze ja. On dojadl resztki… Jeszcze go będę karmić? Pomyślałam, ale już trudno… Opowiadał mi te o tym, jak to podrywal Panią psycholog w jednostce swojej…

Kiedy mieliśmy wychodzić, powiedział, że mi coś powie jak wyjdziemy. U rudzilam się jedzeniem w kącikach ust więc po drodze mi je delikatnie otarł ręką, patrząc w oczy… A kiedy wyszliśmy, zdarzyło się coś, czego bym w snach się nawet nie spodziewała. Wyszliśmy, idziemy koło siebie… A on zaczyna…

-Ładnie spodnie…

-Dzieki, nowe.

-Ładne… Jak siadasz i nie tylko to tak Ci opinają muszelkę, że nawet mi się to bardzo podoba… I nawet jak bym mógł, to bym dotknął…

Zamurowało mnie. Popchnęłam go mocno w bok… Myślałam, że tematy około seksualne mamy już za sobą, że w obecnej sytuacji niesmacznym byłoby o nich mówić. Po odrzuceniu raczej nie rozmawia się o takich tematach… Myślałam, że to już jest między nami temat zakończony. Ale jak się przekonałam, Top Gun robi tak do wszystkich kobiet… Ostatnio podrywał swoją psycholog w jednostce… Do której nota bene ja mam temafon. I wczoraj tak przyszło mi przez myśl… Gdybym chciała mu tak ewidentnie zrobić na złość to mogłabym zadzwonić do niej i opowiedzieć cała swoją historię, powiedzieć co on robi w życiu, co mnie zrobił, jakie ma problemy, że sobie nie radzi, że jest załamany… Ciekawe czy wtedy utrzymał  to stanowisko, co ma teraz?? Eh…

Ale troszkę się nad nim odegrała za to wymiotowanie. Bo powiedział mi, że musi iść kupić ciuchy bo chodzi u rany jak menel. A ja powiedziałam, no wiem, widzę… A on. No dobra, należało mi się za te spodnie, ale to o spodniach przynajmniej było miłe, a to nie…

Tak więc sprawy potoczyły się inaczej niż przypuszczałam. Z jednej strony jestem na niego zła, nie rozumiem go i żalość mnie bierze, gdy na niego patrzę. Minie jeszcze wiele, wiele czasu nim on przejrzyj na oczy… Ale to już jakby nie moja sprawa. Z drugiej strony czuje, że znowu zaczyna się pomiędzy nami pewnego rodzaju gra, słowna i w ogóle, ta gra, która trwała przez rok. Wszystko jakby wraca na stare tory… Tyle, że teraz patrzę na to jak na grę, nic nie znaczącą, nie mająca jakiegokolwiek wpływu na moje życie… Zdystansowalam się do tego. Nie ma już we mnie nadziei na to, że kiedy on mnie pokocha, że ze mną zostanie… To się po prostu nie wydarzy… Choćby mi przysięga na kolanach. Nie uwierzę w to. Temat zakończony. A to, że się z nim pobawię raz na dwa tygodnie? Na razie nikogo tym nie ranie, bo jestem sama i tak nikogo nie ma… Nie rusza mnie już to, pozbieralam się i mam swoje cele i swoje plany, nie będę się już nim zajmować… Tylko ten tekst o spodniach, cały czas mi siedzi w głowie…eh.. Stary chlop, któremu brak seksu… Eh…

Zaraz właśnie szykuje się do wyjścia na piknik żołnierska. Mam nadzieję, że zobaczę się z Żołnierzem choć na chwilę. Trzymajcie kciuki!

companions-899050_1280

 

 

 

 

Samopoczucie przed spotkaniem z Top Gunem i decyzja…

Piszę te słowa z uczelni. Znów muszę się z nim zobaczyć… Teraz, za chwilę… Rano, gdy szłam, drogę zajechać mi czarny samochód… Tak, to był on. Rano zaczełam znowu o nim intensywnie myśleć, o tym co się wydarzyło, o tym, co jest teraz między nami, o resztkach naszego kontaktu, o tym, że zaraz go zobaczę… Myślenie o nim wywołuje stres, a gdy myślę o tym, że mam z nim stanąć twarzą w twarz, zaczynają mi się pocić ręce… Boję się? Nie wiem…

Wczoraj miałam taką myśl, by się nie wkurzac na niego…. Potem tylko zapewne zwymiotuje i nic z tego nie będzie, a on jak zawsze zrobi sobie jaja. Tylko po prostu udawać, że nic się nie stało, że jesteśmy dalej przyjaciółmi. Tylko jak nawiąże się jakaś dyskusja to powiedzieć mu, że „wiesz co, no wierzę w twoje słowa, ale zrobiłam analizę i wiem, gdzie jest moje serce… Moje serce jest juz gdzie indziej, też w wojsku, ale w innej jednostce” słowo po słowie tak jak on mnie… Zrobić mu to samo. Wiem, to moja brzydka strona. Ale terapeutka mówi, że ona jest dobra, póki robimy to świadomie. A on przecież nie wie, gdzie jest a gdzie nie, moje serce…. Wkręce go, ale dobrze. Jeszcze zarządzam, tak jak on, by się cieszył ze mną! No przecież jesteśmy przyjaciółmi, więc musimy się cieszyć że swojego szczęścia! Tylko jednego mi szkoda w tym wszystkim… Relacji z F. Bo gdy tak postapie stracę go. Ale on też jakby mnie zostawił. Z dnia na dzień ta rozmowa usychala jak niepodlewana roślina aż umarła całkiem… Po za tym ta jego niezaradnosc życiową i lęki, chyba nie dam rady… Od czasu kolizji jaka miał na początku października jeszcze nie naprawił auta bo nie ma do tego głowy… Na studia nie pójdzie,nawet chyba gdybym była jego dziewczyna i go o to poprosiła serdecznie, telefon mu się zepsuł, nie zrobil nic… Przez miesiąc nie pisał bo miał stary i ten telefon go wkurzał, ale nowego nie załatwił. Nie pisze do mnie… Kontakt się urywa… Jest coraz rzadszy, nie przyjechał do mnie już więcej…

Dzisiaj jednak nie wiem co zrobię, kiedy zobaczę Top Guna… Pewnie będę musiała to przetrwać ale obawiam się jak sobie poradze… Zapewne zdam wam tutaj relacje. Jestem też straszna w stosunku Do siebie. Mam w głowie taka myśl… Mała i kielkujaca ale ona się pojawia… O romansie z Top Gunem… I tak wiem, że z tego nic nie będzie, to dlaczego nie mogłabym się z nim pobawić? Tylko pytanie, czy ja tak potrafię, czy nie wkrecę się znowu…

Cieszę się jednak, ponieważ podjęłam decyzję o jutrzejszym pikniku i spotkaniu z Żołnierzem! Pojadę na tą imprezę i może spotkam się z Żołnierzem. Mam nadzieję, że przyjdzie do mnie gdy go o to poproszę.

Nie mogę się doczekać jutra i spotkania z Żołnierzem. Tyle, że mam jeden problem. Boję się, że dziś zmokne i będę jutro brzydko wyglądać, z takimi oklapniętymi włosami i w ogóle. Z resztą, dziś też chcę wyglądać dobrze i ładnie przed Top Gunem… Żeby zobaczył, że jestem zadbana a to oznacza, że nie cierpię już…

girl-1361904_1280.jpg

 

Co myśleć?

Wpadam tu na chwilę… mianowicie nie umiem ułożyć jednej myśli związanej z nową relacją. Wczoraj dzień wszytskich świetych, święto zmarłych… jak co roku byłam na grobach, zmarzłam, to był taki nastrojowy czas…

Przed wczoraj zwątpiłam w nową relację z Żołnierzem. Kiedy pojechał na szkolenie nie odezwał się ani razu, ostatnio ogólnie jakoś mało się odzywał, więc stwierdziłam, że chyba to nie ma sensu. Skoro piszę do niego, a on, choć jest aktywny, nie odpowiada, to chyba tego nie chce… I zaczęłam już w myślach odpuszczać. Cóż, nikogo nie będę zmuszała do kontaktu ze mną, skoro nie chce… Wczoraj nawet nie napisałam do niego cały dzień, aż do wieczora. A kiedy wieczorem odpisałam mu na jego poprzednią wiadomość, to odezwał się za chwilę, odpisałam i odezwał się znowu, teraz pisał już często. Napisałam mu, że będę stroić swoją gitarę, więc o dziwo się zaangażował i mi pomógł ją nastroić, podpowiadając co i jak. I choć instrument nie brzmi tak, jak powinien to jednak Żołnierz był tym żywo zainteresowany…

Dowiedziałam się też od koleżanki, że kiedy go poprosiła i zapytała, czy może dać mi jego numer telefonu, nawet się ucieszył. A ostatnio, kiedy siedziałyśmy na kawie, zapytała się mnei, czy on jest w pracy, a ja powiedziałam, ze pojechał na skzolenie, a ona do mnie z takim zapytaniem : Tęsknisz??? Ja zrobiłam oczy na nią… Nie wiedziałam, co mam jej odpowiedzieć, w końcu powiedziałam, że nie, nie tęsknię, ale dziwię się, bo zazwyczaj pisze, a teraz cisza…

Sama nie wiem, co o tym myśleć… Może dać mu czas? Wszak jeszcze się z nim nie spotkałam nawet sam na sam… Choć w poniedziałek jadę do jednostki, mam nadzieję, że będzie w pracy…

 

Mały przełom…

Wczorajszy wieczór był miły. Miałam pierwszy miły wieczór od czasu, kiedy wieczorami jeszcze rozmawiałam z F. Właśnie wczoraj nastapił mały przełom. Otoż, Żołnierz troszkę się przede mną otworzył. I okazał się… samoukiem artystą, myzykiem. Gra na gitarze i śpiewa…

Wysłał mi filmik na którym gra na gitarze pewną melodię… Wcześniej nigdy nie wysłał mi nawet swojegoa, a jeszcze pokazał mi swoją twórczość, więc to odważny krok… Przynajmniej dla mnie byłby odważny.

Wysłał mi też oryginał tej piosenki:

Zdziwiłam się, bo z tej muzyki wnioskuję, że posiada jakąś wrażliwość i poczucie piękna. Mówił mi też, że słucha praktycznie wszystkiego ale ta piosenka daje mu jakieś naładowanie wewnętrzne. Lubi też nawet odgłosy przyrody,  bo każda muzyka ma w sobie coś pięknego i wyjątkowego. Również powiedziałam mu, że słucham wielu gatunków i w sumie wszystkiego tego, co mi wpadnie w ucho. W odpowiedzi widziałam, że się ucieszył, że mamy podobnie.

A potem, jak miałam już kłasć się spać, było grubo po 21.00, wysłał mi nagranie głosowe, na którym gra na gitarze i śpiewa, coś o miłości… I napisał, że tak sobie fałszuje, wykorzstując ostatnie chwile przed ciszą nocną. Ładnie śpiewa, naprawdę ładnie śpiewa… Napisałam mu, że podoba mi się jak śpiewa, bo na prawdę robi to dobrze. Wtedy napsał mi coś takiego, że widziałam, że poczuł ulgę, że go nie sktytykowałam, cieszył się, że mi się podobało i, że pochwaliłam jego twórczość.

Zapytał się mnie, co ja tworzę, więc gdy mu powiedziałam, że piszę, również przyznał mi się do tego, że czasem pisze. Jednak raczej czyni to w silnych emocjach. Więc wychodzi na to, że odczuwa emocje… Zdaje sobie z nich sprawę. Zaczął się otwierać, więc zaczełąm psychologiczną analizę… Wychodzi na to, że posiada wrażliwość i jest po prostu skryty, gdyż w głębi duszy, coś odczuwa…

Tak się dziś zastanawiałam, że to niesamowite. Moja pierwsza, wielka, gimnazjalna jeszcze miłość, Indianer… był gitarzystą i tworzył muzykę… Moja druga, wielka miłość, z którą chciałam spędzić życie, była… wojskowym… a teraz spotkałam wojskowego gitarzystę…

Zastanawiam się nad tym, czy aby nie zapytać go, czy kiedyś by mi czegoś nie zagrał… Pewnie na wieczór go o to zapytam.

 

Top Gun, Żołnierz, F., Piesek i ogólny mętlik w myślach!

Jestem w domu. Na reszcie. Brakowało mi tego… Przez te 4 dni czułam się jednak trochę oderwana od siebie, tyle sie działo w moim zyciu, a  tu kazano mi siedzieć na wykłądach, w sumie, nie kazano, ale musiałam, bo jeśli sie już czegoś podjęłam to chcę to zakończyć, natomiast za dużo się działo, by móc skupić się na wykładach. Myślami byłam gdzieś indziej…

Tak, jak już pisałam w poście na fecebooku, w sobotę widziałam Top Guna. Przeszedł koło mnie i nawet mnie nie poznał chyba. To dobrze, jednak zrobiło mi się jakoś smutno. Poczułam żal i niechęć do niego, jednak pojawiła się ta myśl, że „Mogło być tak pięknie…”, a nie jest… i nigdy już nie będzie. Spieprzona kolejna historia jakich wiele. Nasza historia… Kiedyś razem, teraz oobno…Ale ten stan jakoś minął. Powróciłam do siebie. Na drugi dzień, w niedzielę, poprosiłam koleżankę, aby wpisała mnie na listę na studiach z jednego kierunku, bo byłam na drugim. A ona przyszła pod koniec dnia i powiedziała mi, że mnie nie wpisała, bo Top Gun przyszedł do niej i powiedział jej, ze to on mnie wpisze, gdyż lepiej zna moje pismo i jest bardziej upoważniony do tego, by mnie wpisywać! Kiedy ja go w ogóle o to nie prosiłam!! I nie dawałam mu żadnego upoważnienia! W końcu nie wiem, czy mnie wpisał, czy nie, bo nie chciałam się o to pytać, by nie zaczynać znowu głupiej rozmowy. Dlaczego on to robi? Dlaczego wciąż próbuje mnie do siebie przyciągnać? Próbuje zrócić moją uwagę na siebie? Czy on na prawdę nie rozumie, że to już koniec? Że nie będzie drugiej szansy, że wykorzystał swój czas… Albo zgrywa się na takiego… Podejrzewam, co jest dla mnie bardzo smutne i bolesne, ale jakoś sobie z tym radzę, ze on uważa mnie za idiotkę, której można wszystko wmówić. To, ze byłam spokojna, chciałam rozmawiać i wytłumaczyć pewne rzeczy, spowodowało to, że on myśli, że będzie teraz przez chwilę dla mnie dobry i znów wrócę, że dam się owinąc wokół palca jak kiedyś, że jestem głupsza…. Mała, zestresowana, głupia lalka, z którą można robić co tylko się chce… To smutne…

Pogorszyła się też kontakt z F. Nie wiem czemu, moze przez to, że powiedziałam mu prawdę o mnie i o Top Gunie? Ale raczej nie wydaje mi się, by to mogło mieć wpływ, to raczej jego osobowość… F. jest specyficzny… Ostatnio nie napisał do mnie przez dwa dni, kiedy ja tego potrzebowałam, bo miałam wykłady, byłam zmęczona i miło by było  przeczytać jakieś miłe słowo, bo… odpoczywał. I resetował umysł… przez dwa dni i była cisza… Jeżeli już wyśle wiadomość to jedną na dzień, o 20.00 wieczorem. Nie odpowiada na moje wiadomości wcześniej… Nie wiem, co jest grane, czy taki po prostu jest, czy do innych też nie pisze całymi dniami, podejrzewam jednak, że Top Gunowi odpowiada… Fakt, że te wiadomosci są zawsze bardzo długie, ale przecież można pisać krócej,ale mieć jakiś kontakt… Nie rozumiem go… Jest tak zmęczony po pracy listonosza jeżdżącego autem? Na prawdę? Tak zmęczony, że nie może napisać „Dzień dobry, co tam u Ciebie?” Nie wierzę… Chyba, że ma jakąś niespotykaną męczliwość… Więc kontakt mamy, ale jakiś rzadszy i jest jakoś dziwnie.

Natomiast mam cały czas kontakt z Żołnierzem. Nie piszemy często, ale raz na jakiś czas, choć są to dość krótkie wiadomości. Kiedy go poznałam, też nie wydawał się bardzo rozmowny… Moja psycholog z jednostki stwierdziła nawet, że jest jakiś dziwny, ale potem, kiedy z nim rozmawiałam przez tę chwilę, fajnie się rozmawiało i nawet się uśmiechnął. Jest raczej taki małomówny, ale są takie momenty, że byłam zdziwiona podczas tego pisania. Wysłałam mu wczoraj rano zdjęcie swojego zwierzaka, na co wysłał odpowiedź „Śliczne” i emotkę z serduszkami w oczach… a potem wysłałam mu swoje zdjęcie ze zwierzakiem, w odpowiedzi wysłał mi kwiat. Albo wysyła mi naklejki takie śmieszne…  Ale może ta małomówność też spowodowana jest tym, że co drugi dzień ma służbę w wymiarze 24h, dlatego musi spełniać swoje bieżące zadania tam i nie może zbyt często odpisywać a potem odsypia. Na razie nie chcę się angażować i niczego siebie nie wyobrażam. Ot, po prostu chcę sobie z nim rozmawiać, nie mniej jednak to miłe uczucie, jak ktoś się interesuje kobietą. Ale dlatego też, że to takie miłe, boje się, że znów zatonę… wcześniej czy później i bronię się przed tym rękami i nogami… Jednak na razie nie zobaczymy się prędko, o ile w ogóle, kiedyś się zobaczymy. Bo ja, jak jestem w jednostce to muszę być przy mojej pani psycholog, a on ma swoje zadania i nie może chodzić sobie gdzie chce, np, do psychologa, by się ze mną spotkać, choć nawet nie wiem, czy by chciał… Zobaczymy, jak to wszystko się dalej potoczy, o ile w ogóle się potoczy, ale chciałabym.

No i jest jeszcze Pan Piesek… Chłopak, o którym tu pisałam we wcześniejszych notkach… Z którym chciałam się spotkać, ale on w tym czasie poszedł do innej. Mamy jakiś kontakt, choć raz jest lepiej raz jest gorzej, on cierpi… Myślę, że dobrym byłaby dla niego terapia własna, aby stanął na nogi i się pozbierał najpierw. Ma bardzo silną potrzebę posiadania kogoś, kogo mógłby obdarzyć uczuciem, ale przyciąga do siebie tylko nieszczęścia, które nie są w stanie mu tego zapewnić… A ja? Ja zrezygnowałam na razie z tego, by z tej relacji coś było… i nie dlatego, że mnie by nie wystarczył, bo kiedy kogoś pokocham na dobre to nie widzę poza nim świata… ale z tego, że on n razie sam plącze się miedzy kobietami, które go ranią, a ja tego nie zniosę… Chciałabym, abym w relacji była jedna.

Czasem zastanawiam, z iloma innymi kobietami pisze sobie Żołnierz? Uraz? Nie wiem, może… Ale z tego, co słyszałam na jednostce, to cztery dziewczyny już o nim mówiły i się za nim oglądały, jaki to fajny i w ogóle, inteligentny…

Mam niemały mętlik w głowie, ale ogólnie jest dobrze. Przykro mi jedynie z tego powodu, że Top Gun chyba uważa mnie za idiotkę… Ale nie myślę już o nim często, a przynajmniej nie tak często, jak to było kiedyś. Żal mi po prostu nas i tego czasu…

Jedyne, co jest bardzo pozytywne to to, że jestem uważna na siebie, na swoje emocje i nie traktuje ich jako nic nie znaczące. Przyglądam się sobie i mam wgląd w siebie. Zaczęłam szanować swoje myśli, swoje emocje i mieć jakby ze sobą stabilny kontakt, zaczęłąm szanować swoje wybory i decyzje i wiem, że nie jestem od nikogo zależna. To takie miłe uczucie!

girl-1848949_960_720

Napisałam wiadomość.

Napisałam do żołnierza. Ułożyłam nie za długą, nie za krótką wiadomość o tym, że kontaktuje się w sprawie badań i że wydaje mi się, że chce aby praca była ciekawa i on mógłby wnieść coś ciekawego. Wiadomość poszła… Nie odpisał nic, ale może choć przeczytał… Wiadomość zamieniła się w MMS i nie wiem czy odczyta, ale powinien umieć…

Co bardzo mnie dziwi, nie czuje stresu. Ani lęku. Teraz już nie. Jeżeli nie odpisze, przestanie mi zależeć… Odpuszczę… Widocznie tak ma być. Pomaga mi w tym to myślenie, że może w życiu kogoś poznam, ale raczej nie. Że i tak nic z tego nie będzie. Straciłam nadzieję. Po Top Gunie straciłam nadzieję na jakikolwiek zdrowy  związek…w ogóle na związek. Ale tak mi chyba dobrze, nie stresuje się, nie mam drgawek, nie myślę tylko o tym, nie jest to dla mnie koniec świata kiedy kogoś nie będzie… Po prostu, będę sama, jak zawsze… Przyzwyczaiłam się już do tego stanu. Przynajmniej nikt mnie nie rani, ani ja nikogo nie ranię. Chciałabym kogoś poznać, mieć z kim porozmawiać, z kim wyjść… Ale nie bedę już szukać na siłę. Nie mam na to sił. I tak potem wszystko się zkiepści jak zwykle. Nie ma już nadziei na lepsze jutro. Już nic nie ma… Tylko poczucie, że jestem sama dla siebie…

Nie odpisał cały wieczór. Pojawiła się myśl, by wysłać drugą wiadomość, ale nie chciałam być nachalna. Jednak biorąc pod uwagę to, że tamta była MMS i mógł jej nie odczytać, wysłałam drugą wiadomość, już na luzie bo i tak przecież nie odpowiedział. I to był strzał w 10. Odpisał od razu i nawet nie był zdziwiony, że do niego pisze. Nie pisaliśmy już nic więcej o badaniach, od razu zaczął rozmowę o czymś innym, tak jakby wiedział, że to podryw i wchodził w to. Zaczęliśmy się śmiać i napisał mi, że cieszy się, że do niego pisze… I okazał się przy tym całkiem rozumny! Jej, co za miłe uczucie, że ja znowu nie muszę tylko wychodzić z inicjatywą i ciągnąć jak kota za ogon aby się otworzył… Akurat źle trafiłam bo był na służbie dyżurnej, na dobówce (TG też to miewał) i był zajęty, więc najpierw odpisywał sporadycznie ale za to w nocy, jak poszłam spać, wyślał mi 9 wiadomości. 😉 Więc chyba jest zainteresowany rozmową… Niestety, rozmowa się urwała bo ja poszłam spać, ale odezwałam się do niego dziś, pod wieczór, bo w ciągu dnia miał plan odsypiać wczorajszą służbę 24 godzinną. Okazał się być dla mnie miły i przyjazny. To dużo. Mam nadzieję, że uda się załapać z nim dalszy kontakt. 😉 Na razie się nie angażuje. Daleko mi do uczuć. Ciekawa jednak jestem jak się to dalej potoczy…

5892388_dd2ad

Lęk przed odrzuceniem…

Rano byłam zadowolona, gdzieś w południe dopadł mnie lęk przed odrzuceniem… Dziś rano, gdy się obudziłam, spojrzałam na telefon, by wyłączyć budzik. Widniała tam wiadomość od koleżanki z jednostki. „Mam dobrą wiadomość. To jego numer telefonu….”. Po czym dziewięć cyfr…Tak, wysłała mi numer do żołnierza, który mi się spodobał i z którym rozmawiałam. Nawet mnie to ucieszyło. Nie wiem czemu, ale lubię takie podchody… Byłam zadowolona. Jednak w ciągu dnia pod wpływem różnych bodźców, zdałam sobie sprawę, z tego co się wydarzyło w moim życiu ostatnio. Przecież zostałam odtracona. I to dla innych kobiet. Przypomniał mi się ten stan, w którym byłam, to, jak czułam się gorsza, jak czułam się jak śmieć, którego się zostawia by iść do lepszej… Jak zabawka, która po zabawie się wyrzuca w kąt. I przyszło mi na myśl, że w kolejnych relacjach też tak może być.

Od razu, jak tylko go zobaczyłam pomyślalam, że to się nie uda. Nie ma szans. To jest w końcu moje życie. Życie dziewczyny, która jest sama i będzie sama. Raczej nie wierzę już w to, że kiedykolwiek uda mi się z kimś stworzyć jakiś dłuższy związek. Jeśli w ogóle będzie, bo w to też wątpię, to będzie to na chwilę… Kiedy pierwszy raz rozmawialiśmy powiedział mi, że rozstał się w grudniu z dziewczyna i nikogo teraz nie szuka. Jak będzie miało przyjść to samo przyjdzie. A mnie przebiegla w głowie taka myśl „No to właśnie może przyszło i stoi prze Tobą.” Ale to było głupie… Wiem. Bo nic z tego nie będzie. Ale przynajmniej może z nim miło porozmawiam. Warto, dla kilku miłych chwil…

Napisałbym do niego… Boję się jednak. Boję odrzucenia, że znów będę ta gorsza, że znów mnie odrzuci, że nie będzie chciał rozmawiać nawet, że mu się nie spodobam jako interlokutorka, albo stwierdzi, że nie jego poziom… Albo jeszcze coś innego będzie nie tak. I wszystko pójdzie na marne, starania o numer i w ogóle. Z drugiej strony jak nie spróbuję to się nie przekonam. A przecież raz już rozmawialiśmy i nie wydawał się być wrogo do mnie nastawiony. Wręcz się uśmiechał… Mimo to jednak po tym, co przeszłam z Top Gunem czuję jakiś lęk, być może dlatego też, że jest tak samo wojskowym?

Dlaczego mam taki lęk przed czymś nieznanym? Taki lęk przed drugą osobą? Dlaczego wydaje mi się, że nowa osoba wiąże się z kolejnym skrzywdzeniem mnie? Może tłumacze to kryzysem wartości tych czasów. Żyjemy bowiem w nie łatwych czasach dla prawdy, empatii i lojalności…

Może jutro do niego napiszę? Niby przygotowałam sobie w głowie pewien tekst, ale nie wiem czy jest dobry, jak na żołnierza. Z drugiej strony mam takie przebłyski, że jak się ma rozpaść i nic nie wyjść to i tak nic nie wyjdzie z tego. Może lepiej by okazało się to, zanim sobie nawymyślam, nawkręcam się i zaangażuję? Pewnie tak, dlatego raczej nie mam czego się bać.

Tylko dlaczego czuję się tak, jak gdyby on czekał na mnie z już naładowaną bronią, skierowaną w moją stronę? Czekał, aby mnie zranić… Chciałabym to z kimś obgadać.

war-1447021_1280