„W moim domu mieszka samotność…”

Po trzech latach prowadzenia tego bloga w formie bardziej pamiętnikowej, stwierdziłam, że potrzeba mu trochę zmian…

 w moim domu mieszka samotność                                                                                                   czasem przychodzi siada obok mnie                                                                                               wtedy czuje że coś nie tak                                                                                                                     wtedy czuję że mi źle.

 taka niewinna i cicha                                                                                                                             jakże ciemna jest noc                                                                                                                           tylko ja i ona                                                                                                                                         tylko ja i stary koc

 samotność jest piękną                                                                                                                            taka ulotna i zła                                                                                                                                 czasami mam ochotę zostać z nią sama                                                                                     czasami rozmawiać, tak sam na sam.

 w moim domu mieszka samotność                                                                                                     ukrywa w kątach swą bladą twarz.                                                                                               tajemnicza i bezlitosna,                                                                                                                 Wygrasz z nią, jeśli siłę wciąż masz.

                 ***

jest bezlitosna i tajemnicza… to tylko ja…

(stary zbiór wierszyków, 2012 rok)

 

Czy to…. miłość?

Nadszedł chyba czas na nadrabianie wpisów, których przez prawie połowę roku tu nie zamieszałam. W moim życiu się coś dzieje, coś intensywnego i bardzo barwnego… Ale co? No właśnie… Co?? Przez to wszystko zgubiłam rozpoznanie… Nie widzę już chyba granicy, nie umiem tego wszystkiego pojąc, jakoś zrozumieć, czyżby historia z Panem ze skrzydłami mnie zmieniła aż tak bardzo? Nie… nie chcę tego, a może jednak…

girl-843076_960_720

Pisałam tu zaledwie dwa dni temu, i przez ten czas tak dużo się zmieniło w moim świecie, choć tak bardzo się tego boję. Może za szybko, może nie tak? Miało być… może niepotrzebnie… Może… Miało być inaczej, miałam się wyciszyć, zapomnieć stopniowo o tym bólu, jaki zadał mi Pan ze skrzydłami, miałam zacząć żyć… sama dla siebie…Tak miało być łatwiej, przynajmniej na razie.

Wczoraj wieczorem wysłałam Muzykowi wiadomość… ot, nie specjalnie ubarwianą, życząc dobrej nocy, tak zwyczajnie… ale nie odpowiedział, to było dziwne, może był czymś zajety, więc położyłam się i zasnęłam. Ale kiedy dziś rano otworzyłam oczy, zobaczyłam tylko jedno nieodebrane połączenie i jedną wiadomość… To było dziwne, bo zazwyczaj odpisywał więcej, tym bardziej, jeśli chciał porozmawiać. Ze zdzwieniem więc otworzyłam…Treść pisana w nocy. A to, co zobaczyłam…. Treść zawierała tylko dwa słowa…

„Kocham Cię”… byłam w szoku…jakbym zastygła na chwilę w bezruchu. Nie wiem, co się dzieje, nie rozumiem tego, ale nie potrafię go odtrącić… Wtedy kiedy mi źle, wtedy wiem, że ptzynajmniej jest ktoś, kto mnie rozumie, tak ze wszystkim, ze wszystkimi moimi lękami, niepewnościami, obawami, emocjami i całym tym trudem życia. I coś przedziwnego ciągnie mnie w jego stronę… choć jest totalnie inny niż Pan ze skrzydłami, to po prostu jakby Indianer w innej skórze… taki, jakim go kochałam, jakim chciałam go mieć… jakim był zanim zniknął na dobre, kochanym i odczuwającym ten świat mocniej. Może ta cała moja opowieść o nim i mój trud i ból po tamtej historii nie poszedł na marne? Choć wiem, że to stąpanie po bardzo cienkim lodzie…

P.S. To jest mój 200 wpis na blogu 🙂

„Jutro ruszę tam, w obcą stronę… Z wiarą, że choć raz uśmiechnie się los. I odzyskam myśli stracone. I jeszcze coś, jeszcze to coś…”

Przeniosłam blog. Blog, któremu w dniu dwudziestym pierwszym grudnia tego roku stukną dwa latka. To będą już trzecie święta z tym blogiem. Kiedy zobaczyłam wiadomość o usunięciu platformy blog.pl, byłam nieco zszokowana tym, że platforma, która miała i ma tylu użytkowników, nagle ma przestać istnieć. Poczułam też po niekąd smutek, z racji tego, iż w mojej głowie przemknęła myśl, że być może będę musiała rozstać się z tym blogiem na zawsze, a wszelkie wpisy i teksty tu zamieszczone, przepadną. Pisałam go przecież prawie dwa lata… I choć nie przynosił zysków, a liczba wejść, jak na taki okres czasu jest bardzo mizerna, (choć może spowodowane jest to tym, iż blog był jakiś czas zahasłowany), to przyzwyczaiłam się do niego. Z drugiej jednak strony , pomyślałam, że przecież nie jest on znaczącym miejscem, a większość treści dotyczy mnie samej, to też czy nie rozsądniej byłoby zamknąć blog równocześnie przy zamykającej się platformie blogowej? Wahałam się…

5928ac61417c98a349b3e1bb

Jednak, jak napisałam, we wpisie „pożegnalnym”, na pierwotnym blogu, pod adresem „Bluesoweopowiesci.uchwycone-chwile.pl „Jednak z uwagi na atmosferę, jaka się tutaj wytworzyła oraz grono wiernych czytelników mojego, jakże mizernego bloga, postanowiłam, że go przeniosę w inne miejsce, tak, by mógł dalej jakoś tam funkcjonować w blogosferze. Postanowiłam, że zostawię go ze względu czysto sentymentalnego, gdyż włożyłam w tworzenie tych tekstów dużo czasu, serca i myśli…”

Pisałam tu. Pisałam tutaj przez prawie dwa lata. Na platformie blog.pl (uchwycone-chwile.pl) mój blog, w dniu przenosin odliczył sobie 184 wpisy, 3 strony, 936 komentarzy i 13 837 wejść. To niewiele jak na bloga, który pragnie się rozwinąć, ale to bardzo wiele dla mnie, bo to aż 936 wpisów i dyskusji, na różne tematy. To pochylenie się 936 razy nad słowem tutaj napisanym. To czas i wysyiłek. Mój i Wasz. Być może nie wszystko to, co tutaj do tej pory napisałam jest prawdą, być może obraz rzeczywistosci jaki miałam i mam w swojej głowie myli się z faktycznym obrazem świata. Nie wiem, wiem, że dzięki temu w jakiś dziwny sposób się zmieniłam i być może rozwinęłam, choć troszkę. Blog ten nie ma zasadniczego tematu, a wiele treści jest jakby sama w sobie całością. Ale może tak musi być. Przestałam sie upierać przy jednej wersji.

Co do samego zamknięcia platformy blog.pl przez onet, który to jest jej właścicielem… Wczoraj, na pewnej stronie przeczytałam, iż onetowi nie opłaca się już zajmować sronką, dla której wyświetlenia spadły w zaskakującym tempie, a użytkówników jest 1/4 co w najlepszych latach prosperowania. Rolę komunikatorów zaś przejęły portale społecznościowe, takie jak Facebook, Twitter czy inne przekaźniki, jak np. Instagram czy Snapchat. Swojego czasu zastanawiałam się, czy aby nie założyć tam konta, jednak ostatecznie zawsze rezygnowałam. I to właśnie dla mnie jest padadoksem. Kto dzisiaj, z Was, blogerów, piszę w sposób czysto blogerski na Facebooku czy Twitterze? Raczej nikt, ewentualnie wrzuca się link do notki opublikowanej na istnejącym już, gdzieś indziej bogu. Facebook czy Twitter są to portale często odtwórcze, a nie twórcze, jak własny blog. Wobec tego, przyczyną, jaką pozostaje się tłumaczyć przed ludźmi zostaje tylko to, że ruch na blog.pl zmalał do tego stopnia, ze jest już nie opłącalny i strony nie opłaca sie utrzymywać, więc trzeba polecić użytkownikom, by się zawijali. Ale jak przeczytałam w artykule „Najlepsi sobie poradzą”. Oznacza to, że czytelnicy najlepszych i największych blogów pójdą za nimi. I to fakt, ale co z blogami takimi jak mój? Który istnieje dla paru osób na tej ziemi? I też jest dla mnie pewną wartością, bardziej sentymantalną niż merytoryczną? O takich onet już nie pomyślał…A nawet jak pomyślał to nie powiedział. Troche przykre. Nie każdy też (ta jak ja) korzysta z tych wszystkich przycisków, Facebook, Twitter, Instagram…

Smutno mi też z innego powodu. Wraz z rozstaniem się z blog.pl utraciłam na zawszę domenę „uchwycone-chwile.pl” a tak fajnie się to układało w adresie z moim blogiem. No i wszystko trzeba zaczynać od początku, ustawienia, parametry… Osobiście nie jestem biegła w systemie wordpress, to też zajęło mi to dobrych parę godzin. Szablonu mojego nie było, to też wybrałam podobny, ale i tu wszystko musiałam ustawiać ręcznie… Dobrze, że przynajmniej treści nie straciłam. I z tego wczoraj, po przeniesieniu swego bloga, bardzo się cieszyłam. Cóż, zaczynam coś nowego, w nowym miejscu, być może z nowymi osobami. Mam nadzieję, że stali czytelnicy znajdą do mnie jakąś drogę… Właściwie to chciałam zostać na blog.pl do stycznia, ale zdałam sobie sprawę, że potem, przez organizację świąt mogę nie mieć czasu na przenosiny bloga. Cóż, tutaj będą trwały jeszcze pewne dociągniecia, zmiany itd.

98390573Zmiany sa w życiu potrzebne i nawet czasem je lubie, ale przyznać musze, że ta była niespodziewana. Hm… zaczynam iść nową drogą, obieram nową ścieżkę i potrzebuję światełka w tym nieznanym mi jeszcze miejscu, gdyż jeszcze bardzo mało o nim wiem i wiele rzeczy jest dla mnie tu wyzwaniem. Jeśli więc zechcecie się podzielić swoimi „nowymi planetami”, gdzie się osiedliliście, będzie mi miło i ułatwi drogę, by Was znaleźć… Zatem zechciejcie mi napisać w komentarzu, gdzie mam szukać.

Być może sama też znajdę autorów ocalałych po tej eksplozji… Wyruszałm na poszukiwania…

 

 

Hasło na blogu zniesione…

Po długich przemyśleniach doszłam do wniosku, że ponieważ blog ten zaczął umierać powolną, jednak długą śmiercią, bo mało osób tu zagląda- zniosę hasło na blogu. Zahasłowane zostaną jedynie wpisy które dotyczą bezpośrednio mnie samej, a hasło do nich ma parę stałych, jak do tej pory czytelników mego blogu.

            ***

W związku z tym, abym mogła choć w części pozostać anonimowa, moja nowa stronka musiała na chwilkę zniknąć z serwisu. Pojawi się, mam nadzieję, za niedługi czas, jako stronka na innym koncie. Myślę, że zmianie ulegnie też kilka szczegółów, jak np. mój avatar, tak więc czekajcie na nową „odsłonę mnie” 😀

No i mogę się inaczej podpisywać w komentarzach, to wszystko, by zachować jakąś tam anonimowość…

Zabezpieczony: Co przyniesie nowy wiatr?

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Zmiany…

Dochodzę do wniosku, po raz enty, potrzebuję zmian,
tak bardzo jak powietrza…
Dławi mnie od kilku dni smutek, bezsilność i złość za tę bezsilność…
inna… ja…
już nie chcę tak, muszę spróbować inaczej, tylko nie wiem, czy
to wszystko ma sens…
Czasem wątpię w to. I dlatego jest mi źle…
Muszę spróbować zacząć inaczej
żyć.
Podjąć jakieś decyzje, nie ociągać się i spojrzeć na świat
przyjaźniej, tak po prostu…
Tak, aby ten świat stał się też moim światem.
Jakikolwiek by nie był. Zły, czy dobry, ale mój…
na wszystko jest kilka spojrzeń…
Kilka innych zdań…
Chcę mieć tu własne, nie wydumane, spontaniczne jedno zdanie,
choćby jedno… Muszę zacząć!!
Muszę… nikt za mnie tego nie zrobi, nikt nie obroni mnie przed moją własną bronią…
moją kpiną, moim lękiem.
Muszę zwalczyć w sobie ten głos, który mówi mi aby się poddać…
Bo nikt inny tego nie zrobi…

Na co ja czekam? To bezsensowne czekanie, ono mnietapeta-kobieta-w-niebieskiej-sukience-na-kwiatowej-lace
wykańcza, pośród tłumu,
gdy tak bardzo czuję się nikim…
Uciekam wciąż dalej i dalej… tylko…
gdzie?
Po co? Jak może nie ma przed czym?
Potrzebuję zacząć inaczej żyć, doceniać to, co mam…
Muszę spróbować jeszcze raz pobyć sobą…
Jedna osoba tam gdzieś przecież mnie kocha.
Może ta jedna (miłość),
wystarczy…