Szaleństwo w moim życiu… Powrót Top Guna?

Tyle się dzieje i działo, a ja nawet nie zdążyłam tego wszystkiego opisać… Jakoś nie miałam do tego chęci. Robiłam badania w jednostce. Miałam nadzieję, że zobaczę na nich Żołnierza… Ale jednak tak się nie stało. A wszystko zaczęło się od… zaproponowania kawy… Tak, jakieś półtora tygodnia temu zdobyłam się na odwagę i zapytałam, czy by nie poszedł na kumpelskie spotkanie i na kawę ze mną. Powiedział, że bardzo chętnie pójdzie, jak bedzie miał czas wolny. Jednak do spotkania do tej chwili nie doszło.

W tamtym tygodniu Żołnierz zrobił coś dziwnego, jak na niego i bardzo wzruszającego. O 22.00 sam z siebie wysłał mi piosenkę, w której śpiewa:

„Ciemno, tak tu ciemno, dławi mnie własny lek, ciemno tak tu ciemno, nie zostało mi już  nic, kiedy nie wiem jak mam żyć, pomóż mi… bo słońca brak…

Nauczył się jej wtedy, kiedy nie mieliśmy kontaktu. Nie wiem, czy mam tą piosenkę odbierać soobiście czy po prostu podobaja mu się takie wykonania, lecz wysłał to do mnie noca, kiedy nie mógł spać.

Podczas badań, badałam też kolegów Żołnierza. I oczywiście wspomnieli o nim, sami z siebie. Podobno jak był na komisji lekarskiej to gdy wszedł do psychologa to siedział tam 20 minut, gdzie inni byli po 5 minut. A jak wyszedł to pani psycholog płakała… Historię życia jej opowiedział.. I teraz się inni śmieją z niego… Eh..  musi mieć niełatwo…  Ale to oznacza, że dogaduje się z psychologami i potrafi być otwarty… Ale oni się teraz wyraźnie z niego śmiali.

Później, w kolejnym dniu, rozmawiałam z koleżanką z jednostki, która dodała mi kolejnych informacji o Żołnierzu. Otóż, poszła plota, choć nie wiedziałam poczatkowo co o tym myśleć, że ma romans z panią z kantyny… bo często tam chodzi na kawe i żołnierze powiedzieli, że pewnie z nią też sypia. Powiedziała mi to koleżanka, do której też czaem przychodzi więc mogła się to dowiedzieć tylko od niego, ona raczej z chłopakami nie siedzi na kompanii, a skoro wie to od niego, to raczej malo prawdopodobne, aby to była prawda, skoro sam uważa to za plotę.

Drugą sprawa jest to, że pytał się tą koleżankę o mnie, dlaczego dala mój numer telefonu i mi jego numer? O co to chodziło w tym? Tak jakby podejrzewał, że coś innego się za tym kryje niż sprawa z badaniami tylko. Koleżanka powiedziałą, że to tylko o badania chodziło, ale myślę, że zaczyna podejrzewać podstęp. Powiedział jej też tylko, że rozmawia ze mną i nic więcej. A co najciekawsze, powiedziała mi, że opowiedział jej coś smutnego… ale sam z siebie. Dziwi mnie to, że mnie tego nie powiedział, ale może to świadczyć o tym, że nie chce być źle odebrany w moich oczach, ludzie bowiem nie lubią cieżarów… Otóż, ma brata.. Brat ten lubił skakać z mostów, an bungie i robić różne wyczynowe skoki, pewnego razu spadł, od tej pory jest kaleką. Niby umysłowo jest sprawny ale fizycznie już nie. To może powodować to, że Żołnierz jest taki przygaszony… Choć nie wiem do końca. Z tego, co pisał, sa chyba razem w mieszkaniu, bo zamawiał wtedy pizze dola siebie i dla brata, może on sie nim opiekuje? To jednak duży bagaż dla tak młodego człowieka, który chciałaby sobie (a przynajmniej tak mi się wydaje) ułożyć własne życie… Może dlatego jest taki przygaszony? Co zauważyła sama koleżanka, że on nie jest zbyt otwarty i cieżko do niego dotrzeć… Jednak jej powiedział o bracie… To mnie zastanawia…

Przedwczoraj znowu miałam smutny dzień, pomimo konwersacji z Żołnierzem dopadł mnie jakoś smutek i chciało mi się płakać… Gdy patrzę w swoją przyszłość, nie widzę nic tylko czarną dziurę, do tego jakiś ogromny żal do Top Guna… Zaczęłam nawet pisać pewne opowiadanie z nim, w roli głównej, gdzie trzymam go przywiązanego do krzesła w ciemnej piwnicy i wyrzucam z siebie cały żal związany z tym, do jakiego stanu mnie doprowdził, że odebrał mi nadzieję na normalne, lepsze życie, że mnie zostawił i porzucił. Jutro miałam go zobaczyć… Nie lubię tego dnia, kiedy wiem, że w jutrzejszym dniu mam się znim zobaczyć. Wtedy we mnie wzbierają emocje i pytam siebie, jak sobie poradzę… Przeżyłam ten dzień. Ale tyle emocji we mnie było, tyle smutku i chęci płaczu… Nazajutrz miałam apisać 2 egzaminy…

Top Gun przyszedł, przywitał się dopiero po pewnym czasie… Przyniósł mi odznakę z munduru… drugą już jaką dostałam od niego. I tak spędziliśmy prawie cały dzień razem…  Ten dzień okazał się najdziwniejszym dniem w moim dotychczasowym życiu…

Był 30 listopad, dokładnie pół roku, co do dnia odkąd dowiedziałam się o jego poteójnym życiu, o miłości do kochanki, o jego utrzymacne, dzień,w  którym wszystko się zawaliło… Wczoraj minęło równiusieńko pół roku…

I powiem Wam, iż przekonałam się, że nie można wierzyć w ani jedno słowo, które mówi Top Gun… Jego cała wielka, piękna i tak wzniosła miłość do jego kochanki, okazała się wczoraj… niczym… bo jakoś nie miał najmniejszych oporów, aby ją zdradzić… ze mną…

Nie wiem, co będzie dalej, boję się, znowu mamy kontakt, zaczęliśmy pisać. Przegadaliśmy też naszą relację, to dlaczego się nie odzywamy do siebie…

Można by rzec, że robię sobię krzywdę, ale najlepsze jest to, że oboje wiemy, że tam już nic nie ma, jest pustka. Tego, co było między nami już nie ma. Przynajmniej z mojej strony. Nie wróciła ani nadzieja ani ułuda, ze z tego coś będzie. Nie żyję już iluzją, już nic w tym nie widzę. Nie wiążę z nim żadnych nadzieii. Wszystko umarło. U niego tak samo. Mówił mi, że raczej zainwestuje pieniądze, które zbierał dla przyszłej rodziny w kupno mieszkania, któe potem da pod wynajem. Z czasem wolnym, który nota bene też trzymał dla rodziny, chyba też coś zrobi, w  postaci dodatkowej pracy na budowlance… Raczej przestajemy wierzyć w to, że nam się poukłada. I mnie i jemu… Więc, jak to stwierdził, co nam w tym smutnym życiu zostało? Wiemy, że nie „wrócimy” do siebie, to po prostu nie możliwe, wszystko umarło i jest pustka…  Jednak o dziwo wczoraj nie byłam smutna i przygnęnbiona tym, co się stało, wręcz przeciwnie, byłąm radosna, bo można też na to spojrzeć z tej perspektywy, że to takie moje małe zwycięstwo, bo gdyby tak naprawdę i dozgonnie kochał swoją kochankę, jak to twierdził i jego serce było tylko tam, to to uchroniłoby go przed tym, co się wczoraj stało… Nie podjąłby takich działań… A ja teraz boję się siebie, boję się, co będzie dalej…

To niewiarygodne, aby wiara mogła dzielić
To niewiarygodne, aby rozkosz mogła spalić
I niewiarygodne, aby słowa mogły ranić
I niewiarygodne, aby miłość mogła zabić
refrain:
A jednak są łzy szczęścia, które spływają z oczu mych
I gładzą cicho moją twarz, kiedy w ramionach jestem Twych… „
Łzy-Łzy szczęścia.

kobieta_plportalpl

„Niewierna”

Ona, szczęśliwa żona i dobra matka, on- młody, zdawałoby się głodny przygód, a może zamknięty w swoim świecie, jakim jest zasłane książkami mieszkanie na ostatnim piętrze pewnej dzielnicy? I jeszcze ktoś…

Ostatnimi dniami czegoś poszukiwałam, jakiegoś bodźca, który by wzbudził tę iskrę natchnienia, mocy, czegokolwiek, bym mogła odnaleźć sens w dniu dzisiejszym. Leniwie więc przeglądałam, co mogłabym obejrzeć środowym popołudniem. Tak, przypadkiem, natchnęłam się na zwiastun jednego ze starych, w tych latach już filmów „Niewiernej” w reżyserii Adriana Lyne. Obejrzałam… niby dramat, niby erotyk, w sumie erotyki było tam niewiele lecz film zaciekawiał zupełnie czymś innym. Ciemne klatki, ponure ujęcia, zbliżenia… Całą przestrzeń wydała mi się tak dobrze skądś znana. Ponure uliczki jednej z amerykańskich dzielnic, domek na  przedmieściach równie w amerykańskim stylu, zakurzone mieszkanie. To wszystko wzbudziło moje zainteresowanie fabułą i choć mogła by się wydawać zgoła banalna, to jest w tym filmie coś, co na mnie osobiście działa jak magnes, jeśli chodzi o kino- zdawało by się autentyczność ról. Nie bez powodu, Diane Lane została mianowana do Oscara za odtwórczynię głównej roli. Klimat tego filmu, jego „ponurość” i zdawałoby się małostkowość oraz bohaterowie przepełnieni przeróżnymi emocjami zdawali się zachęcać na tyle, aby zobaczyć cały film…

Jest poranek, główna bohaterka, Connie, wyprawia synka do szkoły, a męża do pracy, co prawda tego ranka na zewnątrz okropnie wieje, ale mimo to, kobieta decyduje się pojechać po rzeczy na jedną ze swoich aukcji charytatywnych. Kiedy wraca z rzeczami upada i rani się w kolano, jednak wstaje i chwile potem, gdy chce złapać taksówkę, wpada na pewnego mężczyznę. Jest nim Paul Martel, tutejszy akwizytor książek. Ponieważ wichura nie daje za wygraną, żadna taksówka się nie zatrzymuje, a Connie ma obdarte kolano, nowy znajomy zaprasza ją do swego mieszkania, by przemyła ranę. Kobieta ma obawy, jednak po chwili godzi się i idzie do mieszkania akwizytora. Mieszkanie jest nieco inne, niż mogłaby sobie je wyobrażać. W centralnej jego części stoją półki, a na nich stosy książek, jest też parę dużych figur, worek treningowy, parę otwartych, ułożonych na stole książek… W zasadzie mieszkanie należy do jednego z francuskich rzeźbiarzy, a jego lokator twierdzi, że cieszy się, iż ma gdzie podziać się z książkami. Connie udaje się do łazienki i przemywa ranę, potem dzwoni do domu domu i oznajmia, że spóźniła się na pociąg. W tym momencie mężczyzna obserwuje ją uważnie. Podczas tego spotkania Connie dostaje od mężczyzny jedną z książek. Główna bohaterka nie chce jednak zabawiać długo i wychodzi by zdążyć na pociąg. W domu opowiada mężowi  o całym zajściu, jak upadła i, że pomógł jej jakiś miły mężczyzna. Początkwo bohaterka nie przywiązuje to tego zdarzenia wagi i zdaje się żyć tak, jak przed nim, choć chce podziękować swojemu wybawcy i za namową męża, wysłać mu butelkę wina.  Któregoś dnia, znajduje w ofiarowanej przez niego książce numer telefonu. Myśli więc, że to dobra okazja, by zadzwonić i podziękować. Dzwoni więc z… telefonu znajdującego się na dworcu kolejowym. Początkowo mężczyzna nie odbiera, potem jednak zaprasza ją do siebie na kawę… Cały czas zachowując się tak, jakby potrafił przewidzieć to, że zadzwoni…

Chwilę rozmawiają, Paul pokazuje kobiecie książkę napisaną alfabetem Braila, lecz mówi, że powinniśmy inaczej wymawiać jego imię. Connie nie wypija kawy przygotowanej dla niej wcześniej, wychodzi czym prędzej z mieszkania. Wahania narastają, kobieta nie wie, po co tam poszła i dlaczego coś ciągnie ją do tamtego mieszkania… Kolejna wizyta Connie u Paula, zdarza się niby przypadkiem, przynosi mu ciastka i w zasadzie chyba sama zdaje się nie wiedzieć, po co przyszła, twierdzi, że była w okolicy i… pomyślała, że zajrzy. Między Paulem a Connie nawiązuje się coraz to bliższa relacja pożądania i namiętności i choć kobieta wyraźnie tego nie chce, po raz pierwszy zdradza wtedy męża, idąc z młodszym akwizytorem do łóżka.

Choć mężatka ma ogromne wyrzuty sumienia, co z resztą ukazuje postać Connie, targana jak wiatr emocjami, które w niej są, pomiędzy nią a Paulem nawiązuje się specyficzny r-0,500-n-865226gVdcrodzaj relacji, przepełniony namiętnością, ale i… obsesją. Zdawało by się, iż Connie nie ma wyraźnych powodów by zdradzać męża. Jest on kierownikiem firmy, dobrze zarabia, dba o nią i o ich synka, który kończy właśnie dziewięć lat. Jednak kobieta pragnie czegoś jeszcze niż stabilne życie u boku statecznego mężczyzny. Być może młodszy, zagubiony, artystyczny „rozbitek” daje jej to, czego nie dostawała przez lata od męża, ryzyko, dobrą zabawę i dziką namiętność. I choć Connie uważa to za szaleństwo, brnie w ten romans dalej i dalej… pozwalając by młody mężczyzna stał się jej obsesją. Ich spotkania pełne są podniecanie i namiętności, choć tak naprawdę, Connie niewiele wie o młodym akwizytorze książek.

Mąż Connie, Edward podejrzewa, że coś się dzieje z jego żoną, gdyż zaczęła bardziej dbale dobierać ubrania i kłamać. Prosi więc o pomoc zaufanego znajomego, by ten, śledził jego żonę. Gdy do rąk Edwarda trafiają zdjęcia Connie i Paula, wraz z adresem jego mieszkania, gdzie spotykają się potajemnie w dnie, gdy Edward wychodzi do pracy, wie już, że się nie mylił. Postanawia pójść do kochanka żony, sam chyba nie wie w jakim celu. Kiedy stoi na ulicy, patrząc w okna mieszkania, nie ma odwagi, właściwie nie wie, po co tu przyszedł. Gdy odwraca się, Connie wybiega w pośpiechu z klatki po kolejnym zbliżeniu z kochankiem. Przez drzwi w kamienicy wychodzi jednak staruszek, wpuszczając Edwarda do środka. Ten idzie pod drzwi mieszkania Paula, kiedy zostaje przez niego wpuszczony, choć z dużym zdziwieniem i podejrzeniami, chwilę rozmawiają,a Mąż kobiety dziwi się, że rozmawiali o nim. Jednak gdy Edward zauważa w sypialni jeszcze nie pościelone łóżko, gdzie jego żona i Paul się kochali, zaczyna czuć się fatalnie… Emocje zaczynają przybierać na sile. Kiedy jednak widzi ozdóbkę  szklaną, którą podarował żonie w mieszkaniu Paula, a ten oznajmia mu, iż dostał ją od Connie, w mężczyźnie coś pęka. Jest mu niedobrze, ma zawroty głowy, duszności. W przypływie złości, rozbija szklaną ozdóbkę na głowie Paula, tak nieszczęśliwie, iż ten zaczyna krwawić i pada martwy na ziemię…

Edward jest spanikowany, nie wie co ma robić, w przypływie zdrowego rozsądku jednak szybko zaciera ślady, w tym samym czasie wysłuchując nagrania od Connie, która dzwoni na telefon Paula, mówiąc, że muszą skończyć z tym romansem, gdyż nie potrafi dłużej tak żyć, oszukując wszystkich i krzywdząc rodzinę. Mężczyzna na drugi dzień w nocy, wywozi ciało kochanka, zawinięte w dywan na śmietnisko…

Kiedy ciało zostaje przypadkowo odnalezione, a Connie dowiaduje się o tym, iż Paul Martel nie żyje, choć początkowo, przy mężu nie daje po sobie poznać emocji, później Edward zauważa jak szlocha…. Czy daje to odczuć widzowi, iż poza namiętnością jaka łączyła tych dwojga było coś jeszcze? Gdy Connie zauważa ozdóbkę z powrotem we własnym domu, tę, którą przecież podarowała kochankowi, zaczyna podejrzewać swojego męża. W trakcie kłótni z nią, Edward przyznaje się , iż zabił Paula. Małżeństwo stara się jednak normalnie żyć, tak by ich synek niczego nie podejrzewał. Connie pali zdjęcia zrobione jej i Paula przez śledzącego ją mężczyznę, które znajduje w kurtce męża… Myśląc o tym, iż lepiej byłoby gdyby nigdy nie weszła do mieszkania akwizytora. Connie chce wyjechać, zmienić nazwisko, zacząć wszystko od nowa, małżeństwo postanawia spróbować jeszcze raz. I choć, sądzę, że niektórzy oglądając tę część filmu, odczuliby niesmak, iż Edward zdecydował się pozostać z żoną po zdradzie, spekuluję, iż nagranie jakie usłyszał będąc w mieszkaniu kochanka, go przekonało. Oglądając kolejne sceny relacji pomiędzy małżeństwem, coraz bardziej utwierdzałam się we wniosku, iż sytuacja ta pomogła na nowo odkryć kobiecie miłość męża i znaczenie rodziny, kiedy patrzyła na męża pomagającemu grać na pianinie synkowi i czytała odnalezioną kartkę z napisem „mojej żonie, najpiękniejszej ozdobie każdego dnia”. 

Czy byłoby lepiej? Czy mogło nie dojść do tragedii? Kiedy po całym już filmie i rozwoju wydarzeń, ukazuje się scena z kobietą, która szlochając, wkłada podpalone zdjęcia do kominka, zastanawiam się, czy rzeczywiście, jej relacja z Paulem była tylko przelotnym romansem, naznaczonym namiętnością. A może było w niej coś głębszego, czego kobieta nie chce pokazać przed mężem, by go już nie ranić? Autor nie wyjaśnia tej kwestii. Pomiędzy romansem pełnym pożądania pozostają przecież sceny opieki nad synkiem i zaangażowania w życie rodzinne, ciągle niezmiennego. Film pozostawia wiele pytań, bez odpowiedzi, wiele emocji, bez wyjaśniania ich powstania i jest dla mnie jakby filmem bez zakończenia… Choć prozaiczny widz, zobaczy w nim historię małżeństwa, gdzie żona pozostając niewierną mężowi, zdradza go z przypadkowo poznanym mężczyzną, można w nim doszukać się czegoś jeszcze… Ta małostkowość, rola drobiazgów w tym filmie, sposób rozmów bohaterów oraz liczne dźwięki muzyczne tworzące swoisty nastrój oraz oddające zarazem sam dramatyzm i charakter filmu zbierają się na pewną otoczkę fabuły, która to otoczka wskazuje właśnie na pewien drugi wymiar i inne znaczenie przedstawianych wydarzeń. Silne emocje odgrywane przez aktorów również podkreślają charakter fabuły i wnikliwość filmu. Tak na prawdę, mnie żal było Paula Martela i tego, że jedna głównych postaci odchodzi. Choć można odebrać go w tym filmie jako niewyżytego, chcącego zaspokoić swoje potrzeby erotyczne, faceta, zdradzającego jak się później okazuje żonę, z którą był w separacji, to jednak ekscentryczność jaką posiadał z równie dużą wrażliwością na sztukę, czyni z niego postać ciekawą i niejednoznaczną.

Film wzbudził we mnie emocje, a mało jest stosunkowo takich filmów, które je we mnie wzbudzają, być może dlatego, że jego fabuła wiąże się z jakąś stratą. A dodatkowo nastrój jaki w nim panuje, charakterystyczny dla pewnego rodzaju kina, bardziej chyba starszego niż nowszego, bardzo do mnie przemawia. Nie wiem, dlaczego polubiłam takie „ciemne” i wydawało by się utrzymane w ciągłym nastroju smutku filmy, ale takie własnie, potrafią we mnie wzbudzić emocje. A to, iż nie wszystkie zdawało by się „wątki emocjonalne” zostały rozwiane i dostatecznie, jak dla mnie, wytłumaczone, czyni ten film ciekawszym ale i bardziej tajemniczym zarazem. Po obejrzeniu ostatniej sceny poczułam jakiś niedosyt, tak, jakby ktoś urwał film w połowie jego historii… Ale czy ta historia mogła mieć inne zakończenie?