Ta porąbana noc i porąbane sny! I porąbane życie! Dzień trzeci po rozstaniu…

Tak sobie dziś myślę… Ale tylko ten tekst mi pasuje do mojego obecnego stanu… Bo już dalej nie pasuje… Zasnęłam wczoraj nawet normalnie. W nocy natomiast mój mózg wyprodukował takie projekcje, jakich mogłam się spodziewać… Najpierw śniło mi się, że on wrócił, przyszedł do mojego domu, leżeliśmy na łóżku, oglądając telewizję i mówił mi o tym, że się zmieni, że będzie przy mnie, że jakoś to razem poukładamy… Obudziłam się, cała zdenerwowana i spocona, pomyślałam, szkoda, że to tylko sen i zasnęłam po raz drugi… Tym razem śniło mi się, już nad ranem, że byłam w jakimś macdonaldzie, nie wiem czemu akurat tam, gdyż od roku tam nie byłam, nie chodzę często do takich miejsc. A więc byłam w macu i pisałam mu wiadomość na whatsappie, że „popatrz jak nam było dobrze ze sobą na początku, spróbujmy to jakoś naprawić, ratować, uczucie przecież może da się jeszcze wzbudzić, przecież kiedyś byliśmy tacy zakochani w sobie… nie przekreślaj tego wszystkiego”.

Mój mózg stworzył taką projekcję, jaką mam wewnętrzną potrzebę. By wyjaśnić, by walczyć o tę relację, by go prosić, by wrócił. Racjonalnie wiem, że to nie ma najmniejszego sensu. Ale podświadomość wciąż do tego ciągnie…  Odzywają się schematy z dzieciństwa. To ja musiałam wszystkich ratować, to ja musiałam brać na siebie za wszystko odpowiedzialność, za decyzję innych też. Ja nie muszę tego ratować, tak samo jak oni nie musza podejmować innych decyzji, po prostu, taki jest świat.  Choć wczoraj na wieczór było mi smutno, chodziłam i popłakiwałam. Tęsknię czasem za czasem z nim, za jego mieszkaniem, w którym czułam się dobrze, za jego uściskiem, przytuleniem, całusem… Nawet za jego rodzicami, za siedzeniem z nimi na działce, za jego psami, ale to złudne… Przychodzi jeszcze tęsknota, przychodzi gorszy nastrój. Przychodzi pytanie dlaczego?

Jednak wczoraj pomyślałam sobie, że dalej tak być nie może! To wszystko mnie niszczy, nie umiejętność radzenia sobie ze stratą, rozpaczanie po niej, poczucie bycia gorszą, bezwartościową. Musze się zebrać w sobie i znaleźć przyczynę, a potem ją przepracować. Jutro spotkanie z terapeutką. Musze jej o wszystkim opowiedzieć. Nawet nie wiem jak ja jej to powiem. Wiem jedno, że chciałabym zawalczyć o swoją terapię, raz na dwa tygodnie to minimum! Albo najlepiej częściej.  I będę musiała to jakoś załatwić, nie wiem, będę prosić, powiem, jaka jest sytuacja, że się źle czuję.

I powiem Wam, że z jednej strony mi przykro, są takie chwile, że nie mogę się zmusić do funkcjonowania, szczególnie wieczorem, to wszystko wraca, a są takie chwile, że mam ochotę „trochę poszaleć”. Tzn. Mam ochotę kogoś poznać i poobserwować sobie, o nie, nie wchodzić już z całym sercem do jego życia, ale po prostu zająć się jakąś nową sytuacja, żeby nie myśleć w kółko o nim. Iść dalej, nie załamywać się. I tutaj się sobie dziwię, bo zawsze leżałam i płakałam w poduszkę z myślą, że nic dobrego mnie już w życiu nie spotka. Po Top Gunie tak miałam, a jednak nie… jednak choć na chwilę mnie spotkało coś takiego, że byłam szczęśliwa, więc może teraz też jeszcze spotka? Z drugiej strony wiem, że powinnam pobyć sama i zająć się sobą. Sama już nie wiem co by było dla mnie lepsze? Czy to chęć zagłuszenia bólu? Czy po prostu chęć życia dalej?

Wiecie co wymyśliłam? Że chciałabym zgłębiać temat toksycznych związków, par i relacji oraz funkcjonowania DDA w relacjach i związkach. To ciekawe… i może pozwoli mi zrozumieć siebie? Tak sobie wczoraj myślałam, dzięki pewnej rozmowie, że to pewnie hormony… Wydzieliły się mu hormony szczęścia, a po jakimś czasie się ulotniły po prostu. I już nic do mnie nie czuł. Wczoraj, kiedy zasypiałam pomyślałam sobie, że koniec z planowaniem czegoś z kimś, koniec z zaufaniem, koniec z naiwnym wierzeniem w słowa… Mam plan wymazać sobie wszystkie plany i marzenia z nim z głowy, po dwóch miesiącach… Nie wiem po co ja w ogóle uwierzyłam w jego mowę, o domku w Bieszczadach, o rodzinie, o dzieciach? O tym, że będzie ze mną już na zawsze? To były tylko zwykłe hormony… Nie liczyło się to, jaka jestem, że będę mu wierna , a przecież tak bardzo bał się zdrady? Bez sensu to były słowa… Wymazuję z głowy wszystkie marzenia i plany,  w telefonie nazwałam go „Ten, który mnie olewał” , kasuję zdjęcia. Tylko wspomnienia zostają i jego twarz zniknąć nie może… Może kiedyś zniknie, razem z jego uśmiechem z mojej głowy…

Zabieram się za czytanie książki „Kobiety, które kochają za bardzo” to chyba o mnie…

f251623b271e8353deca42bdb798f65c

 

Droga ku szczęściu z nim…

Zaniedbałam bloga, przyznaję się. Tak, nawał obowiązków, nowa miłość i czeluście facebooka wciągnęły mnie na jakiś czas. Teraz bardziej to tam publikuje swoje teksty, wpisy i myśli, ale jednak postanowiłam, że nie chcę rezygnować z bloga… Tyle lat mi towarzyszył, niech potowarzyszy jeszcze trochę… Generalnie muszę Przyznać się Wam, ze zrzuciłam z siebie ogromny ciężar, ciężar, który nosiłam już cała lata, ciężar wstydu za czyny mojej mamy i to, co działo się w moim życiu po śmierci ojca… Zaczęłam wszystko spisywać, to, jak się czuję, to, jak dochodzę do siebie… to, jak przebiega moja droga do zdrowienia. Nie czuję się już jak w pułapce, napięcie zeszło… I cieszę się z tego. Był taki jeden ważny dla mnie dzień, w którym czułam się jakbym była w jakimś kalejdoskopie… Raz euforia, raz napięcie i lęk, za chwile uspokojenie i znowu euforia… Wtedy to właśnie, pod wpływem pewnej rozmowy, poczułam, jak to wszystko że mnie opada i robi mi się lżej, siadłam i spisałam cały mój wstyd noszony przez lata… dałam to do przeczytania ludziom, ujawniłam się i zrobiło mi się lepiej. To było i wciąż jest bardzo oczyszczające… Musze Wam powiedzieć, że nawet tutaj, na blogu, nie byłam tak szczera w stosunku do siebie, jak jestem teraz…

A co z moimi zawiłościami miłosnymi? O tym też długo nie pisałam… aż wrzucę tutaj jeden wpis, z mojego profilu, abyście mogli mieć ogląd sytuacji… Niepokoi mnie tylko jedno. Czemu czasem wciąż myślę o Top Gunie? Przecież jestem szczęśliwa, mam osobę, która mnie kocha, docieramy się, uczymy rozmawiać, być ze sobą. Uczę się, że miłość to nie tylko euforia i zawrót głowy, ale też bycie ze sobą w codzienności, rozmowy, pójścia na kompromisy, ugody, akceptacja odmienności i wiele jeszcze innych rzeczy. Muszę Wam przyznać, że Żołnierz ma ciężki charakter, choć widzę, że bardzo się stara… W głębi duszy gdzieś tam wiem, że go kocham i chcę przy nim być… Czasem zastanawiam się czy lepiej było by mi z kimś innym? Potem dochodzę do wniosku, że nie i zostaję… Takie tam dywagację. Właśnie chyba mimo nieporozumień i rozmów, które ostatnio prowadzimy, bardzo poważnych i trudnych, o mojej przeszłości, moich schematach, życiu rodzinnym i o tym, co w mojej rodzinie jest nie tak… w głębi serca wciąż go kocham, z tymi jego czasem dziwnymi poglądami… tak odmiennymi od moich… Jestem uważna po raz pierwszy w życiu w relacji na moje mechanizmy i na moje zachowania, staram się nad sobą pracować dużo więcej niż robiłam to do tej pory. Może po prostu zależy mi na tej relacji? Nie chcę go stracić, to wiem na pewno, stratę bardzo przeżywam i nie radzę sobie z nią.

Zastanawiam się też, czy cała ta sytuacja nie wygląda na to, iż jestem zamknięta w jakimś schemacie. Top Gun żołnierz i obecny Żołnierz? Czy ja przyciągam do siebie takich ludzi? Najlepsze jednak jest to, że z moim obecnym chłopakiem mijaliśmy się wtedy, kiedy ja byłam ta nieszczęśliwa i kiedy w moim życiu pojawiła się depresja… Kiedy ja walczyłam o swoje być albo nie być przy Panie ze Skrzydłami, później przy Top Gunie, to on cały czas był gdzie obok mnie… Nie wiem, czy Wam wspominałam, ale mieszkam przy lesie. I cały ten czas chodziłam tam na spacery… Cały ten czas także on tam biegał, po tym samym lesie, niedaleko mojego domu, bo bawił się z chłopakami w ASG. Później byłam w wojsku na praktykach… W pewnej jednostce… W tej samej jednostce był też on. Ja przyszłam 30 września do jednostki, a on odszedł z niej, by pójść do innej tydzień przed moim przyjściem. Życie bywa zaskakujące… Jakbym napisała o tym książkę, jak można się mijać przez lata, i spotkać na internecie, to pewnie by mnie wyśmiano, powiedziano by, co za głupia książka… Zbiegi okoliczności, przypadki czy po prostu, tak miało być? Sama nie wiem co o tym myśleć… A Wy? Co myślicie?

A tak napisałam o tym, co mnie spotkało na facebooku, wiem, ze to idealizacja, ale w kontekście tego, co przeszłam z Top Gunem, to wydaje się być niesamowite….

Wieczorne rozmyślania? Tylko u mnie o tej porze chyba nachodzą mnie myśli by pokazać Wam skrawek mojego życia, całkiem prywatnego…i całkiem mojego… tylko mojego… gdyż chciałabym się skupić na swoich emocjach i pisać, by oczyścić umysł i duszę… poukładać się na nowo, wyjść z pewnych mechanizmów, może kiedyś mi się uda… Tak pisałam o swojej nowej relacji, która mi się przydarzyła…

Dziś mija równi miesiąc odkąd jestem w związku… Jak z tym się czuję? Muszę Wam powiedzieć, że świetnie! Wreszcie czuję, że jestem w prawdziwym związku, w którym nie muszę niczego udawać… Ani miłości ani zainteresowani, ani czułości ani dobrego samopoczucia… Kiedy ktoś miesiąc temu powiedział mi, że będę naprawdę szczęśliwa, chyba postukałabym mu się po czole…

A kiedy tak sobie tak siedzę i teraz o tym myślę… to przychodzi mi na myśl to, jak bardzo wierzyłam w to, że moje marzenia się nigdy nie spełnią. Po toksycznej relacji z Top Gunem, byłam wycieńczona… emocjonalnie i fizycznie, ataki paniki, wymioty i co gorsza obsesyjne myślenia o tej całej sytuacji… Później jednak, kiedy po roku wiele rzeczy się uspokoiło we mnie… Naszła mnie myśl, że przecież chciałabym kogoś takiego jak on… Żołnierza, bo zdążyłam zakochać się w mundurach… z takim poczuciem humoru, bo zakochałam się w jego śmiesznych przygodach, jakie opowiadał… Z takim autem, bo polubiłam zapach i wygląd jego auta, z takim samym kolorem włosów, bo przecież zakochałam się w dotyku mojej ręki na jego miękkich włosach… I z takim błyskiem w oku, bo zakochałam się w jego błysku w oczach, pachnącego zapachem… bo przecież zapach Top Guna pamiętam aż do dziś, kiedy cała nim przesiąkałam…

A dziś? A dziś mogę na to wszystko patrzeć… na swojego żołnierza, z poczuciem humoru które kocham, na ciemne auto, którym tak samo, szybko jeździ, na jasne, miękkie w dotyku włosy, na jego błysk w oku, otulona jego zapachem, jedynym i niepowtarzalnym, który bym mogła wąchać w nieskończoność…

Tak, dziś jestem szczęśliwa, bo niemożliwe, stało się możliwym… Spotkałam sobowtóra mojej miłości, który mnie pokochał miłością prawdziwą. Gdybym mogła krzyczeć ze szczęścia, to bym krzyczała, żeby cały świat wiedział, że jestem naprawdę szczęśliwa…5054c1b790c3932c09a8c7c97af11f93

Łzy- „”Bo każdej nocy”

Miewam czasem nadzieję,
Że znajdę kogoś takiego.
Kogoś takiego jak ty,
Kogoś takiego jak ty.

Bo każdej nocy, gdy mi się śnisz
Biegniemy razem przed siebie.
I nie jest w stanie zatrzymać nas nic
I nikt nie jest w stanie ukraść mi ciebie.”

Słuchałam to myśląc o Top Gunie… Teraz już wiem, że znalazłam kogoś takiego, jak on, tylko, że ten mnie naprawdę pokochał…

Czy idealizuję? Zapewne tak, dość często idealizuję, kiedy mi na czymś zależy, z drugiej strony, może po prostu to zwyczajna miłość?

 

Nie potrafię w sobie wzbudzić uczuć…

Osatnim wieczorem naszła mnie refleksja nad tym, co jest we mnie… Co się ze mną dzieje… Doszłam do jednego, smutnego wniosku… Czuję się jakby pusta w środku. Zatanawiam się, czy to aby po lekach czy aby to przez to, że odebrano mi to wszystko, w co wierzyłam, co sobie zakładałam… Straciłam wszystko, straciłam szansę na lepsze życie przy boku meżczyzny, na którym mi naprawdę zależało, tak bardzo, chyba pierwszy raz w życiu. To paradoksalne, ale teraz zaczynam go rozumieć, zaczynam rozumieć jego słowa, które do mnie skierował:

„moja emocjonalność jest bardzo rozchwiana i nie wiem, czy kiedykolwiek z niej coś będzie. Nie potrafię teraz w sobie wzbudzić uczuć wyższych.”

Czuję się dokłądnie tak samo. Jakby ktoś odebrał mi emocjonalną mnie, jakbym nie była sobą. Żyje z dnia na dzień, nie martwię się już o samotność, nie martwię się już co przyniesie życie, czuje się jakoś inaczej. Nawet nie myślę o relacja z F. Nie obmyślam żadnego planu, nie myślę o tym, co bedzie, co może mnie spotkać, nie dążę usilnie do bycia z kimś… Jest tak, jakby inaczej… Nie potrafię w sobie wzbudzić miłości do drugiego człowieka, takiej prawdziwej, oddanej, jestem jakby odcięta od uczuć… żyję z dnia na dzień… Podążam w realizację siebie i chcę do tego zmierzać. Może to akceptacja całkowitego braku nadzieii? Nie wiem, co się ze mną stało… Nie czuję się sobą…

woman-3083390_960_720

 

Szczęście i beznadzieja we mnie…

 

05.08.2019:

Myśli mi się mieszają. Od czasu kiedy poznałam F. mam niemały mętlik w głowie. Na początku zapaliła mi się czerwona lampka-przecież to jego siostrzeniec, ten kontakt nie może dobrze się skończyć. I chciałam odpuścić, ale mimo wszystko, po stracie Top Guna byłam sama, samotna i lepiej mi było, gdy ktoś się do mnie oddzywał. Tak zaczęliśmy rozmawiać… A on był tak podobny do Top Guna!

Potem wyslalam mu zdjęcia, nie spał calą noc. Top Gun też widzi, że młody się chyba zakochał i pisze mi to. W czwartek lub piątek pierwszy raz poczułam coś takiego, czego nie czułam od bardzo dawna. Spokój, najprawdziwszy spokój. Poczułam, że nie muszę się szarpać, że komuś na mnie zależy… Że nie jestem taka samotna. To było piękne!

Wczoraj rozmawialiśmy o spotkaniu…. Chce się z nim spotkać by go poznać, zobaczyć jaki jest w rzeczywistości, zanim zacznę sobie wyobrażać na jego temat Bóg wie co, a potem się zawieść… Choć chyba już zaczęłam… On też jest takiego zdania, aby się poznać i potem nie rozczarować bo jak się nie pozna człowieka to zaczynamy sobie coś wyobrażać a potem to może okazać się nieprawdą. I jest rozczarowanie. A jeżeli się go pozna, można go tylko zaakceptować bądź nie. Ale doszliśmy do wniosku, że chcemy się poznać.  Mimo całej sprawy z Top Gunem i Top Guna z boku.

Kiedy mu napisałam, żeby do mnie przyjechał, odpisał, że poczuł takie coś jakby uderzenie w ściane, taki ucisk w środku z termy i podekscytowania.. Zapytałam go, co by było, gdybyśmy się sobie spodobali?  Odpowiedział również pytaniem, czy to byłoby źle, gdybyśmy się sobie spodobali? Napisał mi, że jest ciekawy mojego głosu, zachowania. Napisał też, że mu się podobam. Jednak chciałby, żeby ktoś w nim dostrzegł piękno jego wnętrza a nie tylko wyglądu. Zastanawiam się czy mogłabym mu to dać? Chyba tak…

W końcu ma te cechy, które tak bardzo pokochałam w Top Gunie… Tak sobie o tym myślę, że gdybyśmy się sobie naprawdę spodobali to byłabym naprawdę szczęśliwa! Miałabym wreszcie te cechy, które tak pokochałam w Top Gunie, ach! I gdyby to wszystko wyszło, to wreszcie wiedziałabym, że to wszystko co przeszłam z Top Gunem, to całe moje ogromne cierpienie, to, że nie mogłam podnieść się z łożka, miałoby sens. Bo gdybym wtedy się poddała i zerwała kontakt całkiem z Top Gunem nie poznałabym F.

Na razie chcemy sie poznać i zobaczyć czy siebie akceptujemy, czy sie sobie podobamy… Nic na siłę, jeśli nie będzie zakochania z dwóch stron to będzie to kiepskie, dlatego trzeba się przekonać czy coś takiego się wytworzy. Bo to musi być zakochanie a nie relacja „żeby tylko ktoś był”. Tak bym chciała przynajmniej. Do tej pory nikt prawdziwie mnie nie kochał… Zawsze to ja kochałam, starałam się, dlatego teraz bym chciała aby jeżeli juz to aby było to albo z dwóch stron albo wcale. Ale z tego co widzę to jemu też zależy na mnie.

Mam takie momenty, że czuję coś bardzo pozytywnego, jakąś euforię, coś takiego, co rozpiera od środka. A za chwilę wydaje mi się, że to nie ma sensu, to się nie uda… Przychodzi zwątpienie. I tak sobie trwam na tej huśtawce…

08.08.2019:

Wczoraj miałam dzień zwątpienia. Mamy się spotkać w niedzielę. Wydaje mi się, że w niedzielę wszystko się rozpadnie w drobny mak. Dlatego wiem, że muszę się cieszyć chwilą, która trwa obecnie, tym, że mam z nim kontakt, tym, że jemu zależy.

Dowiedziałam się też, że F. Szykuje dla mnie niespodziankę na niedziele. To było takie miłe. Top Gun nigdy nie szykował dla mnie niespodzianki przez ten cały rok znajomości.

Wczoraj też byłam niemiła dla Top Guna. Zapytał się mnie co tam u F. Chcialam mu odpisać, że dobrze i urwać temat, ale napisałam, czy sam mu nie może napisać? Na to Top Gun mi odpisał, że napisał mu, że spotykamy się w niedzielę. Już się dowiedział, eh… Nie chciałam by się dowiedział przed spotkaniem, tylko po, ale w sumie, co to zmienia… Z Top Gunem i tak już skończyłam i muszę to zaakceptować…

Boję się spotkania z F. choć czekam też na niego z jakimś ustęsknieniem. Jest tak podobny do Top Guna, nawet z wyglądu a tęsknię za tym wyglądem, bardzo. Wiem, że Top Guna nie zobaczę wcześniej niż w październiku, z resztą, nie chcę już go widzieć. Wszystko się rozpadło…

I chciałabym mu to zaśpiewać:

„Twój pewny krok, każde spojrzenie
Ukrywa coś, znów gubisz się sam
Zabieram ci ostatnią nadzieję, wiem
Nie powiódł się twój misterny plan
Skąd w tobie ten gniew
Powiedz to
Skąd w tobie ten chłód
Zaskoczę cię, wiem
Mówiąc to, że między nami jest już skończone

I mimo, że masz u stóp cały świat
To wszyscy widzą
Twój każdy dzień wypełnia ból
Nie łatwo jest tak zapomnieć gdy żal
Jeszcze nie minął
Bez cukru życie poznaj znów
Tylko pieprz i sól”.

Praca mnie zabija, zabija całe szczęście jakie w sobie mam, nie ma już tej euforii, ale nadal czuję spokój. Mam na głowie tyle obowiązków, że nie wiem czasem do czego mam ręce włożyć, ale jest dobrze. Czasem zastanawiam się jaką niespodziankę F. dla mnie szykuje. I czasem nie wierzę, że to się dzieje na prawdę… Gdyby to wyszło, miałabym wszystkie te cechy, które tak bardzo pokochałam w Top Gunie. A myślałam, że w życiu jest tylko jeden taki cud, i drugiego takiego nie będzie…

„Horoskopy mówią, że ułoży się, chyba nie mnie.
Mnie chyba nie
W życiu tylko jeden cud
Już nie będzie go
Wargi gryźć do samej krwi
Z bólu w niebo wyć…”

Dla mnie tym cudem był Top Gun. Pokochałam go najprawdziwszą miłością jaką mogłam i nikt po nim tak mi się nie podobał, choć próbowałam sobie znaleźć kogoś zupełnie innego… to nie było to. Po prostu nie, aż nie poznałam F. Wtedy coś drgnęło.

Mam mętlik w głowie… nie wiem, czy mam się cieszyć czy smucić, z jednej strony chciałabym się cieszyć, ale z drugiej nie wiem czy mi wolno, przecież jeszcze nic się nie stało, nie zadziało, po prostu rozmawiamy. Trwam w jakimś dziwnym zawieszeniu… w oczekiwaniu, ale wiem jedno. Jest mi lepiej!

 

Moje życie w jakimś stopniu się skończyło razem z nim… Wszystko legło w gruzach…

Nie wiem, co mam myśleć, nie wiem, co mam czuć. Czy ta historia powinna się skończyć już? Pewnie tak, nie wiem czy będę potrafiła… Przyjechał do mnie we wtorek, 30.04. Poszliśmy na spacer do lasu, tam zaczął mnie miziać, dobierać się do mnie, powiedział, że chciałby się ze mną kochać. Złożył mi pocałunek na ustach, tak słodkiego pocałunku jeszcze nigdy w życiu nie dostałam… Potem ja go pocałowałam. Żałuję, ale nie wiedziałam, że to wszystko jest tak pokićkane. Było mi miło z nim, choć do niczego konkretnrgo nie doszło, w sumie to o  mały włos… A potem, potem kiedy poszliśmy do parku zaczął opowiadać. O swojej utrzymance, z która mieszka 5 lat, o swojej kochance, którą bardzo kocha, z którą planował przyszłość. Dał mi przeczytać swoje wuznania do niej, swoje wiadomości, to było upokarzające. Dostałam cios. Opowiadał o tym, jak się kochali. Kolejny cios. Pogadaliśmy chwilę w aucie, o tym, że gdyby nie ona, to myśli, że jakoś byśmy się dogadali… Ja powiedziałam mu, ze nie wiem już kim dla niego jestem. W końcu zaczeło mnie trząść i zwymiotowałam przy jego samochodzie z tego stresu. A potem, kiedy pojechaliśmy do restauracji dalej mnie tulił i trzymał za rękę. Na koniec spacer, w tym samym miejscu, co ostatnio też za rękę. Na koniec rozmowa, gdzie postanowilismy, że zostaniemy przyjaciółmi, bo chciałam, by choć między nami była jasność. Ale teraz ja już nie wiem, czy tego chcę… Mam totalny mętlik w głowie.Powiedział, ze potrzebuje czasu, ja chyba też.

Są chwile, kiedy nie chciałam pozwolić mu odejść, ale kiedy napisałam mu w kolejnym dniu prawdę, o ty, że był dla mnie kims wiecej niz tylko kolegą, napisał, ze nie zauważał dygnałów, albo takich nie dawałam. Gdyby tak było, , to czułby się zobowiązany opowiedzieć mi o swoim życiu, a dopóki myślał, że jesteśmy tylko kolegami to nie chciał mnie w to wplątywać. Myślał, że jest tylko kolegą. To wszystko przekreśla, bo wychodzi na to, że on mnie nie kochał, nigdy… Coś tam pisał, że w grudniu pomyślał, że może to czego chce jest blisko, ale potem spotkał się z kochanką i wszystko w nim odżyło. Teraz podobno, kiedy zaczął się do mnie miziać, w lesie to ta myśl zaczęła kiełkować jak przebiśnieg przez zgliszcza na wiosnę… ale na drugi dzień napisał o tych sygnałach, co wszystko przekreśliło… bo ja się na prawdę otworzyłam i napisałam o tym, że chciałam, może nie otwarcie, i nie, że się w nim zakochałam, ale napisałam, ze miałam wtedy taką małą myśl jak on, a resztę zostawiłam czasowi… ale teraz to już nie ważne.

Wiem, że muszę pozwolić mu odejść, ale nie potrafię chyba, nie teraz… Nie wiem, co ja sobie wyobrażałam, przeciez on mnie nie kocha i nie kochał. Jak napisał, jego serce było gdzieś indziej. A czemu mnie dotykał, miział, głaskał, odwoził, pisał całe dnie? Chyba nie znajdę na to pyranie dobrej odpowiedzi…Napisałm, ze mimo wszystko dobrze było zrobić mi miło, ale ja wiem, że na tym niczego sie nie zbduje. On chciał som i rodzinę tylko z tamtą, swoją kochanką. On ją kocha i nie zmienię tego… Nawet nie wiem, czy chcę to zmieniać. Tylko dlaczego mi wcześniej o tym nie powiedział, na początku relacji? Najlepszym chyba jest się wycofać, tylko czuję się jak nikt, jakbym nie miała kompletnie dokąd pójść. Przeraża mnie rozstanie z nim definityne, przeraża mnie samotnosć, to, ze znowu jestem w punkcie wyjścia… mimo, że uwierzyłam, że marzenia o rodzinie mogą się spełnić. Powiedział, ze gdyy nie kochanka to pewnie teraz mówiłby tak o mnie, ze mógłby mi to wszystko dać, że życie jest popieprzone, że gdyby nie ona nigdy nie poznałby mnie, bo to ona go wysłała na studia… że mógłby mi dać rodzinę, dzieci, że myśli, że byśmy się dogadali, gdyby nie ona…

Wiem, że nie mam czego w nim szukać, wszystko upadło. Dziś mma dzień żalu, chyba do Boga, że to wszystko nie potoczyło się inaczej, że nie mógł być wolny, że nie możemy razem być. Tak, przyznaję, zakochałam się w nim, a on chyba nigdy mnie na prawdę nie kochał. To smutne, czuję zalegający smutek.

Od wczoraj jestem na lekach, zaczynam brać przeciwdepresyjne. Przede mną 3 egzaminy cieżkie, nie wiem jak dam radę, jak sobie poradzę. Boje się, boję się samotności.Nie wiem, czy mam do niego pisać, czy nie… Wczoraj nie czułam takiej potrzeby, ale wiem, ze muszę zająć się sobą, ale ale czy potrafię o tym wszystkim i o nim nie myśleć? Po pół roku myślenia? A on codziennie myślał o kochance… to też mi pokazał w wiadomości…To smutne, czuje się oszukana.

Jutro mam sie z nim widzieć, nie wiem co mam robić, ja się zachowywać.Powiedział mi jeszcze, że mogę zawsze na niego liczyć, że jestem fantastyczną osobą. Mówienie komplementów przeplata sie z odrzuceniem. Nie wiem, co mam o tym myśleć. A może jutro po prostu dokończyć mówić mu prawdę? I dlatego nie możemy się już kontaktować. Jutro się okaże, czy w ogóle przyjdzie do mnie. Czuje się taka samotna… Moze gdzies tam w świecie czeka na mnie mężczyzna, który będzie w stanie mnie kochać i czuć to tylko do mnie? Tak, zębym poczuła smak prawdziwej miłości? Tak, zęby wszystkie marzenia się ziściły, ale wiem, że ciężko takiego znaleźć, wejsć w taką relację, choć moze z Top Gunem było tylko tak ciężko. Mozę są osoby, które inaczej rozmawiają, inaczej załaywiają sprawy, bardziej otwarcie?

Cały czas mam w głowie to, co o niej mówił, w jakich superlatywach, o wyglądzie, że wyglądają praktycznie  tak samo… To boli, tak bardzo boli. Ja się emocjonalnie zangażowłam, a on? Chyba nie. Dlatego to nie ma przyszłości. Choć moze za chwilę zmieni zdanie, jest chwiejny. Boli mnie to wszystko, smuci i przeraża. Przykro mi, bo władowałam w to całe swoje emocje, całe zaangażowanie, myśli…

Byłam u swojego dawnego terapeuty, tam też mi powiedzieli, żey to zostawić. Mam coraz większy mętlik w głowie. Nie wiem, jak się jutro zachować. Czy mam w ogóle odpusywać, jak będzie pisał, czy nie? Jak się przy nim zachować?

Gdy ja podejmuję decyzję o zerwaniu to jakoś mi łatwiej, przemyśle to i jest dobrze, a;e gdy ktoś mnie odtrąca to nie radzę sobie… ze stratą, nie radzę. Choć i tak mi lżej,, gdy powiedział, żę nie zauważał sygnałów, bo zdaje sobie sprawę, że nie mogę liczyć na nic, chyba. To smutne, ale przynajmniej wiem, na czym stoję. Wiem, ze z drugiej strony moim marzeniem jest, by wrócił. ale muszę się od tego odciąć, tak po prostu. Chyba tak będzie lepiej. W emocjach mam co innego niż w racjonalnym myśleniu. Mam siebie za to nie winić, jak powiedział mi terapeuta. Tylko nie wiem, czym się kierować. Dzięki tej relacji już wiem przynajmniej, ze chcę i potrzebuję opiekuńczego faceta…

To, że będę się teraz denerwować  i tak niczego nie zmieni. Gdybym nie wiem ile razy wymiotowała i się trzęsła, a mam tak co rano… Nie wiem, jak mam dalej żyć…

 

 

Miłe słowa.

Minęło już kilka dni odkąd tutaj naskrobałam parę słów i te kilka dni minęło mi w dobrej atmosferze. Muszę też przyznać, że rzeczywiście zaintresowanie Top Guna po naszej ostatniej rozmowie wzrosło i przyczepił się na dobre do mnie, ciągle się pyta, jak tam spędam czas, czy wszystko dobrze, ostatnio nawet wyczułam w nim zazdrość co do tego, że ktoś zaczepia mnie w pracy… Pierwszy raz też od naszego poznania dał mi wyraźnie wczoraj odczuć, że jest zakochany, a właściwie mi to powiedział prawie wprost. Cały czas też pisze mi, jaka to jestem super i tak słodzi mi całymi dniami, aż bym sie mogła rozpłynać w tych komplementach. Ale przyznać muszę, że poczułam się jakaś spokojniejsza. Mam ogrom pracy, sesja, muszę zaliczyć anatomię, nie wiem jak to wyjdzie, wierzę, że dam radę… Mam też kilka innych pomysłów, jednak na razie brak czasu na realizowanie ich, choć powtarzam sobie, że to tylko w mojej głowie… a przezcież nikt mi nie zabroni się realizować kiedy akurat czuję, że to jest dory moment. Zawsze czuję potrzebę samorealizacji wtedy kiedy jest sesja, czy to dziwne?

Dziś odbyłam też rozmowę ze wspomnianym tu kilka wpisów temu młodym narkomanem wydaje się być w porządku jako kolega, choć ma czasem dziwne reakcje. Jak to młody, choć jest w moim wielu, zaczynam sie zastanawiać nad zachowaniem facetów w moim wieku, niektórzy z nich są tacy dziecinni… albo może… faceci w ogóle są dziecinni czasem. Podobno najgorsze jest pierwsze 40 lat dzieciństwa faceta…

Jak grom…

Nasza miłość z Muzykiem spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Nikt z nas się nie spodziewał, że takie uczucia zrodzą się w nas akurat teraz, kiedy i ja i on przeżywaliśmy ciężkie chwile. Kiedy tak bardzo potrzebowaliśmy kogoś, kto po prostu by był… Zawsze, wtedy gdy pięknie i wtedy gdy źle…

Wytworzył się pomiędzy nami ogrom słów, listów, dźwięków, tak ich wiele, że trudno zawrzeć mi tutaj wszystkie wątki jakie się pojawiły, ale jest ich mnóstwo. Potrafimy ze sobą o wszystkim porozmawiać.

Teraz czuje, że moje życie zaczyna się zmieniać w prawdziwą bajkę… Bajkę, która trwa… I choć czasem nie jest kolorowo, nadchodzą ciężkie dni, kiedy i ja i on nie potrafimy powstrzymać łez, to jednak jesteśmy w tym razem. Tylko jego smutki mnie martwią, bo nie wiem, czy to aby nie może zniszczyć całkowicie kiedyś naszej relacji, którą w gruncie rzeczy dopiero zaczynamy budować. Mamy mnóstwo celów i marzeń, pięknych, pełnych czułości, wrażliwości i szalonego spełniania pragnień nawet tych dziecięcych, tych, które gdzieś tam pozostawały nigdzie niespełnione od dzieciństwa, jak skakanie po kałużach czy łapanie motyli… Leżenie na łące i słuchanie śpiewu ptaków, przytulanie drzew, tańczenie w deszczu… To wszystko staje się nagle możliwe.

Poznaliśmy się jednak jako dwójka ludzi o poharatanych sercach, o ciężkich historiach i bolesnej przeszłości. I czasem ani ja ani on nie potrafimy być silni. To taka spevyficzna więź, poczucie, że ktoś ma również bolesne doświadczenia… Może dlatego potrafimy się zrozumieć czasem bez słów? Może dlatego obojgu nam zależy na szczęśliwym i spokojnym życiu? Dlatego mamy podobne wartości i potrzeby?

Historia Muzyka jest goła inna niż moja, ale również obfituje w samotność, ból, porzucenie, depresje, wreszcie skrzywdzenie przez osoby, które miały być tymi najbliższymi. Jakby nie patrzeć na ten blog, coś o tym wiem. Dla niego jednak jestem spełnieniem marzeń, małą osóbką do bronienia i dziewczyną, która sprawia, że świat staje się lepszy, że już nie musi nigdzie biec i się szarpać. Czy to możliwe? Mam w głowie tyle myśli. On ze mną jest, codziennie wieczorem utula mnie do snu i czeka aż zasne, głaszcząc mnie po włosach  i grając mi na gitarze melodie do snu. To kojącez te nasze wieczory…

Jednak po rozstaniu z Panem ze skrzydłami nie czuję się najlepiej. Czasem dopadają mnie rozterki, jakieś wewnętrzne demony… Dzisiaj zemdlałam, straciłam przytomność, nie wiedziałam przez chwile, co się ze mną dzieje, przyjechało pogotowie… Ale po wywiadzie puscili mnie do domu, miałam odpoczywać. Myślę sobie, że muszę jeszcze bardziej zająć się sobą, poświęcić sobie czas. Muzyk przynajmniej ze mną był, to było takie wspierające. Siedział przy mnie, głaskał po głowie, chciał mi towarzyszyć. To było dla mnie tak dziwne, tak nieosiągalne… Mam taką myśl, że to tak piękne kiedy nie muszę już wyczekiwać czułości, bo ktoś po prostu chce tego samego, co ja…                                                persian-poems-3199610_1280