Wróciłam…

Wróciłam! Wracam również do pisania i do Was po dłuższym weekendzie. Zapewne jesteście ciekawi jak było… a więc było super! W tym miejscu można pomyśleć, iż znów będę pisać o tym co tam ze mną i z Panem ze skrzydłami, ale właśnie wokół tej relacji obraca się znaczna cześć mojego teraźniejszego życia. Było bardzo miło, przyjemnie, zabawnie, wesoło i kolorowo. Pozwiedzaliśmy zoo, rynek i pewną dzielnicę Ostrawy. Nie zapomnę momentu, kiedy wybraliśmy się na rynek i zaskoczyła nas burza (oczywistością jest, iż nie mieliśmy przy sobie parasola). Tę burzę spędziliśmy pod małym daszkiem jakiegoś supermarketu, jedząc kręcone lody włoskie. A później szukając parasola, przy dwóch pozostawionych w plecaku Pana ze skrzydłami, który to został w domu. Potem maszerowanie 30 minut w deszczu by znaleźć się w hotelu, który wyglądał nieco jak prl-owski hotel. Ale generalnie, to była jedna z najlepszych wycieczek na jakich byłam! Była… wolność! Nigdy bowiem nie pisałam tutaj o tym, ale w moim domu wiecznie panuje atmosfera zagrożenia, przed którym trzeba się uchronić, a ponieważ mieszkam z dziadkami, ci, być może ze względu na swe życiowe doświadczenia zawsze za wszelką cenę chcieli mnie chronić przez rzekomo mającym nadejść niebezpieczeństwem na każdym kroku. Więc… gdy zapada zmrok jest niebezpiecznie, jak jest tłum ludzi jest niebezpieczne, gdy zostaje sama w domu jest niebezpiecznie itp. Ciągle w zasadzie jest niebezpiecznie.

d7lEk9l94YAy1qGnJX

Na tym wyjeździe poczułam, że nie musi tak być, chyba po raz pierwszy w życiu. Tak, to bardzo smutne. Chyba po raz pierwszy w życiu mogłam jeść co chciałam, pić co chciałam i nikt nie ostrzegał mnie, że coś może mi się od tego stać. Jedliśmy więc owoce, zapijaliśmy wodą mineralną i nic nikomu nie było…Wreszcie poczułam tak w pełni, że mam na coś wpływ, że mogę coś wybrać, sama zdecydować. Że nikt nie chroni mnie przed niebezpieczeństwami, ale też one się wcale nie wydarzają…

Można błądzić uliczkami dużego miasta, śpiewać na środku ulicy i całować się na ruchomych schodach galerii ( tak wiem, jak to brzmi, ale nie mieliśmy nic złego na myśli, choć spojrzenia ludzi mówiły same za siebie) Eh, ci ludzie, wszystkie takie zachowania łączą z jednym zapewne..

Było wesoło, z lekka szalenie i bardzo pozytywnie. No i mogłam też poprzebywać przez jakiś czas z Panem ze skrzydłami, który jak zwykle troszczy się o mnie jak tylko może. Cieszę się, że go mam…

P.S. Dokładam kolejne postanowienie do pianych poprzednio:

Nie brać wszystkiego śmiertelnie poważnie i przestać patrzeć na wszystkie, nawet trudne sprawy przez pryzmat kłopotu, czyli w skrócie więcej luzu.

Reklamy

Zabezpieczony: Co przyniesie nowy wiatr?

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Ostatnie pakowanie myśli i… tajemnica

Deszczowy dziś mamy dzień. Rano jest jeszcze spokojnie. Później trzeba się pakować, szykować, załatwiać ostatnie sprawy. Zmieniłam uczesanie i jakoś tak cieszę się z tego. Nie… nie chcę znowu pisać o sobie, dość już było żali na tym blogu, dość tęsknot, dość o smutku. Ale muszę i chyba chcę napisać, że dziś rano obudziłam się z jakimś lękiem. Właśnie wsłuchuję się w spadające na dach krople deszczu… Jutro wyjazd. Jakoś cała ta grupa mnie nie przeraża, bo i tak mnie nie obchodzą, a może bardziej to, co sobie pomyślą, jak się zachowają.

Jutro jest właśnie ten dzień, kiedy mam się zobaczyć z M? To nie możliwe, jakoś mi to nie pasuje… Przez ostatni czas przestałam o tym myśleć, być może uznałam to za zakończoną sprawę? Teraz to wszystko ma znowu wrócić? Dlaczego?

Z drugiej strony znowu cieszę się, że go zobaczę, jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi. Myślę sobie, że nawet, gdy ta znajomość ma skończyć się definitywnie po wakacjach to i tak miło będzie stać z nim na pewnym pamiętnym balkonie i patrzeć w niebo, fajnie będzie potańczyć, aż się poprzewracamy od zawrotów głowy, miło będzie po prostu pogadać albo pomilczeć wieczorami, o pierdołach. Nie wiem, czy uda mi się z nim szczerze porozmawiać. Może tak, może nie. Może pewne rzeczy wyjdą same, bez jakiś pytań. Jakoś nie mam teraz wyraźnego celu takiej rozmowy. Napiszę, że wbrew temu, ile było we mnie niepewności i poniekąd rozczarowania, doszłam do wniosku, że cieszę się, że ta osoba zjawiła się w moim życiu. Nie dlatego, że mogłam przeżywać jakąś euforię, ale dlatego, że zrozumiałam, iż on był potrzebny na tamten czas mojej egzystencji. Myślę, że gdybym nigdy go nie poznała, moje życie wyglądałoby inaczej, ba, na pewno wyglądałoby inaczej teraz. Nie wiem… może wylądowałabym na prochach, na lekach, a na pewno w stanie dużo cięższym niż jestem teraz. Można powiedzieć, że ktoś, kto wprowadza niepewność jest zwykłą świnią… Po części tak, to chamskie zachowanie. Ale zdaję sobie sprawę, że ta niepewność jest dużo lepsza od tego, co rzeczywiście mogło mnie spotkać. Nie są to słowa obrony co do postawy M. To nie tłumaczy faktu, że zachowuje się źle, niedojrzale. Nie przypisuję mu cudownych zasług. Jednak, kiedy pomyślę o tamtym czasie, to czuję ulgę, że wtedy się zjawił…

Fajnie, że będę mogła być z nim w miejscu, gdzie po raz pierwszy w życiu zobaczyłam inną perspektywę życia. Jest to miejsce, gdzie wyjechałam po raz pierwszy, rzucając wszystko i girl-wind-balcony-light-2560x1440chcąc totalnie zmienić otoczenie- pojechałam, tak naprawdę w nieznane… Tam spotkałam wspaniałych ludzi, którzy dali nadzieję, że świat ma różne oblicza, pozwolili mi też uwierzyć w siebie, pokonać własne lęki, polecieć…  Choć teraz ekipa się zmieniła i tamten klimat tego miejsca już chyba nie wróci, to jednak sentyment został tak duży, że cieszę się, że tam jadę. Nawet z taką wielką i rozwrzeszczaną ekipą, pragnącą się bawić. Dla mnie to miejsce ma trochę inny wymiar. To takie miejsce mojej ucieczki, odreagowania, spojrzenia inaczej na pewne sprawy, wolności. Niestety nie mogę tam wyjechać częściej niż raz na rok, jest to jednak spory kawałek stąd… Dlatego też cieszę się, że będzie tam też M., choć on sam nie wie, o co chodzi… Zapewne moja Mamusia wszystkim wytłumaczy, żeby potem wszyscy mogli zachwycać się, jaka jest mądra, elokwentna, itd. Czasami to wszystko jest takie sztuczne…

A w mojej głowie zrodził się pomysł na napisanie pewnej historii, w zasadzie opisanie. Jeszcze nie wiem dokładnie co, jak i kiedy, ale wiem, że chyba tego potrzebuje, a jeśli może z tego wyjść kawałek dobrych tekstów, zupełnie innych niż pisanych tutaj, na tym blogu, czuję się fajnie. Wziętych i z mojego życia i tego, co pojawia się w mojej głowie…Na razie jest to jakiś szablon, zamysł, sama nie wiem jeszcze, jak się rozwinie. Ale nie będę pisać niczego więcej, bo zdradzę tajemnicę…

 

Za dużo słów, za mało czasu… Jeden zwykły dzień!

Na jakiś czas zniknęłam… i znów pojawiam się w eterze. Dużo się wydarzyło, może za dużo… Jutro przyjeżdża M. Muszę zawrzeć pół roku emocji w kilku godzinach. To niewykonalne. Potem jedzie. Jestem na niego trochę zła, pojawia się i znów znika… Ale wiem, że to nie jego wina. Mam w sobie tyle emocji. Zamiast się cieszyć jest mi coraz bardziej smutno… wyjedzie, znowu wyjedzie. A myślałam, że to będzie miły weekend, rozmowa…

Patrząc na to wszystko, co dzieje się wokół mnie wiem, że nie rozumiem tego świata, a on nie rozumie kompletnie mnie. Ten wycinek mojego, małego świata… Czasami mam wrażenie, że ci ludzie są z innej planety, nadają na zupełnie innych falach. Atmosfera jest ostatnio bardzo napięta i wroga. Nie potrafię w takowej funkcjonować, choć bywało tak przez całe moje życie co jakiś czas. Coraz częściej myślę, że nie wiem, czym jest normalność… Chyba nie wiem… To smutne! Świat, który mnie otacza nie pasuje do moich wartości, wyznawanych zasad. I nigdy chyba nie będzie moim światem, takim, jakbym chciała, do póki go sama sobie nie stworze, a szanse są nikłe… nikt nie traktuje mnie poważnie… to przykre.

Piosenka, ta piosenka, która towarzyszyła mi ponad pół roku. Od czasu, kiedy wróciłam od M. Piosenka o tęsknocie i cierpieniu… Chyba już zawsze będzie mi się kojarzyła z tą wyprawą i z M.. Tak aktualna dzisiejszego wieczoru… jutro ma przyjść ten dzień, a ja nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Może po prostu zwyczajnie nie wierze, że to możliwe, że przyjeżdża? W końcu tyle czasu go nie było… Nie wiem jeszcze, co mu powiem, za dużo słów, za mało czasu. A może po prostu zwyczajnie z nim pomilczę…?