Mały przełom…

Wczorajszy wieczór był miły. Miałam pierwszy miły wieczór od czasu, kiedy wieczorami jeszcze rozmawiałam z F. Właśnie wczoraj nastapił mały przełom. Otoż, Żołnierz troszkę się przede mną otworzył. I okazał się… samoukiem artystą, myzykiem. Gra na gitarze i śpiewa…

Wysłał mi filmik na którym gra na gitarze pewną melodię… Wcześniej nigdy nie wysłał mi nawet swojegoa, a jeszcze pokazał mi swoją twórczość, więc to odważny krok… Przynajmniej dla mnie byłby odważny.

Wysłał mi też oryginał tej piosenki:

Zdziwiłam się, bo z tej muzyki wnioskuję, że posiada jakąś wrażliwość i poczucie piękna. Mówił mi też, że słucha praktycznie wszystkiego ale ta piosenka daje mu jakieś naładowanie wewnętrzne. Lubi też nawet odgłosy przyrody,  bo każda muzyka ma w sobie coś pięknego i wyjątkowego. Również powiedziałam mu, że słucham wielu gatunków i w sumie wszystkiego tego, co mi wpadnie w ucho. W odpowiedzi widziałam, że się ucieszył, że mamy podobnie.

A potem, jak miałam już kłasć się spać, było grubo po 21.00, wysłał mi nagranie głosowe, na którym gra na gitarze i śpiewa, coś o miłości… I napisał, że tak sobie fałszuje, wykorzstując ostatnie chwile przed ciszą nocną. Ładnie śpiewa, naprawdę ładnie śpiewa… Napisałam mu, że podoba mi się jak śpiewa, bo na prawdę robi to dobrze. Wtedy napsał mi coś takiego, że widziałam, że poczuł ulgę, że go nie sktytykowałam, cieszył się, że mi się podobało i, że pochwaliłam jego twórczość.

Zapytał się mnie, co ja tworzę, więc gdy mu powiedziałam, że piszę, również przyznał mi się do tego, że czasem pisze. Jednak raczej czyni to w silnych emocjach. Więc wychodzi na to, że odczuwa emocje… Zdaje sobie z nich sprawę. Zaczął się otwierać, więc zaczełąm psychologiczną analizę… Wychodzi na to, że posiada wrażliwość i jest po prostu skryty, gdyż w głębi duszy, coś odczuwa…

Tak się dziś zastanawiałam, że to niesamowite. Moja pierwsza, wielka, gimnazjalna jeszcze miłość, Indianer… był gitarzystą i tworzył muzykę… Moja druga, wielka miłość, z którą chciałam spędzić życie, była… wojskowym… a teraz spotkałam wojskowego gitarzystę…

Zastanawiam się nad tym, czy aby nie zapytać go, czy kiedyś by mi czegoś nie zagrał… Pewnie na wieczór go o to zapytam.

 

Spotkałam się z nim!

Jakiś czas temu umówiłam się z F. na spotkanie, o czym tu pisałam. Miało być to w niedzielę, ponieważ ja pracuję i nie mam zbyt wiele czasu, tylko taki termin wchodził w grę… ale z tym nie było problemu bo on się dostosował.

W sobotę byłam na wycieczce i choć było miło i przyjemnie to w głowie ciągle miałam to jutrzejsze spotkanie z nim. Na wieczór się popłakałam. Wiedziałam, że może mi się spodobać, a wiedziałam też, że nie pozwolę się sobie tak od razu w pełni zaangażować, bo to przecież rodzina Top Guna… może mnie w każdej chwili zranić, bo może być i w tym aspekcie podobny do niego…

„Nawet mnie nie znasz, ale obiecaj
Poświęcisz jedną chwilę, albo dwie
Kiedy obejmiesz, poczuję siłę
Tak trudno będzie się pożegnać z życiem tym..”

Przyjechał do mnie wczoraj rano… Wysiadł, przyniósł  i dał mi czekoladki. To było miłe, bo od nikogo w życiu na pierwszym spotkaniu nie dostałam czekoladek. Spędziliśmy prawie cały dzień razem na rozmowie, jedzeniu, śmianiu się, oglądaniu zdjęć, głaskaniu zwierzaków. Zegar wybił w końcu 18:24 i myślałam, że będzie się zbierał już do domu, kiedy on, ku mojemu zdziwieniu zaproponował spacer… więc poszliśmy na spacer laskiem. Opowiadał mi o swojej pracy, o swoich młodzieńczych  przygodach z kolegami, opowiadał mi też o Top Gunie… Choć unikałam tematu jak mogłam. Dowiedziałam się kilka smutnych prawd o nim. Nie dostał się do wojska dlatego, że jest taki wspaniały, tylko, że jego szwagier jest komendantem policji i zagadał z kim trzeba było…  Dodatkowo dowiedziałam się, że nigdy nie byłam dla niego ważna jako partner do rozmowy, bo F. był dla niego w tej kwestii ważniejszy…. I ostatnio pogadali sobie na temat relacji Top Guna z kobietami i podobno ma być dobrze, ale co to oznacza, tego nie wiem… Przyznam, że zrobiło mi się smutno, ale nie dałam tego po sobie poznać. Nawet nie wiem czemu, przecież nie powinno mnie to już ruszać… Sprawa z Top Gunem to sprawa  skończona.

Nie wiem, jak to się stało, ale… powiedziałam F. o Panu ze skrzydłami. Powiedział, ze sam chciał wiedzieć, ale nie miał odwagi się zapytać o to, czy byłam kiedykolwiek w związku i jakim… Może źle zrobiłam, podobno o byłych się nie rozmawia… Sama nie wiem, gryzę się z myślami teraz. On to wszystko zaakceptował, powiedział, że to przecież nie moja wina, że szukałam miłości i czułości i za moją czułość on nie miał prawa mi czegoś takiego robić, by mnie poniżać, czy uderzyć w twarz…Powiedział mi, że teraz już będzie lepiej i już czegoś takiego nie będę przeżywała, na pewno…

O Top Gunie i naszej dziwacznej, pokręconej relacji mu nie powiem, żeby się nie poczuł jak plaster na Top Guna,że jest tylko lekiem na zranienie, więc przynajmniej na razie mu nie powiem. Nie chcę go ranić i mówić mu, że o mało nie przespałam się z jego wujkiem, a teraz przychodzę do niego… To mogłoby go zranić, gdyby się jednak zaangażował w jakiś sposób, a tego na razie nie wiem. Uważam, że to nie fair.

Do czasu tego spotkania żyłam tylko nim, zastanawiałam się jak to będzie, targały mną różne emocje. Rano było chyba najgorzej. On nie mógł jeść, ja w miarę, ale był jednak stres, w końcu to siostrzeniec Top Guna. A wczoraj, po tym spotkaniu z nim, poczułam jakiś spokój wewnętrzny, że wszystko jest dobrze. Przy nim mogę być sobą. Tak spokojnego i jakiegoś takiego wrażliwego człowieka jeszcze nie spotkałam na swojej drodze. On jest jeszcze bardziej wrażliwy jak Top Gun i jeszcze mocniej wszystko przeżywa, każdy mój gest, spojrzenie, dotyk, jak mi o tym pisał dziś, to aż zrobiło mi się ciepło. Jak na koniec uściskałam go na pożegnanie to objął mnie i nie chciał puścić i tak staliśmy przytuleni z dobre pół minuty nie mogąc się rozstać, a wiedzieliśmy, że za chwilę to nastąpi. Napisał mi potem, że nie chciał odjeżdżać, że tak mu było dobrze ze mną…

Pojechał jakoś bardzo szybko… Potem wróciłam do normalności ale jakiś niedosyt pozostał. Na odchodne powiedział mi do następnego razu, więc pewnie chciałby się jeszcze raz spotkać, cieszę się z tego!

Cieszę się, że na reszcie jest dobrze! Dzięki niemu przestaje myśleć co zrobił mi Top Gun, o tej całej jego poplątanej sytuacji, nie chcę już jej rozwiązywać w żaden sposób, nie chcę się w nią mieszać,poczułam wreszcie, że mam swoje życie i prawo do tego, aby go mieć, mieć swoje sprawy i inne osoby wokół siebie niż Top Gun.

O dziwo, jak wcześniej, przed poznaniem F. moja rodzina była przeciwna tej relacji, tak po jego poznaniu poczułam, że mam ich wsparcie. Tego też się bałam, że go nie zaakceptują i, że jeśli byśmy się zaangażowali to musielibyśmy się temu wszystkiemu przeciwstawić, ale teraz myślę, że może aż tak źle nie będzie.

lovers-1676972_960_720

Nie wiem, jak będzie, nie robię sobie nadziei i planów choć rozmawiamy o planach na przyszłość każdego z nas, czy o tym, że chcielibyśmy mieć rodzinę, bo to najważniejsza wartość w życiu, wspierający się i kochający wzajemnie ludzie. I o takich bardzo dalekich marzeniach, że i on i ja chcielibyśmy mieć i córkę i syna w przyszłości.  F. opowiedział mi też, że nie miał jakby stałego związku, pisał z jedną dziewczyną, spotkał się z nią po roku, gdzie w międzyczasie był na służbie przygotowawczej do wojska, ale nie pasowali do siebie, ona go wyśmiewała i jego wartości również. Od tej pory nie miał nikogo…

Cieszyła mnie ta szczera rozmowa z nim, w końcu widzieliśmy się pierwszy raz… a poczułam jakieś ciepło od niego i akceptację, że mogę się otworzyć i nie zostanę odepchnięta.Oboje też się sobie spodobaliśmy. Bardzo się z tego cieszę. F. mnie nie denerwuje, nie robi mi jakiś dziwnych akcji, czuje się dobrze, nawet zasłabnięcia minęły. Jest dobrze i spokojnie! 🙂

 

 

Na nowo… „Wyruszam dziś do nikąd znów, lecz zawsze warto isć…”

Pory roku mi się mieszają, chciałabym, by już była wiosna… bo czuję, że coś sie zaczyna dziać, coś dobrego, a zarazem ciekawego 🙂 Choć, zazwyczaj drogi mojego życia prowadzą zawsze w to samo miejsce, do punktu początkowego. Byliśmy z Top Gun’em na kawie, zabrał mnie, było świetnie, mamy tyle tematów do rozmów, że brakło czasu, by je wszystkie omówić, a z racji tego, że i tak razem studiujemy, zapewne jeszcze nie raz będzie okazja, ale oboje się na nia cieszymy. Zastanawia mnie ten człowiek, z jednej strony pracę ma jaką ma, wymagającą odpowiedzialości, hardu ducha i bardzo dużej odwagi, sprawności, a z drugiej strony to taki wrażliwy facet… i ma zwariowane pomysły, także możemy sie też razem pośmiać. Tylko, że ja… jestem w kropce…

Był taki czas, ze bardzo wracały do mnie silnie wspomnienia z Panem ze skrzydłami, nawet wtedy kiedy rozmawiałąm z Muzykiem, jakoś nie czułam bym mogła zapomnieć. Pojawiły sie znów pytania, czy dobrze zrobiłam opuszczajac go i idąc własną drogą? Wiem jedno, odżyłam. Jednak przynajmniej mogłam coś z nim robić, z Muzykiem… on ma swój świat, czasem bardzo zamknęty choć wrażliwy… życie polegałoby tylko na patrzeniu w gwiazdy, zbieraniu muszelek, leżeniu na trawie… Ja tak nie umiem, pragnę coś jeszcze zdobyć w tym życiu.

Choć…brakuje mi człowieka, tak bardzo. Będąc z Panem ze skrzydłami de facto również byłam sama i chyba już przesiąkłam tą samotnością. Dlaczego moje życie to wieczne czekanie, tęsknota i samotność? Brakuje mi człowieka i dlatego bardzo sie boję. Boje sie, ze znów się w coś zaangażuję, formalnie czy tam nie, a potem będę znowu cierpieć. I dlaczego ja to sobie robie? Mogę wszystkich albo podrzucać, bo tak jest bezpieczniej, albo… no właśnie… I wiem, że pewnie i tak gdzieś to tam i tak się stanie za jakiś czas, bo tak bardzo brakuje mi człowieka… Mam tak, że potrafię zbliżać sie ku komuś, a potem, dowiadujac się o nim tego, czy owego, szybko go odrzucić. Asekuracja przed zranieniem, cierpieniem, życiem w biedzie? Chyba tak… Muzyk na przykład nie ma nic, nie jest też zaradny życiowo. Nie umiałałabym wytrzymać z takim człowiekiem. Mam jakiś inny wzór partnera… Mógłby być biedny, ale byle by był zaradny, bez tego ani rusz.

I boje się o siebie i się miotam, nie wiem, czy już wpadłam, czy nie? Nie chcę robić nikomu złudnej nadziei, a spotykamy się rozmawiajac o… doktrynach filozoficznych, socjologii, polityce, jego pracy, mojej pracy, mojej pasji, zdrowym życiu, życiu w ogóle, lepszych i gorszych przeżyciach, kryzysach, człowieku… o tym wszystkim z kim de facto nie mogłam z nikim w swoim otoczeniu pogadać. Podobno on ma to samo… Tylko by siedział, patrzył mi w oczy i pytał się, czy czegoś mi nie trzeba, jak sie czuję i jaka jestem mądra. I zaczynam się zastanawiać…nie chce i sobie, i jemu robić bólu, ale jeśli we mnie coś tam drgnęło, to w nim chyba też i to zdecydowanie mocniej. Cóż, wie, że jestem poraniona, może zrozumie.

woman-1369253_960_720

Z muzykiem relacja się kończy, postanowiłam, że powiem mu, że z tego nic nie będzie. Nie jestem w stanie z nim być, wspierać go, troszczyć się o niego jak dziecko, bać, czy sobie czegoś nie zrobi w przypływie depresji… Sama potrzebuje spokoju, czasu i kogoś, kto będzie mnie wspierał, a nie oczekiwał tylko mojego wspracia i opieki, z nim to jak bycie opiekunką na pogotowiu. Z chmur wyłania się słońce, może będę miała dziś dobry dzień? Zaraz zbieram się na miasto, poobserwuję ludzi…

Szczególny dzień!

Dziś jest dla mnie jakiś mój mały, szczególny dzień… Równo rok temu „poznaliśmy się” z Panem ze skrzydłami, właściwie to, zobaczyłam go po raz pierwszy na ekranie, a właściwie nawet nie jego, tylko jego imię i nazwisko. Nie będę tłumaczyć, po prostu- zobaczyłam. Odpisał mi coś, jakieś zdanie o regule logicznej. O dziwo, odpisał, bo nikomu wcześniej, ani później nie odpisywał. Oglądał moje zdjęcie…

Czuję, że na tym blogu przeoczyłam jakoś początek naszej znajomości. W zasadzie, nic tutaj nie wspominałam o naszych pierwszych spacerach po lesie, o rozmowach, o pierwszej kawie i o pierwszym buziaku, który był niekontrolowany i za który mój ukochany musiał się wstydzić przede mną. Miłe wspomnienia. Bardzo miłe, dla kogoś, kto przywiązuje wagę do posiadania takowej osoby „tylko dla siebie”. Muszę to nadrobić, zaległości na blogu w kwestii Pana ze skrzydłami.

Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu, moje wątpliwości, cóż…poradziłam sobie z nimi. Pójście na studia, w ten cały zgiełk studentów i nauki dało mi nadzieję i choć czuję się zmęczona- poczułam się lepiej, zdecydowanie, poczułam, ze są ludzie, dla których są ważne również te tematy, które ważne są dla mnie i którzy to rozumieją. A nie od razu negują, więc poczułam swoją celowość i wzbił się we mnie jakiś zapał do pracy. Uznałam, że swoje potrzeby trzeba realizować. Poczułam się ważna, tak po prostu. Zwróciłam się też bardziej ku mojemu życiu i potrzebom. Czego wcześniej nie robiłam. Poczułam, że wraca do mnie moja wrażliwość, to wszystko- czego doświadczałam będąc młodszym człowiekiem, a czego mi bardzo brakowało w życiu od jakiś paru lat wstecz. Zajmując się jakimiś dziwnymi problemami, nie umiałam się skupić na życiu, a może „życie” wydało mi się po prostu za trudne, aby się na nim skupić, więc wolałam inną drogę? Nie wiem… W każdym razie dziś czuję się w miarę okej i cieszę się an kolejny zjazd na uczelni, choć ma on trwać 4 dni i być bardzo męczący… Pewnie uda mi się też zobaczyć z Panem ze skrzydłami. Bo od dwóch tygodni się nie widzieliśmy i bardzo mi go brakuje. Wczorajszego dnia też byłam na fajnym wydarzeniu kulturalnym, ale o tym już innym razem…

11987691_rozpromieniona-krolowa

Tęsknota za chwilami wzruszenia, zachwytu i radości…

Wczorajszy dzień minął mi miło, nie wiem, przez co, ale podejrzewam, że przez moje nastawienie do życia, z przed wczoraj na wczoraj w nocy zrobiłam jedno postanowienie- muszę wyrwać się z pewnych schematów myślenia. Tak będzie mi łatwiej, rzeczywiście, jest. Próbuję siebie zaakceptować w tym wszystkim, co się dzieję. Jednak… nie wiem czy już dzisiaj byłabym w stanie tak bardzo akceptować świat jak miało to miejsce wczoraj. Zdarzyło się też coś dziwnego i niespodziewanego- w zwykłym dniu, niczym nie odznaczającym się pośród dni, które przeżywałam, potrafiłam znaleźć nutę radości, choć nic wesołego się nie wydarzyło… po prostu, potrafiłam się tak nastawić, rzadko tak potrafię.

Byłam na spacerze, w lesie… to jest to, co zawsze potrafi poprawić mi humor, albo, choć, gdy jest on już doszczętnie zepsuty czymś innym- uspokoić się. Ale wczoraj miało miejsce coś innego, coś ważniejszego… Prócz tego, że zrobiło się wczoraj na dworze przyjemnie, a temperatura niespodziewanie poszła w górę i nie padał deszcz (za czym tęskniłam od dawna) to podczas spaceru w moim lesie spotkałam dwa konie i dwie amazonki na nich, przechadzające się między zaroślami. Jakież to było uczucie… jakby móc tak pojechać w teren po moim lasku, który tak lubię… chciałam dowiedzieć się czegoś więcej na temat skąd one wzięły się na tak kamienistym terenie, ale dziewczyny nie były zbyt rozmowne, ściągnęły swe konie i pomaszerowały dalej… Chodziłam potem szukając śladów kopyt, aby dowiedzieć się skąd przybyły, ale nie znalazłam ich za wiele gdyż ziemia była już wyschnięta i nie było na niej błota.

Cóż… Pana ze skrzydłami jak na razie nie ma, nie było go… może to i lepiej, nie jestem pewna czy chcę się teraz z nim widzieć, z jednej strony tak, z drugiej… czuje, że potrzebuję teraz czasu tylko dla siebie, dla swoich myśli, swojej przestrzeni, swoich rozterek. I choć wiem, że to nic nie wyjaśnia- wolę tak, nie mam siły chyba na kolejne rozmowy. I choć zachowujemy się normalnie, to czuję, że wcześniej czy później temat podejścia wróci i będzie trzeba to razem przepracować, przejść, jakoś…

Ostatnio zaczęłam pisać więcej wierszy, leżą w szufladzie i się… marnują? Więc pomyślałam, czy nie wysłać ich na konkurs literacki, może uda się coś wygrać? Kto wie… choć nikłe są moje szanse, bo to konkurs ogólnopolski, ale warto spróbować.

Dzisiejszy dzień nie należy już do tak przyjemnych, znowu czuję to cholerne napięcie i jakiś stres zjadający mnie od środka, kawałek po kawałku… Jakbym stała w miejscu i nie mogła się ruszyć, jakbym patrzyła na chmury i nie mogła ich dotknąć… To smutne i przerażające dla mnie. Wczoraj wieczorem doszłam znów do wniosku, że poza moim ukochanym  samotna jestem bardzo… nie mam żadnej osoby, z którą mogłabym porozmawiać, wyjść czy popatrzeć w niebo…

1389752

Myślałam także o tym, że bardzo brakuje mi chwil, które potrafiłam przeżywać wcześniej, chwil zachwytu, chwil kiedy potrafiłam patrzeć w gwiazdy czy leżeć na trawie, kiedy umiałam słuchać w kółko jednej piosenki i być nią zachwycona… takich chwil bardzo mi brakuje, dlaczego przestałam je tak mocno odczuwać? Bo świat się zmienił, bo stał się bardziej materialny, ja się stałam? Dlaczego tak jest…? Nie rozumiem, a bardzo za tym tęsknię…

Odkrywam, że pozostała we mnie jednak nuta wrażliwości…

Myślałam, że jestem już tylko
skałą zamkniętą na świat,
przez którą woda żłobi tylko
nieskończenie swe korytarze
do światła.
Dzisiaj jestem
jednak w zieleni traw i łąk,
w czystym powietrzu
zakurzonego miasta
i lasu nad rzeką
w którym odbija się słońce…

Potrafię się wzruszyć życiem?

Zabezpieczony: Kim tak na prawdę był i jest Indianer?

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło: