Przestać oczekiwać czegokolwiek… Tak łatwiej.

Cały czas się do mnie dobija…  Nie wiem dlaczego? Znalazł sobie powiernika? Mówi, że jestem dla niego bliską osobą… Wczoraj coś tam popisaliśmy. Przedwczoraj też. Dzisiaj jest cisza, na szczęście, ale pewnie się odezwie za jakiś czas… Facet jest niestabilny, z jenej strony mówi mi, że co by było, gdyby pojawiło się miejsce dla mnie, z drugiej, wczoraj powiedział mi, że myśli o kochance… To niech sobie myśli, w samotności. Nigdy nie wiem, co mu odbije. Czas się już chyba wyrwac z tego wszystkiego. Powoli przestaje myśleć, że jeste fajnym facetem, a zwykłym palantem, który nie wie, czego chce… a najlepiej to by chciał wszystkie mieć. Powiedziałam mu, że ta kochanka też jest nie fair, najprawdopodobniej go wykorzystała i tyle, trzeba to zostawić i iść dalej, a nie rozwalać sobie życie bo ciągle będzie miał takie sytuacje, gdzie będzie cierpiał, a on się jeszcze maże, że to za krótki czas, że ma ranę, która boli… W sumie, trochę to rozumiem, bo po Indianerze też byłam rozbita totalnie (Wpis: „Zdrada boli tak bardzo, ze nie można oddychać.” Sprzed lat.) Ale trzeba się w końcu zebrać i spojrzeć na tę sytuację racjonalnie. Może czas mu pomoże tak na to spojrzeć? Czy on na prawdę nie widzi, tego, co dla niego robie? Że mimo tego wszystkiego, co mi zrobił, zamiast wziać jak prawie każda inna laska, kopnąć kolesia w dupę, tak, żeby leciał daleko jeszcze mu próbuję pomóc w tej całej sytuacji, dlatego, że mi go po prostu żal, bo jest głupi. Daje się jednej wykorzystywać, a drugiej sobą pomiatać… Ale tak, jak pisałam wcześniej, daje temu wszystkiemu czas… tak mi chyba lepiej… a czy będzie tak, czy tak, mam nadzieję, tylko, że przeżyję…

Co do mnie, wczoraj miałam dzień, gdy przestałam czegokolwiek oczekiwać od życia. Od niego też. Ta myśl przyniosła mi spokój. Wiem, może i jest brutalna, ale muszę na razie przynajmniej swoje marzenia schować głęboko do szuflady i rozstać się z nimi, przynajmniej na jakiś czas. Wtedy się nie zawiodę. Może to zaprzeczanie, może robienie sobie wbrew, ale kiedy mnie tak bardzo rozwalają, to może lepiej ich nie przywoływać? Nie myśleć o tym, że kiedyś chciałam być szczęśliwa. Cóż, wpłw mam tylko na siebie, nie na innych, nie wejdę do ich mózgów… Może nie muszę mieć tego, czego pragnę? Może moje życie musi po prostu wyglądać inaczej? Bez bliskich osób, bez rodziny, z resztą, chyba nie mogło to skończyć się dobrze… niechciana przez matkę, oddana do dziadków, na całkowite odludzie, gdzie przez całe dnie nie da się uświadczyć czasem nawet żywej duszy? To jak miałam kogoś poznać? Może mnie po prostu takie życie jest nie pisane? Chciałam walczyć o swoje marzenia, nie wyszło… Z jednym się totalnie rozmijaliśmy, chcieliśmy zupełnie czegoś innego, a z drugim, kiedy chcemy tego samego to i tak nie może mi tego dać…

Zastanawiam się, czy jeszcze aby kogoś w swoim życiu poznam? Może tak, może nie… Takiego podobnego i chcącego tego samego, co ja. Szczerze, na dzień dzisiejszy wątpię… ludzie dziś nie pragną prawdziwych uczuć, wszystko jest jakieś na szybko i aby tylko było. Ludzie są dziwni… nie rozumiem ich w większości… z resztą, gdzie mam go poznać? Nie ma nawet chyba takiego miejsca… a przynajmniej ja tam nie bywam. Top Gun mi mówi, że ofiarowane dobro powraca, ale ja w to już chyba nie wierzę…

Uczucia mi się mieszają, raz bym chciała, a raz nazywam go zwykłym palantem, bo taka jest prawda… Mam kołowrotek emocjonalny, jak on w stosunku do niej. Jakie to wszystko jest popieprzone. On myśli o niej, czasem o mnie, ja myśle o nim. Chciałabym już nie myśleć, wymixować się z tego raz na zawsze. A najlepsze jest to, że i on i ja sobą nazwajem sobie regulujemy emocje jak nam źle…

A może mnie już tam nie ma? W sumie, jego słowa już na mnie tak nie działają… Trochę jeszcze mam w emocjach smutku, szczególnie jak mówi o niej, ale wiem, że tak, czy inaczej rcjonalnie będę mu musiała pozwolić odejsć i kiedyś się z tego ocknąć, wypisać, raz na zawsze… Przecież nie będę wiecznie jego terapeutą jak mu źle? Już nawet nie wiem, jaka jest relacja między nami, ale nie chcę o tym rozmawiać, nie mam na to siły. Raz mi wysyła całuski, raz rozmawia o niej, potem mnie przeprasza, a potem się śmieje… Tak bardzo chciałabym przestać już o tym myśleć i zacząć iść swoją drogą, gdziekolwiek ona prowadzi…

gothic-2777564_960_720

Reklamy

Nowy, 2019 Rok i klatka…

Nie chce mi się wierzyć, że ten czas tak szybko upływa… Mamy już 2019. Przed chwilką był 2018. Czas sylwestra minął mi na wspomnieniach minionego sylwestra, spędzonego z Panem ze Skrzydłami, tyle, że w tym roku spędziłam go w domu, oglądając pokaz fajerwerków i rozmawiając z Top Gunem.To był bardzo miły dzień, o 24.00 złożyliśmy sobie życzenia, wysłał mi swój pokaz fajerwerków, na którym on był. Wzruszyło mnie to, nigdy jeszcze nie dostałam takich życzeń o 24.00 🙂

Od tego roku muszę przyznać, że nie czuję się jakoś wybitnie. Jest dobrze, ale znów wróciły do mnie kompulsy. Próbuję się ich pozbyć, żyć i robić co dla siebie, realizować swoje cele, marzyć, odnaleźć się na nowo, uspokoić się. Przecież mam po co, mam cel. Top Gun mnie pociesza i jakoś choć wtedy troszkę mi lej, ale jednak… wiem, że ja sama napędzam tę machinę i nie mam jak jej potem przerwać. Kiedy mnie to dopada, chodzę z kąta w kąt, obmyślając jakiś perfekcyjny plan realizacji, a żaden nie wydaje mi się na tyle dobry. Nigdy tutaj jeszcze o tym nie pisałam, więc stwierdziłam, że napiszę po raz pierwszy, może pomoże jakoś przerwać tę passę. Nie potarfię się do niczego zmobilizować. Za dużo myślę, za mało robię… Znów przytaczam te słowa, które pisałam kiedyś. Mam nadzieję, że już jutro będzie lepiej, ze zacznę działać, w zgodzie ze sobą. Chciałabym tak działać, w zgodzie ze sobą, bardzo… częściowo wychodzi, ale tylko częściowo.

Myślę o tym, że śwat nie musi być idealny…I może to, co planowałam i w co wierzyłam, że tak właśnie jest poukładany to zupełnie nie tak? Czasem trzeba zamknąć oczy i powiedzieć sobie „przecież to wcale nie tak”, kręcimy się często wokół schematu. U mnie te schematy są mocne, za mocne, muszę je puścić, muszę się ich pozbyć, już raz mi się udało… ostatnio ich nie czułam, sama się w nie znów wkręciłąm. To takie smutne. Zaczynam postrzegać te stany jako chorobowe, tak, jakby coś blokowało mnie od życia, a przecież tak wiele mogę. Mogę sie po prostu nie przejmować i nie przewidywać wszystkiego 3 mile naprzód. Mogę żyć inaczej, mogę znieść te wszytskie swoje schematy. Mogę się dobrze bawić… cieszyć i nie myślec, czy to dobrze, czy źle. Moge robić cos kiedy tylko zechcę. Chciałabym, bardzo, ale czy dam radę? Muszę, jakoś…

Jutro zaczynam się wygrzebywać z tego stanu…

kobiet w klatce

Nigdy więcej zmiany adresu!

Jestem, jestem i witam w nowej odsłonie mojego blogu, na którym teraz się znajdą najrozmaitsze różności. Nie mniej jednak nigdy więcej zmiany adresu! Myślałam, że straciłam wszystko, co zostało tutaj zamieszczone, bo pokazywał się tylko komunikat „strony nie znaleziono”, więc myślę sobie nic tylko usunęli stronę i nie będę mogła już niczego publikować, a jedynie oglądać moje dawniejsze poczynania… ale na szczęście jest, musiało załapać, ze teraz ma się wyświetlać inny adres… uf… aż serce wali, bo szkoda mi by było. Marne wypociny, ale zawsze moje… aż musiałam napisać… Ale zmieniłam, zmieniłam, żebym mogła poczuć się sobą…