Wizyta M.,odzyskane życie i pierwszy dobry dzień!

Cierpiałam… ostatnimi czasy bardzo cierpiałam. Do tego stopnia to było cierpienie, że nie mogłam żyć, nie mogłam bytować bez myśli o tym wszystkim, co się stało, powracały flash backi z najgorszych słów, które padły z jego ust… Wtedy czułam się okropnie! Gdzieś na przełomie tego cierpienia z miłości do niego pojawiła się myśl, by odejść od niego, albo przynajmniej powiedzieć mu jak bardzo cierpię i odejść,bo nie będę mogła tego znieść będąc z nim w kontakcie, gdyby w jego życiu znowu pojawiła się ona… któraś z jego kobiet. Nie mogłam już znieść tego cierpienia, tego, ze mi na nim zależy a w zamian mam tylko odtrącenie i odrzucenie.Kiedy nagle dowiedziałam się, że… przyjedzie do mnie M.! Tak, ten sam M. za którym tęskniłam cały okrągły rok, ten sam M. z którym spędziłam jedne z najcudowniejszych wakacji w moim życiu… Pomyślałam „jeszcze on mi teraz tu potrzebny”. Bałam się, nie wiedziałam co mam robić, ale musiałam jakoś to przyjąć… Ojciec wyrzucił go z domu, bo podobno poszedł do jakiejś dziewczyny na noc, kiedy miał z nim coś robić, ojczym przywiózł go tutaj, do rodziny i od tej pory mieszka tutaj. Muszę Wam powiedzieć, że wiedziałam, że nic z tego nie będzie.Nie nastawiałam się nawet na to… on ma teraz swoje życie, ja swoje, ale szczerze pozytywnie mnie zaskoczył swoim zachowaniem. Nie ma szkoły, rzucił ją gdy miał 18 lat, ma tatuaże na rękach ale dorósł, umie się zachować. Choć chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, co się stało… kiedy zapytałam o samopoczucie powiedział, że wszystko jest dobrze, może dlatego, że było mu wstyd? Nie wiem. Nie gadałam z nim zbyt długo, zachowałam się tak samo jak on na wakacjach. Poszłam czytać notatki i zignorowałam go. Nic się między nami nie wydarzyło, zachowujemy się jak przystało, ale to już nie to. To już nie mój M. Cóż, może tak musi być? Nie liczyłam na nic z jego strony i dobrze mi z tym. Nie czekałam chyba już na nic tego dnia. Wiedziałam, ze muszę zostać sama… Przez to całe cierpienie tak mocne i silne chyba pogodziłam się ze stratą Top Guna. Choć myślałam, ze to nigdy nie nastąpi. Ten ból, który mnie przeszywał, był bardzo duży, szczególnie po ostatnich rozmowach, kiedy zostałam odrzucona w słowach, że „on nie wie, co mnie czeka, ale wierzy, że sobie poradzę, bo kto jak nie ja? Taka dziewczyna!”

W międzyczasie narobiłam trochę głupot, pisałam z paroma facetami, których poznałam w sieci, jeden nawet chciał związku, również był z organizacji militarnej, ale potem się wycofał, gdyż przeraziła go moja historia, nie chciał nikogo skrzywdzić znowu, z resztą był o 2 lata młodszy… Było mi trochę przykro, nie powiem, że nie, ale jakoś to przeżyłam. W międzyczasie pozałatwiałąm sobie dużo spraw uczelnianych, bardzo ważnych, wytyczając sobie ścieżkę do jakiejś tam kariery naukowej. Nie zauważyłam jednak tego…

W tym dniu natomiast, kiedy miał przyjechać już M. pogodziłam się ze swoją samotnością, z byciem samą, ze swoją historią, a może moją i Top Guna? Pogodziłam się z tym, że będę sama… Cóż, próbowałam poukładać sobie życie z mężczyzną, kolejny raz, nie wyszło, takie rzeczy się zdarzają, ten największy ból i rozpacz minęły. Flash backi jeszcze zostały i to one powodowały, ze mój nastrój był obniżony… ale pogodziłam się, że z tego nic nie będzie. Potem pojawiły się myśli, że przecież ustawiłam sobie sprawy z nauką, sprawy z praktyką, że przecież nie wszystko jest tak złe, mimo wszystko, mam spokój odnośnie studiów, mam spokojną głowę o to, co ze mną tam będzie… i zaczęłam to powoli doceniać.

Nazajutrz natomiast miałam ostatnie egzaminy, gdy je zdałam byłam bardzo zadowolna z siebie. Zaczęłam dostrzegać coś pozytywnego w tym wszystkim, zaczęłam dostrzegać inne sfery życia niż tylko faceci wokół. Byłam z siebie bardzo dumna! Mimo wszystko, mimo tego całego bólu i rozpaczy jaką miałam w sobie dałam radę zdać ostatnie egzaminy i zakończyć pozytywnie bardzo jeden kierunek studiów! A dodatkowo, to co się stało, bardzo mnie zadowoliło.  Poznałam pewnego Pana. Jeszcze nie wiem, jak go nazwę. Mianowicie, podszedł do mnie jeden chłopak, sam z siebie, ze starszej grupy na uczelni… Podszedł i powiedział mi, że wie, gdzie mieszkam, bo kiedyś mu mówiłam. Byłam bardzo zaskoczona, bo nie przypominam sobie, abym mu kiedykolwiek coś takiego mówiła, gdyż nigdy wcześniej z nim nie rozmawiałam… Zaczęliśmy rozmawiać o życiu, o byłych, o nauce. On się teraz broni więc opowiadał mi o przebiegu jego studiów na uczelni. Zapytał się gdzie mój kolega? ( Top Gun, bo przecież zawsze pewnie widział nas razem, jeżeli mnie obserwował wcześniej, a pewnie tak było), ale odpowiedziałam, że nie wiem. Nawet miło się z nim rozmawiało. Napisaliśmy egzamin, a później odprowadził mnie sam z siebie na przystanek… w ostatnim momencie wcisnęłam mu swój telefon, bo widziałam, że bardzo chciałby się ze mną jeszcze spotkać, ale nie wiedział, jak się ma o to zapytać. Więc zadziałałam pierwsza. Ma pisać, jak coś. Może napiszę, więc czekam. Przez ten cały czas czułam, że nie zasługuję na zainteresowanie, potem na miłość, na relację z nikim, moja wartość bardzo upadła… Tak wiem, powinnam ją oprzeć na sobie, nie na mężczyznach i to jest mój cel na terapię. Póki co tego jeszcze nie umiem, chyba…

A Top Gun… dałam mu czas, wiem, że dla niego czas płynie inaczej niż dla mnie… Nie wiem, czy kiedykolwiek to wszystko się wyjaśni, ale czuję się już lepiej. Dziś Top Gun miał wypadek, jechał 200 na godzinę  i wjechał w oko cyklonu, prawie go odwróciło… Cieszę się z moich własnych sukcesów i patrzę na swoje życie, nie czuję się już tak mocno w nim związana. Wczoraj dostałam też prezent z mojej pracy, za wkład jaki włożyłam w pomoc ludziom. Ucieszyło mnie to. Wczoraj był piękny dzień, dobry… pierwszy od 30 kwietnia dobry dzień… Nie przerażają mnie już tak zwykłe, codzienne czynności, nie mam już tak dużo flash backów, choć się zdarzają i wtedy momentami mi ciężko… Ale jest stabilnie i spokojnie. Cieszę się tym. No i czekam na wiadomość…

blushing-4213963_960_720

 

Reklamy

Szczere rozmowy… wariactwa ciąg dalszy… ale czuję się wolna!

Wczoraj miałam paskudny dzień, kolejny z resztą, jakie przeżywam od tygodnia, gdzie myśli kołaczą mi sie po głowie, a rozum nie próbuje ich zabijać. Wyszłam na spacer, gdzie koło 15.00. Top Gun ciągle się do mnie dobija, choć staram się unikać rozmów z nim, albo ignorujac całkowicie albo odpowiadając tylko półsłówkami na jego wiadomosci, tak, jakbym w ogóle nie była zainteresowana. Zapytał jak sie czuję, więc odpowiedziałam, że źle. Na co on powiedział, że też źle się czuje, że jeżeli chce, to zadzwoni, by porozmawiać, może tak będzie nam przynajmniej łatwiej w tym wszystkim… Na początku nie chciałam się zgodzić, ale nalegał, w końcu zgodziłam się na któyką rozmowę wieczorem, ale tylko wtedy kiedy ja będe miała czas. Zadzwonił o 19.00. Najpierw rozmawialiśmy o tej całej sytuacji, o tym, jak się czujemy, że źle, znowu mnie przepraszał… o tym, że rok temu równo poznał osobę, dla której potem zwariował totalnie i sam widzi, że to było głupie. Powiedział, że może byłoby lepiej, gdyby w ogóle jej nie poznał, żałuje tego…  Później o jeszcze innych rzeczach. Łącznie spędziliśmy na telefonie 2 godziny… nawet nie wiem, keidy to zleciało. Następnego dnia miał wyjeżdżać na ćwiczenie do Słowenii, skoki ze spadochronem na pól miesiąca… Brzmiało to wszystko tak, jakby chciał zadzwonić się pożegnać… Powiedziałam, jak bardzo mnie zranił, jak to wygląda z mojej perspektywy, że wciągnął mnie bez mojej zgody w jakiś harmider, z którego nie miałam wyjścia, bo byłam nieświadoma tego wszystiego, nawet nie mogłam zdecydować. Przyznał mi rację. Potem jeszcze chwilę rozmawialiśmy o tej sytuacji z utrzymanką, też mu powiedziałam, że musi się jej pozbyć, bo to normalne nie jest, a to, że on chciałby żyć swoim życiem, to nie jest nic złego. W tej całej opowieści brakowało mi jego i tego, czego on chce. Tak jakby robił z siebie ofiarę przejmując się wszystkimi tylko nie sobą samym. A może rzeczywiście tak jest? Nie wiem, ale musi coś  z tym zrobić… Inaczej nigdy nie zmieni swojego życia. Wiem, ze to już jakby nie moja sprawa, ale tylę moge zrobić, powiedzieć mu zwyczajnie co myślę… Co do sytuacji z kochanką powiedziałam tylko tylę, by to zostawił, bo rozwala go to, a to też nie jest dobre. Z jednej strony rozumiem, że chciałby wiedzieć a czym stoi, z drugiej, nie widzę w tym najmniejszego sensu. Laska zwyczajnie go olewa i powienien sobie dać z nią spokój. On na to, ze widzi, że odwaliło mu w pewnym momencie na jej punkcie i nie chciałby przeżywać chyba tego po raz drugi, boi się tego. Potem gadaliśmy o jakiś mniej ważnych tematach, ale mimo wszystko rozmowa była miła i powiedział, że nie chcę jechać na to ćiwczenie, że ze mną mu dobrze, i nie chciał się rozłączać… bo ta rozmowa dała mu do myślenia, rozjaśniła pewne sprawy. Dziś napisał mi, że rozmowa była bardzo fajna, a ja jestem świetna i, że mamy niektóre podobne cechy charakteru, dlatego tak fajnie się rozmawia. Nie powiem rozmawiało się miło… Cieszę się tylko z jednego, pisząc te słowa czuję, pomimo wszystko, że nadzieje we mnie umarły… i zaczynam się powolutku od tego uwalniać psychicznie, nie wiem co będzie, ale wiem, że chcę być wolna…

Tak, oczywiście zapytał się mnie, co bym powiedziała, gdyby w jego sercu było miejsce na mnie, gdy rozprawi się z tą sytuacją, a właściwie sytuacjami i, że myśli, żebyśmy się dogadali w związku. Usłyszałam też, że teraz to wszystko zaczyna się zmieniać na moją korzysć, do tej pory myślał, że to kochanka jest tą właściwą, ale ona potraktowała go jak śmiecia, a ja przynajminiej potrafię z nim porozmawiać. Na koniec rozmowy dodał, że nikt przed tem nie wniósł w jego życie tyle, co ja i od nikogo tyle nie dostał. Nie wiem, jak to rozumieć… Wiem, tyle, że coś we mnie umarło, uspokoiłam się i nie wumagam ani od siebie ani od niego już niczego. Niech robi, co chce. Teraz to ja stałam się bardziej obojętna i zaczynam się z tym wszystkim godzić, a najbardziej z moja obojętnością wobec tej całej sytuacji. Nie mam gwarancji na to, że znowu mu coś nie odwali na punkcie tej kobiety. Nie mam gwarancji, ze zrobi coś z tą sytuacją, która jest teraz z jego utrzymanką. To on musi zadecydować, ale chyba czegokolwiek nie zrobi… będzie mi to już obojętne. Nie wiem, czy ma na sobie tyle siły, by to pozakańczać. Z resztą, nie ufam mu już, nie wierzę w jego słowa… nie biorę tego pod uwagę. Daje sobie za to czas. I mnie i jemu. Ja muszę skończyć studia, ułożyć sobie jakoś swoją syytuację, sama czy też z kimś, tego nie wiem, a on… choć widzę, że teraz piszę codziennie, chce ze mną mieć mocniejszy kontakt i może zaczyna coś dostrzegać, a przynajmniej to, co strałam mu się przekazać przez te pół roku,nie wiem, co dalej z nim będzie, jeżeli tego nie poukłada, nie będzie w moim życiu dla niego miejsca.

Wrzuciłam na luz i czuję się lepiej. Daje temu wszystkiemu wolno płynąć. Moim proirytetem teraz są studia, a on, ma czas… Niczego nie zakładam, żadnych wizji nie mam, nie mam planów. Jeżeli nie zakończy, albo znów zwatiuje na punkcie kobiety, która go wykorzystała, to jego strata, a jeżeli będzie mu na mnie naprawdę zależeć i zakończy to wszystko, może się dogadmy, kiedyś, jeżeli jeszcze będę chciała, też dobrze. Przecież w życiu trzeba być szczęśliwym prawda? Jakkolwiek się to szczęście rozumie…

Na razie, czuję się bardziej wolna i lepiej mi…

sunset-3832187_960_720

Czuję wolność! Zaczęło się coś dziać…

Muszę Wam napisać, że coś się w moim życiu dzieje, tylko jeszcze jakby… nie wiem co. Ale czuję, że coś powoli, małymi kroczkami zaczyna się zmieniać, isć do przodu. Może to ja sama? Zmieniłam się, oj tak. Od czasu zakończenia relacji z Panem ze Skrzydłami jakoś inaczej podchodzę do ralcji, jakoś tak… bardziej na luzie, choć myślę podobnie i może wtedy nawet wychodzi lepiej? Czuję, że mogę sobie dać więcej luzu, więcej radości, jakoś pogodniej spojrzeć na życie… Jakoś się podnieść i isć dalej, w końcu od jutra Nowy Rok 🙂 Jestem jakoś o wiele spokojniejsza niż byłam przedtem, wrzuciłam na luz i chcę zrobić wiele rzeczy, ale już nie dla innych, a dla samej siebie. Nigdy się mną nie przejmowałam, teraz chcę wreszcie zająć się sobą, swoimi potrzebami. Na reszcie poczułam wolność, wolność, od schematów, wolność or tego wszystkiego, co sama sobie wpajałam przez długie lata, to takie nieziemnskie uczucie! Mogę realizować swoje pasje, rozwijać się, przestałam siebie ciągle oceniać, zadręczać się tym, co pomyślą inne osoby…

Czas od Świat mija mi na ciągłych rozmowach z Top Gunem. Stara się, widać to po nim, jakoś tak naturalnie ta relacja ewoluowała do miana czegoś na kształt dobrej znajomości. Kiedyś zapytałam go, czy mogę mu coś szczerze powiedzieć. Na co on odparł -Przecież wiesz, że możesz. Tak mi to dało do przemyślenia taką kwestię otwartości. Mało jest osób w moim życiu, do których mogę coś powiedzieć tak otwarcie. To dla mnie nawet dziwne, bo z żadnym facetem nie mogłam sobie porozmawiać o tym, jakie mamy społeczeństwo, plany na przyszłosć, nawet o tym, czy chcemy mieć rodzinę, jakie mamy podejście do życia. Tylko jeden temat pozostaje jeszcze w sferze milczenia, oczywiście temat naszej relacji… Wczoraj odczułam, że bardzo chciałby mnie zaprosić na spacer po lesie, który rośnie koło jego mieszkania, jedak później przez zbieg wypadków i sytuację, która go spotkała, temat ucichł.

Czuję, że po tych Świętach i po tych rozmowach coś się przełamało w tej znajomości, jakby „wskoczyła” na wyższy szczebel, jest jakoś tak bardziej otwarcie i radośnie, nie rozmawiamy już w większej mierze o szkole i sprawach z nia związanych, ale też o całkiem prywatnych sprawach. Z jednej strony mnie to cieszy, z drugiej, nie chcę sobie robić nadzieii, bo potem będę tylko czuła żal i rozczarowanie, ale postanowiłam, że resztę zostawię czasowi… w końcu człowieka nie można poznać od razu, potrzeba na to czasu i różnych sytaucji.

girl-1219339_960_720

Czemu zabrałeś mi wolność?

Dziś dzień jest jakby spokojniejszy… Nie ma tłumów ludzi, nie ma hałasu. Nie muszę się spieszyć i nawet już nie boję się, że się gdzieś spóźnię. Nie mam na to siły. Nie mam siły na lęk, na strach, na wycieńczające emocje. Dziś jestem jakoś dziwnie spokojna i dobra dla siebie. Dzisiejszej nocy postanowiłam, po raz już kolejny, że nie będę sama się wykańczać emocjonalnie. Jak na razie udało mi się w tym wytrwać… kilka godzin, co będzie dalej?

Kiedy leży się, prawdopodobnie z nawrotem nerwicy, świat wygląda inaczej. Tak zabawnie, ale i przerażająco. Kiedy każdy najmniejszy ruch sprawia okropny ból w żołądku, a myśli krążą wokół kolejnej wizyty w szpitalu- którego szczerze nie cierpię. Boję się… że kolejny raz nie dam sobie rady, nie podniosę się, a ból nie minie. Myślę o swoim życiu. Czy ma ono jakąś wartość? Czy ono istnieje po coś? Czy i ja istnieję po coś? Patrzę na zielony sufit, nie wiem, jak zacznie się kolejny poranek. Wiem tylko, że jeszcze żyję… Mimo tysiąca myśli, niepoukładanych skojarzeń, zawirowań, emocji. Dla mnie to taka chwila zatrzymania i pochylenia się nad własnym życiem, choć może robię to za często?

Przedwczoraj znów wróciłam do bolesnych wspomnień, do tych najgłębszych, ukrytych gdzieś pod twarzą zadowolonej z życia dziewczyny. Kobiety… Nie lubię kiedy nazywa się nas Dziećmi. Dzieci często nie rozumieją, co przeżywają, szczególnie te małe. Czy ja jestem gorsza, jako kobieta? Żyję, radzę sobie, jak każdy człowiek, no, może nie każdy, ale w pewnych kwestiach pozostajemy podobni. A, że w pewnych nie? Cóż… nie zaplanowałam sobie tego, nie chciałam, aby tak było. Wolałabym cofnąć czas, ale nie da się. Wracam do wspomnień, do marzeń, które miałam kiedyś, którymi żyłam… Widzę, jak większość z nich zawaliła się, jak domek z kart. Stoję znów w tej kupce gruzu, przeszukując resztki wspomnień, wydobywając to, co jeszcze zostało, to, co da się uratować. Wyjmuje z popiołu każdą myśl, która mogłaby jeszcze ze mną pozostać… Choć na chwilę…

tapeta-dziewczyna-wypuszcza-ptaki-z-klatki-w-grafice-2d

Czuję, jakbym stała w miejscu, a świat obraca się wokół mnie i choć bardzo pragnę, nie mogę do niego biec, nie potrafię nadążyć, nie potrafię pozbierać myśli, nie umiem się odważyć żyć… Kiedyś nie byłam taka, kiedyś miałam tę odwagę… Losie, czemu mi ją zabrałeś? Pozbawiłeś mnie wolności, a skazałeś na grzebanie w popiele wspomnień? Te chwile są ciężkie, lecz są tylko moje, nikogo więcej. Kocham siebie za to i nienawidzę. Zawieszona nad powierzchnią ziemi, nie mogę jej dotknąć, ani wzlecieć ku górze… jak w Dziadach Mickiewicza. Choć, może… dzisiejszy dzień coś zmienił? Mam to miejsce. Zacznę powoli oswajać się z tym, co się ze mną dzieje, może choć tutaj znajdę znów choć parę osób, które powiedzą mi „nie jesteś sama”.

Nigdy nie dałam sobie szansy być słabą, być smutną… to takie nieprofesjonalne i niepasujące do mnie. Czuję jednak, że dziś we mnie coś pękło, tak mocno, że aż poczułam to w sobie. Nie chcę już dławić w sobie wstydu, lęku i tego, że przez lata potrafiłam milczeć. To wszystko mnie uwiera, sprawia, że nie mogę być wolna. Ale… najtrudniej pomóc samej sobie.

Patrzę na promienie słońca, widzę, jak świat powolutku budzi się do życia po przeciągającej się zimie i gdzieś tam w środku dziękuję za ten dzień, niby taki sam, jak wszystkie inne, a jednak zupełnie odmienny- bo jest on moją kolejną szansą na próbę zawalczenia o siebie.

                                                        „O, gdyby tak wszyscy ludzie,                                                                                                              mogli przeżyć taki jeden dzień,                                                                                               gdy wolność wszystkich, wszystkich zbudzi…                                            I powie idźcie tańczyć, to nie sen…”

                                      „Sen o Victorii”

notatki, 10.03.2018r.

 

Czy wiara w dobro jest naiwna?

Zgoła filozoficzne pytanie… Zadaje je sobie już jakiś czas i ciągle nie ma w mojej głowie odpowiedzi na nie, muszę więc przyznać, że nie wiem. Pewnie zdrowo myślący człowiek odpowiedziałby, że nie… A co odpowiedzieć mam ja, której sytuacje życiowe pokazały, że jeśli jest przez chwilę dobrze, zaraz dobro się kończy. W ten sposób wiec zrodziła się myśl, że zawsze będzie nieprzyjemnie… To niby logiczne, generalizowanie… Na logice mówią, że właśnie nielogiczne. 

Jeśli witamina C raz i drugi zadziała na grypę, to znaczy, że witamina C działa na grypę (zawsze), otóż nie… Możemy znaleźć takiego człowieka, na którego podczas grypy witamina C nie zadziała. Zawodne… Trochę przekonuje. Ja jednak w swojej głowie mam mocno zakodowane- nie wierz, bo znowu i tak cegiełki się rozlecą. Silne, za silne…

Ostatnimi dniami towarzyszy mi ogromny lęk… Lęk związany z Łapaczem krokodyli… 

Relacja jakoś tam się rozwija… Przecież powinnam się cieszyć, moje, zupełnie wydawałoby się nierealne marzenia z dzieciństwa się spełniają! Marzenia o Dzikim Zachodzie, o pędzących koniach, o wolności. Znalazłam wreszcie świat, o którym mówiono mi, że nie istnieje.  Dodatkowo jeszcze ranga, tysiące ludzi na występach, każdy chce choć zrobić zdjęcie, tak jak ja na początku… Powinnam się cieszyć… „Jestem” w paczce. 

I cieszę się, tylko, że dodatkowo się boję. Nie boję się jego… Boję się jego zachowania, a jeszcze bardziej mojej reakcji na nie. To wszystko wydaje mi się być szalone. Nigdy nie myślałam, że przeżywać będę coś takiego w relacjach. Lęk chyba przeskoczył mi o dwa poziomy wyżej. Świadomie wiem, że nie ma zamiaru mnie krzywdzić czy robić na złość, dodatkowo wiem, że akceptuje u mnie na przykład coś, co większości społeczeństwa mogłoby wydawać się dziwne. Mimo to się boję, choć kiedy piszę te słowa to jakoś lęk się zmniejsza. 

Boli mnie głowa… Choć nic nie wskazuje na to, ze miałoby się stać coś niedobrego, to podświadomość każe uważać i założyć najgorszą wersję. Zmierzyłam się już w życiu z kilkoma ciężkimi mechanizmami we mnie, ale ten wydaje mi się tak silny, że nie umiem się na tyle rozpędzić, aby go przeskoczyć. To walka, zbieranie wszystkich sił… Wmawianie sobie, że to, co ja myślę nie musi być prawdą! 

Potrzebuję bez przerwy dowodów… Szajba! 

Tylko, czy ja mogę wierzyć w dobro? Czy dobro nie jest czymś naiwnym, jeśli zawsze kończyło się fiaskiem? Kiedyś, jako dziecku wmówiono mi, że wiara w dobro jest naiwna… Ale nawet, jeśli tak jest, to przecież mogę w nie wierzyć. 

Chcę znaleźć kogoś, kto mi pomoże, tak nie da się funkcjonować. Świat może być przyjazny, tylko… wyrzućcie z mojej głowy to paskudztwo! I choć wiem, że tylko ja wiem, jak to zrobić, dziś chciałabym, żeby ktoś mi powiedział jak…  

Jestem „chora na odrzucenie”. Za jakąś chwilę będę się musiała zmierzyć z tym lękiem, trzymajcie kciuki. 

P.S. Nie byłam chora po tym niby „przemarznięciu”, nawet kataru, ani nic. Odporność mi się podniosła i to jest chyba dowód na to, jak bardzo stres oddziałuje na organizm i osłabia odporność.  🙄

 

Pojechane Młode Wilki

wilki-wynuzajace-sie-z-ciemnosci-samica-i-samiec-wilk-wilczyca

Czerwiec 2012 roku,

Wtedy właśnie widziałam go po raz ostatni. Rano w radio grali jakiś singiel Wilków. Pamiętam ten dzień dość dobrze, choć już z lekka zamazują mi się twarze, słowa i gesty. Patrzyłam jak odchodzi bez pożegnania. Nie mogłam się z nim pożegnać, choć chciałam. Zazwyczaj się nie żegnam, jest to nadzieja na kolejne spotkanie. Tego dnia chciałam, jednak nie miałam możliwości wypowiedzieć ani słowa. W głębi wiedziałam, że nie mogę zrobić niczego więcej. Powłóczyłam za nim wzrokiem. Wyszedł szybko i energicznie. Tamtego wieczoru był już pięćset kilometrów stąd… Odszedł fizycznie, choć nie mentalnie. W notatniku, który wtedy prowadziłam, napisałam „Czuję, że zostałam sama, a to przecież chyba nie tak. (…) Muszę przecież jakoś dalej żyć. (…) Dla mnie coś skończyło się bezpowrotnie, a to wszystko nie tak, może ja za bardzo wierzę swoim myślom?” Czasami miałam wrażenie, jak gdybym zaraz miała obudzić się z jakiegoś koszmaru, złego snu i zobaczyć inną rzeczywistość.  Odszedł. Razem z nim odeszła cząstka mnie. Została tylko pustka i wiele pytań, na które nigdy potem nie dostałam odpowiedzi. Zakończył się pewien etap mojego życia.

***

(Właśnie niedawno otworzyłam stary, zakurzony notes…)

Do tej pory poznaliście autorkę blogu jako młodą dziewczynę, mającą wewnętrzne rozterki, zapisującą swoje przemyślenia na kartach tego blogu. Do głowy jednak przyszedł pomysł opisania tego wszystkiego, co widziałam, słyszałam, przeżyłam czy też co było w mojej psychice zanim zaczęłam pisać blog. Ta wersja może różnić się od tego, co zostało tutaj napisane od tej pory, jednak jest równie prawdziwa. Kim jest więc prawdziwa autorka? W tym projekcje znajdą się też pisane przeze mnie opowiadania, miniaturki i wiersze. 

Zapraszam Was więc w tym miejscu do wejścia w świat, z którego chyba nikt nie wraca do końca normalny… 

10 sierpień, 2016 rok