Sie macie ludzie!

Generalnie nie należę do osób, które zakładają i piszą blogi. Robią za to mnóstwo innych rzeczy w świecie rzeczywistym. Pracują, często ciężko i fizycznie, uczą się, jeżdżą na koniach, słuchają muzyki, grają na koncertach, uprawiają inne sporty, pomagają innym, rozmawiają, piszą swoje autorskie teksty, zwiedzają świat, starają się go poznać i zrozumieć ale nie piszą blogów! Jeżeli więc zakładam blog, muszę mieć ku temu wyraźny powód, a strony te są dziwaczne, kontrowersyjne, autsajderskie…

Właściwie wszystko zaczęło się od „Skazanego na bluesa”. Gdyby nie ten film i postać Ryśka podejrzewam, że moje życie potoczyłoby się inaczej. Być może trudno w to uwierzyć, ale to właśnie ten film oraz sam, nieżyjący już wokalista grupy Dżem nadał dalszy bieg pewnym epizodom z mojego życia  i w pewnym sensie pomógł mi stworzyć swój światopogląd, zacząć lepiej pisać i znaleźć „własny kąt” w świecie, który nie zawsze był dla mnie miejscem przyjaznym. Tym „kątem” był właśnie blues. Zobaczyłam w tych piosenkach coś podobnego, co widział Rysiek- wolność i tęsknotę, za wolnością, miłością, akceptacją, poczuciem bezpieczeństwa. Ale co to wszystko ma wspólnego z blogiem? A no ma, gdyż przyszedł w moim życiu taki czas, iż odczułam wielką potrzebę rozpoczęcie wszystkiego na nowo. Zrzucenia z siebie balastu trudnych emocji, które się we mnie nagromadziły przez lata. Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie przypuszczałam że kiedyś założę bloga i to autoterapeutycznego. Jednak kiedy zastanawiałam się dziś, co tak naprawdę składa się na moje życie, doszłam do wniosku, iż jest ono właśnie bluesową opowieścią. Opowieścią o smutku, ale nie tylko. Znaleźć tu będzie także można wolność, przyjaźń, nocne rozmowy, relacje, emocje, pasję, muzykę a może także i miłość? Słowem wszystko to, co składa się na życie człowieka wrażliwego i „skazanego” na bluesa, bo tacy ludzie są jeszcze wśród nas. Stąd też właśnie wzięła się nazwa bloga, na którym chciałabym zamieścić wszystko to, co kocham i to, nad czym się zastanawiam na co dzień…

Poczułam nagle chęć posiadania własnego miejsca, gdzie będę się mogła wypisać, kiedy będę tego potrzebowała, zahaczyć o tematy „na topie”, napisać kiedy mnie coś zainteresuje, rozdrażni czy też po prostu będę chciała się czymś podzielić. Nie wiem, czy pisanie jest dobrym pomysłem w moim przypadku, jednak  zdecydowałam się na odnalezienie siebie i dlatego wybaczcie, jeśli ten blog nie będzie pasował do konwencji blogów już stworzonych. Będzie to tylko oznaczało, iż poszukuję samej siebie, a jak już może zdążyliście się zorientować, jestem troszkę inną dziewczyną niż większość i przychodzę do Was z nieco odmiennego świata. Świata bluesowo-rockowej muzyki, koncertów, przyjaźni , koni, Indian, wolności, tekstów piosenek, a także smutku, choroby, walki z samym sobą i trudnych relacji.

Nie wiem, ile czasu będzie mi towarzyszył ten notes. Notes bardzo nieuporządkowany, zdawać by się mogło, że chaotyczny. Zakładany w pośpiechu i chęci napisania tych paru słów, może nie do końca przemyślany… ale za to całkowicie autentyczny. Zawsze sądziłam, że jeżeli będę już pisać coś takiego, to będzie to działanie przemyślane, a moja strona z chwytliwą nazwą i estetycznym wyglądem. Tymczasem wychodzi zupełnie inaczej… jednak wydaje mi się, że na dzień dzisiejszy chcę opowiedzieć moją bluesową historię… Może pewnego dnia usunę to miejsce, gdyż „zostawię za sobą ten zafajdany świat”. W tym, czy innym wypadku zapraszam do czytania i życzę miłej lektury! A na koniec zachęcam do odsłuchania: