Blogo(o)powieść…

Wczoraj minęło dokładnie trzy lata, odkąd powstał ten blog. Nie sądziłam, że utrzyma się na powierzchni tak długo…wszak zawiera on tylko kawałki z mojego życia, mniej lub bardziej sprawnie ubrane w słowa. Cieszę się jednak, że udało mu się tyle ze mną przetrwać, nie raz był skazany na moje milczenie, nie raz na chęci usunięcia go i odebrania mu życia, ale jednak się ostał, przez trzy lata. I właśnie chyba nadszedł właściwy czas, by coś zmienić i pokazać drugą stronę tego miejsca, by je wywrócić na tę drugą stronę… tak, żeby pokazało trochę inną twarz.

Lubię grudzień, chyba to pisałam tutaj już kiedyś, te migające lampki, śnieg i ciepło jakie wtedy wytwarza się w domach jakoś tak napawają mnie spokojem. Od dłuższego czasu też myślałam o napisaniu czegoś na kształt zbioru opowiadań i rozważań o tym, co swego czasu spotkało mnie i Chomiczkową. I wiem, że i tak to napiszę. Jeśli nie dam rady gdzie indziej, to na łamach tego blogu, dokończę to, co kiedyś zaczęłam, na razie zapraszam Was do tego, by odwrócić ten blog i zobaczyć, co znajduje się po jego drugiej stronie- niedawnopowstałą blogo(o)powieść. Stwierdziłam, że to szaleństwo wymaga zapisków i sporządzenia notatek… bo może w tym wszystkim jest jakaś metoda? Zapraszam do kliknięcia i czytania oraz dzielenia się przemyśleniami:

Tańczące z wilkami… Po drugiej stronie opowieści…

Zapraszam na https://tanczacezwilkiem.wordpress.com/

130838_indianka_wilk_las

Okres przedświąteczny, wszędzie migają lampki, świecą choinki… Ja czuję, jak rozbrzmiewa we mnie spokój, jakiś taki, zwykły spokój, choć wczoraj miałam zły dzień, a myśli wirowały w mmojej głowie jak oszalałe, dziś jest już całkiem znośnie. Muszę wziać się za szykowanie jakiegoś podarunku dla Top Guna, bo podobnież skompletował mi całą masę różnych podarunków i słodkości, ale dostanę je dopiero w styczniu. dzisiaj jest mi dużo lżej niż wczoraj. Ostatnio stwierdziłam, że za dużo myślę, a za mało działam, muszę więc odwrócić proporcje. Kiedy byłam dziś jeszcze trochę skołatana i rozkojarzona po wczorajszym dniu, pojawiła sie w mojej głowie taka myśl, że nie lubię siebie. Nie lubię siebie, swoich pomysłów, swojego wyglądu… który w głowie jawi mi się zupełnie inaczej niż jest w rzeczywistości, jakoś tak brzydziej, bardziej dziecinnie. I stwierdziłam, że muszę coś z tym zrobić. Zacząć jakoś lubić siebie, zacząć darzyć siebie akceptacją, zaczać nad tym pracować, choć to trudne zadanie… Może w tej choć przez chwilę życzliwej atmosferze świąt i się uda?

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy