Lęk przed odrzuceniem…

Rano byłam zadowolona, gdzieś w południe dopadł mnie lęk przed odrzuceniem… Dziś rano, gdy się obudziłam, spojrzałam na telefon, by wyłączyć budzik. Widniała tam wiadomość od koleżanki z jednostki. „Mam dobrą wiadomość. To jego numer telefonu….”. Po czym dziewięć cyfr…Tak, wysłała mi numer do żołnierza, który mi się spodobał i z którym rozmawiałam. Nawet mnie to ucieszyło. Nie wiem czemu, ale lubię takie podchody… Byłam zadowolona. Jednak w ciągu dnia pod wpływem różnych bodźców, zdałam sobie sprawę, z tego co się wydarzyło w moim życiu ostatnio. Przecież zostałam odtracona. I to dla innych kobiet. Przypomniał mi się ten stan, w którym byłam, to, jak czułam się gorsza, jak czułam się jak śmieć, którego się zostawia by iść do lepszej… Jak zabawka, która po zabawie się wyrzuca w kąt. I przyszło mi na myśl, że w kolejnych relacjach też tak może być.

Od razu, jak tylko go zobaczyłam pomyślalam, że to się nie uda. Nie ma szans. To jest w końcu moje życie. Życie dziewczyny, która jest sama i będzie sama. Raczej nie wierzę już w to, że kiedykolwiek uda mi się z kimś stworzyć jakiś dłuższy związek. Jeśli w ogóle będzie, bo w to też wątpię, to będzie to na chwilę… Kiedy pierwszy raz rozmawialiśmy powiedział mi, że rozstał się w grudniu z dziewczyna i nikogo teraz nie szuka. Jak będzie miało przyjść to samo przyjdzie. A mnie przebiegla w głowie taka myśl „No to właśnie może przyszło i stoi prze Tobą.” Ale to było głupie… Wiem. Bo nic z tego nie będzie. Ale przynajmniej może z nim miło porozmawiam. Warto, dla kilku miłych chwil…

Napisałbym do niego… Boję się jednak. Boję odrzucenia, że znów będę ta gorsza, że znów mnie odrzuci, że nie będzie chciał rozmawiać nawet, że mu się nie spodobam jako interlokutorka, albo stwierdzi, że nie jego poziom… Albo jeszcze coś innego będzie nie tak. I wszystko pójdzie na marne, starania o numer i w ogóle. Z drugiej strony jak nie spróbuję to się nie przekonam. A przecież raz już rozmawialiśmy i nie wydawał się być wrogo do mnie nastawiony. Wręcz się uśmiechał… Mimo to jednak po tym, co przeszłam z Top Gunem czuję jakiś lęk, być może dlatego też, że jest tak samo wojskowym?

Dlaczego mam taki lęk przed czymś nieznanym? Taki lęk przed drugą osobą? Dlaczego wydaje mi się, że nowa osoba wiąże się z kolejnym skrzywdzeniem mnie? Może tłumacze to kryzysem wartości tych czasów. Żyjemy bowiem w nie łatwych czasach dla prawdy, empatii i lojalności…

Może jutro do niego napiszę? Niby przygotowałam sobie w głowie pewien tekst, ale nie wiem czy jest dobry, jak na żołnierza. Z drugiej strony mam takie przebłyski, że jak się ma rozpaść i nic nie wyjść to i tak nic nie wyjdzie z tego. Może lepiej by okazało się to, zanim sobie nawymyślam, nawkręcam się i zaangażuję? Pewnie tak, dlatego raczej nie mam czego się bać.

Tylko dlaczego czuję się tak, jak gdyby on czekał na mnie z już naładowaną bronią, skierowaną w moją stronę? Czekał, aby mnie zranić… Chciałabym to z kimś obgadać.

war-1447021_1280

Reklamy

Po spotkaniu z Top Gunem…

… Czuję się dziwnie. Kiedy weszłam do sali, ujrzałam jego, siedział z moim znajomym. Nie przywitałam się, nie powiedziałam „cześć”, przeszłam obok, nawer na niego nie patrząc i ysiadłam w drugim kącie sali.  Zerkałam na niego tylko kiedy nie wiedział. MInęła przerwa, której nie spędziliśmy razem, każdy osobno, również koło niego przeszłam, nie zauważając go. Na kolejnych zajęciach pomachał mi, ale ja udałam, ze tego nie widzę. Potem napisał… „Dzień dobry, zafarbowałaś włosy, a miałaś takie ładne, mysie.”  Odpowiedziałam więc zdawkowo, że chciałam to zafarbowałam… W międzyczasie napsłam do F, że się nie oddzywamy do siebie, bo czekał na wiadomosć, jak tam nasza relacja. Potem Top Gun odpisał mi coś o myszach więc nie odpowiedziałam już nic. Pomyślałam soie tylko „zamiast zapytać co się stało, dlaczego nie rozmawiamy, dlaczego go nie zauważam, to on pieprzy o myszach…”Mysz bowiem to ulubione syworzenie Top Guna ze zwierząt. Przerwę długą spędziliśmy osobno, nawet nie wiem gdzie był. Nie obchodziło mnie to, jednak serce waliło mi mocno przez ten cały czas. Jednak najlepszt było jeszcze przede mną.

Rozpoczęły się kolejne zajęcia i Top Gun usiadł koło mnie i podał mi długopis, który mi wypadł. Wzięłam bez słowa. Potem wysłał mi swoje zdjęcie w mundurze, z poligonu, na którym był ostatnio. Zapytałam się go, czemu mi to wysyła, to były pierwsze słowa do niego, tego dniaz a on tylko wzruszył ramionami i pisknął. Coś było pięknego w tym pisknięciu, tylko on tak potrafi pisknąć, tak słodko, ale nie robiło na mnie już to wrażenia. Jako odpowiedź wysłałam mu swoje zdjecie z jedostki i zdjecia żołnierzy z mojej jednostki. On natomiast wysłał mi filmik ze swoim udziałem. Potem zaczęliśmy pisać… ale na neutralne tematy. O tym, że utopił telefon na kajakach i ma nowy, i tym, że miał poligon i jest zmęczony. Napisałam, że wiem o tym. A on na to, że dobry obieg infarmacji ( że niby ja piszę z F. cały czas), a ja na to: Jak mógłbyś mieć pretensje? A on tylko: Nie mógłbym. I siedzieliśmy obok siebie, pisząc do siebie, to było komiczne. Facet 28 lat nie potrafi porozmawiać, tylko pisze bo tak łatwiej. .A ja cóż, nie miałam ochoty z nim rozmawiać, więc wolałam już odpisywac na te wiadomości. Zastanawiam się teraz, czy wtedy już byłam w relacji z nim, a przecież tego tak bardzo nie chciałam. Z drugiej strony myślę sobie, że musimy jakoś koło siebie egzytsować. Może w ten sposób sama siebie rozgrzeszam? Nie wiem. Pewnie mowię to po to, by było mi łatwiej i abym się nie winiła za to. Jakiś czas później zaczęliśmy rozmawiać. Powiedział mi, że ładnie mi w czarnych włosach i cieszy się, że mnie widzi. Pomyślałam sobie, że ja nie. Później wyszłam na przerwę. On do mnie nie podszedł na tej przerwie, spędziliśmy ją osobno, on w sali, ja na korytarzu. Po czym, przyszła do mnie wiadomość od niego: Podejdż do sali, bo mam problem. A ja na to „po co?” , a on do mnie: „Coś mnie na kręgu zabolało i chciałem, żebyś zobaczyła, czy mam sine, ale już sobie poradziłem.” Hm… czyli chciał pokazac mi znowu częsć swojego ciała? Jeszcze próbuje, wciaż próbuje mnie podejść, miłe słowka, a to mnie gdzież zaczepi, a to gdzieś dotknie, a to prosi o coś takiego…Powiedziałam mu, kiedy weszłam do sali, że niech napisze do dowódcy, nie do mnie o to, aby mu sprawdził, czy na sine.

Po kolejnym dotknięciu mnie w końcu sie wkurzyłam i zapytałam się go, czy aby nie chce być zbity? Potem znowy zaczęliśmy rozmawiać… Powiedział mi „Nie stresuj się”. To go pogrążyło, byłam zestresowana, owszem, ale mam dosć już tego, że wmawia mi, ze to ja jestem ta słabsza i tylko ciągle się stresuje…. Obudził we mnie jeszcze gorsze instynkty.  I tu dochodzimy do sedna sprawy. Zapytał mnie, wyobraźcie sobie, czy aby mnie nie odwieźć do domu? A ja to tu mu „chyba se kur*a jaja robisz? Żeby Cię w domu wiedzieli? Pod domem? Ty mi jesteś tam najmniej potrzebny.” A on do mnie” Nie rozumiem w czym problem, ale okej.” A ja mu na to „No właśnie w tym, że nie rozumiesz w czym problem.” A on do mnie „Okej.” A potem dodałam. „Wiesz co, wkopałeś się tym pytaniem. Jesteś jednak głupszy niż myślałam…” Tak, to było niegrzeczne, wiem o tym, ale  nie mam sktupułów? Gdzie był te wszystkie dni, kiedy ja nie mogłam się podnieść z łożka? Gdzie był, kiedy ja płakałam i życie straciło sens? Gdzie był, kiedy nie spałam kolejną noc? Gdzie był kiedy nie potrafiłam się uczyć, kiedy brałam tabletkina uspokojenie, kiedy nic mnie nie cieszyło, kiedy moje szare dni zlewały się w całość? Gdzie był?! Dużo we mnie żalu do niego… bardzo dużo… Po zajęciach na mnie czekał. Ale zapytałam, czemu nie idzie do domu, odpowiedział, ze czeka na mnie. Ubrałam się i poszliśmy. Przed parkingiem  zapytał mnie raz jeszcze, czy aby mnie nie odwieźć, powiedziałam, że nie. Oboje na żarty zasaltowaliśmy i każdy poszedł w swoją stronę. Pomyślałam sobie „spie*dalaj ch*ju”.  W dzrodze powrotnej poczułam się fatalnie i w końcu zwymiotowałam z napięcia chyba. Dobrze, ze tego już nie widział.

Jest żałosny, nie potrafi porozmawiać, nie rozumie w ogóle co się zadziało, co się stało, jakby nigdy nic, chciał ze mną rozmawiać o myszach… Nie rozumie jak mnie skrzywdził, przecież jesteśmy przyjaciółmi, prawda? A to, ze się prawie przespaliśmy, że się całowaliśmy i tutiliśmy przez godzinę to nie ważne, to się nie wydarzyło… jego serce jest gdzie indziej… On niczego nie rozumie. Mam taką myśl, że nawet gdyby on zostawił sweoje kobiety i powiedział, że chce być tylko ze mną, to i tak nie zrozumielibyśmy się… On mnie nie rozumie.

Wzbudza we mnie najgorsze instynkty. Jestem arogancka, rozkazująca w stosunku do niego, klnę do niego i wyśmiewam się z niego w wiadomościach, np, że ” Nie suplementuję” wszystkiego, co się rusza””, jako podtekst… Myślicie, że zrozumiał? Skąd! Albo tylko udaje, że nie rozumie, bo tak jest wygodniej…

Moja wielka miłosć do niego przerodziła się chyba w nienawiść, jak powiedział mój kolega… z którym pisałam wczoraj po całtm dniu. Jak to czytasz, dzięki, że jesteś! 🙂

Czuję się dziwnie… chyba dlatego, ze nie chciałam być z nim w relacji,a  znowu w to weszłam, choć teraz już inaczej, wyżywam się na nim i tyle.

wolf-1227567_960_720

Oto moja postawa… 🙂 Nie poznaję sibie, w stosunku do nikogo się wcześniej tak nie zachowywałam…

Niespodziewany powrót Top Guna…

Zdążyłam się z niego wyleczyć, zdążyłam zacząć żyć dalej… By dowiedzieć się w niedzielę, że on… Chcę do mnie wrócić. Powiedział to siostrzeńcowi. F. Powiedział, że chciałby się pozbierać i napisać do mnie, spotkać się…Nie daje już rady, że ciągle coś w nim tkwi, że czuje się źle, że cierpi po moim odejściu… Chciałby dowiedzieć się co u mnie, ale tego chyba nie zrobi, bo nie wie, jak ma się odezwać do mnie… Siostrzeniec napisał mi, że widzi, co się z nim dzieje. Jest rozwalony emocjonalnie po rozstaniu ze mną. Nie jestem mu obojętna i cierpi. Został w końcu sam… Całkiem sam… Żadnej z nas już nie ma…

Na co ja napisałam mu, że on miał już swoją szansę, wtedy kiedy się spotykaliśmy, kiedy mnie całował, kiedy się tuliliśmy, kiedy całował mnie w czoło, przytulal do siebie i mówił te wszystkie mile rzeczy, kiedy rozmawialiśmy o rodzinie i dzieciach… A wiedział jaka ma sytuację. To był jego czas. Ja musiałam to zostawić za sobą, bo to byłoby toksyczne…

Dopadł mnie stres ale poczułam też radość. Wiem, to może źle. Ale cieszę się, że już nie dałam się złapać w jego sidła. Nie rusza mnie to. Czuję ulgę i radość. A on.. Niech cierpi. Niech zobaczy jak to jest cierpieć, jak to jest stracić to, na czym człowiekowi tak bardzo zależy… Jak to jest stracić plan na życie, cała nadzieję i miłość, jak to jest zostać w pustce i w niej żyć. Może potrzebuje tego doświadczyć na własnej skórze by zrozumieć co zrobił? Choć on chyba tego i tak nie zrozumie nigdy… Jak to jest budzić się rano i nie mieć po co wstać z łóżka.

Zostawiłam to za sobą i jestem wolna! Wolna od niego! Napisałam F., że nawet nie chce go widzieć… Nie chcę się z nim spotkać. Nie chcę, żeby mnie cokolwiek z nim łączyło. Jestem wolna i pro uje spojrzeć w przyszłość. Jego przy mnie nie było kiedy zdychałam, kiedy czułam się fatalnie, kiedy wylądowałam na lekach, kiedy świat stracił kolory… Kiedy nic nie miało już sensu. On wybrał swoją drogę. Niech teraz idzie do swoich kobiet, do swojej kochanki, którą tak kocha, niech ona go przygarnie. Tylko, że ona tak samo ma go gdzieś… Może się na nim poznała już wcześniej?

Dla mnie to temat zamknięty. Nie chcę z nim być ani mieć kontaktu. Zranił mnie i oszukał. Odebrał cała nadzieję, ale się podniosłam. Idę dalej. Patrzę w przyszłość. Nie próbuję już trzymać się kurczowo przeszłości. Jestem z siebie dumna! Wczoraj powiedziałam to terapeutce, ucieszyła się, choć zazwyczaj jest poważna i nie okazuje radości. Czuję, że idę do przodu. Powiedziałam też F. prawdę o tym, co między nami było z Top Gunem. Znowu był w szoku bo nie wiedział, że to tak daleko zaszło. Napisał mi też, że Top Gun nie nadaje się do założenia rodziny i on sam sobie tego nie wyobraża, jakoby Top Gun miał założyć własną rodzinę.

Chłopak, z taką samą historią jak ja nie okazał się lojalny. Okazało się, że przespał się dwa razy z inną, wtedy, kiedy mnie opuścił. Dla mnie jest to sprawa jasna. Zrobił to samo, co Top Gun, więc raczej nie mamy o czym rozmawiać w kwestii dalszego poznawania się…

Plącze się w relacjach. Ale chciałabym kogoś mieć, nadszedł taki czas, że chciałabym patrzeć w przyszłość, może z kimś innym, dla kogo byłabym ważna…Terapeutka mówi, że mam zasoby i potrafię obdarować kogoś prawdziwą miłością, że to piękne… Jakoś wzrasta moja wartość przez jej słowa…

woman-570883_1280

 

 

„Samotność, to taka straszna trwoga… Ogarnia mnie, przenika mnie…”

Długo tu nie pisałam. Co się działo? Było dobrze! Co z moimi emocjami? Niestety, prawda jest taka, że nie czuję nic, jestem jakby wyzuta z uczuć, nie umiem kochać, nie umiem ufać. Dziś znowu zadziało się coś bardzo dziwnego i złego w sumie, ale w moim życiu to standard. Otóż, jakiś czas temu poznałam pewnego chłopaka na portalu o depresji, kiedy wychodziłam z dołka po Top Gunie, on mówił mi, że chce być tylko ze mną, ale nigdy się nie spotkaliśmy, rozmawialiśmy tylko przez internet. Z początku nie wydawał mi się dobrym materialem na partnera, sam miał bardzo poważne problemy bo się ciął, a ja mam dość swoich problemów, czyichś już nie zniosłabym, tak mi się wydawało. Ale stopniowo się do niego zaczęłam przekonywać, był dla mnie miły i pomagał mi, dziś chciałam mu powiedzieć, że moze byśmy się spotkali, poznali, czy w ogóle do siebie pasujemy, gdyż spotkaliśmy się oboje w niełatwym momencie życia. Bowiem jego dziewczyna zrobiła mu dokładnie to samo co mnie Top Gun, więc mieliśmy o czym pisać… Kiedy on dziś rano napisał mi, że poznał kogoś wczoraj i jest już szczęśliwy. Zajął się na gwałt szukaniem dziewczyny? Po co mówił mi, że mogę być dla niego lekarstwem na wszystko? Wysyłał mi gify o przytulaniu… Słowa dla ludzi teraz nic nie znaczą… gesty też nie? Przykro mi się zrobiło. Znowu zostałam tą gorszą? Terapeuta na pewien czas, jak jest źle, a jak jest dobrze, to przysłowiowego kopa w dupę i dowiedzenia? Po co to wszystko..? Może nie powinnam tego pisac, sęk w tym, ze już nie mam nawet do kogo się odezwać…

Z F. też już rezygnuję, on z kolei może by i się tak nie zachował, bo nie ma z kim, ale nie jest ogarnięty życiowo. Mia do mnie przyjechać tydzień temu, zapraszałam go, ale nie przyjechał. W ogóle nigdy nie wyszedł z inicjatywą, aby się spotkać. Zawsze to ma być moja inicjatywa? Nie chce ani isć na studia, ani się usamodzielnić, ani zmienić pracy na lepszą, niczego nie chce…  Dlaczego spotykam takich ludzi? Ile jeszcze tego? Ile takiego traktowania zniosę? Nie mam już sił… Czuję, że lece znów w dół, a już było dobrze.

„Samotność, to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie…(…)”

Kochany Riedel, zawsze mi pomagają jego słowa w takich chwilach, choć nie czuję się taka samotna w emocjach, ktoś miał podobnie…

Bez faceta mi lepiej, niż z facetem!

Wczoraj wieczorem naszła mnie dziwa refleksja, mianowicie, nie poznaje siebie!  Wydaje mi się, że każdy będzie mnie ranił. Zdaje mi się, że bez faceta jest lepiej niż z facetem bo przynajmniej nikt mnie nie rani. Zawsze pragnęłam czyjejś bliskości i teraz się gubię, nie poznaje siebie… czyżbym nie chciała nikogo? To chyba nie tak… to chyba ze strachu… tak bardzo boję się zranienia, kolejnego bym już chyba nie przeżyła, a przynajmniej nie na ta skalę co poprzednio. Odcinam się od tego wszystkiego, to już tak nie boli, ale nie wiem co z przyszłością… teraz zaczęłam doceniać swoją samotność… przynajmniej nikt mnie nie rani… Nie chcę ładować się w związki, nie chcę już niczego na siłę wyznawać. Nie chcę nikogo. Chyba samej mi lepiej. Nie wierzę już w to, ze kiedykolwiek się uda, że spełnię swoje marzenia, że spotka mnie sielanka. Nie wierzę już w tą bajkę o królewnie i królewiczu…

Z F. jest dobrze. Nie mam kontaktu z Top Gunem i nie czuję się jakoś samotna. Pewnie to przez F. Trochę się boje, że gdybym znowu straciła jego to wszystko by się powtórzyło, cała depresja by wróciła, choć może nie z taką siłą. Zastanawiam się też, czy po tym wszystkim potrafię kochać… zakochać się, zauroczyć? Kiedy poznałam F. Tak jakby wszystko wróciło, te piękne uczucia, takie wzniosłe. Teraz już sama nie wiem, kiedy przy nim jestem znowu to czuje,  boję się, że znowu się zatracam, ale kiedy go nie ma to tak jakby wszystko ode mnie odlatuje… Wiem, że to Top Gun był moją największą miłością, miłością mojego życia, czy kiedykolwiek będę jeszcze potrafiła tak kochać? Tak mocno, aż do bólu? Czy potrafiłabym tak pokochać F.? Wiem, że go lubię, bardzo go lubię, ale czy to by mogła być kiedyś miłość? Jakbyśmy oboje chcieli? Bo musimy oboje chcieć… Nie wiem, czy mogłoby to się stać rzeczywistością? Teraz rzeczy dzieją się wolniej, nie jest to wszystko takie szalone jak z Top Gunem. Może to i dobrze, ja potrzebuje teraz spokoju.

W głowie mam jeszcze jedną osobę, osobę, która się stara i mnie rozumie, jednak jest jakby „z innego świata”, ma swoje problemy, ma taką samą historię jak ja, kiedyś już chyba o nim pisałam… Nie wiem, czy to czyta, bo on wie o istnieniu mojego bloga. Nie wiem, co mam z tym zrobić, z jednej strony chciałabym tę osobę zatrzymać, z drugiej tak samo się boje, że nasze problemy mogłyby nas pociągnąć na dno… Nie wiem, co robić… Dodatkowo ze stronki na fejsbuku co róż dostaję od mężczyzn propozycje związków…To czasem zabawne, ale jak na to patrzę to wyłania się tragizm.

woman-1320810_960_720

Powiedziałam mu u mojej relacji z Top Gunem!

Tak, wiem. Miałam tego nie robić. Miałam nie mówić F o mojej relacji z Top Gunem i o wszystkim co się między nami wydarzyło, aby nie poczuł się jak plaster czy lekarstwo na niego, by nie poczuł się jak zastępstwo. Jednak jeden dzień sprawił, że wiele się odmieniło…

W poprzednim tygodniu umówiłam się z F., że do mnie przyjedzie w sobotę. Choć nie cieszyłam się specjalnie na tę okazję bo biorąc pod uwagę to wszystko o czym tu pisałam we wcześniejszej notce F. W pewnym sensie mnie zasmucił. Narzekaniem na pracę i tym, że nie chce udać się na studia. Jednak zgodziłam się, aby przyjechał. Przywiózł mi podkowę na szczęście. Widziałam, że nie był już tak spięty… Przegadaliśmy cały dzień. Okazał się mimo wszystko mądrym, inteligentnym człowiekiem, a na dodatek wierzącym tak jak ja. Byliśmy na mszy w kościele razem. Pierwszy raz byłam w kościele z kolegą. Zawsze chodzę z kimś z rodziny. Taka miła odmiana. Napisał mi, że również było tak fajnie, że nie może uwierzyć… Powiedziałam mu prawdę o oszuście. W tym dniu się nie bałam, pomyślałam sobie, że niech się dzieje co chce… postawiłam wszystko na jedną kartę… Nie wytrzymałam jak zaczął wychwalać Top Guna i mówić, że on nie chce nikogo skrzywdzić. Kiedy powiedziałam mu, że mnie przez rok oszukiwał, że czuję się oszukana i zmanipulowana był z szoku. Widziałam po jego twarzy, że mi nie dowierzał. Zawsze to był kochany wujek, taki dobry dla wszystkich a tu nagle spadła na niego moja wersja… Jednak jedno mi się spodobało bardzo. Nie stanął murem za nim. Powiedział, że ja mam prawo w takiej sytuacji czuć się oszukana i zmanipulowana… I wierzy, że czuje się źle. Tego na przykład sam Top Gun w ogóle nie widział. Według niego „jak ja mogłam czuć się źle?” Przecież nic się nie stało! – to była jego odpowiedź na wszystko, na każdą moja skargę na próby rozmowy o tym co mi zrobił, jak dał nadzieję a potem odrzucił, oszukał. Kiedy to powiedział, poczułam ulgę. Choć nie wiedziałam jeszcze po której stronie on stanie, to jednak poczułam się zrozumiana. Poczułam, że mogłam się tak czuć, że ta reakcja nie była przesadzona jak próbował mi pokazać Top Gun…. W końcu powiedział mi to ktoś kto zna całą sytuację! Dowiedziałam się też, że Top Gun mówił mu, jaka jestem fajna i jak dobrze nam się rozmawia razem. Nie wiem, po co mu to mówił…

Wieczorem porozmawialiśmy sobie o wrażeniach, jak nam się razem spędzało czas. Obydwoje byliśmy bardzo zadowoleni, ucieszyły nas takie małe gesty, a najfajniejsze było to, że poszliśmy na spacer i siedzieliśmy na ławce, słuchając muzyki i śpiewając sobie znane piosenki, okazało się, że słuchamy takiej samej muzyki! Była to ta sama ławeczka, na której dowiedziałam się o kochance Top Guna, którą tak bardzo kocha. Odczarowałam chyba ten park i tą ławeczkę z F. Bo przez tę rozmowę z Top Gunem wydawał mi się nie przyjaznym miejscem, tam w końcu dowiedziałam się prawdy o jego życiu i relacjach. Zauważyliśmy też oboje, że zgadzamy się w różnych aspektach życia i to nas obu cieszy bo jak mi napisał F. ” w tym kontekście może przeciwieństwa się przyciągają, ale podobieństwa mogą więcej”. To go też cieszy, że się tak rozumiemy, mnie też, bardzo. Z resztą, można było to troszkę przewidzieć, bo z Top Gunem również się rozumieliśmy a to przecież jego najbliższa rodzina. On nie wie, bo tego nie doświadczył. Nie miał nigdy dziewczyny na poważnie, jedynie przez dwa lata pisał z jakąś i chciał z nią być, ale nie dograli się.  Byli zupełnie inni. Powiedział mi, że doświadczył wojny poglądowej ale tylko pisząc, natomiast ja mu powiedziałam, że dlatego lepiej mieć podobne poglądy bo wtedy nie trzeba się przekonywać albo zmuszać kogoś do jakichś poglądów i dwie osoby mogą być szczęśliwe a nie tylko jedna,  bo zgadzają się z sobą w najważniejszych wyznawanych wartościach i celach. Ponadto F. okazał się naprawdę mądrym, oczytanym i kulturalnym facetem.

Cieszę się, że tak się to toczy, że on nie próbuje znów robić na siłę z tego przyjaźni i kumpeli ze mnie… i że dostrzega to, że się rozumiemy, bo z Top Gunem chyba tylko ja to dostrzegałam, że mimo wszystko się rozumieliśmy i potrafiliśmy rozmawiać. Z F. jest inaczej… On dostrzega małe gesty, potrafi się cieszyć z tego, ze mogliśmy siedzieć obok siebie w kościele na Mszy, że mogliśmy obserwować wiewiórki i, że się zgadzamy w paru wartościach.

„Uczę się ciebie na pamięć.
Niecierpliwymi palcami, 
Rozpaczliwie na pamięć .
Szeroko zamkniętymi oczami.
Czytam zachłannie od nowa 
całego zdanie po zdaniu.”

Zwątpienie w relacje i „moje borderline…”

Od jakichś dwóch dni ogarnęło mnie jakieś zwątpienie w to wszystko. Mówiąc to wszystko mam na myśli całą tą relację z F. i jeszcze jedną osobę. Czuję, że w moim życiu się nie poukłada, a relacje są chwilowe… marzę o stałości i stabilizacji w relacjach…

Co do F. to niby jest dobrze w naszych rozmowach. Pisze niby, bo od pewnego czasu już nie jestem nim chyba taka zachwycona, mianowicie od tego, jak rozmawialiśmy o tym, jak zapatrujemy się na związki i napisał mi, że dziewczyna nie powinna wymagać od faceta by spędzał z nią cały czas, zabierał do SPA  i na wyjazdy bo przecież na to trzeba ciężko  i dużo zarobić, a kiedy się jest w pracy to nie można spędzać razem czasu tak dużo i dlaczego te dziewczyny mają o to pretensje? Trochę przypomniało mi to zachowanie Pana ze skrzydłami, który mówił mi,że przyjazdy do mnie kosztują go drogo i nie będzie przyjeżdżał częściej niż raz w miesiącu przez okres wakacyjny. Ponadto F. narzeka na pracę, ale kiedy mówię mu, aby ją zmienił, mówi tylko, że musi o tym pomyśleć. Ale nie widzę, by podjął jakieś działania do tego zmierzające. Chce się dostać do jednostki, tej samej co Top Gun, ale nie może zdać testów sprawnościowych. Chcę aby zaczął ćwiczyć, wtedy będzie mu może łatwiej, ale również nie wiem, czy podjął w tym jakieś kroki. Nie wiem, czy uda mi się go zmotywować. Sam mówi, że błądzi… Opowiadał mi kiedyś o swej relacji, którą miał. Na stałe nigdy nikogo nie miał, a  spędził dwa lata pisząc jedynie z jakąś dziewczyną, równie młodą, jak i on. Niestety boi się, że relacja z kobietą mu nie wyjdzie, bo ostatnio próbował i nic z tego nie wyszło…

Chyba nie pisałam tu o pewnym panu, którego poznałam w Internecie, na pewnym portalu… Od jakiegoś czasu sobie piszemy. On też ma depresje i został w ten sam sposób oszukany przez swoją byłą co ja przez Top Guna, dużo na ten temat rozmawialiśmy, o tym, jak się czujemy, o tym, jak to przeżywamy. Jednak do tej pory traktowałam go jako osobę do rozmowy, której nawet nie znam osobiście… Ponadto ciął się i pił, nie radząc sobie z tym rozstaniem.  Ostatnimi dniami jednak wysłał mi wiadomość, że może powinniśmy się sobą zainteresować i, że szuka kogoś do opieki nad sobą i osoby, którą również by chciał się opiekować. To było miłe, ale jednak przeszła mi przez głowę taka myśl, że nic z tego nie będzie. Nie zniosę jego depresji, nie będę potrafiła patrzeć na jego cierpienie, jak on ciągle ją kocha, on pewnie na moje też. Nie mam siły już nikogo ratować, sama potrzebuję opieki…

W związku z tym wszystkim poczułam jakiś bezsens… Jestem w kolejnych relacjach, z których nic nie wynika i nic nie wyniknie. Potrzebuje chyba stabilności w relacjach, aby do czegoś zmierzały, a nie zastanawiania się czy dąży to do czegoś sensownego.

Z Top Gunem się rozstałam na dobre, nie mamy ze sobą kontaktu. Cieszę się z tego, przynajmniej mnie już nie rani. Poranił mnie już wystarczająco… Dziś przejeżdżając przez miejsca, gdzie razem bywaliśmy, pomyślałam, że żałuję, że w ogóle go poznałam.. Czuję się tak odepchnięta, oddana… Oddana przez Top Guna do F. i zapomniana, ale może to lepsze? Chyba tak.

Czuję bezsens i ściskający ból, pustkę, która mnie wypełnia. Znów zaczynam się zastanawiać, czy mam cechy borderlie… Boję się, ale paniczny lęk przed odrzuceniem, depresja porzuceniowa i chęć zatrzymania na siłę osoby, którą kocham mi nawet pasuje do borderline…

F. przyjeżdża do mnie w sobotę, nie wiem co będzie, ale może miło spędzimy dzień mimo wszystko… Zapisałam się tez na lekcję francuskiego, bo zawsze mi się podobał ten język, jego akcent i wymowa, wydaje się taka wdzięczna.

fantasy-2506830_960_720