Odkrywam, że pozostała we mnie jednak nuta wrażliwości…

Myślałam, że jestem już tylko
skałą zamkniętą na świat,
przez którą woda żłobi tylko
nieskończenie swe korytarze
do światła.
Dzisiaj jestem
jednak w zieleni traw i łąk,
w czystym powietrzu
zakurzonego miasta
i lasu nad rzeką
w którym odbija się słońce…

Potrafię się wzruszyć życiem?

Reklamy

Wspomnienie kilku pseudohitów, czyli „Ona czuje we mnie piniądz”!

Wracam do pisania blogu dzisiaj z moją kotką Sarką na kolanach 🙂 O czym to ja chciałam… A tak, dużo się ostatnio dzieje. Ja taka zajęta. W 20160813_161752zeszłą sobotę miałam być w Łodzi z kilkoma panami (zdj.) Tak, to ten na koniu, nie ci obok 🙂 … Nie wypaliło. Za to przypomniało m się ognisko, które spędziłam trzy lata temu siedząc na dworze do późna w ostatnią sobotę września i słuchając utworów Nirvany. Wielcy są, oj wielcy! Za dużo wspomnień z tymi piosenkami się w mojej głowie wiąże, wiec przejdę do innego tematu. Sarka się rozwala na moich kolanach…

Wpis miał być wcześniej, ale jakoś nie mogłam znaleźć motywacji, a i tryb życia skłania mnie bardziej do przebywania na zewnątrz niż w pomieszczeniach, przy komputerze… Ostatnio czas mija mi na wyczekiwaniu. Nowa akcja zaplanowana, prawie zorganizowana, ma wypalić. Może się uda, na razie nie będę jeszcze niczego tutaj pisać, bo przedwcześnie… Zaznaczam tylko, iż nie jest to (jeszcze 🙂 napad na bank i rozbój… Czekam, czekam… i temu czekaniu jakiś lęk towarzyszy. Jak to wszystko wypadnie, jakie złożą się okoliczności, czy będzie dobrze, czy zostanę odebrana tak, jak chce? To wszystko ma się okazać… Dlatego jakiś niepokój z tyłu głowy mną powoduje. 

Nie zadręczam się jednak tym, przypuszczam, że nawet zdarzenie z kategorii porażki zniosłabym teraz lepiej niż jakiś czas temu. Oczywiście rodzina wpadła na pomysł, że na „akcję” ma ze mną jechać M. Nie będę im tłumaczyć dlaczego tego nie chcę, za dużo wszystkim tłumaczę…  W pierwszej chwili nie dawało mi to spokoju, jednak potem jakoś się uspokoiłam i stwierdziłam, jeśli chce, to niech jedzie. Ja się tam nim zajmować nie będę. Na końcu pewnie i tak usłyszę, że to nie jego klimaty. Najgorzej chyba będzie jak podejdzie i przytuli, M. to świetny aktor, potrafi zagrać wszystko. Bez emocji. Z resztą, wiem już mniej więcej dlaczego może się tak zachowywać. Jego zachowanie jest lekko psychopatyczne. Przypomina mi zachowanie byłego Chomiczkowej, a on nie jest w pełni normalny, przynajmniej w moim odczuciu. Tacy ludzie mają skrajne motywacje i nigdy nie można rozpoznać, jak zachowają się w danym momencie.  Ciągła niestabilność…To karuzela…

Nie mam siły na dzieciaka, który sam nie wie czego chce i ma zmienne motywacje, sposób zachowań, gra… W głębi duszy mam nadzieję, że nie będzie miał czasu, żeby ze mną pojechać. 

Pojechane młode wilki nie wypaliły i przepraszam Was za to! Usunęłam blog, bowiem moje życie się zmieniło i choć w głowie mam ciągle zamysł na parę tekstów sprzed pisania blogu oraz parę autorskich to nie wiem jeszcze dokładnie, jak się do tego zabrać. Być może na dniach coś powstanie, być może…  Nie obiecuję. 

Wczoraj znudziła się mi już muzyka, której codziennie słucham,, z rodzaju tych ciężkich kawałków, szeroko pojętego rocka, bluesa i tym podobnych, a że humor mi się popsuł, pomyślałam, że włączę sobie hity z dyskotek wakacyjnych. Uwaga, uwaga! Ogłaszam wszem i wobec, że hity te są z gatunku disco, co jest ogromnym szokiem dla mnie samej, bo uwierzcie mi, że NIGDY w życiu nie słuchałambackground-dyskoteka tego chłamu! Nigdy! Nie cierpię tego rodzaju muzyki! Jest ona dla mnie jakimkolwiek zaprzeczeniem pisania tekstów  i tworzenia bitów. Lepiej, gdyby ci ludzie po prostu niczego nie „tworzyli”. Lepiej dla nich i dla nas… W najwyższym stadium konieczności „tworzenia” mogą zmienić dilera. 

No, ale puściłam, pierwszy raz w życiu ten chłam. Pamiętam, że będąc tam, piosenki te mnie rozwalały od środka, no bo jak miały nie rozwalać, kiedy wszystkie są…  miłości i zaczepkach. Jednak coś się we mnie stało takiego, że już mnie nie rozwalają i nie smucą. Przepracowałam… brawo ja! 🙂 Słuchając tych tekstów, co prawda tak durnych, że nie da się tego opisać, wpadłam znów w taką atmosferę tamtego czasu. Kompletnie się oderwałam od rzeczywistości. I dobrze! Pomyślicie, że usilnie w tym chcę tkwić. Może tak się wydawać, ale nauczyłam się od tamtego czasu właśnie raz na jakiś czas oderwać myśli od rzeczywistości, czego nie umiałam zrobić wcześniej. Czymkolwiek, to może być piosenka, pasja, obserwacje. Jest mi z tym lepiej 🙂 

Tak sobie słuchałam, słuchałam i… teraz już wiem, czemu zawdzięczam też taką atmosferę w głowie w późniejszym czasie wyjazdu i… takie moje pomysły… 

Ona lubi pomarańcze; miała suknie kolorową, czarne getry, czapkę i bluzę sportową; przez twe oczy zielone, zielone oszalałem… albo ona czuje we mnie piniądz, wystroiła się jak Beyonce, patrzy na mnie drinka pijąc, bo wyczuła we mnie piniądz!

Po którymś takim kawałku nie wiedziałam już, jak te kapustę deptać dalej! Nie umiem tańczyć do disco polo, którego nie cierpię, wolę muzykę klubową i rytmiczną do tańca. 

Kawałki durne, ale ile śmiechu z tego teraz mam! A piniądz wymiata, tak się z tego tekstu uśmiałam! I potem się człowiek dziwi, że mu się włącza teoria wielkiego podrywu 😉 Ale prawdę mówiąc głupie to, bo głupie, ale coś te nuty w sobie mają, że stwarzają taką atmosferę „zaczepek”.