Trwałam taka wtulona w niego i nie mogłam się ruszyć…

Wczoraj się coś stało, poczułam to aż za bardzo…wczorajszy dzień był dla mnie istnym szaleństwem… Dla Top Guna chyba też… Oboje nie mogliśmy zasnąć. Jadąc na zajęcia myślałam tylko o tym by przetrwać ten dzień. Dzień, w którym nic się nie wydarzy, dzień, który będzie tak smao nudny jak wiele innych dni w moim życiu… Takie nastawienie czasem pozwala przetrwać, te najgorsze albo nabardziej ciche chwile… Wiedziałam bowiem, że się z nim nie zobaczę albo zrobielę to tylko w przelocie. Idąc tam i zaczynając zajęcia nadal trwałam w tym stanie… Napisał do mnie około południa, zapytał się jak dotarłam. Zaczęliśmy rozmowę… Umówiliśmy się na dłuższą przerwę, na spacer… Ale kiedy wyszliśmy zaczęło padać więc zmieniliśmy plany i poszliśmy… Do auta na tylne siedzenie pogadać.

Podczas tych ostatnich rozmów w ostatnich dniach, które trwały nieprzerwanie i zeszliśmy na temat kompleksów.   Nie wspominałam tu chyba rownież, że Top Gun wcześniej podczas jednego wieczora wyslał mi zdjęcia na których jest nagi… I tak od slowa do slowa, zaczęliśmy rozmawiać o kompleksach… Powiedziałam mu wtedy, że jakieś mam, że nie koniecznie czuję się dobrze w swoim ciele…Poźniej stwierdził, że musimy kiedyś o tym porozmawiać, że gdybym chciała to chętnie mnie wysłucha, że mogę mu ufać i warto mu zaufać i uwierzyć…

I właśnie siedząc w tym samochodzie na tylnym siedzeniu zaczął tą rozmowę… Najpierw się śmialiśmy, nawet próbowałam to na początku obrócić w śmiech, ale nie dałam rady… Na początku  kiedy wsiadłam powoli zaczął się do mnie przybliżać, złapał mnie za rękę. Potem rozmawialiśmy o czymś neutralnym, ale powiedział, że i tak nie dociera do niego za bardzo to, co mowię w tej sytuacji i… Położył mi głowę na ramieniu… Potem zaczęliśmy rozmówę, której nie chciałam, bałam się, przecież nie jestem z nim aż tak blisko… A raczej nie byłam, bo wczoraj wszystko się przełamało. Powiedział mi o zaufaniu i jakiś tak dobrowolnie się otworzyłam. Powiedziałam mu o jednej rzeczy, której nie mówiłam nikomu, nawet swojej matce… Rzeczy, która bardzo mnie smuci i mi doskwiera, a nie mam osoby, której mogłabym o tym powiedzieć, bo wszyscy uważają, że to nie problem. Powiedziałam o tym, że jestem też drobna i chciałabym wyglądać inaczej pod względem postury…. Na początku, wsiadając do tego auta miałam takie myśli by uciec, po co ja tam w ogóle poszłam, miałam być na niego zła… A on, on najpierw położył na mnie rękę, powiedział że jest dobrze. Że wiedział, że to powiem. Zapytałam, czy nie mogł mi napisać, że już wie o moim kompleksie… Ale powiedział, że chciał, żebym to sama powiedziała, przecież wiem, że niektóre rzeczy nie są na telefon… Po czym, łzy mi prawie stanęły w oczach, chciało mi się płakać, a on mnie przytulił do siebie mocno… I powiedział, że mam się przy tym nie przejmować bo przecież mogę się komuś podobać taka jaka jestem, że wszystko jest ze mną wporządku, że wszystko jest dobrze. A potem dalej rozmawialiśmy, o diecie, o mnie, o moim ciele, o tym, co bym chciała zmienić, o tym, że mam pewne mylne spojrzenie wdrukowane w głowie przez Pana ze skrzydłami… I o innych rzeczach, których już nie pamiętam, bo leżałam taka wtulona w jego ramionach, a on mnie tulił do siebie i głaskał po włosach, mówiąc, że wszystko jest dobrze….

Powstrzymywałam płacz, przecież to nie tak miało być, nie tak. Przecież stłumił emocje do mnie, nie mieliśmy tak skończyć… Z drugiej strony powiedziałam mu o czymś bardzo intymnym. To też mnie rozwalało. Byłam cała roztrzęsiona w środku, wiedziałam, że nie powinnam mu pokazywać tej mojej twarzy, moich prawdziwych, najprawdziwszych emocji… Ale nie umiałam tego powstrzymać… I tak spędziliśmy wtuleni w siebie dobrą chwilę.

Potem widziałam, że chciał mnie zacząć całować, ale… chyba jeszcze nie jestem na to gotowa, nie znam prawdy, na którą jak on mówi, zasługuję… Więc pocałował mnie w czoło… Później go przytuliłam, chyba jak dobrego przyjaciela, ale nie wiem, czy tak to odebrał, wypowiedziałam „dziękuję”, tylko na to mnie było stać, tylko to słowo, mogło mi przejść przez gardło… Potem, poszłam na dalszą część zajęć, choć mało z nich wiedziałam. Czułam się jak po tym, kiedy mnie dotykał jakiś czas temu, miałam po prostu moralnego kaca… w  głowie kołatała się tylko jedna myśl „a co kiedy on jeszcze z nią nie skończył?” Czułam się dziwnie, choć jakiś czas temu napisał mi, że podobno to co było w jego życiu, już się skończyło…

Później, po skończonych zajęciach, chciał jeszcze gdzieś ze mną pojechać, posiedzieć w aucie, pogadać, pobyć… więc pojechaliśmy nad małą rzeczkę w okolice mojej miejscowości… Najpierw wyszliśmy na jakiś wiadukt, który tam był, oczywiście na tory kolejowe, choć się tego nie spodziewaliśmy… oczywiście zaczęliśmy się śmiać, z torami bowiem jest związana pewna przygoda Top Guna, jeszcze z poprzedniego związku, o której mi opowiadał podczas ostatnich rozmów… A później poszliśmy na spacer wzdłuż rzeczki, przytulając się i śmiejąc, głaskając… I muszę przyznać, że mimo tego wszystkiego, co się wydarzyło i tego wsztskiego, co może się wydarzyć za jakiś czas, to była urocza chwila… Chwila pełna ulgi, śmiechu i jakiejś dziwnej aury szczęścia unoszącego się w powietrzu mimo wilgoci, mokrych trwaw i zachmurzonego nieba wokół nas, z którego zaraz mógł lunąć deszcz… Zrobiłam mu parę zdjęć, a on mnie potulił, potem mu je wysłałam… To był taki tylko nasz czas, nasza chwila, bez nikogo innego, dla nas. Rzadko kiedy tak jest… coś w tym było magiczego…

Później odwiózł mnie do domu, przyszłam, usiadłam, cała w emocjach, jeszcze po tych wydarzeniach. Siedziałam tak, słuchając muzyki, czując na sobie jego zapach, na włosach… I nie wiedziałam co mam o tym wszstkim myśleć… Do czego to wszystko zmierza? Potem wysłał mi jeszcze, jak dla mnie śpiewa, a potem swoje zdjęcie, pierwszy raz od długiego czasu, dało się wyczuć, że był radosny, a nie przygnębiony. Później… później próbowałam coś w sobie zabić, stłumić, rzeczywiście… nie wiem, czy skuecznie…  Wieczorem, gdy kładłam się spać, choć wiedziałam, że nie zasnę, zbyt dużo wrażeń, on powiedział, że jeszcze się nie kładzie, że jeszcze posiedzi. Może też nie mógł zasnać…

Dziś się nie widzieliśmy zbytnio, nie było nawet okazji do spokojnej rozmowy… to smutne. Ma do mnie przyjechać we wtorek, mamy spędzić razem dzień, ma mi wreszcie wszystko to wyjaśnić, to, co się zadziało… a potem, potem nie wiem, co będzie…

„O udupienie totalne,
Niewiasty nosisz imię,
Ile Cię trzeba dotknąć razy żeby się człowiek poparzył?
No ale tak żeby już więcej ani razu,
Żeby już więcej za nic,
Żeby już więcej nie miał odwagi,
No ile razy?! – Razy, razy, razy, razy, razy…”

 

To co się dzieje, przyprawia mnie o zawrót głowy!

Święta minęły. Mnie jakoś smutniej drugi ich dzień, ale to z powodu, że znów wróciły natrętne myśli. Odpędziłam je, na szczęście. Wczoraj doszło między mną a Top Gunem do początków szczerej rozmowy. Myślałam, że to wszystko już jest za nami, ale jednak… myliłam się. Powiedział mi, że w kwestii związków miał tylko jedną dziewczynę i partnerkę, opowiedział mi nawet o sprawach intymnych, trochę byłam zdziwiona,że tak otwarcie o tym mówi, kiedy dotychczas był tak bardzo zamknięty w sobie. Powiedział też, że myślał, że się z nią ożeni. Tak się jednak nie stało, nie wiem z jakich przyczyn… W sumie, czasem tak wychodzi. Ja też miałam plany z Panem ze skrzydłami na przyszłość, nie wyszło… cóż, tak bywa. Trochę niezręcznie się czułam kiedy o tym wszystkim mi pisał, ale w sumie, może z dwojga złego, to tak jest lepiej, szczerość… bo przynajmniej wiem na czym stoję, nie muszę się domyślać i mieć w głowie cały czas te całą sytuację… Nie wiem, czy już o tym tutaj wspominałam, ale kiedyś, kiedy nie było jeszcze tej całej akcji z jego byłą, zapraszałam go, żeby do mnie przyjechał, żebyśmy poszli na spacer albo na wycieczkę. Myślałam bowiem, że nie ma tak zwariowanego życia. jednak od tego czasu, kiedy chciałam go ratować, bo odebrane mu zostały wszelkie nadzieje,  i po tym, co zrobił,postanowiłam, że już go nie zaproszę… niech robi co chce, sam powinien wiedzieć czego chce. Wie, gdzie mieszkam, bo tyle razy mnie odwoził do domu… Po za tym, po co miałabym się z nim spotykać, skoro on nie wie czego chce i nie ma zakończonych jakiś spraw z przeszłości?

Jednak, o dziwo, wczoraj, sam zaproponował, że chce do mnie przyjechać… porozmawiać, wyjaśnić mi to wszystko… że jak będzie pogoda, to możemy iść na ten obiecany spacer, a jeżeli nie to siądziemy w jakieś knajpce i porozmawiamy, bo chce spokojnie porozmawiać. Cóż, zgodziłam się, choć nadal mam mieszane uczucia co do tego spotkania. Z jednej strony to dobrze, ze chce porozmawiać, opowiedzieć mi swoją historię życia, z drugiej boje się, że to, czego się dowiem zupełnie mnie znów zabije… z trzeciej cieszę się, ze w ogóle go zobaczę. Nie wiem co o tym myśleć… Dalej mam mętlik w głowie. Po za tym, powiedziałam już rodzinie, że to koniec, nie będzie mnie więcej odwoził, nie będę się więcej z nim spotykać, a tu nagle ma do mnie przyjechać? Do domu? Jak to będzie wyglądać? Jak mam teraz to wszystko odkręcić? Po za tym, nie wiem po co w ogóle chce przyjechać? Z jednej strony czuję, tak, jakby mu zależało, z drugiej obawiam się, że mogę tylko usłyszeć, jak bardzo ją kocha i co ma zrobić, żeby do niego wróciła, może bym coś poradziła… nie wiem, czego jeszcze mogę się po nim spodziewać, boje się, co wymyśli, z jego pomysłami… Wiedziałam,że ta chwila kiedyś nadejdzie, że będzie chciał się otworzyć, ale ja sama nie wiem, czy ja to zniosę i czy ja tego chcę…

 

 

 

 

Zabezpieczony: Co przyniesie nowy wiatr?

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Po osłoną nocy…

Wracam do domu, jest już ciemno. Po raz czwarty z rzędu. Życie na uczelni jest w pewnym stopniu męczące, na szczęście kolejny, tak długi zjazd zapowiada się dopiero w październiku. Tym razem wracam z pożegnania z panem ze skrzydłami. Ciekawi mnie to, iż prawie za każdym razem, kiedy wychodzę, b go pożegnać, na niebie świecą gwiazdy. Myślę o tym, jaka jestem „dziwaczna”, jaka inna… On czasem widzi, że zachowuje się inaczej. Ciekawa jestem, czy się domyśla._MG_5930-3

Spontanicznie na zjeździe podjęłam bardzo ważną decyzję. Powiem mu… Muszę mu powiedzieć w końcu o tym, co mnie w środku boli, do mi dolega. Może zrozumiesz, może nie? Nie wiem tego, ale i tak się dowiesz, na wykładach… Więc bez sensu to ciągnąć i… ukrywać. Szczerość i szczerość… w kółko wszyscy to powtarzają, że jest najważniejsza w związku. Jest ważna i… (chyba??) dobra… ale czasami ciężko się otworzyć.

Kiedyś ufałam ludziom, kiedyś wierzyłam, że mają lepsze intencje, że są coś warci. Teraz tak bardzo ciężko się mi przełamać, pokonać lęk. Kiedy tyle osób za każdym razem uświadamia, że nie można ufać, że nie kierują się dobrymi intencjami, że chcą coś zagarnąć tylko dla siebie, że chcą tylko ocenić…

Zdecydowałam jednak, że powiem. Przyznał, że tego nie rozumie…ale jeśli mam konkretny powód to dobrze, muszę mu tylko wytłumaczyć jaki, choć może uzna to za sprawę błahą. Nie wiem… Nie rusza go krew i inne podobnw rzeczy, może i ta wiadomość nie wzbudzi zainteresowania.

Dziś wykorzystałam swój jeden pomysł, może nie potrzebnie? Był dobry a został spalony, jak z resztą większość. Dlaczego wciąż palę swoje pomysły? :/

100907_kobieta_noc_niebo

Dobrej nocy wszystkim.

Szczerość wobec siebie

Przyznanie się do czegokolwiek i szczerość wobec samego siebie. To chyba najcięższe z zadań jakie stoi przed każdym, kto chce na nowo zacząć patrzeć i działać. Przyznać się lecz nie przed kimś znajomym, rodziną czy przyjaciółmi, których często reakcję znamy. Przyznać się przed samym sobą. Powiedzieć sobie wreszcie to, czego  tak bardzo usłyszeć byśmy nie chcieli. To cholernie trudne spojrzeć na swoją własną twarz w lustrze i uświadomić sobie to, od czego za wszelką cenę staramy się uciec. Dużo osób nie radzi sobie z byciem szczerym wobec siebie, dostrzeżeniem tego, co robią, tego, co się z nimi dzieje i nazwaniem wprost.

7a979859000ff9b44dc27bbbPrzyznam szczerze, że dziś dziwnym trafem obudziłam się spokojniejsza… Zaczynam powoli lubić to miejsce, tak, jak poprzedniego bloga. Czuję, że pachnie ono moimi perfumami…  Wraz z opublikowaniem wczorajszego wpisu przyznałam się. Przyznałam się do tego, że jest mi źle. Do tego, że potrzebuję poukładać na nowo swoje myśli. Wreszcie do tego, iż nie jestem tak silna jak staram się, by inni mnie postrzegali. Przyznałam się do tego przed samą sobą, pisząc to jasno i wyraźnie do Was, drodzy czytelnicy. Powiedziałam to sobie konkretnie po raz pierwszy w życiu!

Od zawsze żyłam w przekonaniu, że człowiek powinien być silny. Nie powinien okazywać swoich słabości, lęków czy stanów, kiedy mu źle. Cóż, trudno się dziwić, mam to po Mamie, która również wyznaje takową zasadę, choć sama również dużo przeszła… Przez ten cały czas udawałam, a wiecie, że udawać, iż nic się ze mną nie dzieje, umiem świetnie. Nie wiem do końca skąd wzięło się to założenie, być może z sytuacji rodzinnej, a może z tego, iż jako małe dziecko obserwowałam, że inni tak postępują. Wreszcie przyjęłam takie stanowisko za swoje własne i uważałam, że powinnam tak funkcjonować. Dodatkowo do pewnego czasu nie było koło mnie osoby, która zwróciłaby uwagę na rangę szczerości wobec siebie i własnych emocji. Choć w zasadzie nie okłamywałam nigdy siebie, po prostu uważałam, że powinnam być silna i dawać sobie radę z tym, co dzieje się w moim wnętrzu. Niestety, okazało się zupełnie coś innego. Sytuacje z mojego życia i bardzo trudne emocje spowodowały, że obecnie jestem na trudnym etapie swego życia. Staram się poukładać myśli w swojej głowie. Lecz przyznałam się wreszcie przed samą sobą. Tak, jest mi źle i czuję się źle. To stwierdzenie dało mi dziś pierwszy raz od dłuższego czasu poczucie psychicznej wolności i trochę wewnętrznego spokoju.

A co do siły… jestem silna, co udowodniłam sama sobie w ciągu swego życia i jestem tego pewna. Nie muszę udawać przed sobą i przed innymi. Dziś natomiast przekonałam się, że jestem bardziej odważna niż mi się zdawało. Przyznałam się, że jest mi źle, że sobie nie do końca radzę z tym, co dzieje się w mojej głowie. I to jest według mnie odwaga i siła. A tkwi ona w szczerości wobec siebie a nie w ciągłym udawaniu, że jest dobrze i kumulowaniu trudnych i przykrych doświadczeń czy też emocji… Świadomość, że powiedziałam to sobie wprost sprawia, że jest mi lepiej. Pierwszy ale za to jak istotny czynnik w moim układaniu czegoś nowego z poszarpanych kawałków jest odnaleziony, a co z nim zrobię, zależy tylko ode mnie. Fundamenty w budowaniu są podstawą i mam nadzieję, że właśnie uda mi się stworzyć taki dobry fundament do dalszych refleksji.