Spotkałam się z nim!

Jakiś czas temu umówiłam się z F. na spotkanie, o czym tu pisałam. Miało być to w niedzielę, ponieważ ja pracuję i nie mam zbyt wiele czasu, tylko taki termin wchodził w grę… ale z tym nie było problemu bo on się dostosował.

W sobotę byłam na wycieczce i choć było miło i przyjemnie to w głowie ciągle miałam to jutrzejsze spotkanie z nim. Na wieczór się popłakałam. Wiedziałam, że może mi się spodobać, a wiedziałam też, że nie pozwolę się sobie tak od razu w pełni zaangażować, bo to przecież rodzina Top Guna… może mnie w każdej chwili zranić, bo może być i w tym aspekcie podobny do niego…

„Nawet mnie nie znasz, ale obiecaj
Poświęcisz jedną chwilę, albo dwie
Kiedy obejmiesz, poczuję siłę
Tak trudno będzie się pożegnać z życiem tym..”

Przyjechał do mnie wczoraj rano… Wysiadł, przyniósł  i dał mi czekoladki. To było miłe, bo od nikogo w życiu na pierwszym spotkaniu nie dostałam czekoladek. Spędziliśmy prawie cały dzień razem na rozmowie, jedzeniu, śmianiu się, oglądaniu zdjęć, głaskaniu zwierzaków. Zegar wybił w końcu 18:24 i myślałam, że będzie się zbierał już do domu, kiedy on, ku mojemu zdziwieniu zaproponował spacer… więc poszliśmy na spacer laskiem. Opowiadał mi o swojej pracy, o swoich młodzieńczych  przygodach z kolegami, opowiadał mi też o Top Gunie… Choć unikałam tematu jak mogłam. Dowiedziałam się kilka smutnych prawd o nim. Nie dostał się do wojska dlatego, że jest taki wspaniały, tylko, że jego szwagier jest komendantem policji i zagadał z kim trzeba było…  Dodatkowo dowiedziałam się, że nigdy nie byłam dla niego ważna jako partner do rozmowy, bo F. był dla niego w tej kwestii ważniejszy…. I ostatnio pogadali sobie na temat relacji Top Guna z kobietami i podobno ma być dobrze, ale co to oznacza, tego nie wiem… Przyznam, że zrobiło mi się smutno, ale nie dałam tego po sobie poznać. Nawet nie wiem czemu, przecież nie powinno mnie to już ruszać… Sprawa z Top Gunem to sprawa  skończona.

Nie wiem, jak to się stało, ale… powiedziałam F. o Panu ze skrzydłami. Powiedział, ze sam chciał wiedzieć, ale nie miał odwagi się zapytać o to, czy byłam kiedykolwiek w związku i jakim… Może źle zrobiłam, podobno o byłych się nie rozmawia… Sama nie wiem, gryzę się z myślami teraz. On to wszystko zaakceptował, powiedział, że to przecież nie moja wina, że szukałam miłości i czułości i za moją czułość on nie miał prawa mi czegoś takiego robić, by mnie poniżać, czy uderzyć w twarz…Powiedział mi, że teraz już będzie lepiej i już czegoś takiego nie będę przeżywała, na pewno…

O Top Gunie i naszej dziwacznej, pokręconej relacji mu nie powiem, żeby się nie poczuł jak plaster na Top Guna,że jest tylko lekiem na zranienie, więc przynajmniej na razie mu nie powiem. Nie chcę go ranić i mówić mu, że o mało nie przespałam się z jego wujkiem, a teraz przychodzę do niego… To mogłoby go zranić, gdyby się jednak zaangażował w jakiś sposób, a tego na razie nie wiem. Uważam, że to nie fair.

Do czasu tego spotkania żyłam tylko nim, zastanawiałam się jak to będzie, targały mną różne emocje. Rano było chyba najgorzej. On nie mógł jeść, ja w miarę, ale był jednak stres, w końcu to siostrzeniec Top Guna. A wczoraj, po tym spotkaniu z nim, poczułam jakiś spokój wewnętrzny, że wszystko jest dobrze. Przy nim mogę być sobą. Tak spokojnego i jakiegoś takiego wrażliwego człowieka jeszcze nie spotkałam na swojej drodze. On jest jeszcze bardziej wrażliwy jak Top Gun i jeszcze mocniej wszystko przeżywa, każdy mój gest, spojrzenie, dotyk, jak mi o tym pisał dziś, to aż zrobiło mi się ciepło. Jak na koniec uściskałam go na pożegnanie to objął mnie i nie chciał puścić i tak staliśmy przytuleni z dobre pół minuty nie mogąc się rozstać, a wiedzieliśmy, że za chwilę to nastąpi. Napisał mi potem, że nie chciał odjeżdżać, że tak mu było dobrze ze mną…

Pojechał jakoś bardzo szybko… Potem wróciłam do normalności ale jakiś niedosyt pozostał. Na odchodne powiedział mi do następnego razu, więc pewnie chciałby się jeszcze raz spotkać, cieszę się z tego!

Cieszę się, że na reszcie jest dobrze! Dzięki niemu przestaje myśleć co zrobił mi Top Gun, o tej całej jego poplątanej sytuacji, nie chcę już jej rozwiązywać w żaden sposób, nie chcę się w nią mieszać,poczułam wreszcie, że mam swoje życie i prawo do tego, aby go mieć, mieć swoje sprawy i inne osoby wokół siebie niż Top Gun.

O dziwo, jak wcześniej, przed poznaniem F. moja rodzina była przeciwna tej relacji, tak po jego poznaniu poczułam, że mam ich wsparcie. Tego też się bałam, że go nie zaakceptują i, że jeśli byśmy się zaangażowali to musielibyśmy się temu wszystkiemu przeciwstawić, ale teraz myślę, że może aż tak źle nie będzie.

lovers-1676972_960_720

Nie wiem, jak będzie, nie robię sobie nadziei i planów choć rozmawiamy o planach na przyszłość każdego z nas, czy o tym, że chcielibyśmy mieć rodzinę, bo to najważniejsza wartość w życiu, wspierający się i kochający wzajemnie ludzie. I o takich bardzo dalekich marzeniach, że i on i ja chcielibyśmy mieć i córkę i syna w przyszłości.  F. opowiedział mi też, że nie miał jakby stałego związku, pisał z jedną dziewczyną, spotkał się z nią po roku, gdzie w międzyczasie był na służbie przygotowawczej do wojska, ale nie pasowali do siebie, ona go wyśmiewała i jego wartości również. Od tej pory nie miał nikogo…

Cieszyła mnie ta szczera rozmowa z nim, w końcu widzieliśmy się pierwszy raz… a poczułam jakieś ciepło od niego i akceptację, że mogę się otworzyć i nie zostanę odepchnięta.Oboje też się sobie spodobaliśmy. Bardzo się z tego cieszę. F. mnie nie denerwuje, nie robi mi jakiś dziwnych akcji, czuje się dobrze, nawet zasłabnięcia minęły. Jest dobrze i spokojnie! 🙂

 

 

Reklamy

Szukając zrozumienia…

Dziś będzie krótko i na temat. Nie mam jakoś weny pisać długiej notki. W piątek byłam na uczelni. Stoję przed drzwiami, patrzę, w moją stronę idzie Pan D. Ucieszyłam się, bo pomyślałam, że może zaproponuje byśmy gdzieś razem wyszli później i poszli porozmawiać, jakoś tak, cieszyłam się, że go widzę. Jednak nie, przyszedł, przywitał się, weszliśmy razem na salę. Potem ja wyszłam pierwsza, on został, szepnęłam mu tylko „pa”. Poszłam, siadłam na krzesłach i coś sprawdzałam w internecie, a po pewnym czasie patrzę, idzie D. Rozmawia przez telefon i wychodzi po schodach. Zawołałam go więc, a on nic. Drugi raz, też nic. Przeszedł koło mnie, usiadł na zewnętrznych schodach i rozmawia przez komórkę. Wyszłam więc z budynku i starałam się jakoś zwrócić jego uwagę, ale nic nie zadziałało, w końcu stanęłam tak, aby mnie widział, ale i to nie odrywał wzroku wpatrzonego gdzieś w dal. Pomachałam mu, wreszcie zauważył i mi odmachał, powiedział, że jest teraz cały czas zajęty i tyle. Więc odwróciłam się i poszłam. Tak skończyła się nasza znajomość. Żadne z nas już nic nie napisało. Zawsze to aj musiałam zaczynać rozmowę, teraz już nie będę. Nie zależy mu, udaje, że mnie nie zna, więc niech tak pozostanie.

Ostatnio też pisałam sobie przez jakiś czas z pewnym mężczyzną z pewnego forum, bardzo chciał mnie poznać, chciał zobaczyć, czy do siebie pasujemy, wysłał mi zdjęcia i w pewnym momencie odmówiłam mu związku. Facet jest wkręcony w kolejne dziwne relacje z przyjaciółką, a ja nie zniosę kolejnych kobiet wokół jakiegoś kolesia, po prostu nie, to za bardzo boli. Znowu ażebym mogła być skrzywdzona i odrzucona na rzecz innej kobiety? Nie, podziękuję…

Znowu poszło o kobietę tak w zasadzie. Wypisywał do mnie wiadomości opisujące ją, raz, ze jest dla niego niedobra, bo on ją kocha a ona jego nie, drugim razem, że jednak jest dobra bo to jego serdeczna przyjaciółka i był z nią w Chorwacji bo ona pojechała tam dla jakiegoś faceta a on za nią. Ona teraz kocha tego Chorwata a on cierpi… Znowu inna kobieta, znowu która go nie kocha i on cierpi… Jakbym widziała lustrzane odbicie mojej historii…tyle, że jego nie kocham. Więc mu powiedziałam, albo kończysz z nią i się możemy poznać, albo nie. A on na to, że że jej nie zostawi. Dlatego powiedziałam mu wyraźnie nie. A on nadal mówił, żebyśmy się poznali…

Potem wyszło, że ma osobowość schizotypową, na dodatek wierzy w reinkarnację, pisać też niestety nie potrafi, robi byki, i nie za bardzo rozumie kontekst wypowiedzi wiadomości, które do niego pisałam. No więc szczerze… na co mi taki koleś? Znowu przyjaciółki i udręka, że mnie z nią zdradzi, albo nie rozumie co do niego mówię… Dlatego się odcięłam.

Powiedziałam sobie, że nie będę ani piątym kołem u wozu, niechcianym i odrzucanym, ani rzeczą, od której się ludzie muszą oganiać, jak od natrętnej muchy. Jeśli ktoś nie chce to nie, on też ma się starać. Nie będę nikogo usprawiedliwiać, bo potem cierpię tylko..

Czuję, że moje myśli znów uciekają w stronę depresji… wiem, że one są chorobowe, ale jednak są. Kto czytał moją historię relacji z Top Gunem wie, przez co przeszłam i, że teraz zaczynam od nowa wszystko… Dziś właśnie znów miałam przed oczami jego kłamstwa, jego odrzucenie względem mnie i aż łza mi spłynęła po policzku…to jeszcze czasem wraca i za bardzo boli…

Wydaje mi się, że nigdy nie będę szczęśliwa, że ludzie mnie nie chcą, odrzucają na każdym kroku, że jeżeli już spotkam kogoś innego, to on i tak mnie odrzuci. Czuję się tak, jakbym była dziewczyną gorszej kategorii. A przecież radzę sobie w życiu, studiuję 2 kierunki, mam wiele pasji, jestem inteligentna, wiele osób mówi, że ładna, mam zasoby, jak mówi mi terapeutka, a mimo to moje poczucie własnej wartości leci w dół. Zastanawiam się, co robię nie tak? Czy ja przyciągam dziwnych, niepoukładanych ludzi, czy po prostu mam szczęście na takich trafiać…

Jedynym dobrym wydarzeniem jest to, że załatwiłam sobie notatki z filologii polskiej! Będę mogła się w domu na spokojnie uczyć i spełniać swoją pasję do pisania i literatury. Na studia przy tylu kierunkach już nie wystarczy mi czasu ale na zerknięcie na notatki na pewno, a zawsze chciałam się rozwijać w tym kierunku.

Dzisiejszy dzień znów wydaje mi się jakiś smutny i przygnębiający, czyżby znów wróciła depresja? Czuje się tak, jakby mnie nie było w życiu…

fashion-2309519_960_720

 

 

Kochana rodzinka!

Miałam opublikować ten wpis przed wczoraj, ale kolejne wizyty u lekarza zmieniły mi plany, tak wiec dodaję dziś.

Ciężki dzień za mną. Mój wierzchowiec się podbił (jest to uderzenie w kopyto, po którym wewnątrz puszki kopytowej zaczyna gromadzić się ropa.)  W nocy nie mogłam usnąć, myśląc tylko o tym czy będę w stanie pomóc mojemu zwierzakowi, gdy zajdzie taka potrzeba i stan okaże się poważniejszy… Na szczęście proste badania weterynaryjne zrobić umiem, a sprawa, jak na razie wydaje mi się być nie groźna. Jednak nie umniejsza to okładów, schładzania kopyt i wyprowadzania zwierzątka na miękkie podłoże… Żal mi go, gdy coś go boli.  Kiedyś, w bardzo młodym wieku chciałam iść na weterynarię. I nawet z moją cierpliwością oraz chęcią nauki obcowania ze zwierzętami bym się do tego nadawała. Gorzej z psychiką. Wzrusza mnie widok cierpiących zwierząt i bardzo wkurza, gdy nie mogę bądź nie potrafię im pomóc…

Stwierdziliśmy z Nietoperzem, że się spotkamy, w końcu zaczyna się lato. Muszę przyznać, że jakoś tak samo wyszło. Ani on nie naciskał, ani ja zbytnio nie chciałam, bo nie lubię relacji tworzonych na siłę i ciągnięcia rozmów, gdy nie czuje zrozumienia oraz chęci z tej drugiej strony. Ale po jakiejś dłuższej przerwie, którą już z resztą się nie przejmuję, odezwał się, z lekka będąc w stanie „bujania w obłokach” i napisał, że chce się spotkać i ma wielką nadzieję, że ja również będę chciała, że to kiedyś nastąpi itp. Eh… Co ta „magiczna” substancja robi z ludźmi… Nie powinnam, wiem, ale cóż, myślę sobie, że trochę wyluzowania mi się przyda, a on jest takim pozytywnym wariatem, że może przynajmniej Three generation family on country walksię pośmieje… Stwierdziłam jednak, że nie zaproszę go do domu… Moja rodzina jest zabawna. Najpierw przez tyle lat udowadniali mi, że nie mogę nikogo mieć, bo nauka jest najważniejszym elementem życia, a teraz, na gwałt szukają mi faceta! I to wśród wszystkich, jacy przewiną się przez moje rancho. A wiadomo, jak to w takim miejscu. Więc co kilka dni mam propozycję: był już syn mężczyzny, który wozi węgiel, facet, który rozwozi drzewo, czy ten, który ma tartak… Bo, jak to stwierdził Dziadek, chłopak powinien umieć rąbać drzewo! Eh… szykują się ciężkie czasy i ciągłe odmowy. To są kochani ludzie i mają dobre serca, tylko kompletnie nie rozumieją pewnych rzeczy i nie potrafią przestawić swojego myślenia… Ale, gdy powiedziałam, że sama sobie znajdę, jak będę chciała, to odpuścili, na jakiś czas…

Z tego też powodu nie chciałam, żeby Indianer się znalazł w moim domu, ale jakoś się nie złożyło. M. natomiast cierpliwie znosił te wszystkie pytania , delikatnie nawet uśmiechając się w moją stronę, ciesząc się nawet z tego, że traktują go jak mojego potencjalnego chłopaka, którym na tamten czas chciał być… Natomiast już widzę całą sytuację w przypadku Nietopka, który jest starszy od M. i miałby przyjechać z daleka. Babcia, która z dobrego serca robi mu kawę, czy herbatę , reszta rodzinki, która się schodzi, siada naprzeciw niego i… zaczyna rozmowę…

– Skąd jesteś?
– Jak się poznaliście?
– Gdzie się uczysz i gdzie pracujesz?
– Czym zajmuje się Twoja Mama i Tata?
-itp….

Potem jeszcze przychodzi Mama i pyta, gdzie chce studiować, czy chce się doktoryzować  i podobne pytania dotyczące wykształcenia. Na końcu stwierdzając, że i tak jest do niczego, jak z resztą każdy, którego poznała, bo o niektórych postaciach, które przemknęły przez moje życie nie słyszała z tego właśnie powodu, że i tak, znałam już odpowiedź…

No i sobie wyśmienicie porozmawiamy! Nie ma co! 🙂 Później jeszcze Dziadek zacznie opowiadać, jak to było wspaniale, kiedy był w wojsku i gotowe! Opowiada to wszystkim napotkanym przez siebie ludziom… Wyborne spotkanie rodzinne! A Nietoperz wychowany sam, może nie być w nim tyle pokory… Co prawda ma szacunek do starszych, ale gdyby jakoś ostrzej zareagował, trochę bym go nawet zrozumiała, bo ile można słuchać o duchach, które straszą na cmentarzu i wojsku, jeśli się przyjechało tyle kilometrów? Poza tym nie mogę go zaprosić do domu, bo przecież wici się rozejdą, wiadomość dotrze do mojego ojczyma, a potem do M. A nie mogę mu tego zrobić, żeby był smutny. To jedyna osoba, która pomogła mi pozbierać się po debilu, który się na mnie mścił za to, że chciałam mu pomóc. M. wytrzymał,wspierał mnie, nie oceniał, choć nawet bliskie osoby potrafiły mi w ten czas powiedzieć, że jestem idiotką… ale kolejnego nie wiem, czy by wytrzymał, choć ten debilem nie jest. Byłby na pewno smutny i choć nie wiem, czy ma jeszcze nadzieję na pewno, to może ją mieć. To jeszcze bardzo młody chłopak i świat odbiera inaczej, więc może jakieś marzenia mieć związane ze mną, a przecież mi tego nie powie tak wprost, bo to jednak trudne, ja jestem dorosła… I choć nie chce się ograniczać, to nie zrobię mu przykrości…