Rok z Panem ze Skrzydłami i Dwa lata prowadzenia bloga!

Dokładnie wczorajszego dnia minęły dwa lata odkąd prowadzę tego bloga. Zapewne dla tych, którzy blogują dziewięć lat, a może i więcej, postrzegają to jako dopiero swoisty początek blogerskiej „kariery”, ale ja sama nie mogę uwierzyć, że to już dwa lata… Pamiętam dokładnie kiedy zakładałam ten blog, również był okres świąteczny… I z racji tej mojej małej „rocznicy” blogowej pragnę wszystkim podziękować za wizyty i komentarze składane pod notkami. To bardzo cieszy, kiedy wpis wzbudza jakieś zainteresowanie 🙂 Dziękuję, że chce Wam się odezwać i pochylić nad moimi słowami. To bardzo motywuje do dalszego pisania i tworzenia blogu. Dodatkowo, poznałam dzięki temu blogowi kilka naprawdę fajnych, otwartych osób, z którymi mogę czasem wymienić myśli i z tego się cieszę 🙂

Dodatkowo, równo, jak teraz sprawdziłam- osiemnastego grudnia minął rok odkąd  jestem z Panem ze Skrzydłami 🙂 W sumie, to o tym całkowicie zapomniałam i musiałam teraz sprawdzić w kalendarzu kiedy to było… Ale wiem, że było to w ostatnią niedzielę przed Świętami Bożego Narodzenia. I przyznać muszę, że ten rok było dziwny. Miły, ale dziwny, tyle zmian w moim życiu zaszło, przede wszystkim tych związanych z emocjami, z nowym środowiskiem, nowym poukładaniem sobie życia, pewnych spraw. Zmieniły się też moje poglądy i podejście do niektórych spraw. Teraz czuję, jakbym choć odrobinę wychodziła z mętliku, który czasem był w mojej głowie.

A jakoś tak się właśnie skłąda, że najlepsze dzieje się w moim życiu w grudniu! A gdzie teraz pójdę? Jeszcze nie wiem… Zostawiem różę czerwoną, na śniegu dla Was w podziękowaniu za dwa lata czytania blogu…

image

 

Bluesowa Dziewczyna

Reklamy

Pada śnieg, a na drzewach kwitną kwiaty… Inny scenariusz i światło… dla Anonimowego

Pada śnieg, a na drzewach kwitną kwiaty… siedzę w swoim saloniku, bo na zewnątrz zrobiło się jakoś ciemno. Mija kolejny, spokojny wieczór. Spokojny? Myślę o blogu, tyle się już na nim wydarzyło, aż dziw bierze… na dworze robi się coraz większa zawierucha śnieżna, kiedy obok, rozwijają się piękne, wiosenne kwiaty o białych płatkach. Przyszła wiosna, ale jaka… szara, może tak szara jak wciąż moje dni…

Wyznaczam sobie kolejne cele, których nie umiem zrealizować… Coś mnie dręczy, choć ostatnio byłam spokojna, aż nad wyraz spokojna… Niczego nie musiałam.

Przedtem przyszły myśli, których nie chciałam, tak bardzo nie chciałam. Pierwszy raz pomyślałam, że mogłabym zostać sama, całkiem sama. Panie ze skrzydłami… to nie tak, że ja chcę Cię nie chcieć. Nie chcę Cię nie chcieć, po prostu czasem nie rozumiem sytuacji, czasem to wszystko wydaje mi się być zbyt dziwne, nie takie, jak zakładałam, nie tak bowiem wyobrażałam sobie swoją miłość. Życie pisze różne scenariusze, nie wszystkie muszą zgadzać się z moimi wyobrażeniami, wiem to. Czasem po prostu smutno mi, że jesteś… taki, a nie inny… Myślałam, że będziemy śpiewać piosenki, chodzić po dachach i łapać motyle. Tak raczej nie będzie…. Choć tak bardzo nie chcę zostać sama. Potrzebuję Cię…Tyle Cię już nie widziałam i tęsknię bardzo…

Święta minęły rodzinnie i energicznie. Pierwszy dzień świąt spędzony cały z rodziną. Mama nie rozumiała, że nie chcę już z nimi jechać na weekend, bo wolę zostać z Panem ze skrzydłami. Trochę dobrego jedzenia, jakaś odmiana, bo wokół ludzie. Potrzebuję ludzi, całe dnie spędzam teraz w samotności. To nie jest miłe. W drugi dzień świąt zrobiłam sobie intensywny dość trening jeździecki. Co prawda mojemu koniowi nie chciało się tak bardzo galopować, ale trening zaliczam do tych bardziej udanych. Potem spacer po moim lesie… zrobiłam kilka zdjęć rozwijających się  kwiatów i zbierających nektar pszczół.

swiece-kwiaty-43794

Łapaczu krokodyli… Nie wiem czemu, zawsze potrafisz poprawić mi humor. Nawet wtedy, kiedy nie mogę usnąć całą noc i trzęsie mnie z nerwów. Z resztą, cała ta zgraja jest świetna… Jedyni, którzy zawsze odpiszą i nie zawodzą… Jest mi dziwnie, ale cieszę się.

Anonimowy… wpisem na swoim blogu uświadomiłeś mi jakże ważną, ba, najważniejszą rzecz- życie jest tak kruche, tak niewidoczne czasami dla innych, tak niepozorne… jak płomień świeczki lub skrzydła motyla unoszące się na wietrze… A ja przejmuje się takimi błahostkami. Za ten wpis Ci dziękuję. Może powinnam bardziej skupić się na tym, co istnieje poza moim pragnieniem idealności. Powinnam się wyciszyć… Choć potrafię być spokojna i nie odczuwać żadnego napięcia, a potrafię w ciągu jednego dnia czuć całe trzęsące się ciało, mięśnie, ból głowy… To chore. To tak bardzo przykre Anonimowy co piszesz, być może pomyślisz, że to dla kogoś obcego zupełnie nieistotne, ale zrobiło mi się autentycznie przykro i smutno.

Nie wiem, czy ten wieczór zaliczę do udanych… Potrzebuję światła… i posyłam je również do Ciebie Anonimowy…

światło

W poszukiwaniu… Mały powrót do działania!

Rano wyprawiłam Pana ze skrzydłami do szkoły. Fajnie mieć dla kogo wstać. Z drugiej jednak strony nie chciałoby mi się wstawać tylko po to, by robić kanapki. Jest poranek w niedzielę. W domu rano było bardzo zimno. Wczoraj zrobiłam jeden z większych kroków, aby nie dać się monotonni i brakowi motywacji. Małymi kroczkami idę do przodu, coś zaczyna się dziać. Mozolnie i powoli, ale jednak. To mnie cieszy. Muszę w tym wytrwać. Muszę, inaczej wszystko pójdzie na marne. Muszę nauczyć się coś zaplanować i dokończyć to. Teraz to jest ważne.

Już sam kolejny wpis na blogu, jaki pojawia się tutaj przez kolejny dzień z rzędu jest tam jakimś małym działaniem i wyrazem motywacji, wiec nie jest źle 🙂 Wczoraj wieści z frontu, że grupa nawet i beze mnie się sypie. Pojedyncze jednostki z niej odchodzą, odlatują. Wiadomo, każdy na dobrą sprawę ma swój świat, myślałam jednak, że dłużej to potrwa. No cóż, zapewne jeszcze się ułoży zgoła inaczej między ludźmi, jeszcze tyle czasu przed nami.

Znów omijam prę wydarzeń, o których miałam tutaj pisać. Muszę nadrobić. Wczoraj poszłam śladem tego wilka, gdyż nie dawało mi to spokoju. Wychodzi na to, iż sobie wędrował po prostu  i tylko tutaj przechodził, choć nie jest do końca powiedziane, że to wilk… Jednak nie spotkałam tak dużego psa w okolicy do tej pory. Dla unaocznienia wstawiam zdjęcie, jednak ślady znalezione przeze mnie są dużo większe…

Closeup of Coyote tracks in snow Hemmingford,Quebec,CanadaDoszłam do miejsca gdzie ślad się gubi. Stopniało już za dużo śniegu i nie byłam w stanie iść dalej, mogę tylko przewidzieć, gdzie wybrał się zwierz. Śladów jednak nie ma tam, gdzie są otwarte przestrzenie, co również mogłoby wskazywać, iż mógł to być wilk, no i idzie raczej… w linii prostej. Ciekawe… Prócz tego wszystko w lesie zdeptane jest przez jakieś małe ślady saren lub też dzików, dlatego łatwo się pogubić przy podążaniu za jednym tropem.

Tropienie jest fajne, jednak pragnę już wiosny, tych rozkwitających drzew, tej zieleni wokół, słońca na co dzień, miękkiej trawy, ciepła… Tęsknię za ciepłymi porami roku. Brakuje mi tego. Wtedy zaczynam inaczej żyć, większość czasu mogę spędzić na zewnątrz na jakiejś aktywności bądź też po prostu podziwianiu krajobrazów. No i brak mi tych cudnych, czerwono-złotych zachodów słońca, podczas których tworzy się tak specyficzna aura… i mogę poczuć, że żyję, bo potrafię się zachwycić.