Sen…On mnie nigdy nie kochał. Chyba pora się odkochać…

Dziś pierwszy dzień odpoczynku. Pozdawałam wszystkie egzaminy! Jestem z siebie bardzo dumna w tej kwestii, że przy takim stanie dałam radę pozałatwiać tyle spraw i objąć rozumiem tyle nauki. Miałam dziś sen… jak zwykle śnił mi się Top Gun, ale dziś jakoś inaczej. Śniło mi się, że się bardzo kłóciliśmy, że mówiłam mu jakim jest dupkiem i, że gdybym wiedziała od początku co kryje w zanadrzu, nigdy bym na niego nawet nie spojrzała. Czułam do niego żal i złość. To prawda, dużo jest we mnie tych uczuć w stosunku do niego… Wczoraj znów poprosił mnie, żebym mu wysłała swoje zdjecie, na dodatek w nocnej koszulce. Kiedyś bym się na to zgodziła, ale nie teraz… Zdecyodowanie odmówłam i napisałam mu, że gra na kilka frotów, żeby takie zdjęcia uzyskać.  I ciekawe ile ich ma na telefonie od ilu kobiet. Na co on zaprzeczył i powiedział, że może moje zdjecia usunąć, jeśli chcę. To tylko zdjęcia. Zapytałam się go po co one mu były, na co odpowiedział, że po nic, po prostu, gdybym mu teraz takie zdjęcie wysłała to by się uśmiechnął, a jak nie to luz, bo tylko się wygłupiał…

Wniosek z tego jest tylko jeden. On nigdy mnie nie kochał. On nie rozumie co mi zrobił. Nie rozumie tego, że zrobił mi dokładnie to samo, co kochanka zrobiła jemu. Dał mi nadzieję na lepzy czas, na inne, lepsze życie, na poważną relację, a potem mi to wszystko brutalnie odebrał. Nie rozumie tego… nigdy nie byłam dla niego ważna, może mi tylko tak się wydawało? Tak, jak mówił, nie chciał, żebym odebrała to jako to, że mnie podrywa, starał się mi pomóc jak mógł, nie myślał, że mógłby być kimś więcej niż tylko kolegą. Nigdy mnie nie chciał tak naprawdę. Fakt, przekraczał granicę, zachowywał się tak, jakby mnie chciał, ale moze nie miała tego na myśli? Może to była z jego strony zwykła pomoc, którą ja odebrałam jako chęć zbliżenia się? Tak czy siak, on tego nie rozumie. Szczerze myślałam, ze jest mądrzejszy, że dostrzega pewne sprawy, że wie, co mi zrobił, jak mnie zranił. Faceci nie są zbyt domyślni… Niestety, jest jeszcze większym palantem, że tego nie widzi.

Doszłam do wniosku, że chyba pora się odkochać, do tej pory mi na nim zależało, nawet po tym wszystkim co mi zrobił, chciałam być przy nim, jakoś go wspierać, bo też nie ma łatwo, ale widzę teraz, ze to bez znaczenia, bo on i tak tego nie rozumie… Niby wie, ze dużo dostał ode mnie, niby kiedyś coś takiego powiedział, ale nie rozumie tego, jak bardzo zranił moje uczucia i mnie samą. Dając mi nadzieję na lepsze życie, a potem ją brutalnie zabierając, jeszcze oświadczają, ze to nie miało być zbliżenie się do mnie, tylko zwykłą pomoc. Tego, że przekroczył granicę intymności która jest zarezerowwana dla zwykłej przyjaźni też nie rozumie… że to zaszło za daleko chyba też, a może rozumie, ale to już jego sprawa. Dalej robi to samo. Dalej przekracza te granicę intymności i twierdzi, że to tylko kolezeńskie stosunki…. Rano myślałam, że będę musiała stoczyć wojnę, z sobą, ze woimi uczuciami, zeby się z tego wyplątać, a przynajmniej nie dać wplątać znowu w ten „romans”, ale teraz widzę, że staje się jakaś spokojniejsza. Przestaje mi chyba zależeć na kolesiu, który błogo żyje w swojej nieświadomości, a ja? Ja biorę leki, płaczę po nocach i nie umiem spokojnie spać. Nie taka jest tego współmierna cena. Pora zacząć żyć swoim własnym życiem i nie przejmować się nim, bo o tego i tak nie zrozumie, moich uczuć do niego, tego, co mi zrobił, a jeżeli ktoś tego nie zrozumie to tak jak z Panem ze skrzydłami, trzeba go zostawić i pozwolić mu żyć w tej swojej nieświadomości. Nie zależy mi na tym, żeby mu cokolwiek udowadniać. On mnie nigdy nie kochał, ja jego tak, ale chyba nie teraz, dziś coś we mnie pękło, coś się zmieniło. Ta myśl jakoś mnie uwalnia od niego, oddalam się od niego chyba coraz bardziej…

To trochę smutne, że zostaję znowu sama, kolejny facet, który mnie nie kochał. Ale muszę jakoś dalej żyć… Załatwiam sobie praktyki ze studiów, on mi pomaga, załatwić praktyki w swojej jednostce, ale zaczynam to traktować jak tylko zwyczajną koleżeńską pomoc. choć przyznam, że trochę dziwnie się czuję, w końcu tam poznał swoją kochankę, za którą tak szalał… Chyba przestaje mi zależeć… po co ma mi zależeć na kimś, kto i tak mnie nie rozumie? Chciałam mu tyle dać, nawet teraz być i wspierać, ale on chyba tego w ogóle nie widzi, tego co się stało, że przy nim jestem, może trochę tak, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie zranił, on chyba nie zasługuje na moją miłość…

Wysłałam mu też dziś słowa piosenki, którą wczoraj zamieściłam na fejsbuku, pomyślałam, a co mi zależy:

A dziś jadąc do lekarza widziałam całe pola rzepaku, to też takie zdjęcie 🙂

Zaczynam czuć trochę spokoju…

fog-3050078_960_720

Sen

Dziś w nocy śnił m się Łapacz Krokodyli. Może przez to, że o nim wczoraj pisałam? Większość dnia wczorajszego spędziłam nad projektem, który szczerze powiedziawszy, nie wiem, jak wypadnie.

W moim śnie był taki zadowolony, miał na sobie taką niebieską kurtkę i kapelusz. Potem przyprowadził za rękę swojego synka… Nagle przenieśliśmy się na jakiś występ, znani ludzie, znane zwierzęta, wir i szum wokół, galopujący chaos, jakaś kobieta zapytała mnie kim jest. Nie wie czemu, uśmiechnęłam się tylko do niej, nie odpowiadając.

Potem szłam gdzieś w wysokie góry, odwróciłam się, zobaczyłam, że za mną idzie. Spojrzał się. Nie mogłam wypowiedzieć ani słowa, przez cały czas zastanawiając się, skąd się tu wziął…

Moja wyobraźnia czasem wariuje, zestawia świat rzeczywisty z nierzeczywistymi wrażeniami, marzeniami czy myślami. Od zawsze tak było. Kiedy teraz tak patrzę, to moje życie jawi mi się jako pasmo moich wyobrażeń względem rzeczywistości. Zawsze bowiem byłam lekko oderwaną od świata marzycielką, pragnącą za wszelką cenę trzymać się racjonalności…

Mam  dzisiaj ochotę na coś nowego, szalonego, nietuzinkowego, na popłynięcie gdzieś swoimi myślami…

Noce pełne wrażeń i przygód… nie takich, jak się spodziewałam, ale jednak…

Wieczór… taki spokojny. Przyznaję, że dziś miałam dość ciężki dzień. Jakoś tak dużo wspomnień wróciło, dodatkowo przez przypadek otworzyłam jedno zdjęcie, którego nie powinnam była otworzyć. Potem rozbolała mnie głowa… Przeszło dopiero na jeździe, która przebiegła lepiej niż chciałam. Ostatnio załapałam świetny kontakt z koniem i tworzymy zgrany duet 😉 Pogalopowaliśmy sobie dziś ładnie 🙂 Teraz siedzę 20160825_121701 (2)sobie w moim małym, przytulnym pokoiku, umyłam włosy, opiłowałam i pomalowałam pazurki, jakoś tak mam ochotę się uspokoić. Więc pomyślałam sobie, że zajrzę na blog, popiszę sobie o pierdołach i pierdółkach 🙂 I przypomniało mi się podczas mycia włosów, że nic Wam nie pisałam o Małej, a o niej równie można napisać coś ciekawego i śmiesznego, choć lekko smutnego zarazem…

Przybywając na miejsce, podczas wyjazdu, kobietki miały pięcioosobowy pokój, bowiem każda płeć była w osobnym pokoju, bo, jak to stwierdzili, mnie z M. trzeba rozdzielić… Co dla mnie było śmieszne, ale pomimo protestów i śmiechu z mojej strony, postanowili. Później się nawet cieszyłam, że miałam osobny pokój. Było więc kilka łóżek, trzy pojedyncze i jedna wersalka, wąska co prawda. Pomyślałam więc, że wąską wersalkę zajmę ja, wraz z Małą. Małą lepiej mi przesunąć, gdyby w nocy się wierciła, czy odsunąć na bok, a z obcą całkiem osobą nic nie zrobię… Pierwszej nocy w ogóle nie mogłam zasnąć, bo targały mną różne myśli i zastanawiałam się, jak i czy w ogóle podjąć rozmowę z M. , który sam z siebie takiej chęci nie wyraża. Mała wierciła się, kręciła, spała bardzo niespokojnie, coś mruczała, ale wciąż spała bardzo twardym snem. Kiedy już zasnęłam snem płytkim, prawie czuwając, a zostało 3 godziny do pobudki, bo rano miałam umówioną jazdę w teren, nagle wybudziło mnie coś bardzo dziwnego. Leżałam plecami do Małej, twarzą do ściany, tak, żeby nikt nie widział smutku. Nagle usłyszałam głośne „Kici, kici!” Po czym nie zdążyłam się odwrócić, kiedy Mała z całej siły przyłożyła mi dłonią w policzek! Zupełnie nieświadomie. Zabolało. Odwróciłam się, przełożyłam jej rękę. Śpi nadal. Dziewczyny się pobudziły po tekście „Kici, kici! na cały głos, ale każda udaje, że śpią dalej… Po jakichś paru sekundach Mała siada na łóżku i zaczyna szukać picia. Odwracam się więc, żeby zapytać, czego szuka i co jest, łapie ją delikatnie za rękę, a ona w tym momencie się budzi! I zaczyna się niesamowicie szarpać i krzyczeć! Na prawdę dobrze, b3a8327f001ce50e4e5647deze na co dzień pracuję z końmi i nie panikuję w takich przypadkach. Bo w końcu ile razy koń, którego prowadziłam dostał paniki strachu i się szarpał? 😉 Trzymam ją dalej za rękę mocno, mówię, żeby się uspokoiła, że nic się złego nie dzieje… W końcu nie spadła z łóżka i przestała krzyczeć… Napiła się i poszła spać. Leżę dalej, spać mi się już chce, za chwilę trzeba będzie wstać. Dziewczyny nadal udają, że śpią… Ja też już przysypiam, po raz drugi tej nocy i nagle, niespodziewanie, Mała na spaniu wyciąga ręce, maca mnie po twarzy i słyszę „To ty, to ty?”. Zaraz przestaje. Odwracam się znowu, patrzę co się dzieje… Mała śpi w najlepsze. Za chwilę przytula mnie mocno ręką, kładzie nogę na moje udo i znów śpi… Przesuwam ją, ale za minutę jest to samo… Po którymś razie daję spokój. Przytula mnie, jak misia i śpi. Moje ciało drętwieje, przy którymś razie czuję, że zaczynam zjeżdżać z łóżka w szparę pomiędzy łóżkiem i ścianą…

W drugą noc dostałam kolanem w żebra, w trzecią musiałam ją całą przekładać, bo przyszłam dosyć późno, około drugiej w nocy, a Mała już spała, oczywiście na całej wersalce, więc nie miałam gdzie spać. W kolejną noc nie miałam gdzie dać nóg, a innym razem włożyła mi swoją nogę między uda, więc musiałam wyjąć swoją nogę i znów ją przesuwać… Raz by była spadła z łóżka.

Tak właśnie spędziłam piękne noce wyjazdu, kiedy w dzień zasuwałam po osiem razy tam i z powrotem… od domu do atrakcji…. Mała ma jakieś lęki, myślę, że nerwicę też, najprawdopodobniej przez to, co się w działo w rodzinie… Przez co mówi przez sen, wstaje, robi coś, a potem w ogóle nie pamięta tego. Kiedy jej rano opowiadałam, patrzyła na mnie ze zdziwieniem i niedowierzaniem.

A miałam tak się wyspać na tej podwójnej wersalce…