Czas na zmiany!

Wczoraj poczułam się jak życiowy przegryw, naprawdę. Jakbym już przegrała życie… Okazało się, że miesiąc temu on zabrał już klucze do swojego mieszkania z mojego domu, nawet mnie o tym nie informując, czyli od jakiegoś czasu już planował mnie zostawić… A co robił przez ten cały czas od tego momentu do zostawienia mnie? Oszukiwał najzwyczajniej w świecie. Co za sku***.

Nie czuję tęsknoty, choć czasem miłe chwile wracają i wtedy żałuję, ale nie jego, tylko tych miłych chwil. To była szansa, szansa na wyrwanie się z domu, ale już jej nie ma. Przepadła jak wszystko… Szczerze to już nie ma we mnie wielkich uczuć, miłości, tęsknoty, płaczu za nim… Nie czuję nic, lata praktyki pozwoliły się przyzwyczaić, że „coś jest a później tego nie ma. To nie ściema, każda historia ma swój początek i koniec jak poemat. Nowy temat, kręci i nęci, a potem umiera”. Po prostu, tak jest w moim życiu, ktoś jest na chwilę, potem znowu zostaje mi samotność, to jakby już dla mnie normalne, jak na huśtawce…tak wygląda życie, przynajmniej moje. Nie ma w nim nic trwałego oprócz dziwnej rodzinki i parki zwierzaków. Nikogo trwałego nie ma. I jakby przestaje na to liczyć. Tak wiec nie czuję, przyjmuję to co jest, czasem mi tylko jeszcze żal. Bo mogło być fajnie.

Nie płaczę za nim, płaczę bardziej nad sobą. Boli to, że ludzie tak traktują. Manipulują i odchodzą, wciskają piękne słówka, dają cios i uciekają. Z byle powodu… Czas chyba obudzić w sobie te zimną sukę, którą udało mi się wzbudzić przed poznaniem jego, obojętną i chłodną, racjonalizującą wszystko… Stawiającą na pierwszym miejscu swoje plany i marzenia, siebie, nie kogoś innego. Odrzucającą…

Teraz jakoś boję się facetów. Przekalkulowałam, doszłam do wniosku, że bawić się nimi mogę, ale nie na poważnie. Kurde, w głębi duszy chciałabym żyć tak jak teraz moja matka z ojczymem, zgodnie i we wzajemnym zrozumieniu i może za bardzo do tego dążę… Bo ja nie jestem moją matką, a napotkany facet nie jest ojczymem. I to nigdy nie wypali. Żołnierz był emocjonalnym kaleką. Co z tego, ze był postawny i mega przystojny? Dla niego rozmowa nie miała najmniejszego znaczenia, tak samo jak porozumienie emocjonalne. Liczyły się tylko sprawy fizyki. To, że ja idę spać, a on nie…. Co za brednie! To nie jest powód do kończenia relacji! Głupia dziecinna wymówka! No ale to kaleka emocjonalna była niestety…

Zamykam się w sobie i tylko kalkuluję, już nie wierzę w piękny świat, już nie wierzę w miłość taką jak ja sobie wymyśliłam. Przestałam słuchać rodziny, co sądzi na ten temat. Gdzieś to mam, mnie ma być dobrze i to ma być moja decyzja, a to, czy oni będą chcieli ślub czy nie? Ich sprawa… Wpędziliby mnie w jeszcze większe kłopoty….

Postanowiłam, że poszukam pracy… Najprawdopodobniej w lipcu skończę pierwsze studia, wiec to dobry moment chyba. Wyjdę sobie do ludzi, trochę sobie pobędę w innym środowisku.

Obawiam się tylko ile jeszcze razy będę tak traktowana? Nie mogę na to już pozwolić. Wobec tego przyszedł czas na nie angażowanie się… Trudno, świat jest paskudny, brutalny i ohydny, w którym nie ma ludzkich wartości. Trzeba je sobie stworzyć…. A ja mam prawo żyć według takich, jakich ja chcę, najwyżej będę z nimi sama. Bo obawiam się też, czy w ogóle znajdę kogoś, kto dorówna moim oczekiwaniom i będzie posiadał jakąkolwiek inteligencję emocjonalną???

No i dlaczego do cholery tak bardzo podobają mi się wciąż zielone mundury?

fashion-3080644_1920

 

Rozstanie. Pozwól mi odejść…

Ostatnio pisałam tu o awanturze, sprzeczce czy nie wiem jeszcze czym, co stała się między mną a Żołnierzem. Od tego czasu było jakoś dziwnie.Ani raz nie napisał, że mnie kocha, ani raz nie powiedział dobranoc, dzień dobry. Zawsze to ja wyciągałam rękę na zgodę… ja się starałam, ja pisałam. To była jakaś parodia. Z mojej strony szło 15 wiadomości a dzień, a od niego jedna, góra dwie… Ostatnimi czasy wróciłam nawet do muzyki, której słuchałam rok temu po rozstaniu i porzuceniu przez Top Guna. Teraz dopiero rozumiem dlaczego. W tej obecnej relacji też czułam się osamotniona i opuszczona. W dzień, kiedy Żołnierz mnie zostawił, mówiłam do babci, że po co mi taki chłopak? Po co mi relacja w której nie mam z nim kontaktu? której de facto nie ma…

Na wieczór zadzwonił, oczywiście po telefonie i wiadomości ode mnie bo sam nie miał chęci się kontaktować. Powiedział mi, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć, my się w ogóle nie widzimy, co jest faktem bo nie przyjechał do mnie przez ostatnie 2,5 tygodnia ani raz. Chce to zakończyć. Zapytałam więc czemu. Odpowiedział, że nie pasujemy do siebie, za bardzo się różnimy. Zapytałam czy mnie kocha, na to odpowiedział, że wszystko w nim wygasło, był mną zafascynowany, ale już wygasło… Znakiem tego to nie była w ogóle miłość, tylko chwilowa fascynacja. Rozpłakałam się, bo wciąż go kochałam, zaczęłam przekonywać, że go kocham, że chcę z nim być. Na to on mi znowu, że nie pasujemy do siebie, bo on o 22.00 chce dopiero wychodzić z domu, a ja o tej porze chcę iść spać. Siedzę tylko w domu i nigdzie nie wychodzę, tylko w niezbędnych sprawach, nie ma o czym ze mną rozmawiać, bo nie mam co opowiadać… Prawda jest taka, że siedzę w domu bo jest zagrożenie, na śląsku większe niż w  innych częściach kraju, a chcę chronić siebie i rodzinę. A nie mam co opowiadać? Chętnie bym mu poopowiadała o tym, ze wydaję książkę, o tym koherencji, o Macciavellim, o tym np. dlaczego ktoś odda głos w głosowaniu, a ktoś nie, od czego to zależy i na tysiąc jeszcze innych filozoficznych tematów, ale on nie chciał tego słuchać… Jego to nie interesowało. No i rozstaliśmy się… Mimo moich tłumaczeń, ze kiedy minie koronawirus, to będziemy wszędzie razem jeździć i spędzać czas… Ważniejsi zawsze byli koledzy i posiadówy z nimi. Powiedział mi, że ten związek nie spełnia jego oczekiwań, bo ja nie biegam z nim od kolegi do kolegi, bo wolę czytać książkę.  Kiedyś miał do mnie przyjechać, wieczorem, nie przyjechał, bo siedział z kolegami w garażu. Albo koledzy o 3 w nocy do niego przychodzili, kiedy ja chciałam spać i mieć go tylko dla siebie. Miałam z nim przeprowadzić na ten temat rozmowę, czekałam, aż przyjedzie i porozmawiamy, ale już nie zdążyłam, bo mnie zostawił. W ogóle, mówił to takim głosem,ze go nie poznałam, to nie był mój chłopak, ten, którego kochałam. Wrzeszczał ma mnie, że to koniec, nie słuchał co ja mówię.. było mi przykro.

Teraz, czuję się źle i czuć będę, wiadomo. Pocieszam się tym, że to rozwojowe… Ale nie wymiotuję, nie mam dreszczy, śpię w miarę normalnie, nie mam objawów somatycznych… Jest mi ciężko. Kolejny raz zostałam odrzucona za to, jaka jestem. Staram się jednak za to nie winić. Wydaje mi się, że w tej relacji zrobiłam na prawdę wszystko, żeby było dobrze. Byłam uważna na siebie i swoje emocje, na niego. Może za bardzo się starałam? Mam bowiem w sobie coś takiego, że jak jest źle, to czuję, że muszę to ratować, natychmiast, zrezygnować z swoich potrzeb i postawić kogoś potrzeby nad swoimi. To pewnie źle…

Wczoraj po pewnej rozmowie telefonicznej, zaczęłam sobie to wszystko  urealniać. Że to nie była żadna miłość, tylko chwilowa fascynacja mną, która minęła. Z poprzednią dziewczyną zrobił tak samo. Po 4 miesiącach, wyrzucił ją w jednej chwili z domu, tyle, że ona razem z nim zamieszkała. To dziwne, ze już drugi raz robi to samo zemną. Nie interesował się mną już od dłuższego czasu, wszystko było na siłę, cały kontakt i rozmowy. Kiedy to ja oczywiście dzwoniłam, bo chciałam to ratować, żeby było jak dawniej. Typ takiego don juana, który chce złapać króliczka, a jak złapie króliczka to on już go nie interesuje. Najbardziej jednak dla mnie to widoczne, kiedy pojechał w góry i zapomniał telefonu. To śmieszne! Wiedział, że ma ze mną kontakt tylko przez telefon, gdyby mu zależało na mnie to by się wrócił i go zabrał, żeby mieć ze mną kontakt. A potem jeszcze zniknął na 3 dni bez odzewu. Ja tego człowieka nie znałam, nie wiedziałam, gdzie on jest, z kim i co robi…. Nigdy w sumie… Jeszcze oskarżał mnie, ze robię mu „jazdy” , bo zwróciłam mu uwagę, że nie dawał znaku życia przez cały dzień i jestem zła. Miałam prawo być zła, bo oznaczało, że ma mnie w dupie. Ale to nie są żadne jazdy…. Potem zniknął, kiedy ja chciałam to wyjaśniać… Nie miał potrzeby wyjaśnienia tego, rozmowy ze mną…. Najlepiej się zabrać i zamilknąć. Tak nie robi dojrzały facet, któremu zależy na kobiecie i na dobrych relacjach z nią. Kochający facet, kiedy się z nią pokłóci, to cierpi, dąży sam do tego, aby było między nimi dobrze, po prostu, bo ją kocha…. Ja tak robiłam, bo go kochałam… Kochałam go, ale teraz wiem, że kochałam iluzję o nim,  bo on gadał to co ja chciałam usłyszeć, a w rzeczywistości taki nie był. Nabrał mnie, moją całą rodzinę na piękne słowa o wielkiej miłości, a ja w to uwierzyłam i się zaangażowałam całą sobą, bo pragnę miłości , akceptacji i związku bardziej tym bardziej, że jestem DDA i mam deficyt miłości i akceptacji.

Z drugiej strony sobie myślę, że nie radzę sobie z odrzuceniem… I związek z nim był udowodnieniem sobie i Top Gunowi, że mogę mieć żołnierza. Żołnierza, który będzie mnie kochał, żołnierza jeszcze lepszego niż Top Gun, bo to w końcu żołnierz mnie porzucił. To była pewna forma zemsty na nim i udowodnienia sobie, że tak może być. Pewnie dlatego mój były już Żołnierz stał się dla mnie ideałem faceta… którego tak pokochałam…Jednak nie był taki, za jakiego go miałam….Nie kochał mnie naprawdę…. Kolejny raz jestem porzucona , wczoraj czułam się jak bezdomny zbity pies… Dziś już jest lepiej. Chciałabym uwierzyć w to, ze mam zasoby, że poradzę sobie. Bardzo boję się nadejścia epizodu depresyjnego. Wszak kolejny raz życie mi się zawaliło… Wszystko o czym marzyłam, co sobie zakładałam, poszło w dupę. Wszystkie plany…. O domu, o dziecku z nim. Bardzo chciałam mieć z nim dziecko… Teraz nie wiem, czy w ogóle kiedyś będę miała dziecko… Chciałam być po prostu szczęśliwa i byłam, bardzo szczęśliwa. Z nim.

Dziś przyszedł dzień tęsknoty za nim, ale za takim, którego poznałam, tego dobrego, czułego, zakochanego…. Chciałabym, by mnie kochał, ale wiem, ze to już nie możliwe. We mnie ostatnio też coś umarło. Brak kontaktu, brak czułości, brak rozmowy…. Odzywanie się do mnie od niechcenia albo z przymusu. Stracił w ogóle zainteresowanie mną i tym związkiem. Ta miłość we mnie też się w jakimś stopniu wypaliła, choć wierzyłam w to, że możemy ją odbudować. Ale nie chciał.

Nie było w tym człowieku tolerancji dla odmienności drugiej osoby, miałam robić to co on chciał, bo inaczej nie spełniałam jego oczekiwań. Związek jak dla mnie nie polega na spełnianiu oczekiwań tylko na wzajemnej akceptacji. Jego zachowanie było dal mnie takie gówniarskie czasami…. Naprawdę włożyłam w to sporo swojej pracy, pracy nad sobą i nad relacją z nim, nie chciałam tego popsuć przez swoje mechanizmy…. I chyba nie popsułam, tylko on miał jakąś dziwną swoją wizję an to wszystko. Dziwię się mu, bo priorytety życiowe mieliśmy takie same. Dzieci, dom, rodzina, miłość, my, ale jemu przeszkadzały szczególiki. Że np ja chcę spać o tej porze, a nie o tamtej. Chodzę spać wcześnie, bo jestem tak ustawiona lekami, żebym się wysypiała…. Dla mnie te szczególiki można było spokojnie pogodzić wzajemną akceptacją i zrozumieniem wzajemnych potrzeb.  Związek to też pójście na kompromisy… Ale nie, trzeba od razu wyrzucić do śmieci, skreślić, odejść… Nie rozumiem takiego podejścia! I chyba nigdy nie zrozumiem. O związek się walczy, bo się kocha tę drugą osobę, no chyba, że jej się nie kocha, i nigdy nie kochało, jak było chyba w tym przypadku.

Mam dosyć ludzi, mam dość związków. Moja emocjonalność kolejny raz jest zawiedziona i rozwalona. Nie rozumiem czynów i sposobu myślenia jego… Zachował się jak gówniarz, któremu na niczym nie zależy. Na mnie nie zależy…. Brak dojrzałego myślenia, brak chęci posłuchania mnie, brak zrozumienia…. I koledzy, wszechogarniający koledzy wszędzie, którzy są na pierwszym miejscu zawsze! Nie chciał poważnego związku raczej. Powiedziałam mu na koniec, mimo płaczu, że lepiej niech nie szuka dziewczyny, bo on nie ma czasu na dziewczynę, na kobietę. Kobieta wymaga zainteresowania, którego on nie potrafi dać, bo albo nie chce, albo ważniejsi są koledzy…

Czuję się teraz jakaś gorsza, jakbym nie zasługiwała na miłość. Do przepracowania to jest. Ale próbuję zmienić te myśli. Nie myśleć o sobie w kategoriach winna. Przecież ja nic złego nie zrobiłam, to, że jestem sobą? Mam potencjał, tylko dlaczego do cholery uzależniam swoją wartość od tego, czy mam partnera, czy nie? Przecież już mi się udało z tego zejść… Jak go poznawałam to powiedziałam sobie, spróbuję, ale to miała być próba, powiedziałam sobie, że jeśli będzie nie taki, niepasujący to go zostawię. Dlaczego znowu dałam się wkręcić? Znam swoje mechanizmy, a nie potrafię ich zmienić… Jest ciężko…. Bo dostrzegam swoje mechanizmy. To była porządna dwumiesięczna lekcja, bo zostawił mnie równo w dwa miesiące po rozpoczęciu związku. Taki prezent ha ha.

Jestem rozbita emocjonalnie i zastanawiam się nad swoją przyszłością, jak będzie? Czy jeszcze kogoś znajdę w swoim życiu? Kogoś kto mnie zrozumie i będzie chciał mnie pokochać tak naprawdę? Niby świat jest duży… W głębi serca gdzieś tam chcę jeszcze jego, ale takiego z początków. Może z czasem nie przejdzie? Mam nadzieję… Nie radzę sobie z odrzuceniem, to wiem na pewno. Wczoraj była faza szoku i płaczu, na wieczór wszystko sobie pourealniałam i doszłam do wniosków, które opisałam wyżej. Teraz? Teraz chciałabym się zająć sobą i swoją terapią, zająć się swoimi mechanizmami, poznać je i jakoś je skorygować, wiem, że to będzie długi proces, może starczy mi na niego sił? Staram się już nie karać, nie orać za to, co się stało. Nie rozmyślać nad tym w mój sposób, nie dogrzebywać się do krwi ostatniej. To kręcenie sobie śrubokrętem w ranie… Boli jeszcze bardziej. Na razie mi to wychodzi, skasowałam w telefonie wszystko co miałam, zdjęcia, wiadomości, wszystko co kojarzyło mi się z nim, muszę jeszcze zmienić zapis numeru telefonu. Powiedział mi że chcę zacząć wszystko na nowo, ja też muszę. Muszę się od tego odciąć. Na razie nie chcę nikogo, z jednej strony ciągnie mnie mój stary mechanizm, by od razu kogoś szukać, zapchać dziurę itp, z drugiej wiem, że nie jestem na to gotowa. Chcę pobyć sama ze sobą, a co będzie dalej? Nie wiem… Będę cierpieć, to pewne, nie spojrzę na świat kolorowo, ale daję sobie do tego prawo. Muszę to przeżyć. Smutno mi po prostu, z tego powodu, że nie jestem z nim w związku, że mnie już nie kocha, że ze mnie zrezygnował…

rozstanie

Wątpię, ale nie chcę się poddać!

Za sobą mam bardzo ciężkie chwile. Chciałam być szczera, chciałam mówić o swoich uczuciach, chyba przedobrzyłam. Nie potrafię znaleźć złotego środka, kiedy mówić o nich, a kiedy się zatrzymać… Cóż, sama nie wiem, chciałabym się rozwijać i robić postępy we wnikaniu we własne mechanizmy psychiki, jednak czasem wychodzi to na złe, nie umiem się jeszcze nimi posługiwać…

Pewnego dnia wstałam, jakby nigdy nic, cały dzień czekałam na znak życia od Żołnierza, ale jednak go nie dostałam, byłam poddenerwowana… Wieczorem zadzwoniłam, odebrał, powiedział, ze jest z kumplami w garażu i oddzwoni później. Zadzwonił później, byłam trochę zła, powiedziałam mu o tym, że koledzy są ważniejsi ode mnie, że nie nosi telefonu, że zostawił go w aucie, kiedy wie, że ze mną ma tylko kontakt telefoniczny.

Nazajutrz miał iść w góry z kolegą. Poszli, znów cały dzień mojego czekania, znów brak znaku życia. Wkurzyłam się okropnie. Przez głowę przelatywały mi różne myśli, że mnie zdradza, że jeździ do innej, że mnie olewa, że mnie już nie chce, że ma mnie gdzieś, bo jest z kumplem w górach… Wieczorem zadzwonił 2 razy, nie odebrałam, nie chciałam kontaktu. Jeśli on mnie nie potrzebuję, ja jego też nie. Napisał mi, że nie miał telefonu, zapomniał z domu. Napisałam tylko, że jestem zła, że się nie odzywa i powinien choć dać jakiś znak życia, czekam, martwię się. Nie daje znaku życia, nie wiem co się z nim dzieje. Ale w ten dzień nic też do niego nie napisałam, taka byłam wkurzona. Napisał mi, że wice wersa i dobranoc, że robię mu jazdy za nic i nie ma zamiaru się tłumaczyć… Rano zadzwoniłam do niego, chciałam mu wytłumaczyć dlaczego tak pomyślałam, że do tej pory miałam niełatwe kontakty z mężczyznami, relacje w których byłam zdradzana i porzucana. Ale  tu nastąpiły dwa dni totalnej ciszy… Choć dzwoniłam, pisałam, nie wiedziałam gdzie jest, ani co się z nim dzieje… W głowie przelatywały mi najróżniejsze myśli. O tym, że mnie zostawił, że się pogniewał na dobre, że nie chce mnie znać, że w najlepsze bawi się z kumplami, a mnie olewa… Było mi bardzo ciężko… Znów miałam się zawieść, znów miałam zostać sama. Tak naprawdę nie rozumiałam co się stało, dlaczego on nie chce rozmawiać, jak zwykle to robiliśmy, gdy  były jakieś spory? Nic nie wiedziałam, w głowie krążyły mi najróżniejsze myśli, czułam się po części winna. Chodziłam z kąta w kąt, popłakiwałam, nie chciałam wierzyć, że go tracę… Moja bajka się wyczerpała, zostało tylko rozczarowanie i ból. W tych dniach zdałam sobie sprawę jak bardzo go kocham i jak bardzo go potrzebuję… Została mi znowu tylko muzyka i zamknięcie się w sobie, nie wiedziałam, czy to koniec relacji, czy on mnie zostawił, czy jeszcze go zobaczę, nie wiedziałam nic, a w głowie krążyły tylko najczarniejsze myśli. Pomyślałam wtedy, że gdy mnie zostawi, nie będę już nikogo szukać, widocznie nie nadaję się do związków, nie rozumiem już dzisiejszych relacji, nie potrafię czegoś budować…

f36b437ad88c9faa625562cb1218fb20

 

Nie wiem, który to był dzień, kiedy na wieczór po kolejnej już mojej wiadomości, w której napisałam, że jestem smutna, do mnie zadzwonił. Pogadaliśmy. O tym, że chodził po górach, o tym, że przez kilka dni rozłąki myślał co tam u mnie, nie wiedział co się ze mną dzieje, tęsknił. Był zdenerwowany i smutny, nie spotykał się z kolegami, nie bawił, tylko cierpiał, tak samo jak ja… Popłakałam się, nie wytrzymałam, poczułam się tak cholernie winna. Moje mechanizmy znowu spowodowały sprzeczkę i powód do cierpienia dla nas obojga. Niepotrzebnie naskoczyłam tak na niego… Chciałam to przegadać z terapeutką, ale terapii jak nie ma ,tak nie ma, znikąd pomocy… A w głowie tylko najczarniejsze scenariusze.

Ta cała sytuacja pokazała mi jak bardzo boję się odrzucenia, zdrady, kłamstwa i, że wydaje mi się, że zawszę będę zagrożona z jego strony. Wydaje mi się, że facet zawsze będzie mnie krzywdził. Nie potrafię zaufać, nie potrafię się zdystansować przez poprzednie relacje… powiedziałam mu to, że przez te toksyczne relacje mam jakieś myśli, że ktoś mnie będzie źle traktował, oszukiwał, manipulował. Nie mogę uwierzyć, że ktoś może być po prostu szczery. Do przepracowania, ale, terapii jak nie było tak nie ma, dlatego piszę tutaj…

Zrozumiałam, że naprawdę go kocham, zrozumiałam też, że gotowa jestem walczyć o druga osobę do jakiegoś momentu, bo gdy nie będę widzieć chęci z drugiej strony, odpuszczę. Jest mi bardzo ciężko nadal w sytuacji straty, czuję, jakby ktoś przypiął mi do duszy wielki, ciężki kamień, coś uwiera w środku… ale nie popadam już w skrajną depresję, staram się jakoś funkcjonować. Chciałabym wyrobić oparcie w sobie, takie, które pozwoliłoby mi przetrwać nawet najcięższe chwile.

Zauważyłam też, że jak wszystko się wali, to uciekam w swoje zajęcia. I tak powstało moje nowe miejsce, gdzie będę sobie pisać o rzeczach najróżniejszych. Bo ten blog jest zbyt prywatny.

Zapraszam!

https://bluesowadziewczyna.wordpress.com/

Prócz tego mam zamiar się podzielić z Wami też częścią siebie w innej części internetu, by może było lżej, nie wiem… Coś mnie pcha do zmian! Ale tutaj też będę pisać…

Ostatnie dni dużo mi uświadomiły, choć nie umiem sobie porazić z winą, jaka we mnie jest… Dziś zrodził się pomysł opisania tego wszystkiego w swojej autorskiej książce, może to i dobry pomysł? Jedno wiem na pewno, nie chcę się poddać… Nawet jeśli zostanę sama, tyle, że spotkałam osobę, na której bardzo mi zależy… Cóż, popełniłam błąd… Nie jest mi z tym łatwo, może za łatwo oceniam ludzi negatywnie?

 

Mały przełom…

Wczorajszy wieczór był miły. Miałam pierwszy miły wieczór od czasu, kiedy wieczorami jeszcze rozmawiałam z F. Właśnie wczoraj nastapił mały przełom. Otoż, Żołnierz troszkę się przede mną otworzył. I okazał się… samoukiem artystą, myzykiem. Gra na gitarze i śpiewa…

Wysłał mi filmik na którym gra na gitarze pewną melodię… Wcześniej nigdy nie wysłał mi nawet swojegoa, a jeszcze pokazał mi swoją twórczość, więc to odważny krok… Przynajmniej dla mnie byłby odważny.

Wysłał mi też oryginał tej piosenki:

Zdziwiłam się, bo z tej muzyki wnioskuję, że posiada jakąś wrażliwość i poczucie piękna. Mówił mi też, że słucha praktycznie wszystkiego ale ta piosenka daje mu jakieś naładowanie wewnętrzne. Lubi też nawet odgłosy przyrody,  bo każda muzyka ma w sobie coś pięknego i wyjątkowego. Również powiedziałam mu, że słucham wielu gatunków i w sumie wszystkiego tego, co mi wpadnie w ucho. W odpowiedzi widziałam, że się ucieszył, że mamy podobnie.

A potem, jak miałam już kłasć się spać, było grubo po 21.00, wysłał mi nagranie głosowe, na którym gra na gitarze i śpiewa, coś o miłości… I napisał, że tak sobie fałszuje, wykorzstując ostatnie chwile przed ciszą nocną. Ładnie śpiewa, naprawdę ładnie śpiewa… Napisałam mu, że podoba mi się jak śpiewa, bo na prawdę robi to dobrze. Wtedy napsał mi coś takiego, że widziałam, że poczuł ulgę, że go nie sktytykowałam, cieszył się, że mi się podobało i, że pochwaliłam jego twórczość.

Zapytał się mnie, co ja tworzę, więc gdy mu powiedziałam, że piszę, również przyznał mi się do tego, że czasem pisze. Jednak raczej czyni to w silnych emocjach. Więc wychodzi na to, że odczuwa emocje… Zdaje sobie z nich sprawę. Zaczął się otwierać, więc zaczełąm psychologiczną analizę… Wychodzi na to, że posiada wrażliwość i jest po prostu skryty, gdyż w głębi duszy, coś odczuwa…

Tak się dziś zastanawiałam, że to niesamowite. Moja pierwsza, wielka, gimnazjalna jeszcze miłość, Indianer… był gitarzystą i tworzył muzykę… Moja druga, wielka miłość, z którą chciałam spędzić życie, była… wojskowym… a teraz spotkałam wojskowego gitarzystę…

Zastanawiam się nad tym, czy aby nie zapytać go, czy kiedyś by mi czegoś nie zagrał… Pewnie na wieczór go o to zapytam.

 

Top Gun, Żołnierz, F., Piesek i ogólny mętlik w myślach!

Jestem w domu. Na reszcie. Brakowało mi tego… Przez te 4 dni czułam się jednak trochę oderwana od siebie, tyle sie działo w moim zyciu, a  tu kazano mi siedzieć na wykłądach, w sumie, nie kazano, ale musiałam, bo jeśli sie już czegoś podjęłam to chcę to zakończyć, natomiast za dużo się działo, by móc skupić się na wykładach. Myślami byłam gdzieś indziej…

Tak, jak już pisałam w poście na fecebooku, w sobotę widziałam Top Guna. Przeszedł koło mnie i nawet mnie nie poznał chyba. To dobrze, jednak zrobiło mi się jakoś smutno. Poczułam żal i niechęć do niego, jednak pojawiła się ta myśl, że „Mogło być tak pięknie…”, a nie jest… i nigdy już nie będzie. Spieprzona kolejna historia jakich wiele. Nasza historia… Kiedyś razem, teraz oobno…Ale ten stan jakoś minął. Powróciłam do siebie. Na drugi dzień, w niedzielę, poprosiłam koleżankę, aby wpisała mnie na listę na studiach z jednego kierunku, bo byłam na drugim. A ona przyszła pod koniec dnia i powiedziała mi, że mnie nie wpisała, bo Top Gun przyszedł do niej i powiedział jej, ze to on mnie wpisze, gdyż lepiej zna moje pismo i jest bardziej upoważniony do tego, by mnie wpisywać! Kiedy ja go w ogóle o to nie prosiłam!! I nie dawałam mu żadnego upoważnienia! W końcu nie wiem, czy mnie wpisał, czy nie, bo nie chciałam się o to pytać, by nie zaczynać znowu głupiej rozmowy. Dlaczego on to robi? Dlaczego wciąż próbuje mnie do siebie przyciągnać? Próbuje zrócić moją uwagę na siebie? Czy on na prawdę nie rozumie, że to już koniec? Że nie będzie drugiej szansy, że wykorzystał swój czas… Albo zgrywa się na takiego… Podejrzewam, co jest dla mnie bardzo smutne i bolesne, ale jakoś sobie z tym radzę, ze on uważa mnie za idiotkę, której można wszystko wmówić. To, ze byłam spokojna, chciałam rozmawiać i wytłumaczyć pewne rzeczy, spowodowało to, że on myśli, że będzie teraz przez chwilę dla mnie dobry i znów wrócę, że dam się owinąc wokół palca jak kiedyś, że jestem głupsza…. Mała, zestresowana, głupia lalka, z którą można robić co tylko się chce… To smutne…

Pogorszyła się też kontakt z F. Nie wiem czemu, moze przez to, że powiedziałam mu prawdę o mnie i o Top Gunie? Ale raczej nie wydaje mi się, by to mogło mieć wpływ, to raczej jego osobowość… F. jest specyficzny… Ostatnio nie napisał do mnie przez dwa dni, kiedy ja tego potrzebowałam, bo miałam wykłady, byłam zmęczona i miło by było  przeczytać jakieś miłe słowo, bo… odpoczywał. I resetował umysł… przez dwa dni i była cisza… Jeżeli już wyśle wiadomość to jedną na dzień, o 20.00 wieczorem. Nie odpowiada na moje wiadomości wcześniej… Nie wiem, co jest grane, czy taki po prostu jest, czy do innych też nie pisze całymi dniami, podejrzewam jednak, że Top Gunowi odpowiada… Fakt, że te wiadomosci są zawsze bardzo długie, ale przecież można pisać krócej,ale mieć jakiś kontakt… Nie rozumiem go… Jest tak zmęczony po pracy listonosza jeżdżącego autem? Na prawdę? Tak zmęczony, że nie może napisać „Dzień dobry, co tam u Ciebie?” Nie wierzę… Chyba, że ma jakąś niespotykaną męczliwość… Więc kontakt mamy, ale jakiś rzadszy i jest jakoś dziwnie.

Natomiast mam cały czas kontakt z Żołnierzem. Nie piszemy często, ale raz na jakiś czas, choć są to dość krótkie wiadomości. Kiedy go poznałam, też nie wydawał się bardzo rozmowny… Moja psycholog z jednostki stwierdziła nawet, że jest jakiś dziwny, ale potem, kiedy z nim rozmawiałam przez tę chwilę, fajnie się rozmawiało i nawet się uśmiechnął. Jest raczej taki małomówny, ale są takie momenty, że byłam zdziwiona podczas tego pisania. Wysłałam mu wczoraj rano zdjęcie swojego zwierzaka, na co wysłał odpowiedź „Śliczne” i emotkę z serduszkami w oczach… a potem wysłałam mu swoje zdjęcie ze zwierzakiem, w odpowiedzi wysłał mi kwiat. Albo wysyła mi naklejki takie śmieszne…  Ale może ta małomówność też spowodowana jest tym, że co drugi dzień ma służbę w wymiarze 24h, dlatego musi spełniać swoje bieżące zadania tam i nie może zbyt często odpisywać a potem odsypia. Na razie nie chcę się angażować i niczego siebie nie wyobrażam. Ot, po prostu chcę sobie z nim rozmawiać, nie mniej jednak to miłe uczucie, jak ktoś się interesuje kobietą. Ale dlatego też, że to takie miłe, boje się, że znów zatonę… wcześniej czy później i bronię się przed tym rękami i nogami… Jednak na razie nie zobaczymy się prędko, o ile w ogóle, kiedyś się zobaczymy. Bo ja, jak jestem w jednostce to muszę być przy mojej pani psycholog, a on ma swoje zadania i nie może chodzić sobie gdzie chce, np, do psychologa, by się ze mną spotkać, choć nawet nie wiem, czy by chciał… Zobaczymy, jak to wszystko się dalej potoczy, o ile w ogóle się potoczy, ale chciałabym.

No i jest jeszcze Pan Piesek… Chłopak, o którym tu pisałam we wcześniejszych notkach… Z którym chciałam się spotkać, ale on w tym czasie poszedł do innej. Mamy jakiś kontakt, choć raz jest lepiej raz jest gorzej, on cierpi… Myślę, że dobrym byłaby dla niego terapia własna, aby stanął na nogi i się pozbierał najpierw. Ma bardzo silną potrzebę posiadania kogoś, kogo mógłby obdarzyć uczuciem, ale przyciąga do siebie tylko nieszczęścia, które nie są w stanie mu tego zapewnić… A ja? Ja zrezygnowałam na razie z tego, by z tej relacji coś było… i nie dlatego, że mnie by nie wystarczył, bo kiedy kogoś pokocham na dobre to nie widzę poza nim świata… ale z tego, że on n razie sam plącze się miedzy kobietami, które go ranią, a ja tego nie zniosę… Chciałabym, abym w relacji była jedna.

Czasem zastanawiam, z iloma innymi kobietami pisze sobie Żołnierz? Uraz? Nie wiem, może… Ale z tego, co słyszałam na jednostce, to cztery dziewczyny już o nim mówiły i się za nim oglądały, jaki to fajny i w ogóle, inteligentny…

Mam niemały mętlik w głowie, ale ogólnie jest dobrze. Przykro mi jedynie z tego powodu, że Top Gun chyba uważa mnie za idiotkę… Ale nie myślę już o nim często, a przynajmniej nie tak często, jak to było kiedyś. Żal mi po prostu nas i tego czasu…

Jedyne, co jest bardzo pozytywne to to, że jestem uważna na siebie, na swoje emocje i nie traktuje ich jako nic nie znaczące. Przyglądam się sobie i mam wgląd w siebie. Zaczęłam szanować swoje myśli, swoje emocje i mieć jakby ze sobą stabilny kontakt, zaczęłąm szanować swoje wybory i decyzje i wiem, że nie jestem od nikogo zależna. To takie miłe uczucie!

girl-1848949_960_720

Napisałam wiadomość.

Napisałam do żołnierza. Ułożyłam nie za długą, nie za krótką wiadomość o tym, że kontaktuje się w sprawie badań i że wydaje mi się, że chce aby praca była ciekawa i on mógłby wnieść coś ciekawego. Wiadomość poszła… Nie odpisał nic, ale może choć przeczytał… Wiadomość zamieniła się w MMS i nie wiem czy odczyta, ale powinien umieć…

Co bardzo mnie dziwi, nie czuje stresu. Ani lęku. Teraz już nie. Jeżeli nie odpisze, przestanie mi zależeć… Odpuszczę… Widocznie tak ma być. Pomaga mi w tym to myślenie, że może w życiu kogoś poznam, ale raczej nie. Że i tak nic z tego nie będzie. Straciłam nadzieję. Po Top Gunie straciłam nadzieję na jakikolwiek zdrowy  związek…w ogóle na związek. Ale tak mi chyba dobrze, nie stresuje się, nie mam drgawek, nie myślę tylko o tym, nie jest to dla mnie koniec świata kiedy kogoś nie będzie… Po prostu, będę sama, jak zawsze… Przyzwyczaiłam się już do tego stanu. Przynajmniej nikt mnie nie rani, ani ja nikogo nie ranię. Chciałabym kogoś poznać, mieć z kim porozmawiać, z kim wyjść… Ale nie bedę już szukać na siłę. Nie mam na to sił. I tak potem wszystko się zkiepści jak zwykle. Nie ma już nadziei na lepsze jutro. Już nic nie ma… Tylko poczucie, że jestem sama dla siebie…

Nie odpisał cały wieczór. Pojawiła się myśl, by wysłać drugą wiadomość, ale nie chciałam być nachalna. Jednak biorąc pod uwagę to, że tamta była MMS i mógł jej nie odczytać, wysłałam drugą wiadomość, już na luzie bo i tak przecież nie odpowiedział. I to był strzał w 10. Odpisał od razu i nawet nie był zdziwiony, że do niego pisze. Nie pisaliśmy już nic więcej o badaniach, od razu zaczął rozmowę o czymś innym, tak jakby wiedział, że to podryw i wchodził w to. Zaczęliśmy się śmiać i napisał mi, że cieszy się, że do niego pisze… I okazał się przy tym całkiem rozumny! Jej, co za miłe uczucie, że ja znowu nie muszę tylko wychodzić z inicjatywą i ciągnąć jak kota za ogon aby się otworzył… Akurat źle trafiłam bo był na służbie dyżurnej, na dobówce (TG też to miewał) i był zajęty, więc najpierw odpisywał sporadycznie ale za to w nocy, jak poszłam spać, wyślał mi 9 wiadomości. 😉 Więc chyba jest zainteresowany rozmową… Niestety, rozmowa się urwała bo ja poszłam spać, ale odezwałam się do niego dziś, pod wieczór, bo w ciągu dnia miał plan odsypiać wczorajszą służbę 24 godzinną. Okazał się być dla mnie miły i przyjazny. To dużo. Mam nadzieję, że uda się załapać z nim dalszy kontakt. 😉 Na razie się nie angażuje. Daleko mi do uczuć. Ciekawa jednak jestem jak się to dalej potoczy…

5892388_dd2ad

Niespodziewany powrót Top Guna…

Zdążyłam się z niego wyleczyć, zdążyłam zacząć żyć dalej… By dowiedzieć się w niedzielę, że on… Chcę do mnie wrócić. Powiedział to siostrzeńcowi. F. Powiedział, że chciałby się pozbierać i napisać do mnie, spotkać się…Nie daje już rady, że ciągle coś w nim tkwi, że czuje się źle, że cierpi po moim odejściu… Chciałby dowiedzieć się co u mnie, ale tego chyba nie zrobi, bo nie wie, jak ma się odezwać do mnie… Siostrzeniec napisał mi, że widzi, co się z nim dzieje. Jest rozwalony emocjonalnie po rozstaniu ze mną. Nie jestem mu obojętna i cierpi. Został w końcu sam… Całkiem sam… Żadnej z nas już nie ma…

Na co ja napisałam mu, że on miał już swoją szansę, wtedy kiedy się spotykaliśmy, kiedy mnie całował, kiedy się tuliliśmy, kiedy całował mnie w czoło, przytulal do siebie i mówił te wszystkie mile rzeczy, kiedy rozmawialiśmy o rodzinie i dzieciach… A wiedział jaka ma sytuację. To był jego czas. Ja musiałam to zostawić za sobą, bo to byłoby toksyczne…

Dopadł mnie stres ale poczułam też radość. Wiem, to może źle. Ale cieszę się, że już nie dałam się złapać w jego sidła. Nie rusza mnie to. Czuję ulgę i radość. A on.. Niech cierpi. Niech zobaczy jak to jest cierpieć, jak to jest stracić to, na czym człowiekowi tak bardzo zależy… Jak to jest stracić plan na życie, cała nadzieję i miłość, jak to jest zostać w pustce i w niej żyć. Może potrzebuje tego doświadczyć na własnej skórze by zrozumieć co zrobił? Choć on chyba tego i tak nie zrozumie nigdy… Jak to jest budzić się rano i nie mieć po co wstać z łóżka.

Zostawiłam to za sobą i jestem wolna! Wolna od niego! Napisałam F., że nawet nie chce go widzieć… Nie chcę się z nim spotkać. Nie chcę, żeby mnie cokolwiek z nim łączyło. Jestem wolna i pro uje spojrzeć w przyszłość. Jego przy mnie nie było kiedy zdychałam, kiedy czułam się fatalnie, kiedy wylądowałam na lekach, kiedy świat stracił kolory… Kiedy nic nie miało już sensu. On wybrał swoją drogę. Niech teraz idzie do swoich kobiet, do swojej kochanki, którą tak kocha, niech ona go przygarnie. Tylko, że ona tak samo ma go gdzieś… Może się na nim poznała już wcześniej?

Dla mnie to temat zamknięty. Nie chcę z nim być ani mieć kontaktu. Zranił mnie i oszukał. Odebrał cała nadzieję, ale się podniosłam. Idę dalej. Patrzę w przyszłość. Nie próbuję już trzymać się kurczowo przeszłości. Jestem z siebie dumna! Wczoraj powiedziałam to terapeutce, ucieszyła się, choć zazwyczaj jest poważna i nie okazuje radości. Czuję, że idę do przodu. Powiedziałam też F. prawdę o tym, co między nami było z Top Gunem. Znowu był w szoku bo nie wiedział, że to tak daleko zaszło. Napisał mi też, że Top Gun nie nadaje się do założenia rodziny i on sam sobie tego nie wyobraża, jakoby Top Gun miał założyć własną rodzinę.

Chłopak, z taką samą historią jak ja nie okazał się lojalny. Okazało się, że przespał się dwa razy z inną, wtedy, kiedy mnie opuścił. Dla mnie jest to sprawa jasna. Zrobił to samo, co Top Gun, więc raczej nie mamy o czym rozmawiać w kwestii dalszego poznawania się…

Plącze się w relacjach. Ale chciałabym kogoś mieć, nadszedł taki czas, że chciałabym patrzeć w przyszłość, może z kimś innym, dla kogo byłabym ważna…Terapeutka mówi, że mam zasoby i potrafię obdarować kogoś prawdziwą miłością, że to piękne… Jakoś wzrasta moja wartość przez jej słowa…

woman-570883_1280