Uczę się być w relacji, być tak naprawdę…

Napisałam tutaj wczoraj wieczorem post, bardzo długi i bardzo dla mnie ważny. Tyle w nim było emocji, tyle wzruszeń i tyle odkrywania siebie… Niestety cały się usunął. Wpadł mi do relacji zamiast na oś czasu i już go nie odzyskałam. Popłakałam się przez to. Tyle tam było emocji tak ładnie opisanych… Dziś spróbuję Wam to odtworzyć, ale wiem, że nie uda mi się już zawrzeć całego sensu jaki tam był, choć spróbuję… A może wyjdzie jeszcze lepiej?
Wczoraj chyba był jakiś dzień zwierzeń między nami. Nie wiem, jak to zrozumieć, było we mnie tyle emocji. Za mną kolejna poważna rozmowa z moim chłopakiem. Tym razem na temat rodziny i tego, jak jest między nami. Przymierzałam się długo do tego, by mu o tym powiedzieć, wiedziałam, że wcześniej czy później zauważy…że coś jest nie tak, że nasz stosunki w rodzinie są inne niż te w jego rodzinie, że dzieją się różne dziwne zachowania, że traktują mnie jak dziecko. Przecież to widać, w ich zachowaniach, w moim lęku przed nimi, w naszej relacji. Powiedziałam mu szczerze, jak się w tym czuję. On widzi, że słyszę ciągłe zakazy albo nakazy ze strony rodziny. Pewnie napiszecie mi, ze powinnam z nimi porozmawiać, powiedzieć, ze nie jestem już dzieckiem. Kiedy miałam kilkanaście lat, próbowałam się buntować, to chyba normalne w tym wieku, kończyło się na awanturach, atakach histerii z ich strony i innych dziwnych rzeczach, szantażach emocjonalnych, słowach, że jestem wyrodna, ze wbijam im gwóźdź do trumny. Oni są kochani i bardzo pomocni, w kryzysowych sytuacjach nieoceniona jest ich pomoc ale życie codzienne toczyć się musi na ich zasadach. Jeśli chcesz mieć własne, to nie tu. Choć są momenty, że zaczynam się dogadywać, stawiać granicę i pokazywać, aby respektowali moje zdanie i moją przestrzeń.Rozmawialiśmy tez o mojej przyszłej wyprowadzce, choć to są plany bardzo dalekie… Powiedział mi, że również nie che, abym się do niego wprowadzała zbyt szybko. Możliwe, że czegoś się boi, powiedział, że kiedyś już zamieszkał ze swoją poprzednią dziewczyną zbyt szybko i nic dobrego z tego nie wyszło. Choć na początku mówił, ze mogę się przeprowadzić do niego kiedy chce. Chyba już fala pierwszego zakochania minęła i zaczynamy rozmawiać… Tak na spokojnie i na poważnie… Być może się boi, tego, jak będziemy się docierać, codzienności… Powiedział mi też coś, po czym poczułam się dziwnie, że nie che abym się do niego teraz przeprowadziła, bo… nie mam stałej pracy, a jedyne dorywczą… Poczułam się dziwnie, czy to mu tak bardzo przeszkadza? W zasadzie to nie rozumiem, dlaczego ludziom przeszkadza to, że nie mam umowy na pełen etat?Powiedziałam mu, że kiedy skończę studia to pójdę do pracy, kiedy zamieszkalibyśmy razem, na pewno poszłabym do pracy, ale nie pójdę do pracy za kasjerkę w sklepie, bo taka praca mnie wykończy psychicznie, po prostu, nie nadaję się do niej, a przynajmniej tak czuję…
Poczułam się znowu niewystarczająca… Jak w dzieciństwie, przy rodzicach, niewystarczająca na to, by mnie kochać tak po prostu, bo nie mam pracy? Bo studiuję? Bo zawsze chciałam wykonywać zawód, którego się uczę?
Boję się też, że on patrząc na moją relację z rodziną mnie wyśmieje… Boję się, że on mnie wyśmieje za moją nieporadność emocjonalną w stosunku do rodziny… To jest silny fizycznie i psychicznie facet, samodzielny, wystarczający, nie wiem, czy zrozumie moją sytuację…Czuję się w niej jak dziecko… Jakbym była nieporadna życiowo! Boże.. co ja piszę, nieporadna życiowo? A kto zamienił konia w wieku 12 lat? A kto ratował matkę jak miała doły i zjazdy? Kto sprzedał malucha w wieku 14 lat? Nie wiem, dlaczego tak o sobie myślę, ale być może to ten brak umiejętności stawiania granic i pokazywania, że jestem odrębną jednostką wpycha mnie w takie ślepe zakamarki.
Uczę się jednak być w relacji z nim, być blisko i daleko, docierać się, rozmawiać, uczę się, że miłość to nie tylko górnolotne wyznania, euforia uczuć i zakochanie…. ale też rozmowy, odmienne poglądy i trwanie w tym wszystkim razem, kompromisy, umiejętności godzenia sprzeczności… To mi dużo daję. Pierwszy raz w relacji jestem tak uważna siebie, zwracam uwagę na swoje mechanizmy i swoje reakcje, nigdy wcześniej tego nie robiłam w relacji. Wiem, że będzie ciężko, że mój partner będzie musiał dużo udźwignać na swoich barkach, moje zachowania i schematy, ale na razie chcę wierzyć, że wszystko będzie dobrze, bo wreszcie spotkałam osobę, która chce rozmawiać. Powie szczerze i prosto z mostu o co chodzi. To dla mnie cenne, bo nie ma kłamstwa, krętactwa i domyślania się, jak w poprzednich relacjach… To bardzo dla mnie nowe i bardzo miłe uczucie. Być może, że teraz jestem bardziej świadoma swoich mechanizmów, być może, że nie chcę, żeby one spowodowały, że ta relacja się rozpadnie, chcę o nią walczyć, a co za tym idzie, muszę walczyć o siebie. O swój rozwój, o to, by się sobie przyglądać… i rozwijać, dochodzić do sedna. Dlaczego Wam to wszystko pisze? Mniejsze i większe pierdoły? Bo tak mi lepiej, odkąd odważyłam się tutaj być szczera, sama że sobą jestem szczera i ta szczerość przed samą sobą mnie uwalnia. Odkąd zaczęłam tutaj pisać o tym, co dzieje się w moich myślach, o swoich słabościach i o wzlotach, jest mi łatwiej, czuję, jak gdybym zrzuciła z siebie wielki ciężar noszony przez lata na swych plecach. Potrzebne mi było takie oczyszczenie…
Na dodatek mam jeszcze jeden problem… Otóż, ostatnio przez przypadek, weszłam w posiadanie kilku stronek na facebooku i zastanawiam się, na co by je przeznaczyć… Jak wiecie, mam już dwie swoje, które chciałabym rozwijać. I jeszcze kolejne, które chciałabym jakoś zagospodarować, ale tutaj pojawia się lęk, czy dam radę pisać tyle tekstów? Tyle stronek regularnie? Jedna ma aż 16 tys odbiorców, więc myślę, że można by tam dotrzeć do dużej liczby osób… Tylko pytanie, co tam dawać? Mam w głowie tyle pomysłów. Myślałam, by pisać tam coś w stylu tematyki psychologicznej, w końcu to ją uwielbiam, ale czy czytalibyście? Chcielibyście? Pomyślałam, że może łatwiej mi będzie, jak się Was doradzę, o czym tam pisać? Mam w sobie coś takiego, ze nie lubię mieć czegoś nieużywanego, wszystko musi być zaplanowane i spożytkowane w sposób dobry… Perfekcjonizm? Nie lubię tej cechy w sobie, oj bardzo nie lubię… Ale tak mam. Przyznam szczerze, że te fanpage przyprawiają mnie o napięcie wewnętrzne, czuję, że coś powinnam zrobić, jakoś je zagospodarować, a nie mam pomysłu jak by było najlepiej… Doradźcie mi coś, proszę… Czy pisać tam o swoich pasjach? Czy podejmować poważne tematy? Jak myślicie?
Zastanawia mnie wczorajsza rekcja na skasowanie wpisu, poczułam się taka bezsilna wobec całego tego systemu internetowego i facebooka, że aż się popłakałam. Znakiem tego, słowa tutaj zamieszczone są dla nie bardzo ważne, emocje, które przeżywam podczas ich pisania. Zauważam, że to takie moje małe oczyszczenie… Z ciągów zdarzeń, z emocji, z doświadczeń złych i lepszych… W sumie, mój profil to takie moje miejsce… gdzie mogę być sobą, mogę zrzucić ten ciężar, mogę być szczera w stosunku do siebie. Nie muszę być silna i to chyba jest w tym wszystkim najlepsze! Nie muszę udawać, jaka to silna jestem i ile potrafię udźwignąć… To chyba zabijało mnie wewnętrznie przez te wszystkie lata, swoje niewypowiedziane emocje, kiedy zranione dziecko we mnie krzyczało „Przytul mnie, jestem sama z tym wszystkim!” A ja je miałam gdzieś… Zostawiłam je tak jak i mnie zostawiono… Nie przejmowałam się nim, próbowałam go zagłuszyć, nie dopuszczałam do głosu, nie byłam na nie uważna. Dziś chciałabym go przeprosić za te wszystkie winy i zacząć się nim opiekować, to szczytny cel dla mnie samej, choć pewnie będzie wiele mnie to kosztować. Na razie uczę się szczerości przed samą sobą i to dla mnie bardzo miłe uczucie, przynosi mi poczucie spokoju…Tylko te strony spędzają mi jakoś sen z powiek i powodują napięcie, czuję, że powinnam coś z nimi zrobić. Doradzicie coś? Oprócz tego jest dobrze, mam osobę, z którą umiem rozmawiać i która jest mi bliska, realizuję swoje plany, piszę, jestem w ciągłym rozwoju , zaglądam do środka i jestem w tym szczera…. kończę jeden kierunek studiów… Jest dobrze, tylko chyba potrzebuję jeszcze pomysłów na pisanie…

1f057a34b9d8a3bae95c8d9243cbddca

Przykrości i twórczość…

Czas się zatrzymał… Tak przynajmniej mi się wydaję, nie pisałam tu długi czas… Robię coś innego. Wreszcie wzięłam się za pisanie esejów i wierszy, pokazywanie ich ludziom, to przyjemne, choć jak na razie przyciąga do mnie samych dziwaków… Nie wiem co mam takiego w sobie… Na dodatek niedawno pokłóciłam się z mamą, zwyzywała mnie bo do niej nie pisałam, nie słucham się jej i spotykam z chłopakiem, kiedy mam z nikim się nie spotykać, to było jeszcze wcześniej, teraz Soldier pojechał pilnować granic, więc siedzę sama w domu. Ona się ze mną pokłóciła… o niego…było mi bardzo przykro. Nie mogę tego zrozumieć. Kiedy wreszcie jestem szczęśliwa, kiedy matka powinna się cieszyć ze szczęścia swojego dziecka, ona się ze mną kłoci… Powiedziała mi, że mam się z nim rozstać i go nie przyjmować… Popłakałam się.

Za dwa dni porozmawiałyśmy już spokojniej… Wyjaśniłyśmy sobie dużo rzeczy, ale jeszcze nie wszystko, okazało się, że moja matka kompletnie nie ma pojęcia co mi zrobiła tym, że piła alkohol, że mnie nie wychowywała, że nie była przy nie kiedy dorastałam. Powiedziała mi, ze dziwi się nie, bo przecież ja nie miałam żadnych obowiązków. Zrobiło mi się też przykro… Myślałam, że to rozumie, ale jak widać nie… Podczas tej rozmowy wytłumaczyłam jej, ze relacja z Soldierem jest dla mnie ważna i nie zostawię go, bo ona sobie tego życzy… I pokazałam wiadomości, jakie do mnie pisze chłopak. O tym, że mnie kocha, o tym, że zawsze mogę na niego liczyć, o tym, że mnie nie zostawi, że dopiero przy mnie czuje, co to prawdziwe szczęście i jak to jest naprawdę się zakochać… Dopiero po tych wiadomościach odpuściła temat i nie dręczy mnie już wiadomościami o treści, że mam go zostawić i zakazać mu się zbliżać do mnie… Nie wiem dlaczego tak mówiła, nawet go nie poznała, bo kiedy chcieliśmy do niej jechać, zabroniła nam przyjeżdżać do niej , bo miała nieposprzątane…

5832_l2

Teraz jest już dobrze, jednak biorąc pod względy całość sytuacji, przykro mi, że tak się zachowała. Rodzina chłopaka wstawiła się za nim i powiedziała mi, że ma przeze mnie ich chłopak nie cierpieć. A moi rodzice? Jakby ich nie było. Poczułam się jakbym była sierotą, nawet nie chcieli go poznać… Wiem, ze Żołnierz nie jest taki, że zwraca na to uwagę, w końcu jak powiedział, ze mną będzie żył, nie z moją matką i ojczymem, ale mnie jest przykro i wstyd przed jego rodziną…  Chciałabym, aby było rodzinnie, ale to moje marzenia z dzieciństwa, które się już nie spełnią. Muszę zbudować swoją rodzinę, rodzinną i rozumiejącą swoje potrzeby…

Kwarantanna nie byłaby dla mnie w ogóle straszna, gdyż jestem typem introwertyczki, lubię mieć czas dla siebie i zająć się swoimi pasjami… O tyle, o ile przy tym mogłabym się spotykać z Żołnierzem… bo tylko on mi do szczęścia teraz potrzebny… Ale boję się, sama nie wiem… Pilnuje granic, jest w wielkiej grupie kolegów, może się zarazić… Boję się o niego, o siebie…

Z dobrych wiadomości zaś to, że kwarantanna mi… służy! Stworzyłam nowe miejsce w sieci, zaczęłam pisać poezję, obecnie szukam kogoś kto utworzyłby muzykę do moich słów… Ktoś coś?

A Wam jak mijają wiosenne dni?

 

 

Powracająca przeszłość…

Przeżyłam weekend. I choć jest stabilnie, to jednak był on dla mnie bardzo ciężki zarówno psychicznie, jak i fizycznie… Zdałam najcięższy egzamin jaki może być na tych studiach, dodatkowo oczywiście spotkałam się z Top Gunem… Bo też miał zjazd. Generalnie o tym chyba chciałam tu napisać, bo było to dla mnie bardzo ciężkie. Chyba najcięższe niż do tej pory. Pierwszego dnia w ogóle się do niego nie odezwałam, on do mnie też nie. Omijaliśmy się całkowicie, nawet nie siedzieliśmy ze sobą w ławce. Potem na pożegnanie on mi pomachał, ja wzruszyłam ramionami. Przegrałam walkę ze sobą i napisałam do niego z zapytaniem, co to miało znaczyć. Odpisał, że się mnie boi, bo tak go traktuję, że strach podejść. Eh, czyli to moja wina, ze nawet przywitać się ni potrafi? Z drugiej strony doszłam do przerażającego wniosku, ze ja potrzebuję tego, żeby on przyszedł, żeby się przywitał i żeby zabiegał o moją uwagę. To chore. Na drugi dzień wstałam smutna i zła, rozczarowana tym, że ma mnie w dupie, bo tak na początku myślałam, z drugiej strony to było miłe, że się mnie boi. Ten dzień to była całkowita walka ze sobą. Oj, była ona okropna! Podejść do niego, czy nie podejść, zagadać, czy nie zagadać, nie lubię się z nikim kłócić, jeśli on uważa, ze nic się nie stało, to może udawajmy, że tak jest? Sama nie wiedziałam, co o tym myśleć. Z jednej strony coś mnie do niego ciągnęło, z drugiej wiedziałam, ze to bez sensu. Na szczęście, wygrałam te walkę i nie poszłam na spotkanie z nim, akurat zdarzyło się to przypadkowo… Nie wiem, czemu tym razem tak bardzo ciągnęło mnie do Top Guna. Nigdy tak nie miałam, może dlatego, ze mnie odrzucił znowu w sobotę? Jak coś jest niedostępne, to ciągnie jeszcze bardziej, taki mam chory mechanizm. Było mi bardzo źle z tym, że nie mogę jakoś załagodzić tej sytuacji z soboty, jakoś się z nim „pogodzić” ale nie mogłam tego zrobić. Na wieczór napisał mi, ze zawszę mogę do niego przyjechać i zawsze będę u niego mile widziana, zaprosił mnie do siebie, ale tego nie zrobię, bo wiem, jakby się to skończyło… Obiecałam sobie już nie podejmować żadnych kroków wobec tej sytuacji, która i tak jest już porąbana. Nie chcę już tego zmieniać, zabiegać o jego względy i w ogóle, o niego, nie nie nie! Koniec. I muszę Wam powiedzieć, że tę walkę wygrałam! Nie podjęłam żadnych kroków, nie poszłam na zajęcia, nie napisałam do niego, choć tak bardzo tego chciałam, wygrałam ze sobą. On się odezwał. I potem to jakoś już się potoczyło. Zaczęliśmy rozmawiać, niby w przyjaźni, udawałam , że jest okej, bo wiem, że on nie zrozumie co mi zrobił i to jest w tym wszystkim najstraszniejsze, że on nic z tego nie rozumie…. nic! Kompletnie. Potem pojechał z kolegami na policję, tam dali mu tytoniu do żucia, zaczął wymiotować, okropnie się poczuł. Potem przyjechali  na uczelnie, trzęsło nim jak osiką, czuł się bardzo źle. Przyszedł do mnie na przerwie taki trzęsący się cały i skulony… Chwilę pogadaliśmy, o F, że to jeszcze dziecko umysłowe. Wcześniej jeszcze napisał mi, ze kupiłam sobie kota zamiast chłopa… Po takich tekstach wiem, że z nim bym nie wytrzymała w związku, jest złośliwy i chamski. Ale żal mi go było, jak go tak telepało… Opowiadał mi, że wyprowadził swoją byłą z depresji i się nią zajmował jak był w takim wieku co F. jeszcze pracował i wynajmował dom  utrzymywał ich, takie dorosłe życie już prowadził. No i teraz panna jakoś funkcjonuje i ma się dobrze, wiec wnioskuję, że nadal ma z nią kontakt, co za świr! Potem się pożegnaliśmy. Powiedział mi, abym się trzymała. Jakoś lepiej mi było i jest z tą myślą, że się z nim nie kłócę, ale żal mi tego wszystkiego i przykro mi, że nadal ma kontakt z byłą. Chociaż w sumie, co mnie to obchodzi? Nic, dobrze tylko, że z nim nie jestem. Tylko w nocy mam koszmary o nim… Patrzyłam na niego w ten weekend i mówiłam sobie w uchu, „ty nawet nie wiesz jak bardzo cie kochałam… nigdy się o tym nie dowiesz, nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego, że byłeś dla mnie całym światem, każdy kawałek twojego ciała i myśli… i wszystko to spieprzyłeś…” Zachciało mi się płakać.

alexandra-gorn-331551-900x400

Szaleństwo w moim życiu… Powrót Top Guna?

Tyle się dzieje i działo, a ja nawet nie zdążyłam tego wszystkiego opisać… Jakoś nie miałam do tego chęci. Robiłam badania w jednostce. Miałam nadzieję, że zobaczę na nich Żołnierza… Ale jednak tak się nie stało. A wszystko zaczęło się od… zaproponowania kawy… Tak, jakieś półtora tygodnia temu zdobyłam się na odwagę i zapytałam, czy by nie poszedł na kumpelskie spotkanie i na kawę ze mną. Powiedział, że bardzo chętnie pójdzie, jak bedzie miał czas wolny. Jednak do spotkania do tej chwili nie doszło.

W tamtym tygodniu Żołnierz zrobił coś dziwnego, jak na niego i bardzo wzruszającego. O 22.00 sam z siebie wysłał mi piosenkę, w której śpiewa:

„Ciemno, tak tu ciemno, dławi mnie własny lek, ciemno tak tu ciemno, nie zostało mi już  nic, kiedy nie wiem jak mam żyć, pomóż mi… bo słońca brak…

Nauczył się jej wtedy, kiedy nie mieliśmy kontaktu. Nie wiem, czy mam tą piosenkę odbierać soobiście czy po prostu podobaja mu się takie wykonania, lecz wysłał to do mnie noca, kiedy nie mógł spać.

Podczas badań, badałam też kolegów Żołnierza. I oczywiście wspomnieli o nim, sami z siebie. Podobno jak był na komisji lekarskiej to gdy wszedł do psychologa to siedział tam 20 minut, gdzie inni byli po 5 minut. A jak wyszedł to pani psycholog płakała… Historię życia jej opowiedział.. I teraz się inni śmieją z niego… Eh..  musi mieć niełatwo…  Ale to oznacza, że dogaduje się z psychologami i potrafi być otwarty… Ale oni się teraz wyraźnie z niego śmiali.

Później, w kolejnym dniu, rozmawiałam z koleżanką z jednostki, która dodała mi kolejnych informacji o Żołnierzu. Otóż, poszła plota, choć nie wiedziałam poczatkowo co o tym myśleć, że ma romans z panią z kantyny… bo często tam chodzi na kawe i żołnierze powiedzieli, że pewnie z nią też sypia. Powiedziała mi to koleżanka, do której też czaem przychodzi więc mogła się to dowiedzieć tylko od niego, ona raczej z chłopakami nie siedzi na kompanii, a skoro wie to od niego, to raczej malo prawdopodobne, aby to była prawda, skoro sam uważa to za plotę.

Drugą sprawa jest to, że pytał się tą koleżankę o mnie, dlaczego dala mój numer telefonu i mi jego numer? O co to chodziło w tym? Tak jakby podejrzewał, że coś innego się za tym kryje niż sprawa z badaniami tylko. Koleżanka powiedziałą, że to tylko o badania chodziło, ale myślę, że zaczyna podejrzewać podstęp. Powiedział jej też tylko, że rozmawia ze mną i nic więcej. A co najciekawsze, powiedziała mi, że opowiedział jej coś smutnego… ale sam z siebie. Dziwi mnie to, że mnie tego nie powiedział, ale może to świadczyć o tym, że nie chce być źle odebrany w moich oczach, ludzie bowiem nie lubią cieżarów… Otóż, ma brata.. Brat ten lubił skakać z mostów, an bungie i robić różne wyczynowe skoki, pewnego razu spadł, od tej pory jest kaleką. Niby umysłowo jest sprawny ale fizycznie już nie. To może powodować to, że Żołnierz jest taki przygaszony… Choć nie wiem do końca. Z tego, co pisał, sa chyba razem w mieszkaniu, bo zamawiał wtedy pizze dola siebie i dla brata, może on sie nim opiekuje? To jednak duży bagaż dla tak młodego człowieka, który chciałaby sobie (a przynajmniej tak mi się wydaje) ułożyć własne życie… Może dlatego jest taki przygaszony? Co zauważyła sama koleżanka, że on nie jest zbyt otwarty i cieżko do niego dotrzeć… Jednak jej powiedział o bracie… To mnie zastanawia…

Przedwczoraj znowu miałam smutny dzień, pomimo konwersacji z Żołnierzem dopadł mnie jakoś smutek i chciało mi się płakać… Gdy patrzę w swoją przyszłość, nie widzę nic tylko czarną dziurę, do tego jakiś ogromny żal do Top Guna… Zaczęłam nawet pisać pewne opowiadanie z nim, w roli głównej, gdzie trzymam go przywiązanego do krzesła w ciemnej piwnicy i wyrzucam z siebie cały żal związany z tym, do jakiego stanu mnie doprowdził, że odebrał mi nadzieję na normalne, lepsze życie, że mnie zostawił i porzucił. Jutro miałam go zobaczyć… Nie lubię tego dnia, kiedy wiem, że w jutrzejszym dniu mam się znim zobaczyć. Wtedy we mnie wzbierają emocje i pytam siebie, jak sobie poradzę… Przeżyłam ten dzień. Ale tyle emocji we mnie było, tyle smutku i chęci płaczu… Nazajutrz miałam apisać 2 egzaminy…

Top Gun przyszedł, przywitał się dopiero po pewnym czasie… Przyniósł mi odznakę z munduru… drugą już jaką dostałam od niego. I tak spędziliśmy prawie cały dzień razem…  Ten dzień okazał się najdziwniejszym dniem w moim dotychczasowym życiu…

Był 30 listopad, dokładnie pół roku, co do dnia odkąd dowiedziałam się o jego poteójnym życiu, o miłości do kochanki, o jego utrzymacne, dzień,w  którym wszystko się zawaliło… Wczoraj minęło równiusieńko pół roku…

I powiem Wam, iż przekonałam się, że nie można wierzyć w ani jedno słowo, które mówi Top Gun… Jego cała wielka, piękna i tak wzniosła miłość do jego kochanki, okazała się wczoraj… niczym… bo jakoś nie miał najmniejszych oporów, aby ją zdradzić… ze mną…

Nie wiem, co będzie dalej, boję się, znowu mamy kontakt, zaczęliśmy pisać. Przegadaliśmy też naszą relację, to dlaczego się nie odzywamy do siebie…

Można by rzec, że robię sobię krzywdę, ale najlepsze jest to, że oboje wiemy, że tam już nic nie ma, jest pustka. Tego, co było między nami już nie ma. Przynajmniej z mojej strony. Nie wróciła ani nadzieja ani ułuda, ze z tego coś będzie. Nie żyję już iluzją, już nic w tym nie widzę. Nie wiążę z nim żadnych nadzieii. Wszystko umarło. U niego tak samo. Mówił mi, że raczej zainwestuje pieniądze, które zbierał dla przyszłej rodziny w kupno mieszkania, któe potem da pod wynajem. Z czasem wolnym, który nota bene też trzymał dla rodziny, chyba też coś zrobi, w  postaci dodatkowej pracy na budowlance… Raczej przestajemy wierzyć w to, że nam się poukłada. I mnie i jemu… Więc, jak to stwierdził, co nam w tym smutnym życiu zostało? Wiemy, że nie „wrócimy” do siebie, to po prostu nie możliwe, wszystko umarło i jest pustka…  Jednak o dziwo wczoraj nie byłam smutna i przygnęnbiona tym, co się stało, wręcz przeciwnie, byłąm radosna, bo można też na to spojrzeć z tej perspektywy, że to takie moje małe zwycięstwo, bo gdyby tak naprawdę i dozgonnie kochał swoją kochankę, jak to twierdził i jego serce było tylko tam, to to uchroniłoby go przed tym, co się wczoraj stało… Nie podjąłby takich działań… A ja teraz boję się siebie, boję się, co będzie dalej…

To niewiarygodne, aby wiara mogła dzielić
To niewiarygodne, aby rozkosz mogła spalić
I niewiarygodne, aby słowa mogły ranić
I niewiarygodne, aby miłość mogła zabić
refrain:
A jednak są łzy szczęścia, które spływają z oczu mych
I gładzą cicho moją twarz, kiedy w ramionach jestem Twych… „
Łzy-Łzy szczęścia.

kobieta_plportalpl

Chcę Cię, ale boję się…

Przetrzymałam te wszystkie smutne dni. Dałam radę jakoś, choć nie było łatwo. Wczoraj postanowiłam, że napiszę dziś do Żołnierza. A okazja sama się nadażyła, bo był telefon. Z jednostki, przydzielili mi poododział, więc już się z Żołnierzem nie zobaczę, wiadmo, nie na badaniu… Wybrali innych.

Rano miałam spotkanie z terapeutką, było w nim coś dziwnego… Opowiedziałam jej o Żołnierzu, o tym, co czuję, o tym, ze znowu on się nie odzywa, że zawsze sptyakam takie osoby, które się same z siebie nie potrafią odezwać, co ja robię nie tak? Rozpłakałam się. Chyba widziałą, ile bólu jest we mnie, ile cierpienia. Maała łzy w oczach… Ona. Powiedziała, że to strasznie smutne, że to ogrom cierpienia i bólu, jaki muszę przeżywać, samotności i odrzucenia… To straszne… Rozmawiałyśmy też o przeszłości przez ojca, przez matkę, zostałam odtrącona, więc teraz mogę powielać schematy. Tylko takie życie znam… Potem mnie przytuliła, bo powiedziałam, że tego potrzebuje. Ale nie wytrzymałam w tym kontakcie zbyt długo i odsunęłam się sama. To było dziwne… Powiedziała mi, że byłam spięta i, że pragnę bliskości ale trudno mi w niej być… Chyba na rację. Może oczekuję zbyt wiele od innych? Z drugiej strony te osoby mogą się bać takiego nakłądu dawania siebie… i bycia dostępnym zawsze… bo tak się cyba nie da. Ta sesja mnie rozwaliła, wyszłam z niej, jeszcze pociągając nosem… jest mi ciężko, tak bardzo.

Choć trochę sie uspokoiłam, w głowie mam taką myśl, że dziś na sesji dałam dupy, po prostu…

Zrobiłam też to, co chciałam zrobić. Zaproponowałam Żołnierzowi spotkanie. Zgodizł się, jeszcze nie wiemy kiedy , bo na razie jest na poligonie, ale powiedział, że jak będzie miał wolny czas to chętnie. Zastanawiam sie tylko, co będzie po tym spotkaniu… Jeśli w ogóle do niego dojdzie, to potem prawdopodobnie znowu będzie cisza… I nie wiem po co ja się w to ładuję. Jednak coś mnie tak cięgnie… Przynajmniej fundnę sobię parę miłych chwil… Cieszę się, ale jakoś, nie umiem tego okazać… Nadal trwam w smutku…

Ostatnio poznałam też dwóch innych żołnierzy. Jeden nawet sam zaproponował mi spotkanie. Nie wiem co o tym myśleć. Pewnie, jeśli z Żołnierzem nie wyjdzie, to spotkam się z nim…

young-girl-531252_960_720

 

 

Ja i Top Gun…

Widziałam się z nim. Po raz drugi od tych feralnych zdarzeń… Wczoraj. I wczoraj stało się coś, czego nie przewidzialabym nawet w najśmielszych snach… Jeszcze rano byłam na niego wkurzona, bałam się go. A w ostatniej chwili przed spotkaniem… Wszystko mi przeszło. Nadal nie traktuje go na poważnie ale pojawiła się taka myśl, aby sobie niewinnie z nim poflirtować… Nie wiem dlaczego? Sama się nie rozumiem… Może dlatego, że on to umie? Że wie na czym polega ta zabawa? Bo to tylko zabawa, poważnie już nigdy nie będę go traktować.

Jakoś rano zaczęlismy pisać… Napisał mi, że cierpi, że stracił już nadzieję na to, że będzie dobrze w jego życiu… Ona odeszła, ta, która tak bardzo kochał. W moich oczach to było żałosne. Przecież miał wybór, mógł mieć wszystko czego chciał. Dom, rodzinę, dzieci może kiedyś, a teraz mówi mi, że został sam… Dokonał wyboru, wybrał ją, więc teraz ma swoje “szczęście“ z nią. Czego chce? Czemu mi się żali? Napisał mi też, że jestem śliczna… Ale zlekceważyłam to…

Z drugiej strony, może nie jestem do końca dobrym człowiekiem, jak jak pisałam ale bardzo dobrze, niech cierpi, niech zobaczy jak to jest. Kiedy ja cierpiałam, jego nie było. Też nie zamierzam mu pomagać. Dziwi mnie, że minęło też pół roku i się jeszcze nie otrzepał, nie zrezygnowal z niej, przecież to nie ma sensu. Sam F. To kiedyś przyznał w rozmowie ze mną. Moim zdaniem powinien odpuścić, tak jak ja odpuściłam jego, tak on powinien odpuścić ja i zacząć nowe życie. Zdać sobie sprawę, że on go nie kocha, nie chce i odrzuca. Dodatkowo pieprz się na lewo i na prawo, z kim popadnie… Nie wie, nie rozumiem, co on w niej widzi i dlaczego nie może tego zostawić, zacząć nowe życie samemu. Napisał mi, że jego życie nigdy już nie będzie miało głębszego sensu… Ale zawdzięcza za to tylko sobie…

Po tej wymianie zdań, spotkaliśmy się. Przyszedł, powiedział, że dobrze mnie widzieć. Potem siedzieliśmy koło siebie… Zmieniliśmy parę zdań. Top Gun nie miał humoru, mało i nie często odpowiadał. Ale miałam to gdzieś, nie będę zabiegać o to, by się odezwał do mnie. Siedzieliśmy i po jakimś czasie on zaczął odbiera mnie z włosów, oczywiście skubiąc po udzie… Klapnelam go delikatnie w rękę. Nie byłam na niego zła, nie wkurzalam się już, za dużo mnie to kosztuje a on i tka nie zrozumie o co mi chodzi… Jest na to zbyt tępy raczej.

Potem poszliśmy na obiad… Ja wzięłam przystawkę, on nic. Zjadłam. Podczas jedzenia opowiadał mi znów, jaki jest bogaty, że zrobił łazienkę za 40 tys i jaka to prestiżowa pracę ma w wojsku. Co się z nim stało? Nie poznaje go… Jego poziom chwalenia tak wzrósł, że to jest niesmaczne już… Tak samo jak poziom chwalenia się Pana że skrzydłami kiedyś…

Jednak co mnie zabolało, powiedział mi, abym jadła bo będę miała czym wymiotować… Wysmiał moja chorobę i to bylo przykre… Nie rozumie tego, nie mogę liczyć na zrozumienie. On by mnie i tak nie zrozumiał, nawet jak byśmy byli razem. Więc nie żałuję. Zrobił się opryskliwy i niesmaczny… Zapłaciłam jak zawsze ja. On dojadl resztki… Jeszcze go będę karmić? Pomyślałam, ale już trudno… Opowiadał mi te o tym, jak to podrywal Panią psycholog w jednostce swojej…

Kiedy mieliśmy wychodzić, powiedział, że mi coś powie jak wyjdziemy. U rudzilam się jedzeniem w kącikach ust więc po drodze mi je delikatnie otarł ręką, patrząc w oczy… A kiedy wyszliśmy, zdarzyło się coś, czego bym w snach się nawet nie spodziewała. Wyszliśmy, idziemy koło siebie… A on zaczyna…

-Ładnie spodnie…

-Dzieki, nowe.

-Ładne… Jak siadasz i nie tylko to tak Ci opinają muszelkę, że nawet mi się to bardzo podoba… I nawet jak bym mógł, to bym dotknął…

Zamurowało mnie. Popchnęłam go mocno w bok… Myślałam, że tematy około seksualne mamy już za sobą, że w obecnej sytuacji niesmacznym byłoby o nich mówić. Po odrzuceniu raczej nie rozmawia się o takich tematach… Myślałam, że to już jest między nami temat zakończony. Ale jak się przekonałam, Top Gun robi tak do wszystkich kobiet… Ostatnio podrywał swoją psycholog w jednostce… Do której nota bene ja mam temafon. I wczoraj tak przyszło mi przez myśl… Gdybym chciała mu tak ewidentnie zrobić na złość to mogłabym zadzwonić do niej i opowiedzieć cała swoją historię, powiedzieć co on robi w życiu, co mnie zrobił, jakie ma problemy, że sobie nie radzi, że jest załamany… Ciekawe czy wtedy utrzymał  to stanowisko, co ma teraz?? Eh…

Ale troszkę się nad nim odegrała za to wymiotowanie. Bo powiedział mi, że musi iść kupić ciuchy bo chodzi u rany jak menel. A ja powiedziałam, no wiem, widzę… A on. No dobra, należało mi się za te spodnie, ale to o spodniach przynajmniej było miłe, a to nie…

Tak więc sprawy potoczyły się inaczej niż przypuszczałam. Z jednej strony jestem na niego zła, nie rozumiem go i żalość mnie bierze, gdy na niego patrzę. Minie jeszcze wiele, wiele czasu nim on przejrzyj na oczy… Ale to już jakby nie moja sprawa. Z drugiej strony czuje, że znowu zaczyna się pomiędzy nami pewnego rodzaju gra, słowna i w ogóle, ta gra, która trwała przez rok. Wszystko jakby wraca na stare tory… Tyle, że teraz patrzę na to jak na grę, nic nie znaczącą, nie mająca jakiegokolwiek wpływu na moje życie… Zdystansowalam się do tego. Nie ma już we mnie nadziei na to, że kiedy on mnie pokocha, że ze mną zostanie… To się po prostu nie wydarzy… Choćby mi przysięga na kolanach. Nie uwierzę w to. Temat zakończony. A to, że się z nim pobawię raz na dwa tygodnie? Na razie nikogo tym nie ranie, bo jestem sama i tak nikogo nie ma… Nie rusza mnie już to, pozbieralam się i mam swoje cele i swoje plany, nie będę się już nim zajmować… Tylko ten tekst o spodniach, cały czas mi siedzi w głowie…eh.. Stary chlop, któremu brak seksu… Eh…

Zaraz właśnie szykuje się do wyjścia na piknik żołnierska. Mam nadzieję, że zobaczę się z Żołnierzem choć na chwilę. Trzymajcie kciuki!

companions-899050_1280

 

 

 

 

Samopoczucie przed spotkaniem z Top Gunem i decyzja…

Piszę te słowa z uczelni. Znów muszę się z nim zobaczyć… Teraz, za chwilę… Rano, gdy szłam, drogę zajechać mi czarny samochód… Tak, to był on. Rano zaczełam znowu o nim intensywnie myśleć, o tym co się wydarzyło, o tym, co jest teraz między nami, o resztkach naszego kontaktu, o tym, że zaraz go zobaczę… Myślenie o nim wywołuje stres, a gdy myślę o tym, że mam z nim stanąć twarzą w twarz, zaczynają mi się pocić ręce… Boję się? Nie wiem…

Wczoraj miałam taką myśl, by się nie wkurzac na niego…. Potem tylko zapewne zwymiotuje i nic z tego nie będzie, a on jak zawsze zrobi sobie jaja. Tylko po prostu udawać, że nic się nie stało, że jesteśmy dalej przyjaciółmi. Tylko jak nawiąże się jakaś dyskusja to powiedzieć mu, że „wiesz co, no wierzę w twoje słowa, ale zrobiłam analizę i wiem, gdzie jest moje serce… Moje serce jest juz gdzie indziej, też w wojsku, ale w innej jednostce” słowo po słowie tak jak on mnie… Zrobić mu to samo. Wiem, to moja brzydka strona. Ale terapeutka mówi, że ona jest dobra, póki robimy to świadomie. A on przecież nie wie, gdzie jest a gdzie nie, moje serce…. Wkręce go, ale dobrze. Jeszcze zarządzam, tak jak on, by się cieszył ze mną! No przecież jesteśmy przyjaciółmi, więc musimy się cieszyć że swojego szczęścia! Tylko jednego mi szkoda w tym wszystkim… Relacji z F. Bo gdy tak postapie stracę go. Ale on też jakby mnie zostawił. Z dnia na dzień ta rozmowa usychala jak niepodlewana roślina aż umarła całkiem… Po za tym ta jego niezaradnosc życiową i lęki, chyba nie dam rady… Od czasu kolizji jaka miał na początku października jeszcze nie naprawił auta bo nie ma do tego głowy… Na studia nie pójdzie,nawet chyba gdybym była jego dziewczyna i go o to poprosiła serdecznie, telefon mu się zepsuł, nie zrobil nic… Przez miesiąc nie pisał bo miał stary i ten telefon go wkurzał, ale nowego nie załatwił. Nie pisze do mnie… Kontakt się urywa… Jest coraz rzadszy, nie przyjechał do mnie już więcej…

Dzisiaj jednak nie wiem co zrobię, kiedy zobaczę Top Guna… Pewnie będę musiała to przetrwać ale obawiam się jak sobie poradze… Zapewne zdam wam tutaj relacje. Jestem też straszna w stosunku Do siebie. Mam w głowie taka myśl… Mała i kielkujaca ale ona się pojawia… O romansie z Top Gunem… I tak wiem, że z tego nic nie będzie, to dlaczego nie mogłabym się z nim pobawić? Tylko pytanie, czy ja tak potrafię, czy nie wkrecę się znowu…

Cieszę się jednak, ponieważ podjęłam decyzję o jutrzejszym pikniku i spotkaniu z Żołnierzem! Pojadę na tą imprezę i może spotkam się z Żołnierzem. Mam nadzieję, że przyjdzie do mnie gdy go o to poproszę.

Nie mogę się doczekać jutra i spotkania z Żołnierzem. Tyle, że mam jeden problem. Boję się, że dziś zmokne i będę jutro brzydko wyglądać, z takimi oklapniętymi włosami i w ogóle. Z resztą, dziś też chcę wyglądać dobrze i ładnie przed Top Gunem… Żeby zobaczył, że jestem zadbana a to oznacza, że nie cierpię już…

girl-1361904_1280.jpg