Bluesblog ma już rok!

Chwila zakładania mojego blogu zapadła mi w pamięci dość wyraźnie. Było to równy rok temu, dokładnie 21 grudnia. Okres przedświątecznych wyczekiwań i ferworu obowiązków, myślałam wtedy, że nikt nawet nie wejdzie na blog, przecież wszyscy są zajęci świętami i przygotowaniami do nich… Myliłam się… Pamiętam, że rok temu byłam smutna i pogrążona w melancholii, potrzebowałam gdzieś zapisać swoje myśli. Czekałam na M., który w rzeczywistości się później nie pojawił.

Nie pomyślałabym, że przez ten rok tak bardzo zmieni się moje życie. A zmieniło się 5747083-kobieta-na-zimowym-spacerze-900-600ogromnie. Nie sądziłam, że kolejny rok będę zaczynać już w zupełnie innym miejscu życia, z zupełnie inną energią i innymi osobami… oraz innymi myślami. Przetrwałam kryzysowy moment mojego życia, w czym zapewne pomógł mi blog i Wy, drodzy czytelnicy, za co bardzo Wam dziękuję! I choć blog nie osiągnął takich notowań, jak chciałam na początku, to jednak jestem zadowolona, że go mam. Dużo więcej zawiera w sobie emocji i chwil niż liczb tam pod nazwą „statystyki”, a to właśnie te pierwsze są dla mnie najważniejsze.

Ze zmian, które dzieją się na bieżąco u mnie jestem bardzo zadowolona, choć czasem pojawiają się wątpliwości, co do decyzji, ale decyzji nie ocenia się po skutkach, co jest niemałym pocieszeniem. Mam obok siebie kogoś, kto się się mną opiekuję, wspiera, docenia i jest zawsze, kiedy go potrzebuje… I choć wszystko potoczyło się bardzo szybko i miałam sporo wątpliwości co do zachowania rodziny, to jednak osoba okazała się na tyle wyrozumiała, że nie ma w tym temacie problemów. W związku z czym pojawiły się nowe możliwości i będę mogła dalej rozwijać swoją pasję w jeszcze większym zakresie! Może trafię do jakiejś stadniny? Może kiedyś będę miała nowego konia? Kto wie? Może nauczę się jeździć jakoś bardziej wyczynowo niż dotychczas? Bardzo się z tego cieszę! Na studiach również bardzo mi się podoba i mam dostęp do ciekawego zbioru informacji naukowych. Pierwszy egzamin zaliczony na piątkę, a nauka cieszy.

Nie wiem ile będzie trwać ta sytuacja, na razie o tym nie myślę… Życie się zmieniło na lepsze w pewnym sensie, choć i zdarzą się dni, gdy nie mam ochoty aby po prostu żyć, a wiem to stąd, iż ostatnio pojawił się znów Indianer… Wszystko to, co jest gdzieś jeszcze w mojej głowie czasem daje popalić, ale rzeczywistość nie jest już taka trudna, jak rok temu. Tak, to być może takie małe, swoiste podsumowanie tego roku… Przez ten czas nie napisałam o jednym spacerze, o którym chciałam tu napisać, ale on chyba nie ma już znaczenia. Zastanawiam się zatem, co z blogiem? Wiem jedno, pozostanie on anonimowym, jeśli pozostanie… Nie wiem natomiast co chciałabym tutaj zamieszczać… W końcu, mogę zmienić formę wpisów…  Muszę się jeszcze nad tym zastanowić.

Zakończyłam także dziś definitywnie terapię, a właściwie to odmówiłam dalszej, nie czułam się tam dobrze, czułam, że ta droga mnie donikąd nie prowadzi. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Wiem, ze teraz jestem zdana na siebie w kwestii dalszych wyborów, ale… przez czas jej trwania i tak taka byłam. Po prostu chyba jestem osobą, która nie umie być wylewną, jest za bardzo nie ufna i akurat w tym środowisku nie umie się znaleźć. Ci ludzie mają zupełnie inne problemy… Tym razem już nie zmuszali do pozostania… po prostu chyba to przyjęli, że się wycofałam i już.

Chciałabym także kiedyś założyć inny blog- bardziej oficjalny, być może pisarski i zapewne taki, który nie musiałby być tak bardzo anonimowy. Czy mi się uda?

Reklamy