Poranek i świeża ja….

Długo mnie tu nie było,  oj długo…  Przez ten czas spory między mną a panem ze skrzydłami zniknęły całkowicie i mam wrażenie,  że spowodowalo to to,  iż jeszcze bardziej się do siebie zbliżyliśmy zamiast się oddalać…  Zakończyłam pierwszy rok studiów i…  Muszę przyznać,  ze stoje w miejscu.  Mam wrażenie jakby świat stanął  i na coś czekał i choć lubię upalne dni to jednak wydaje mi się,  że one to potęgują. Ekipa pojechała na wakacje,  ta stara…  Z tamtego roku,  biegają i nie mają wody do picia,  super wakacje…  Eh…  Dobrze,  że nie zdecydowalam się z nimi jechać. Nie odpoczęłabym kolejny raz.  Mieliśmy za to jechać z panem ze skrzydłami na wakacje,  a potem z łapaczem krokodyli na pokazy, jednak dziś rano napisał  mi,  iż szef zmienił  zdanie i jednak nie da mu wolnego, eh…  Co za dziwni ludzie…  Szkoda…  Bo świetnie się z nimi bawiłam i chciałam pokazać mojemu ukochanemu jak sie fajnie można bawić tak naprawdę na jakimś krańcu świata…  Siedzę jeszcze w lóżku i zastanawiam się co by tu robić.  Ten blog powoli upada,  a przynajmniej tkaie mam wrażenie,  że coraz mniej osób tu zagląda…  Mam nadziję,  ze juz nie dlugo…  Kiedyś,  wzasadzie to przedwczoraj…  Tak spojrza) am na to cl w internecie zamieszczają różni ludzie i puknęłam się w głowę… Wstawiają tam takie bzdury a ja się dręcze i męcze gdy chce napisac cos madrzejszego…  Eh,  dziwne ze mnie stworzonko…  A tak w ogole,  jaka jest wartość czegos napisanego w sieci w stosunku do naszej psychiki i przezyć?  Niska…  Przynajmniej w mojej opinii…  Bardzo niska…  Ludzie mysla,  ze się tka kreują wInternecie,  tym czasem nie da się tam zapisać jedej dziesiątej tego kims tak naprawdę są w zyciu rzeczywistym…  Ale tak malo z nich chyba to wie i zdaje sobie z tego sprawe… Wczoraj udana jazda na koniu,  powoli zaczynam lapac o co chodzi w ttch wszystkich figurach,  ktore wykonuja lapacz i ta jego ekipa,  nie jest to jakos baaardzo rrudne,  trzeba miec tylko cholernie dobra i wycwiczoną równowagę.  A tak po za ttm to…. Odkrywam wxiąż swoja niedoskonalosc i coesze sis tym bo to jedna z najpiekniejszych rzeczy moc zaczac akceptowac siebie.  Swiat jest piekny,  ale nie idealny…  Znów wracam do The Doors i nachodzi mnie chec napisania czegos…  Tak bez zastanowienia sie dluzszego…  Zycie spontaniczne jest duzo lepsze,  niesie zesoba mniej męki i zmarnowanego na planowanie czasu…  Chyba pora cos zjesc, choć upał daje się we znaki i bardziej chcę się pić niż jeść…  No i czekać na wiadomosc pana ze skrzydłami,  raczej smutną wiadomość….

Reklamy

Refleksje i…. galerianki…

Jakoś zatęskniłam dziś za moim blogiem, Bluesowe Opowieści. Co dziwne, bo pisałam na nim po raz ostatni wczoraj. Czasem myślę, że stworzyłam fajne miejsce, do którego może i wielu by zaglądnęło, a musiałam je zahasłować i ukryć przed światem. Hm… może jeszcze kiedyś uda mi się przywrócić dawną świetność tego blogu, o ile tak w  ogóle można powiedzieć. Nie był i nie jest on popularny, ale te kilka czytelników mi wystarcza, jak na razie. I tak wylewam tu tylko swoje żale i smutki oraz małe i większe radości, tak postanowiłam. Może od czasu do czasu wplotę tu coś innego, życiowego, obiektywnego…

Czasem myślę, że ten blog jest zlepkiem niepotrzebnych słów, bez większej wartości i przeznaczenia, przecież w tym czasie mogłabym pisać literacko… taki mam zamiar, ale jak na razie idzie mi średnio z realizacją tego planu. zawsze znajdzie się jakieś inne zajęcie. Ostatnio dusił się mój koń, więc trzeba było go ratować, a laptop ( w tym samym dniu) odmówił posłuszeństwa i padła mu całkowicie bateria, dziś przyszła nowa, tylko trzeba zamontować.

Dziś ogarnął mnie znów smutek, przez pewną sytuację. Rano, przy śniadaniu, chciałam porozmawiać z dziadkami, o takich tam… pierdółkach. O swoim życiu mało już im mówię, jedynie babci, jest jeszcze w miarę ogarniająca procesami myślowymi rzeczywistość, choć też już dziwnie zaczyna interpretować świat. Powiedziałam, że podobnież mają zlegalizować marihuanę tą leczniczą, na potrzeby medycyny, na co dziadek…

-Co? Pan ze skrzydłami pali marihuanę? Ale jak to?

Opadły mnie siły… a kiedy prababcia wyszła na dwór i mówiła, że kiedy z drzewa lecą soki( żywica), to ono płacze, poczułam się jakbym na chwile przeniosła się do Matrixa. Nie mam już sił, cokolwiek nie powiem, zostanie przekręcone lub zinterpretowane inaczej. Nie wiem już jak z nimi rozmawiać i o czym… nie mam  w zanadrzu takich tematów. Mam się cieszyć, ze słoneczko świeci czy ptaszki śpiewają? Jak do 5-latków? eh… zrobiło mi się przykro i smutno. Czasem człowiek potrzebuje normalnej rozmowy, takiej gdzie komunikat zostanie zrozumiany, przetworzony i zostanie wytworzona jakaś reakcja (najlepiej właściwa) czyli odpowiedź. Przez jakiś czas było mi smutno. Poczułam, ze zostaje sama na tym świecie, mentalnie… Mam tylko pana ze skrzydłami. Chomiczkowa się odwróciła, stała się tajemnicza i niedostępna, chyba nie chce przyjąć już żadnej próby pomocy sobie, nic więc nie mogę zrobić.  To w sumie też smutne.

Widziałam, iż na blogu Anonimowego pojawiło się pożegnanie, wraz ze zniknięciem wszystkich wpisów. Zdziwiło mnie to, ale może musi zacząć wszystko od nowa? rzeczywiście ruszyć naprzód. Kilka blogów nam zniknęło z horyzontu, najpierw Mara, teraz Anonimowy, eh… żadnych pocieszających informacji. A to przecież ja pozostawiałam kiedyś swoje blogi bez dłuższego odzewu.

Wczoraj obejrzałam dwa filmy, lecz skupię się tylko na jednym- mianowicie Galerianki, produkcji pełnometrażowej z 2009 r., niegdyś hit. Opowieść o w sumie chyba dzieciakach z podwórka, szukajacych spełnienia marzeń, tylko każde na swój sposób. Fabułą opiera się na tym, iż trzy dziewczyny będące już „w branży” robią z czwartej, początkowo grzecznej i poukładanej, galeriankę…niestety zepsuli zakończenie filmu, jak dla mnie, dziewczyna stoi i patrzy w lustro, potem zaczyna z siebie zmywać wyzywający dość makijaż, choć… w sumie to ładnie jej w nim było, gdyby nie służył do przyciągania klientów. Historie tych dziewczyn tak bardzo przypomniały mi czas spędzony z Chomiczkową. Eh, to włóczenie się po miastach. ( O tym jeszcze nigdy na blogu nie pisałam) Przyznać muszę, że film ten gdzieś się tam osadził w mojej głowie, nie ze względu na jego świetne zrealizowanie, a dlatego, iż te środowiska zawsze fascynowały mnie pod względem badawczym. Może kiedyś mi się uda zrealizować takie badania. Na razie czeka mnie skończenie szkoły, za 4 lata… 7 lipca ostatnie egzaminy i…. wolność! Sesja zaliczona pięknie! 🙂 Taką mam nadzieję, ze cała, bo jeszcze 2 egzaminy zostały… ale w miarę łatwe. Myślę jednak, ze ciężko może być wytrzymać te 4 lata w domu… Jakiś czas temu stwierdziłam, że poszukam sobie jakiegoś stażu na wakacje, przy chorych dzieciach czy jakichś zwierzętach, coś co wchodziłoby w zakres studiów a dawało mi troszkę odprężenia i zajęcie, które będę lubiła.

A tu takie filmiki…  jakby ktoś chciał zobaczyć rozterki naszego pokolenia… bo to akurat prawda… z tym tekstem O.S.T.R.

Czuję się jakoś dziwnie ogólnie… te spojrzenia mojej rodziny kiedy wyjdę z domu na dwór są jakieś dziwne, jakbym robiła coś złego…

 

 

Po osłoną nocy…

Wracam do domu, jest już ciemno. Po raz czwarty z rzędu. Życie na uczelni jest w pewnym stopniu męczące, na szczęście kolejny, tak długi zjazd zapowiada się dopiero w październiku. Tym razem wracam z pożegnania z panem ze skrzydłami. Ciekawi mnie to, iż prawie za każdym razem, kiedy wychodzę, b go pożegnać, na niebie świecą gwiazdy. Myślę o tym, jaka jestem „dziwaczna”, jaka inna… On czasem widzi, że zachowuje się inaczej. Ciekawa jestem, czy się domyśla._MG_5930-3

Spontanicznie na zjeździe podjęłam bardzo ważną decyzję. Powiem mu… Muszę mu powiedzieć w końcu o tym, co mnie w środku boli, do mi dolega. Może zrozumiesz, może nie? Nie wiem tego, ale i tak się dowiesz, na wykładach… Więc bez sensu to ciągnąć i… ukrywać. Szczerość i szczerość… w kółko wszyscy to powtarzają, że jest najważniejsza w związku. Jest ważna i… (chyba??) dobra… ale czasami ciężko się otworzyć.

Kiedyś ufałam ludziom, kiedyś wierzyłam, że mają lepsze intencje, że są coś warci. Teraz tak bardzo ciężko się mi przełamać, pokonać lęk. Kiedy tyle osób za każdym razem uświadamia, że nie można ufać, że nie kierują się dobrymi intencjami, że chcą coś zagarnąć tylko dla siebie, że chcą tylko ocenić…

Zdecydowałam jednak, że powiem. Przyznał, że tego nie rozumie…ale jeśli mam konkretny powód to dobrze, muszę mu tylko wytłumaczyć jaki, choć może uzna to za sprawę błahą. Nie wiem… Nie rusza go krew i inne podobnw rzeczy, może i ta wiadomość nie wzbudzi zainteresowania.

Dziś wykorzystałam swój jeden pomysł, może nie potrzebnie? Był dobry a został spalony, jak z resztą większość. Dlaczego wciąż palę swoje pomysły? :/

100907_kobieta_noc_niebo

Dobrej nocy wszystkim.

Pada śnieg, a na drzewach kwitną kwiaty… Inny scenariusz i światło… dla Anonimowego

Pada śnieg, a na drzewach kwitną kwiaty… siedzę w swoim saloniku, bo na zewnątrz zrobiło się jakoś ciemno. Mija kolejny, spokojny wieczór. Spokojny? Myślę o blogu, tyle się już na nim wydarzyło, aż dziw bierze… na dworze robi się coraz większa zawierucha śnieżna, kiedy obok, rozwijają się piękne, wiosenne kwiaty o białych płatkach. Przyszła wiosna, ale jaka… szara, może tak szara jak wciąż moje dni…

Wyznaczam sobie kolejne cele, których nie umiem zrealizować… Coś mnie dręczy, choć ostatnio byłam spokojna, aż nad wyraz spokojna… Niczego nie musiałam.

Przedtem przyszły myśli, których nie chciałam, tak bardzo nie chciałam. Pierwszy raz pomyślałam, że mogłabym zostać sama, całkiem sama. Panie ze skrzydłami… to nie tak, że ja chcę Cię nie chcieć. Nie chcę Cię nie chcieć, po prostu czasem nie rozumiem sytuacji, czasem to wszystko wydaje mi się być zbyt dziwne, nie takie, jak zakładałam, nie tak bowiem wyobrażałam sobie swoją miłość. Życie pisze różne scenariusze, nie wszystkie muszą zgadzać się z moimi wyobrażeniami, wiem to. Czasem po prostu smutno mi, że jesteś… taki, a nie inny… Myślałam, że będziemy śpiewać piosenki, chodzić po dachach i łapać motyle. Tak raczej nie będzie…. Choć tak bardzo nie chcę zostać sama. Potrzebuję Cię…Tyle Cię już nie widziałam i tęsknię bardzo…

Święta minęły rodzinnie i energicznie. Pierwszy dzień świąt spędzony cały z rodziną. Mama nie rozumiała, że nie chcę już z nimi jechać na weekend, bo wolę zostać z Panem ze skrzydłami. Trochę dobrego jedzenia, jakaś odmiana, bo wokół ludzie. Potrzebuję ludzi, całe dnie spędzam teraz w samotności. To nie jest miłe. W drugi dzień świąt zrobiłam sobie intensywny dość trening jeździecki. Co prawda mojemu koniowi nie chciało się tak bardzo galopować, ale trening zaliczam do tych bardziej udanych. Potem spacer po moim lesie… zrobiłam kilka zdjęć rozwijających się  kwiatów i zbierających nektar pszczół.

swiece-kwiaty-43794

Łapaczu krokodyli… Nie wiem czemu, zawsze potrafisz poprawić mi humor. Nawet wtedy, kiedy nie mogę usnąć całą noc i trzęsie mnie z nerwów. Z resztą, cała ta zgraja jest świetna… Jedyni, którzy zawsze odpiszą i nie zawodzą… Jest mi dziwnie, ale cieszę się.

Anonimowy… wpisem na swoim blogu uświadomiłeś mi jakże ważną, ba, najważniejszą rzecz- życie jest tak kruche, tak niewidoczne czasami dla innych, tak niepozorne… jak płomień świeczki lub skrzydła motyla unoszące się na wietrze… A ja przejmuje się takimi błahostkami. Za ten wpis Ci dziękuję. Może powinnam bardziej skupić się na tym, co istnieje poza moim pragnieniem idealności. Powinnam się wyciszyć… Choć potrafię być spokojna i nie odczuwać żadnego napięcia, a potrafię w ciągu jednego dnia czuć całe trzęsące się ciało, mięśnie, ból głowy… To chore. To tak bardzo przykre Anonimowy co piszesz, być może pomyślisz, że to dla kogoś obcego zupełnie nieistotne, ale zrobiło mi się autentycznie przykro i smutno.

Nie wiem, czy ten wieczór zaliczę do udanych… Potrzebuję światła… i posyłam je również do Ciebie Anonimowy…

światło

Mikołajkowy wpis blogowy!

Dziś Mikołaj, ludzie dają sobie prezenty. Też chciałam coś dostać na Mikołaja i sama komuś coś dać… Moja rodzina stwierdziła, że prezentów nie będzie. Nie ma już małych dzieci- koniec prezentów. A przecież prezenty są takie świetne! Nie, nie chodzi o same prezenty, ale o fakt dania i dostania prezentu. To jest takie najcudowniejszy moment. Sam fakt, że można coś komuś dać i dostać od niego coś, choćby symbolicznego. Dawanie i branie jest fajne, a tak rzadko robimy to na co dzień…

Przypomniały mi się mikołajki z zeszłych lat i te z lat, kiedy byłam dzieckiem, kiedy Christmas gift boxesumiałam je przeżywać, to było takie piękne. Rodzina też stwarzała w domu jakąś atmosferę świąt, czego teraz nikt już nie potrafi zrobić. Święta jakby skończyły się w moim życiu parę lat temu, właściwie to cztery. Przez te załamania nie wiedziałam, że są Święta, dla mnie były to zwykłe dni. Nie potrafiłam cieszyć się z prezentów, choćby największych, bo rzeczy materialne nic dla mnie nie znaczyły… dostawanie i dawanie również jakoś nie. Liczyło się dojście do siebie… Teraz, kiedy na nowo nauczyłam się cieszyć z drobnostek, doceniać je, to mi je zabrano… a sama nie miałam czasu ich przygotowywać.

Na dodatek znów wróciła tęsknota za księciem na koniu, choć wszystko układa się w całkiem inną stronę. Hm… pewnie kupił na dziś wór prezentów.. Przez to wszystko przypominają mi się relacje z przeszłości. Są nawet chwile, kiedy chce do M. Mieszanka myśli ciągle mi towarzyszy. Na dodatek chyba będę chciała zrezygnować z terapii, nic ona nie daje, a tylko marznę na przystankach, odczuwam silny opór,czuję, że tam nie pasuje i czuję, że nie są w stanie bardziej mi pomóc… Nie wiem, co z blogiem, nie wiem, co z moimi kontami w sieci… Co ja mam z tym wszystkim zrobić? Jak to zorganizować? Hm…