Czy to…. miłość?

Nadszedł chyba czas na nadrabianie wpisów, których przez prawie połowę roku tu nie zamieszałam. W moim życiu się coś dzieje, coś intensywnego i bardzo barwnego… Ale co? No właśnie… Co?? Przez to wszystko zgubiłam rozpoznanie… Nie widzę już chyba granicy, nie umiem tego wszystkiego pojąc, jakoś zrozumieć, czyżby historia z Panem ze skrzydłami mnie zmieniła aż tak bardzo? Nie… nie chcę tego, a może jednak…

girl-843076_960_720

Pisałam tu zaledwie dwa dni temu, i przez ten czas tak dużo się zmieniło w moim świecie, choć tak bardzo się tego boję. Może za szybko, może nie tak? Miało być… może niepotrzebnie… Może… Miało być inaczej, miałam się wyciszyć, zapomnieć stopniowo o tym bólu, jaki zadał mi Pan ze skrzydłami, miałam zacząć żyć… sama dla siebie…Tak miało być łatwiej, przynajmniej na razie.

Wczoraj wieczorem wysłałam Muzykowi wiadomość… ot, nie specjalnie ubarwianą, życząc dobrej nocy, tak zwyczajnie… ale nie odpowiedział, to było dziwne, może był czymś zajety, więc położyłam się i zasnęłam. Ale kiedy dziś rano otworzyłam oczy, zobaczyłam tylko jedno nieodebrane połączenie i jedną wiadomość… To było dziwne, bo zazwyczaj odpisywał więcej, tym bardziej, jeśli chciał porozmawiać. Ze zdzwieniem więc otworzyłam…Treść pisana w nocy. A to, co zobaczyłam…. Treść zawierała tylko dwa słowa…

„Kocham Cię”… byłam w szoku…jakbym zastygła na chwilę w bezruchu. Nie wiem, co się dzieje, nie rozumiem tego, ale nie potrafię go odtrącić… Wtedy kiedy mi źle, wtedy wiem, że ptzynajmniej jest ktoś, kto mnie rozumie, tak ze wszystkim, ze wszystkimi moimi lękami, niepewnościami, obawami, emocjami i całym tym trudem życia. I coś przedziwnego ciągnie mnie w jego stronę… choć jest totalnie inny niż Pan ze skrzydłami, to po prostu jakby Indianer w innej skórze… taki, jakim go kochałam, jakim chciałam go mieć… jakim był zanim zniknął na dobre, kochanym i odczuwającym ten świat mocniej. Może ta cała moja opowieść o nim i mój trud i ból po tamtej historii nie poszedł na marne? Choć wiem, że to stąpanie po bardzo cienkim lodzie…

P.S. To jest mój 200 wpis na blogu 🙂