Szaleństwo!

Nigdy chyba nie pisałam co przydarzyło mi się na pewnym forum, jakoś około roku temu. Otóż, na pewnym forum, około roku temu poznałam pewnego chłopaka, który miał bardzo trudne dzieciństwo. Wymieniliśmy wtedy parę maili, jednak później on napisał, że to mu nie pomoże i kontakt się urwał. Nie próbowałam się nigdy z nim kontaktować, po prostu, uszanowałam jego decyzje, nie stał się też wtedy dla mnie nikim ważnym, to też przeszłam nad tym do porządku dziennego. Ot, koleś z netu nie chciał kontaktu…

Po roku czasu, przed świętami, nagle otrzymuję wiadomość od niego… Że mnie bardzo przeprasza, że nigdy o mnie nie zapomniał, że nie wiedział co robi, że to wszystko nie tak, jest ciekawy co u mnie słychać… Najpierw byłam zła, bo w sumie po roku nagle się odzywa ni z gruchy ni z pietruchy, ale potem pomyślałam sobie, „no dobrze, to tylko luźny kontakt”, za chwilkę i tak się rozleci, a mogę zamienić parę słów. I tak zaczęliśmy rozmawiać, najpierw pisać, potem on zadzwonił…

Aby cała historia była logiczna muszę opowiedzieć czego doświadczył ten młody chłopak. Otóż, pochodzi on z rodziny alkoholowej, gdzie oboje rodzice pili, miał młodszą siostrę, którą się opiekował. Matka biła ich obojga. W końcu, kiedy miał 13 lat, zabiła się na jego oczach, zostali sami z ojcem i siostra, którą musiał się opiekować bo była młodsza. Ojciec pił, nie było nikogo bliskiego, kto by pomógł dzieciom, tak zaczął spotykać się z towarzystwem, które wciągnęło go w narkotyki. Tak mijały lata… Obecnie rzucił narkotyki, tak przynajmniej twierdzi. Pracuje, wyprowadził z domu siostrę, by miała się gdzie podziać.

Zaczęliśmy rozmawiać i… okazało się, że się rozumiemy, mamy te same mechanizmy, oboje byliśmy bohaterami w domach gdzie rodzice pili. Okazało się też, że jest to bardzo inteligentny chłopak… Z najlepiej zdaną maturą w szkole w klasie prawniczej… Chciał iść na prawo ale nie udało się przez sytuację jaka była w domu.

Muszę przyznać, że byłam w szoku, w końcu ktoś mnie zrozumiał moje obawy, moje leki, perfekcjonizm, który mi towarzyszy (on ma to samo). Również interesuje się wieloma rzeczami, ma szerokie horyzonty, mogę z nim o wszystkim porozmawiać, on że mną też. Mówi mi też, że to niesamowite, że mnie poznał, taką osobę jak ja i że się tak dobrze rozumiemy…   To wszystko jakby jest dla niego niezwykłe. Wspiera mnie w nauce, możemy porozmawiać o wszystkich naszych problemach. Nie muszę ukrywać mojej historii, jak przed wszystkimi do tej pory… To miłe uczucie. Mogę być sobą.

Prócz tego jakoś w święta poczułam, że moje relacje nie mają sensu… Dotarło to do mnie, kiedy pisałam sobie z Żołnierzem w wigilię i nawet nie złożył mi życzeń, w ogóle, tak jakby nie było świąt… Zawiodłam się… Zerwałam kontakt z wszystkimi facetami jakby. Odizolowałam się, nie piszę, nie dzwonie, nie ma mnie… Nie utrzymuję relacji, gdzie muszę o kogoś ciągle zabiegać, a mogę się tylko na kimś zawieść… To bez sensu zabiegać o uwagę, kiedy ktoś mnie nie chce w swoim życiu… Mam kontakt tylko z panem N. i chyba dobrze mi z tym.

 

seks-kobieta-zmyslowa-760x427

 

 

 

Odbudowuję poczucie własnej wartości…

Nie, nie będę pisać o „Tylko nie mów nikomu” Sekielskiego, choć na Waszych blogach zawrzało od wypowiezi na temat tegoż filmu. Szczerze powiedziawszy ja nie mam siły nawet go obejrzeć…

Jak już pisałam Top Gun poleciał wczoraj na ćwiczenie do Słowenii. Miał się nie oddzywać, ale najwidoczniej nie wytrzymał, bo już po 3 godzinach ciszy miałam wiadomość od niego. Odpisałam po godzinie, od tej pory jest cisza… Więc odpoczywam od rozmów z nim. Te jego konwersacje się zmieniły po jednej rozmowie, którą sam zaproponował. Przegadaliśmy wtedy dwie godziny, powiedział mi też wtedy, że byśmy sie dogadali i, zapytał co by było gdyby się pojawiła myśl o mnie, tak, jak to już pisałam na blogu. Od tej pory pisze do mnie ciągle… dzień w dzień, dziś jest pierwszy dzień, gdy nie napisał.

Obecnie dużo piszę na blogu, codziennie bowiem pojawiają się w mojej głowie nowe myśi, które chcę jakoś uporządkować.

W tym całym myśleniu, o tym, że on nigdy mnie nie kochał i o tym, że odbiera sobie szczęście i szansę na lepsze życie, pojawiła się wreszcie myśl o mnie, czego ja chcę, że ja też jestem ważna. Wcześniej tego nie dostrzegałam. Miałam swoje uczucia kompletnie gdzieś, pytałam siebie tylko jak on mógł mi to zrobić i rozpaczałam z tego powodu, że nie bedzie tak dobrze jak myślałam, bo on tego nie chce. Nie widziałam uczucia, którym go obdarzyłam, że ono też jest w tym wszystkim ważne, i, jeżeli dla niego się nie liczy to nie liczy się w ogóle. A to przecież nie tak. Bardzo spadło mi poczucie własnej wartości, bardzo… prawie w ogóle go nie było, poczułam się jak zwyczajny śmieć, jak zabawka, którą się można pobawić i wyrzucić. Teraz po mału dochodzę do siebie, uświadamiając sobie, że przecież to, że ja chciałam to też jest bardzo ważne, bo ja przecież też mam jakąś wartość, a to, że ktoś to odrzuca nie przesądza o moim braku warości… Cieżko mi odnaleźć się samej, samotnej… Do tej pory zawsze ktoś był, a teraz zostałam całkowicie sama, ale może to też nie przesądza o mojej wartości? Nie wiem, dlaczego mam takie chore myślenie. A moze to tylko kwestia przyzwyczajenia? Po prostu, przez ten cały czas przyzwyczailiśmy się do siebie…

Wypisałam podanie na praktyki, zrobię sobie je, mam też taką bardzo cichą nadzieję, że może po praktykach uda mi się zostać w firmie. Cóż, też pójdę do mundurówki i trochę mnie to podłamuje, czy to wszystko nie będzie kojarzyć mi się z nim z tym wszystkim, co między nami kiedyś było…  Udaje mi się nie myśleć cały czas o tej sprawie z nim, jego kobietami, powoli zaczynam zajmować się własnym życiem i sprawami, którę muszę załatwić. Może to działanie leków, a może mojej interpretacji tego wszystkiego. Staje się jakaś spokojniejsza. Nie wiem, czy nie wróci to do mnie, kiedy to ćwiczenie się skończy i Top Gun wróci do swojego normalnego życia, ale póki co do niedzieli mam spokój i staram się tym cieszyć. Nie chcę już żyć jego życiem, jak to było do tej pory, chcę żyć swoim życiem, tak bez zaangażowania. Wróciłam do pracy, powoli zaczynam koncentrować się na sobie…Powoli siebie dostrzegam w tym całym bałaganie, powoli się wyłaniam…

Edit:

Top Gun jednak napisał, nie podczas pierwotnego tworzenia wpisu, ale wkrótce po tym…

art-2436545_960_720

Facebook zablokował mi konto :(

Jak wiecie nie tak dawno, bo 3 dni trmu pojawiłam się na fejsbuku jako Bluesowa Dziewczyna, oraz stworzyłam też stronkę dla swojego bloga, tak, aby móc wrzucać tam najnowsze wpisy… Niestety fejsbuk skasował mi konto, a wraz z nim całą stronkę. Nie mogę się zalogować ani niczego napisać, trwa cały czas jakaś weryfikacja…ale my#lę, że konto zostanie po prostu najzwyczajniej w świecie skasowane… Smutno mi z tego powodu, bo wreszcie znalazłam do Was jakiś kontakt, gdzie mogłam podzielić się cząstką siebie, a tu takie coś. Też tak mieliście?

Zabezpieczony: Przerwa od… życia? Czasami leżę w nocy i nie mogę zasnąć…

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło: