Poczułam ulgę i spokój.

Od kiedy powiedziałam F. o mojej historii z Panem ze skrzydłami, o tym, jak mnie poniżał, krytykował (choć tego nie pisałam tutaj na blogu, bo było mi zwyczajnie wstyd pisać o takich rzeczach), a w końcu uderzył w twarz, było mi jakoś przykro i smutno. Wszak podobno o byłych się nie mówi, ale to samoistnie tak jakoś wyszło w rozmowie. Wiem, że chciał to wiedzieć, tylko nie wiedział, jak się o to zapytać, żeby mnie nie urazić. Cóż, stało się, powiedziałam mu, aby wiedział z czym musiałam się mierzyć i, że teraz niektóre moje myśli mogą być nieco nacechowane przez pryzmat tego, z czym się spotkałam w de facto pierwszym swoim dłuższym związku… Jednak kiedy mu to powiedziałam bardzo się bałam, że popatrzy na mnie przez to i ,że nie będzie mu już zależeć, że się ode mnie odwróci.

Natomiast tak się nie stało… Dalej mu zależy i nic między nami się nie zmieniło. Poczułam ulgę i spokój. Poczułam się zaakceptowana z moją historią. Co prawda, on raczej takiej nie miał, ale to może i dobrze, przynajmniej dla niego… Od wczoraj czuję się spokojna i zadowolona, jakoś minęły te myśli o całej historii Top Guna, choć zastanawiam się, czy aby tak miało być? Może gdybym poznała go w innym momencie życia, teraz byłabym z nim? A może nie?  I tak mnie odtrącił, napisał,że do siebie nie pasujemy, może  winnym momencie życia też by mnie odtrącił. Wczoraj zaczął jakąś rozmowę, którą natychmiast urwał, bo napisał, że idzie spać… Wiecznie mnie olewa i odtrąca… Nie chce mi się nawet z nim gadać. To nie ma sensu, te rozmowy z nim teraz… ale muszę wytrzymać jeszcze jakoś rok, póki nie rozstaniemy się na studiach…

A z F. Nie wiem co będzie, jednak na chwilę obecną cieszę się, że go poznałam, napisał mi wczoraj, że cieszy się, bo wreszcie może do kogoś pasować i to takie miłe uczucie do kogoś pasować…  Docenia każdy mój gest i miłe słowo. To ważne dla mnie. Są już jakieś plany na wrzesień, na wspólną wycieczkę i miły dzień, choć nie wiem czy kiedykolwiek razem będziemy, na razie niczego nie zakładam. Chcę żyć chwilą i tak mi dobrze, przynajmniej na razie. A życia… chyba nie da się przewidzieć…

water-1245677_960_720

Reklamy

Spotkałam się z nim!

Jakiś czas temu umówiłam się z F. na spotkanie, o czym tu pisałam. Miało być to w niedzielę, ponieważ ja pracuję i nie mam zbyt wiele czasu, tylko taki termin wchodził w grę… ale z tym nie było problemu bo on się dostosował.

W sobotę byłam na wycieczce i choć było miło i przyjemnie to w głowie ciągle miałam to jutrzejsze spotkanie z nim. Na wieczór się popłakałam. Wiedziałam, że może mi się spodobać, a wiedziałam też, że nie pozwolę się sobie tak od razu w pełni zaangażować, bo to przecież rodzina Top Guna… może mnie w każdej chwili zranić, bo może być i w tym aspekcie podobny do niego…

„Nawet mnie nie znasz, ale obiecaj
Poświęcisz jedną chwilę, albo dwie
Kiedy obejmiesz, poczuję siłę
Tak trudno będzie się pożegnać z życiem tym..”

Przyjechał do mnie wczoraj rano… Wysiadł, przyniósł  i dał mi czekoladki. To było miłe, bo od nikogo w życiu na pierwszym spotkaniu nie dostałam czekoladek. Spędziliśmy prawie cały dzień razem na rozmowie, jedzeniu, śmianiu się, oglądaniu zdjęć, głaskaniu zwierzaków. Zegar wybił w końcu 18:24 i myślałam, że będzie się zbierał już do domu, kiedy on, ku mojemu zdziwieniu zaproponował spacer… więc poszliśmy na spacer laskiem. Opowiadał mi o swojej pracy, o swoich młodzieńczych  przygodach z kolegami, opowiadał mi też o Top Gunie… Choć unikałam tematu jak mogłam. Dowiedziałam się kilka smutnych prawd o nim. Nie dostał się do wojska dlatego, że jest taki wspaniały, tylko, że jego szwagier jest komendantem policji i zagadał z kim trzeba było…  Dodatkowo dowiedziałam się, że nigdy nie byłam dla niego ważna jako partner do rozmowy, bo F. był dla niego w tej kwestii ważniejszy…. I ostatnio pogadali sobie na temat relacji Top Guna z kobietami i podobno ma być dobrze, ale co to oznacza, tego nie wiem… Przyznam, że zrobiło mi się smutno, ale nie dałam tego po sobie poznać. Nawet nie wiem czemu, przecież nie powinno mnie to już ruszać… Sprawa z Top Gunem to sprawa  skończona.

Nie wiem, jak to się stało, ale… powiedziałam F. o Panu ze skrzydłami. Powiedział, ze sam chciał wiedzieć, ale nie miał odwagi się zapytać o to, czy byłam kiedykolwiek w związku i jakim… Może źle zrobiłam, podobno o byłych się nie rozmawia… Sama nie wiem, gryzę się z myślami teraz. On to wszystko zaakceptował, powiedział, że to przecież nie moja wina, że szukałam miłości i czułości i za moją czułość on nie miał prawa mi czegoś takiego robić, by mnie poniżać, czy uderzyć w twarz…Powiedział mi, że teraz już będzie lepiej i już czegoś takiego nie będę przeżywała, na pewno…

O Top Gunie i naszej dziwacznej, pokręconej relacji mu nie powiem, żeby się nie poczuł jak plaster na Top Guna,że jest tylko lekiem na zranienie, więc przynajmniej na razie mu nie powiem. Nie chcę go ranić i mówić mu, że o mało nie przespałam się z jego wujkiem, a teraz przychodzę do niego… To mogłoby go zranić, gdyby się jednak zaangażował w jakiś sposób, a tego na razie nie wiem. Uważam, że to nie fair.

Do czasu tego spotkania żyłam tylko nim, zastanawiałam się jak to będzie, targały mną różne emocje. Rano było chyba najgorzej. On nie mógł jeść, ja w miarę, ale był jednak stres, w końcu to siostrzeniec Top Guna. A wczoraj, po tym spotkaniu z nim, poczułam jakiś spokój wewnętrzny, że wszystko jest dobrze. Przy nim mogę być sobą. Tak spokojnego i jakiegoś takiego wrażliwego człowieka jeszcze nie spotkałam na swojej drodze. On jest jeszcze bardziej wrażliwy jak Top Gun i jeszcze mocniej wszystko przeżywa, każdy mój gest, spojrzenie, dotyk, jak mi o tym pisał dziś, to aż zrobiło mi się ciepło. Jak na koniec uściskałam go na pożegnanie to objął mnie i nie chciał puścić i tak staliśmy przytuleni z dobre pół minuty nie mogąc się rozstać, a wiedzieliśmy, że za chwilę to nastąpi. Napisał mi potem, że nie chciał odjeżdżać, że tak mu było dobrze ze mną…

Pojechał jakoś bardzo szybko… Potem wróciłam do normalności ale jakiś niedosyt pozostał. Na odchodne powiedział mi do następnego razu, więc pewnie chciałby się jeszcze raz spotkać, cieszę się z tego!

Cieszę się, że na reszcie jest dobrze! Dzięki niemu przestaje myśleć co zrobił mi Top Gun, o tej całej jego poplątanej sytuacji, nie chcę już jej rozwiązywać w żaden sposób, nie chcę się w nią mieszać,poczułam wreszcie, że mam swoje życie i prawo do tego, aby go mieć, mieć swoje sprawy i inne osoby wokół siebie niż Top Gun.

O dziwo, jak wcześniej, przed poznaniem F. moja rodzina była przeciwna tej relacji, tak po jego poznaniu poczułam, że mam ich wsparcie. Tego też się bałam, że go nie zaakceptują i, że jeśli byśmy się zaangażowali to musielibyśmy się temu wszystkiemu przeciwstawić, ale teraz myślę, że może aż tak źle nie będzie.

lovers-1676972_960_720

Nie wiem, jak będzie, nie robię sobie nadziei i planów choć rozmawiamy o planach na przyszłość każdego z nas, czy o tym, że chcielibyśmy mieć rodzinę, bo to najważniejsza wartość w życiu, wspierający się i kochający wzajemnie ludzie. I o takich bardzo dalekich marzeniach, że i on i ja chcielibyśmy mieć i córkę i syna w przyszłości.  F. opowiedział mi też, że nie miał jakby stałego związku, pisał z jedną dziewczyną, spotkał się z nią po roku, gdzie w międzyczasie był na służbie przygotowawczej do wojska, ale nie pasowali do siebie, ona go wyśmiewała i jego wartości również. Od tej pory nie miał nikogo…

Cieszyła mnie ta szczera rozmowa z nim, w końcu widzieliśmy się pierwszy raz… a poczułam jakieś ciepło od niego i akceptację, że mogę się otworzyć i nie zostanę odepchnięta.Oboje też się sobie spodobaliśmy. Bardzo się z tego cieszę. F. mnie nie denerwuje, nie robi mi jakiś dziwnych akcji, czuje się dobrze, nawet zasłabnięcia minęły. Jest dobrze i spokojnie! 🙂

 

 

O Nowym… i coś na Święta!

Wszyscy wkoło szykują się na Święta, wokół mnie pełno choinek , przystrojonych lampkami i uśmiechów na twarzach. Te święta są jakoś spokojniejsze, bez zabiegania o to, żeby ktoś był szczęśliwy, żeby ktoś mógł się cieszyć, kiedy i tak nie chciał tego robić. W te święta czuję, że odpoczne. Tak prawdziwie, wreszcie. Musiałam zrezygnować z jednego kierunku… moich wymarzonych studiów, dostać się na nie dostałam, ale dojazdy zabrałyby mi tyle czasu, że cóż. I tak mam jeszcze dwa, na których teraz chce się skupić. Szkoda mi tego, ale nie dałabym rady z dojazdem. Może kiedyś w życiu będę mieć jeszcze możliwość coś zrobić w tym kierunku.

Miało być o czymś nowym, a właściwie kimś nowym więc już piszę. Otóż, parę dni temu poznałam pewnego chłopaka, zupełnie przez przypadek i okazało się, że on jest z rodziny z problemami, podobnymi częściowo do moich. I choć na razie zamieniliśmy parę słów, ukazała mi się nieszczęśliwa postać, targana przez życie różnymi wirami. Obraca się on bowiem w towarzystwie muzyków, artystów, pisarzy, niestety, ale temu również towarzyszą narkotyki i dość frywolny sposób życia. (Sama nie wiem, czemu mnie do takich ludzi ciągnie…sztuka?). Jednak o dziwo, interesujemy się ta samą muzyką i tymi samymi czasami z przeszłości… A na dodatek ma na imię dokładnie tak samo jak Indianer… I powiem Wam tak szczerze, że zaciekawiła mnie ta postać, nie ze względu na to, że „wow, znów facet na mojej drodze, ciekawe co będzie?”, bo nie chcę mieć do czynienia z narkomanem, to częśto przepaść bez dna, a ratować już nikogo nie mam siły i nie muszę, ale tak zwyczajnie po ludzku, wydaje się mieć ciekawe zainteresowania (inne:))

Dziś mam ochotę na podróż, na lato… jestem przewrotna, kiedy jest lato, chcę zimę, a kiedy nastaje zima, chcę lato… Ale dziś chcę gdzieś jechać, gdzieś w obce, piękne miejsca… Zrobiłam coś dla Top Guna nie wyszło mi zbytnio, ale i tak mu dam, myślę, że i tak mu się sposoba, bo to takie własnoręcznie zrobione.

A poza tym, chciałam Wam życzyć radosnych Świąt, okraszonych serdecznością i gronem najbliższych Wam osób. I czy obchodzicie, czy nie, niech ten czas przyniesie Wam spokój i wytchnienie od zabieganego życia, niech będzie momentem do zatrzymania się i pomyślenia o życiu, tak po prostu, bo warto. Niech ten czas przyniesie nam wszystkim upragnione myśli 🙂

urrktkqTURBXy80MDVhNzY0NjU2ZjIwYTQ4NTExNzc0ZGYxYzk5N2Q3OC5qcGVnk5UDAH_NETDNCauTBc0DFM0BvJUH2TIvcHVsc2Ntcy9NREFfLzE0MGIxY2ZlN2YwYWM1MmVkYzAxMGQ3MDk3OGU4NGJlLnBuZwDCAA

Bluesowa 🙂

Na nowo… „Wyruszam dziś do nikąd znów, lecz zawsze warto isć…”

Pory roku mi się mieszają, chciałabym, by już była wiosna… bo czuję, że coś sie zaczyna dziać, coś dobrego, a zarazem ciekawego 🙂 Choć, zazwyczaj drogi mojego życia prowadzą zawsze w to samo miejsce, do punktu początkowego. Byliśmy z Top Gun’em na kawie, zabrał mnie, było świetnie, mamy tyle tematów do rozmów, że brakło czasu, by je wszystkie omówić, a z racji tego, że i tak razem studiujemy, zapewne jeszcze nie raz będzie okazja, ale oboje się na nia cieszymy. Zastanawia mnie ten człowiek, z jednej strony pracę ma jaką ma, wymagającą odpowiedzialości, hardu ducha i bardzo dużej odwagi, sprawności, a z drugiej strony to taki wrażliwy facet… i ma zwariowane pomysły, także możemy sie też razem pośmiać. Tylko, że ja… jestem w kropce…

Był taki czas, ze bardzo wracały do mnie silnie wspomnienia z Panem ze skrzydłami, nawet wtedy kiedy rozmawiałąm z Muzykiem, jakoś nie czułam bym mogła zapomnieć. Pojawiły sie znów pytania, czy dobrze zrobiłam opuszczajac go i idąc własną drogą? Wiem jedno, odżyłam. Jednak przynajmniej mogłam coś z nim robić, z Muzykiem… on ma swój świat, czasem bardzo zamknęty choć wrażliwy… życie polegałoby tylko na patrzeniu w gwiazdy, zbieraniu muszelek, leżeniu na trawie… Ja tak nie umiem, pragnę coś jeszcze zdobyć w tym życiu.

Choć…brakuje mi człowieka, tak bardzo. Będąc z Panem ze skrzydłami de facto również byłam sama i chyba już przesiąkłam tą samotnością. Dlaczego moje życie to wieczne czekanie, tęsknota i samotność? Brakuje mi człowieka i dlatego bardzo sie boję. Boje sie, ze znów się w coś zaangażuję, formalnie czy tam nie, a potem będę znowu cierpieć. I dlaczego ja to sobie robie? Mogę wszystkich albo podrzucać, bo tak jest bezpieczniej, albo… no właśnie… I wiem, że pewnie i tak gdzieś to tam i tak się stanie za jakiś czas, bo tak bardzo brakuje mi człowieka… Mam tak, że potrafię zbliżać sie ku komuś, a potem, dowiadujac się o nim tego, czy owego, szybko go odrzucić. Asekuracja przed zranieniem, cierpieniem, życiem w biedzie? Chyba tak… Muzyk na przykład nie ma nic, nie jest też zaradny życiowo. Nie umiałałabym wytrzymać z takim człowiekiem. Mam jakiś inny wzór partnera… Mógłby być biedny, ale byle by był zaradny, bez tego ani rusz.

I boje się o siebie i się miotam, nie wiem, czy już wpadłam, czy nie? Nie chcę robić nikomu złudnej nadziei, a spotykamy się rozmawiajac o… doktrynach filozoficznych, socjologii, polityce, jego pracy, mojej pracy, mojej pasji, zdrowym życiu, życiu w ogóle, lepszych i gorszych przeżyciach, kryzysach, człowieku… o tym wszystkim z kim de facto nie mogłam z nikim w swoim otoczeniu pogadać. Podobno on ma to samo… Tylko by siedział, patrzył mi w oczy i pytał się, czy czegoś mi nie trzeba, jak sie czuję i jaka jestem mądra. I zaczynam się zastanawiać…nie chce i sobie, i jemu robić bólu, ale jeśli we mnie coś tam drgnęło, to w nim chyba też i to zdecydowanie mocniej. Cóż, wie, że jestem poraniona, może zrozumie.

woman-1369253_960_720

Z muzykiem relacja się kończy, postanowiłam, że powiem mu, że z tego nic nie będzie. Nie jestem w stanie z nim być, wspierać go, troszczyć się o niego jak dziecko, bać, czy sobie czegoś nie zrobi w przypływie depresji… Sama potrzebuje spokoju, czasu i kogoś, kto będzie mnie wspierał, a nie oczekiwał tylko mojego wspracia i opieki, z nim to jak bycie opiekunką na pogotowiu. Z chmur wyłania się słońce, może będę miała dziś dobry dzień? Zaraz zbieram się na miasto, poobserwuję ludzi…

Szczególny dzień!

Dziś jest dla mnie jakiś mój mały, szczególny dzień… Równo rok temu „poznaliśmy się” z Panem ze skrzydłami, właściwie to, zobaczyłam go po raz pierwszy na ekranie, a właściwie nawet nie jego, tylko jego imię i nazwisko. Nie będę tłumaczyć, po prostu- zobaczyłam. Odpisał mi coś, jakieś zdanie o regule logicznej. O dziwo, odpisał, bo nikomu wcześniej, ani później nie odpisywał. Oglądał moje zdjęcie…

Czuję, że na tym blogu przeoczyłam jakoś początek naszej znajomości. W zasadzie, nic tutaj nie wspominałam o naszych pierwszych spacerach po lesie, o rozmowach, o pierwszej kawie i o pierwszym buziaku, który był niekontrolowany i za który mój ukochany musiał się wstydzić przede mną. Miłe wspomnienia. Bardzo miłe, dla kogoś, kto przywiązuje wagę do posiadania takowej osoby „tylko dla siebie”. Muszę to nadrobić, zaległości na blogu w kwestii Pana ze skrzydłami.

Od ostatniego wpisu minęło trochę czasu, moje wątpliwości, cóż…poradziłam sobie z nimi. Pójście na studia, w ten cały zgiełk studentów i nauki dało mi nadzieję i choć czuję się zmęczona- poczułam się lepiej, zdecydowanie, poczułam, ze są ludzie, dla których są ważne również te tematy, które ważne są dla mnie i którzy to rozumieją. A nie od razu negują, więc poczułam swoją celowość i wzbił się we mnie jakiś zapał do pracy. Uznałam, że swoje potrzeby trzeba realizować. Poczułam się ważna, tak po prostu. Zwróciłam się też bardziej ku mojemu życiu i potrzebom. Czego wcześniej nie robiłam. Poczułam, że wraca do mnie moja wrażliwość, to wszystko- czego doświadczałam będąc młodszym człowiekiem, a czego mi bardzo brakowało w życiu od jakiś paru lat wstecz. Zajmując się jakimiś dziwnymi problemami, nie umiałam się skupić na życiu, a może „życie” wydało mi się po prostu za trudne, aby się na nim skupić, więc wolałam inną drogę? Nie wiem… W każdym razie dziś czuję się w miarę okej i cieszę się an kolejny zjazd na uczelni, choć ma on trwać 4 dni i być bardzo męczący… Pewnie uda mi się też zobaczyć z Panem ze skrzydłami. Bo od dwóch tygodni się nie widzieliśmy i bardzo mi go brakuje. Wczorajszego dnia też byłam na fajnym wydarzeniu kulturalnym, ale o tym już innym razem…

11987691_rozpromieniona-krolowa