Na nowo… „Wyruszam dziś do nikąd znów, lecz zawsze warto isć…”

Pory roku mi się mieszają, chciałabym, by już była wiosna… bo czuję, że coś sie zaczyna dziać, coś dobrego, a zarazem ciekawego 🙂 Choć, zazwyczaj drogi mojego życia prowadzą zawsze w to samo miejsce, do punktu początkowego. Byliśmy z Top Gun’em na kawie, zabrał mnie, było świetnie, mamy tyle tematów do rozmów, że brakło czasu, by je wszystkie omówić, a z racji tego, że i tak razem studiujemy, zapewne jeszcze nie raz będzie okazja, ale oboje się na nia cieszymy. Zastanawia mnie ten człowiek, z jednej strony pracę ma jaką ma, wymagającą odpowiedzialości, hardu ducha i bardzo dużej odwagi, sprawności, a z drugiej strony to taki wrażliwy facet… i ma zwariowane pomysły, także możemy sie też razem pośmiać. Tylko, że ja… jestem w kropce…

Był taki czas, ze bardzo wracały do mnie silnie wspomnienia z Panem ze skrzydłami, nawet wtedy kiedy rozmawiałąm z Muzykiem, jakoś nie czułam bym mogła zapomnieć. Pojawiły sie znów pytania, czy dobrze zrobiłam opuszczajac go i idąc własną drogą? Wiem jedno, odżyłam. Jednak przynajmniej mogłam coś z nim robić, z Muzykiem… on ma swój świat, czasem bardzo zamknęty choć wrażliwy… życie polegałoby tylko na patrzeniu w gwiazdy, zbieraniu muszelek, leżeniu na trawie… Ja tak nie umiem, pragnę coś jeszcze zdobyć w tym życiu.

Choć…brakuje mi człowieka, tak bardzo. Będąc z Panem ze skrzydłami de facto również byłam sama i chyba już przesiąkłam tą samotnością. Dlaczego moje życie to wieczne czekanie, tęsknota i samotność? Brakuje mi człowieka i dlatego bardzo sie boję. Boje sie, ze znów się w coś zaangażuję, formalnie czy tam nie, a potem będę znowu cierpieć. I dlaczego ja to sobie robie? Mogę wszystkich albo podrzucać, bo tak jest bezpieczniej, albo… no właśnie… I wiem, że pewnie i tak gdzieś to tam i tak się stanie za jakiś czas, bo tak bardzo brakuje mi człowieka… Mam tak, że potrafię zbliżać sie ku komuś, a potem, dowiadujac się o nim tego, czy owego, szybko go odrzucić. Asekuracja przed zranieniem, cierpieniem, życiem w biedzie? Chyba tak… Muzyk na przykład nie ma nic, nie jest też zaradny życiowo. Nie umiałałabym wytrzymać z takim człowiekiem. Mam jakiś inny wzór partnera… Mógłby być biedny, ale byle by był zaradny, bez tego ani rusz.

I boje się o siebie i się miotam, nie wiem, czy już wpadłam, czy nie? Nie chcę robić nikomu złudnej nadziei, a spotykamy się rozmawiajac o… doktrynach filozoficznych, socjologii, polityce, jego pracy, mojej pracy, mojej pasji, zdrowym życiu, życiu w ogóle, lepszych i gorszych przeżyciach, kryzysach, człowieku… o tym wszystkim z kim de facto nie mogłam z nikim w swoim otoczeniu pogadać. Podobno on ma to samo… Tylko by siedział, patrzył mi w oczy i pytał się, czy czegoś mi nie trzeba, jak sie czuję i jaka jestem mądra. I zaczynam się zastanawiać…nie chce i sobie, i jemu robić bólu, ale jeśli we mnie coś tam drgnęło, to w nim chyba też i to zdecydowanie mocniej. Cóż, wie, że jestem poraniona, może zrozumie.

woman-1369253_960_720

Z muzykiem relacja się kończy, postanowiłam, że powiem mu, że z tego nic nie będzie. Nie jestem w stanie z nim być, wspierać go, troszczyć się o niego jak dziecko, bać, czy sobie czegoś nie zrobi w przypływie depresji… Sama potrzebuje spokoju, czasu i kogoś, kto będzie mnie wspierał, a nie oczekiwał tylko mojego wspracia i opieki, z nim to jak bycie opiekunką na pogotowiu. Z chmur wyłania się słońce, może będę miała dziś dobry dzień? Zaraz zbieram się na miasto, poobserwuję ludzi…

Reklamy

„Tak, tak… ten w lustrze to niestety ja…tak, tak, ten saaaam…”

Żeby pisać dobrego bloga trzeba coś przeżyć! A ja? Co ja kurwa przeżyłam? Jestem na etapie, kiedy każda laska próbuje ułożyć swoje relacje z jakimś facetem. Przynajmniej u nas, bo nie wiem, jak gdzie indziej. Nie piszę o dzieciach, o rodzinie, śmiesznych przypadkach, o konkretach…

Próbuje poskromić emocje, nie za bardzo mi to wychodzi, bo dzisiaj chce wybuchnąć, tak, po prostu chcę.

Ja cały czas tylko Matka, rodzina, choroby, obowiązki, wartości, pasja, idee i… oni…

A….. nie chcę o tym gadać, może innym razem.

Być może marnuję pamięć tego bloga, nie wiem. Ale… ja kuźwa jestem inna! Inna i tego nie zmienię, nic nie poradzę, tak jest. Kolejny raz próbuję spojrzeć na stosy papierów leżące na stole, stosy zapisków i liter, próbuję przynajmniej przeczytać. Czytam, czytam i… Boże… Nie mogę się skupić. Za dużo myśli, za dużo chwil w mojej głowie. O niektórych nikt nie wie. Może tak jest lepiej. Świat mnie nie pozna….

Ja? Kto to? Ja czy odbicie? Jednak ciągle nie znikam, czasem tylko wyrywam się z rzeczywistości…

Jestem inna, świat mnie przygarnie?