Dziwię się sobie… Wpis z poziękowaniem dla Mary Kot i Morfeusza!

Dziwię się sobię. Wydawało mi się, że po takim ciosie jaki dostałam będę leżeć i płakać pół roku, a tu, ku mojemu zaskoczeniu jakoś funkcjonuję, może to też za sprawą leków, ale nie jest ze mną najgorzej, tak jak przewidywałam. Umiem zająć się swoimi sprawami, umiem nie myśleć o tym, co było. W sumie, coraz częściej łapię się na tym, że myślę sobie, że nie mam do czego wracać, nie mam czego wspominać, bo to nie była miłość, po co więc do tego wracać? To trochę smutne, po pół roku nie mam do czego wracać, bo wszystkie wspomnienia z nim okazały się być niesłuszne, były po prostu moją pomyłką, ale ta myśl pozwala mi chyba iść przed siebie, nie oglądając się za siebie. Choć co noc mi się śni i wypisuje do mnie stale, nawet z Słowenii, czuje się jakaś spokojniejsza… Odizolowałam się też od tematu związków i miłości, ale to chyba normalne… i dobrze mi tak. Kiedyś myślałam, że jest idealny, teraz widzę, że taki idealny nie jest i to chyba też daje mi wolność…

Dziękuję też Mary Kot za to, że ze mną jest w tych trudnych chwilach i za piosenkę, którą mi wysłałać. Jest wbrew pozorom pozytywna i potrafiła postawić mnie choć trochę na nogi, spojrzeć na to wszystko w innym świetle… Jeśli to czytasz to wiedz, że jestem Ci wdzięczna. 🙂

Dziękuję również Morfeuszowi za owocne rozmowy, za zrozumienie, poświęcony czas, to dla mnie ważne.

Wstępnie dostałam się na praktyki do wydziału kryminalnego. Z jednej strony się ciesze, bo wyjdę do ludzi, będę miałą swoje własne życie i zajęcie, a może kogoś poznam? Z drugiej strony trochę się obawiam, bo choć ma być to praca biurowa, czy podołam zadaniom? A już najgorszej jak znowu ktoś mnie rozwali, a ja będę musiałą tam jechać, dlatego chyba już teraz nie dam sie rozwalać nikomu… nawet jemu i jego dziwacznemu życiu…

A teraz wstawiam piosenkę, którą dostałam właśnie od Mary, a która pomaga mi jakoś się pozbierać co dnia i działać:

 

 

Myśli z 06.05.19 r. Dziękuję wam za to, że tutaj ze mną jesteście!

Obudziłam się z tą myślą, że to fajny facet, znowu. Ta myśl nie daje mi spokoju jakoś… że jest ogarnięty. Tak mnie skrzywdził, ale głupi nie jest, pracuje, zarabia, ma mieszkanie, stara się w pracy, potrafi być i delikatny, uczuciowy, romantyczny i pozytywnie szalony jak chce… Z drugiej strony nie rozumiem go. Tyle myśli, tyle pisania, tyle rozmów? I nic nie poczuł? Musi być jakimś betonem, że tylko mała myśl mu przeszła przez głowe o mnie. Rozmowy z nim teraz to śmiech przez łzy. Niby się śmieje, ale we wnętrzu wiem, że muszę odpuścić, że z tego nic nie będzie. Zostałam znowu sama, ale przynajmniej próbowałam. Nie liczę już chyba na szczęście, po prostu, próbuję się pogodzić z tym wszystkim, co jest. Było z nim fajnie i chyba nie żałuję tych wszystkich dni, a teraz muszę wrócić do swojego życia.Może ten świat na prawdę na jednym facecie się nie kończy?

Założyłam sobie też fejsbuka i stronkę dla mojego bloga. Cieszę się z tego, cieszę się z tego, że mogę teraz dotrzreć do ludzi mi przyjaznych, potrzebuję ich teraz bardzo koło siebie. Bez Was będzie mi cieżko. Powoli się znów podnoszę…