Czemu zabrałeś mi wolność?

Dziś dzień jest jakby spokojniejszy… Nie ma tłumów ludzi, nie ma hałasu. Nie muszę się spieszyć i nawet już nie boję się, że się gdzieś spóźnię. Nie mam na to siły. Nie mam siły na lęk, na strach, na wycieńczające emocje. Dziś jestem jakoś dziwnie spokojna i dobra dla siebie. Dzisiejszej nocy postanowiłam, po raz już kolejny, że nie będę sama się wykańczać emocjonalnie. Jak na razie udało mi się w tym wytrwać… kilka godzin, co będzie dalej?

Kiedy leży się, prawdopodobnie z nawrotem nerwicy, świat wygląda inaczej. Tak zabawnie, ale i przerażająco. Kiedy każdy najmniejszy ruch sprawia okropny ból w żołądku, a myśli krążą wokół kolejnej wizyty w szpitalu- którego szczerze nie cierpię. Boję się… że kolejny raz nie dam sobie rady, nie podniosę się, a ból nie minie. Myślę o swoim życiu. Czy ma ono jakąś wartość? Czy ono istnieje po coś? Czy i ja istnieję po coś? Patrzę na zielony sufit, nie wiem, jak zacznie się kolejny poranek. Wiem tylko, że jeszcze żyję… Mimo tysiąca myśli, niepoukładanych skojarzeń, zawirowań, emocji. Dla mnie to taka chwila zatrzymania i pochylenia się nad własnym życiem, choć może robię to za często?

Przedwczoraj znów wróciłam do bolesnych wspomnień, do tych najgłębszych, ukrytych gdzieś pod twarzą zadowolonej z życia dziewczyny. Kobiety… Nie lubię kiedy nazywa się nas Dziećmi. Dzieci często nie rozumieją, co przeżywają, szczególnie te małe. Czy ja jestem gorsza, jako kobieta? Żyję, radzę sobie, jak każdy człowiek, no, może nie każdy, ale w pewnych kwestiach pozostajemy podobni. A, że w pewnych nie? Cóż… nie zaplanowałam sobie tego, nie chciałam, aby tak było. Wolałabym cofnąć czas, ale nie da się. Wracam do wspomnień, do marzeń, które miałam kiedyś, którymi żyłam… Widzę, jak większość z nich zawaliła się, jak domek z kart. Stoję znów w tej kupce gruzu, przeszukując resztki wspomnień, wydobywając to, co jeszcze zostało, to, co da się uratować. Wyjmuje z popiołu każdą myśl, która mogłaby jeszcze ze mną pozostać… Choć na chwilę…

tapeta-dziewczyna-wypuszcza-ptaki-z-klatki-w-grafice-2d

Czuję, jakbym stała w miejscu, a świat obraca się wokół mnie i choć bardzo pragnę, nie mogę do niego biec, nie potrafię nadążyć, nie potrafię pozbierać myśli, nie umiem się odważyć żyć… Kiedyś nie byłam taka, kiedyś miałam tę odwagę… Losie, czemu mi ją zabrałeś? Pozbawiłeś mnie wolności, a skazałeś na grzebanie w popiele wspomnień? Te chwile są ciężkie, lecz są tylko moje, nikogo więcej. Kocham siebie za to i nienawidzę. Zawieszona nad powierzchnią ziemi, nie mogę jej dotknąć, ani wzlecieć ku górze… jak w Dziadach Mickiewicza. Choć, może… dzisiejszy dzień coś zmienił? Mam to miejsce. Zacznę powoli oswajać się z tym, co się ze mną dzieje, może choć tutaj znajdę znów choć parę osób, które powiedzą mi „nie jesteś sama”.

Nigdy nie dałam sobie szansy być słabą, być smutną… to takie nieprofesjonalne i niepasujące do mnie. Czuję jednak, że dziś we mnie coś pękło, tak mocno, że aż poczułam to w sobie. Nie chcę już dławić w sobie wstydu, lęku i tego, że przez lata potrafiłam milczeć. To wszystko mnie uwiera, sprawia, że nie mogę być wolna. Ale… najtrudniej pomóc samej sobie.

Patrzę na promienie słońca, widzę, jak świat powolutku budzi się do życia po przeciągającej się zimie i gdzieś tam w środku dziękuję za ten dzień, niby taki sam, jak wszystkie inne, a jednak zupełnie odmienny- bo jest on moją kolejną szansą na próbę zawalczenia o siebie.

                                                        „O, gdyby tak wszyscy ludzie,                                                                                                              mogli przeżyć taki jeden dzień,                                                                                               gdy wolność wszystkich, wszystkich zbudzi…                                            I powie idźcie tańczyć, to nie sen…”

                                      „Sen o Victorii”

notatki, 10.03.2018r.

 

Mały, wielki początek! I… Wilki! ;)

Kochani moi! Z radością chciałam Wam napisać, iż prawdopodobnie już niedługo będziecie mogli przeczytać, to, co udało mi się do tej pory naskrobać w wirtualnym notatniku mojego komputera. Jestem bardzo zadowolona z takiego obrotu sprawy. Zawsze bowiem chciałam być w jakiejś grupie ludzi piszących i wreszcie się udało 🙂 Nie wiem, czy powstanie tutaj link prowadzący do stronki, gdzie będą moje teksty, ( nad tym się jeszcze zastanowię, bo może lepiej będzie porozsyłać maila tylko stałym czytelnikom.) Chodzi mi o zachowanie anonimowości i utrzymanie mego blogu w pełnej tajemnicy. Za dużo tu emocji, wspomnień, osobistych przeżyć. Nie chcę, aby ktokolwiek z osób, które znam dowiedział się o tym blogu. 

Cieszę się na to jak małe dziecko… Muszę jednak poprawić parę tekstów, parę jeszcze napisać… Fajna zabawa to ale i też wyzwanie. Stworzyć coś nowego, od początku do… jakiejś części, to zupełnie nowa przygoda i duuużo blogowej pracy. Od nowa, ale, mam nadzieję, że będę się fajnie bawić wśród nowych ludzi, również piszących. Oczywiście Was moi drodzy nie zostawiam, próbuję tylko poukładać jakoś miejsca w sieci, żebym miała i bloga osobistego, gdzie będę anonimowa i stronkę z tekstami, esejami nie dotyczącymi życia osobistego w większej części, chyba, że w wierszach…

Dzisiejszy dzień przyniósł mi więc nadzieję, radość i poczucie początku czegoś nowego. Robi się „fajnie”. 🙂

Lenka pisze, iż wilki zaczęły się przemieszczać w te zimę… Teraz wchodzę na internet, czytam, szukam, ale nic takiego nie widzę. Jednak dotarłam do informacji, że ich ruja przypada własnie na luty, marzec. Być może ich wędrówki spowodowane są tym, że szukają samic do rozrodu w tym okresie. Eh… nie dają nam spokoju te wilki.

wilk

Więc tak tematycznie, nie wiedziałam, którą wybrać, bo dużo tego, ale padło na jedną z najbardziej znanych:

I piosenka, którą kocham, ze względu na tekst oraz przesłanie… 

A ja idę, szukać tekstów i przygotowywać się na  mały wielki początek 🙂

Miłego popołudnia wszystkim! 🙂

Pojechane Młode Wilki urzeczywistnione! ;)

Drodzy moi czytelnicy, przybysze czy też przechodnie! Śpieszę do Was z informacją, iż mój pomysł o spisaniu poniekąd przeszłości, a poniekąd też moich wierszy, tekstów, obserwacji pewnych środowisk i samej mnie został urzeczywistniony! Za nic w świecie nie miałam ochoty ani siły zakładać następnego bloga, ale jakiś wewnętrzny głos podpowiada mi, że może jednak warto… Myślę sobie, że pewne teksty trzeba czytać oddzielnie, żeby się nie zaplątać. Dlatego też powstało miejsce, które będzie przepełnione muzyką, wspomnieniami, obrazami ludzi, których pochłonęła ich własna emocjonalność i ideologia. Wielu także zabiła… Myślę, że resztę doczytacie sami, być może też lepiej zrozumiecie pierwotnego bloga.

Będę bardzo wdzięczna za wszelkie pozostawione na nowym blogu komentarze i wizyty, kiedy nie będzie mnie w blogosferze. Ciekawa też jestem Waszego zdania co do „Wilczego” odmiennego świata 😉

A teraz idę brać kąpiel i szykować się na jutrzejszy dzień…

Zapraszam:

http://pojechanemlodewilki.blog.onet.pl/

Ps. Byłabym zapomniała… Na wakacje jedziemy grupą ponad 10 osób, przy czym jest tylko jedna łazienka.

Ja do Małej: Mała, przygotuj się, że rano trzeba będzie wstać o 4.17.
Mała: Czemu??
Ja: Bo może do 8.00 zdążymy wejść do łazienki.
Mała: (Patrzy na mnie z niedowierzaniem) Jak to do 8.00?
Ja: A ile czasu brat średnio układa włosy i w ogóle?
Mała: Godzinę!
Ja: To załóż, że na wyjeździe będzie układał dwie…
Mała: 😯

Chyba nie zrozumiała, ale trudno 😛

Trzymajcie się! 🙂

Sie macie ludzie!

Generalnie nie należę do osób, które zakładają i piszą blogi. Robią za to mnóstwo innych rzeczy w świecie rzeczywistym. Pracują, często ciężko i fizycznie, uczą się, jeżdżą na koniach, słuchają muzyki, grają na koncertach, uprawiają inne sporty, pomagają innym, rozmawiają, piszą swoje autorskie teksty, zwiedzają świat, starają się go poznać i zrozumieć ale nie piszą blogów! Jeżeli więc zakładam blog, muszę mieć ku temu wyraźny powód, a strony te są dziwaczne, kontrowersyjne, autsajderskie…

Właściwie wszystko zaczęło się od „Skazanego na bluesa”. Gdyby nie ten film i postać Ryśka podejrzewam, że moje życie potoczyłoby się inaczej. Być może trudno w to uwierzyć, ale to właśnie ten film oraz sam, nieżyjący już wokalista grupy Dżem nadał dalszy bieg pewnym epizodom z mojego życia  i w pewnym sensie pomógł mi stworzyć swój światopogląd, zacząć lepiej pisać i znaleźć „własny kąt” w świecie, który nie zawsze był dla mnie miejscem przyjaznym. Tym „kątem” był właśnie blues. Zobaczyłam w tych piosenkach coś podobnego, co widział Rysiek- wolność i tęsknotę, za wolnością, miłością, akceptacją, poczuciem bezpieczeństwa. Ale co to wszystko ma wspólnego z blogiem? A no ma, gdyż przyszedł w moim życiu taki czas, iż odczułam wielką potrzebę rozpoczęcie wszystkiego na nowo. Zrzucenia z siebie balastu trudnych emocji, które się we mnie nagromadziły przez lata. Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie przypuszczałam że kiedyś założę bloga i to autoterapeutycznego. Jednak kiedy zastanawiałam się dziś, co tak naprawdę składa się na moje życie, doszłam do wniosku, iż jest ono właśnie bluesową opowieścią. Opowieścią o smutku, ale nie tylko. Znaleźć tu będzie także można wolność, przyjaźń, nocne rozmowy, relacje, emocje, pasję, muzykę a może także i miłość? Słowem wszystko to, co składa się na życie człowieka wrażliwego i „skazanego” na bluesa, bo tacy ludzie są jeszcze wśród nas. Stąd też właśnie wzięła się nazwa bloga, na którym chciałabym zamieścić wszystko to, co kocham i to, nad czym się zastanawiam na co dzień…

Poczułam nagle chęć posiadania własnego miejsca, gdzie będę się mogła wypisać, kiedy będę tego potrzebowała, zahaczyć o tematy „na topie”, napisać kiedy mnie coś zainteresuje, rozdrażni czy też po prostu będę chciała się czymś podzielić. Nie wiem, czy pisanie jest dobrym pomysłem w moim przypadku, jednak  zdecydowałam się na odnalezienie siebie i dlatego wybaczcie, jeśli ten blog nie będzie pasował do konwencji blogów już stworzonych. Będzie to tylko oznaczało, iż poszukuję samej siebie, a jak już może zdążyliście się zorientować, jestem troszkę inną dziewczyną niż większość i przychodzę do Was z nieco odmiennego świata. Świata bluesowo-rockowej muzyki, koncertów, przyjaźni , koni, Indian, wolności, tekstów piosenek, a także smutku, choroby, walki z samym sobą i trudnych relacji.

Nie wiem, ile czasu będzie mi towarzyszył ten notes. Notes bardzo nieuporządkowany, zdawać by się mogło, że chaotyczny. Zakładany w pośpiechu i chęci napisania tych paru słów, może nie do końca przemyślany… ale za to całkowicie autentyczny. Zawsze sądziłam, że jeżeli będę już pisać coś takiego, to będzie to działanie przemyślane, a moja strona z chwytliwą nazwą i estetycznym wyglądem. Tymczasem wychodzi zupełnie inaczej… jednak wydaje mi się, że na dzień dzisiejszy chcę opowiedzieć moją bluesową historię… Może pewnego dnia usunę to miejsce, gdyż „zostawię za sobą ten zafajdany świat”. W tym, czy innym wypadku zapraszam do czytania i życzę miłej lektury! A na koniec zachęcam do odsłuchania: