Niespodziewany powrót Top Guna…

Zdążyłam się z niego wyleczyć, zdążyłam zacząć żyć dalej… By dowiedzieć się w niedzielę, że on… Chcę do mnie wrócić. Powiedział to siostrzeńcowi. F. Powiedział, że chciałby się pozbierać i napisać do mnie, spotkać się…Nie daje już rady, że ciągle coś w nim tkwi, że czuje się źle, że cierpi po moim odejściu… Chciałby dowiedzieć się co u mnie, ale tego chyba nie zrobi, bo nie wie, jak ma się odezwać do mnie… Siostrzeniec napisał mi, że widzi, co się z nim dzieje. Jest rozwalony emocjonalnie po rozstaniu ze mną. Nie jestem mu obojętna i cierpi. Został w końcu sam… Całkiem sam… Żadnej z nas już nie ma…

Na co ja napisałam mu, że on miał już swoją szansę, wtedy kiedy się spotykaliśmy, kiedy mnie całował, kiedy się tuliliśmy, kiedy całował mnie w czoło, przytulal do siebie i mówił te wszystkie mile rzeczy, kiedy rozmawialiśmy o rodzinie i dzieciach… A wiedział jaka ma sytuację. To był jego czas. Ja musiałam to zostawić za sobą, bo to byłoby toksyczne…

Dopadł mnie stres ale poczułam też radość. Wiem, to może źle. Ale cieszę się, że już nie dałam się złapać w jego sidła. Nie rusza mnie to. Czuję ulgę i radość. A on.. Niech cierpi. Niech zobaczy jak to jest cierpieć, jak to jest stracić to, na czym człowiekowi tak bardzo zależy… Jak to jest stracić plan na życie, cała nadzieję i miłość, jak to jest zostać w pustce i w niej żyć. Może potrzebuje tego doświadczyć na własnej skórze by zrozumieć co zrobił? Choć on chyba tego i tak nie zrozumie nigdy… Jak to jest budzić się rano i nie mieć po co wstać z łóżka.

Zostawiłam to za sobą i jestem wolna! Wolna od niego! Napisałam F., że nawet nie chce go widzieć… Nie chcę się z nim spotkać. Nie chcę, żeby mnie cokolwiek z nim łączyło. Jestem wolna i pro uje spojrzeć w przyszłość. Jego przy mnie nie było kiedy zdychałam, kiedy czułam się fatalnie, kiedy wylądowałam na lekach, kiedy świat stracił kolory… Kiedy nic nie miało już sensu. On wybrał swoją drogę. Niech teraz idzie do swoich kobiet, do swojej kochanki, którą tak kocha, niech ona go przygarnie. Tylko, że ona tak samo ma go gdzieś… Może się na nim poznała już wcześniej?

Dla mnie to temat zamknięty. Nie chcę z nim być ani mieć kontaktu. Zranił mnie i oszukał. Odebrał cała nadzieję, ale się podniosłam. Idę dalej. Patrzę w przyszłość. Nie próbuję już trzymać się kurczowo przeszłości. Jestem z siebie dumna! Wczoraj powiedziałam to terapeutce, ucieszyła się, choć zazwyczaj jest poważna i nie okazuje radości. Czuję, że idę do przodu. Powiedziałam też F. prawdę o tym, co między nami było z Top Gunem. Znowu był w szoku bo nie wiedział, że to tak daleko zaszło. Napisał mi też, że Top Gun nie nadaje się do założenia rodziny i on sam sobie tego nie wyobraża, jakoby Top Gun miał założyć własną rodzinę.

Chłopak, z taką samą historią jak ja nie okazał się lojalny. Okazało się, że przespał się dwa razy z inną, wtedy, kiedy mnie opuścił. Dla mnie jest to sprawa jasna. Zrobił to samo, co Top Gun, więc raczej nie mamy o czym rozmawiać w kwestii dalszego poznawania się…

Plącze się w relacjach. Ale chciałabym kogoś mieć, nadszedł taki czas, że chciałabym patrzeć w przyszłość, może z kimś innym, dla kogo byłabym ważna…Terapeutka mówi, że mam zasoby i potrafię obdarować kogoś prawdziwą miłością, że to piękne… Jakoś wzrasta moja wartość przez jej słowa…

woman-570883_1280

 

 

Najprawdziwsze Szaleństwo!

Wróciłam! Długo mnie nie było… musiałam chyba się poukładać. Z resztą, nie miałam siły pisać, bo całe dnie spędzam w pracy, często od poniedziałku do niedzieli a po pracy jestem tak zmęczona, że padam na łóżko. To, co się wydarzyło od czasu mego ostatniego wpisu przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Byłam smutna i jakoś tak doskwierał mi brak Top Guna w wakacje, założyłam sobie więc konto na pewnym portalu, by kogoś poznać. Nie wiem czy to z nudów, czy bardziej z ciekawości. Po pewnym czasie poznałam tam A. W tym czasie urwałam całkowicie kontakt z Top Gunem. Chciałam jakby zacząć wszystko na nowo, poznać kogoś nowego, oderwać się od tego „starego życia”, może się na nowo zakochać… Z A, umówiłam się na dzień. Przyjechał do mnie do domu, rozmawialiśmy głównie o byłych, ale gdy go poznałam wydał mi się tak bardzo podobny z wyglądu do Pana ze Skrzydłami, że szok, a tego nie miłość, Top Gun, Fcierpię szczerze. W trakcie tej rozmowy zaczęliśmy się całować. I choć na początku wydawało mi się, że coś poczuła, to późniejsze zdarzenia zweryfikowały wszystko…. Ja tylko udawałam. Wmawiałam sobie, że to to właściwe. Pisaliśmy całe dnie i mieliśmy się spotkać za tydzień znowu u mnie, ale w czwartek tego tygodnia, w którym się widzieliśmy napisał mi, że nie dogadamy się, bo przez godzinę nie odpisałam mu na sms  i „pa pa”. Zszokowało mnie to. Przecież na spotkaniu mówił, że mnie nigdy nie odepchnie jak Top Gun, że będzie zawsze przy mnie  a teraz tak łatwo rezygnuje? Próbowałam to ratować, wytłumaczyć mu, ze nie mogę po prostu tak często pisać, ale już wiedziałam wtedy, ze z tego nic nie będzie. Bo jak mam być z kimś, kto zawsze może mi powiedzieć „pa pa” bez powodu? I żyć w wiecznym strachu? Tak się nie da! Tak bardzo się tym przejęłam, że w piątek kolejnego dnia zemdlałam w pracy i musieli mnie ratować… Wtedy też napisał do mnie Top Gun, a ja w takim stanie, ledwo żywa, napisałam do  niego, pierwszy raz od dwóch tygodni, by przyjechał do mnie następnego dnia bo muszę z kimś porozmawiać, wygadać się i aby mnie pozbierał… I takim sposobem Top Gun wylądował u mnie w domu w sobotę.

Siedzieliśmy na kanapie i nikt z nas nie miało odwagi by się dotknąć nawzajem, to było takie zachowawcze, choć miałam ochotę się w niego wtulić i tak zostać w jego ramionach już na zawsze, ale pogadaliśmy, opowiedziałam mu o wszystkim, jak zostałam potraktowana, jak to bolało, jaki stres przeżyłam, że aż zemdlałam. A on potem mnie przytulił…. Tak przyjacielsko, to było piękne. Ale tylko przyjacielskie, już wiedziałam, ze nic z tego raczej nie będzie. Potem Top Gun pojechał, a ja zaczęłam pisać z A., no bo przy Top Gunie nie mogłam tego robić. Chciał do mnie przyjechać w niedzielę, czyli kolejnego dnia, ale ja napisałam mu, ze mam  tylko 3 h, bo muszę coś pilnego zrobić. W rzeczywistości nie chciałam z nim siedzieć, bo wiedziałam jak się zachował, wiedziałam, że to nie ma sensu, bo jest chamski. Poza tym miałam znowu Top Guna jako przyjaciela. To mi wystarczało. Na to on odpisał,że to jakiś żart! Ja mam poświęcać mu całe dnie, albo wcale i już się więcej nie zobaczymy. Moja reakcja była dziwna jak na mnie. Odpisałam tylko „Ok, pa pa.”. Nie obchodziło mnie to już zbytnio. Choć przyznam było mi trochę smutno, jednak nie próbowałam już tego ratować, wiedziałam, że to nie ma sensu. Odnowiłam za to kontakt z Top Gunem i było mi znowu dobrze! W tym czasie, kiedy  A. zniknął, a ja odnowiłam kontakt z Top Gunem, na tydzień. Wtedy też Top Gun poprosił mnie o jedną, ważną rzecz. Mianowicie, Top Gun ma siostrzeńca, wiedziałąm o nim tyle, co mi opowiadał od czasu do czasu,że jest od niego troszkę młodszy i , że są bardzo zżyci ze sobą, bo siostra Top Guna jest od niego tyle starsza, ze mogłaby być jego matką i ona właśnie ma tego syna więc są w tym samym pokoleniu jakby, choć siostrzeniec jest o rok młodszy ode mnie. Ale nigdy zbytnio się tym siostrzeńcem nie interesowałam, mówił coś o nim to mówił i już.  Wtedy właśnie poprosił mnie, bym porozmawiała z siostrzeńcem i dała mu przykład jak wiele rzeczy można w życiu zrobić, bo młody trochę zatrzymał się w działaniu i potrzebuje jakiegoś pozytywnego impulsu a ja mogę dać mu dobry przykład by ruszył do działania. Ja niewiele myśląc, zgodziłam się, przecież to jedna rozmowa , co mi szkodziło? A może akurat chłopaka zmotywuję by poszedł na studia? No i dał mu mój numer i poprosił go by do mnie napisał. Ale młody się nie odezwał od razu. W tym samym czasie, rozmawiałam z Top Gunem i podjęłam jeszcze jedną próbę rozmowy na temat sytuacji z jego zdrowiem fizycznym i psychicznym oraz życiowej. I tak jakoś wyszło, że napisałam mu szczerze, że coś do niego czuje i to jest miłość, taka najprawdziwsza, nie taka,żeby się nim pobawić, tylko taka na prawdę. Pomyślałam, że kochanki nadal nie ma, a on jakiś czas temu podobnie myślał o mnie, to może coś drgnęło i teraz już będzie dobrze. To, co odpisał mnie zszokowało:

” racjonalizując, z moim charakterem bym Cię zmiażdżył… A poza tym to dwie osoby muszą czuć. Wiesz, ja też zrobiłem analizę racjonalną i emocjonalną i wiem, gdzie jest moje serce. Nie potrafię tego przekierować. To jest ponad mnie.”

To było jednoznaczne! On mnie nie kocha! Nie chce i kolejny raz odrzuca!

„Kiedy powiem sobie dość
A ja wiem, że to już niedługo
Kiedy odejść zechcę stąd
Wtedy wiem, że oczy mi nie mrugną, nie
Odejdę cicho, bo tak chcę
I ja wiem, że będę wtedy sama
Nikt nawet nie obejrzy się
I ja wiem, że będzie wtedy cicho
I tylko w Twoje oczy spojrzę
Tę jedną prawdę będę chciała znać
Nim sama zgasnę, sama zniknę
Usłyszę w końcu to, co chcę

Czy warto było szaleć tak, przez całe życie?
Czy warto było starać się, jak ja?
Czy warto było kochać tak, aż do bólu?
Czy mogę odejść sobie już?”

 

To był koniec. Poczułam to tak naprawdę w sobie. Koniec Top Guna i mnie. Koniec czegoś co było najpiękniejsze w moim życiu, koniec wszystkiego… On kocha tamtą, mnie nie i nigdy nie pokocha, wiem to. Po raz pierwszy poczułam, że muszę odejść, nie ma innego sposobu. W kolejnym dniu były moje urodziny. Nawet nie wysiedziałam z gośćmi do końca. Nie potrafiłam się uśmiechać. Wyszłam, wieczorem napisałam matce, że skończyła się właśnie relacja, gdzie gdyby to było wszystko prawdziwe, to ten facet byłby moim mężem i ojcem moich dzieci. Że go kochałam, teraz zostałam sama, całkiem. Nie chciałam już nikogo szukać, miałam dość. Wiedziałam, że muszę zostać sama, całkiem sama. Zerwałam kontakt z Top Gunem. Nie odpisałam na jego wiadomości kiedy się pytał, mówił, że martwi o mnie. Jednak o dziwo ten dzień nie był najtragiczniejszy, normalnie funkcjonowałam, tylko byłam smutna.

„Miałeś być przy niej
miałeś być na każdy znak
takiej dziewczynie
do nóg się rzuca cały świat
na każdą chwilę miałeś jej przynieść
powietrza przejrzystego smak
każdym oddechem woła o Ciebie
i tylko Ty nie widzisz jak…

Głęboko w środku gdzieś
i choćby śladu łez
jej oczy nie poznały nigdy, nie!
głęboko w środku tam
otwiera Ci swój świat
otwiera wszystko to, co w sercu ma.”

Następnego dnia przyszła wiadomość od siostrzeńca. Długo się wahałam, czy w ogóle odpisać. Bo przecież pokłóciłam się z Top Gunem, zerwałam kontakt, zostawiłam to za sobą, dlaczego więc miałabym mieć kontakt z jego siostrzeńcem? To chore! Ale wiedziałam, że obiecałam mu to, póki jeszcze było dobrze… A dla mnie zawsze dane słowo coś znaczyło.  I odpisałam…!

Zaczęliśmy pisać z siostrzeńcem Top Guna… Ale to była zwykła rozmowa, która wiedziałam, że wcześniej czy później się skończy…Popisaliśmy trochę i umówiliśmy się na kolejny dzień.

Następnego dnia zaczęliśmy pisać i nagle poczułam jakbym pisała z Top Gunem… Był taki inteligentny i potrafił tak dużo napisać. Chciało mu się do mnie napisać tak dużo na tak wiele tematów. Trzeciego dnia pisania natomiast wysłał mi na wieczór swoje zdjęcia… I wtedy… Stało się coś niezwykłego! Był tak podobny do Top Guna, że aż szok, zarówno jeśli chodzi o wartości i wyznawane poglądy jak i o wygląd! Ba! Jest jeszcze przystojniejszy od Top Guna! Jak zobaczyłam jego zdjęcie, to coś mnie ścisnęło w żołądku… coś drgnęło. I tak jak do tej pory nawet przy pocałunkach z A. niczego nie poczułam, tak teraz jakby  coś  się we mnie obudziło, ożyło, zrodziło się do życia… nie spałam pól nocy, ale to przecież chore, pomyślałam… I próbowałam zdusić to w sobie. Ale dalej pisaliśmy, choć parę osób które znam mówiło mi to, żeby się wycofała, bo to chore i niewłaściwe. W międzyczasie napisał do mnie Top Gun i zrobił mi taką awanturę wielką, o to, że nie odpisuję mu, że zaczęłam się go bać i odpisałam, uspokoiłam go i od tego czasu znów piszemy i „udaję”, że jest dobrze.  Kolejnego dnia F., siostrzeniec Top Guna poprosił mnie o zdjęcia. Więc mu wysłałam. A następnego dnia napisał mi, że przez te zdjęcia nie mógł spać całą noc, bo miał mnie przed oczami cały czas…. już wtedy wiedziałam, że coś się z nami stało… Natomiast wieczorem przyszła wiadomość od Top Guna, że nie tak miało być i on musi trzymać rękę na pulsie bo młody miał ruszyć tyłek do działania a wygląda jakby się zakochał! A on (Top Gun) jest zazdrosny!  No cóż, odpisałam tylko, że nie przewidział skutków ubocznych planu…

„Gdy zamknąłeś drzwi zegar dalej bil
Czas nie stanął w miejscu, nie było mi żal
Zapomniałam czemu było źle
To już jest nie ważne dziś dla mnie

Co chcesz
To mów
Nie potrzeba mi twych pustych slow
Bo nie jesteś tym kim byłeś
Zbyt wiele kłamstw darowałam ci
Wiec już zostań tam gdzie chciałeś być.”

 

Cały czas po całych dniach nadal pisałam sobie z F. i w pewnym momencie złapałam się na tym, że było mi z tym dobrze, wbrew wszystkiemu i wszystkim, którzy mi mówili, że to szalone i niewłaściwe i, że znów pakuje się w kłopoty…. Też to wiem, że to może nie skończyć się dobrze, ale coś mnie do niego cięgnie… Te oczy, te usta, jak zobaczyłam F., to po prostu wydał mi się tak podobny do Top Guna! Z zachowania, ze sposobu pisania, ze sposobu myślenia, z wyglądu! To jest po prostu istna kopia Top Guna!

Kolejnego dnia przyszła następna wiadomość od Top Guna, że F. miał już godzinę temu umyć zęby a tylko pisze do mnie, robi mu też czasem zdjęcia jak jest skupiony na pisaniu ze mną. I jak tak dalej pójdzie to on będzie musiał nam ślub szykować i pomóc w jego organizacji, bo ja wyjdę za F. Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać…

Od wczoraj mam dylemat… Nie wiem, czy dać szansę F. czy też nie i zerwać kontakt? Czuję, że coś się we mnie dzieje. Od czasu poznania i zakończenia relacji z Top Gunem nikt mi się nie podobał, nie potrafiłam się zakochać, nie potrafiłam nikogo kochać, wydawało mi się, że już zawsze będę sama, bo nikt nie miał tych cech Top Guna, cech, które uważałam za idealne, aż to teraz… Jak poznałam F. wszystko jakby się zmieniło…

„Znowu płonie ostatni most
A po drugiej stronie Ty
Tyle razy mówiłam dość
Mądrzejsza miałam być
Tyle rad samej sobie już dałam
A Ty wciąż mi się śnisz
Kiedy stoisz za blisko mnie
Silna nie umiem być

Z Tobą nie umiem wygrać
Gdy patrzysz mi w oczy znów tracę grunt
Nie wiem jak Cię zatrzymać
Następnym razem nie wracaj już.”

 

Od wczoraj czuję coś bardzo dziwnego. Czuję, że komuś na mnie zależy…  Poczułam też spokój. A Top Gun z F. prześcigają się w wiadomościach do mnie i który napisze pierwszy ten się cieszy bardziej…

Nie wiem co z tym wszystkim zrobić, ale przemyślenia dnia dzisiejszego przyniosły mi jedną myśl: Dam mu szansę! Niech się dzieje co chce… Tonę w nim, a on we mnie. Tonę w kopii Top Guna…

people-2562102_960_720

„Mam Ciebie tylko w głowie i to wystarczy mi
Na prawdziwą wojnę nie zamierzam iść
Ciebie mam tylko w głowie mam zmyślony świat
Nie chcę iść na tą wojnę jeszcze raz.”

Już lepiej i kilka zmian…

Już ze mną lepiej, dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa, które tutaj mogłam od Was przeczytać, wiele dla mnie znaczą. Przetrzymałam i postanowiłam też ten czas wykorzystać na coś produktywnego, ale o tym zaraz. Top Guna wczoraj wzięło na zwierzenia, mówił mi o tym, że już jest stary… Nie wiem, czy wspominałam tutaj, ale Top Gun jest ode mnie sporo starszy, jak na ten etap życia jeszcze. Ale jakoś mi to nie przeszkadza spejalnie, może to i lepiej? Tak myślę, bo w końcu można się z nim i powygłupiać i poważnie porozmawiać. Nie będzie moze przynajmniej ppłakał gdy mu assasan umrze w Assasanie i iegał po całym mieście i szukał pokemonów, jak to miał w zwyczaju robić Pan ze skrzydłami, zamiast wiecej czasu spędzić ze mną… bo i tak widzieliśmy się bardzo rzadko. Więc nawet się cieszę, musze przyznać z tego powodu. Mówił mi, że spać nie może po nocach, bo rozmyśla… (ciekawe o czym hihi 😉 Ja od wczoraj mam już lepszy nastrój, to tez moglimy pogadać trochę o jego różnych humorach. Powiedział mi tez jedno zdanie, które naprawdę mnie wzruszyło. nie słyszałam takich słów od nikogo wcześniej, między różnymi perypetiami z kolegami, facetami czy zwał tam jak zwał.

Wczoraj usłyszałam, że mimo różnych przeżyć życiowych wyrosłam na dobrego człowieka i świetną kobietę. To miłe usłyszeć coś takiego tak porosto z mostu. Sama się zastanawiam, co z tej relacji będzie dalej… ale nie będę tego mówić na głos, nie wiem, do końca jakie ma zamiary i jakie myśli, bo jeszcze jakby tego nie powiedział, a i cieżko mu może to zrobić… Ja obiecałam sobie, że już nie będę do nikogo podchodzić z pytaniem, czy zechciałby to, czy tamto… bo potem się okazuję, że ta osoba jednak może nie do końca sama wie, co by chciała…

I tak właśnie przez ten okres, kiedy chodziłam z kąta w kąt, nie mogąc sobie znaleć miejsca pomyślałam, że zacznę coś robić. Tak wziął sie pomysł posegregowania już napisanych wierszy, notatek, zapisków wszelkach, lepszych i gorszych, wartościowych i tych mniej. W związku z tym pomyślałam, że będę tu wstawiać co nie co z nich. Wszak, pisałam je przez długie lata… Mam nadzieję, że do czytania nie zniechęci Was mix moich dość osobistych zapisków i twórczości w tym miejscu. Tak sobie pomyślalam, że może czas na zmiany i tutaj…

 

Blogo(o)powieść…

Wczoraj minęło dokładnie trzy lata, odkąd powstał ten blog. Nie sądziłam, że utrzyma się na powierzchni tak długo…wszak zawiera on tylko kawałki z mojego życia, mniej lub bardziej sprawnie ubrane w słowa. Cieszę się jednak, że udało mu się tyle ze mną przetrwać, nie raz był skazany na moje milczenie, nie raz na chęci usunięcia go i odebrania mu życia, ale jednak się ostał, przez trzy lata. I właśnie chyba nadszedł właściwy czas, by coś zmienić i pokazać drugą stronę tego miejsca, by je wywrócić na tę drugą stronę… tak, żeby pokazało trochę inną twarz.

Lubię grudzień, chyba to pisałam tutaj już kiedyś, te migające lampki, śnieg i ciepło jakie wtedy wytwarza się w domach jakoś tak napawają mnie spokojem. Od dłuższego czasu też myślałam o napisaniu czegoś na kształt zbioru opowiadań i rozważań o tym, co swego czasu spotkało mnie i Chomiczkową. I wiem, że i tak to napiszę. Jeśli nie dam rady gdzie indziej, to na łamach tego blogu, dokończę to, co kiedyś zaczęłam, na razie zapraszam Was do tego, by odwrócić ten blog i zobaczyć, co znajduje się po jego drugiej stronie- niedawnopowstałą blogo(o)powieść. Stwierdziłam, że to szaleństwo wymaga zapisków i sporządzenia notatek… bo może w tym wszystkim jest jakaś metoda? Zapraszam do kliknięcia i czytania oraz dzielenia się przemyśleniami:

Tańczące z wilkami… Po drugiej stronie opowieści…

Zapraszam na https://tanczacezwilkiem.wordpress.com/

130838_indianka_wilk_las

Okres przedświąteczny, wszędzie migają lampki, świecą choinki… Ja czuję, jak rozbrzmiewa we mnie spokój, jakiś taki, zwykły spokój, choć wczoraj miałam zły dzień, a myśli wirowały w mmojej głowie jak oszalałe, dziś jest już całkiem znośnie. Muszę wziać się za szykowanie jakiegoś podarunku dla Top Guna, bo podobnież skompletował mi całą masę różnych podarunków i słodkości, ale dostanę je dopiero w styczniu. dzisiaj jest mi dużo lżej niż wczoraj. Ostatnio stwierdziłam, że za dużo myślę, a za mało działam, muszę więc odwrócić proporcje. Kiedy byłam dziś jeszcze trochę skołatana i rozkojarzona po wczorajszym dniu, pojawiła sie w mojej głowie taka myśl, że nie lubię siebie. Nie lubię siebie, swoich pomysłów, swojego wyglądu… który w głowie jawi mi się zupełnie inaczej niż jest w rzeczywistości, jakoś tak brzydziej, bardziej dziecinnie. I stwierdziłam, że muszę coś z tym zrobić. Zacząć jakoś lubić siebie, zacząć darzyć siebie akceptacją, zaczać nad tym pracować, choć to trudne zadanie… Może w tej choć przez chwilę życzliwej atmosferze świąt i się uda?

 

 

 

 

 

 

 

Kowbojskiej przygody ciąg dalszy -opowieść prawdziwa!

…Bo kowbojskie życie nie zawsze jest przepełnione słońcem…

Ostatnimi czasy moja nadzieja jakby była położona na wadze… To jej przybywało, to zaś ubywało. Zwątpienie jest jak tygrys, który tylko czeka aby rozszarpać tę piękną damę w słonecznym kapeluszu, zwaną nadzieją… Bo w sumie, kogo z zewnątrz obchodzi, czy dziewczyna ze słonecznego rancha wstała pewnego dnia zadowolona? Kogo interesuje czy się uśmiechnęła? Czy jest szczęśliwa? Słoneczne rancho jest samowystarczalne… Tak zawsze mi mówiono…
Jakiś czas temu obejrzałam pewien film o którym wspominałam. Tytuł tego filmu brzmiał „Człowiek w ogniu”, opowiadał o losach małej Pity, dziewczynki z zamożnej rodziny i jej ochroniarza. Dwójka ta zaprzyjaźniła się, a kiedy dziewczynka została porwana, jej obrońca zaczyna zdawać sobie sprawę, iż to właśnie ta mała istota odmieniła całkowicie jego życie na lepsze. Postanawia więc zabić wszystkich, którzy stoją za porwaniem. Jak to określa w filmie jego przyjaciel „W życiu trzeba mieć do czegoś talent. On ma talent do śmierci…”
Cały film trzymał mnie może przez dzień, ale… zobaczyłam w nim też coś bardzo ważnego. Do jakich granic potrafi posunąć się człowiek , by ocalić kogoś, kogo zna tak na prawdę przez chwilę, a zmienia on jego życie. I przypomniała mi się jedna osoba, która na chwilę obecną pokazała mi, że życie może być przyjazne… I nie do końca rozumiejąc czemu, poczułam, że chciałabym mu podziękować. Nie wiedziałam jak, gdzie go szukać, nie wiedziałam o tym człowieku nic, poza tym, że był przebrany za kowboja…Przecież ludzie się widzą, potem rozjeżdżają, zapominają, każdy ma swoje życie, tak już jest. Nie wiem dlaczego, ale tym razem znowu moje „ideały” wyciągane z filmów wzięły górę nad wydawałoby się zdroworozsądkowym działaniem….

I zaczęła się droga po omacku, droga, która nie wiedziałam, gdzie prowadzi… Oczywiście niektóre osoby powtarzały mi, żeby dać sobie spokój i zostawić sprawę, bo tylko wyjdę na idiotkę lub ulicznicę… Ale ponieważ już jakiś czas temu stwierdziłam, że każdy ma prawo do swojego zdania, oszczędnie dzieląc się informacjami na ten temat, postanowiłam… że mu podziękuję. Miałam cel, nie wiedziałam jednak, co z planem.

Znalazłam jednak kontakt do jednego z kowbojów, nie wiedziałam, czy jest aktualny, czy w ogóle tacy ludzi będą chcieli ze mną rozmawiać. Jednak spróbowałam. Okazało się, że wszystko działa, byli zadowoleni, że komuś podoba się to, co w życiu robią. Potem poprosiłam ich o jakąś wiadomość co z kowbojem, z którym nawiązałam najlepszy kontakt. Odparli jednak, iż nie pomogą w odnalezieniu kontaktu do niego, bo widzieli go dopiero drugi raz na oczy… I tutaj zadziało się coś zdumiewającego. Nie wiem, czy za sprawą mojego daru, czy też umiejętności podejścia ich, zgodzili się, nawet z chęcią, sami z siebie, aby „załatwić” numer do tego pana, o który nie prosiłam ich wyraźnie, ani nawet nie błagałam jako fanka. Miał być numer… Przy okazji było jeszcze sporo śmiechu, bo biedacy myśleli, że po prostu, jakaś dziewczyna szuka kolesia po połowie miesiąca od imprezy… Więc otwarcie przyznali, że nie chcą obwieszczać jego nieoczekiwanego ojcostwa 🙂 Lepiej dadzą numer… Pamiętam, że pół nocy się wtedy śmiałam, w sumie to nie wierząc chyba, że to wszystko dzieje się naprawdę. Tyle było we mnie emocji, różnych, ale przeważnie dobrych i pozytywnych. Życie nabrało jakiegoś smaku… Ludzie zaczęli być życzliwi, mili, żartobliwi, a we mnie rosła nadzieja na to, że może uda mi się jeszcze skontaktować z kowbojem. Gdzie, ja i taka akcja?? Wiem, że od młodości miałam łeb do różnych takich spraw, ale… to są jednak ludzie, którzy grają w filmach, w zachodnich produkcjach, ja nie byłam z tego środowiska. A może jednak, byłam…?

Potem jednak mijały dni, w tym czasie wyjechałam w góry, odpoczęłam, brałam życie z dystansem, na luzie, wszystko było jakieś inne, lepsze, milsze. Kiedy bierze się życie z dystansem do siebie i otoczenia wydaje się ono być łatwiejszym, na prawdę. Wiec takie też było. Jednak wiadomość z numerem nie przychodziła. Zaczęły się jakieś dziwne teksty w moją stronę, że mam to zostawić, że to nierealne, że być może nie udało im się zdobyć tego numeru. Jejku, kiedy teraz to sobie przypominam… to była świetna akcja…
Zostawiając to wszystko, co słyszałam bezustannie dookoła, napisałam raz jeszcze do jednego z najlepszych kaskaderów konnych w Polsce, z pytaniem czy udało się coś namierzyć. Boże… Facet z tytułami mistrza szukał dla mnie jakiegoś kolesia. Czułam się wtedy tak bardzo inaczej. Poczułam jakiś nagły przypływ siły i energii, że mogę dokonać czegoś dużego, że stać mnie na to. Pierwszy raz też od sytuacji z M. zaczęłam się otwierać, do zupełnie obcych mi ludzi, ale oni rozumieli… Na prawdę, doceniam taką życzliwość. Pomijając fakt, że około trzynastej napisałam z gratulacjami, a o 21 już całkowicie byli ulegli na moją prośbę… Pożartowaliśmy.

kowbojka nnu

Kto powiedział, że dziewczyna nie może?

Po moim pytaniu okazało się jednak, iż niczego nie udało im się jeszcze namierzyć. Nadzieja opadła, no cóż, tak bywa. Pomyślałam wtedy, iż będę musiała czekać rok, na kolejną taką imprezę plenerową. Ten najlepszy jednak szybko stwierdził, że napisze do szefa młodego kowboja z zapytaniem. SZEFA!- A to oznacza najlepszego, bardzo znanego na całą Europę, słynnego i rozsławionego człowieka w branży jeździeckiej. Człowiek, który robi filmy w całej Europie i jest natychmiast rozpoznawalny przez każdego, kto choć z pokazami konnymi miał styczność… Po prostu, bos jeździecki, taki jakby przywódca całej grupy, jeśli porównać do… mafii. Przepraszam za porównanie, ale chyba to najtrafniejsze porównanie, jakie przychodzi mi do głowy. To na prawdę, bardzo wpływowy człowiek w tym środowisku.
Zamarłam… Okey, jeden z najlepszych kaskaderów w Polsce, który tez ma swoją firmę ma pisać w mojej sprawie do Bosa? I co on mu powie? „Bo jakaś dziewczyna szuka kaskadera z Twojej grupy, bo się widzieli na imprezie?” Yyyy… Nie wiedziałam w ogóle, jak ten człowiek zareaguje, jak się zachowa, czy jest sens. Nie chciałam, żeby to odbiło się aż o pracę i szefostwo… A tu sprawa miała się potoczyć przez jakiś czas między dwoma większymi ludźmi z branży. Niekiedy miałam nawet taki pomysł, żeby sama napisać do bosa o ten numer, ale z drugiej jednak strony wiedziałam, że mogę mieć niewielkie szanse na to, iż w ogóle kontakt dostanę… Ten drugi był bliżej tego środowiska, a i może znali się na tyle aby móc sobie porozmawiać. Tylko bałam się, jak B. mu to wszystko przedstawi, bo jak wiedziałam, w żartach nie przebierał, a i jego żarty były trochę z pogranicza… Ale cóż, trudno, stwierdziłam, że zaryzykuję i poprosiłam, żeby jeśli może, ściągnął ten numer od szefa…

Nazajutrz numer był! Miałam numer do ulubionego kowboja! Boże, ile emocji we mnie było, ile wiary, ile nadziei w to, że życie nie musi być szare i ponure, no i zadowolenia.
Wreszcie czułam, że żyję! Wiedziałam kim jestem, wiedziałam czego chcę… Czułam spokój i tylko spokój. Przestałam wreszcie skupiać się na własnych problemach, zaczęłam zauważać świat dookoła, który wydał się… o dziwo pozytywny. Trochę pechowo, dziadkowie robili akurat remont drzwi i malowanie pokoju, stąd też atmosfera w domu była… lekko mówiąc okropna, krzyki, wrzaski i nerwy. I choć już potrafię się do tego zdystansować, to jednak trudno było mi obmyślać plan kolejnej fazy podziękowania.
Pamiętam, że na początku nie wierzyłam, że udało mi się znaleźć ten kontakt. Zwykle moje starania w życiu kończyły się fiaskiem, dlatego też moja radość była wielka. Nie tylko z samego kontaktu, ale też dlatego, iż poznałam życzliwych ludzi, którym się chcę… A przynajmniej chciało zadziałać. Pamiętam też, że mnóstwo było we mnie obaw, czy w ogóle mam się do niego odezwać i jak. Mogę wyjść na zeschizowaną fankę. Nie wiedziałam o czym w ogóle chciałabym z nim porozmawiać, nie miałam tematu. Chyba robiłam to wszystko tylko, żeby podziękować. Co prawda kowboj nie wiedział za co, bo myślę, że nie podejrzewał nawet i do tej pory nie podejrzewa, co zrobił, co mi pokazał i jaką dał nadzieję na to, że życie może być miłe i przyjazne.

Zdecydowałam jednak, że jeśli już powiedziało się A, trzeba powiedzieć też B. W końcu najlepszy kaskader nie po to ganiał za bosem jeździeckim, żebym teraz zrezygnowała. Napisałam… o tym, że mu dziękuję za możliwość przejażdżki na koniu, za fantastyczną zabawę i, że serdecznie pozdrawiam jego i jego konia. Potem nastał czas wyczekiwania na odpowiedź… Godziny się dłużyły, a nadzieja raz przychodziła, raz mnie opuszczała. W końcu byłam wyczerpana, czekaniem, remontem, zaczęła mnie boleć głowa i chciało mi się spać… czułam się bardzo zmęczona.

I nagle, spoglądając na telefon, zobaczyłam, że odpisał… Opanowała mnie radość. Ucieszyłam się, że chciało mu się odpowiedzieć. Pamiętał mnie dobrze. Napisaliśmy kilka smsów, potem już odpowiadał bardziej lakonicznie, może przez to, że był po trzech występach? Ja też już byłam bardzo zmęczona w tym dniu, nie miałam pomysłu o co mogłabym zapytać. Nic pomysłowego nie przychodziło mi do głowy. Zapytałam więc o pokazy. W ostatniej wiadomości odpowiedział, że kiedyś zobaczę. Nie wiedziałam, czy odpowiada tak lakonicznie bo jest już zmęczony, czy też może trochę wystraszony moimi wesołymi chyba wiadomościami i otwartością. Napisałam, że nie będę mu przeszkadzać, bo jutro pokazy i, że udanych im życzę. Nie odpowiedział już nic, ale wciąż byłam spokojna i zadowolona. Nazajutrz jednak przemyślałam sprawę… coś jeszcze nie dawało mi spokoju. Po dość długim namyśle wysłałam mu jeszcze wiadomość, w której
napisałam, że dziękuję za to, że mogłam zobaczyć, jak można żyć po swojemu i, że coś dzięki temu zrozumiałam. Nie odpowiedział nic. Zapewne po prostu nie wie o co chodzi. Dodatkowo wracał z Rzeszowa. Jak teraz o tym myślę, to wydaje mi się, że może trochę wyskoczyłam, ale z drugiej strony właśnie to chciałam mu napisać… Zebrało się we mnie jakieś napięcie. Nie wiedziałam, czy dobrze zrobiłam, czy nie… Wreszcie poczułam to wstrętne uczucie opuszczenia. Totalnego odrzucenia, którego przecież nie było, bo akurat kowboj jest bardzo przyjazną osobą, tylko, że… nieśmiałą… Może to wyglądać tak, że zlekceważył jakąś tam fankę… Tylko, że w tym całym „zabawnym gronie” był jeszcze jeden aspekt, dlaczego się czuł taki skrępowany? Do tego ten nie do końca posłuszny koń… Nie podejrzewam, że ten człowiek mógłby z perfidią kogoś tak po prostu „olać”. Może się wystraszył mojej otwartości… Bo akurat humor wtedy miałam bardzo dobry, a wtedy nie czuję żadnych blokad i jestem w stanie dużo powiedzieć. Może nie czegoś niesmacznego, ale żartobliwego na pewno, a on taki skryty… Chciałam się tylko zaprzyjaźnić i tak też tę rozmowę potraktowałam. Może zbyt otwarcie…

Nazajutrz poczułam, że coś mnie opuściło. Cała ta energia i pasja. Zaczęły mnie dręczyć jakieś dziwne myśli, co sobie pomyślał. Pojawiło się poczucie winy, które jeszcze do tej pory w sobie mam. Może coś zrobiłam nie tak? Ze zmęczenia człowiek robi też różne rzeczy, a byłam wyczerpana wtedy… Poczułam się jak jakaś… dziwnie się poczułam. Potem było poczucie wszechogarniającej ciszy i pustki. Jakbym coś straciła, grupę? Ludzi? Chyba tak… Życie stało się bardziej szare. Zaczęło mi brakować pewności siebie, a mój świat wydał mi się jakiś bardziej osamotniony. Znowu odezwał się mechanizm odrzuceniowy, który ciężko zniosłam. A nie sądzę, żeby on chciał mi dokuczyć. Może się bał, może nie wiedział co i jak… Chyba też ma problemy z otwarciem się na innych… A ja sama czułam, że zawaliłam. Może trzeba było podejść do tego inaczej, tylko skąd mogłam wiedzieć jak, kiedy przecież nawet go nie znam. Opowiedział mi parę rzeczy o swojej pasji, chwile się powygłupialiśmy, pouśmiechaliśmy na występie, tyle.
Po tygodniu walki ze sobą i z moimi myślami, które w efekcie sama sobie wytworzyłam czuję, że sprawa się przedawniła. I to jakoś jest dla mnie pocieszeniem. Może już zapomniał… Nie chciałabym, żeby pomyślał sobie o mnie coś przykrego. Miałam dobre intencje. Jednak rozmowa się urwała, coś zostało zawieszone w próżni. Sama nie wiem, co dalej. Niby wszystko skończone, podziękowałam… ale… takie niedokończenia nie dają mi spokoju. Zawsze chciałam wszystko kończyć, nie lubię takich rozmów, relacji, sytuacji… Wiem, że i tak najważniejsze co z tym zrobię w mojej głowie, ale dręczą mnie takie niedopowiedzenia. O jego życiu prywatnym nic nie wiem, nie chcę mu przeszkadzać w życiu, po prostu, nie lubię niedomkniętych drzwi, bo nie wiem, jak jest i potem zaczynam pisać scenariusze. To ciężkie chwile, kiedy pojawia się brak pewności, kiedy nie wie się, w co można wierzyć… Często byłam odrzucana, wiec z automatu takie myśli. A może to nie prawda?

I tu pojawił się w mojej głowie kolejny, na prawdę szalony pomysł… Ale… oni też tacy szaleńcy… 

                      Rodzina mówi mi, żebym zaczęła pracować w biurze detektywistycznym. Przyznam, że by mi się chyba podobało 😉 

Uf, napisałam… zbierałam się do tego wpisu od tygodnia… Troszkę mi lepiej.