Kwiaty we włosach potargał wiatr…

Tak się zastanawiam, od czasu rozmowy z Nowym poznanym kolegą, który okazał się mieć problem z narkotykami… czy ja przyciągam ludzi wplątanych w trudne sytuacje? Dlaczego to tak zawsze jest? Jak patrzę na niektóre osoby, które znałam, kiedyś, dziewczyny to jakoś mają pełno „normalnych” znajomych, lub przynajmniej takich, którzy nie kończą później na dnie przez depresje, narkotyki, lęki, rodzinę i inne. Ja tego szczęścia jakoś nie mam, bardzo rzadko poznaje ludzi bez jakiegoś bagażu… Oczywistym jest, że każdy ma jakieś problemy, ale dlaczego ja muszę spotykać te z kalibru ciężkiego? Czasem tego nie rozumim, obracam się może w specyficznym środowisku, nawet tu na blogu piszę o specyficznych rzeczach no i interesują mnie problemy, wiem, ale żeby aż tak? W zeszłym tygodniu Chomiczkowa miała uroziny, nie napisałam jej nic, jakoś nie czuję, żebym miała o czym…

Z Top Gunem relacja się jakoś ustabilizowała, na tyle, że nie czuje w niej lęku ani negatywnych wrażeń, choć na początku też to odczuwałam, jak zwykle. Jakiś strach, jakby miało wydarzyć się coś złego, znowu przed opuszczenie, jakimś olaniem… On jest za to stabilny, przynajmniej tak mi się wydaje. Cóż, przypadłości jakie mam i schematy nie pozwalają mi czasem spojrzeć inaczej, choć bardzo bym chciała… Ostatnio dowiedziałam się, że moim przypadłością może towarzyszyć  cecha z borderline, to nie jest łatwe, lęk przed opuszczeniem również…. Chciałabym tego nie czuć, chciałabym się od tego uwolnić wreszcie, czasem mi się udaje. Zastanawiam się znów, dlaczego do tej pory spotykałam osoby niestabilne, lub takie, które odpychały? Jedynym stabilnym był Pan ze skrzydłami… Tak, ale on znów potrafił krytykować, wmawiać mi, że jestem nic nie warta, że on jest lepszy we wszystkim, że zawsze ma rację, że ja się na niczym nie znam… jak mantra, tylko tak potrafiła wyglądać jego stabilnosć, zawsze tak samo, zawsze byłam tą gorszą, cztery metry z tyłu… Teraz przynajmniej tego nie słyszę.

Zastanawiam się, czy Top Gun będzie dalej taki stabilny? Czy będzie się zachowywał tak samo i czy ta ralacja dalej będzie taka stabilna? Chciałabym, bo powoli przestaje się wreszcie go obawiać… ale czy to się uda…

man-2933991_960_720

Mam za sobą wspaniałą majówkę :)

Wpadam tu na chwilę, pomiędzy nauką, pisaniem, a słuchaniem kilku nowych piosenek, które udało mi się ostatnio poznać. Mam za sobą udany majowy weekend, w sumie, dla mnie to tam nie weekend, a dzień jak większość, ale cieszę się, że mogłam te dni spędzić z Panem ze skrzydłami. Pobyliśmy ze sobą, porozmawialiśmy, pośmialiśmy się… Naszykowaliśmy sobie dobrego jedzenia, pojechaliśmy na zakupy, ale nie to jest najważniejsze. Po tym czasie, który ze sobą spędziliśmy przekonałam się i zobaczyłam, że Pan ze skrzydłami to tak naprawdę o dziwo czuły i troskliwy facet… , że potrafi poważnie porozmawiać na prawie wszystkie tematy, że potrafi zrozumieć moje obawy i lęki… I choć obawiałam się, jak te niektóre informacje przyjmie, to jednak przyjął je  z wielkim spokojem i zachowuje tak, jak gdyby nic się nie stało. Wbrew mojej obawie odsunięcia się i odgrodzenia ode mnie, stał się jeszcze bardziej czuły i delikatny w stosunku do mnie…

Czasem mnie zadziwiasz Panie ze skrzydłami. Chyba pierwszy raz w swoim życiu ktoś obok Ciebie poczuł, że może się otworzyć i być sobą, porozmawiać o wszystkim i nie odczuć zażenowania, wstydu czy pogardy… To takie miłe uczucie… Móc się tak po prostu przytulić, tak bezpretensjonalnie i poczuć wreszcie, że wszystko jest w porządku, że na ten moment, mogę być spokojna. Życie się jakoś tam ustabilizowało…, wreszcie, że nie jestem sama na tym świecie…

milosc

Wiem, nie zastąpisz mi Indianera. Takich ludzi jak on nie da się tak po prostu zastąpić… Był egoistą jakich mało, ale miał pewną osobistą dyspozycję. Takie coś, co wyróżniało go w tłumie i powodowało, że stawał się  unikatowy. Sposób w jaki żył i to wszystko co robił było inne i nie do powtórzenia. Ludzie mówią mi, że podobno ja też tak mam… Cóż, wychowaliśmy się razem.

Nie mniej jednak cieszę się, że mam obecnie faceta, z którym mogę porozmawiać, przy którym nie muszę się obawiać i mogę się poczuć swobodnie. Ten weekend dał mi jakąś nadzieję. Zniknęły też u mnie stany tęsknoty, za tym co było. Teraz w mojej głowie pojawia się obraz również tego, że będzie dobrze i czeka mnie jeszcze parę fajnych, dobrych momentów…

Co do pisania drugiego blogu literackiego, mam pewien pomysł jak to wszystko uporządkować… co z tego wyjdzie, zobaczymy.

Miłego popołudnia.