Sam sobie zabiera szczęście i szansę na lepsze życie…

Obudziłam się jakaś spokojniejsza. Myśl o tym, że on mnie nie kochał jakoś mnie uspokaja. Może nawet nie ma do czego wracać, skoro to nie była miłość? Przeżyłam kilka fajnych chwil, tego nikt mi nie odbierze. Dziś natomiast zdałam sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy, popatrzyłam w tym wszystkim również na niego. Do tej pory wydawało mi się, że tylko ja jestem tu poszkodowana. Ale patrząc na niego wiem dziś jedną orawdę i chce mi się z niej śmiać. Nie, nie odczuwam już litości patrząc na niego. Zdałam sobie właśnie sprawę z tego, że on mógłby mieć wszystko to, czego tak bardzo pragnie. W końcu tyle razy, mówił mi o tym, że pragnie rodziny, dzieci, ciepła, bliskości, miłości… I mógłbg to wszystko mieć. Mógłby to dostać ode mnie. Ale on wolał tę osobę, którą spotkał i, która byłaby mu w stanie to wszystko dać, olać i zignorować. Odbierając sobie samemu szansę na szczęście i spełnienie marzeń, na osobę, która naprawdę by go kochała i przy nim była w dobrych i złych chwilach. On sam tego nie widzi, że spotkał kogoś, kto mogłby mu wiele dać, pomimo tego, że bardzo go zranił i zachowywał się nadal nie fair. Bo ciągle przy nim byłam, mimo, że wszystko się zawaliło. Ale zawaliło się nie tylki dla mnie… Dopiero teraz to widzę. Wcześniej patrzyłam na to tak, jakby moja miłość nie miała żadnej wartości. Teraz widzę, że ma. Ale on sam sobie to wszystko odebrał. Ja wiem, że można pwiedzieć, że mnie nie kochała więc i szczęścia by w tym nie widział, ale z tego co mówił, co dla niego znaczy szczęście, mogłby to wszysto ode mnie dostać. Ale on mnie odepchnął. I tego nie widzi, że spotkał osobę, która na prawdę byłaby w stanie tak dużo poświęcić. Gdzie mogłby mieć jakieś plany, marzenia, które można by było zrealizować bo oboje pragniemy tego samego od życia. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że sam odbiera sobie to co najcenniejsze, szczęście… Dlatego śmiać mi się chce z tego wszystkiego, z jego głupoty. On tego nie rozumie, więc jak już pisałam, trzeba to zostawić, a kochanie go, to robienie sobie przeze mnie samej jawnej krzywdy. Bo mogę się ciągle szarpać, zabiegać, prosić, być przy nim, tylko co z tego, gdy on tego nie widzi, gdy odpycha od siebie osobę, która mogłaby mu tyle dobrego dać… Gdy tego nie chce. Mogę z nim prozmawiać, jak z kolegą, mogę popisać, ale nie będę go ani kochać ani zabiegać… Nie będę już siebie ranić tym, że on po pierwsze nie rozumie, co mi zrobił, jak bardzo mnie to bolało, a po drugie, że nie rozumie, że sam sobie odbiera możliwość dostania tak wielu rzeczy ode mnie… W końcu to, co chciałam mu dać też nie jest bez wartości, tylko jest cenne i wartościowe…

W związku z tym wszystkim poczułam się jakaś spokojniejsza i zajęłam swoimi sprawami… Jeszcze parę dni temu bałam się wiadomości od niego, wyczekiwałam ich, ale równocześnie pod tym była jakaś obawa. Pytanie, o to jak się zachować i co odpowiedzieć. Dziś jestem jakby spokojniejsza. Oczywiście napisał do mnie z rana, jak codziennie. Ale nie mam jakoś wielkiej ochoty na pisanie z nim. Dopuszczam do siebie myśl, że mogę z nim nie pisać, nie żyć jego problememi i nie rozmyślać całymi dniami co ma w głowie…

beach-1836377_960_720

Top Gun właśnie przed chwilką odleciał do Słowenii, nie zdążyłam się z nim nawet dobrze i należycie pożegnać, ale jakoś mnie to nie boli… Oczywiście na pożegnanie wysłał mi całuski… Teraz nie będziemy mieli kontaktu, podejrzewam, że odezwie się raz, może dwa stamtąd przez sms. Resztę dowiem się po powrocie. Może to dobry czas, żeby trochę odpocząć od tego wszystkiego?

Jak ja dobrze znam ten stan :

Reklamy

Sen…On mnie nigdy nie kochał. Chyba pora się odkochać…

Dziś pierwszy dzień odpoczynku. Pozdawałam wszystkie egzaminy! Jestem z siebie bardzo dumna w tej kwestii, że przy takim stanie dałam radę pozałatwiać tyle spraw i objąć rozumiem tyle nauki. Miałam dziś sen… jak zwykle śnił mi się Top Gun, ale dziś jakoś inaczej. Śniło mi się, że się bardzo kłóciliśmy, że mówiłam mu jakim jest dupkiem i, że gdybym wiedziała od początku co kryje w zanadrzu, nigdy bym na niego nawet nie spojrzała. Czułam do niego żal i złość. To prawda, dużo jest we mnie tych uczuć w stosunku do niego… Wczoraj znów poprosił mnie, żebym mu wysłała swoje zdjecie, na dodatek w nocnej koszulce. Kiedyś bym się na to zgodziła, ale nie teraz… Zdecyodowanie odmówłam i napisałam mu, że gra na kilka frotów, żeby takie zdjęcia uzyskać.  I ciekawe ile ich ma na telefonie od ilu kobiet. Na co on zaprzeczył i powiedział, że może moje zdjecia usunąć, jeśli chcę. To tylko zdjęcia. Zapytałam się go po co one mu były, na co odpowiedział, że po nic, po prostu, gdybym mu teraz takie zdjęcie wysłała to by się uśmiechnął, a jak nie to luz, bo tylko się wygłupiał…

Wniosek z tego jest tylko jeden. On nigdy mnie nie kochał. On nie rozumie co mi zrobił. Nie rozumie tego, że zrobił mi dokładnie to samo, co kochanka zrobiła jemu. Dał mi nadzieję na lepzy czas, na inne, lepsze życie, na poważną relację, a potem mi to wszystko brutalnie odebrał. Nie rozumie tego… nigdy nie byłam dla niego ważna, może mi tylko tak się wydawało? Tak, jak mówił, nie chciał, żebym odebrała to jako to, że mnie podrywa, starał się mi pomóc jak mógł, nie myślał, że mógłby być kimś więcej niż tylko kolegą. Nigdy mnie nie chciał tak naprawdę. Fakt, przekraczał granicę, zachowywał się tak, jakby mnie chciał, ale moze nie miała tego na myśli? Może to była z jego strony zwykła pomoc, którą ja odebrałam jako chęć zbliżenia się? Tak czy siak, on tego nie rozumie. Szczerze myślałam, ze jest mądrzejszy, że dostrzega pewne sprawy, że wie, co mi zrobił, jak mnie zranił. Faceci nie są zbyt domyślni… Niestety, jest jeszcze większym palantem, że tego nie widzi.

Doszłam do wniosku, że chyba pora się odkochać, do tej pory mi na nim zależało, nawet po tym wszystkim co mi zrobił, chciałam być przy nim, jakoś go wspierać, bo też nie ma łatwo, ale widzę teraz, ze to bez znaczenia, bo on i tak tego nie rozumie… Niby wie, ze dużo dostał ode mnie, niby kiedyś coś takiego powiedział, ale nie rozumie tego, jak bardzo zranił moje uczucia i mnie samą. Dając mi nadzieję na lepsze życie, a potem ją brutalnie zabierając, jeszcze oświadczają, ze to nie miało być zbliżenie się do mnie, tylko zwykłą pomoc. Tego, że przekroczył granicę intymności która jest zarezerowwana dla zwykłej przyjaźni też nie rozumie… że to zaszło za daleko chyba też, a może rozumie, ale to już jego sprawa. Dalej robi to samo. Dalej przekracza te granicę intymności i twierdzi, że to tylko kolezeńskie stosunki…. Rano myślałam, że będę musiała stoczyć wojnę, z sobą, ze woimi uczuciami, zeby się z tego wyplątać, a przynajmniej nie dać wplątać znowu w ten „romans”, ale teraz widzę, że staje się jakaś spokojniejsza. Przestaje mi chyba zależeć na kolesiu, który błogo żyje w swojej nieświadomości, a ja? Ja biorę leki, płaczę po nocach i nie umiem spokojnie spać. Nie taka jest tego współmierna cena. Pora zacząć żyć swoim własnym życiem i nie przejmować się nim, bo o tego i tak nie zrozumie, moich uczuć do niego, tego, co mi zrobił, a jeżeli ktoś tego nie zrozumie to tak jak z Panem ze skrzydłami, trzeba go zostawić i pozwolić mu żyć w tej swojej nieświadomości. Nie zależy mi na tym, żeby mu cokolwiek udowadniać. On mnie nigdy nie kochał, ja jego tak, ale chyba nie teraz, dziś coś we mnie pękło, coś się zmieniło. Ta myśl jakoś mnie uwalnia od niego, oddalam się od niego chyba coraz bardziej…

To trochę smutne, że zostaję znowu sama, kolejny facet, który mnie nie kochał. Ale muszę jakoś dalej żyć… Załatwiam sobie praktyki ze studiów, on mi pomaga, załatwić praktyki w swojej jednostce, ale zaczynam to traktować jak tylko zwyczajną koleżeńską pomoc. choć przyznam, że trochę dziwnie się czuję, w końcu tam poznał swoją kochankę, za którą tak szalał… Chyba przestaje mi zależeć… po co ma mi zależeć na kimś, kto i tak mnie nie rozumie? Chciałam mu tyle dać, nawet teraz być i wspierać, ale on chyba tego w ogóle nie widzi, tego co się stało, że przy nim jestem, może trochę tak, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie zranił, on chyba nie zasługuje na moją miłość…

Wysłałam mu też dziś słowa piosenki, którą wczoraj zamieściłam na fejsbuku, pomyślałam, a co mi zależy:

A dziś jadąc do lekarza widziałam całe pola rzepaku, to też takie zdjęcie 🙂

Zaczynam czuć trochę spokoju…

fog-3050078_960_720

Katastrofa!

Wczoraj, a właściwie dziś w nocy babcia miała zawał… Tak, przeze mnie. I przez niego… Zobaczyła przypadkiem jak z nim wczoraj rozmawiałam, z reszta, ta rozmowa jakoś się nie kleiła… i była bardzo zła, chyba na tyle, że serce nie wytrzymało. Popłakałam się, czuję się tak bardzo winna, tak cholernie winna, a na niego jestem zła tak bardzo, że jakbym mogła to bym go rozszarpała. Ogaarnia mnie rozpacz, czysta, bardzo wyraźna rozpacz… Dlaczego on rozwala naszą rodzinę? Jedyną osobę, która mi pomaga… najbliższą osobę jaką mam. Zrobiłam wczoraj wielki błąd rozmawiając z nim, chwila słabości… Czuję, że muszę się od niego odizolować i to jak najszybciej, jeżeli będzie miał coś zrozumieć to i tak zrozumie… czy ja tam będę czy mnie nie będzie… Muszę to przerwać… dla dobra swojego i swoich najbliższych, tylko jeszcze nie wiem jak…