Dziwne teorie, Instagram i niecodzienna propozycja

Wstałam. Muszę przyznać, że spokojniejsza. Wczorajszy wpis na blogu pomógł coś poukładać, zadziwiające, ale prawdziwe. Dziś spałam do dziewiątej. Dziwi mnie to, bo zazwyczaj już o siódmej coś mnie budzi, coś wewnątrz mnie, co nakazuje poderwać się z łóżka. Przecież nie mogę przegapić kolejnego dnia. Kolejnego dnia smutku i gnębiących myśli? Dzisiaj jednak jest inaczej… Nie denerwuje mnie nawet hałas domowników, ich głośne rozmowy, czasami popierane absurdalnymi argumentami, których to argumentów nie trawię. Może to stan chwilowy, nie mniej jednak cieszę się nim.

Ostatnio doszłam do wniosku, że jeśli nie pozbieram się sama, chyba nikt nie będzie w stanie mi pomóc. Chodzenie na terapię też już powoli wydaje mi się być absurdalne. Słyszę tam teorię zupełne niezgodne z moimi odczuciami, a przecież do własnych odczuć mam pełne prawo, nawet, jeśli są one irracjonalne. Kiedyś podczas naszej korespondencji z Nietoperzem przeczytałam bardzo mądre zdanie, a mianowicie „Nie bój się tego, co czujesz.” I pomyśleć, że powiedział mi to z pozoru dość prosty chłopak…Z pozoru, bo myślę, że wewnątrz też jest nieźle emocjonalnie „pozytywnie pokręcony”. A zdanie to stało się moim takim małym mottem do przeżywania i odczuwania oraz sposobu zrozumienia tego, co czuję. Wracając do terapii, słucham tam o korzyściach ze zrobienia herbaty i tego, że ktoś może spokojnie poleżeć. No i powiedzieli mi, że mam w sobie depresyjność. Ależ tu na prawdę nie chodzi o herbatę!! To, że nie dostrzegam pewnych pozytywnych skutków w codzienności jest raczej związane z tym, co się działo we mnie i dzieje nadal i myślę, że trzeba by najpierw to uporządkować, a potem dopiero skupić się na tym, czy naturalna radość sama wróci, czy też nie i trzeba będzie poszukać innego rozwiązania. Czuję, że terapeuta mnie jednak nie rozumie i mogę sobie opowiadać, analizować…

Mała założyła Instagrama. Serwis jak serwis, tyle, że wypisuje tam z koleżankami różne rzeczy, w tym wulgarne. Chce abym sobie też założyła, a ja nawet nie wiem, co miałabym tumblr_o28s6lK4bj1r1thfzo1_1280tam dodawać i jak to działa. Wiem tyle, że to taka strona ze zdjęciami robionymi przez telefon, „z ręki”. A ja takich zdjęć raczej nie posiadam, owszem, mam chyba z milion zdjęć, ale bardziej profesjonalnych, nie robię selfii, zdjęć jedzenia czy innych takich. Nie wiem, czy takie lepsze zdjęcia też tam dodawać można i jaki to miałoby mieć odzew, skoro nie mam tam żadnych znajomych. Dodatkowo jest jeszcze jedna sprawa, która mnie paraliżuje… Insta ma Indianer! A ja nie chciałabym tego widzieć, oglądać… Odizolowałam się od tego, tak jest lepiej… Nie będę się rozwalać! Z drugiej jednak strony, przecież nie mogę pozwolić, żeby zniszczył mnie. Nie mogę się bać… Ma ktoś z Was może? Jeśli tak proszę o poradę. Pomyślałam sobie, że można by tam dodawać swoje złote myśli pod zdjęciami, jakieś społeczne obserwacje…Jest sens? . Bo w sumie gdybym to miała mogłabym widzieć co ona tam pisze, ewentualnie trochę ją hamować… Gdyż to dziecko praktycznie wychowuje się samo i choć nie moja w tym rola, żeby jej tłumaczyć, to może lepiej byłoby mi się z nią porozumieć w późniejszym czasie, gdyby przynajmniej podstawowe granice rozróżniała, a i tak koło mnie będzie całe życie gdzieś tam w przestrzeni.

Na razie zostałam sama, Nietoperz gdzieś wyjechał, na imprezy do kumpla. Pewnie znowu będą pić, może 10 butelek, może więcej… Zastanawia mnie czasami ile ci ludzie potrafią w siebie wlać? I dlaczego? Dlaczego rozumie on wszystko dookoła, ma swoje spojrzenie, a tego zrozumieć nie potrafi? To gówno. Wszystko jest przecież dla ludzi, ale nie w takich ilościach, tak myślę… Jednak i tak czuję, że jestem wobec tego bezsilna i nawet nie mam zamiaru znowu tłumaczyć, prosić… Przecież to jego życie, jego wybory, jego zdrowie… Tylko to dla mnie zadziwiające, że tego jednego „zła” nie potrafi zrozumieć… No cóż, całego świata nie uratuję.

Rano dziadek zaskoczył mnie swoją propozycją. Mianowicie chciał mnie zapoznać, z jakimś synem od faceta, który przywozi węgiel. Super! Lepszej propozycji dawno nie słyszałam! Na prawdę! Jeszcze tego mi potrzeba! Jak to stwierdził, to raczej rodzice zapoznają, więc jak jest okazja to czemu nie… Sama nie wiedziałam, jak mam mu to wytłumaczyć. Powiedziałam więc, że „oferta” mnie nie interesuje, bo to dawniej tak było, że rodzice zapoznawali, a ja muszę poznać, jakim ktoś jest człowiekiem, a nie dowiedzieć się tego, czy rąbie drzewo, czy nie… Właściwie, to przyznam, że propozycja by mnie nawet interesowała, w końcu dość mam już tej samotni bez ludzi z zewnątrz, ale nie w taki sposób…. Na pewno nie w taki…