Chcę zacząć nowe życie! Bez Top Guna i F.

Nadszedł chyba ten czas, kiedy muszę rozpocząć nowe życie. Bez Top Guna ani F. Relacja z nimi jest toksyczna na tyle, że nie wytrzymuje.

Wczoraj płakałam… Top Gun od jakiegoś tygodnia zneca się nade mną psychicznie. Bo inaczej chyba tego nazwać nie mogę… Biorąc pod uwagę to, jak się czuje… Najpierw pisał mi o tym, że nigdy nie będę tak dobrze zarabiać jak on w wojsku, później, że moje studia są nic nie warte… Ale to jeszcze jakoś znioslam.

Ale to, co wydarzyło się wczoraj rozłożył mnie całkowicie. Pojechałam bowiem na egzamin, miałam go pisać razem z Top Gunem. Podczas tego egzaminu Top Gun chciał mnie pocałować a kiedy się odsunełam, chwycił mnie mocno za szyję z tyłu i zaczął potrząsać. Mówiłam mu, że mnie to boli ale nie przedstawał, odpowiadając mi, że ma boleć, tak jakby robił to za kare, iż nie dałam się pocałować podczas egzaminu. Bolała mnie cała szyja i barki… Później mnie niby pomasował ale to nic nie dało. Chciał mnie odwieźć do akademika, ale nie chciałam.

Wieczorem napisał do mnie, czy dotarłam więc odpisałam, że tak. Napisałam mu też, że zrobił mi dziś krzywdę bo szyja boli mnie do tej pory, i aby tak więcej nie robił. Na to odpowiedział mi, że nie ogranełabym go w bliższej relacji, bo jestem zbyt tępa…

Zrobiło mi się bardzo przykro i smutno… Po policzkach poleciały łzy… Czyli co? Czyli jestem zbyt głupia aby go zrozumieć? Zbyt tępa aby z nim być? Choćby i tak nigdy do tego nie doszło, hipotetycznie może tak myśleć…  Nie ogarnęlabym go, jak to on twierdzi bo co? Bo wolę czuły dotyk niż szarpanie kogoś i sprawianie mu bólu? Jak można komuś tak powiedzieć z tego tylko powodu, że woli subtelny dotyk? Jest mi przykro, że tak uważa.

Popłakałam się… Nie wytrzymałam emocji. Dobrze, że wykłady skończyły się wcześniej. Poczułam się znowu jak śmieć. W przyplywie tego smutku, znalazłam jeszcze na tyle siły, by odpisać mu tylko, że nie musi się obawiać, bo nie mam ani chęci, ani zamiaru być z nim kiedykolwiek w bliższej relacji. On też by mnie nigdy nie ogarnął w bliższej relacji. Odpisał, zapewne. Odpowiedziałam tylko jeszcze tyle, że obserwując jego reakcje wiem, że na pewno by mnie nie ogarnął. Taka jest prawda. Bo on patrzy tylko na tyle a nie na to co ja przeżywam, jakie są moje myśli… Że jesteśmy z dwóch innych galaktyk. Potem wysłał mi obrazek szczura. Nie odpisałam już nic, nawet go nie otworzyłam… Siedziałam na łóżku i płakalam…

Kiedy to się skończy? On się nade mną zneca, poniża mnie i udowadnia mi, że jestem nic nie warta… Bawi się mną.

Z drugiej strony mi przykro, bo osoba, która kochałam kiedyś i do której tak bardzo chciałam pasować, stwierdza, że jednak nie pasujemy do siebie, a dokładniej, że to moja wina, że nie pasujemy… Ja z moją potrzeba dopasowania się do innych, mam ciężko to zaakceptować. To dla mnie trudne… Że do kogoś nie pasuje i ten ktoś jeszcze wskazuje, że to moja wina…

Przetrwałam jakoś noc, rano czułam się, jakby mnie ktoś pobił, rozbita całkowicie. Czuję się znowu odrzucona i ponizona przez niego. Nic nie warta… Dlaczego to wraca?

Byłam jak takie zwierzątko, które się bije, a od czasu do czasu glaska. I ono przychodzi z a każdym razem, wraca, w nadziei, że może tym razem zostanie poglaskane a nie zbite… Ale dość tego, koniec. Usuwam Top Guna ze swojego życia, F. Tak samo gdyż ma on bezpośrednie powiązania z Top Gunem. Zawsze będą rodziną i zawsze będą bardzo zżyci… Nie chcę się kontaktować, nie chce rozmów, nie chce niczego… Z F. tak samo. Moja rodzina płaczę, już nie wierzy mi, że mogę zerwać kontakt. Powiedzieli mi, że nie wiedzą, jak mi pomóc, już się poddają. Albo się z tej relacji wyrwę sama albo będę cierpieć…

Muszę się kontrolować… Bo wiem, że i on i ja na siebie lecimy…

Z drugiej strony, zmartwił mnie Żołnierz. Powiedział mi, że chce jechać na misję…. Złożył już wniosek na wyjazd do Afganistanu, ale mu odrzucili, jednak będzie próbował raz jeszcze. Przegadalismy cały dzień o tym… Odradzałam mu. Przecież może tam zginąć, to są konflikty zbrojne, a jeśli nie zginąć to zostać trwale ranny lub kaleką… Ale on się uparł. Mówi, że lepiej wyjechać teraz, jak się jest samemu, niż potem kiedy się ma rodzinę. Na dodatek śmiał się, że jeśli zginie to może dostanie pośmiertny awans… Tak jakby nie zależało mu na życiu… Nie wiem, co on chce tym sobie udowodnić, że jest prawdziwym żołnierzem w boju? Na froncie? A co jeśli mu przyjdzie strzelić do człowieka? Zrobiłby to? Z jego wrażliwością? Przegadaliśmy cały wieczór o naturze ludzkiej w konfliktach zbrojnych ale nie wiem, czy to coś da… Jeśli się uprze, że chce jechać do tego Afganistanu i dadzą mu zgodę, to nic nie zrobię… Martwi mnie też to…

Ale za to dowiedziałam się, że chciałby domek nad strumykiem i psa… No i jak zwykle, wysłał mi piosenkę o miłości… Tyle, że zaczyna mnie to zastanawiać też, czemu cały czas śpiewa o miłości? Czyżby kogoś kochał? Na przykład kogoś, z kim nie może być?

Nie chcialabym aby wyjeżdżał. Chciałabym aby został i pomógł mi się wyrwać z relacji z Top Gunem… Bo on może to zrobić. Jeśli byłby ktoś inny, myślę, że zapomniałabym stopniowo, a przynajmniej tak by mnie nie ciaglo do zapychania pustki Top Gunem bo nie byłoby już tej pustki, która próbuje zapchać….

„Puste słowa w mojej głowie wciąż, kocham Cię.

Ile jeszcze muszę cierpieć? Ile wylać łez?

Czy to kiedyś mogło udać się? Czy to miało jakiś sens?

Serca głos mówił mi co dnia, nie bój się…

A jednak, miłość może ranić.

Kiedy skrada się do Twoich ust!

Choć wiedziałam jak to skończy się.

Chciałam więcej.

Byłeś wszystkim, czego mogłam chcieć, ostatnim tchem. 

Teraz stojąc w obcym tłumie ludzi, jestem sama…

Chciałabym oddać wszystko to, co mam by z Tobą być!

A jednak, miłość może ranić! 

Kiedy skrada się do Twoich ust!

ZŁAMALES MI SERCE… ZŁAMALES MI SERCE…. ”

Łzy- miłość może ranić.

5bed524a001b0e484fa95a6f

 

 

 

Mają dwóch ojców, dwie matki, troje dziadków, a czują się niczyje… MÓJ APEL DO RODZICÓW!

Można mieć dwie mamy i dwóch tatusiów? Można! Do tego cztery ciotki, pięciu wujków, trzech dziadków i trzy babcie, sześć sióstr i dwóch braci… O kim mowa? O dzieciach z rozbitych rodzin, a dokładnie małżeństw. Taka rodzina się rozpada, matka idzie w swoją stronę, ojciec w swoją. Każde z nich zakłada swoją własną, drugą rodzinę, do której wchodzi nowy partner czy partnerka wraz ze swoimi dziećmi, siostrami itd. To straszne! Każde dziecko z poprzedniego małżeństwa obojga partnerów przeżywa szok. Lekki, umiarkowany lub duży. Niektóre sobie radzą, inne nie…

Jak mają nazywać nową żonę taty? Macochą? Kiedy wiedzą, że ich biologiczna mama żyje, kontaktuje się z nimi, jeśli mieszkają u ojca. Jak mają nazywać nowego męża matki? Ojczymem, drugim ojcem? Przecież dla nich to będzie zawsze obca osoba, którą mogą lubić, trochę więcej, mniej… w zależności od tego, jakie powstaną relację, między nowym rodzina_650partnerem a dziećmi. Zależy tez, czy dzieci są małe, czy też większe i chcą dochodzić prawdy… ale chyba zawsze chcą. Tak mi się wydaje. Przecież wiedzą, że matkę i ojca mają jednego. Ale jest tylu ludzi… za dużo, zdecydowanie za dużo. Co, jeśli do tego rozpada się małżeństwo dziadka czy babci i również układają swoje życie z kimś innym, a ten ciągnie ze sobą jeszcze na dodatek całą swoją rodzinę?  Eh… zwariować można! Dzieci przechodzą od jednych do drugich, to zaś do trzecich, ciężko przy tym tworząc normalne, ciepłe relacje ze swoimi biologicznymi rodzicami. Nierzadko stają się rozdrażnione, nie potrafią znaleźć swojego własnego miejsca w świecie, spokoju ducha, nie potrafią wytłumaczyć sobie tego, co dzieje się wokół. Większe za to uciekają od sytuacji, w której nie potrafią się często odnaleźć w próbę układania własnego życia i samodzielności, które najczęściej kończą się prywatną porażką, ujawniając cały mętlik, jaki powstał w ich głowie i odsunięcie od rodziny na rzecz próby budowania swojego życia, (co z resztą czują one same).

A zagmatwać się można i to nieźle. Bo jak mówić i jak postrzegać nowego męża jednej babci lub też drugiej? Albo nowego partnera matki, kiedy właściwy ojciec żyje z dala od byłej żony? Kim te wszystkie „dochodzące” do rodziny osoby są dla dzieci? Jedne akceptują to dobrze, drugie wcale i się buntują, jeszcze inne się odsuwają, nie potrafiąc poukładać tego w swej głowie. Reakcji jest mnóstwo! A co mają zrobić dzieci z tych „dochodzących rodzin”, gdy nagle się okazuje, że muszą być siostrą czy bratem dla kogoś… takim przyszywanym, nie do końca może chcianym…

A co jeśli zbierze się takich sytuacji w jednej rodzinie dużo? Każdy z byłych członków dawnej, dobrze działającej rodziny zakłada nową, wiąże się z kimś i ściąga multum nowych ludzi wokół…

Wiele z takich dzieci, a potem dorosłych już ludzi ma udziwniony i lekko wypatrzony obraz i pogląd na rodzinę i zasady jej funkcjonowania. Często dzieci czują się niczyje, podrzucane, przechodzą z rąk do rąk, pozostawione, rozdrażnione, i tak na prawdę, co jest chyba najstraszniejsze niekochane. Bo przecież rodzic już nie poświęca im tyle uwagi co kiedyś, bo może częściej wybiera partnera niż własne dziecko… Dlaczego? Nie wiedzą… Dzieci wobec takich wyborów pozostają tylko w świecie swoich domysłów. Mogą się łudzić, i usprawiedliwiać rodzica, że przecież je kocha, tylko, że teraz musi się zająć swoim nowym partnerem czy partnerką, albo… albo się zbuntować, gdy odczuwają lekkie, średnie lub mocne „odepchnięcie”. Oczywiście wszystko zależy od danej relacji, bo niekiedy zdarza się tak, że to właśnie nowa osoba wnosi do rodziny spokój i relacja rodzica z dzieckiem się poprawia. Dzieje się to jednak bardzo rzadko… niestety. A w miejscu, gdzie łączy się ze sobą wiele różnych „nowych” i „starych”, znanych dzieciom rodzin bardzo ciężko jest o prawdziwe zainteresowanie i poświecenie uwagi. A one? One czują, że ich świat, który znały i w którym czuły się bezpieczne się rozpadł, świat, w którym czuły, że mają grunt pod nogami znikł. One czują się po prostu niczyje…

Dlatego apeluję do wszystkich samotnych mam i ojców, którzy wychowują dzieci i nie ważne, czy jest to dziecko 3 letnie, 9 letnie czy 18 letnie. Zastanówcie się kilkakrotnie kim jest nowa osoba, czy będzie potrafiła w pełni zaakceptować Was i Wasze dziecko, zanim podejmiecie decyzję o tym, żeby zaprosić do swojego życia i domu kolejną połówkę swego życia. Nie zapraszacie jej bowiem tylko do swojego życia. Zapraszacie ją też bowiem do życia swojego dziecka!