Po spotkaniu z Top Gunem…

… Czuję się dziwnie. Kiedy weszłam do sali, ujrzałam jego, siedział z moim znajomym. Nie przywitałam się, nie powiedziałam „cześć”, przeszłam obok, nawer na niego nie patrząc i ysiadłam w drugim kącie sali.  Zerkałam na niego tylko kiedy nie wiedział. MInęła przerwa, której nie spędziliśmy razem, każdy osobno, również koło niego przeszłam, nie zauważając go. Na kolejnych zajęciach pomachał mi, ale ja udałam, ze tego nie widzę. Potem napisał… „Dzień dobry, zafarbowałaś włosy, a miałaś takie ładne, mysie.”  Odpowiedziałam więc zdawkowo, że chciałam to zafarbowałam… W międzyczasie napsłam do F, że się nie oddzywamy do siebie, bo czekał na wiadomosć, jak tam nasza relacja. Potem Top Gun odpisał mi coś o myszach więc nie odpowiedziałam już nic. Pomyślałam soie tylko „zamiast zapytać co się stało, dlaczego nie rozmawiamy, dlaczego go nie zauważam, to on pieprzy o myszach…”Mysz bowiem to ulubione syworzenie Top Guna ze zwierząt. Przerwę długą spędziliśmy osobno, nawet nie wiem gdzie był. Nie obchodziło mnie to, jednak serce waliło mi mocno przez ten cały czas. Jednak najlepszt było jeszcze przede mną.

Rozpoczęły się kolejne zajęcia i Top Gun usiadł koło mnie i podał mi długopis, który mi wypadł. Wzięłam bez słowa. Potem wysłał mi swoje zdjęcie w mundurze, z poligonu, na którym był ostatnio. Zapytałam się go, czemu mi to wysyła, to były pierwsze słowa do niego, tego dniaz a on tylko wzruszył ramionami i pisknął. Coś było pięknego w tym pisknięciu, tylko on tak potrafi pisknąć, tak słodko, ale nie robiło na mnie już to wrażenia. Jako odpowiedź wysłałam mu swoje zdjecie z jedostki i zdjecia żołnierzy z mojej jednostki. On natomiast wysłał mi filmik ze swoim udziałem. Potem zaczęliśmy pisać… ale na neutralne tematy. O tym, że utopił telefon na kajakach i ma nowy, i tym, że miał poligon i jest zmęczony. Napisałam, że wiem o tym. A on na to, że dobry obieg infarmacji ( że niby ja piszę z F. cały czas), a ja na to: Jak mógłbyś mieć pretensje? A on tylko: Nie mógłbym. I siedzieliśmy obok siebie, pisząc do siebie, to było komiczne. Facet 28 lat nie potrafi porozmawiać, tylko pisze bo tak łatwiej. .A ja cóż, nie miałam ochoty z nim rozmawiać, więc wolałam już odpisywac na te wiadomości. Zastanawiam się teraz, czy wtedy już byłam w relacji z nim, a przecież tego tak bardzo nie chciałam. Z drugiej strony myślę sobie, że musimy jakoś koło siebie egzytsować. Może w ten sposób sama siebie rozgrzeszam? Nie wiem. Pewnie mowię to po to, by było mi łatwiej i abym się nie winiła za to. Jakiś czas później zaczęliśmy rozmawiać. Powiedział mi, że ładnie mi w czarnych włosach i cieszy się, że mnie widzi. Pomyślałam sobie, że ja nie. Później wyszłam na przerwę. On do mnie nie podszedł na tej przerwie, spędziliśmy ją osobno, on w sali, ja na korytarzu. Po czym, przyszła do mnie wiadomość od niego: Podejdż do sali, bo mam problem. A ja na to „po co?” , a on do mnie: „Coś mnie na kręgu zabolało i chciałem, żebyś zobaczyła, czy mam sine, ale już sobie poradziłem.” Hm… czyli chciał pokazac mi znowu częsć swojego ciała? Jeszcze próbuje, wciaż próbuje mnie podejść, miłe słowka, a to mnie gdzież zaczepi, a to gdzieś dotknie, a to prosi o coś takiego…Powiedziałam mu, kiedy weszłam do sali, że niech napisze do dowódcy, nie do mnie o to, aby mu sprawdził, czy na sine.

Po kolejnym dotknięciu mnie w końcu sie wkurzyłam i zapytałam się go, czy aby nie chce być zbity? Potem znowy zaczęliśmy rozmawiać… Powiedział mi „Nie stresuj się”. To go pogrążyło, byłam zestresowana, owszem, ale mam dosć już tego, że wmawia mi, ze to ja jestem ta słabsza i tylko ciągle się stresuje…. Obudził we mnie jeszcze gorsze instynkty.  I tu dochodzimy do sedna sprawy. Zapytał mnie, wyobraźcie sobie, czy aby mnie nie odwieźć do domu? A ja to tu mu „chyba se kur*a jaja robisz? Żeby Cię w domu wiedzieli? Pod domem? Ty mi jesteś tam najmniej potrzebny.” A on do mnie” Nie rozumiem w czym problem, ale okej.” A ja mu na to „No właśnie w tym, że nie rozumiesz w czym problem.” A on do mnie „Okej.” A potem dodałam. „Wiesz co, wkopałeś się tym pytaniem. Jesteś jednak głupszy niż myślałam…” Tak, to było niegrzeczne, wiem o tym, ale  nie mam sktupułów? Gdzie był te wszystkie dni, kiedy ja nie mogłam się podnieść z łożka? Gdzie był, kiedy ja płakałam i życie straciło sens? Gdzie był, kiedy nie spałam kolejną noc? Gdzie był kiedy nie potrafiłam się uczyć, kiedy brałam tabletkina uspokojenie, kiedy nic mnie nie cieszyło, kiedy moje szare dni zlewały się w całość? Gdzie był?! Dużo we mnie żalu do niego… bardzo dużo… Po zajęciach na mnie czekał. Ale zapytałam, czemu nie idzie do domu, odpowiedział, ze czeka na mnie. Ubrałam się i poszliśmy. Przed parkingiem  zapytał mnie raz jeszcze, czy aby mnie nie odwieźć, powiedziałam, że nie. Oboje na żarty zasaltowaliśmy i każdy poszedł w swoją stronę. Pomyślałam sobie „spie*dalaj ch*ju”.  W dzrodze powrotnej poczułam się fatalnie i w końcu zwymiotowałam z napięcia chyba. Dobrze, ze tego już nie widział.

Jest żałosny, nie potrafi porozmawiać, nie rozumie w ogóle co się zadziało, co się stało, jakby nigdy nic, chciał ze mną rozmawiać o myszach… Nie rozumie jak mnie skrzywdził, przecież jesteśmy przyjaciółmi, prawda? A to, ze się prawie przespaliśmy, że się całowaliśmy i tutiliśmy przez godzinę to nie ważne, to się nie wydarzyło… jego serce jest gdzie indziej… On niczego nie rozumie. Mam taką myśl, że nawet gdyby on zostawił sweoje kobiety i powiedział, że chce być tylko ze mną, to i tak nie zrozumielibyśmy się… On mnie nie rozumie.

Wzbudza we mnie najgorsze instynkty. Jestem arogancka, rozkazująca w stosunku do niego, klnę do niego i wyśmiewam się z niego w wiadomościach, np, że ” Nie suplementuję” wszystkiego, co się rusza””, jako podtekst… Myślicie, że zrozumiał? Skąd! Albo tylko udaje, że nie rozumie, bo tak jest wygodniej…

Moja wielka miłosć do niego przerodziła się chyba w nienawiść, jak powiedział mój kolega… z którym pisałam wczoraj po całtm dniu. Jak to czytasz, dzięki, że jesteś! 🙂

Czuję się dziwnie… chyba dlatego, ze nie chciałam być z nim w relacji,a  znowu w to weszłam, choć teraz już inaczej, wyżywam się na nim i tyle.

wolf-1227567_960_720

Oto moja postawa… 🙂 Nie poznaję sibie, w stosunku do nikogo się wcześniej tak nie zachowywałam…

„Niewierna”

Ona, szczęśliwa żona i dobra matka, on- młody, zdawałoby się głodny przygód, a może zamknięty w swoim świecie, jakim jest zasłane książkami mieszkanie na ostatnim piętrze pewnej dzielnicy? I jeszcze ktoś…

Ostatnimi dniami czegoś poszukiwałam, jakiegoś bodźca, który by wzbudził tę iskrę natchnienia, mocy, czegokolwiek, bym mogła odnaleźć sens w dniu dzisiejszym. Leniwie więc przeglądałam, co mogłabym obejrzeć środowym popołudniem. Tak, przypadkiem, natchnęłam się na zwiastun jednego ze starych, w tych latach już filmów „Niewiernej” w reżyserii Adriana Lyne. Obejrzałam… niby dramat, niby erotyk, w sumie erotyki było tam niewiele lecz film zaciekawiał zupełnie czymś innym. Ciemne klatki, ponure ujęcia, zbliżenia… Całą przestrzeń wydała mi się tak dobrze skądś znana. Ponure uliczki jednej z amerykańskich dzielnic, domek na  przedmieściach równie w amerykańskim stylu, zakurzone mieszkanie. To wszystko wzbudziło moje zainteresowanie fabułą i choć mogła by się wydawać zgoła banalna, to jest w tym filmie coś, co na mnie osobiście działa jak magnes, jeśli chodzi o kino- zdawało by się autentyczność ról. Nie bez powodu, Diane Lane została mianowana do Oscara za odtwórczynię głównej roli. Klimat tego filmu, jego „ponurość” i zdawałoby się małostkowość oraz bohaterowie przepełnieni przeróżnymi emocjami zdawali się zachęcać na tyle, aby zobaczyć cały film…

Jest poranek, główna bohaterka, Connie, wyprawia synka do szkoły, a męża do pracy, co prawda tego ranka na zewnątrz okropnie wieje, ale mimo to, kobieta decyduje się pojechać po rzeczy na jedną ze swoich aukcji charytatywnych. Kiedy wraca z rzeczami upada i rani się w kolano, jednak wstaje i chwile potem, gdy chce złapać taksówkę, wpada na pewnego mężczyznę. Jest nim Paul Martel, tutejszy akwizytor książek. Ponieważ wichura nie daje za wygraną, żadna taksówka się nie zatrzymuje, a Connie ma obdarte kolano, nowy znajomy zaprasza ją do swego mieszkania, by przemyła ranę. Kobieta ma obawy, jednak po chwili godzi się i idzie do mieszkania akwizytora. Mieszkanie jest nieco inne, niż mogłaby sobie je wyobrażać. W centralnej jego części stoją półki, a na nich stosy książek, jest też parę dużych figur, worek treningowy, parę otwartych, ułożonych na stole książek… W zasadzie mieszkanie należy do jednego z francuskich rzeźbiarzy, a jego lokator twierdzi, że cieszy się, iż ma gdzie podziać się z książkami. Connie udaje się do łazienki i przemywa ranę, potem dzwoni do domu domu i oznajmia, że spóźniła się na pociąg. W tym momencie mężczyzna obserwuje ją uważnie. Podczas tego spotkania Connie dostaje od mężczyzny jedną z książek. Główna bohaterka nie chce jednak zabawiać długo i wychodzi by zdążyć na pociąg. W domu opowiada mężowi  o całym zajściu, jak upadła i, że pomógł jej jakiś miły mężczyzna. Początkwo bohaterka nie przywiązuje to tego zdarzenia wagi i zdaje się żyć tak, jak przed nim, choć chce podziękować swojemu wybawcy i za namową męża, wysłać mu butelkę wina.  Któregoś dnia, znajduje w ofiarowanej przez niego książce numer telefonu. Myśli więc, że to dobra okazja, by zadzwonić i podziękować. Dzwoni więc z… telefonu znajdującego się na dworcu kolejowym. Początkowo mężczyzna nie odbiera, potem jednak zaprasza ją do siebie na kawę… Cały czas zachowując się tak, jakby potrafił przewidzieć to, że zadzwoni…

Chwilę rozmawiają, Paul pokazuje kobiecie książkę napisaną alfabetem Braila, lecz mówi, że powinniśmy inaczej wymawiać jego imię. Connie nie wypija kawy przygotowanej dla niej wcześniej, wychodzi czym prędzej z mieszkania. Wahania narastają, kobieta nie wie, po co tam poszła i dlaczego coś ciągnie ją do tamtego mieszkania… Kolejna wizyta Connie u Paula, zdarza się niby przypadkiem, przynosi mu ciastka i w zasadzie chyba sama zdaje się nie wiedzieć, po co przyszła, twierdzi, że była w okolicy i… pomyślała, że zajrzy. Między Paulem a Connie nawiązuje się coraz to bliższa relacja pożądania i namiętności i choć kobieta wyraźnie tego nie chce, po raz pierwszy zdradza wtedy męża, idąc z młodszym akwizytorem do łóżka.

Choć mężatka ma ogromne wyrzuty sumienia, co z resztą ukazuje postać Connie, targana jak wiatr emocjami, które w niej są, pomiędzy nią a Paulem nawiązuje się specyficzny r-0,500-n-865226gVdcrodzaj relacji, przepełniony namiętnością, ale i… obsesją. Zdawało by się, iż Connie nie ma wyraźnych powodów by zdradzać męża. Jest on kierownikiem firmy, dobrze zarabia, dba o nią i o ich synka, który kończy właśnie dziewięć lat. Jednak kobieta pragnie czegoś jeszcze niż stabilne życie u boku statecznego mężczyzny. Być może młodszy, zagubiony, artystyczny „rozbitek” daje jej to, czego nie dostawała przez lata od męża, ryzyko, dobrą zabawę i dziką namiętność. I choć Connie uważa to za szaleństwo, brnie w ten romans dalej i dalej… pozwalając by młody mężczyzna stał się jej obsesją. Ich spotkania pełne są podniecanie i namiętności, choć tak naprawdę, Connie niewiele wie o młodym akwizytorze książek.

Mąż Connie, Edward podejrzewa, że coś się dzieje z jego żoną, gdyż zaczęła bardziej dbale dobierać ubrania i kłamać. Prosi więc o pomoc zaufanego znajomego, by ten, śledził jego żonę. Gdy do rąk Edwarda trafiają zdjęcia Connie i Paula, wraz z adresem jego mieszkania, gdzie spotykają się potajemnie w dnie, gdy Edward wychodzi do pracy, wie już, że się nie mylił. Postanawia pójść do kochanka żony, sam chyba nie wie w jakim celu. Kiedy stoi na ulicy, patrząc w okna mieszkania, nie ma odwagi, właściwie nie wie, po co tu przyszedł. Gdy odwraca się, Connie wybiega w pośpiechu z klatki po kolejnym zbliżeniu z kochankiem. Przez drzwi w kamienicy wychodzi jednak staruszek, wpuszczając Edwarda do środka. Ten idzie pod drzwi mieszkania Paula, kiedy zostaje przez niego wpuszczony, choć z dużym zdziwieniem i podejrzeniami, chwilę rozmawiają,a Mąż kobiety dziwi się, że rozmawiali o nim. Jednak gdy Edward zauważa w sypialni jeszcze nie pościelone łóżko, gdzie jego żona i Paul się kochali, zaczyna czuć się fatalnie… Emocje zaczynają przybierać na sile. Kiedy jednak widzi ozdóbkę  szklaną, którą podarował żonie w mieszkaniu Paula, a ten oznajmia mu, iż dostał ją od Connie, w mężczyźnie coś pęka. Jest mu niedobrze, ma zawroty głowy, duszności. W przypływie złości, rozbija szklaną ozdóbkę na głowie Paula, tak nieszczęśliwie, iż ten zaczyna krwawić i pada martwy na ziemię…

Edward jest spanikowany, nie wie co ma robić, w przypływie zdrowego rozsądku jednak szybko zaciera ślady, w tym samym czasie wysłuchując nagrania od Connie, która dzwoni na telefon Paula, mówiąc, że muszą skończyć z tym romansem, gdyż nie potrafi dłużej tak żyć, oszukując wszystkich i krzywdząc rodzinę. Mężczyzna na drugi dzień w nocy, wywozi ciało kochanka, zawinięte w dywan na śmietnisko…

Kiedy ciało zostaje przypadkowo odnalezione, a Connie dowiaduje się o tym, iż Paul Martel nie żyje, choć początkowo, przy mężu nie daje po sobie poznać emocji, później Edward zauważa jak szlocha…. Czy daje to odczuć widzowi, iż poza namiętnością jaka łączyła tych dwojga było coś jeszcze? Gdy Connie zauważa ozdóbkę z powrotem we własnym domu, tę, którą przecież podarowała kochankowi, zaczyna podejrzewać swojego męża. W trakcie kłótni z nią, Edward przyznaje się , iż zabił Paula. Małżeństwo stara się jednak normalnie żyć, tak by ich synek niczego nie podejrzewał. Connie pali zdjęcia zrobione jej i Paula przez śledzącego ją mężczyznę, które znajduje w kurtce męża… Myśląc o tym, iż lepiej byłoby gdyby nigdy nie weszła do mieszkania akwizytora. Connie chce wyjechać, zmienić nazwisko, zacząć wszystko od nowa, małżeństwo postanawia spróbować jeszcze raz. I choć, sądzę, że niektórzy oglądając tę część filmu, odczuliby niesmak, iż Edward zdecydował się pozostać z żoną po zdradzie, spekuluję, iż nagranie jakie usłyszał będąc w mieszkaniu kochanka, go przekonało. Oglądając kolejne sceny relacji pomiędzy małżeństwem, coraz bardziej utwierdzałam się we wniosku, iż sytuacja ta pomogła na nowo odkryć kobiecie miłość męża i znaczenie rodziny, kiedy patrzyła na męża pomagającemu grać na pianinie synkowi i czytała odnalezioną kartkę z napisem „mojej żonie, najpiękniejszej ozdobie każdego dnia”. 

Czy byłoby lepiej? Czy mogło nie dojść do tragedii? Kiedy po całym już filmie i rozwoju wydarzeń, ukazuje się scena z kobietą, która szlochając, wkłada podpalone zdjęcia do kominka, zastanawiam się, czy rzeczywiście, jej relacja z Paulem była tylko przelotnym romansem, naznaczonym namiętnością. A może było w niej coś głębszego, czego kobieta nie chce pokazać przed mężem, by go już nie ranić? Autor nie wyjaśnia tej kwestii. Pomiędzy romansem pełnym pożądania pozostają przecież sceny opieki nad synkiem i zaangażowania w życie rodzinne, ciągle niezmiennego. Film pozostawia wiele pytań, bez odpowiedzi, wiele emocji, bez wyjaśniania ich powstania i jest dla mnie jakby filmem bez zakończenia… Choć prozaiczny widz, zobaczy w nim historię małżeństwa, gdzie żona pozostając niewierną mężowi, zdradza go z przypadkowo poznanym mężczyzną, można w nim doszukać się czegoś jeszcze… Ta małostkowość, rola drobiazgów w tym filmie, sposób rozmów bohaterów oraz liczne dźwięki muzyczne tworzące swoisty nastrój oraz oddające zarazem sam dramatyzm i charakter filmu zbierają się na pewną otoczkę fabuły, która to otoczka wskazuje właśnie na pewien drugi wymiar i inne znaczenie przedstawianych wydarzeń. Silne emocje odgrywane przez aktorów również podkreślają charakter fabuły i wnikliwość filmu. Tak na prawdę, mnie żal było Paula Martela i tego, że jedna głównych postaci odchodzi. Choć można odebrać go w tym filmie jako niewyżytego, chcącego zaspokoić swoje potrzeby erotyczne, faceta, zdradzającego jak się później okazuje żonę, z którą był w separacji, to jednak ekscentryczność jaką posiadał z równie dużą wrażliwością na sztukę, czyni z niego postać ciekawą i niejednoznaczną.

Film wzbudził we mnie emocje, a mało jest stosunkowo takich filmów, które je we mnie wzbudzają, być może dlatego, że jego fabuła wiąże się z jakąś stratą. A dodatkowo nastrój jaki w nim panuje, charakterystyczny dla pewnego rodzaju kina, bardziej chyba starszego niż nowszego, bardzo do mnie przemawia. Nie wiem, dlaczego polubiłam takie „ciemne” i wydawało by się utrzymane w ciągłym nastroju smutku filmy, ale takie własnie, potrafią we mnie wzbudzić emocje. A to, iż nie wszystkie zdawało by się „wątki emocjonalne” zostały rozwiane i dostatecznie, jak dla mnie, wytłumaczone, czyni ten film ciekawszym ale i bardziej tajemniczym zarazem. Po obejrzeniu ostatniej sceny poczułam jakiś niedosyt, tak, jakby ktoś urwał film w połowie jego historii… Ale czy ta historia mogła mieć inne zakończenie?

Zabezpieczony: Kim tak na prawdę był i jest Indianer?

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło: