Szukając zrozumienia…

Dziś będzie krótko i na temat. Nie mam jakoś weny pisać długiej notki. W piątek byłam na uczelni. Stoję przed drzwiami, patrzę, w moją stronę idzie Pan D. Ucieszyłam się, bo pomyślałam, że może zaproponuje byśmy gdzieś razem wyszli później i poszli porozmawiać, jakoś tak, cieszyłam się, że go widzę. Jednak nie, przyszedł, przywitał się, weszliśmy razem na salę. Potem ja wyszłam pierwsza, on został, szepnęłam mu tylko „pa”. Poszłam, siadłam na krzesłach i coś sprawdzałam w internecie, a po pewnym czasie patrzę, idzie D. Rozmawia przez telefon i wychodzi po schodach. Zawołałam go więc, a on nic. Drugi raz, też nic. Przeszedł koło mnie, usiadł na zewnętrznych schodach i rozmawia przez komórkę. Wyszłam więc z budynku i starałam się jakoś zwrócić jego uwagę, ale nic nie zadziałało, w końcu stanęłam tak, aby mnie widział, ale i to nie odrywał wzroku wpatrzonego gdzieś w dal. Pomachałam mu, wreszcie zauważył i mi odmachał, powiedział, że jest teraz cały czas zajęty i tyle. Więc odwróciłam się i poszłam. Tak skończyła się nasza znajomość. Żadne z nas już nic nie napisało. Zawsze to aj musiałam zaczynać rozmowę, teraz już nie będę. Nie zależy mu, udaje, że mnie nie zna, więc niech tak pozostanie.

Ostatnio też pisałam sobie przez jakiś czas z pewnym mężczyzną z pewnego forum, bardzo chciał mnie poznać, chciał zobaczyć, czy do siebie pasujemy, wysłał mi zdjęcia i w pewnym momencie odmówiłam mu związku. Facet jest wkręcony w kolejne dziwne relacje z przyjaciółką, a ja nie zniosę kolejnych kobiet wokół jakiegoś kolesia, po prostu nie, to za bardzo boli. Znowu ażebym mogła być skrzywdzona i odrzucona na rzecz innej kobiety? Nie, podziękuję…

Znowu poszło o kobietę tak w zasadzie. Wypisywał do mnie wiadomości opisujące ją, raz, ze jest dla niego niedobra, bo on ją kocha a ona jego nie, drugim razem, że jednak jest dobra bo to jego serdeczna przyjaciółka i był z nią w Chorwacji bo ona pojechała tam dla jakiegoś faceta a on za nią. Ona teraz kocha tego Chorwata a on cierpi… Znowu inna kobieta, znowu która go nie kocha i on cierpi… Jakbym widziała lustrzane odbicie mojej historii…tyle, że jego nie kocham. Więc mu powiedziałam, albo kończysz z nią i się możemy poznać, albo nie. A on na to, że że jej nie zostawi. Dlatego powiedziałam mu wyraźnie nie. A on nadal mówił, żebyśmy się poznali…

Potem wyszło, że ma osobowość schizotypową, na dodatek wierzy w reinkarnację, pisać też niestety nie potrafi, robi byki, i nie za bardzo rozumie kontekst wypowiedzi wiadomości, które do niego pisałam. No więc szczerze… na co mi taki koleś? Znowu przyjaciółki i udręka, że mnie z nią zdradzi, albo nie rozumie co do niego mówię… Dlatego się odcięłam.

Powiedziałam sobie, że nie będę ani piątym kołem u wozu, niechcianym i odrzucanym, ani rzeczą, od której się ludzie muszą oganiać, jak od natrętnej muchy. Jeśli ktoś nie chce to nie, on też ma się starać. Nie będę nikogo usprawiedliwiać, bo potem cierpię tylko..

Czuję, że moje myśli znów uciekają w stronę depresji… wiem, że one są chorobowe, ale jednak są. Kto czytał moją historię relacji z Top Gunem wie, przez co przeszłam i, że teraz zaczynam od nowa wszystko… Dziś właśnie znów miałam przed oczami jego kłamstwa, jego odrzucenie względem mnie i aż łza mi spłynęła po policzku…to jeszcze czasem wraca i za bardzo boli…

Wydaje mi się, że nigdy nie będę szczęśliwa, że ludzie mnie nie chcą, odrzucają na każdym kroku, że jeżeli już spotkam kogoś innego, to on i tak mnie odrzuci. Czuję się tak, jakbym była dziewczyną gorszej kategorii. A przecież radzę sobie w życiu, studiuję 2 kierunki, mam wiele pasji, jestem inteligentna, wiele osób mówi, że ładna, mam zasoby, jak mówi mi terapeutka, a mimo to moje poczucie własnej wartości leci w dół. Zastanawiam się, co robię nie tak? Czy ja przyciągam dziwnych, niepoukładanych ludzi, czy po prostu mam szczęście na takich trafiać…

Jedynym dobrym wydarzeniem jest to, że załatwiłam sobie notatki z filologii polskiej! Będę mogła się w domu na spokojnie uczyć i spełniać swoją pasję do pisania i literatury. Na studia przy tylu kierunkach już nie wystarczy mi czasu ale na zerknięcie na notatki na pewno, a zawsze chciałam się rozwijać w tym kierunku.

Dzisiejszy dzień znów wydaje mi się jakiś smutny i przygnębiający, czyżby znów wróciła depresja? Czuje się tak, jakby mnie nie było w życiu…

fashion-2309519_960_720

 

 

Reklamy

Sen…On mnie nigdy nie kochał. Chyba pora się odkochać…

Dziś pierwszy dzień odpoczynku. Pozdawałam wszystkie egzaminy! Jestem z siebie bardzo dumna w tej kwestii, że przy takim stanie dałam radę pozałatwiać tyle spraw i objąć rozumiem tyle nauki. Miałam dziś sen… jak zwykle śnił mi się Top Gun, ale dziś jakoś inaczej. Śniło mi się, że się bardzo kłóciliśmy, że mówiłam mu jakim jest dupkiem i, że gdybym wiedziała od początku co kryje w zanadrzu, nigdy bym na niego nawet nie spojrzała. Czułam do niego żal i złość. To prawda, dużo jest we mnie tych uczuć w stosunku do niego… Wczoraj znów poprosił mnie, żebym mu wysłała swoje zdjecie, na dodatek w nocnej koszulce. Kiedyś bym się na to zgodziła, ale nie teraz… Zdecyodowanie odmówłam i napisałam mu, że gra na kilka frotów, żeby takie zdjęcia uzyskać.  I ciekawe ile ich ma na telefonie od ilu kobiet. Na co on zaprzeczył i powiedział, że może moje zdjecia usunąć, jeśli chcę. To tylko zdjęcia. Zapytałam się go po co one mu były, na co odpowiedział, że po nic, po prostu, gdybym mu teraz takie zdjęcie wysłała to by się uśmiechnął, a jak nie to luz, bo tylko się wygłupiał…

Wniosek z tego jest tylko jeden. On nigdy mnie nie kochał. On nie rozumie co mi zrobił. Nie rozumie tego, że zrobił mi dokładnie to samo, co kochanka zrobiła jemu. Dał mi nadzieję na lepzy czas, na inne, lepsze życie, na poważną relację, a potem mi to wszystko brutalnie odebrał. Nie rozumie tego… nigdy nie byłam dla niego ważna, może mi tylko tak się wydawało? Tak, jak mówił, nie chciał, żebym odebrała to jako to, że mnie podrywa, starał się mi pomóc jak mógł, nie myślał, że mógłby być kimś więcej niż tylko kolegą. Nigdy mnie nie chciał tak naprawdę. Fakt, przekraczał granicę, zachowywał się tak, jakby mnie chciał, ale moze nie miała tego na myśli? Może to była z jego strony zwykła pomoc, którą ja odebrałam jako chęć zbliżenia się? Tak czy siak, on tego nie rozumie. Szczerze myślałam, ze jest mądrzejszy, że dostrzega pewne sprawy, że wie, co mi zrobił, jak mnie zranił. Faceci nie są zbyt domyślni… Niestety, jest jeszcze większym palantem, że tego nie widzi.

Doszłam do wniosku, że chyba pora się odkochać, do tej pory mi na nim zależało, nawet po tym wszystkim co mi zrobił, chciałam być przy nim, jakoś go wspierać, bo też nie ma łatwo, ale widzę teraz, ze to bez znaczenia, bo on i tak tego nie rozumie… Niby wie, ze dużo dostał ode mnie, niby kiedyś coś takiego powiedział, ale nie rozumie tego, jak bardzo zranił moje uczucia i mnie samą. Dając mi nadzieję na lepsze życie, a potem ją brutalnie zabierając, jeszcze oświadczają, ze to nie miało być zbliżenie się do mnie, tylko zwykłą pomoc. Tego, że przekroczył granicę intymności która jest zarezerowwana dla zwykłej przyjaźni też nie rozumie… że to zaszło za daleko chyba też, a może rozumie, ale to już jego sprawa. Dalej robi to samo. Dalej przekracza te granicę intymności i twierdzi, że to tylko kolezeńskie stosunki…. Rano myślałam, że będę musiała stoczyć wojnę, z sobą, ze woimi uczuciami, zeby się z tego wyplątać, a przynajmniej nie dać wplątać znowu w ten „romans”, ale teraz widzę, że staje się jakaś spokojniejsza. Przestaje mi chyba zależeć na kolesiu, który błogo żyje w swojej nieświadomości, a ja? Ja biorę leki, płaczę po nocach i nie umiem spokojnie spać. Nie taka jest tego współmierna cena. Pora zacząć żyć swoim własnym życiem i nie przejmować się nim, bo o tego i tak nie zrozumie, moich uczuć do niego, tego, co mi zrobił, a jeżeli ktoś tego nie zrozumie to tak jak z Panem ze skrzydłami, trzeba go zostawić i pozwolić mu żyć w tej swojej nieświadomości. Nie zależy mi na tym, żeby mu cokolwiek udowadniać. On mnie nigdy nie kochał, ja jego tak, ale chyba nie teraz, dziś coś we mnie pękło, coś się zmieniło. Ta myśl jakoś mnie uwalnia od niego, oddalam się od niego chyba coraz bardziej…

To trochę smutne, że zostaję znowu sama, kolejny facet, który mnie nie kochał. Ale muszę jakoś dalej żyć… Załatwiam sobie praktyki ze studiów, on mi pomaga, załatwić praktyki w swojej jednostce, ale zaczynam to traktować jak tylko zwyczajną koleżeńską pomoc. choć przyznam, że trochę dziwnie się czuję, w końcu tam poznał swoją kochankę, za którą tak szalał… Chyba przestaje mi zależeć… po co ma mi zależeć na kimś, kto i tak mnie nie rozumie? Chciałam mu tyle dać, nawet teraz być i wspierać, ale on chyba tego w ogóle nie widzi, tego co się stało, że przy nim jestem, może trochę tak, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie zranił, on chyba nie zasługuje na moją miłość…

Wysłałam mu też dziś słowa piosenki, którą wczoraj zamieściłam na fejsbuku, pomyślałam, a co mi zależy:

A dziś jadąc do lekarza widziałam całe pola rzepaku, to też takie zdjęcie 🙂

Zaczynam czuć trochę spokoju…

fog-3050078_960_720

Szczere rozmowy… wariactwa ciąg dalszy… ale czuję się wolna!

Wczoraj miałam paskudny dzień, kolejny z resztą, jakie przeżywam od tygodnia, gdzie myśli kołaczą mi sie po głowie, a rozum nie próbuje ich zabijać. Wyszłam na spacer, gdzie koło 15.00. Top Gun ciągle się do mnie dobija, choć staram się unikać rozmów z nim, albo ignorujac całkowicie albo odpowiadając tylko półsłówkami na jego wiadomosci, tak, jakbym w ogóle nie była zainteresowana. Zapytał jak sie czuję, więc odpowiedziałam, że źle. Na co on powiedział, że też źle się czuje, że jeżeli chce, to zadzwoni, by porozmawiać, może tak będzie nam przynajmniej łatwiej w tym wszystkim… Na początku nie chciałam się zgodzić, ale nalegał, w końcu zgodziłam się na któyką rozmowę wieczorem, ale tylko wtedy kiedy ja będe miała czas. Zadzwonił o 19.00. Najpierw rozmawialiśmy o tej całej sytuacji, o tym, jak się czujemy, że źle, znowu mnie przepraszał… o tym, że rok temu równo poznał osobę, dla której potem zwariował totalnie i sam widzi, że to było głupie. Powiedział, że może byłoby lepiej, gdyby w ogóle jej nie poznał, żałuje tego…  Później o jeszcze innych rzeczach. Łącznie spędziliśmy na telefonie 2 godziny… nawet nie wiem, keidy to zleciało. Następnego dnia miał wyjeżdżać na ćwiczenie do Słowenii, skoki ze spadochronem na pól miesiąca… Brzmiało to wszystko tak, jakby chciał zadzwonić się pożegnać… Powiedziałam, jak bardzo mnie zranił, jak to wygląda z mojej perspektywy, że wciągnął mnie bez mojej zgody w jakiś harmider, z którego nie miałam wyjścia, bo byłam nieświadoma tego wszystiego, nawet nie mogłam zdecydować. Przyznał mi rację. Potem jeszcze chwilę rozmawialiśmy o tej sytuacji z utrzymanką, też mu powiedziałam, że musi się jej pozbyć, bo to normalne nie jest, a to, że on chciałby żyć swoim życiem, to nie jest nic złego. W tej całej opowieści brakowało mi jego i tego, czego on chce. Tak jakby robił z siebie ofiarę przejmując się wszystkimi tylko nie sobą samym. A może rzeczywiście tak jest? Nie wiem, ale musi coś  z tym zrobić… Inaczej nigdy nie zmieni swojego życia. Wiem, ze to już jakby nie moja sprawa, ale tylę moge zrobić, powiedzieć mu zwyczajnie co myślę… Co do sytuacji z kochanką powiedziałam tylko tylę, by to zostawił, bo rozwala go to, a to też nie jest dobre. Z jednej strony rozumiem, że chciałby wiedzieć a czym stoi, z drugiej, nie widzę w tym najmniejszego sensu. Laska zwyczajnie go olewa i powienien sobie dać z nią spokój. On na to, ze widzi, że odwaliło mu w pewnym momencie na jej punkcie i nie chciałby przeżywać chyba tego po raz drugi, boi się tego. Potem gadaliśmy o jakiś mniej ważnych tematach, ale mimo wszystko rozmowa była miła i powiedział, że nie chcę jechać na to ćiwczenie, że ze mną mu dobrze, i nie chciał się rozłączać… bo ta rozmowa dała mu do myślenia, rozjaśniła pewne sprawy. Dziś napisał mi, że rozmowa była bardzo fajna, a ja jestem świetna i, że mamy niektóre podobne cechy charakteru, dlatego tak fajnie się rozmawia. Nie powiem rozmawiało się miło… Cieszę się tylko z jednego, pisząc te słowa czuję, pomimo wszystko, że nadzieje we mnie umarły… i zaczynam się powolutku od tego uwalniać psychicznie, nie wiem co będzie, ale wiem, że chcę być wolna…

Tak, oczywiście zapytał się mnie, co bym powiedziała, gdyby w jego sercu było miejsce na mnie, gdy rozprawi się z tą sytuacją, a właściwie sytuacjami i, że myśli, żebyśmy się dogadali w związku. Usłyszałam też, że teraz to wszystko zaczyna się zmieniać na moją korzysć, do tej pory myślał, że to kochanka jest tą właściwą, ale ona potraktowała go jak śmiecia, a ja przynajminiej potrafię z nim porozmawiać. Na koniec rozmowy dodał, że nikt przed tem nie wniósł w jego życie tyle, co ja i od nikogo tyle nie dostał. Nie wiem, jak to rozumieć… Wiem, tyle, że coś we mnie umarło, uspokoiłam się i nie wumagam ani od siebie ani od niego już niczego. Niech robi, co chce. Teraz to ja stałam się bardziej obojętna i zaczynam się z tym wszystkim godzić, a najbardziej z moja obojętnością wobec tej całej sytuacji. Nie mam gwarancji na to, że znowu mu coś nie odwali na punkcie tej kobiety. Nie mam gwarancji, ze zrobi coś z tą sytuacją, która jest teraz z jego utrzymanką. To on musi zadecydować, ale chyba czegokolwiek nie zrobi… będzie mi to już obojętne. Nie wiem, czy ma na sobie tyle siły, by to pozakańczać. Z resztą, nie ufam mu już, nie wierzę w jego słowa… nie biorę tego pod uwagę. Daje sobie za to czas. I mnie i jemu. Ja muszę skończyć studia, ułożyć sobie jakoś swoją syytuację, sama czy też z kimś, tego nie wiem, a on… choć widzę, że teraz piszę codziennie, chce ze mną mieć mocniejszy kontakt i może zaczyna coś dostrzegać, a przynajmniej to, co strałam mu się przekazać przez te pół roku,nie wiem, co dalej z nim będzie, jeżeli tego nie poukłada, nie będzie w moim życiu dla niego miejsca.

Wrzuciłam na luz i czuję się lepiej. Daje temu wszystkiemu wolno płynąć. Moim proirytetem teraz są studia, a on, ma czas… Niczego nie zakładam, żadnych wizji nie mam, nie mam planów. Jeżeli nie zakończy, albo znów zwatiuje na punkcie kobiety, która go wykorzystała, to jego strata, a jeżeli będzie mu na mnie naprawdę zależeć i zakończy to wszystko, może się dogadmy, kiedyś, jeżeli jeszcze będę chciała, też dobrze. Przecież w życiu trzeba być szczęśliwym prawda? Jakkolwiek się to szczęście rozumie…

Na razie, czuję się bardziej wolna i lepiej mi…

sunset-3832187_960_720

03.05.19 r. Wieczór z uczuciem ulgi….

03.05.2019 Część druga, dalsza…

Popłakałam się, potem umyłam głowę. Zastanawiam się, czego ja chcę od tej relacji? Czy chcę zostać jego przyjaciółką i czekać, by go odzyskać? Czy mam zerwać kontakt? Czy zachować się jak koleżanka? Nie umiem chyba podjąć tej decyzji. I dlatego chyba mi tak ciężko. Może nie powinnam się skazywać na nia dziś? Teraz, zaraz? Może potrzebuje czasu, żeby to wszystko przemyśleć, czego ja chcę? Zawsze być tą drugą, czy może coś się zmieni? On myśli, że był tylko kolegą, może niech tak zostanie? Przynajmniej nie stracę kolejnej osoby, ale czy nie chcę go stracić bi coś do niego ciągle czuje, czy już odpuściłam? Muszę odpuścić! Tylko tak będę potrafiła przy nim zostać. A przynjamniej będę miała kolegę. Relacje są poszarpane… Wyszło slońce, choć na chwilę. To jakieś pocieszenie. Ten nacisk ze steony rodziny też mnie rozwala. Jak sama podejmuje swoje decyzje to jest łatwiej. Chyba nie podejmę tej decyzji dzisiaj, ale nie ganie siebie za to, nawet, jeżeli z nim zostanę. W końcu mam prawo do podejmowania własnych decyzji. Czuję się spokojniejsza. Ten nacisk ze wszystkich stron, że muszę to zakończyć chyba mnie dobija. Przecież i tak nikt nie wie o tym romansie, a ludzie czasem mają porąbane relacje. Jeżeli nie będzie więcej niż tylko kokegą i nie będę miała tej nadzieji na coś więcej to myślę, że to będzie zdrowe, a przynjamniej zdrowsze niż było, bo wtedy nie będzie mogl mnie skrzywdzić. Teraz już wiem, ze nawet jeśli mnie przytula to robi to jako kolega a nie jako moj partner. Może to może zostać tak jak jest, tylko w lżejszej wersji? I tak będę go spotykała na uczelni… Może tak wygląda jego przyjazn, może ja to z źle odczytałam? No ale pocałunek? Prawie seks? Romans o któryn nikt nie wie i nikt nigdy si~ nie dowie, ale spokojnie. Dopiero poszłam na terapię, aby to wszystko rozwiązać, nie muszę mieć tego rozwiązanego już. nie muszę wszystkiego wiedzieć. Przecież jakby tak było, to bym tam nie poszła. Daje sobieczas na ulgę. Nie ma „już mam wiedzieć i coś z tym zrobić”. Mogę nie wiedzieć. Nie muszę podejmować tej dezyzji dziś…

 

To co się dzieje, przyprawia mnie o zawrót głowy!

Święta minęły. Mnie jakoś smutniej drugi ich dzień, ale to z powodu, że znów wróciły natrętne myśli. Odpędziłam je, na szczęście. Wczoraj doszło między mną a Top Gunem do początków szczerej rozmowy. Myślałam, że to wszystko już jest za nami, ale jednak… myliłam się. Powiedział mi, że w kwestii związków miał tylko jedną dziewczynę i partnerkę, opowiedział mi nawet o sprawach intymnych, trochę byłam zdziwiona,że tak otwarcie o tym mówi, kiedy dotychczas był tak bardzo zamknięty w sobie. Powiedział też, że myślał, że się z nią ożeni. Tak się jednak nie stało, nie wiem z jakich przyczyn… W sumie, czasem tak wychodzi. Ja też miałam plany z Panem ze skrzydłami na przyszłość, nie wyszło… cóż, tak bywa. Trochę niezręcznie się czułam kiedy o tym wszystkim mi pisał, ale w sumie, może z dwojga złego, to tak jest lepiej, szczerość… bo przynajmniej wiem na czym stoję, nie muszę się domyślać i mieć w głowie cały czas te całą sytuację… Nie wiem, czy już o tym tutaj wspominałam, ale kiedyś, kiedy nie było jeszcze tej całej akcji z jego byłą, zapraszałam go, żeby do mnie przyjechał, żebyśmy poszli na spacer albo na wycieczkę. Myślałam bowiem, że nie ma tak zwariowanego życia. jednak od tego czasu, kiedy chciałam go ratować, bo odebrane mu zostały wszelkie nadzieje,  i po tym, co zrobił,postanowiłam, że już go nie zaproszę… niech robi co chce, sam powinien wiedzieć czego chce. Wie, gdzie mieszkam, bo tyle razy mnie odwoził do domu… Po za tym, po co miałabym się z nim spotykać, skoro on nie wie czego chce i nie ma zakończonych jakiś spraw z przeszłości?

Jednak, o dziwo, wczoraj, sam zaproponował, że chce do mnie przyjechać… porozmawiać, wyjaśnić mi to wszystko… że jak będzie pogoda, to możemy iść na ten obiecany spacer, a jeżeli nie to siądziemy w jakieś knajpce i porozmawiamy, bo chce spokojnie porozmawiać. Cóż, zgodziłam się, choć nadal mam mieszane uczucia co do tego spotkania. Z jednej strony to dobrze, ze chce porozmawiać, opowiedzieć mi swoją historię życia, z drugiej boje się, że to, czego się dowiem zupełnie mnie znów zabije… z trzeciej cieszę się, ze w ogóle go zobaczę. Nie wiem co o tym myśleć… Dalej mam mętlik w głowie. Po za tym, powiedziałam już rodzinie, że to koniec, nie będzie mnie więcej odwoził, nie będę się więcej z nim spotykać, a tu nagle ma do mnie przyjechać? Do domu? Jak to będzie wyglądać? Jak mam teraz to wszystko odkręcić? Po za tym, nie wiem po co w ogóle chce przyjechać? Z jednej strony czuję, tak, jakby mu zależało, z drugiej obawiam się, że mogę tylko usłyszeć, jak bardzo ją kocha i co ma zrobić, żeby do niego wróciła, może bym coś poradziła… nie wiem, czego jeszcze mogę się po nim spodziewać, boje się, co wymyśli, z jego pomysłami… Wiedziałam,że ta chwila kiedyś nadejdzie, że będzie chciał się otworzyć, ale ja sama nie wiem, czy ja to zniosę i czy ja tego chcę…

 

 

 

 

Rozmowy o tym…

Napisał do mnie przedwczoraj, sam, ja się nie odzywam zazwyczaj teraz pierwsza. Od tej chwili jakoś ze sobą rozmawiamy. A może nie jakoś… przedwczoraj zachowywał się tak, jakby bardzo chciał, żebyśmy… zostali parą. Zaczęliśmy pisać w sumie na takie tematy, na które gada się tylko ze swoim facetem i tylko z nim, przynajmniej w moim mniemianiu. Wyszło na to, że ma ze mną mnóstwo fantazji… I , że chciałby to że mną zrobić, ale to chyba normalne, jak na faceta… Nie wiem, co mam o tym myśleć, czy to żarty? Czy rzeczywiście coś jest na rzeczy? Czy widzi we mnie tylko osobę do zaspokojenia swoich fantazji… W sumie, pisze mi to nawet przez całe święta… Jak ja się z tym wszystkim czuję? Z jednej strony miło, z drugiej mam totalny mętlik w głowie, jak wtedy, kiedy mnie dotykał. Ja też mu coś tam o sobie powiedziałam, ale dziś zakomunikował mi wprost, że miał tylko jedną dziewczynę w życiu… To jest przynajmniej jakiś konkret.

Święta, jakoś nie czuję tych świąt… jest ładnie, bo jest ładna pogoda i chyba ona jakoś mnie napędza… to, ze wszystko wokół kwitnie i się rozwija, długo czekałam na ten moment, za długo… Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać… Przed wczoraj i wczoraj miałam dobre dni, dziś jakoś wszystko ze mnie zeszło, znowu się babram w tych swoich myślach, wymyślając sobie tylko niepotrzebne, sztuczne kłopoty… Muszę to przerwać, muszę!

Czy rozmawiać z facetem o byłych..?

W życiu każdego człowieka przychodzi taki czas, że przydarza mu się osoba do rozmawiania. Czy to facetowi, czy kobiecie, wcześniej czy później się napatoczy. I wcześniej czy później też zejdzie jakimś dziwnym trafem na rozmowy o swoich byłych. W moim przypadku była to wczorajsza rozmowa z Top Gunem. Nie sądziłam, że kiedyś zejdzie na ten temat, ale jednak tak właśnie sie stało…

Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, że mu powiedziałam o Panie ze skrzydłami… Dotąd nie miał o nim bladego pojęcia, nawet o jego istnienu… Wszak może pomyśli sobie o mnie różne, lepsze i gorsze rzeczy, ale przymajmniej może nie bedzie miał mnie za dziewczynę, która pojęcia bladego nie ma o związkach, nie wie w ogóle z czym się to je i co to za twór przedziwny. Może choć to udało mi się osiągnąć, jak i tak na mój młody wiek uważa mnie za bardzo młodą w porównaniu do niego… Dlatego dziś znowu mam taki sobie dzień i nie wiem, czy to kwestia pogody, czy właśnie tego incydentu, ale najchętniej przeleżałabym cały dzień w łóżku… W ogóle, ostatnio się na tym łapie, że najchętniej bym z niego w oóle nie wychodziła. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam. Głos rozsądku podpowiada mi, że raczej źle, bo przecież ta wiedza może zostać jakoś wykorzystana, albo co gorsza użyta przeciwko mnie. Wiem, że powiedział, że dochowa tajemnicy, alewiem też, że liczba osób, którym można zaufać zmniejsza się z czasem… Chcę być szczera, ale jak od wieków już wiadomo szczerość nie popłaca. Dlatego na razie moje myśli o tej relacji stanęły w jakimś zawieszeniu… i co dalej?