Droga ku szczęściu z nim…

Zaniedbałam bloga, przyznaję się. Tak, nawał obowiązków, nowa miłość i czeluście facebooka wciągnęły mnie na jakiś czas. Teraz bardziej to tam publikuje swoje teksty, wpisy i myśli, ale jednak postanowiłam, że nie chcę rezygnować z bloga… Tyle lat mi towarzyszył, niech potowarzyszy jeszcze trochę… Generalnie muszę Przyznać się Wam, ze zrzuciłam z siebie ogromny ciężar, ciężar, który nosiłam już cała lata, ciężar wstydu za czyny mojej mamy i to, co działo się w moim życiu po śmierci ojca… Zaczęłam wszystko spisywać, to, jak się czuję, to, jak dochodzę do siebie… to, jak przebiega moja droga do zdrowienia. Nie czuję się już jak w pułapce, napięcie zeszło… I cieszę się z tego. Był taki jeden ważny dla mnie dzień, w którym czułam się jakbym była w jakimś kalejdoskopie… Raz euforia, raz napięcie i lęk, za chwile uspokojenie i znowu euforia… Wtedy to właśnie, pod wpływem pewnej rozmowy, poczułam, jak to wszystko że mnie opada i robi mi się lżej, siadłam i spisałam cały mój wstyd noszony przez lata… dałam to do przeczytania ludziom, ujawniłam się i zrobiło mi się lepiej. To było i wciąż jest bardzo oczyszczające… Musze Wam powiedzieć, że nawet tutaj, na blogu, nie byłam tak szczera w stosunku do siebie, jak jestem teraz…

A co z moimi zawiłościami miłosnymi? O tym też długo nie pisałam… aż wrzucę tutaj jeden wpis, z mojego profilu, abyście mogli mieć ogląd sytuacji… Niepokoi mnie tylko jedno. Czemu czasem wciąż myślę o Top Gunie? Przecież jestem szczęśliwa, mam osobę, która mnie kocha, docieramy się, uczymy rozmawiać, być ze sobą. Uczę się, że miłość to nie tylko euforia i zawrót głowy, ale też bycie ze sobą w codzienności, rozmowy, pójścia na kompromisy, ugody, akceptacja odmienności i wiele jeszcze innych rzeczy. Muszę Wam przyznać, że Żołnierz ma ciężki charakter, choć widzę, że bardzo się stara… W głębi duszy gdzieś tam wiem, że go kocham i chcę przy nim być… Czasem zastanawiam się czy lepiej było by mi z kimś innym? Potem dochodzę do wniosku, że nie i zostaję… Takie tam dywagację. Właśnie chyba mimo nieporozumień i rozmów, które ostatnio prowadzimy, bardzo poważnych i trudnych, o mojej przeszłości, moich schematach, życiu rodzinnym i o tym, co w mojej rodzinie jest nie tak… w głębi serca wciąż go kocham, z tymi jego czasem dziwnymi poglądami… tak odmiennymi od moich… Jestem uważna po raz pierwszy w życiu w relacji na moje mechanizmy i na moje zachowania, staram się nad sobą pracować dużo więcej niż robiłam to do tej pory. Może po prostu zależy mi na tej relacji? Nie chcę go stracić, to wiem na pewno, stratę bardzo przeżywam i nie radzę sobie z nią.

Zastanawiam się też, czy cała ta sytuacja nie wygląda na to, iż jestem zamknięta w jakimś schemacie. Top Gun żołnierz i obecny Żołnierz? Czy ja przyciągam do siebie takich ludzi? Najlepsze jednak jest to, że z moim obecnym chłopakiem mijaliśmy się wtedy, kiedy ja byłam ta nieszczęśliwa i kiedy w moim życiu pojawiła się depresja… Kiedy ja walczyłam o swoje być albo nie być przy Panie ze Skrzydłami, później przy Top Gunie, to on cały czas był gdzie obok mnie… Nie wiem, czy Wam wspominałam, ale mieszkam przy lesie. I cały ten czas chodziłam tam na spacery… Cały ten czas także on tam biegał, po tym samym lesie, niedaleko mojego domu, bo bawił się z chłopakami w ASG. Później byłam w wojsku na praktykach… W pewnej jednostce… W tej samej jednostce był też on. Ja przyszłam 30 września do jednostki, a on odszedł z niej, by pójść do innej tydzień przed moim przyjściem. Życie bywa zaskakujące… Jakbym napisała o tym książkę, jak można się mijać przez lata, i spotkać na internecie, to pewnie by mnie wyśmiano, powiedziano by, co za głupia książka… Zbiegi okoliczności, przypadki czy po prostu, tak miało być? Sama nie wiem co o tym myśleć… A Wy? Co myślicie?

A tak napisałam o tym, co mnie spotkało na facebooku, wiem, ze to idealizacja, ale w kontekście tego, co przeszłam z Top Gunem, to wydaje się być niesamowite….

Wieczorne rozmyślania? Tylko u mnie o tej porze chyba nachodzą mnie myśli by pokazać Wam skrawek mojego życia, całkiem prywatnego…i całkiem mojego… tylko mojego… gdyż chciałabym się skupić na swoich emocjach i pisać, by oczyścić umysł i duszę… poukładać się na nowo, wyjść z pewnych mechanizmów, może kiedyś mi się uda… Tak pisałam o swojej nowej relacji, która mi się przydarzyła…

Dziś mija równi miesiąc odkąd jestem w związku… Jak z tym się czuję? Muszę Wam powiedzieć, że świetnie! Wreszcie czuję, że jestem w prawdziwym związku, w którym nie muszę niczego udawać… Ani miłości ani zainteresowani, ani czułości ani dobrego samopoczucia… Kiedy ktoś miesiąc temu powiedział mi, że będę naprawdę szczęśliwa, chyba postukałabym mu się po czole…

A kiedy tak sobie tak siedzę i teraz o tym myślę… to przychodzi mi na myśl to, jak bardzo wierzyłam w to, że moje marzenia się nigdy nie spełnią. Po toksycznej relacji z Top Gunem, byłam wycieńczona… emocjonalnie i fizycznie, ataki paniki, wymioty i co gorsza obsesyjne myślenia o tej całej sytuacji… Później jednak, kiedy po roku wiele rzeczy się uspokoiło we mnie… Naszła mnie myśl, że przecież chciałabym kogoś takiego jak on… Żołnierza, bo zdążyłam zakochać się w mundurach… z takim poczuciem humoru, bo zakochałam się w jego śmiesznych przygodach, jakie opowiadał… Z takim autem, bo polubiłam zapach i wygląd jego auta, z takim samym kolorem włosów, bo przecież zakochałam się w dotyku mojej ręki na jego miękkich włosach… I z takim błyskiem w oku, bo zakochałam się w jego błysku w oczach, pachnącego zapachem… bo przecież zapach Top Guna pamiętam aż do dziś, kiedy cała nim przesiąkałam…

A dziś? A dziś mogę na to wszystko patrzeć… na swojego żołnierza, z poczuciem humoru które kocham, na ciemne auto, którym tak samo, szybko jeździ, na jasne, miękkie w dotyku włosy, na jego błysk w oku, otulona jego zapachem, jedynym i niepowtarzalnym, który bym mogła wąchać w nieskończoność…

Tak, dziś jestem szczęśliwa, bo niemożliwe, stało się możliwym… Spotkałam sobowtóra mojej miłości, który mnie pokochał miłością prawdziwą. Gdybym mogła krzyczeć ze szczęścia, to bym krzyczała, żeby cały świat wiedział, że jestem naprawdę szczęśliwa…5054c1b790c3932c09a8c7c97af11f93

Łzy- „”Bo każdej nocy”

Miewam czasem nadzieję,
Że znajdę kogoś takiego.
Kogoś takiego jak ty,
Kogoś takiego jak ty.

Bo każdej nocy, gdy mi się śnisz
Biegniemy razem przed siebie.
I nie jest w stanie zatrzymać nas nic
I nikt nie jest w stanie ukraść mi ciebie.”

Słuchałam to myśląc o Top Gunie… Teraz już wiem, że znalazłam kogoś takiego, jak on, tylko, że ten mnie naprawdę pokochał…

Czy idealizuję? Zapewne tak, dość często idealizuję, kiedy mi na czymś zależy, z drugiej strony, może po prostu to zwyczajna miłość?

 

Miłość na tle ludzkiej tragedii…

Chyba wszystkich bez wyjątku to dotyka… Choć jakoś nieszczególnie słucham coraz to nowszych newsów o liczbie zarażonych i chorych na COVID-19, nie omija mnie to… Sama jestem chora, mam nadzieję, że nie na te chorobę, ale wylądowałam na antybiotyku. Chyba zwykła grypa… No i dodatkowo jeszcze relacja z moim Żołnierzem… Trudne czasy przyszły, oj trudne… Rodzina panikuje, bo się z nim spotykam, choć teraz to on do mnie przyjeżdża, bo ja z domu wychodzić nie mogę, gdyż leżę w łóżku i kaszlę… Ale i to, boją się, że mnie czymś zarazi, bo spotyka się z ludźmi.

Nie można wyjść nigdzie, nie można nikogo odwiedzić, nawet przed pocałunkiem trzeba się myć dokładnie…  A ja kaszlę i pewnie już dawno też go zaraziłam, bo on też kaszle, tylko nie przechodzi tego tak mocno jak ja…

Matka panikuje, kazała mi nosić maseczki i nie wychodzić z domu, a gdy się dowiedziała, że Żołnierz u mnie był, obraziła się chyba, bo nie odzywa się już 3 dzień do mnie wcale…

Jest ciężko… I tak sobie myślę, nie mogłam poznać kogoś, kiedy był spokój na świecie i nie było żadnego wirusa? Musiałam go teraz poznać, kiedy jest epidemia na świecie? Kiedy są obostrzenia, kiedy nie można się swobodnie poruszać po mieście, wyjść do kina, na basen… Pojechać na wycieczkę gdzieś… Eh… Przypomina mi się tylko jeden film…

Znalezione obrazy dla zapytania: jack i roseHa ha ha… nic dodać, nic ująć…

A poza tym? Poza tym, to uczę się być w związku, być z kimś… jakby na nowo… To piękne dla mnie, że za każdym razem potrafię się tego uczyć, wraz z nową osobą, ale też widzę, jak bardzo wydarzenia z przeszłości zmieniły mnie… Jestem jakby na sinusiodzie… Raz bardzo tęsknię, jak dziś, a raz wolałabym zostać sama i nie mieć z nim kontaktu, żeby zniknął… Raz go potrzebuję, drugim razem nie… Raz czuję, że go kocham, ale gdy tylko zrobi coś co w mojej głowie musi być inaczej, to nie czuję już tej miłości, ot, jakby przyzwyczajenie po prostu… Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale coś jest nie tak… Ciągle doszukuję się, jak może mnie zranić, kiedy nasz związek się rozpadnie i kiedy odejdzie… Do tego jeszcze inny problem się pojawił…. Dziś rano prawie płakałam… Nie umiem być stabilna… I bardzo boje się zranienia i porzucenia.

Dziś w nocy wyjechał na patrolowanie granic… Potrwa to tydzień, na razie bardzo za nim tęsknie… a to dopiero jeden dzień.

Dziewczyna żołnierza…

Czy marzenia mogą się spełnić? Wszystkie? Te najskrytsze?

Nigdy w to nie wierzyłam… nigdy, aż do teraz…

Za dużo jest myśli w mojej głowie, by je wszystkie teraz pozbierać, by je tutaj napisać… ale spróbuję choć część…

Mam chłopaka… jesteśmy parką  z panem Spadochroniarzem… 🙂 Kiedyś marzyłam sobie o tym, żeby spotkać takiego mężczyznę, żołnierza, męskiego w pracy, a w stosunku do mnie czułego romantyka… Kogoś takiego, jak Top Gun, ale dojrzałego emocjonalnie i odpowiedzialnego za swoje słowa i czyny…  Jednak wątpiłam w te marzenia. Ile młodych dziewczyn marzy o swoim ideale mężczyzny, a później życie weryfikuje i znajdują sobie zupełnie kogoś innego? Ile dziewczyn jest zakochanych w idolach medialnych, którzy nigdy nie będą dla nich dostępni? Tak samo i ja miałam z czułym żołnierzem… Mogłam sobie tylko wzdychać do mundurów widzianych na ulicach, jednak nigdy nie pomyślałabym, że spotka mnie coś takiego! Że oto pewnego dnia zostanę dziewczyną wymarzonego przez lata ideału mężczyzny…. że zostanę jego księżniczką i będę dla niego kimś ważnym… że będzie się mną opiekował i o mnie dbał… Że pokocham kogoś tak, jak kochałam Top Guna… że stanie się dla mnie całym światem….

Ale co w tym wszystkim jest najpiękniejsze… zapominam o Top Gunie! Tak naprawdę i szczerze! Nie brakuje mi już jego dotyku, jego twarzy, jego oczu, jego gestów, jego ciepłych słów… nie brakuje mi już bliskości, ciepła, bycia docenioną, bo wszystko to teraz mam… Wszystkie te potrzeby, które łudząco dawał mi i zaspakajał Top Gun mam już zaspokojone… Jestem wyprzytulana, wnoszona na rękach, wypieszczona i wycałowana… doceniona i mam  inteligentnego partnera do rozmowy o czym tylko nie zechce rozmawiać… Nie potrzebuje już Top Guna i jego obłudy, jego traktowania mnie jak trzecią w haremie… NIE POTRZEBUJĘ JUŻ NICZEGO OD TOP GUNA!

A apropo Top Guna… Powiedziałam Spadochroniarzowi o nim… Za namową pewnej Dobrej Duszy, jednak było to dla mnie bardzo ciężkie… Powiedziałam o tym, że go kochałam, a on mnie tylko wykorzystywał, zabawił się mną i porzucił…  Przeprowadziliśmy szczerą rozmowę, on powiedział mi o swoim związku, ja jemu o swoich, o znajomościach, o napotkanych dziewczynach i chłopakach… Zrobiło się tak miło… Na koniec powiedział, żebym nie płakała, bo on nie da mi powodu do płaczu i to ostatnie, czego by chciał, żebym przez niego musiała płakać… Nie chce mnie ranić, okłamywać, oszukiwać, nie chce mnie sprawdzać, kontrować, ufa mi  w pełni… A gdyby w pracy ktoś do niego przyszedł i opowiadał mu jakieś głupoty to poradzi sobie z nim, ale mu nie uwierzy, nie będzie słuchał plotek na mój temat… Nie pozwoli, żeby jakiś świr zniszczył to co mamy teraz. Zrobiło mi się lżej na sercu… Poczułam ulgę, taką prawdziwą, że jestem naprawdę bezpieczna w tej relacji, że on mnie ochroni… mogę być szczera, mogę być sobą, mogę wszystko powiedzieć co mnie trapi…  ja też nie pozwolę zniszczyć Top Gunowi mojego szczęścia… Tak długo na to czekałam w cierpieniu i ciemnościach…

Czuję się tak dobrze, jak czułam się na początku przy Top Gunie, to jest niesamowite, nawet niebo jest bardziej błękitne, a trawa bardziej zielona… Chyba się zakochałam… On też. Mówił mi, że nigdy do nikogo nie czuł czegoś takiego… Miał dziewczynę jedną,ale to nie było to, nie był w niej naprawdę zakochany…  A teraz sam siebie nie poznaje, bo coś go naprawdę zakuło w sercu… I mówi, że mnie nie wypuści z rąk…

No i nie patrzy na kobiety żołnierzy jako na potencjalne partnerki… Co jest plusem według mnie, bo go do nich nie ciągnie…:)

Problemem są tylko jego wyjazdy na poligony czy ćwiczenia, no bo będę sama wtedy… I będę się martwić i będzie mi się tęsknić za nim… no ale cóż, taki już los dziewczyny żołnierza… sama tego chciałam…

spotkanie-zolnierz-z-jego-dziewczyna-400-193485

 

 

Chce Cie poznać…

Spotkaliśmy się z nowym Soldierem… Przyjechał do mnie, wypiliśmy kawę, potem byliśmy na spacerze, na którym to zrobiła się zawierucha śnieżna… Oczywiście byłam cała mokra, łącznie z włosami i śniegiem za koszulką…  Potem jeszcze herbata o wspolna kolacja… Zasiedział się. Nie mógł wyjść…

Wrażenie?

Facet poważny, opanowany…  Jak na swój wiek dojrzały i tak też myślący, raczej nic nie ukrywa, bo patrzyłam, czy ktoś do niego pisze w trakcie tego czasu… No i opowiedział już całej rodzinie o mnie i o naszym spotkaniu… Ma dość normalne wartości, politycznie też się zgadzamy… Moze nie jest tak wrażliwy jakbym tego oczekiwała ale też jest żołnierzem… Ale za to jest konkretny. Ma swoje przemyślenia i da się z nim także porozmawiać o sprawach duchowych.. Nie jest jajcarzem, czego to bardzo się obawiałam… Kończy magisterkę… Ma licencjat i podyplomowkę (nie będę go musiała dopiero  kształcić! Ha ha) no i umie się zachować… A dodatkowo jest taki nie sztywny, nie nabzdyczony… Wszystko go cieszy i interesuje się wieloma rzeczami, zjawiskami. Uwielbia zwiedzać Polskę i chodzić po górach… No i rozumie moje przyzwyczajenie do wojska i zainteresowanie tym tematem…

Jest nieźle! Naprawdę jest niezle! No i jest żołnierzem… 😉 Cóż, kiedyś myślałam sobie o czym tu piosakam, żeby tak spotkać z takimi cechami jak Top Gun ale normalnego?

Na dodatek facet się chyba zauroczył bo wypisuje mi codziennie jaka to jestem piękna, mądra i, że jak inni mogli nie widzieć takiego skarbu w posta po takiej dziewczyny? Nie wiedzieli co tracą!

Sama nie wiem co mam o tym myśleć… Z jednej strony jest to nieco podejrzane i chce być czujna i ostrożna, z drugiej to miłe… Wczoraj dreczyła mnie jedna myśl, dlaczego ja wciąż muszę kochać Top Guna? Dlaczego nie umiem przestać go kochać? Nie rozumiem siebie, a nie chce nikogo oszukiwać…

Nie wiem co mam robić, jak żyć dalej, jakie decyzję podejmować…

Jutro przyjeżdża do mnie Soldier… Mamy obejrzeć film i porozmawiać, bo nie umie się doczekać aby mnie zobaczyć…

Zobaczymy jak będzie, trzymajcie kciuki…

żołnierz-dziewczyna

Dziś od rana znów wypisuje do mnie Top Gun, bo nie odpowiedziałam mu na whats app, więc napisał na telefon… Odpisałam lakonicznie i zdawkowo… Nie mam zamiaru z nim toczyć dyskusji… Nie mam na to siły. Zastanawiam się co mam zrobić że swoim życiem… 

 

 

Chcę zacząć nowe życie! Bez Top Guna i F.

Nadszedł chyba ten czas, kiedy muszę rozpocząć nowe życie. Bez Top Guna ani F. Relacja z nimi jest toksyczna na tyle, że nie wytrzymuje.

Wczoraj płakałam… Top Gun od jakiegoś tygodnia zneca się nade mną psychicznie. Bo inaczej chyba tego nazwać nie mogę… Biorąc pod uwagę to, jak się czuje… Najpierw pisał mi o tym, że nigdy nie będę tak dobrze zarabiać jak on w wojsku, później, że moje studia są nic nie warte… Ale to jeszcze jakoś znioslam.

Ale to, co wydarzyło się wczoraj rozłożył mnie całkowicie. Pojechałam bowiem na egzamin, miałam go pisać razem z Top Gunem. Podczas tego egzaminu Top Gun chciał mnie pocałować a kiedy się odsunełam, chwycił mnie mocno za szyję z tyłu i zaczął potrząsać. Mówiłam mu, że mnie to boli ale nie przedstawał, odpowiadając mi, że ma boleć, tak jakby robił to za kare, iż nie dałam się pocałować podczas egzaminu. Bolała mnie cała szyja i barki… Później mnie niby pomasował ale to nic nie dało. Chciał mnie odwieźć do akademika, ale nie chciałam.

Wieczorem napisał do mnie, czy dotarłam więc odpisałam, że tak. Napisałam mu też, że zrobił mi dziś krzywdę bo szyja boli mnie do tej pory, i aby tak więcej nie robił. Na to odpowiedział mi, że nie ogranełabym go w bliższej relacji, bo jestem zbyt tępa…

Zrobiło mi się bardzo przykro i smutno… Po policzkach poleciały łzy… Czyli co? Czyli jestem zbyt głupia aby go zrozumieć? Zbyt tępa aby z nim być? Choćby i tak nigdy do tego nie doszło, hipotetycznie może tak myśleć…  Nie ogarnęlabym go, jak to on twierdzi bo co? Bo wolę czuły dotyk niż szarpanie kogoś i sprawianie mu bólu? Jak można komuś tak powiedzieć z tego tylko powodu, że woli subtelny dotyk? Jest mi przykro, że tak uważa.

Popłakałam się… Nie wytrzymałam emocji. Dobrze, że wykłady skończyły się wcześniej. Poczułam się znowu jak śmieć. W przyplywie tego smutku, znalazłam jeszcze na tyle siły, by odpisać mu tylko, że nie musi się obawiać, bo nie mam ani chęci, ani zamiaru być z nim kiedykolwiek w bliższej relacji. On też by mnie nigdy nie ogarnął w bliższej relacji. Odpisał, zapewne. Odpowiedziałam tylko jeszcze tyle, że obserwując jego reakcje wiem, że na pewno by mnie nie ogarnął. Taka jest prawda. Bo on patrzy tylko na tyle a nie na to co ja przeżywam, jakie są moje myśli… Że jesteśmy z dwóch innych galaktyk. Potem wysłał mi obrazek szczura. Nie odpisałam już nic, nawet go nie otworzyłam… Siedziałam na łóżku i płakalam…

Kiedy to się skończy? On się nade mną zneca, poniża mnie i udowadnia mi, że jestem nic nie warta… Bawi się mną.

Z drugiej strony mi przykro, bo osoba, która kochałam kiedyś i do której tak bardzo chciałam pasować, stwierdza, że jednak nie pasujemy do siebie, a dokładniej, że to moja wina, że nie pasujemy… Ja z moją potrzeba dopasowania się do innych, mam ciężko to zaakceptować. To dla mnie trudne… Że do kogoś nie pasuje i ten ktoś jeszcze wskazuje, że to moja wina…

Przetrwałam jakoś noc, rano czułam się, jakby mnie ktoś pobił, rozbita całkowicie. Czuję się znowu odrzucona i ponizona przez niego. Nic nie warta… Dlaczego to wraca?

Byłam jak takie zwierzątko, które się bije, a od czasu do czasu glaska. I ono przychodzi z a każdym razem, wraca, w nadziei, że może tym razem zostanie poglaskane a nie zbite… Ale dość tego, koniec. Usuwam Top Guna ze swojego życia, F. Tak samo gdyż ma on bezpośrednie powiązania z Top Gunem. Zawsze będą rodziną i zawsze będą bardzo zżyci… Nie chcę się kontaktować, nie chce rozmów, nie chce niczego… Z F. tak samo. Moja rodzina płaczę, już nie wierzy mi, że mogę zerwać kontakt. Powiedzieli mi, że nie wiedzą, jak mi pomóc, już się poddają. Albo się z tej relacji wyrwę sama albo będę cierpieć…

Muszę się kontrolować… Bo wiem, że i on i ja na siebie lecimy…

Z drugiej strony, zmartwił mnie Żołnierz. Powiedział mi, że chce jechać na misję…. Złożył już wniosek na wyjazd do Afganistanu, ale mu odrzucili, jednak będzie próbował raz jeszcze. Przegadalismy cały dzień o tym… Odradzałam mu. Przecież może tam zginąć, to są konflikty zbrojne, a jeśli nie zginąć to zostać trwale ranny lub kaleką… Ale on się uparł. Mówi, że lepiej wyjechać teraz, jak się jest samemu, niż potem kiedy się ma rodzinę. Na dodatek śmiał się, że jeśli zginie to może dostanie pośmiertny awans… Tak jakby nie zależało mu na życiu… Nie wiem, co on chce tym sobie udowodnić, że jest prawdziwym żołnierzem w boju? Na froncie? A co jeśli mu przyjdzie strzelić do człowieka? Zrobiłby to? Z jego wrażliwością? Przegadaliśmy cały wieczór o naturze ludzkiej w konfliktach zbrojnych ale nie wiem, czy to coś da… Jeśli się uprze, że chce jechać do tego Afganistanu i dadzą mu zgodę, to nic nie zrobię… Martwi mnie też to…

Ale za to dowiedziałam się, że chciałby domek nad strumykiem i psa… No i jak zwykle, wysłał mi piosenkę o miłości… Tyle, że zaczyna mnie to zastanawiać też, czemu cały czas śpiewa o miłości? Czyżby kogoś kochał? Na przykład kogoś, z kim nie może być?

Nie chcialabym aby wyjeżdżał. Chciałabym aby został i pomógł mi się wyrwać z relacji z Top Gunem… Bo on może to zrobić. Jeśli byłby ktoś inny, myślę, że zapomniałabym stopniowo, a przynajmniej tak by mnie nie ciaglo do zapychania pustki Top Gunem bo nie byłoby już tej pustki, która próbuje zapchać….

„Puste słowa w mojej głowie wciąż, kocham Cię.

Ile jeszcze muszę cierpieć? Ile wylać łez?

Czy to kiedyś mogło udać się? Czy to miało jakiś sens?

Serca głos mówił mi co dnia, nie bój się…

A jednak, miłość może ranić.

Kiedy skrada się do Twoich ust!

Choć wiedziałam jak to skończy się.

Chciałam więcej.

Byłeś wszystkim, czego mogłam chcieć, ostatnim tchem. 

Teraz stojąc w obcym tłumie ludzi, jestem sama…

Chciałabym oddać wszystko to, co mam by z Tobą być!

A jednak, miłość może ranić! 

Kiedy skrada się do Twoich ust!

ZŁAMALES MI SERCE… ZŁAMALES MI SERCE…. ”

Łzy- miłość może ranić.

5bed524a001b0e484fa95a6f

 

 

 

Szaleństwo w moim życiu… Powrót Top Guna?

Tyle się dzieje i działo, a ja nawet nie zdążyłam tego wszystkiego opisać… Jakoś nie miałam do tego chęci. Robiłam badania w jednostce. Miałam nadzieję, że zobaczę na nich Żołnierza… Ale jednak tak się nie stało. A wszystko zaczęło się od… zaproponowania kawy… Tak, jakieś półtora tygodnia temu zdobyłam się na odwagę i zapytałam, czy by nie poszedł na kumpelskie spotkanie i na kawę ze mną. Powiedział, że bardzo chętnie pójdzie, jak bedzie miał czas wolny. Jednak do spotkania do tej chwili nie doszło.

W tamtym tygodniu Żołnierz zrobił coś dziwnego, jak na niego i bardzo wzruszającego. O 22.00 sam z siebie wysłał mi piosenkę, w której śpiewa:

„Ciemno, tak tu ciemno, dławi mnie własny lek, ciemno tak tu ciemno, nie zostało mi już  nic, kiedy nie wiem jak mam żyć, pomóż mi… bo słońca brak…

Nauczył się jej wtedy, kiedy nie mieliśmy kontaktu. Nie wiem, czy mam tą piosenkę odbierać soobiście czy po prostu podobaja mu się takie wykonania, lecz wysłał to do mnie noca, kiedy nie mógł spać.

Podczas badań, badałam też kolegów Żołnierza. I oczywiście wspomnieli o nim, sami z siebie. Podobno jak był na komisji lekarskiej to gdy wszedł do psychologa to siedział tam 20 minut, gdzie inni byli po 5 minut. A jak wyszedł to pani psycholog płakała… Historię życia jej opowiedział.. I teraz się inni śmieją z niego… Eh..  musi mieć niełatwo…  Ale to oznacza, że dogaduje się z psychologami i potrafi być otwarty… Ale oni się teraz wyraźnie z niego śmiali.

Później, w kolejnym dniu, rozmawiałam z koleżanką z jednostki, która dodała mi kolejnych informacji o Żołnierzu. Otóż, poszła plota, choć nie wiedziałam poczatkowo co o tym myśleć, że ma romans z panią z kantyny… bo często tam chodzi na kawe i żołnierze powiedzieli, że pewnie z nią też sypia. Powiedziała mi to koleżanka, do której też czaem przychodzi więc mogła się to dowiedzieć tylko od niego, ona raczej z chłopakami nie siedzi na kompanii, a skoro wie to od niego, to raczej malo prawdopodobne, aby to była prawda, skoro sam uważa to za plotę.

Drugą sprawa jest to, że pytał się tą koleżankę o mnie, dlaczego dala mój numer telefonu i mi jego numer? O co to chodziło w tym? Tak jakby podejrzewał, że coś innego się za tym kryje niż sprawa z badaniami tylko. Koleżanka powiedziałą, że to tylko o badania chodziło, ale myślę, że zaczyna podejrzewać podstęp. Powiedział jej też tylko, że rozmawia ze mną i nic więcej. A co najciekawsze, powiedziała mi, że opowiedział jej coś smutnego… ale sam z siebie. Dziwi mnie to, że mnie tego nie powiedział, ale może to świadczyć o tym, że nie chce być źle odebrany w moich oczach, ludzie bowiem nie lubią cieżarów… Otóż, ma brata.. Brat ten lubił skakać z mostów, an bungie i robić różne wyczynowe skoki, pewnego razu spadł, od tej pory jest kaleką. Niby umysłowo jest sprawny ale fizycznie już nie. To może powodować to, że Żołnierz jest taki przygaszony… Choć nie wiem do końca. Z tego, co pisał, sa chyba razem w mieszkaniu, bo zamawiał wtedy pizze dola siebie i dla brata, może on sie nim opiekuje? To jednak duży bagaż dla tak młodego człowieka, który chciałaby sobie (a przynajmniej tak mi się wydaje) ułożyć własne życie… Może dlatego jest taki przygaszony? Co zauważyła sama koleżanka, że on nie jest zbyt otwarty i cieżko do niego dotrzeć… Jednak jej powiedział o bracie… To mnie zastanawia…

Przedwczoraj znowu miałam smutny dzień, pomimo konwersacji z Żołnierzem dopadł mnie jakoś smutek i chciało mi się płakać… Gdy patrzę w swoją przyszłość, nie widzę nic tylko czarną dziurę, do tego jakiś ogromny żal do Top Guna… Zaczęłam nawet pisać pewne opowiadanie z nim, w roli głównej, gdzie trzymam go przywiązanego do krzesła w ciemnej piwnicy i wyrzucam z siebie cały żal związany z tym, do jakiego stanu mnie doprowdził, że odebrał mi nadzieję na normalne, lepsze życie, że mnie zostawił i porzucił. Jutro miałam go zobaczyć… Nie lubię tego dnia, kiedy wiem, że w jutrzejszym dniu mam się znim zobaczyć. Wtedy we mnie wzbierają emocje i pytam siebie, jak sobie poradzę… Przeżyłam ten dzień. Ale tyle emocji we mnie było, tyle smutku i chęci płaczu… Nazajutrz miałam apisać 2 egzaminy…

Top Gun przyszedł, przywitał się dopiero po pewnym czasie… Przyniósł mi odznakę z munduru… drugą już jaką dostałam od niego. I tak spędziliśmy prawie cały dzień razem…  Ten dzień okazał się najdziwniejszym dniem w moim dotychczasowym życiu…

Był 30 listopad, dokładnie pół roku, co do dnia odkąd dowiedziałam się o jego poteójnym życiu, o miłości do kochanki, o jego utrzymacne, dzień,w  którym wszystko się zawaliło… Wczoraj minęło równiusieńko pół roku…

I powiem Wam, iż przekonałam się, że nie można wierzyć w ani jedno słowo, które mówi Top Gun… Jego cała wielka, piękna i tak wzniosła miłość do jego kochanki, okazała się wczoraj… niczym… bo jakoś nie miał najmniejszych oporów, aby ją zdradzić… ze mną…

Nie wiem, co będzie dalej, boję się, znowu mamy kontakt, zaczęliśmy pisać. Przegadaliśmy też naszą relację, to dlaczego się nie odzywamy do siebie…

Można by rzec, że robię sobię krzywdę, ale najlepsze jest to, że oboje wiemy, że tam już nic nie ma, jest pustka. Tego, co było między nami już nie ma. Przynajmniej z mojej strony. Nie wróciła ani nadzieja ani ułuda, ze z tego coś będzie. Nie żyję już iluzją, już nic w tym nie widzę. Nie wiążę z nim żadnych nadzieii. Wszystko umarło. U niego tak samo. Mówił mi, że raczej zainwestuje pieniądze, które zbierał dla przyszłej rodziny w kupno mieszkania, któe potem da pod wynajem. Z czasem wolnym, który nota bene też trzymał dla rodziny, chyba też coś zrobi, w  postaci dodatkowej pracy na budowlance… Raczej przestajemy wierzyć w to, że nam się poukłada. I mnie i jemu… Więc, jak to stwierdził, co nam w tym smutnym życiu zostało? Wiemy, że nie „wrócimy” do siebie, to po prostu nie możliwe, wszystko umarło i jest pustka…  Jednak o dziwo wczoraj nie byłam smutna i przygnęnbiona tym, co się stało, wręcz przeciwnie, byłąm radosna, bo można też na to spojrzeć z tej perspektywy, że to takie moje małe zwycięstwo, bo gdyby tak naprawdę i dozgonnie kochał swoją kochankę, jak to twierdził i jego serce było tylko tam, to to uchroniłoby go przed tym, co się wczoraj stało… Nie podjąłby takich działań… A ja teraz boję się siebie, boję się, co będzie dalej…

To niewiarygodne, aby wiara mogła dzielić
To niewiarygodne, aby rozkosz mogła spalić
I niewiarygodne, aby słowa mogły ranić
I niewiarygodne, aby miłość mogła zabić
refrain:
A jednak są łzy szczęścia, które spływają z oczu mych
I gładzą cicho moją twarz, kiedy w ramionach jestem Twych… „
Łzy-Łzy szczęścia.

kobieta_plportalpl

Chcę Cię, ale boję się…

Przetrzymałam te wszystkie smutne dni. Dałam radę jakoś, choć nie było łatwo. Wczoraj postanowiłam, że napiszę dziś do Żołnierza. A okazja sama się nadażyła, bo był telefon. Z jednostki, przydzielili mi poododział, więc już się z Żołnierzem nie zobaczę, wiadmo, nie na badaniu… Wybrali innych.

Rano miałam spotkanie z terapeutką, było w nim coś dziwnego… Opowiedziałam jej o Żołnierzu, o tym, co czuję, o tym, ze znowu on się nie odzywa, że zawsze sptyakam takie osoby, które się same z siebie nie potrafią odezwać, co ja robię nie tak? Rozpłakałam się. Chyba widziałą, ile bólu jest we mnie, ile cierpienia. Maała łzy w oczach… Ona. Powiedziała, że to strasznie smutne, że to ogrom cierpienia i bólu, jaki muszę przeżywać, samotności i odrzucenia… To straszne… Rozmawiałyśmy też o przeszłości przez ojca, przez matkę, zostałam odtrącona, więc teraz mogę powielać schematy. Tylko takie życie znam… Potem mnie przytuliła, bo powiedziałam, że tego potrzebuje. Ale nie wytrzymałam w tym kontakcie zbyt długo i odsunęłam się sama. To było dziwne… Powiedziała mi, że byłam spięta i, że pragnę bliskości ale trudno mi w niej być… Chyba na rację. Może oczekuję zbyt wiele od innych? Z drugiej strony te osoby mogą się bać takiego nakłądu dawania siebie… i bycia dostępnym zawsze… bo tak się cyba nie da. Ta sesja mnie rozwaliła, wyszłam z niej, jeszcze pociągając nosem… jest mi ciężko, tak bardzo.

Choć trochę sie uspokoiłam, w głowie mam taką myśl, że dziś na sesji dałam dupy, po prostu…

Zrobiłam też to, co chciałam zrobić. Zaproponowałam Żołnierzowi spotkanie. Zgodizł się, jeszcze nie wiemy kiedy , bo na razie jest na poligonie, ale powiedział, że jak będzie miał wolny czas to chętnie. Zastanawiam sie tylko, co będzie po tym spotkaniu… Jeśli w ogóle do niego dojdzie, to potem prawdopodobnie znowu będzie cisza… I nie wiem po co ja się w to ładuję. Jednak coś mnie tak cięgnie… Przynajmniej fundnę sobię parę miłych chwil… Cieszę się, ale jakoś, nie umiem tego okazać… Nadal trwam w smutku…

Ostatnio poznałam też dwóch innych żołnierzy. Jeden nawet sam zaproponował mi spotkanie. Nie wiem co o tym myśleć. Pewnie, jeśli z Żołnierzem nie wyjdzie, to spotkam się z nim…

young-girl-531252_960_720