Spotkałam się z nim!

Jakiś czas temu umówiłam się z F. na spotkanie, o czym tu pisałam. Miało być to w niedzielę, ponieważ ja pracuję i nie mam zbyt wiele czasu, tylko taki termin wchodził w grę… ale z tym nie było problemu bo on się dostosował.

W sobotę byłam na wycieczce i choć było miło i przyjemnie to w głowie ciągle miałam to jutrzejsze spotkanie z nim. Na wieczór się popłakałam. Wiedziałam, że może mi się spodobać, a wiedziałam też, że nie pozwolę się sobie tak od razu w pełni zaangażować, bo to przecież rodzina Top Guna… może mnie w każdej chwili zranić, bo może być i w tym aspekcie podobny do niego…

„Nawet mnie nie znasz, ale obiecaj
Poświęcisz jedną chwilę, albo dwie
Kiedy obejmiesz, poczuję siłę
Tak trudno będzie się pożegnać z życiem tym..”

Przyjechał do mnie wczoraj rano… Wysiadł, przyniósł  i dał mi czekoladki. To było miłe, bo od nikogo w życiu na pierwszym spotkaniu nie dostałam czekoladek. Spędziliśmy prawie cały dzień razem na rozmowie, jedzeniu, śmianiu się, oglądaniu zdjęć, głaskaniu zwierzaków. Zegar wybił w końcu 18:24 i myślałam, że będzie się zbierał już do domu, kiedy on, ku mojemu zdziwieniu zaproponował spacer… więc poszliśmy na spacer laskiem. Opowiadał mi o swojej pracy, o swoich młodzieńczych  przygodach z kolegami, opowiadał mi też o Top Gunie… Choć unikałam tematu jak mogłam. Dowiedziałam się kilka smutnych prawd o nim. Nie dostał się do wojska dlatego, że jest taki wspaniały, tylko, że jego szwagier jest komendantem policji i zagadał z kim trzeba było…  Dodatkowo dowiedziałam się, że nigdy nie byłam dla niego ważna jako partner do rozmowy, bo F. był dla niego w tej kwestii ważniejszy…. I ostatnio pogadali sobie na temat relacji Top Guna z kobietami i podobno ma być dobrze, ale co to oznacza, tego nie wiem… Przyznam, że zrobiło mi się smutno, ale nie dałam tego po sobie poznać. Nawet nie wiem czemu, przecież nie powinno mnie to już ruszać… Sprawa z Top Gunem to sprawa  skończona.

Nie wiem, jak to się stało, ale… powiedziałam F. o Panu ze skrzydłami. Powiedział, ze sam chciał wiedzieć, ale nie miał odwagi się zapytać o to, czy byłam kiedykolwiek w związku i jakim… Może źle zrobiłam, podobno o byłych się nie rozmawia… Sama nie wiem, gryzę się z myślami teraz. On to wszystko zaakceptował, powiedział, że to przecież nie moja wina, że szukałam miłości i czułości i za moją czułość on nie miał prawa mi czegoś takiego robić, by mnie poniżać, czy uderzyć w twarz…Powiedział mi, że teraz już będzie lepiej i już czegoś takiego nie będę przeżywała, na pewno…

O Top Gunie i naszej dziwacznej, pokręconej relacji mu nie powiem, żeby się nie poczuł jak plaster na Top Guna,że jest tylko lekiem na zranienie, więc przynajmniej na razie mu nie powiem. Nie chcę go ranić i mówić mu, że o mało nie przespałam się z jego wujkiem, a teraz przychodzę do niego… To mogłoby go zranić, gdyby się jednak zaangażował w jakiś sposób, a tego na razie nie wiem. Uważam, że to nie fair.

Do czasu tego spotkania żyłam tylko nim, zastanawiałam się jak to będzie, targały mną różne emocje. Rano było chyba najgorzej. On nie mógł jeść, ja w miarę, ale był jednak stres, w końcu to siostrzeniec Top Guna. A wczoraj, po tym spotkaniu z nim, poczułam jakiś spokój wewnętrzny, że wszystko jest dobrze. Przy nim mogę być sobą. Tak spokojnego i jakiegoś takiego wrażliwego człowieka jeszcze nie spotkałam na swojej drodze. On jest jeszcze bardziej wrażliwy jak Top Gun i jeszcze mocniej wszystko przeżywa, każdy mój gest, spojrzenie, dotyk, jak mi o tym pisał dziś, to aż zrobiło mi się ciepło. Jak na koniec uściskałam go na pożegnanie to objął mnie i nie chciał puścić i tak staliśmy przytuleni z dobre pół minuty nie mogąc się rozstać, a wiedzieliśmy, że za chwilę to nastąpi. Napisał mi potem, że nie chciał odjeżdżać, że tak mu było dobrze ze mną…

Pojechał jakoś bardzo szybko… Potem wróciłam do normalności ale jakiś niedosyt pozostał. Na odchodne powiedział mi do następnego razu, więc pewnie chciałby się jeszcze raz spotkać, cieszę się z tego!

Cieszę się, że na reszcie jest dobrze! Dzięki niemu przestaje myśleć co zrobił mi Top Gun, o tej całej jego poplątanej sytuacji, nie chcę już jej rozwiązywać w żaden sposób, nie chcę się w nią mieszać,poczułam wreszcie, że mam swoje życie i prawo do tego, aby go mieć, mieć swoje sprawy i inne osoby wokół siebie niż Top Gun.

O dziwo, jak wcześniej, przed poznaniem F. moja rodzina była przeciwna tej relacji, tak po jego poznaniu poczułam, że mam ich wsparcie. Tego też się bałam, że go nie zaakceptują i, że jeśli byśmy się zaangażowali to musielibyśmy się temu wszystkiemu przeciwstawić, ale teraz myślę, że może aż tak źle nie będzie.

lovers-1676972_960_720

Nie wiem, jak będzie, nie robię sobie nadziei i planów choć rozmawiamy o planach na przyszłość każdego z nas, czy o tym, że chcielibyśmy mieć rodzinę, bo to najważniejsza wartość w życiu, wspierający się i kochający wzajemnie ludzie. I o takich bardzo dalekich marzeniach, że i on i ja chcielibyśmy mieć i córkę i syna w przyszłości.  F. opowiedział mi też, że nie miał jakby stałego związku, pisał z jedną dziewczyną, spotkał się z nią po roku, gdzie w międzyczasie był na służbie przygotowawczej do wojska, ale nie pasowali do siebie, ona go wyśmiewała i jego wartości również. Od tej pory nie miał nikogo…

Cieszyła mnie ta szczera rozmowa z nim, w końcu widzieliśmy się pierwszy raz… a poczułam jakieś ciepło od niego i akceptację, że mogę się otworzyć i nie zostanę odepchnięta.Oboje też się sobie spodobaliśmy. Bardzo się z tego cieszę. F. mnie nie denerwuje, nie robi mi jakiś dziwnych akcji, czuje się dobrze, nawet zasłabnięcia minęły. Jest dobrze i spokojnie! 🙂

 

 

Reklamy

Szczęście i beznadzieja we mnie…

 

05.08.2019:

Myśli mi się mieszają. Od czasu kiedy poznałam F. mam niemały mętlik w głowie. Na początku zapaliła mi się czerwona lampka-przecież to jego siostrzeniec, ten kontakt nie może dobrze się skończyć. I chciałam odpuścić, ale mimo wszystko, po stracie Top Guna byłam sama, samotna i lepiej mi było, gdy ktoś się do mnie oddzywał. Tak zaczęliśmy rozmawiać… A on był tak podobny do Top Guna!

Potem wyslalam mu zdjęcia, nie spał calą noc. Top Gun też widzi, że młody się chyba zakochał i pisze mi to. W czwartek lub piątek pierwszy raz poczułam coś takiego, czego nie czułam od bardzo dawna. Spokój, najprawdziwszy spokój. Poczułam, że nie muszę się szarpać, że komuś na mnie zależy… Że nie jestem taka samotna. To było piękne!

Wczoraj rozmawialiśmy o spotkaniu…. Chce się z nim spotkać by go poznać, zobaczyć jaki jest w rzeczywistości, zanim zacznę sobie wyobrażać na jego temat Bóg wie co, a potem się zawieść… Choć chyba już zaczęłam… On też jest takiego zdania, aby się poznać i potem nie rozczarować bo jak się nie pozna człowieka to zaczynamy sobie coś wyobrażać a potem to może okazać się nieprawdą. I jest rozczarowanie. A jeżeli się go pozna, można go tylko zaakceptować bądź nie. Ale doszliśmy do wniosku, że chcemy się poznać.  Mimo całej sprawy z Top Gunem i Top Guna z boku.

Kiedy mu napisałam, żeby do mnie przyjechał, odpisał, że poczuł takie coś jakby uderzenie w ściane, taki ucisk w środku z termy i podekscytowania.. Zapytałam go, co by było, gdybyśmy się sobie spodobali?  Odpowiedział również pytaniem, czy to byłoby źle, gdybyśmy się sobie spodobali? Napisał mi, że jest ciekawy mojego głosu, zachowania. Napisał też, że mu się podobam. Jednak chciałby, żeby ktoś w nim dostrzegł piękno jego wnętrza a nie tylko wyglądu. Zastanawiam się czy mogłabym mu to dać? Chyba tak…

W końcu ma te cechy, które tak bardzo pokochałam w Top Gunie… Tak sobie o tym myślę, że gdybyśmy się sobie naprawdę spodobali to byłabym naprawdę szczęśliwa! Miałabym wreszcie te cechy, które tak pokochałam w Top Gunie, ach! I gdyby to wszystko wyszło, to wreszcie wiedziałabym, że to wszystko co przeszłam z Top Gunem, to całe moje ogromne cierpienie, to, że nie mogłam podnieść się z łożka, miałoby sens. Bo gdybym wtedy się poddała i zerwała kontakt całkiem z Top Gunem nie poznałabym F.

Na razie chcemy sie poznać i zobaczyć czy siebie akceptujemy, czy sie sobie podobamy… Nic na siłę, jeśli nie będzie zakochania z dwóch stron to będzie to kiepskie, dlatego trzeba się przekonać czy coś takiego się wytworzy. Bo to musi być zakochanie a nie relacja „żeby tylko ktoś był”. Tak bym chciała przynajmniej. Do tej pory nikt prawdziwie mnie nie kochał… Zawsze to ja kochałam, starałam się, dlatego teraz bym chciała aby jeżeli juz to aby było to albo z dwóch stron albo wcale. Ale z tego co widzę to jemu też zależy na mnie.

Mam takie momenty, że czuję coś bardzo pozytywnego, jakąś euforię, coś takiego, co rozpiera od środka. A za chwilę wydaje mi się, że to nie ma sensu, to się nie uda… Przychodzi zwątpienie. I tak sobie trwam na tej huśtawce…

08.08.2019:

Wczoraj miałam dzień zwątpienia. Mamy się spotkać w niedzielę. Wydaje mi się, że w niedzielę wszystko się rozpadnie w drobny mak. Dlatego wiem, że muszę się cieszyć chwilą, która trwa obecnie, tym, że mam z nim kontakt, tym, że jemu zależy.

Dowiedziałam się też, że F. Szykuje dla mnie niespodziankę na niedziele. To było takie miłe. Top Gun nigdy nie szykował dla mnie niespodzianki przez ten cały rok znajomości.

Wczoraj też byłam niemiła dla Top Guna. Zapytał się mnie co tam u F. Chcialam mu odpisać, że dobrze i urwać temat, ale napisałam, czy sam mu nie może napisać? Na to Top Gun mi odpisał, że napisał mu, że spotykamy się w niedzielę. Już się dowiedział, eh… Nie chciałam by się dowiedział przed spotkaniem, tylko po, ale w sumie, co to zmienia… Z Top Gunem i tak już skończyłam i muszę to zaakceptować…

Boję się spotkania z F. choć czekam też na niego z jakimś ustęsknieniem. Jest tak podobny do Top Guna, nawet z wyglądu a tęsknię za tym wyglądem, bardzo. Wiem, że Top Guna nie zobaczę wcześniej niż w październiku, z resztą, nie chcę już go widzieć. Wszystko się rozpadło…

I chciałabym mu to zaśpiewać:

„Twój pewny krok, każde spojrzenie
Ukrywa coś, znów gubisz się sam
Zabieram ci ostatnią nadzieję, wiem
Nie powiódł się twój misterny plan
Skąd w tobie ten gniew
Powiedz to
Skąd w tobie ten chłód
Zaskoczę cię, wiem
Mówiąc to, że między nami jest już skończone

I mimo, że masz u stóp cały świat
To wszyscy widzą
Twój każdy dzień wypełnia ból
Nie łatwo jest tak zapomnieć gdy żal
Jeszcze nie minął
Bez cukru życie poznaj znów
Tylko pieprz i sól”.

Praca mnie zabija, zabija całe szczęście jakie w sobie mam, nie ma już tej euforii, ale nadal czuję spokój. Mam na głowie tyle obowiązków, że nie wiem czasem do czego mam ręce włożyć, ale jest dobrze. Czasem zastanawiam się jaką niespodziankę F. dla mnie szykuje. I czasem nie wierzę, że to się dzieje na prawdę… Gdyby to wyszło, miałabym wszystkie te cechy, które tak bardzo pokochałam w Top Gunie. A myślałam, że w życiu jest tylko jeden taki cud, i drugiego takiego nie będzie…

„Horoskopy mówią, że ułoży się, chyba nie mnie.
Mnie chyba nie
W życiu tylko jeden cud
Już nie będzie go
Wargi gryźć do samej krwi
Z bólu w niebo wyć…”

Dla mnie tym cudem był Top Gun. Pokochałam go najprawdziwszą miłością jaką mogłam i nikt po nim tak mi się nie podobał, choć próbowałam sobie znaleźć kogoś zupełnie innego… to nie było to. Po prostu nie, aż nie poznałam F. Wtedy coś drgnęło.

Mam mętlik w głowie… nie wiem, czy mam się cieszyć czy smucić, z jednej strony chciałabym się cieszyć, ale z drugiej nie wiem czy mi wolno, przecież jeszcze nic się nie stało, nie zadziało, po prostu rozmawiamy. Trwam w jakimś dziwnym zawieszeniu… w oczekiwaniu, ale wiem jedno. Jest mi lepiej!

 

Top Gunie… uratuj mnie!

Top Gunie… uratuj mnie! Znowu naszły mnie natrętne myśli i znów nie umiem sobie z nimi poradzić, krążę w kółko, mieszam się, boję… Ostatnie trzy dni były jakby zlane w całość, wiem, że zakładałam parę razy znów mój drugi blog, sama już nie wiedząc co z nim zrobić… Nie potrzebnie go kasowałam, nie ważne. Mój błąd. Czasami w takich stanach jest mi bardzo ciężko i coś wydaje się być bezsensownym, potem zaś znowu chcę do tego wrócić… wrócę, tylko musi się uspokoić. I tym razem razem jakby nie Top Gun to chyba bym wciąż trwała w tym stanie… jakiegoś przedziwnego napięcia. To chyba kolejny objaw nerwicy…

Top Gun jest chory, nie dość, że już go pobierało, to jeszcze wczoraj w nocy zorganizował marszobieg w pobliskim lesie i nim przewodził. Dziś na dobre go coś rozbiera, ma gorączkę i kaszle, leży… Więc dałam mu całą instrukcję na chorobę, a on mnie pociesza rozmową. Wiem, ze mam kogoś, do kogo zawsze mogę napisać, jak jest źle i mnie poratuje dobrym słowem, to ważne, nie czuje się już taka samotna. Zagrozenie powoli mija, jestem sobą. Dziś dzień płynie mi spokojniej i melancholijniej, czuję, że wróciłam do żywych po kolejnych trzech dniach 🙂 Dziś walnetynki, może to nie są najlepsze walentynki o jakich marzę, ale coś w tym dniu jest dobrego, to coś, co sprawia, że czuje się o wiele spokojniejsza… może to Top Gun?

Uratuj mnie

 ode mnie samej,

od tego co w sobie mam.

Może dziś sprawisz,

że znów się stanie,

bezpecznym miejscem,

ten cały świat…

95974_spiaca_dziewczyna_wilk

Koniec… i z relacji w relację…

Wczoraj stało się coś, na co chyba nie do końca byłam gotowa, mimo wszystko. Zerwałam z Muzykiem, ta relacja nie miała racji bytu, skazywałabym sie tylko na ciągły lęk i cierpirnie. Choć na poczatku było mi przy nim dobrze i miałam nawer jakieś tam ciche marzenia, on nie potrafił ich spełnić, nie mógł dać niczego od siebie… jest chory i sam potrzebuje pomocy, a ja nie mam na to siły. Jednak, jakoś tak… dziwnie mi dziś, przez te ostatnie miesiace, kiedy było mi tak źle… był, traz znowu zostałam całkiem sama. No, czasem myślę, że moze nie do końca, ale jednak…

Nie wytzymał mojego milczenia, stwierdził, że stawiam między nami mur. Może po części to prawda, bo nie chciałam go ranić, dlatego wolałam milczeć. Bałam sie po prostu o jego życie, bo jest zdolny do autoagresji. Za dużo by mnie to kosztowało, za dużo … Ustaliliśmy, że czsem porozmawiamy, ale niczego nie będziemy oczekiwać. Kiedyś, kiedy go poznałam, miałam taką cichą nadzieję, że teraz będę mogła spełnić swoje pragnienia bycia radosną, że będziemy się śmiać, biegać, wygłupiać, wspierać, rozmawiać na poważne tematy, obserwować przyrodę, jednak pomimo i moich, i jego chęci, nic takiego sie nie zadziało, choć mówiłam mu o tym, on nie też. Nie stać go jednak było na przyjechanie do mnie, na spotkanie raz na jakiś czas, a do domu nie mogłam go zaprosić. Nie w tak szybkim czasei po Panu ze skrzydłami. I tak zastanawiam sie, czy to kwestie finansowe ( bo był spłukany jak nikt i teoretycznie ledwo wiążę koniec z końcem, choć może isć do pracy, jakiejkolwiek, to tego nie zrobi), czy też po prostu kewstie emocjonalne, bo nie było go na to stać, nie miał tyle siły, odwagi…  Tak, czy siak, nic z tego sie nie spełniło, nie mogłam siebie realizowac w tej relacji, wiec po co mi dalej ciągnąć, coś, co zalega… Bez szans na miłe chwile, bez perspektyw spędzenia wolnego czasu, poznania się bardziej… Tylko obawy o jego życie, los i zdrowie, albo doły, które były dla mnie wykańczające. NIe chciałam tego robić w taki sposób, przez smsa, nie w tym dniu, chciałam sie jakoś do tego przygotować, ale nie udało się, on pierwszy pociągnął za linkę. NO i cóż, dziś mam jakiś nieswój dzień, ale przejdzie mi, mam nadzieję.

Przeskakując do kolejnego tematu, muszę stwierdzić, że zaczynam sie bać moich mechanizmów. Kolejny już raz wplątuję się z jednej relacji bezpośrednio w drugą… nie wiem, czego ja szukam… miłości, której nigdy nie miałam? Bardzo możliwe, ale teraz to w zasadzie ja sama nie szukałam, bo sam do mnie przyszedł. Relacja z Top Gunem jakoś się powolutku rozwija… dał mi mały prezencik na powitanie na uczelni no i koniec końców, gdy tam już jestem, całe dnie spedzamy razem, bo wariat nie odstępuje mnie ani na krok. Tak więc spędziliśmy cały dzień razem, no i kiedy przyszło jechać do domu, oczywiście nie chciał mnie puścić samej, więc najpierw chciał mnie podrzucić na autobus, ale potem jednak stwierdził, że jeśli jest blisko, to odwiezie mnie do domu… no i głupio mi było odmówić, tak więc Top Gun w pewnym dniu o pewnej godzinie, znalazł się u mnie w domu… domownicy byli trochę zaskoczeni, ale jakoś to przyjęli.

Generalnie to z niego bardzo inteligentny facet, choć mówi, że już nie jest taki młody, ja na wygląd dałabym mu z 20 lat. I mam takie wrażenie, że duzo rozumie, choć zazwyczaj nie rozmawiamy o przykrych sprawach, a śmiejemy się cały czas, zdaje się rozumieć kłopoty i to, ze wyzwalają one siłe walki, no cóż… ciężko jakby tego nie rozumiał, taki ma też zawód. Długo zastanawiałam się, czy powiedzieć mu o swojej relacji z Panem ze skrzydłami, gdy o to pytał… w końcu przełamałam się i powiedziałam.. nastała cisza, po czym rzekł, że nie będzie wypytywał o szczegóły, że mam się nie martwić. Na razie został mi tylko on. I choć nie wiem, czy w ogóle coś z tego będzie, myślę, że jest wartościowym człowiekiem. Przyznać muszę też, że spotkanie z nim było dla mnie trudne. Znów doświadczyłam syndromu odrzucenia, tak silnego, że się popłakałam… niepotrzebnie chyba. Choć jemu też nie do końca łatwo w relacji ze mną, gdyż uważa mnie za bardzo madrą osobę, a to może blokować. Na razie, cieszę sie, że go poznałam i, że po prostu mogę mieć takiego kolegę, do którego jak coś mówię, to rozumie i mogę na nim polegać, przynajmniej na uczelni, możemy sie pośmiać i porozmawiać na wiele tematów, a co będzie dalej…

secret-3120483_960_720

Na nowo… „Wyruszam dziś do nikąd znów, lecz zawsze warto isć…”

Pory roku mi się mieszają, chciałabym, by już była wiosna… bo czuję, że coś sie zaczyna dziać, coś dobrego, a zarazem ciekawego 🙂 Choć, zazwyczaj drogi mojego życia prowadzą zawsze w to samo miejsce, do punktu początkowego. Byliśmy z Top Gun’em na kawie, zabrał mnie, było świetnie, mamy tyle tematów do rozmów, że brakło czasu, by je wszystkie omówić, a z racji tego, że i tak razem studiujemy, zapewne jeszcze nie raz będzie okazja, ale oboje się na nia cieszymy. Zastanawia mnie ten człowiek, z jednej strony pracę ma jaką ma, wymagającą odpowiedzialości, hardu ducha i bardzo dużej odwagi, sprawności, a z drugiej strony to taki wrażliwy facet… i ma zwariowane pomysły, także możemy sie też razem pośmiać. Tylko, że ja… jestem w kropce…

Był taki czas, ze bardzo wracały do mnie silnie wspomnienia z Panem ze skrzydłami, nawet wtedy kiedy rozmawiałąm z Muzykiem, jakoś nie czułam bym mogła zapomnieć. Pojawiły sie znów pytania, czy dobrze zrobiłam opuszczajac go i idąc własną drogą? Wiem jedno, odżyłam. Jednak przynajmniej mogłam coś z nim robić, z Muzykiem… on ma swój świat, czasem bardzo zamknęty choć wrażliwy… życie polegałoby tylko na patrzeniu w gwiazdy, zbieraniu muszelek, leżeniu na trawie… Ja tak nie umiem, pragnę coś jeszcze zdobyć w tym życiu.

Choć…brakuje mi człowieka, tak bardzo. Będąc z Panem ze skrzydłami de facto również byłam sama i chyba już przesiąkłam tą samotnością. Dlaczego moje życie to wieczne czekanie, tęsknota i samotność? Brakuje mi człowieka i dlatego bardzo sie boję. Boje sie, ze znów się w coś zaangażuję, formalnie czy tam nie, a potem będę znowu cierpieć. I dlaczego ja to sobie robie? Mogę wszystkich albo podrzucać, bo tak jest bezpieczniej, albo… no właśnie… I wiem, że pewnie i tak gdzieś to tam i tak się stanie za jakiś czas, bo tak bardzo brakuje mi człowieka… Mam tak, że potrafię zbliżać sie ku komuś, a potem, dowiadujac się o nim tego, czy owego, szybko go odrzucić. Asekuracja przed zranieniem, cierpieniem, życiem w biedzie? Chyba tak… Muzyk na przykład nie ma nic, nie jest też zaradny życiowo. Nie umiałałabym wytrzymać z takim człowiekiem. Mam jakiś inny wzór partnera… Mógłby być biedny, ale byle by był zaradny, bez tego ani rusz.

I boje się o siebie i się miotam, nie wiem, czy już wpadłam, czy nie? Nie chcę robić nikomu złudnej nadziei, a spotykamy się rozmawiajac o… doktrynach filozoficznych, socjologii, polityce, jego pracy, mojej pracy, mojej pasji, zdrowym życiu, życiu w ogóle, lepszych i gorszych przeżyciach, kryzysach, człowieku… o tym wszystkim z kim de facto nie mogłam z nikim w swoim otoczeniu pogadać. Podobno on ma to samo… Tylko by siedział, patrzył mi w oczy i pytał się, czy czegoś mi nie trzeba, jak sie czuję i jaka jestem mądra. I zaczynam się zastanawiać…nie chce i sobie, i jemu robić bólu, ale jeśli we mnie coś tam drgnęło, to w nim chyba też i to zdecydowanie mocniej. Cóż, wie, że jestem poraniona, może zrozumie.

woman-1369253_960_720

Z muzykiem relacja się kończy, postanowiłam, że powiem mu, że z tego nic nie będzie. Nie jestem w stanie z nim być, wspierać go, troszczyć się o niego jak dziecko, bać, czy sobie czegoś nie zrobi w przypływie depresji… Sama potrzebuje spokoju, czasu i kogoś, kto będzie mnie wspierał, a nie oczekiwał tylko mojego wspracia i opieki, z nim to jak bycie opiekunką na pogotowiu. Z chmur wyłania się słońce, może będę miała dziś dobry dzień? Zaraz zbieram się na miasto, poobserwuję ludzi…

Kim jestem, a kim chce być?

Ostatnimi dniami, a właściwie przez ostatni tydzień czuję się emocjonalnie jak w wirze… jakbym się hustała na huśtawce. Rano jest dobrze, a za chwilkę już nie. To wykańczające. Chciałabym by było choć trochę stabilniej.

Czasem mam wenę aby tu pisać, czuję wtedy motywację i chęć do działania. Czasem napiszę parę zdań i na tym poprzestaję, a czasem wchodzę, otworzę pusty arkusz, popatrzę na niego i wychodzę,nie umiejąc poskładac myśli, nie wiedząc zupełnie, co chciałabym napisać… Apropo tego, co napisałam wczoraj, zaczęłam bardziej zastanawiać się nad swoimi wewntrznymi procesami, myślami. Wczoraj wieczorem sięgnęłam do tematu, który zawsze był dla mnie bolesny i sprawiał mi dużo przykrości, dręczył moje sumienie, choć nie wiem dlczego…

Stworzyłąm obraz siebie „dla ludzi, dla innych” , który nade wszystko chcę zrealizować i pokazać innym w kontaktach z nimi. Z lęku…

„Mój Wilk znowu przyszedł… On już chyba gdzieś we mnie mieszka.”

Od dawna nie czuję się sobą. Jest dobrze, do momentu, kiedy trzeba „siebie” pokazać… Wtedy zamiaram i ogarnia mnie lęk. Nie mam problemu z wystąpieniami publicznymi, przemówieniami, bardziej chodzi o codzienne sytuacje, o ocenę, o to, że ktoś zobaczy moją słabość, rozpozna ją w moich oczach, w tym, jak się zachowuje. A dlaczego to dręczy sumienie?

Bo nie cierpię kłamstwa, oszustwa. Choć sama też nie raz kłamałam, niecierpiąc siebie za to. Ale nie ma osoby dorosłej na świecie, która tego nie zrobiła choć raz w życiu. Są bowiem sprawy szlachetne… Nienawidzę tego w sobie. Chciałabym być prawdziwa, a czasem nie potrafię, bo boję się, że ktośmnie skrzywdzi, że porzuci. Więc zakładam znów moją maskę i idę dalej. Miejscem, w którym zawsze o tyle, o ile mi się to udało, byłam prawdziwa- jest ten blog. W sumie… w życiu też staram się być prawdziwa… są po prostu rzeczy, których nie robię, z obawy, z lęku i strachu, że ktoś pozna moją prawdę. I choć moja historia nie wydaje się być jakaś masakryczna, a sama ja nie jestem jakimś złym człowiekiem, to chyba nadal nie umiem sobię wyobrazić, że można by mnie było tak całkowicie pokochać, polubić, z tym wszystkim w środku.

girl-3180072_960_720

Tańczące z wilkami: „Znowu w życiu mi nie wyszło…”

Wessało mnie na jakieś dwa miesiące… życie? Może i „życie”, jeśli pod tym słowem rozumieć emocje, słowa i patrzenie na swoją egzystancje, jak przez sen. Wsiąkłam na jakiś czas, na dobre. Nie było mnie tu. Byłam gdzie indziej, co nie oznacza, że mnie nie było. Chciałam poukładać parę spraw lecz, chyba ich układanie skończyło się nie tak, jak miało się skończyć. Cóż, idę dalej… mam nowe postanowienia i nowe zamysły. Na publikowanie tu – również. I choć ostatnio mam ochotę znowu wsiąknać, gdzieś się zaszyć i nie wychodzić do nikogo, to postanowiłam, że będę pisać. Chyba tego mi potrzeba, a jeśli pisać, to publikować tu również. Od jakiegoś czasu nie miałąm pomysłu na ten blog, teraz wszystko się rozjaśniło. Lubię tu wracać, mam tu już cząstkę swojego życia, choć w samym zamiarze ten blog wydawał się dużo „mniejszy”, niż wyszedł. Kiedy tu jestem, mogę doświadczyć rzeczywistych wspomnień, które we mnie wciaz gdzieś tam są. Ale po kolei…

„Znowu w życiu mi nie wyszło…                                                                                                          Uciec pragnę w wielki sen. (..)”

Te słowa przewinęły się ostatnio w rozmowie z Chomiczkową, kiedy widziałam ją po raz ostatni… jakieś dwa tygodnie temu. Potem znów znikła. Tak samo ją wessało, tyle, że ją na rok. Dlaczego? Może pewnego dnia się dowiecie. Od tej rozmowy te słowa kołaczą się mi po głowie, powodując rozmyślanie o minionym czasie.

Dziś… jest ten pierwszy dzień, gdy zdecydowałam się wstawić tu zapiski z jednego z najciemniejszych, a zarazem najpiękniejszych(?) czasów mojego życia. Kiedy wszystko wydawało się zarówno tak przerażające, jak i piękne, rak drastyczne, jak i cudowne i miałyśmy obydwie świadomość, że właśnie ważą się losy naszej przyszłości. A może nam już na tym nie zależało? Mnie tak, ale przyznać muszę, że nie miałam wtedy na tyle sił, by o to walczyć. Czasem próbowałam, choć było cieżko. Wydarzenia te rozgrywały się bezpośrdnio przed i w trakcie mojego początkowego pisania bloga, później zdarzały się jeszcze, lecz przybrały już inny obrót. Czasami tęsknię za tym czasem, to wszystko jest równie piękne, co bolesne. I równie zakorzenione co odpychane. Cóż, zaczynam pisac serię moich „opowiadań”, a może bardziej „opowieści” sprzed paru lat. Doszłam do wniosku, że może przyszedł czas na spisanie tego wszystkiego. Czy stałam się wtedy kimś innym? Nie… ale coś się we mnie bezpowrotnie zmieniło… Być może stałam się kobietą…

„Ławka”

Szkoła, miejsce znienawidzone przez tylu młodych. W środku wieczna tułaczka i walka o przetrwanie w gronie swoich i „nieswoich”. Na zewnątrz gównarzenia, tandeta i szara masa. Plująca, zaśmiecająca chodniki petami, rzucająca niewybredne przekleństwa, chcąca się wreszcie dobrze zabawić… Tak, miałam tam iść. Wejść, po raz kolejny, zobaczyć ich twarze i miny, zobaczyć to, jak bardzo są sfrustrowani, z jakim utęsknieniem czekają na piątkową imprezę. Miałam…

Siedziałam na ławce, może przez jakieś 15 minut. Ławka była mokra i zimna. Pod moimi nogami gromadziło się stado gołębi, na które patrzyłam, aby zająć sobie czas.
Ludzie mijali mnie, patrzyli, odchodzili, to znów ich wzrok przebiegał po mojej kurtce. Było wtedy zimno. Przymrozek ściskał ciało, ręce drętwiały. Czekałam… Po jakiś 10 minutach stwierdziłam, że to bez sensu, ale coś jednak kazało mi nadal tam tkwić.
Podjechał biały samochód. Wysiadła. Widziałam jak ciało przemyka przez ulice… już była po mojej stronie, z tuszem na rzęsach i powiekach. Szła dość energicznie. Widziałam, że na mój widok nie może powstrzymać łez, które same polały się po policzkach, zabierając tusz…
Usiadła. Płakała, a w zasadzie zanosiła się łzami. Ja nie mówiłam nic. Przytuliłam ją tylko do siebie. Pamiętam, kiedy trzymała głowę na moim ramieniu, pamiętam jej łzy.
– Na razie musisz się uspokoić.- Pamiętam jak mówiłam te słowa, jednak chyba mało z tego, co do niej docierało.
Płakała jeszcze przez chwilę, nie mogąc powstrzymać łez. Człowiek jest taki piękny, kiedy jest szczery.
– Co się stało?
– Ty… ty uważasz, że jestem bezwartościowa?
Zacisnęłam usta.
-Kto tak twierdzi?
– Przyjechał do mnie wczoraj, późno już było. Przepłakałam całą noc…
Emocje nie wytrzymują, zanosi się znów płaczem.
-Kto?
-Mój były.
-Jesteś w takim stanie od wczoraj?- pytam.
-Tak… -szlocha.- Przyszedł, wszedł do domu. Powiedział, że… mam oddać nerkę jego dziewczynie, bo jest chora. Ja i tak jestem bezwartościowa, więc moje życie jest bez wartości i mogę umrzeć.
Zapada cisza. Wiatr targa nam włosy, gołębie chodzą koło naszych nóg, jak chodziły wcześniej koło moich. Jakaś babka przechodzi z psem.
-To on tak uważa, Ty nie musisz…- rozlega się po chwili.- Każdy po coś żyje, a w życiu nie przyszłoby mi do głowy coś takiego na Twój temat. Niech da swoją nerkę, w końcu to jego dziewczyna. Jest mody i zdrowy… On nie wie, co on Ci robi?
Potem pada jeszcze kilka tego typu zdań, których już nie pamiętam. Kończę chyba stwierdzeniem, że jej były to chuj.
Szukam w torbie jakiś leków na uspokojenie, ale nie znajduję.
– Chodź, pójdziemy teraz do apteki, kupię ci coś na uspokojenie- mówię.
Powolnym krokiem wchodzimy do sklepu, w którym znajduje się apteka, kupuję nervosan. Łyka. O szkole nie ma już mowy.
– Przecież gdyby mnie zobaczyli w takim stanie to pierwsze co posłaliby mnie do pedagog. -Pada gdzieś po drodze, gdy wychodzimy z supermarketu, gdzie jest apteka. A ja mimo wszystko zupełnie się z tym zgadzam. Po nervosanie zaczyna jeść, łapczywie. Stoimy teraz między jakimś tłumem ludzi.
Lądujemy więc gdzieś w centrum handlowym, oczywiście w „maku”, żeby kupić sobie colę, kawę i po kanapce. Koleś przyjmujący zamówienia nie rozumie, zamiast dwóch coli daje nam jedną, ale trudno. Nie mamy sił już tego prostować. Spędzamy tam około dwóch godzin. Na rozmowie, na przeanalizowaniu całej sytuacji. Przychodzi sms od jej chłopaka. „Zawsze ci mówiłem, że ona to najlepsza przyjaciółka.”
Moja przyjaciółka…?- myślę. W sumie, najpierw koleżanka, potem ktoś z przymusu, a na końcu dziewczyna, z którą wiele przeżyłam. I choć wiedziałam, że nie będzie to przyjaźń na wieki, a każda pójdzie w swoją stronę, jakoś żal mi było tego wszystkiego zostawić. Dziwna przyjaźń…
Po dwóch godzinach idziemy gdzieś do sklepu. Wiem, że dla niej świat w tym momencie wydaje się być wrogi. I choć nie wiem, jak to uczucie złagodzić, bo sama w nim poniekąd często pozostaję z trudną drogą wyjścia, przychodzi mi do głowy pomysł kupienia pierdoły.
Kupujemy więc dwa pierścionki, takie same, bo jest taki trend, że przyjaciółki mają. Dla zabawy.
Mam gdzieś jeszcze ten pierścionek…
Na koniec wysiadamy z busa. Wracamy na tę samą ławeczkę, od której zaczęłyśmy nasze rozmowy. I jeżeli ławka przy chodniku może stać się symbolem, to ona właśnie się nim stała. Usiadłyśmy na niej tak, bez celu.
– Co będziesz robić po południu? -pytam.
– Położę się spać.-odpowiada.
– Zadzwoń wieczorem.
– Dobrze.
Pojawia się myśl, że i tak zapomni.
Przechodzimy na drugą stronę ulicy, czekam, aż wsiądzie w autobus.
A wieczorem, rzeczywiście zadzwoniła.

Tego dnia zawiodłam. Oczekiwania innych ludzi…

( listopad, 2016 rok)

 

„Późno, późno, późno… późno jest.                                                                                                     Sam wiem, że zbyt późno jest, by zaczynać wszystko znów…”