Chcę zacząć nowe życie! Bez Top Guna i F.

Nadszedł chyba ten czas, kiedy muszę rozpocząć nowe życie. Bez Top Guna ani F. Relacja z nimi jest toksyczna na tyle, że nie wytrzymuje.

Wczoraj płakałam… Top Gun od jakiegoś tygodnia zneca się nade mną psychicznie. Bo inaczej chyba tego nazwać nie mogę… Biorąc pod uwagę to, jak się czuje… Najpierw pisał mi o tym, że nigdy nie będę tak dobrze zarabiać jak on w wojsku, później, że moje studia są nic nie warte… Ale to jeszcze jakoś znioslam.

Ale to, co wydarzyło się wczoraj rozłożył mnie całkowicie. Pojechałam bowiem na egzamin, miałam go pisać razem z Top Gunem. Podczas tego egzaminu Top Gun chciał mnie pocałować a kiedy się odsunełam, chwycił mnie mocno za szyję z tyłu i zaczął potrząsać. Mówiłam mu, że mnie to boli ale nie przedstawał, odpowiadając mi, że ma boleć, tak jakby robił to za kare, iż nie dałam się pocałować podczas egzaminu. Bolała mnie cała szyja i barki… Później mnie niby pomasował ale to nic nie dało. Chciał mnie odwieźć do akademika, ale nie chciałam.

Wieczorem napisał do mnie, czy dotarłam więc odpisałam, że tak. Napisałam mu też, że zrobił mi dziś krzywdę bo szyja boli mnie do tej pory, i aby tak więcej nie robił. Na to odpowiedział mi, że nie ogranełabym go w bliższej relacji, bo jestem zbyt tępa…

Zrobiło mi się bardzo przykro i smutno… Po policzkach poleciały łzy… Czyli co? Czyli jestem zbyt głupia aby go zrozumieć? Zbyt tępa aby z nim być? Choćby i tak nigdy do tego nie doszło, hipotetycznie może tak myśleć…  Nie ogarnęlabym go, jak to on twierdzi bo co? Bo wolę czuły dotyk niż szarpanie kogoś i sprawianie mu bólu? Jak można komuś tak powiedzieć z tego tylko powodu, że woli subtelny dotyk? Jest mi przykro, że tak uważa.

Popłakałam się… Nie wytrzymałam emocji. Dobrze, że wykłady skończyły się wcześniej. Poczułam się znowu jak śmieć. W przyplywie tego smutku, znalazłam jeszcze na tyle siły, by odpisać mu tylko, że nie musi się obawiać, bo nie mam ani chęci, ani zamiaru być z nim kiedykolwiek w bliższej relacji. On też by mnie nigdy nie ogarnął w bliższej relacji. Odpisał, zapewne. Odpowiedziałam tylko jeszcze tyle, że obserwując jego reakcje wiem, że na pewno by mnie nie ogarnął. Taka jest prawda. Bo on patrzy tylko na tyle a nie na to co ja przeżywam, jakie są moje myśli… Że jesteśmy z dwóch innych galaktyk. Potem wysłał mi obrazek szczura. Nie odpisałam już nic, nawet go nie otworzyłam… Siedziałam na łóżku i płakalam…

Kiedy to się skończy? On się nade mną zneca, poniża mnie i udowadnia mi, że jestem nic nie warta… Bawi się mną.

Z drugiej strony mi przykro, bo osoba, która kochałam kiedyś i do której tak bardzo chciałam pasować, stwierdza, że jednak nie pasujemy do siebie, a dokładniej, że to moja wina, że nie pasujemy… Ja z moją potrzeba dopasowania się do innych, mam ciężko to zaakceptować. To dla mnie trudne… Że do kogoś nie pasuje i ten ktoś jeszcze wskazuje, że to moja wina…

Przetrwałam jakoś noc, rano czułam się, jakby mnie ktoś pobił, rozbita całkowicie. Czuję się znowu odrzucona i ponizona przez niego. Nic nie warta… Dlaczego to wraca?

Byłam jak takie zwierzątko, które się bije, a od czasu do czasu glaska. I ono przychodzi z a każdym razem, wraca, w nadziei, że może tym razem zostanie poglaskane a nie zbite… Ale dość tego, koniec. Usuwam Top Guna ze swojego życia, F. Tak samo gdyż ma on bezpośrednie powiązania z Top Gunem. Zawsze będą rodziną i zawsze będą bardzo zżyci… Nie chcę się kontaktować, nie chce rozmów, nie chce niczego… Z F. tak samo. Moja rodzina płaczę, już nie wierzy mi, że mogę zerwać kontakt. Powiedzieli mi, że nie wiedzą, jak mi pomóc, już się poddają. Albo się z tej relacji wyrwę sama albo będę cierpieć…

Muszę się kontrolować… Bo wiem, że i on i ja na siebie lecimy…

Z drugiej strony, zmartwił mnie Żołnierz. Powiedział mi, że chce jechać na misję…. Złożył już wniosek na wyjazd do Afganistanu, ale mu odrzucili, jednak będzie próbował raz jeszcze. Przegadalismy cały dzień o tym… Odradzałam mu. Przecież może tam zginąć, to są konflikty zbrojne, a jeśli nie zginąć to zostać trwale ranny lub kaleką… Ale on się uparł. Mówi, że lepiej wyjechać teraz, jak się jest samemu, niż potem kiedy się ma rodzinę. Na dodatek śmiał się, że jeśli zginie to może dostanie pośmiertny awans… Tak jakby nie zależało mu na życiu… Nie wiem, co on chce tym sobie udowodnić, że jest prawdziwym żołnierzem w boju? Na froncie? A co jeśli mu przyjdzie strzelić do człowieka? Zrobiłby to? Z jego wrażliwością? Przegadaliśmy cały wieczór o naturze ludzkiej w konfliktach zbrojnych ale nie wiem, czy to coś da… Jeśli się uprze, że chce jechać do tego Afganistanu i dadzą mu zgodę, to nic nie zrobię… Martwi mnie też to…

Ale za to dowiedziałam się, że chciałby domek nad strumykiem i psa… No i jak zwykle, wysłał mi piosenkę o miłości… Tyle, że zaczyna mnie to zastanawiać też, czemu cały czas śpiewa o miłości? Czyżby kogoś kochał? Na przykład kogoś, z kim nie może być?

Nie chcialabym aby wyjeżdżał. Chciałabym aby został i pomógł mi się wyrwać z relacji z Top Gunem… Bo on może to zrobić. Jeśli byłby ktoś inny, myślę, że zapomniałabym stopniowo, a przynajmniej tak by mnie nie ciaglo do zapychania pustki Top Gunem bo nie byłoby już tej pustki, która próbuje zapchać….

„Puste słowa w mojej głowie wciąż, kocham Cię.

Ile jeszcze muszę cierpieć? Ile wylać łez?

Czy to kiedyś mogło udać się? Czy to miało jakiś sens?

Serca głos mówił mi co dnia, nie bój się…

A jednak, miłość może ranić.

Kiedy skrada się do Twoich ust!

Choć wiedziałam jak to skończy się.

Chciałam więcej.

Byłeś wszystkim, czego mogłam chcieć, ostatnim tchem. 

Teraz stojąc w obcym tłumie ludzi, jestem sama…

Chciałabym oddać wszystko to, co mam by z Tobą być!

A jednak, miłość może ranić! 

Kiedy skrada się do Twoich ust!

ZŁAMALES MI SERCE… ZŁAMALES MI SERCE…. ”

Łzy- miłość może ranić.

5bed524a001b0e484fa95a6f

 

 

 

Szaleństwo w moim życiu… Powrót Top Guna?

Tyle się dzieje i działo, a ja nawet nie zdążyłam tego wszystkiego opisać… Jakoś nie miałam do tego chęci. Robiłam badania w jednostce. Miałam nadzieję, że zobaczę na nich Żołnierza… Ale jednak tak się nie stało. A wszystko zaczęło się od… zaproponowania kawy… Tak, jakieś półtora tygodnia temu zdobyłam się na odwagę i zapytałam, czy by nie poszedł na kumpelskie spotkanie i na kawę ze mną. Powiedział, że bardzo chętnie pójdzie, jak bedzie miał czas wolny. Jednak do spotkania do tej chwili nie doszło.

W tamtym tygodniu Żołnierz zrobił coś dziwnego, jak na niego i bardzo wzruszającego. O 22.00 sam z siebie wysłał mi piosenkę, w której śpiewa:

„Ciemno, tak tu ciemno, dławi mnie własny lek, ciemno tak tu ciemno, nie zostało mi już  nic, kiedy nie wiem jak mam żyć, pomóż mi… bo słońca brak…

Nauczył się jej wtedy, kiedy nie mieliśmy kontaktu. Nie wiem, czy mam tą piosenkę odbierać soobiście czy po prostu podobaja mu się takie wykonania, lecz wysłał to do mnie noca, kiedy nie mógł spać.

Podczas badań, badałam też kolegów Żołnierza. I oczywiście wspomnieli o nim, sami z siebie. Podobno jak był na komisji lekarskiej to gdy wszedł do psychologa to siedział tam 20 minut, gdzie inni byli po 5 minut. A jak wyszedł to pani psycholog płakała… Historię życia jej opowiedział.. I teraz się inni śmieją z niego… Eh..  musi mieć niełatwo…  Ale to oznacza, że dogaduje się z psychologami i potrafi być otwarty… Ale oni się teraz wyraźnie z niego śmiali.

Później, w kolejnym dniu, rozmawiałam z koleżanką z jednostki, która dodała mi kolejnych informacji o Żołnierzu. Otóż, poszła plota, choć nie wiedziałam poczatkowo co o tym myśleć, że ma romans z panią z kantyny… bo często tam chodzi na kawe i żołnierze powiedzieli, że pewnie z nią też sypia. Powiedziała mi to koleżanka, do której też czaem przychodzi więc mogła się to dowiedzieć tylko od niego, ona raczej z chłopakami nie siedzi na kompanii, a skoro wie to od niego, to raczej malo prawdopodobne, aby to była prawda, skoro sam uważa to za plotę.

Drugą sprawa jest to, że pytał się tą koleżankę o mnie, dlaczego dala mój numer telefonu i mi jego numer? O co to chodziło w tym? Tak jakby podejrzewał, że coś innego się za tym kryje niż sprawa z badaniami tylko. Koleżanka powiedziałą, że to tylko o badania chodziło, ale myślę, że zaczyna podejrzewać podstęp. Powiedział jej też tylko, że rozmawia ze mną i nic więcej. A co najciekawsze, powiedziała mi, że opowiedział jej coś smutnego… ale sam z siebie. Dziwi mnie to, że mnie tego nie powiedział, ale może to świadczyć o tym, że nie chce być źle odebrany w moich oczach, ludzie bowiem nie lubią cieżarów… Otóż, ma brata.. Brat ten lubił skakać z mostów, an bungie i robić różne wyczynowe skoki, pewnego razu spadł, od tej pory jest kaleką. Niby umysłowo jest sprawny ale fizycznie już nie. To może powodować to, że Żołnierz jest taki przygaszony… Choć nie wiem do końca. Z tego, co pisał, sa chyba razem w mieszkaniu, bo zamawiał wtedy pizze dola siebie i dla brata, może on sie nim opiekuje? To jednak duży bagaż dla tak młodego człowieka, który chciałaby sobie (a przynajmniej tak mi się wydaje) ułożyć własne życie… Może dlatego jest taki przygaszony? Co zauważyła sama koleżanka, że on nie jest zbyt otwarty i cieżko do niego dotrzeć… Jednak jej powiedział o bracie… To mnie zastanawia…

Przedwczoraj znowu miałam smutny dzień, pomimo konwersacji z Żołnierzem dopadł mnie jakoś smutek i chciało mi się płakać… Gdy patrzę w swoją przyszłość, nie widzę nic tylko czarną dziurę, do tego jakiś ogromny żal do Top Guna… Zaczęłam nawet pisać pewne opowiadanie z nim, w roli głównej, gdzie trzymam go przywiązanego do krzesła w ciemnej piwnicy i wyrzucam z siebie cały żal związany z tym, do jakiego stanu mnie doprowdził, że odebrał mi nadzieję na normalne, lepsze życie, że mnie zostawił i porzucił. Jutro miałam go zobaczyć… Nie lubię tego dnia, kiedy wiem, że w jutrzejszym dniu mam się znim zobaczyć. Wtedy we mnie wzbierają emocje i pytam siebie, jak sobie poradzę… Przeżyłam ten dzień. Ale tyle emocji we mnie było, tyle smutku i chęci płaczu… Nazajutrz miałam apisać 2 egzaminy…

Top Gun przyszedł, przywitał się dopiero po pewnym czasie… Przyniósł mi odznakę z munduru… drugą już jaką dostałam od niego. I tak spędziliśmy prawie cały dzień razem…  Ten dzień okazał się najdziwniejszym dniem w moim dotychczasowym życiu…

Był 30 listopad, dokładnie pół roku, co do dnia odkąd dowiedziałam się o jego poteójnym życiu, o miłości do kochanki, o jego utrzymacne, dzień,w  którym wszystko się zawaliło… Wczoraj minęło równiusieńko pół roku…

I powiem Wam, iż przekonałam się, że nie można wierzyć w ani jedno słowo, które mówi Top Gun… Jego cała wielka, piękna i tak wzniosła miłość do jego kochanki, okazała się wczoraj… niczym… bo jakoś nie miał najmniejszych oporów, aby ją zdradzić… ze mną…

Nie wiem, co będzie dalej, boję się, znowu mamy kontakt, zaczęliśmy pisać. Przegadaliśmy też naszą relację, to dlaczego się nie odzywamy do siebie…

Można by rzec, że robię sobię krzywdę, ale najlepsze jest to, że oboje wiemy, że tam już nic nie ma, jest pustka. Tego, co było między nami już nie ma. Przynajmniej z mojej strony. Nie wróciła ani nadzieja ani ułuda, ze z tego coś będzie. Nie żyję już iluzją, już nic w tym nie widzę. Nie wiążę z nim żadnych nadzieii. Wszystko umarło. U niego tak samo. Mówił mi, że raczej zainwestuje pieniądze, które zbierał dla przyszłej rodziny w kupno mieszkania, któe potem da pod wynajem. Z czasem wolnym, który nota bene też trzymał dla rodziny, chyba też coś zrobi, w  postaci dodatkowej pracy na budowlance… Raczej przestajemy wierzyć w to, że nam się poukłada. I mnie i jemu… Więc, jak to stwierdził, co nam w tym smutnym życiu zostało? Wiemy, że nie „wrócimy” do siebie, to po prostu nie możliwe, wszystko umarło i jest pustka…  Jednak o dziwo wczoraj nie byłam smutna i przygnęnbiona tym, co się stało, wręcz przeciwnie, byłąm radosna, bo można też na to spojrzeć z tej perspektywy, że to takie moje małe zwycięstwo, bo gdyby tak naprawdę i dozgonnie kochał swoją kochankę, jak to twierdził i jego serce było tylko tam, to to uchroniłoby go przed tym, co się wczoraj stało… Nie podjąłby takich działań… A ja teraz boję się siebie, boję się, co będzie dalej…

To niewiarygodne, aby wiara mogła dzielić
To niewiarygodne, aby rozkosz mogła spalić
I niewiarygodne, aby słowa mogły ranić
I niewiarygodne, aby miłość mogła zabić
refrain:
A jednak są łzy szczęścia, które spływają z oczu mych
I gładzą cicho moją twarz, kiedy w ramionach jestem Twych… „
Łzy-Łzy szczęścia.

kobieta_plportalpl

Tęsknię…

 

 

Nie sądziłam, że kiedyś jeszcze mnie to spotka… Po Top Gunie obiecywalam sobie żadnych facetów, nic…  Muszę pobyć sama. Żadnego angażowania się w nowe relacje… I pobylam sama a teraz? Teraz chciałabym kogoś mieć i właśnie taki ktoś się znalazł… Tylko co z tego?

W sobotę Top Gun miał urodziny. Widziałam się z nim wmrano u w południe na wykładach ale nie przyszedł do mnie. Nawet nie rozmawialiśmy… O 18.00 napisał do mnie F, że dziś Top Gun ma urodziny. Zrobiło się mi smutno. Od jakiegoś czasu już zastanawiałam się jak będzie wyglądać ten mój dzień;, w jego 27 urodziny… Miałam być smutna. Byłam tylko przez chwilę.  Cały wieczór bowiem Żołnierz grał mi i śpiewał. Kilka dni wstecz go o to poprosiłam ale odpisał, że nie ma weny, jednak wysłał mi około 5 swoich piosenek w sobotę. W sumie, pisaliśmy, smialismy się, spiewalismy… Wysłaliśmy sobie nawzajem nagrane piosenki cały wieczór… Było mi dobrze…

Od soboty jednak jest totalna cisza. W niedzielę wysłałam mu zdjęcie pewnych książek związanych z muzyką. Nie odpisał… Nie odezwał się też aż do dziś… Nie rozumiem go, kolejny raz to samo…

Wiem, powinnam odpuścić, powinnam przestać się kontaktować i iść swoją drogą, tyle. Tylko… Dlaczego to takie trudne?

Tak sobie przedwczoraj na wieczór myślałam, za chwilę czeka mnie kolejne pożegnanie… Zrobię te badania i koniec, już nie będę jeździć do jednostki, nie zobaczę Żołnierza już, trzeba będzie o nim zapomnieć a może bardziej żyć z tym, że nic z tego nie wyszło… Moje życie to jedna wielka strata i pożegnanie… 😦 nie potrafię sobie wyobrazić jak to jest mieć kogoś, być w relacji choćby przez parę lat… O ślubie już nie mówię. Nie potrafię sobie tego po prostu wyobrazić, to jak nieskończoność dla mnie…

Dochodzę też do wniosku, że nie ma osoby, która by do mnie pasowała. Były tylko dwie. Top Gun i może Żołnierz. Ale ani z jednym ani z drugim nie wyjdzie. Będę musiała żyć z tą świadomości, że osoba która do mnie mogła pasować jest gdzieś daleko… Tęsknię za nim… Tęsknię za jego muzyka, za jego słowami. Chciałabym się z nim spotkać, porozmawiać… Spędzić razem czas.

Łzy cisną mi się do oczu. Próbuję nie płakać, próbuję o tym nie myśleć… Nie wiem nawet czy to zamknięta sprawa.

Tym razem jednak inaczej to przeżywam. Założyłam sobie bowiem konto na jednym z portali randkowych aby poznać ludzi… Próbuje zagluszyć tę ciszę, która jest… Próbuję zagłuszyć tęsknotę za Nim… Ale to do nikąd nie prowadzi… Wiem to. Chodzi mi tylko o niego… O Żołnierza z mojej jednostki… Dlaczego tak bardzo brakuje mi kontaktu z nim? Nie rozumiem siebie. Ostatnio coś takiego przeżywałam z Top Gunem. Zbyt łatwo się zakochuje?

Miałam myśl, by napisać do Top Guna, by powiedzieć mu, co przeżywam. Co, jak co, ale on powinien mnie zrozumieć.. W koncu miał tak samo ze swoją kochanką. Łamię swoje postanowienia. Mówiłam sobie, że już nie będę do niego pisać. A potem mam jakiś pomysł, by to postanowienie złamać… Może tego jednak nie zrobię?

Ciagle powtarzam sobie, że muszę być silna, że taki już mój los, że muszę to wytrzymać. Tylko dlaczego ta sytuacja jest taka ciężka?

dziewczyna-z-rysunkiem-natury

„Nie wiem który to już raz.

Smutne oczy dzisiaj mam.

Bo już nie spotkamy się.

I za oknem pada deszcz…”

Czeski film!

Wczoraj doszłam do wniosku, że obecne w moim życiu wydarzenia to jakiś czeski film i stojąc między ludźmi w jednostce, zaczęłam sie po prostu śmiać, sama do siebie…

Ale od początku… Pojechałam do jednostki na piknik, z nadzieją, że zobaczę Żołnierza i choć przez chwilę uda mi się z nim porozmawiać. Będąc pod jednostką już, dostałam wiadomość od niego. Było to zdjęcie plakatu na dzień jutrzejszy z podpisem: Tam jest coś o tej mszy jutro. Na co odpisałam: No hej, a ja pod jednostką. A on na to: A ja pod kołderką… Nie mogłam uwierzyć, przecież od trzech dni mówiłam mu, że będę w jednostce rano, bo potem muszę jechać na wykłady… Zamurowało mnie, dosłownie…Odpisałam, że szkoda.

Pomyślałam sobie, no trudno, pójdę na ten piknik, pokaże się dowództwu i wrócę… Bez zobaczenia się z Żołnierzem. Choć poczułam się zawiedziona i rozśmieszona jego niezaradnoscią i brakiem zorganizowania…

Pochodziłam po pikniku,  pooglądałam wystawę sprzetu, poszłam jeść grochówkę. W miedzyczasie napisałam wiadomość, ze trudno, ale nie obejrzę jak on śpiewa w kompanii honorowej, bo o 12.45 mam autobus i nie mogę dłuzej zostać. Ta godzina chyba podziałała na niego jakoś specyficznie bo napisał mi, że dobrze, bo nie będzie się wiecej stresował, ale już 20 minut spaceruje i szuka auta pod blokiem, bo zostawił je wczoraj na mieści i musi je teraz znaleźć… i teraz to już na pwno nie zdąży przyjechać, tak, żebym była jeszcze w jednostce.

Więc moja wyobraźnia wyobrazła sobie tę sytuację następująco: Facet wyskakuje spod kołdry, wrzuca na siebie byle jakie ciuchy i biega dookoła bloku, próbując znaleźć swoje auto, by jak jak najszybciej nim pojechać do pracy… Komiczne…

Więc czekam, czekam, zjadłam jeszcze grochówkę, specjalnie wypiłam dwie herbaty, by się czymś zająć i… nic, jak go nie było tak go nie ma. W końcu nadeszła godzina i stwierdziłam, że idę na wcześniejszy autobus, bo to nie ma sensu… Miałam przed sobą jeszcze wykłady i dojazd na uczelnie.

Od tej pory Żołnierz się nie odezwał, a ja byłam rozłożona na łopatki niezaradnością dzisiejszego meskiego towarzystwa… Czy to jest jakieś pech? Dlaczego ja trafiam na jakichś nieudaczników, którzy nawet spotkania nie ummieją zaaranżować? Nie potrafią sie domyślić, że może trzeba by spiać tyłek wcześniej i przyjechać, by się z kimś spotkać? Dlaczego ludziom w dzisiejszych czasach an tym nie zależy?

Stwierdziałm, że ostatnie wydarzenia to jakaś komedia… Jeden się tylko wychwala i mnie chce dotykać, drugi nie potrafi się zorganizować nawet na tyle, aby wcześniej przyjechać do pracy i się zobaczyć…

Jeszcze wczoraj napisał do mnie F., który był żywo zainteresowany moją relacją z Top Gunem, bowiem on też już mu zaszedł za skórę tym swoim wychwalaniem się pieniędzmi i przechwalaniem na lewo, i na prawo oraz robieniem mu wyrzutów, tym, że F. również nie jest w wojsku… Nie poznaję go, kiedyś taki nie był… może tak rekompensuje sobie porażkę w relacjach damsko- męskich? W końcu został samotnym…

Sama nie wiem, co z Żołnierzem. Znowu mam ochotę to zostawić i tyle. Teraz już pewnie się nie spotkamy, nawet odechciało mi się do tego dążyć. To zawsze ja mam dążyć do spotkania, z którego i tak potem nic nie wyjdzie, bo ktoś inny nie umie się zorganizować, lub ma to gdzieś?  Może przyjdzie na te badania, które będę robić zołnierzom, a moze nie, jakoś powoli przestaje mnie to interesować…

Eh, to wszystko to jakiś czeski film!

pol_pl_Obraz-41009_1

Ja i Top Gun…

Widziałam się z nim. Po raz drugi od tych feralnych zdarzeń… Wczoraj. I wczoraj stało się coś, czego nie przewidzialabym nawet w najśmielszych snach… Jeszcze rano byłam na niego wkurzona, bałam się go. A w ostatniej chwili przed spotkaniem… Wszystko mi przeszło. Nadal nie traktuje go na poważnie ale pojawiła się taka myśl, aby sobie niewinnie z nim poflirtować… Nie wiem dlaczego? Sama się nie rozumiem… Może dlatego, że on to umie? Że wie na czym polega ta zabawa? Bo to tylko zabawa, poważnie już nigdy nie będę go traktować.

Jakoś rano zaczęlismy pisać… Napisał mi, że cierpi, że stracił już nadzieję na to, że będzie dobrze w jego życiu… Ona odeszła, ta, która tak bardzo kochał. W moich oczach to było żałosne. Przecież miał wybór, mógł mieć wszystko czego chciał. Dom, rodzinę, dzieci może kiedyś, a teraz mówi mi, że został sam… Dokonał wyboru, wybrał ją, więc teraz ma swoje “szczęście“ z nią. Czego chce? Czemu mi się żali? Napisał mi też, że jestem śliczna… Ale zlekceważyłam to…

Z drugiej strony, może nie jestem do końca dobrym człowiekiem, jak jak pisałam ale bardzo dobrze, niech cierpi, niech zobaczy jak to jest. Kiedy ja cierpiałam, jego nie było. Też nie zamierzam mu pomagać. Dziwi mnie, że minęło też pół roku i się jeszcze nie otrzepał, nie zrezygnowal z niej, przecież to nie ma sensu. Sam F. To kiedyś przyznał w rozmowie ze mną. Moim zdaniem powinien odpuścić, tak jak ja odpuściłam jego, tak on powinien odpuścić ja i zacząć nowe życie. Zdać sobie sprawę, że on go nie kocha, nie chce i odrzuca. Dodatkowo pieprz się na lewo i na prawo, z kim popadnie… Nie wie, nie rozumiem, co on w niej widzi i dlaczego nie może tego zostawić, zacząć nowe życie samemu. Napisał mi, że jego życie nigdy już nie będzie miało głębszego sensu… Ale zawdzięcza za to tylko sobie…

Po tej wymianie zdań, spotkaliśmy się. Przyszedł, powiedział, że dobrze mnie widzieć. Potem siedzieliśmy koło siebie… Zmieniliśmy parę zdań. Top Gun nie miał humoru, mało i nie często odpowiadał. Ale miałam to gdzieś, nie będę zabiegać o to, by się odezwał do mnie. Siedzieliśmy i po jakimś czasie on zaczął odbiera mnie z włosów, oczywiście skubiąc po udzie… Klapnelam go delikatnie w rękę. Nie byłam na niego zła, nie wkurzalam się już, za dużo mnie to kosztuje a on i tka nie zrozumie o co mi chodzi… Jest na to zbyt tępy raczej.

Potem poszliśmy na obiad… Ja wzięłam przystawkę, on nic. Zjadłam. Podczas jedzenia opowiadał mi znów, jaki jest bogaty, że zrobił łazienkę za 40 tys i jaka to prestiżowa pracę ma w wojsku. Co się z nim stało? Nie poznaje go… Jego poziom chwalenia tak wzrósł, że to jest niesmaczne już… Tak samo jak poziom chwalenia się Pana że skrzydłami kiedyś…

Jednak co mnie zabolało, powiedział mi, abym jadła bo będę miała czym wymiotować… Wysmiał moja chorobę i to bylo przykre… Nie rozumie tego, nie mogę liczyć na zrozumienie. On by mnie i tak nie zrozumiał, nawet jak byśmy byli razem. Więc nie żałuję. Zrobił się opryskliwy i niesmaczny… Zapłaciłam jak zawsze ja. On dojadl resztki… Jeszcze go będę karmić? Pomyślałam, ale już trudno… Opowiadał mi te o tym, jak to podrywal Panią psycholog w jednostce swojej…

Kiedy mieliśmy wychodzić, powiedział, że mi coś powie jak wyjdziemy. U rudzilam się jedzeniem w kącikach ust więc po drodze mi je delikatnie otarł ręką, patrząc w oczy… A kiedy wyszliśmy, zdarzyło się coś, czego bym w snach się nawet nie spodziewała. Wyszliśmy, idziemy koło siebie… A on zaczyna…

-Ładnie spodnie…

-Dzieki, nowe.

-Ładne… Jak siadasz i nie tylko to tak Ci opinają muszelkę, że nawet mi się to bardzo podoba… I nawet jak bym mógł, to bym dotknął…

Zamurowało mnie. Popchnęłam go mocno w bok… Myślałam, że tematy około seksualne mamy już za sobą, że w obecnej sytuacji niesmacznym byłoby o nich mówić. Po odrzuceniu raczej nie rozmawia się o takich tematach… Myślałam, że to już jest między nami temat zakończony. Ale jak się przekonałam, Top Gun robi tak do wszystkich kobiet… Ostatnio podrywał swoją psycholog w jednostce… Do której nota bene ja mam temafon. I wczoraj tak przyszło mi przez myśl… Gdybym chciała mu tak ewidentnie zrobić na złość to mogłabym zadzwonić do niej i opowiedzieć cała swoją historię, powiedzieć co on robi w życiu, co mnie zrobił, jakie ma problemy, że sobie nie radzi, że jest załamany… Ciekawe czy wtedy utrzymał  to stanowisko, co ma teraz?? Eh…

Ale troszkę się nad nim odegrała za to wymiotowanie. Bo powiedział mi, że musi iść kupić ciuchy bo chodzi u rany jak menel. A ja powiedziałam, no wiem, widzę… A on. No dobra, należało mi się za te spodnie, ale to o spodniach przynajmniej było miłe, a to nie…

Tak więc sprawy potoczyły się inaczej niż przypuszczałam. Z jednej strony jestem na niego zła, nie rozumiem go i żalość mnie bierze, gdy na niego patrzę. Minie jeszcze wiele, wiele czasu nim on przejrzyj na oczy… Ale to już jakby nie moja sprawa. Z drugiej strony czuje, że znowu zaczyna się pomiędzy nami pewnego rodzaju gra, słowna i w ogóle, ta gra, która trwała przez rok. Wszystko jakby wraca na stare tory… Tyle, że teraz patrzę na to jak na grę, nic nie znaczącą, nie mająca jakiegokolwiek wpływu na moje życie… Zdystansowalam się do tego. Nie ma już we mnie nadziei na to, że kiedy on mnie pokocha, że ze mną zostanie… To się po prostu nie wydarzy… Choćby mi przysięga na kolanach. Nie uwierzę w to. Temat zakończony. A to, że się z nim pobawię raz na dwa tygodnie? Na razie nikogo tym nie ranie, bo jestem sama i tak nikogo nie ma… Nie rusza mnie już to, pozbieralam się i mam swoje cele i swoje plany, nie będę się już nim zajmować… Tylko ten tekst o spodniach, cały czas mi siedzi w głowie…eh.. Stary chlop, któremu brak seksu… Eh…

Zaraz właśnie szykuje się do wyjścia na piknik żołnierska. Mam nadzieję, że zobaczę się z Żołnierzem choć na chwilę. Trzymajcie kciuki!

companions-899050_1280

 

 

 

 

Samopoczucie przed spotkaniem z Top Gunem i decyzja…

Piszę te słowa z uczelni. Znów muszę się z nim zobaczyć… Teraz, za chwilę… Rano, gdy szłam, drogę zajechać mi czarny samochód… Tak, to był on. Rano zaczełam znowu o nim intensywnie myśleć, o tym co się wydarzyło, o tym, co jest teraz między nami, o resztkach naszego kontaktu, o tym, że zaraz go zobaczę… Myślenie o nim wywołuje stres, a gdy myślę o tym, że mam z nim stanąć twarzą w twarz, zaczynają mi się pocić ręce… Boję się? Nie wiem…

Wczoraj miałam taką myśl, by się nie wkurzac na niego…. Potem tylko zapewne zwymiotuje i nic z tego nie będzie, a on jak zawsze zrobi sobie jaja. Tylko po prostu udawać, że nic się nie stało, że jesteśmy dalej przyjaciółmi. Tylko jak nawiąże się jakaś dyskusja to powiedzieć mu, że „wiesz co, no wierzę w twoje słowa, ale zrobiłam analizę i wiem, gdzie jest moje serce… Moje serce jest juz gdzie indziej, też w wojsku, ale w innej jednostce” słowo po słowie tak jak on mnie… Zrobić mu to samo. Wiem, to moja brzydka strona. Ale terapeutka mówi, że ona jest dobra, póki robimy to świadomie. A on przecież nie wie, gdzie jest a gdzie nie, moje serce…. Wkręce go, ale dobrze. Jeszcze zarządzam, tak jak on, by się cieszył ze mną! No przecież jesteśmy przyjaciółmi, więc musimy się cieszyć że swojego szczęścia! Tylko jednego mi szkoda w tym wszystkim… Relacji z F. Bo gdy tak postapie stracę go. Ale on też jakby mnie zostawił. Z dnia na dzień ta rozmowa usychala jak niepodlewana roślina aż umarła całkiem… Po za tym ta jego niezaradnosc życiową i lęki, chyba nie dam rady… Od czasu kolizji jaka miał na początku października jeszcze nie naprawił auta bo nie ma do tego głowy… Na studia nie pójdzie,nawet chyba gdybym była jego dziewczyna i go o to poprosiła serdecznie, telefon mu się zepsuł, nie zrobil nic… Przez miesiąc nie pisał bo miał stary i ten telefon go wkurzał, ale nowego nie załatwił. Nie pisze do mnie… Kontakt się urywa… Jest coraz rzadszy, nie przyjechał do mnie już więcej…

Dzisiaj jednak nie wiem co zrobię, kiedy zobaczę Top Guna… Pewnie będę musiała to przetrwać ale obawiam się jak sobie poradze… Zapewne zdam wam tutaj relacje. Jestem też straszna w stosunku Do siebie. Mam w głowie taka myśl… Mała i kielkujaca ale ona się pojawia… O romansie z Top Gunem… I tak wiem, że z tego nic nie będzie, to dlaczego nie mogłabym się z nim pobawić? Tylko pytanie, czy ja tak potrafię, czy nie wkrecę się znowu…

Cieszę się jednak, ponieważ podjęłam decyzję o jutrzejszym pikniku i spotkaniu z Żołnierzem! Pojadę na tą imprezę i może spotkam się z Żołnierzem. Mam nadzieję, że przyjdzie do mnie gdy go o to poproszę.

Nie mogę się doczekać jutra i spotkania z Żołnierzem. Tyle, że mam jeden problem. Boję się, że dziś zmokne i będę jutro brzydko wyglądać, z takimi oklapniętymi włosami i w ogóle. Z resztą, dziś też chcę wyglądać dobrze i ładnie przed Top Gunem… Żeby zobaczył, że jestem zadbana a to oznacza, że nie cierpię już…

girl-1361904_1280.jpg

 

Mały przełom…

Wczorajszy wieczór był miły. Miałam pierwszy miły wieczór od czasu, kiedy wieczorami jeszcze rozmawiałam z F. Właśnie wczoraj nastapił mały przełom. Otoż, Żołnierz troszkę się przede mną otworzył. I okazał się… samoukiem artystą, myzykiem. Gra na gitarze i śpiewa…

Wysłał mi filmik na którym gra na gitarze pewną melodię… Wcześniej nigdy nie wysłał mi nawet swojegoa, a jeszcze pokazał mi swoją twórczość, więc to odważny krok… Przynajmniej dla mnie byłby odważny.

Wysłał mi też oryginał tej piosenki:

Zdziwiłam się, bo z tej muzyki wnioskuję, że posiada jakąś wrażliwość i poczucie piękna. Mówił mi też, że słucha praktycznie wszystkiego ale ta piosenka daje mu jakieś naładowanie wewnętrzne. Lubi też nawet odgłosy przyrody,  bo każda muzyka ma w sobie coś pięknego i wyjątkowego. Również powiedziałam mu, że słucham wielu gatunków i w sumie wszystkiego tego, co mi wpadnie w ucho. W odpowiedzi widziałam, że się ucieszył, że mamy podobnie.

A potem, jak miałam już kłasć się spać, było grubo po 21.00, wysłał mi nagranie głosowe, na którym gra na gitarze i śpiewa, coś o miłości… I napisał, że tak sobie fałszuje, wykorzstując ostatnie chwile przed ciszą nocną. Ładnie śpiewa, naprawdę ładnie śpiewa… Napisałam mu, że podoba mi się jak śpiewa, bo na prawdę robi to dobrze. Wtedy napsał mi coś takiego, że widziałam, że poczuł ulgę, że go nie sktytykowałam, cieszył się, że mi się podobało i, że pochwaliłam jego twórczość.

Zapytał się mnie, co ja tworzę, więc gdy mu powiedziałam, że piszę, również przyznał mi się do tego, że czasem pisze. Jednak raczej czyni to w silnych emocjach. Więc wychodzi na to, że odczuwa emocje… Zdaje sobie z nich sprawę. Zaczął się otwierać, więc zaczełąm psychologiczną analizę… Wychodzi na to, że posiada wrażliwość i jest po prostu skryty, gdyż w głębi duszy, coś odczuwa…

Tak się dziś zastanawiałam, że to niesamowite. Moja pierwsza, wielka, gimnazjalna jeszcze miłość, Indianer… był gitarzystą i tworzył muzykę… Moja druga, wielka miłość, z którą chciałam spędzić życie, była… wojskowym… a teraz spotkałam wojskowego gitarzystę…

Zastanawiam się nad tym, czy aby nie zapytać go, czy kiedyś by mi czegoś nie zagrał… Pewnie na wieczór go o to zapytam.