Czeski film!

Wczoraj doszłam do wniosku, że obecne w moim życiu wydarzenia to jakiś czeski film i stojąc między ludźmi w jednostce, zaczęłam sie po prostu śmiać, sama do siebie…

Ale od początku… Pojechałam do jednostki na piknik, z nadzieją, że zobaczę Żołnierza i choć przez chwilę uda mi się z nim porozmawiać. Będąc pod jednostką już, dostałam wiadomość od niego. Było to zdjęcie plakatu na dzień jutrzejszy z podpisem: Tam jest coś o tej mszy jutro. Na co odpisałam: No hej, a ja pod jednostką. A on na to: A ja pod kołderką… Nie mogłam uwierzyć, przecież od trzech dni mówiłam mu, że będę w jednostce rano, bo potem muszę jechać na wykłady… Zamurowało mnie, dosłownie…Odpisałam, że szkoda.

Pomyślałam sobie, no trudno, pójdę na ten piknik, pokaże się dowództwu i wrócę… Bez zobaczenia się z Żołnierzem. Choć poczułam się zawiedziona i rozśmieszona jego niezaradnoscią i brakiem zorganizowania…

Pochodziłam po pikniku,  pooglądałam wystawę sprzetu, poszłam jeść grochówkę. W miedzyczasie napisałam wiadomość, ze trudno, ale nie obejrzę jak on śpiewa w kompanii honorowej, bo o 12.45 mam autobus i nie mogę dłuzej zostać. Ta godzina chyba podziałała na niego jakoś specyficznie bo napisał mi, że dobrze, bo nie będzie się wiecej stresował, ale już 20 minut spaceruje i szuka auta pod blokiem, bo zostawił je wczoraj na mieści i musi je teraz znaleźć… i teraz to już na pwno nie zdąży przyjechać, tak, żebym była jeszcze w jednostce.

Więc moja wyobraźnia wyobrazła sobie tę sytuację następująco: Facet wyskakuje spod kołdry, wrzuca na siebie byle jakie ciuchy i biega dookoła bloku, próbując znaleźć swoje auto, by jak jak najszybciej nim pojechać do pracy… Komiczne…

Więc czekam, czekam, zjadłam jeszcze grochówkę, specjalnie wypiłam dwie herbaty, by się czymś zająć i… nic, jak go nie było tak go nie ma. W końcu nadeszła godzina i stwierdziłam, że idę na wcześniejszy autobus, bo to nie ma sensu… Miałam przed sobą jeszcze wykłady i dojazd na uczelnie.

Od tej pory Żołnierz się nie odezwał, a ja byłam rozłożona na łopatki niezaradnością dzisiejszego meskiego towarzystwa… Czy to jest jakieś pech? Dlaczego ja trafiam na jakichś nieudaczników, którzy nawet spotkania nie ummieją zaaranżować? Nie potrafią sie domyślić, że może trzeba by spiać tyłek wcześniej i przyjechać, by się z kimś spotkać? Dlaczego ludziom w dzisiejszych czasach an tym nie zależy?

Stwierdziałm, że ostatnie wydarzenia to jakaś komedia… Jeden się tylko wychwala i mnie chce dotykać, drugi nie potrafi się zorganizować nawet na tyle, aby wcześniej przyjechać do pracy i się zobaczyć…

Jeszcze wczoraj napisał do mnie F., który był żywo zainteresowany moją relacją z Top Gunem, bowiem on też już mu zaszedł za skórę tym swoim wychwalaniem się pieniędzmi i przechwalaniem na lewo, i na prawo oraz robieniem mu wyrzutów, tym, że F. również nie jest w wojsku… Nie poznaję go, kiedyś taki nie był… może tak rekompensuje sobie porażkę w relacjach damsko- męskich? W końcu został samotnym…

Sama nie wiem, co z Żołnierzem. Znowu mam ochotę to zostawić i tyle. Teraz już pewnie się nie spotkamy, nawet odechciało mi się do tego dążyć. To zawsze ja mam dążyć do spotkania, z którego i tak potem nic nie wyjdzie, bo ktoś inny nie umie się zorganizować, lub ma to gdzieś?  Może przyjdzie na te badania, które będę robić zołnierzom, a moze nie, jakoś powoli przestaje mnie to interesować…

Eh, to wszystko to jakiś czeski film!

pol_pl_Obraz-41009_1

Top Gun, Żołnierz, F., Piesek i ogólny mętlik w myślach!

Jestem w domu. Na reszcie. Brakowało mi tego… Przez te 4 dni czułam się jednak trochę oderwana od siebie, tyle sie działo w moim zyciu, a  tu kazano mi siedzieć na wykłądach, w sumie, nie kazano, ale musiałam, bo jeśli sie już czegoś podjęłam to chcę to zakończyć, natomiast za dużo się działo, by móc skupić się na wykładach. Myślami byłam gdzieś indziej…

Tak, jak już pisałam w poście na fecebooku, w sobotę widziałam Top Guna. Przeszedł koło mnie i nawet mnie nie poznał chyba. To dobrze, jednak zrobiło mi się jakoś smutno. Poczułam żal i niechęć do niego, jednak pojawiła się ta myśl, że „Mogło być tak pięknie…”, a nie jest… i nigdy już nie będzie. Spieprzona kolejna historia jakich wiele. Nasza historia… Kiedyś razem, teraz oobno…Ale ten stan jakoś minął. Powróciłam do siebie. Na drugi dzień, w niedzielę, poprosiłam koleżankę, aby wpisała mnie na listę na studiach z jednego kierunku, bo byłam na drugim. A ona przyszła pod koniec dnia i powiedziała mi, że mnie nie wpisała, bo Top Gun przyszedł do niej i powiedział jej, ze to on mnie wpisze, gdyż lepiej zna moje pismo i jest bardziej upoważniony do tego, by mnie wpisywać! Kiedy ja go w ogóle o to nie prosiłam!! I nie dawałam mu żadnego upoważnienia! W końcu nie wiem, czy mnie wpisał, czy nie, bo nie chciałam się o to pytać, by nie zaczynać znowu głupiej rozmowy. Dlaczego on to robi? Dlaczego wciąż próbuje mnie do siebie przyciągnać? Próbuje zrócić moją uwagę na siebie? Czy on na prawdę nie rozumie, że to już koniec? Że nie będzie drugiej szansy, że wykorzystał swój czas… Albo zgrywa się na takiego… Podejrzewam, co jest dla mnie bardzo smutne i bolesne, ale jakoś sobie z tym radzę, ze on uważa mnie za idiotkę, której można wszystko wmówić. To, ze byłam spokojna, chciałam rozmawiać i wytłumaczyć pewne rzeczy, spowodowało to, że on myśli, że będzie teraz przez chwilę dla mnie dobry i znów wrócę, że dam się owinąc wokół palca jak kiedyś, że jestem głupsza…. Mała, zestresowana, głupia lalka, z którą można robić co tylko się chce… To smutne…

Pogorszyła się też kontakt z F. Nie wiem czemu, moze przez to, że powiedziałam mu prawdę o mnie i o Top Gunie? Ale raczej nie wydaje mi się, by to mogło mieć wpływ, to raczej jego osobowość… F. jest specyficzny… Ostatnio nie napisał do mnie przez dwa dni, kiedy ja tego potrzebowałam, bo miałam wykłady, byłam zmęczona i miło by było  przeczytać jakieś miłe słowo, bo… odpoczywał. I resetował umysł… przez dwa dni i była cisza… Jeżeli już wyśle wiadomość to jedną na dzień, o 20.00 wieczorem. Nie odpowiada na moje wiadomości wcześniej… Nie wiem, co jest grane, czy taki po prostu jest, czy do innych też nie pisze całymi dniami, podejrzewam jednak, że Top Gunowi odpowiada… Fakt, że te wiadomosci są zawsze bardzo długie, ale przecież można pisać krócej,ale mieć jakiś kontakt… Nie rozumiem go… Jest tak zmęczony po pracy listonosza jeżdżącego autem? Na prawdę? Tak zmęczony, że nie może napisać „Dzień dobry, co tam u Ciebie?” Nie wierzę… Chyba, że ma jakąś niespotykaną męczliwość… Więc kontakt mamy, ale jakiś rzadszy i jest jakoś dziwnie.

Natomiast mam cały czas kontakt z Żołnierzem. Nie piszemy często, ale raz na jakiś czas, choć są to dość krótkie wiadomości. Kiedy go poznałam, też nie wydawał się bardzo rozmowny… Moja psycholog z jednostki stwierdziła nawet, że jest jakiś dziwny, ale potem, kiedy z nim rozmawiałam przez tę chwilę, fajnie się rozmawiało i nawet się uśmiechnął. Jest raczej taki małomówny, ale są takie momenty, że byłam zdziwiona podczas tego pisania. Wysłałam mu wczoraj rano zdjęcie swojego zwierzaka, na co wysłał odpowiedź „Śliczne” i emotkę z serduszkami w oczach… a potem wysłałam mu swoje zdjęcie ze zwierzakiem, w odpowiedzi wysłał mi kwiat. Albo wysyła mi naklejki takie śmieszne…  Ale może ta małomówność też spowodowana jest tym, że co drugi dzień ma służbę w wymiarze 24h, dlatego musi spełniać swoje bieżące zadania tam i nie może zbyt często odpisywać a potem odsypia. Na razie nie chcę się angażować i niczego siebie nie wyobrażam. Ot, po prostu chcę sobie z nim rozmawiać, nie mniej jednak to miłe uczucie, jak ktoś się interesuje kobietą. Ale dlatego też, że to takie miłe, boje się, że znów zatonę… wcześniej czy później i bronię się przed tym rękami i nogami… Jednak na razie nie zobaczymy się prędko, o ile w ogóle, kiedyś się zobaczymy. Bo ja, jak jestem w jednostce to muszę być przy mojej pani psycholog, a on ma swoje zadania i nie może chodzić sobie gdzie chce, np, do psychologa, by się ze mną spotkać, choć nawet nie wiem, czy by chciał… Zobaczymy, jak to wszystko się dalej potoczy, o ile w ogóle się potoczy, ale chciałabym.

No i jest jeszcze Pan Piesek… Chłopak, o którym tu pisałam we wcześniejszych notkach… Z którym chciałam się spotkać, ale on w tym czasie poszedł do innej. Mamy jakiś kontakt, choć raz jest lepiej raz jest gorzej, on cierpi… Myślę, że dobrym byłaby dla niego terapia własna, aby stanął na nogi i się pozbierał najpierw. Ma bardzo silną potrzebę posiadania kogoś, kogo mógłby obdarzyć uczuciem, ale przyciąga do siebie tylko nieszczęścia, które nie są w stanie mu tego zapewnić… A ja? Ja zrezygnowałam na razie z tego, by z tej relacji coś było… i nie dlatego, że mnie by nie wystarczył, bo kiedy kogoś pokocham na dobre to nie widzę poza nim świata… ale z tego, że on n razie sam plącze się miedzy kobietami, które go ranią, a ja tego nie zniosę… Chciałabym, abym w relacji była jedna.

Czasem zastanawiam, z iloma innymi kobietami pisze sobie Żołnierz? Uraz? Nie wiem, może… Ale z tego, co słyszałam na jednostce, to cztery dziewczyny już o nim mówiły i się za nim oglądały, jaki to fajny i w ogóle, inteligentny…

Mam niemały mętlik w głowie, ale ogólnie jest dobrze. Przykro mi jedynie z tego powodu, że Top Gun chyba uważa mnie za idiotkę… Ale nie myślę już o nim często, a przynajmniej nie tak często, jak to było kiedyś. Żal mi po prostu nas i tego czasu…

Jedyne, co jest bardzo pozytywne to to, że jestem uważna na siebie, na swoje emocje i nie traktuje ich jako nic nie znaczące. Przyglądam się sobie i mam wgląd w siebie. Zaczęłam szanować swoje myśli, swoje emocje i mieć jakby ze sobą stabilny kontakt, zaczęłąm szanować swoje wybory i decyzje i wiem, że nie jestem od nikogo zależna. To takie miłe uczucie!

girl-1848949_960_720

Niespodziewany powrót Top Guna…

Zdążyłam się z niego wyleczyć, zdążyłam zacząć żyć dalej… By dowiedzieć się w niedzielę, że on… Chcę do mnie wrócić. Powiedział to siostrzeńcowi. F. Powiedział, że chciałby się pozbierać i napisać do mnie, spotkać się…Nie daje już rady, że ciągle coś w nim tkwi, że czuje się źle, że cierpi po moim odejściu… Chciałby dowiedzieć się co u mnie, ale tego chyba nie zrobi, bo nie wie, jak ma się odezwać do mnie… Siostrzeniec napisał mi, że widzi, co się z nim dzieje. Jest rozwalony emocjonalnie po rozstaniu ze mną. Nie jestem mu obojętna i cierpi. Został w końcu sam… Całkiem sam… Żadnej z nas już nie ma…

Na co ja napisałam mu, że on miał już swoją szansę, wtedy kiedy się spotykaliśmy, kiedy mnie całował, kiedy się tuliliśmy, kiedy całował mnie w czoło, przytulal do siebie i mówił te wszystkie mile rzeczy, kiedy rozmawialiśmy o rodzinie i dzieciach… A wiedział jaka ma sytuację. To był jego czas. Ja musiałam to zostawić za sobą, bo to byłoby toksyczne…

Dopadł mnie stres ale poczułam też radość. Wiem, to może źle. Ale cieszę się, że już nie dałam się złapać w jego sidła. Nie rusza mnie to. Czuję ulgę i radość. A on.. Niech cierpi. Niech zobaczy jak to jest cierpieć, jak to jest stracić to, na czym człowiekowi tak bardzo zależy… Jak to jest stracić plan na życie, cała nadzieję i miłość, jak to jest zostać w pustce i w niej żyć. Może potrzebuje tego doświadczyć na własnej skórze by zrozumieć co zrobił? Choć on chyba tego i tak nie zrozumie nigdy… Jak to jest budzić się rano i nie mieć po co wstać z łóżka.

Zostawiłam to za sobą i jestem wolna! Wolna od niego! Napisałam F., że nawet nie chce go widzieć… Nie chcę się z nim spotkać. Nie chcę, żeby mnie cokolwiek z nim łączyło. Jestem wolna i pro uje spojrzeć w przyszłość. Jego przy mnie nie było kiedy zdychałam, kiedy czułam się fatalnie, kiedy wylądowałam na lekach, kiedy świat stracił kolory… Kiedy nic nie miało już sensu. On wybrał swoją drogę. Niech teraz idzie do swoich kobiet, do swojej kochanki, którą tak kocha, niech ona go przygarnie. Tylko, że ona tak samo ma go gdzieś… Może się na nim poznała już wcześniej?

Dla mnie to temat zamknięty. Nie chcę z nim być ani mieć kontaktu. Zranił mnie i oszukał. Odebrał cała nadzieję, ale się podniosłam. Idę dalej. Patrzę w przyszłość. Nie próbuję już trzymać się kurczowo przeszłości. Jestem z siebie dumna! Wczoraj powiedziałam to terapeutce, ucieszyła się, choć zazwyczaj jest poważna i nie okazuje radości. Czuję, że idę do przodu. Powiedziałam też F. prawdę o tym, co między nami było z Top Gunem. Znowu był w szoku bo nie wiedział, że to tak daleko zaszło. Napisał mi też, że Top Gun nie nadaje się do założenia rodziny i on sam sobie tego nie wyobraża, jakoby Top Gun miał założyć własną rodzinę.

Chłopak, z taką samą historią jak ja nie okazał się lojalny. Okazało się, że przespał się dwa razy z inną, wtedy, kiedy mnie opuścił. Dla mnie jest to sprawa jasna. Zrobił to samo, co Top Gun, więc raczej nie mamy o czym rozmawiać w kwestii dalszego poznawania się…

Plącze się w relacjach. Ale chciałabym kogoś mieć, nadszedł taki czas, że chciałabym patrzeć w przyszłość, może z kimś innym, dla kogo byłabym ważna…Terapeutka mówi, że mam zasoby i potrafię obdarować kogoś prawdziwą miłością, że to piękne… Jakoś wzrasta moja wartość przez jej słowa…

woman-570883_1280

 

 

Jest stabilnie!

Minęło parę dni, odkąd pisałam o moim słabym samopoczuciu, dziś pragnę Wam napisać, że jest stabilnie. Nie mam już takich dołów jak wcześniej. Co prawda od dwóch dni znowu mam natrętne myśli i nie potrafię zrealizować swojego celu, które sobie na te dni zaplanowałam, ale trudno. Może kiedyś uda mi sie ten cel zrealizować. Chyba nie pisałam tu o tym, że jakiś czas temu zaczęłam pisać. Zaczęłam przyglądać się swoim słowom i może coś z tego powstanie. Z chłopakiem o którym pisałam w poprzedniej notce, mam kontakt, powrócił, zaczęlismy rozmawiać, choć nie wiem czemu. Jest mi nadal przyko, że tak się zachował. Jakbym nic nie znaczyła. Mam żal do niego chyba, o to, że kiedy ja byłam z nim przez ten cay czas to on tego nie dostrzegał i z dnia na dzień poszedł sobie do osoby, której nawet nie znał. Poznałam też kogoś nowego, na razie piszemy sobie, nie patrze na niego jako na potencjalnego partnera, po prostu, kolega do pogadania, popisania, tyle. Za bardzo się różnimy pod pewymi względami. Przyglądam mu się, fajnie, że jest i już. Realizuję też praktyki w wojsku. Nie wiem, czemu tam poszłam. W sumie, chyba przez niego, ciągnęło mnie do wojska… No i mam. Pierwsze dni na jednostce były cieżkie, gdyż przypominała mi sie cała przeszłość, calusieńka, te mundury, ci żołnierze…wszystko wróciło, wszytściuteńko, jego słowa, gesty, czyny, spojrzenie w oczy… Na dodatek jeszcze zostałam sama. Było cieżko, ale nie poddałam się, nie załamałam jak poprzednio, nie wiem czemu w głowie kołatały mi takie myśli, że może tak musi być? Moze muszę zostać sama? Było cieżko, ale znośnie, martwło mnie tylko to, czy jeśli tak będzie dalej, to czy dam radę wytrzymać w tej jednostce.

Jednak z czasem wszystko się uspokoiło. Teraz jest już lepiej, o dziwo, namawiają mnie tam, abym szła na oficera!?? Co? ja w wojsku? Ja oficerem?? Przecież to on miał zostać oficerem, nie ja… ale… może to szansa? Powoli odczarowuję to wszystko, co tak pokochałam w tym środowisku. Zobaczyłam, że nie jest to już takie nie wiadomo co, że to zwykłe środowisko pracy. Z drugiej strony, gdyby mi się udało rzeczywiście dostać na tego oficera i zdać egzaminy, to byłaby droga do zapewnienia sobie przyszłości… bo nie mogę liczyć na nikogo prócz dwóch osób, przynajmniej narazie…

Top Gun nie odezwał się do mnie, nawet podczas zajęć na uczelni, nie napisał. Czekałam, czy to zrobi, bo mnie na tych zajęciach nie było, ale nie zrobił. Poczułam ulgę, poczułam, że się od niego uwolniłam, że już mi nie zagraża.

Wczoraj wypadek w Kuźni, zginęli żołnierze z jego jednostki… smutne to, ale mam różne myśli co do tego wypadku apropos niego. Nie wiem, może nie jestem dobrym człowikeim, ale jakby trochę pocierpiał to może by coś sie w nim zmieniło. Nie byłby już takim skurwysynem. Choć pewnie nic by to nie dało… Po prostu żal mi tego cierpienia, które ja przeszłam…

Zobaczymy jak to wszystko się pukłada, z tyłu głowu coś mi świta cały czas o wojsku, że może to własnie tak miało być, że to może i szansa dla mnie…. na razie, jest stabilnie.

Przefarbowałam włosy na czarno, pierwszy raz w życiu i dobrze mi z tym! 🙂

girls-555657_960_720

 

„Samotność, to taka straszna trwoga… Ogarnia mnie, przenika mnie…”

Długo tu nie pisałam. Co się działo? Było dobrze! Co z moimi emocjami? Niestety, prawda jest taka, że nie czuję nic, jestem jakby wyzuta z uczuć, nie umiem kochać, nie umiem ufać. Dziś znowu zadziało się coś bardzo dziwnego i złego w sumie, ale w moim życiu to standard. Otóż, jakiś czas temu poznałam pewnego chłopaka na portalu o depresji, kiedy wychodziłam z dołka po Top Gunie, on mówił mi, że chce być tylko ze mną, ale nigdy się nie spotkaliśmy, rozmawialiśmy tylko przez internet. Z początku nie wydawał mi się dobrym materialem na partnera, sam miał bardzo poważne problemy bo się ciął, a ja mam dość swoich problemów, czyichś już nie zniosłabym, tak mi się wydawało. Ale stopniowo się do niego zaczęłam przekonywać, był dla mnie miły i pomagał mi, dziś chciałam mu powiedzieć, że moze byśmy się spotkali, poznali, czy w ogóle do siebie pasujemy, gdyż spotkaliśmy się oboje w niełatwym momencie życia. Bowiem jego dziewczyna zrobiła mu dokładnie to samo co mnie Top Gun, więc mieliśmy o czym pisać… Kiedy on dziś rano napisał mi, że poznał kogoś wczoraj i jest już szczęśliwy. Zajął się na gwałt szukaniem dziewczyny? Po co mówił mi, że mogę być dla niego lekarstwem na wszystko? Wysyłał mi gify o przytulaniu… Słowa dla ludzi teraz nic nie znaczą… gesty też nie? Przykro mi się zrobiło. Znowu zostałam tą gorszą? Terapeuta na pewien czas, jak jest źle, a jak jest dobrze, to przysłowiowego kopa w dupę i dowiedzenia? Po co to wszystko..? Może nie powinnam tego pisac, sęk w tym, ze już nie mam nawet do kogo się odezwać…

Z F. też już rezygnuję, on z kolei może by i się tak nie zachował, bo nie ma z kim, ale nie jest ogarnięty życiowo. Mia do mnie przyjechać tydzień temu, zapraszałam go, ale nie przyjechał. W ogóle nigdy nie wyszedł z inicjatywą, aby się spotkać. Zawsze to ma być moja inicjatywa? Nie chce ani isć na studia, ani się usamodzielnić, ani zmienić pracy na lepszą, niczego nie chce…  Dlaczego spotykam takich ludzi? Ile jeszcze tego? Ile takiego traktowania zniosę? Nie mam już sił… Czuję, że lece znów w dół, a już było dobrze.

„Samotność, to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie…(…)”

Kochany Riedel, zawsze mi pomagają jego słowa w takich chwilach, choć nie czuję się taka samotna w emocjach, ktoś miał podobnie…

Bez faceta mi lepiej, niż z facetem!

Wczoraj wieczorem naszła mnie dziwa refleksja, mianowicie, nie poznaje siebie!  Wydaje mi się, że każdy będzie mnie ranił. Zdaje mi się, że bez faceta jest lepiej niż z facetem bo przynajmniej nikt mnie nie rani. Zawsze pragnęłam czyjejś bliskości i teraz się gubię, nie poznaje siebie… czyżbym nie chciała nikogo? To chyba nie tak… to chyba ze strachu… tak bardzo boję się zranienia, kolejnego bym już chyba nie przeżyła, a przynajmniej nie na ta skalę co poprzednio. Odcinam się od tego wszystkiego, to już tak nie boli, ale nie wiem co z przyszłością… teraz zaczęłam doceniać swoją samotność… przynajmniej nikt mnie nie rani… Nie chcę ładować się w związki, nie chcę już niczego na siłę wyznawać. Nie chcę nikogo. Chyba samej mi lepiej. Nie wierzę już w to, ze kiedykolwiek się uda, że spełnię swoje marzenia, że spotka mnie sielanka. Nie wierzę już w tą bajkę o królewnie i królewiczu…

Z F. jest dobrze. Nie mam kontaktu z Top Gunem i nie czuję się jakoś samotna. Pewnie to przez F. Trochę się boje, że gdybym znowu straciła jego to wszystko by się powtórzyło, cała depresja by wróciła, choć może nie z taką siłą. Zastanawiam się też, czy po tym wszystkim potrafię kochać… zakochać się, zauroczyć? Kiedy poznałam F. Tak jakby wszystko wróciło, te piękne uczucia, takie wzniosłe. Teraz już sama nie wiem, kiedy przy nim jestem znowu to czuje,  boję się, że znowu się zatracam, ale kiedy go nie ma to tak jakby wszystko ode mnie odlatuje… Wiem, że to Top Gun był moją największą miłością, miłością mojego życia, czy kiedykolwiek będę jeszcze potrafiła tak kochać? Tak mocno, aż do bólu? Czy potrafiłabym tak pokochać F.? Wiem, że go lubię, bardzo go lubię, ale czy to by mogła być kiedyś miłość? Jakbyśmy oboje chcieli? Bo musimy oboje chcieć… Nie wiem, czy mogłoby to się stać rzeczywistością? Teraz rzeczy dzieją się wolniej, nie jest to wszystko takie szalone jak z Top Gunem. Może to i dobrze, ja potrzebuje teraz spokoju.

W głowie mam jeszcze jedną osobę, osobę, która się stara i mnie rozumie, jednak jest jakby „z innego świata”, ma swoje problemy, ma taką samą historię jak ja, kiedyś już chyba o nim pisałam… Nie wiem, czy to czyta, bo on wie o istnieniu mojego bloga. Nie wiem, co mam z tym zrobić, z jednej strony chciałabym tę osobę zatrzymać, z drugiej tak samo się boje, że nasze problemy mogłyby nas pociągnąć na dno… Nie wiem, co robić… Dodatkowo ze stronki na fejsbuku co róż dostaję od mężczyzn propozycje związków…To czasem zabawne, ale jak na to patrzę to wyłania się tragizm.

woman-1320810_960_720

Randka…

Ten tydzień był szalony. W głowie kołatało mi tyle różnych myśli, że nie sposób ich zliczyć. Ostatni post był  o tym, że poznałam pewnego pana D. I od tej pory cała ta depresja związana z Top Gunem minęła. Jakoś się uspokoiłam, uporządkowałam swoje myśli, nie, nie leczę się wcale innym facetem, jestem sama. Po prostu zrozumiałam, że na jednym świat się nie kończy i, że mogę być jeszcze kiedyś dostrzeżona i akceptowana, mogę fajnie spędzać czas, mogę o nim nie myśleć, mogę nie mieć flash backów, mogę iść dalej…

Przez ten tydzień próbowałam się skontaktować jakoś z panem D. Jednak odpowiedział tylko na jedną wiadomość i dalej zamilkł. Pomyślałam sobie, no cóż, trudno, jego strata. Jednak wczoraj o dziwo sam się odezwał i tak,  jak to wykazywał tydzień temu, chciał się spotkać. Więc umówiliśmy się na spotkanie. Przed spotkaniem jeszcze musiałam podjechać na uczelnię, załatwić dwie sprawy i choć miałam mieć cały dobry dzień, spotkałam na uczelni Top Guna… Najpierw mnie nie zauważył, potem zauważył, potem chciał pocałować, więc się odsunęłam, poczułam tylko jego oddech na moich ustach, a potem powiedział, że ma coś dla mnie i wyciągnął z plecaka witaminy. Mało myśląc wzięłam je, choć teraz myślę, że do niczego mi one nie są potrzebne, ale dla świętego spokoju… Potem powiedziałam mu, że muszę już iść, chciał iść ze mną, ale przecież nie zabiorę go na randkę z D. ,odsalutowałam i poszłam swoją droga z uśmiechem na ustach. Jednak poczułam, że pod tym uśmiechem coś było. Coś we mnie, jakiś smutek… smutek, że mimo wszystko go straciłam? Nie wiem, nie chcę myśleć już w kategoriach „o, jaki fajny facet”… Przez ten tydzień poukładałam sobie wiele rzeczy w głowie, między innymi to, że mi nie zależy, że nie muszę mieć z nim kontaktu, wręcz zaczęło mnie to denerwować, że do mnie pisze. Stwierdziłam, ze mam swoje życie i nie muszę z nim być złączona non stop. Odzyskałam przez ten czas swoją indywidualność. A dziś, dziś poczułam jakiś smutek, choć wiem, że on nigdy chyba nie widział we mnie kobiety, tylko koleżankę, a ja mam już dość po tylu miesiącach bycia koleżanką.

Potem zaraz poszłam na spotkanie z D. Przyszedł, choć wątpiłam w to, czy przyjdzie. Poszliśmy na kawę i coś zjeść. Nawet przyjemnie się rozmawiało. Poczułam jakąś taką świeżość w tym wszystkim, jakaś nowa osoba… choć nie weszliśmy na tematy bardzo osobiste, jak poprzednio to było po prostu miło się spotkać i porozmawiać. Potem szedł na basen, a ja wracałam do domu. Na pożegnanie go przytuliłam, sam się zapytał, czy go przytulę…

Powiedział, że się odezwie. Sama jeszcze nie wiem, co o nim sądzić. Może jest za wcześnie na jakieś osądy? Ale miło mi w jego towarzystwie.

Z drugiej strony wydarzyła się też rzecz bardzo dziwna. Odnowiłam stare kontakty i znalazłam też tam niejakiego pana A, który podczas jeszcze mojej depresji, dzwonił do mnie i pytał się mnie, jak się czuję i się o mnie troszczył. Jemu opowiedziałam o całej tej sytuacji z Top Gunem, o tym, co mi zrobił…o tym, że mam depresje, że bardzo źle się czuję. W pewnym momencie zaczęłam traktować go jak brata, bo był ze mną, wspierał mnie ostatnio, rozmawiał. Z tym, że ja myślałam, ze on również myśli o mnie jako o koleżance i niczego więcej nie oczekiwałam. Bo i teraz przyjęłam taką postawę, że niczego nie oczekuję. Traktuję ich jako kolegów, ale nie wierzę od razu, że coś z tego będzie… Nie robię sobie żadnych nadziei, bo nie chcę się już więcej rozczarowywać. Muszę też dać sobie czas dla siebie. Ostatnio, na samym końcu mojej depresji, bardzo chciałam, by Top Gun wiedział, jak ja cierpię, jak bardzo mnie zranił, jak nie mogę przeżyć kolejnego dnia bez bólu psychicznego, ale potem sobie pomyślałam, że on i tak tego nie zrozumie. Może w tym jest trochę mojej winy, bo gdybym zerwała od razu kontakt to może coś by do niego dotarło. Teraz jest już na to za późno. On mnie nie będzie w tym wspierał, nie będzie rozmawiał, on to ma gdzieś. Kiedy zaczęłam mu coś mówić…. Powiedział mi tylko, że jestem silna, że dam sobie radę i tyle. Zrezygnowałam z mówienia mu o tym. On nie wie co mi zrobił i nie zdaje sobie nawet z tego sprawy, przeszedł nad tym do porządku dziennego, to dlaczego ja nie mogę? Niech sobie żyje w tej swojej nieświadomości… słodkiej. I niech nadal pomaga ubogim i bezdomnym, tylko jedną osobę, która na to na prawdę nie zasługuje, bo przy nim była i jest, i która na prawdę go kochała odrzuca cały czas… Nie rozumiem tego, ale jak czegoś nie rozumiem to trzeba to zostawić…

Zastanawiałam się też ostatnio nad tym, co się ze mną działo przez ten czas od kwietnia… Doszłam do wniosku, że przeżyłam epizod depresyjny, kolejny już i bardzo ciężki. I wyszłam z niego. Jestem z siebie dumna. Nie czuję już takiego bólu psychicznego.

***

Wczoraj odbyłam też rozmowę z panem A. To była dziwna rozmowa. Wiem, że się o mnie stara, ale nic z tego nie będzie. Pan A. po raz pierwszy przez pół godziny przekonywał mnie wraz z kolegą, że marihuana jest dobra i powinnam zacząć ją palić, a już na pewno nie uważać ją za narkotyk… I mówi mi to facet 24 lata, który chciał być ojcem dla dziecka swojej poprzedniej dziewczyny z innego związku… A jego kolega też mnie chciał przekonywać, jednak co drugie słowo zaczynało się na k, już nie mogłam tego słuchać… I tak sobie pomyślałam o różnicach w potrzebach kobiet i mężczyzn w tym wieku. Oczywiście nie wszystkich, mam nadzieję, choć takowych nie wiedzę na chwilę obecną, ale jednak… Kobieta by chciała, żeby ktoś był, żeby przy niej trwał, czuwał, żeby ją wspierał, żeby potrafił dać z siebie coś dla tego związku, żeby był oddany, żeby można z nim było porozmawiać, żeby rozumiał, żeby chciał tego samego… A mężczyźni czasem zachowują się jak duże dzieci, które wiecznie chciałyby się tylko bawić, czasem nie zważając na konsekwencje…  Na koniec padło jeszcze takie zdanie, że się różnimy, ale to musi się zmienić… Na co tylko odpowiedziałam, że ja się  nie będę dla nikogo zmieniać i swoich poglądów również nie.

Potem posmutniałam tylko, bo pojawiła się myśl, że szkoda, że nie wyszło z Top Gunem. Jesteśmy czasem jak dwie krople wody. Spojrzymy na siebie i już wiemy o co chodzi. Ale może tak musi być?

Z tego wszystkiego wysunął mi się taki wniosek, że lepiej być samemu, niż ładować się w kolejne dziwne relacje… A tymczasem czekam na wiadomość od D.

dress-864107_960_720