Poczułam ulgę i spokój.

Od kiedy powiedziałam F. o mojej historii z Panem ze skrzydłami, o tym, jak mnie poniżał, krytykował (choć tego nie pisałam tutaj na blogu, bo było mi zwyczajnie wstyd pisać o takich rzeczach), a w końcu uderzył w twarz, było mi jakoś przykro i smutno. Wszak podobno o byłych się nie mówi, ale to samoistnie tak jakoś wyszło w rozmowie. Wiem, że chciał to wiedzieć, tylko nie wiedział, jak się o to zapytać, żeby mnie nie urazić. Cóż, stało się, powiedziałam mu, aby wiedział z czym musiałam się mierzyć i, że teraz niektóre moje myśli mogą być nieco nacechowane przez pryzmat tego, z czym się spotkałam w de facto pierwszym swoim dłuższym związku… Jednak kiedy mu to powiedziałam bardzo się bałam, że popatrzy na mnie przez to i ,że nie będzie mu już zależeć, że się ode mnie odwróci.

Natomiast tak się nie stało… Dalej mu zależy i nic między nami się nie zmieniło. Poczułam ulgę i spokój. Poczułam się zaakceptowana z moją historią. Co prawda, on raczej takiej nie miał, ale to może i dobrze, przynajmniej dla niego… Od wczoraj czuję się spokojna i zadowolona, jakoś minęły te myśli o całej historii Top Guna, choć zastanawiam się, czy aby tak miało być? Może gdybym poznała go w innym momencie życia, teraz byłabym z nim? A może nie?  I tak mnie odtrącił, napisał,że do siebie nie pasujemy, może  winnym momencie życia też by mnie odtrącił. Wczoraj zaczął jakąś rozmowę, którą natychmiast urwał, bo napisał, że idzie spać… Wiecznie mnie olewa i odtrąca… Nie chce mi się nawet z nim gadać. To nie ma sensu, te rozmowy z nim teraz… ale muszę wytrzymać jeszcze jakoś rok, póki nie rozstaniemy się na studiach…

A z F. Nie wiem co będzie, jednak na chwilę obecną cieszę się, że go poznałam, napisał mi wczoraj, że cieszy się, bo wreszcie może do kogoś pasować i to takie miłe uczucie do kogoś pasować…  Docenia każdy mój gest i miłe słowo. To ważne dla mnie. Są już jakieś plany na wrzesień, na wspólną wycieczkę i miły dzień, choć nie wiem czy kiedykolwiek razem będziemy, na razie niczego nie zakładam. Chcę żyć chwilą i tak mi dobrze, przynajmniej na razie. A życia… chyba nie da się przewidzieć…

water-1245677_960_720

Reklamy

Spotkałam się z nim!

Jakiś czas temu umówiłam się z F. na spotkanie, o czym tu pisałam. Miało być to w niedzielę, ponieważ ja pracuję i nie mam zbyt wiele czasu, tylko taki termin wchodził w grę… ale z tym nie było problemu bo on się dostosował.

W sobotę byłam na wycieczce i choć było miło i przyjemnie to w głowie ciągle miałam to jutrzejsze spotkanie z nim. Na wieczór się popłakałam. Wiedziałam, że może mi się spodobać, a wiedziałam też, że nie pozwolę się sobie tak od razu w pełni zaangażować, bo to przecież rodzina Top Guna… może mnie w każdej chwili zranić, bo może być i w tym aspekcie podobny do niego…

„Nawet mnie nie znasz, ale obiecaj
Poświęcisz jedną chwilę, albo dwie
Kiedy obejmiesz, poczuję siłę
Tak trudno będzie się pożegnać z życiem tym..”

Przyjechał do mnie wczoraj rano… Wysiadł, przyniósł  i dał mi czekoladki. To było miłe, bo od nikogo w życiu na pierwszym spotkaniu nie dostałam czekoladek. Spędziliśmy prawie cały dzień razem na rozmowie, jedzeniu, śmianiu się, oglądaniu zdjęć, głaskaniu zwierzaków. Zegar wybił w końcu 18:24 i myślałam, że będzie się zbierał już do domu, kiedy on, ku mojemu zdziwieniu zaproponował spacer… więc poszliśmy na spacer laskiem. Opowiadał mi o swojej pracy, o swoich młodzieńczych  przygodach z kolegami, opowiadał mi też o Top Gunie… Choć unikałam tematu jak mogłam. Dowiedziałam się kilka smutnych prawd o nim. Nie dostał się do wojska dlatego, że jest taki wspaniały, tylko, że jego szwagier jest komendantem policji i zagadał z kim trzeba było…  Dodatkowo dowiedziałam się, że nigdy nie byłam dla niego ważna jako partner do rozmowy, bo F. był dla niego w tej kwestii ważniejszy…. I ostatnio pogadali sobie na temat relacji Top Guna z kobietami i podobno ma być dobrze, ale co to oznacza, tego nie wiem… Przyznam, że zrobiło mi się smutno, ale nie dałam tego po sobie poznać. Nawet nie wiem czemu, przecież nie powinno mnie to już ruszać… Sprawa z Top Gunem to sprawa  skończona.

Nie wiem, jak to się stało, ale… powiedziałam F. o Panu ze skrzydłami. Powiedział, ze sam chciał wiedzieć, ale nie miał odwagi się zapytać o to, czy byłam kiedykolwiek w związku i jakim… Może źle zrobiłam, podobno o byłych się nie rozmawia… Sama nie wiem, gryzę się z myślami teraz. On to wszystko zaakceptował, powiedział, że to przecież nie moja wina, że szukałam miłości i czułości i za moją czułość on nie miał prawa mi czegoś takiego robić, by mnie poniżać, czy uderzyć w twarz…Powiedział mi, że teraz już będzie lepiej i już czegoś takiego nie będę przeżywała, na pewno…

O Top Gunie i naszej dziwacznej, pokręconej relacji mu nie powiem, żeby się nie poczuł jak plaster na Top Guna,że jest tylko lekiem na zranienie, więc przynajmniej na razie mu nie powiem. Nie chcę go ranić i mówić mu, że o mało nie przespałam się z jego wujkiem, a teraz przychodzę do niego… To mogłoby go zranić, gdyby się jednak zaangażował w jakiś sposób, a tego na razie nie wiem. Uważam, że to nie fair.

Do czasu tego spotkania żyłam tylko nim, zastanawiałam się jak to będzie, targały mną różne emocje. Rano było chyba najgorzej. On nie mógł jeść, ja w miarę, ale był jednak stres, w końcu to siostrzeniec Top Guna. A wczoraj, po tym spotkaniu z nim, poczułam jakiś spokój wewnętrzny, że wszystko jest dobrze. Przy nim mogę być sobą. Tak spokojnego i jakiegoś takiego wrażliwego człowieka jeszcze nie spotkałam na swojej drodze. On jest jeszcze bardziej wrażliwy jak Top Gun i jeszcze mocniej wszystko przeżywa, każdy mój gest, spojrzenie, dotyk, jak mi o tym pisał dziś, to aż zrobiło mi się ciepło. Jak na koniec uściskałam go na pożegnanie to objął mnie i nie chciał puścić i tak staliśmy przytuleni z dobre pół minuty nie mogąc się rozstać, a wiedzieliśmy, że za chwilę to nastąpi. Napisał mi potem, że nie chciał odjeżdżać, że tak mu było dobrze ze mną…

Pojechał jakoś bardzo szybko… Potem wróciłam do normalności ale jakiś niedosyt pozostał. Na odchodne powiedział mi do następnego razu, więc pewnie chciałby się jeszcze raz spotkać, cieszę się z tego!

Cieszę się, że na reszcie jest dobrze! Dzięki niemu przestaje myśleć co zrobił mi Top Gun, o tej całej jego poplątanej sytuacji, nie chcę już jej rozwiązywać w żaden sposób, nie chcę się w nią mieszać,poczułam wreszcie, że mam swoje życie i prawo do tego, aby go mieć, mieć swoje sprawy i inne osoby wokół siebie niż Top Gun.

O dziwo, jak wcześniej, przed poznaniem F. moja rodzina była przeciwna tej relacji, tak po jego poznaniu poczułam, że mam ich wsparcie. Tego też się bałam, że go nie zaakceptują i, że jeśli byśmy się zaangażowali to musielibyśmy się temu wszystkiemu przeciwstawić, ale teraz myślę, że może aż tak źle nie będzie.

lovers-1676972_960_720

Nie wiem, jak będzie, nie robię sobie nadziei i planów choć rozmawiamy o planach na przyszłość każdego z nas, czy o tym, że chcielibyśmy mieć rodzinę, bo to najważniejsza wartość w życiu, wspierający się i kochający wzajemnie ludzie. I o takich bardzo dalekich marzeniach, że i on i ja chcielibyśmy mieć i córkę i syna w przyszłości.  F. opowiedział mi też, że nie miał jakby stałego związku, pisał z jedną dziewczyną, spotkał się z nią po roku, gdzie w międzyczasie był na służbie przygotowawczej do wojska, ale nie pasowali do siebie, ona go wyśmiewała i jego wartości również. Od tej pory nie miał nikogo…

Cieszyła mnie ta szczera rozmowa z nim, w końcu widzieliśmy się pierwszy raz… a poczułam jakieś ciepło od niego i akceptację, że mogę się otworzyć i nie zostanę odepchnięta.Oboje też się sobie spodobaliśmy. Bardzo się z tego cieszę. F. mnie nie denerwuje, nie robi mi jakiś dziwnych akcji, czuje się dobrze, nawet zasłabnięcia minęły. Jest dobrze i spokojnie! 🙂

 

 

Szczęście i beznadzieja we mnie…

 

05.08.2019:

Myśli mi się mieszają. Od czasu kiedy poznałam F. mam niemały mętlik w głowie. Na początku zapaliła mi się czerwona lampka-przecież to jego siostrzeniec, ten kontakt nie może dobrze się skończyć. I chciałam odpuścić, ale mimo wszystko, po stracie Top Guna byłam sama, samotna i lepiej mi było, gdy ktoś się do mnie oddzywał. Tak zaczęliśmy rozmawiać… A on był tak podobny do Top Guna!

Potem wyslalam mu zdjęcia, nie spał calą noc. Top Gun też widzi, że młody się chyba zakochał i pisze mi to. W czwartek lub piątek pierwszy raz poczułam coś takiego, czego nie czułam od bardzo dawna. Spokój, najprawdziwszy spokój. Poczułam, że nie muszę się szarpać, że komuś na mnie zależy… Że nie jestem taka samotna. To było piękne!

Wczoraj rozmawialiśmy o spotkaniu…. Chce się z nim spotkać by go poznać, zobaczyć jaki jest w rzeczywistości, zanim zacznę sobie wyobrażać na jego temat Bóg wie co, a potem się zawieść… Choć chyba już zaczęłam… On też jest takiego zdania, aby się poznać i potem nie rozczarować bo jak się nie pozna człowieka to zaczynamy sobie coś wyobrażać a potem to może okazać się nieprawdą. I jest rozczarowanie. A jeżeli się go pozna, można go tylko zaakceptować bądź nie. Ale doszliśmy do wniosku, że chcemy się poznać.  Mimo całej sprawy z Top Gunem i Top Guna z boku.

Kiedy mu napisałam, żeby do mnie przyjechał, odpisał, że poczuł takie coś jakby uderzenie w ściane, taki ucisk w środku z termy i podekscytowania.. Zapytałam go, co by było, gdybyśmy się sobie spodobali?  Odpowiedział również pytaniem, czy to byłoby źle, gdybyśmy się sobie spodobali? Napisał mi, że jest ciekawy mojego głosu, zachowania. Napisał też, że mu się podobam. Jednak chciałby, żeby ktoś w nim dostrzegł piękno jego wnętrza a nie tylko wyglądu. Zastanawiam się czy mogłabym mu to dać? Chyba tak…

W końcu ma te cechy, które tak bardzo pokochałam w Top Gunie… Tak sobie o tym myślę, że gdybyśmy się sobie naprawdę spodobali to byłabym naprawdę szczęśliwa! Miałabym wreszcie te cechy, które tak pokochałam w Top Gunie, ach! I gdyby to wszystko wyszło, to wreszcie wiedziałabym, że to wszystko co przeszłam z Top Gunem, to całe moje ogromne cierpienie, to, że nie mogłam podnieść się z łożka, miałoby sens. Bo gdybym wtedy się poddała i zerwała kontakt całkiem z Top Gunem nie poznałabym F.

Na razie chcemy sie poznać i zobaczyć czy siebie akceptujemy, czy sie sobie podobamy… Nic na siłę, jeśli nie będzie zakochania z dwóch stron to będzie to kiepskie, dlatego trzeba się przekonać czy coś takiego się wytworzy. Bo to musi być zakochanie a nie relacja „żeby tylko ktoś był”. Tak bym chciała przynajmniej. Do tej pory nikt prawdziwie mnie nie kochał… Zawsze to ja kochałam, starałam się, dlatego teraz bym chciała aby jeżeli juz to aby było to albo z dwóch stron albo wcale. Ale z tego co widzę to jemu też zależy na mnie.

Mam takie momenty, że czuję coś bardzo pozytywnego, jakąś euforię, coś takiego, co rozpiera od środka. A za chwilę wydaje mi się, że to nie ma sensu, to się nie uda… Przychodzi zwątpienie. I tak sobie trwam na tej huśtawce…

08.08.2019:

Wczoraj miałam dzień zwątpienia. Mamy się spotkać w niedzielę. Wydaje mi się, że w niedzielę wszystko się rozpadnie w drobny mak. Dlatego wiem, że muszę się cieszyć chwilą, która trwa obecnie, tym, że mam z nim kontakt, tym, że jemu zależy.

Dowiedziałam się też, że F. Szykuje dla mnie niespodziankę na niedziele. To było takie miłe. Top Gun nigdy nie szykował dla mnie niespodzianki przez ten cały rok znajomości.

Wczoraj też byłam niemiła dla Top Guna. Zapytał się mnie co tam u F. Chcialam mu odpisać, że dobrze i urwać temat, ale napisałam, czy sam mu nie może napisać? Na to Top Gun mi odpisał, że napisał mu, że spotykamy się w niedzielę. Już się dowiedział, eh… Nie chciałam by się dowiedział przed spotkaniem, tylko po, ale w sumie, co to zmienia… Z Top Gunem i tak już skończyłam i muszę to zaakceptować…

Boję się spotkania z F. choć czekam też na niego z jakimś ustęsknieniem. Jest tak podobny do Top Guna, nawet z wyglądu a tęsknię za tym wyglądem, bardzo. Wiem, że Top Guna nie zobaczę wcześniej niż w październiku, z resztą, nie chcę już go widzieć. Wszystko się rozpadło…

I chciałabym mu to zaśpiewać:

„Twój pewny krok, każde spojrzenie
Ukrywa coś, znów gubisz się sam
Zabieram ci ostatnią nadzieję, wiem
Nie powiódł się twój misterny plan
Skąd w tobie ten gniew
Powiedz to
Skąd w tobie ten chłód
Zaskoczę cię, wiem
Mówiąc to, że między nami jest już skończone

I mimo, że masz u stóp cały świat
To wszyscy widzą
Twój każdy dzień wypełnia ból
Nie łatwo jest tak zapomnieć gdy żal
Jeszcze nie minął
Bez cukru życie poznaj znów
Tylko pieprz i sól”.

Praca mnie zabija, zabija całe szczęście jakie w sobie mam, nie ma już tej euforii, ale nadal czuję spokój. Mam na głowie tyle obowiązków, że nie wiem czasem do czego mam ręce włożyć, ale jest dobrze. Czasem zastanawiam się jaką niespodziankę F. dla mnie szykuje. I czasem nie wierzę, że to się dzieje na prawdę… Gdyby to wyszło, miałabym wszystkie te cechy, które tak bardzo pokochałam w Top Gunie. A myślałam, że w życiu jest tylko jeden taki cud, i drugiego takiego nie będzie…

„Horoskopy mówią, że ułoży się, chyba nie mnie.
Mnie chyba nie
W życiu tylko jeden cud
Już nie będzie go
Wargi gryźć do samej krwi
Z bólu w niebo wyć…”

Dla mnie tym cudem był Top Gun. Pokochałam go najprawdziwszą miłością jaką mogłam i nikt po nim tak mi się nie podobał, choć próbowałam sobie znaleźć kogoś zupełnie innego… to nie było to. Po prostu nie, aż nie poznałam F. Wtedy coś drgnęło.

Mam mętlik w głowie… nie wiem, czy mam się cieszyć czy smucić, z jednej strony chciałabym się cieszyć, ale z drugiej nie wiem czy mi wolno, przecież jeszcze nic się nie stało, nie zadziało, po prostu rozmawiamy. Trwam w jakimś dziwnym zawieszeniu… w oczekiwaniu, ale wiem jedno. Jest mi lepiej!

 

Najprawdziwsze Szaleństwo!

Wróciłam! Długo mnie nie było… musiałam chyba się poukładać. Z resztą, nie miałam siły pisać, bo całe dnie spędzam w pracy, często od poniedziałku do niedzieli a po pracy jestem tak zmęczona, że padam na łóżko. To, co się wydarzyło od czasu mego ostatniego wpisu przerosło moje najśmielsze oczekiwania.

Byłam smutna i jakoś tak doskwierał mi brak Top Guna w wakacje, założyłam sobie więc konto na pewnym portalu, by kogoś poznać. Nie wiem czy to z nudów, czy bardziej z ciekawości. Po pewnym czasie poznałam tam A. W tym czasie urwałam całkowicie kontakt z Top Gunem. Chciałam jakby zacząć wszystko na nowo, poznać kogoś nowego, oderwać się od tego „starego życia”, może się na nowo zakochać… Z A, umówiłam się na dzień. Przyjechał do mnie do domu, rozmawialiśmy głównie o byłych, ale gdy go poznałam wydał mi się tak bardzo podobny z wyglądu do Pana ze Skrzydłami, że szok, a tego nie miłość, Top Gun, Fcierpię szczerze. W trakcie tej rozmowy zaczęliśmy się całować. I choć na początku wydawało mi się, że coś poczuła, to późniejsze zdarzenia zweryfikowały wszystko…. Ja tylko udawałam. Wmawiałam sobie, że to to właściwe. Pisaliśmy całe dnie i mieliśmy się spotkać za tydzień znowu u mnie, ale w czwartek tego tygodnia, w którym się widzieliśmy napisał mi, że nie dogadamy się, bo przez godzinę nie odpisałam mu na sms  i „pa pa”. Zszokowało mnie to. Przecież na spotkaniu mówił, że mnie nigdy nie odepchnie jak Top Gun, że będzie zawsze przy mnie  a teraz tak łatwo rezygnuje? Próbowałam to ratować, wytłumaczyć mu, ze nie mogę po prostu tak często pisać, ale już wiedziałam wtedy, ze z tego nic nie będzie. Bo jak mam być z kimś, kto zawsze może mi powiedzieć „pa pa” bez powodu? I żyć w wiecznym strachu? Tak się nie da! Tak bardzo się tym przejęłam, że w piątek kolejnego dnia zemdlałam w pracy i musieli mnie ratować… Wtedy też napisał do mnie Top Gun, a ja w takim stanie, ledwo żywa, napisałam do  niego, pierwszy raz od dwóch tygodni, by przyjechał do mnie następnego dnia bo muszę z kimś porozmawiać, wygadać się i aby mnie pozbierał… I takim sposobem Top Gun wylądował u mnie w domu w sobotę.

Siedzieliśmy na kanapie i nikt z nas nie miało odwagi by się dotknąć nawzajem, to było takie zachowawcze, choć miałam ochotę się w niego wtulić i tak zostać w jego ramionach już na zawsze, ale pogadaliśmy, opowiedziałam mu o wszystkim, jak zostałam potraktowana, jak to bolało, jaki stres przeżyłam, że aż zemdlałam. A on potem mnie przytulił…. Tak przyjacielsko, to było piękne. Ale tylko przyjacielskie, już wiedziałam, ze nic z tego raczej nie będzie. Potem Top Gun pojechał, a ja zaczęłam pisać z A., no bo przy Top Gunie nie mogłam tego robić. Chciał do mnie przyjechać w niedzielę, czyli kolejnego dnia, ale ja napisałam mu, ze mam  tylko 3 h, bo muszę coś pilnego zrobić. W rzeczywistości nie chciałam z nim siedzieć, bo wiedziałam jak się zachował, wiedziałam, że to nie ma sensu, bo jest chamski. Poza tym miałam znowu Top Guna jako przyjaciela. To mi wystarczało. Na to on odpisał,że to jakiś żart! Ja mam poświęcać mu całe dnie, albo wcale i już się więcej nie zobaczymy. Moja reakcja była dziwna jak na mnie. Odpisałam tylko „Ok, pa pa.”. Nie obchodziło mnie to już zbytnio. Choć przyznam było mi trochę smutno, jednak nie próbowałam już tego ratować, wiedziałam, że to nie ma sensu. Odnowiłam za to kontakt z Top Gunem i było mi znowu dobrze! W tym czasie, kiedy  A. zniknął, a ja odnowiłam kontakt z Top Gunem, na tydzień. Wtedy też Top Gun poprosił mnie o jedną, ważną rzecz. Mianowicie, Top Gun ma siostrzeńca, wiedziałąm o nim tyle, co mi opowiadał od czasu do czasu,że jest od niego troszkę młodszy i , że są bardzo zżyci ze sobą, bo siostra Top Guna jest od niego tyle starsza, ze mogłaby być jego matką i ona właśnie ma tego syna więc są w tym samym pokoleniu jakby, choć siostrzeniec jest o rok młodszy ode mnie. Ale nigdy zbytnio się tym siostrzeńcem nie interesowałam, mówił coś o nim to mówił i już.  Wtedy właśnie poprosił mnie, bym porozmawiała z siostrzeńcem i dała mu przykład jak wiele rzeczy można w życiu zrobić, bo młody trochę zatrzymał się w działaniu i potrzebuje jakiegoś pozytywnego impulsu a ja mogę dać mu dobry przykład by ruszył do działania. Ja niewiele myśląc, zgodziłam się, przecież to jedna rozmowa , co mi szkodziło? A może akurat chłopaka zmotywuję by poszedł na studia? No i dał mu mój numer i poprosił go by do mnie napisał. Ale młody się nie odezwał od razu. W tym samym czasie, rozmawiałam z Top Gunem i podjęłam jeszcze jedną próbę rozmowy na temat sytuacji z jego zdrowiem fizycznym i psychicznym oraz życiowej. I tak jakoś wyszło, że napisałam mu szczerze, że coś do niego czuje i to jest miłość, taka najprawdziwsza, nie taka,żeby się nim pobawić, tylko taka na prawdę. Pomyślałam, że kochanki nadal nie ma, a on jakiś czas temu podobnie myślał o mnie, to może coś drgnęło i teraz już będzie dobrze. To, co odpisał mnie zszokowało:

” racjonalizując, z moim charakterem bym Cię zmiażdżył… A poza tym to dwie osoby muszą czuć. Wiesz, ja też zrobiłem analizę racjonalną i emocjonalną i wiem, gdzie jest moje serce. Nie potrafię tego przekierować. To jest ponad mnie.”

To było jednoznaczne! On mnie nie kocha! Nie chce i kolejny raz odrzuca!

„Kiedy powiem sobie dość
A ja wiem, że to już niedługo
Kiedy odejść zechcę stąd
Wtedy wiem, że oczy mi nie mrugną, nie
Odejdę cicho, bo tak chcę
I ja wiem, że będę wtedy sama
Nikt nawet nie obejrzy się
I ja wiem, że będzie wtedy cicho
I tylko w Twoje oczy spojrzę
Tę jedną prawdę będę chciała znać
Nim sama zgasnę, sama zniknę
Usłyszę w końcu to, co chcę

Czy warto było szaleć tak, przez całe życie?
Czy warto było starać się, jak ja?
Czy warto było kochać tak, aż do bólu?
Czy mogę odejść sobie już?”

 

To był koniec. Poczułam to tak naprawdę w sobie. Koniec Top Guna i mnie. Koniec czegoś co było najpiękniejsze w moim życiu, koniec wszystkiego… On kocha tamtą, mnie nie i nigdy nie pokocha, wiem to. Po raz pierwszy poczułam, że muszę odejść, nie ma innego sposobu. W kolejnym dniu były moje urodziny. Nawet nie wysiedziałam z gośćmi do końca. Nie potrafiłam się uśmiechać. Wyszłam, wieczorem napisałam matce, że skończyła się właśnie relacja, gdzie gdyby to było wszystko prawdziwe, to ten facet byłby moim mężem i ojcem moich dzieci. Że go kochałam, teraz zostałam sama, całkiem. Nie chciałam już nikogo szukać, miałam dość. Wiedziałam, że muszę zostać sama, całkiem sama. Zerwałam kontakt z Top Gunem. Nie odpisałam na jego wiadomości kiedy się pytał, mówił, że martwi o mnie. Jednak o dziwo ten dzień nie był najtragiczniejszy, normalnie funkcjonowałam, tylko byłam smutna.

„Miałeś być przy niej
miałeś być na każdy znak
takiej dziewczynie
do nóg się rzuca cały świat
na każdą chwilę miałeś jej przynieść
powietrza przejrzystego smak
każdym oddechem woła o Ciebie
i tylko Ty nie widzisz jak…

Głęboko w środku gdzieś
i choćby śladu łez
jej oczy nie poznały nigdy, nie!
głęboko w środku tam
otwiera Ci swój świat
otwiera wszystko to, co w sercu ma.”

Następnego dnia przyszła wiadomość od siostrzeńca. Długo się wahałam, czy w ogóle odpisać. Bo przecież pokłóciłam się z Top Gunem, zerwałam kontakt, zostawiłam to za sobą, dlaczego więc miałabym mieć kontakt z jego siostrzeńcem? To chore! Ale wiedziałam, że obiecałam mu to, póki jeszcze było dobrze… A dla mnie zawsze dane słowo coś znaczyło.  I odpisałam…!

Zaczęliśmy pisać z siostrzeńcem Top Guna… Ale to była zwykła rozmowa, która wiedziałam, że wcześniej czy później się skończy…Popisaliśmy trochę i umówiliśmy się na kolejny dzień.

Następnego dnia zaczęliśmy pisać i nagle poczułam jakbym pisała z Top Gunem… Był taki inteligentny i potrafił tak dużo napisać. Chciało mu się do mnie napisać tak dużo na tak wiele tematów. Trzeciego dnia pisania natomiast wysłał mi na wieczór swoje zdjęcia… I wtedy… Stało się coś niezwykłego! Był tak podobny do Top Guna, że aż szok, zarówno jeśli chodzi o wartości i wyznawane poglądy jak i o wygląd! Ba! Jest jeszcze przystojniejszy od Top Guna! Jak zobaczyłam jego zdjęcie, to coś mnie ścisnęło w żołądku… coś drgnęło. I tak jak do tej pory nawet przy pocałunkach z A. niczego nie poczułam, tak teraz jakby  coś  się we mnie obudziło, ożyło, zrodziło się do życia… nie spałam pól nocy, ale to przecież chore, pomyślałam… I próbowałam zdusić to w sobie. Ale dalej pisaliśmy, choć parę osób które znam mówiło mi to, żeby się wycofała, bo to chore i niewłaściwe. W międzyczasie napisał do mnie Top Gun i zrobił mi taką awanturę wielką, o to, że nie odpisuję mu, że zaczęłam się go bać i odpisałam, uspokoiłam go i od tego czasu znów piszemy i „udaję”, że jest dobrze.  Kolejnego dnia F., siostrzeniec Top Guna poprosił mnie o zdjęcia. Więc mu wysłałam. A następnego dnia napisał mi, że przez te zdjęcia nie mógł spać całą noc, bo miał mnie przed oczami cały czas…. już wtedy wiedziałam, że coś się z nami stało… Natomiast wieczorem przyszła wiadomość od Top Guna, że nie tak miało być i on musi trzymać rękę na pulsie bo młody miał ruszyć tyłek do działania a wygląda jakby się zakochał! A on (Top Gun) jest zazdrosny!  No cóż, odpisałam tylko, że nie przewidział skutków ubocznych planu…

„Gdy zamknąłeś drzwi zegar dalej bil
Czas nie stanął w miejscu, nie było mi żal
Zapomniałam czemu było źle
To już jest nie ważne dziś dla mnie

Co chcesz
To mów
Nie potrzeba mi twych pustych slow
Bo nie jesteś tym kim byłeś
Zbyt wiele kłamstw darowałam ci
Wiec już zostań tam gdzie chciałeś być.”

 

Cały czas po całych dniach nadal pisałam sobie z F. i w pewnym momencie złapałam się na tym, że było mi z tym dobrze, wbrew wszystkiemu i wszystkim, którzy mi mówili, że to szalone i niewłaściwe i, że znów pakuje się w kłopoty…. Też to wiem, że to może nie skończyć się dobrze, ale coś mnie do niego cięgnie… Te oczy, te usta, jak zobaczyłam F., to po prostu wydał mi się tak podobny do Top Guna! Z zachowania, ze sposobu pisania, ze sposobu myślenia, z wyglądu! To jest po prostu istna kopia Top Guna!

Kolejnego dnia przyszła następna wiadomość od Top Guna, że F. miał już godzinę temu umyć zęby a tylko pisze do mnie, robi mu też czasem zdjęcia jak jest skupiony na pisaniu ze mną. I jak tak dalej pójdzie to on będzie musiał nam ślub szykować i pomóc w jego organizacji, bo ja wyjdę za F. Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać…

Od wczoraj mam dylemat… Nie wiem, czy dać szansę F. czy też nie i zerwać kontakt? Czuję, że coś się we mnie dzieje. Od czasu poznania i zakończenia relacji z Top Gunem nikt mi się nie podobał, nie potrafiłam się zakochać, nie potrafiłam nikogo kochać, wydawało mi się, że już zawsze będę sama, bo nikt nie miał tych cech Top Guna, cech, które uważałam za idealne, aż to teraz… Jak poznałam F. wszystko jakby się zmieniło…

„Znowu płonie ostatni most
A po drugiej stronie Ty
Tyle razy mówiłam dość
Mądrzejsza miałam być
Tyle rad samej sobie już dałam
A Ty wciąż mi się śnisz
Kiedy stoisz za blisko mnie
Silna nie umiem być

Z Tobą nie umiem wygrać
Gdy patrzysz mi w oczy znów tracę grunt
Nie wiem jak Cię zatrzymać
Następnym razem nie wracaj już.”

 

Od wczoraj czuję coś bardzo dziwnego. Czuję, że komuś na mnie zależy…  Poczułam też spokój. A Top Gun z F. prześcigają się w wiadomościach do mnie i który napisze pierwszy ten się cieszy bardziej…

Nie wiem co z tym wszystkim zrobić, ale przemyślenia dnia dzisiejszego przyniosły mi jedną myśl: Dam mu szansę! Niech się dzieje co chce… Tonę w nim, a on we mnie. Tonę w kopii Top Guna…

people-2562102_960_720

„Mam Ciebie tylko w głowie i to wystarczy mi
Na prawdziwą wojnę nie zamierzam iść
Ciebie mam tylko w głowie mam zmyślony świat
Nie chcę iść na tą wojnę jeszcze raz.”

Coś się zmieniło, jest spokojniej!

To dziwne, ale wybory coś między nami zmieniły. To był w ogóle jakiś dziwny dzień. Nie rozmawialiśmy ze sobą dwa dni wcześniej. Byłam w tym czasie w szpitalu, zawsze kiedy tam byłam, pisaliśmy, rozmawialiśmy, to wszystko mi się przypominało. To miejsce, przypominało mi rozmowy z nim, te szczerze rozmowy i śmiechy, żarty, dowcipy. W dniu wyborów napisałam do niego, wysłałam mu buźkę i znak zapytania. Odpisał takim tekstem, że wyszło, że nie potrafimy ze sobą nie rozmawiać dłużej niż dwa dni… że za sobą tęsknimy… Ten dzień był dla mnie dobry, jakby pierwszy raz poczułam, że ta sytuacja się stabilizuje i choć może nigdy nie będziemy razem, nie musimy być to jednak jest między nami coś bardzo dziwnego, może to po prostu zwykła przyjaźń i poznanie siebie?

Przyglądam się sobie też, jak zachowuje się po lekach. W zeszły piątek miałam fazę „Nienawidzę go! Ale może nie odchodzić ode mnie, jednak cieszę się, że się od niego uwolniłam, denerwuje mnie. Dość tej żałoby, nie mogę tak żyć. Trzeba iść dalej. Może jeszcze spotkam kogoś wrażliwego i dobrego.” Z piątku na sobotę noc była bardzo ciężka. Znowu miałam flash backi, całą noc nie mogłam spać, rozmyślałam o tym, co było oraz o tym, jakim jest palantem, że nie widzi tego, że jestem dla niego taka dobra. Później pojechałam do szpitala do pacjentów. Ten dzień był ciężki i smutny, choć godziny jakoś się nie dłużyły i nie czułam takiego zmęczenia.  W sobotę nie odzezwałam się do niego ani słowem. W nocy spałam w miarę dobrze.

A tu wstawiam jedną piosenkę, która bardzo dobrze oddaje mój stan z piątku:

 

Jednak w niedzielę nastapił  jakiś przełom, może to wszystko już mnie tak nie rusza? Choć flash backi nadal mam ze spotkania z nim, z wiadomości od niego, z rozmów… Jednak poczułam, że coś się zmieniło we mnie, nie reaguję już na pisanie z nim czy rozmowę tak emocjonalnie. Nie zastanawiam się już, czy powinnam to robić. Nie telepie mnie już na samą myśl odpisania mu. Może to dla mnie lepsze? Przegadaliśmy w sumie w niedzielę cały dzień, o zwyczajnych tematach…

Ciężko mi uporać się z potrzebami, które w sobie mam. Mam w sobie potrzebę, a dokłądniej potrzebę bliskości, a ona prowadzi mnie do złego, choć sama w sobie zła nie jest. Wiem to, ale i tak ją mam. Regulujemy sobie soba nawzajem emocje. Jemu, kiedy jest źle, dzwoni do mnie i jest lepiej, a mnie kiedy jest źle pogadam czy popiszę z nim i też jest lepiej. To jak branie narkotyków, to takie uczucie, jakby można było naćpać się drugim człowiekiem.

Od tych wyborów zrobiło się jakoś spokojniej. Nie wiem, czy to akceptowanie sytuacji, ale powiedziałam sobie, że poczekam co czas pokażę, pewnego dnia po prostu, albo z nim będę albo nie.  Parę dni temu jeszcze tak bardzo bałam się tej myśli, że on odejdzie do innej. W sumie, nadal się jej trochę boje, ale jeżeli tak zrobi, będzie kompletnym dupkiem i palantem, a poza tym, ja przetrwam, jakoś… Na razie jestem wolna i zamierzam to też jakoś wykorzystać. Przypomniała mi sie pewna historia, o której tutaj jeszcze nie pisałam. Jakiś czas temu, a dokładniej wtedy, kiedy rozstawałam się z Muzykiem i poznałam Top Guna, poznałam też pewnego chłopaka, Ł. Pisał do mnie bardzo długie listy, pełne takiego wrażliwego spojrzenia na świat. Ja wtedy mu w pewnym momencie nie odpisałam i kontakt się urwał. Pomyślałam sobie, że może warto te znajomość jakoś odnowić? Napisałam do niego pierwsza, odezwał się po dwóch dniach, z informacją, że odpisze mi coś wiecej jak przeżyję, bo również przeżywa zawód miłosny i jest mu bardzo ciężko… Cóż, chyba nie pozostaje mi nic innego jak również danie mu czasu…

Oprócz niego jest jeszcze inna osoba, z którą wiem, że nic nie będzie, ale przynajmniej mogę z nim pogadać. Ma o dziwo na imię tak samo jak Top Gun i jest raczej stabilny choć zagubiony, ma niskie poczucie własnej wartości. Ale stara się mnie wspierać w tym wszystkim, choć w taki prosty sposób.

Dziwnie się czuje z tym spokojem wobec tej sytuacji. Czyżby ta wyprowadzka jego utrzymanki dała mi jakąś złudną znowu nadzieję? Nie chcę tak myśleć… Z drugiej strony nie zakładam też snowu najgorszego, tylko nie wiem, czy to aby jest realne. Dla mnie zawsze najgorsze scenariusze były najbardziej realne i aby nie popaść w jakąś iluzję właśnie, trzymałam się ich. Ale może te trochę mniej ciemne też są możliwe i realne? Tego nie wiem. Chyba z tą myślą mi lepiej. Może być tak, lub inaczej. Wmawiam sobie, że cokolwiek się nie zadzieję, dam sobie radę. Czasami jeszcze przychodzi taka myśl, że przecież to jest już niemożliwe, żeby było dobrze, że on musi odejść… wcześniej czy później, ale nie wiem, co o tym sądzić. Z drugej strony boje się, że zaczynam się w to wszystko znowu wplątywać. Tym razem jednak widzę, że rodzina to akceptuje, bo widzi, że trzymam się lepiej, tylko nie wiem do czego to prowadzi. Jednak na razie nie chcę o tym myśleć, nie muszę przecież wszystkiego od razu wiedzieć. Wiem, że to jest bez przyszłości, ale czy wszystko musi mieć przyszłość?

digital-art-398342_960_720.png

Życie w iluzji…

Dalej przyglądam się swojej potrzebie bliskości. Teraz, kiedy już wiem, jak się nazywa to coś, co mnie do niego bez przerwy ciągnie, nie wydaje mi się takie groźne, choć jest bardzo, bo pozwala mnie ranić. Jednak jeśli coś jest rozłożone na czynniki pierwsze, mogę to jakoś ogarnąć. Nie jest to już takie nieosiągalne i niedostępne dla mnie.

Mimo tego, że utrzymanka się od Top Guna wyprowadziła, ja nie chcę sobie robić złudnych nadziei. Przez 8 pięknych miesięcy żyłam w iluzji, pięknej iluzji, która pękła jak bańka na wodzie. Czy miłość zawsze musi być tylko iluzją? Nie ma już prawdziwej? Są tylko złudzenia?

Zastanawiam się co będzie teraz między nami, kiedy ja okazałam pierwsza złość… Czy coś się zmieni? Czy nie? Ale to nie jest jakiś główny bieg moich myśli i to mnie cieszy, że nie boję sie już panicznie, że mnie odrzuci, że się przede mną zamknię. Nawet jeżeli, to mimo to dałam sobie prawo do tej złości na niego.

Myślałam sobie też o tym, że gdybym miała teraz gdzie iść, do kogoś, kto by po prostu był, wspierał, wszystko by było łatwiejsze… Tak, wiem, że to może trochę takie szukanie żeby zapchać tę lukę, która się stworzyła, ale tak mam…

Łapię się na tym, że dalej ganię się za kontakt z nim. Bo wiem, że to jest bez przyszłości. A może szczęście nie oznacza tylko bycia z kimś? Może nie wszystko musi mieć swoją przyszłość? Może może być dobrze tylko tu i teraz? Zastanawiam się „ciekawe co on sobie o tym wszystkim myśli, o naszej relacji teraz?” Czy przekreślił ją już totalnie czy myśli, że gdyby chciał wrócić nie dałabym mu szansy, bo mnie skrzywdził? Czuję, że coś się w moim życiu zmieniło. Jak powiedziała mi terapeutka, mogłabym sobie pomyśleć” O, zakończył się związek, teraz jest czas na to, aby poprzyglądać się sobie. Nie ma przypadków, może tak miało być, właśnie dlatego, żebym mogła poprzyglądać się sobie.” Może niech to będzie taki czas pracy nad sobą, a co dalej z Top Gunem… Czas pokaże. Nie, nie powinnam się ganić za to, że z nim rozmawiam.

Byłam dziś u lekarki, wyczekałam się na nią dziś bardzo długo, bo przyszła ale nie przyjmowała. Zostawiła mi leki, choć stwierdziła, że słabo działają, dodała jakiś jeden nowy. Napisała, że mam ciężką reakcję na stres, powiedziałam jej o swoich myślach depresyjnych. Zapytała mnie jak się czuję i co tam z partnerem. To drugie pytanie mnie trochę rozwaliło, powiedziałam jej, że nie mam partnera, nie uważam go za mojego partnera, kontakt mamy, ale to wszystko jest do terapii. Powiedziałam też, że ciągle myślę o jego sytuacji, że ciężko mi spojrzeć w przyszłość… bo pojawia się myślenie, że już nigdy nie będzie dobrze. Zapytała jak z jedzeniem i czy chcę mi się coś robić. Powiedziałam, że nie za bardzo. Zjem bo zjem, nie wymiotuję już, a robić mi się nie za bardzo chcę, w dniu, jak się rozkręcę to jest lepiej. Na razie jednak nie wezmę tego jednego leku, bo znów jadę do szpitala do pacjentów na weekend, a nie chcę się przy nich źle czuć. Więc wezmę go po weekendzie.

Oczywiście Top Gun cały czas do mnie pisze… są jakieś akcje ratownicze z powodu powdzi i ich wezwano, do ratowania w miejscach gdzie woda przekroczyła stan krytyczny. Mam taki pomysł, by wysłać mu jedno zdjęcie, ale nie wiem co z tym zrobię…

light-3058769_960_720

Potrzeba bliskości, mocne wkurzenie na niego i rozstanie Top Guna z nią!

Dzisiaj pojawiła się taka myśl, że może rzeczywiście to jest taki czas, aby przyjrzeć się sobie. Chciałabym też tak bardzo zostawić cały ten bałagan za sobą i iść naprzód, sama czy też nie. Dziś pojawiła się z rana tęsknota za nim, a może za tymi wszystki dobrymi chwilami, które już miałyby nigdy nie wrócić. Tak, tęsknie za nim… tak zwyczajnie, po ludzku. Może to minie. W końcu to 8 miesięcy z mojego życia… Ostatni raz tak tęskniłam za M. Z Panem ze skrzydłami było jakoś inaczej, po prostu widziałam, że mnie nie kochał, wiedziałam, że już dłużej z nim nie wytrzymam, z tym, jak mnie traktuje. Może minęło za mało czasu, musi go minąć więcej?

Chciałabym móc uwierzyć w to, że na prawdę on mnie nigdy nie kochał, a sam w  sobie jest debilem, jeśli nie widzi, co chciałam mu ofiarować. Że dla niego nasze rozmowy nie miały tak emocjonalnego ładunku jak dla mnie. Z takim myśleniem mi łatwiej, bo pozwala pójść do przodu, zająć się swoimi sprawami. Tylko, czy aby przypadkiem nie mam co do tego już watpliwości?

Przyglądam się mojej potrzebie bliskości, to, o czym także wczoraj mówiła mi terapeutka. Jak silna ona jest, dzisiaj chciałabym, żeby jej nie było. To ona mnie więzi w jego życiu, w tej całej sytuacji. Gdybym nie miała tej cholernej potrzeby bliskości, to by mnie już tam dawno nie było, potrafiłabym to olać i wrócić do siebie, do swojego życia. Choć w tym wszystkim dostrzegam też jedną małą rzecz, zaczynam dostrzeagać takie małe rzeczy, których wcześniej nie dotrzegałam, zaczynam doceniać np. to, że świeci słońce, że mogę wyjść na dwór. Tylko za jaką cenę?

Mam depresję i moje myślenie zrobiło się czarne, jutro idę do lekarki, zobaczymy czy zostawi leki, czy je odstawi…

Wczoraj jeszcze odpowiedziałam Top Gunowi na jego pytanie, chwilę popisaliśmy o wyborach, powiedział, że cieszy się, że się zgadzamy w kwestaich tu poruszonych. Choć nie wiem, co to miało znaczyć… W wielu rzeczach się zgadzamy, podobnie myślimy, mamy podobne poglądy, tylko co z tego? Zawsze myślałam, że kiedy przyjdzie ten moment, rozmowy o politycznych poglądach, będe się stresować, że się nie zgodzimy, ze wyjdę na jakąś dziwną ze swoimi poglądami, a muszę przyznać, że wczoraj nie zależało mi już na tym, co on sobie o mnie pomyśli, przecież to już i tak chyba nie ma znaczenia? Może sobie myśleć co chce. I to nic nie zmienia. To nie ze mną jest coś nie w porządku, jak myślałam na samym początku, tylko jak już to z nim! Ze mną jest wszystko w porządku i tej myśli się trzmam. Jestem jaka jestem, nie pracuję w wojsku, jak jego kochanka, nie mam metra siedemdziesiąt pięć, jak jego kochanka, nigdy do niego nie przyjechałam, jak jego kochanka, interesuje się czymś innym niż Top Gun, wyglądam inaczej i inaczej myślę, podejmuję inne dezycję, ale to nie jest powód, aby mnie nie kochać i mnie nie chcieć! A ja mu chciałam tyle dać, co za palant! A przecież ze mną wszystko jest w porządku, z tego powodu nie jestem przecież „tą gorszą”, nie tak jak myślałam na początku…

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, co czuję upały człowiek? Mam wrażenie, że upadam…a może to nie tak? Nie chcę o sobie tak myśleć. Po prostu, potrzebuję pomocy i mam prawo po nią sięgnać, to nie oznacza, że jestem gorsza! Przeżywam godzenie się ze strata i moje stany mogą być bardzo różne teraz… ale mam prawo z nimi ekspetymentować, także na nim.

Dziś też bardzo mocno wkurzyłam się na Top Guna, bo znowu zaczął coś mówić o swojej utrzymance, jak to nie byli na spotkaniu z jednym politykiem, napisałam mu, że chyba się pomyliłam co do jego wyczucia, bo on tego nie rozumie, więc muszę wyłożyć mu kawę na ławę, że jeżeli chce, to może dalej się bawić z nią i być wykorzystywany, tylko niech mi już o tym nie mówi, bo mnie to żywo wkurwia bardzo, bardzo mocno! Na co on odpisał, że nie ma jej! Jest w swoim rodzinnym mieście, wyjechała 3 tygodnie temu, jeszcze przed jego wyjazdem na ćwiczenie do Słowenii i na razie niespieszno mu, aby ten stan zmieniać. Więc mu napisałam, że mnie zaksoczył, myślałam, że nigdy tego nie zrobi, nie pozbędzie się jej (przynajmniej jak na razie). Choć wiem, że ona może wrócić.. że on może nie wytrzymać samotności w domu, w końcu tyle czasu z nią spędził. Mimo wszystko napisałam, że mu gratuluję tej decyzji, że niespieszno mu ze zmianą tego stanu, że w jego życiu jest kilka dni normalności. Odpisał, że z tą normalnością to różnie, bo nie służy mu siedzenie samemu w czterech ścianach. On też nie potrafi być sam? Napisał mi, abym nie chwaliła dnia przed zachosem słońca, więc nie wiem, czy to miało oznaczać, że ona wróci? Może Top Gun wytrzyma… zobaczymy. Widzę, że te izolacja też nie będzie łatwa. Ale przynajmniej jakieś działanie już podjął, choćby na trochę…

Czasami sobie myślę, że życie w tym ciągłym lęku i strachu co on zrobi jest koszmarem. Że gdybym teraz miała z nim być, tak bardzo bym się tego bała, że chyba nie była bym w stanie… To chyba byłoby dla mnie za ciężkie do udźwignięcia. To jest dla mnie za ciężkie… Potrzebuję stabilizacji, a nie wiecznej huśtawki i obaw o przyszłość… Choć z drugiej strony wiem, że takie związki mogą być dla mnie zwyczajnie ciekawsze, przypominając mi to wszystko, w czym dorastałam. Dziś też po raz pierwszy dałam sobie prawo do złości na niego i do pokazania mu tej złości… Nie wiem, co on o mnie pomyśli, ale tu znowu wracam do tej myśli, że wszystko ze mną w porządku, mam prawo być zła na niego, kiedy mówi mi o tych kobietach, czy mu się to podoba, czy nie. Zawsze myślałam, że jak będę okazywać złość to ludzie mnie będą odrzucać… a to przecież nie tak… I to nie jest powód, by mnie odrzucać czy dalej ranić! Więc nadal wychodzi na to, że jest palentem.

Ja, taka zła na niego… Przybieram chyba czarną szatę:

woman-530484_960_720