Może nie tylko ja mam pecha?

Dziś z rana zaskoczył mnie telefon, wśród tych wszystkich prób, by spać i chodzić, czasem jeszcze napływają do mojego mózgu jakieś informacje…

Więc rano był telefon, zadzwoniła ciocia… Wśród jakiejś tam rozmowy o zdrowiu zaczęła opowiadać co to jej wnuczka ostatnio nie przeżywa za koszmar. Jej wnuczka, musicie wiedzieć, jest dziewczyną, która już miała chyba z 10 facetów i zawsze związki jej się rozlatywały, nie wiadomo, czy to z jej winy, czy z winy faceta, ale kilka razy z winy faceta, bo ciotka żywo opowiadała jak to jeden ją wygonił w środku nocy z mieszkania, musiała matka po nią jechać i ją odebrać stamtąd. Innymi razem wyjechał bez słowa itp. historie.

Tym razem jednak było inaczej. Byli ze soba osiem miesięcy, planowali jakieś wakacje, chceli wynająć wspólnie jakieś mieszkanie, już poprzedstawiali się nawzajem rodzinie, podobno święta wielkanocne spędzili wspólnie, z rodzinami, gdy nagle dziewczyna dowiedziała się, że facet spotykał się z nią dlatego, że go była zostawiła, a odezwała się właśnie i oczywiście co zrobił? Poszedł do byłej… z nienacka. Teraz dziewczyna płacze, matka ją pociesza, trudna sytuacja. Ale to wszystko dało mi do myślenia, ze to moze nie tylko ja mam takie popieprzone relacje? I, ze to nie nasza (dziewczyn) wina, że faceci się tak zachowują? Przecież my tylko staramy sobie jakoś poukładać swobie życie, walczymy o swoje marzenia, o kawałek normalności, bliskości i ciepła… a co dostajemy? Odrzucenie i kilka przerwanych marzeń jak cienka nikta, no i kilka wspomnień, których lepiej nie mieć w pamięci… ja też bym chciała je wymazać. Co noc mi się śni Top Gun, jak rozmawiamy, jak gdzieś chodziny, jak leci samolotem w tym swoim mundurze khaki… NAwet nocy nie mam spokojnych, jestem cały czas taka napięta jakby mnie ktoś do prądu podłączył. Tak bardzo chcałabym pewnych chwil nie pamiętać, albo najlepiej, żeby w ogóle się nie wydarzyły… Choć muszę przyznać, że czasem czuję do niego obrzydzenie, jak sobie pomyślę o tych kobietach, jak czasem mi jeszcze o nich opowiada. Nie miał on nigdy kumpli? Tym bardziej, że powinien, bo to przecież wojsko… Powinien zamiast biegać od jednej do drugiej i im pomagać, po prostu czasem może wyjsć z kumplem na piwo? Nie byłoby to lepsze? Jeszcze mnie chce pomagać… podwozić, odwozić itd. Dobrze może w sumie, że jutro wylatuje do tej Słowenii na ćwiczenie bojowe…

Tak się zastanawiam, co się dzieje z tym świtem? Co się podziało w relacjach damsko-męskich? Dlaczego tak często zmieniamy decyzje? Czy w ogóle słowo w dzisiejszej rzeczywistości ma jeszcze jakąś wartość?

Chciałabym, zeby miało, sama ważyłam słowa w stosunku do Niego, ale czy to w ogóle się opłaca?

Może ja po prostu jestem jedną z wielu takich dziewczyn?

composing-2391033_960_720

 

Reklamy

Śmieszna sytuacja i wyjazd Top Gun do….

Jest sobota rano, zmęczona i niewyspana czołgam się z łóżka, by znów zobaczyć jego twarz… Właściwie gdyby nie on, nie miałabym w ogóle ochoty tam iść, mogłabym przeleżeć cały dzień w łożku. Bez różnicy czy jestem tu, czy tam. Wchodzi po schodach, wita się ze mną i idziemy razem do sali. Jest jakoś senno, nie mam na nic nastroju, ale jego widok jakoś podnosi mnie na duchu, przynajmniej nie jestem tu sama, jak zwykle. Zaczynają się zajęcia, siedzimy i słuchamy. Mijają godziny, na pierwszej, prowadzący każe poćwiczyć sobie układanie poszkodowanego w pozycji bocznej bezpiecznej… Więc ćwiczymy, widzę, że się cieszy, bo jest okazja, by się zetknąć ciałami. Najpierw ja go układam, delikatnie, a potem on mnie. Kłądę się więc na karimacie i czekam… Ręce mi już ułożył i nagle czuję, jak coś na mnie usiadło… Tak, to był Top Gun, oczywiście w miejscu nie mniej, nie więcej wybrednym mojego ciała… Równocześnie słyszę zatrwożony głos prowadzącego o ton głośniejszy niż zwykle „Co pan robi!?”A Top Gun na to ” Ułatwiam sobie.” No a ja leżę, nie mogę się za bardzo broić, bo mam być nieprzytomną poszkodowaną… Potem ze mnie schodzi i dalej mnie układa…

Później wychodzimy na przerwę, mówię mu, że nie za dobrze się czuję, więc prosi, żebym zrobiła badania. Muszę zrobić te badania… Sama nie wiem ostatnio co mi jest, moje życie, gdzieś od 15 jego roku wygląda jak jakaś sinusoida… raz jest lepiej, a potem jak leci w dół, to po całości… Później znów wychodzimy na drugą przerwę, przed nami jest jeszcze cała niedziela zajęć, mówi mi, że nie wie, czy jutro przyjdzie, bo może pojedzie do koleżanki do Warszawy, bo mają ją mianować. Robi mi się jakoś tak smutno, choć wiem, że to raczej tylko koleżanka, ale wiem też, że jutro mamy zajęcia z takim prowadzącym, u którego zawsze jest wesoło, żartujemy i jest fajna atmosfera. Liczyłam na to, chyba mi tego było potrzeba w moim obecnym stanie, a tu nici z tego, bo on  może pojedzie do jakiejś koleżanki… z którą i tak nie porozmawia, bo tylko ich pokażą i zaraz zabiorą do jednostki… „No ale okej”- myślę. „Chce, niech jedzie”.

Następnego dnia rano, wstaję, wiem, już, że dzień będe miała taki sobie. To w sumie jednao z najgorszych uczuć jakie znam, gdy wiem, że dzień będzie taki sobie albo zły. Kolejny raz słucham „Serce jej popękało, w Paryżu nad Sekwaną…” Jestem chyba na niego zła, tak, czuję złość, ale wiem też, że przecież on nie wie czego ja potrzebuję, czego chcę, wiem, ze muszę pozwolić mu żyć własnym życiem. Tylko nie rozumiem, czemu w takich sytuacjach się tak nakręcam… Jadę na zajęcia, nic się do niego nie oddzywając, nie piszę. Gdy już tam jestem, po jakimś czasie przychodzi wiadomość… od niego… i zdjęcie z Warszawy. Wtedy jakoś nie mam ochoty odpisywać, coś tam odpowiadam, półsłówkami. Ale ciągle się dopytuje, ciągle coś piszę. W końcu zaczyna się jakaś normalniejsza dyskusja. Później już, po jednej z oich odpowiedzi nie odpisuje nic, ja w między czasie kończę zajęcia i idę na miasto coś zjeść. Później wracam autobusem do domu. Nagle przychodzi wiadomość, zdziwiona jestem, bo od niego. O tym, że jest już w domu. Nie odpisuję. Jakoś czekam z godzinę, kiedy docieram do domu, też piszę, że jestem już w domu. Znów wywiązuje się jakaś dyskusja, pytam się, czy ma jakieś zdjęcia z mianowania tej koleżanki, a on mi wysyła… zdjęcia i i flmy z całej defilady wojskowej, a o koleżance ani słychu ani widu…. Po prostu pojechał pooglądać sobie wojsko, jak się reprezentuje… a tej dziewczyny to nawet tam widać nie było… wszyscy tacy jednakowi.

I dlaczego mi tak powiedział? Dlaczego akurat o innej? Nie wiem… czy miał to być jakiś test, jak się zachowam? Wyszło na coś zupełnie innego, a ja myślałam…

worried-girl-413690_960_720

Chomiczkowa i ja…

Dzisiaj będzie krótko, taki mam zamiar. Mam za sobą zły czas, zrobioną masę projektów do szkoły i… zero nauki do egzaminów. Nawet nie opracowałam żadnego z zagadnień, a przecież mówiłam sobie, że opracuję wcześniej, żeby później mieć luźniejszy czas. Eh, moja psychika chyba nie wyrabia. Ale dlaczego? Przecież wreszcie jest dobrze. Mimo to, cały czas czuję raz wzrastające, raz opadające bardziej napięcie. Sama już nie wiem, czym ono jest spowodowane. Chęcią poukładania, ale czego? Może siebie…

Śniła mi się dziś Chomiczkowa. Tak mało tutaj o niej piszę. Mimo wszystko, lubię ją. Tyle 074ab4b4-8838-4f2d-8201-645a84a8b1e4_20100111012354_Konrad-bak63razem przeszłyśmy, może kiedyś napiszę tutaj o tym czasie. Zapraszam do wpisu „Załamana”. Tak, to był ciężki czas dla nas obydwu.

Teraz jak na to patrzę, żal mi jej, ja się jakoś wygrzebałam, choć troszkę… (Tutaj podziękowania dla Łapacza Krokodyli, który pomógł mi uwierzyć w to, że istnieje dobro oraz w to, że są dobrzy ludzie.) Ona… spotkała kogoś innego, w kim znów zobaczyła swojego faceta… Rozstała się z narzeczonym i wyrzuciła 3 lata swojego życia w jeden dzień. Może czasem tak trzeba? W to nie wątpię. Miała być szczęśliwa, znowu…

W zamian za to trafiła do dwóch szpitali, w tym momencie jest na środkach psychotropowych, a ja nie mam z nią zbyt częstego kontaktu.

Żal mi jej….

A tyle razem przeszłyśmy…

Teraz, kiedy o tym myślę, zastanawiam się czy może nikt nie powiedział tej dziewczynie jak żyć, jak ma się zachowywać? Co jest dobre, co złe? Kiedy człowiek nie ma jeszcze rozeznania czasem pomaga inny głos. Choć czasem też to nie jest dobre, jak w moim przypadku. Ja zawsze tęskniłam za większą wolnością, a ona za zainteresowaniem.

Szkoda, że nie mogłyśmy się podzielić… Szkoda.

Noce pełne wrażeń i przygód… nie takich, jak się spodziewałam, ale jednak…

Wieczór… taki spokojny. Przyznaję, że dziś miałam dość ciężki dzień. Jakoś tak dużo wspomnień wróciło, dodatkowo przez przypadek otworzyłam jedno zdjęcie, którego nie powinnam była otworzyć. Potem rozbolała mnie głowa… Przeszło dopiero na jeździe, która przebiegła lepiej niż chciałam. Ostatnio załapałam świetny kontakt z koniem i tworzymy zgrany duet 😉 Pogalopowaliśmy sobie dziś ładnie 🙂 Teraz siedzę 20160825_121701 (2)sobie w moim małym, przytulnym pokoiku, umyłam włosy, opiłowałam i pomalowałam pazurki, jakoś tak mam ochotę się uspokoić. Więc pomyślałam sobie, że zajrzę na blog, popiszę sobie o pierdołach i pierdółkach 🙂 I przypomniało mi się podczas mycia włosów, że nic Wam nie pisałam o Małej, a o niej równie można napisać coś ciekawego i śmiesznego, choć lekko smutnego zarazem…

Przybywając na miejsce, podczas wyjazdu, kobietki miały pięcioosobowy pokój, bowiem każda płeć była w osobnym pokoju, bo, jak to stwierdzili, mnie z M. trzeba rozdzielić… Co dla mnie było śmieszne, ale pomimo protestów i śmiechu z mojej strony, postanowili. Później się nawet cieszyłam, że miałam osobny pokój. Było więc kilka łóżek, trzy pojedyncze i jedna wersalka, wąska co prawda. Pomyślałam więc, że wąską wersalkę zajmę ja, wraz z Małą. Małą lepiej mi przesunąć, gdyby w nocy się wierciła, czy odsunąć na bok, a z obcą całkiem osobą nic nie zrobię… Pierwszej nocy w ogóle nie mogłam zasnąć, bo targały mną różne myśli i zastanawiałam się, jak i czy w ogóle podjąć rozmowę z M. , który sam z siebie takiej chęci nie wyraża. Mała wierciła się, kręciła, spała bardzo niespokojnie, coś mruczała, ale wciąż spała bardzo twardym snem. Kiedy już zasnęłam snem płytkim, prawie czuwając, a zostało 3 godziny do pobudki, bo rano miałam umówioną jazdę w teren, nagle wybudziło mnie coś bardzo dziwnego. Leżałam plecami do Małej, twarzą do ściany, tak, żeby nikt nie widział smutku. Nagle usłyszałam głośne „Kici, kici!” Po czym nie zdążyłam się odwrócić, kiedy Mała z całej siły przyłożyła mi dłonią w policzek! Zupełnie nieświadomie. Zabolało. Odwróciłam się, przełożyłam jej rękę. Śpi nadal. Dziewczyny się pobudziły po tekście „Kici, kici! na cały głos, ale każda udaje, że śpią dalej… Po jakichś paru sekundach Mała siada na łóżku i zaczyna szukać picia. Odwracam się więc, żeby zapytać, czego szuka i co jest, łapie ją delikatnie za rękę, a ona w tym momencie się budzi! I zaczyna się niesamowicie szarpać i krzyczeć! Na prawdę dobrze, b3a8327f001ce50e4e5647deze na co dzień pracuję z końmi i nie panikuję w takich przypadkach. Bo w końcu ile razy koń, którego prowadziłam dostał paniki strachu i się szarpał? 😉 Trzymam ją dalej za rękę mocno, mówię, żeby się uspokoiła, że nic się złego nie dzieje… W końcu nie spadła z łóżka i przestała krzyczeć… Napiła się i poszła spać. Leżę dalej, spać mi się już chce, za chwilę trzeba będzie wstać. Dziewczyny nadal udają, że śpią… Ja też już przysypiam, po raz drugi tej nocy i nagle, niespodziewanie, Mała na spaniu wyciąga ręce, maca mnie po twarzy i słyszę „To ty, to ty?”. Zaraz przestaje. Odwracam się znowu, patrzę co się dzieje… Mała śpi w najlepsze. Za chwilę przytula mnie mocno ręką, kładzie nogę na moje udo i znów śpi… Przesuwam ją, ale za minutę jest to samo… Po którymś razie daję spokój. Przytula mnie, jak misia i śpi. Moje ciało drętwieje, przy którymś razie czuję, że zaczynam zjeżdżać z łóżka w szparę pomiędzy łóżkiem i ścianą…

W drugą noc dostałam kolanem w żebra, w trzecią musiałam ją całą przekładać, bo przyszłam dosyć późno, około drugiej w nocy, a Mała już spała, oczywiście na całej wersalce, więc nie miałam gdzie spać. W kolejną noc nie miałam gdzie dać nóg, a innym razem włożyła mi swoją nogę między uda, więc musiałam wyjąć swoją nogę i znów ją przesuwać… Raz by była spadła z łóżka.

Tak właśnie spędziłam piękne noce wyjazdu, kiedy w dzień zasuwałam po osiem razy tam i z powrotem… od domu do atrakcji…. Mała ma jakieś lęki, myślę, że nerwicę też, najprawdopodobniej przez to, co się w działo w rodzinie… Przez co mówi przez sen, wstaje, robi coś, a potem w ogóle nie pamięta tego. Kiedy jej rano opowiadałam, patrzyła na mnie ze zdziwieniem i niedowierzaniem.

A miałam tak się wyspać na tej podwójnej wersalce…

Wkurzające zjawisko internetowych fanek!

W swoim życiu nie uczestniczyłam w życiu wielu portali społecznościowych, bo nie czułam potrzeby uczestniczenia w machinie „posiadania znajomych i lajkowania wszystkiego”. Szkoda mi było ma to czasu , gdy widziałam, co moi potencjalni „znajomi” tam wstawiają. Na przykład to, ze siedzą na muszli w toalecie czy to, że byli na piątkowej imprezie i mają straszliwego kaca. Zawsze miałam jakoś ciekawsze rzeczy do roboty, choć zapewne i na takich portalach też można wyszukać coś ciekawego, jak w życiu. Niestety, często bywa tak, że to masa wyznacza nowe trendy, a masa jest najczęściej przeciętna…

Właściwie wszystko zaczęło się, gdy zaczęłam korespondować z Nietoperzem. Wiedziałam, że na Facebooku aż roi się od dziewczyn, które pod każdym zdjęciem ich kolegi, czy jakiegoś przypadkowo poznanego, modnie ubierającego się chłopaka, pozostawiają komentarze „Mrrr, kociaczku :******” lub „Seksiaczku mój piękny ;* ;*” itp. Nie sądziłam jednak, że taka „moda”, czy bardziej chęć zwrócenia na siebie uwagi zaistniała też na innych stronach, które w zasadzie służą do zupełnie innych celów niż wstawianie swoich zdjęć i zbieranie takowych komentarzy. Z Nietoperzem przecież zaczęliśmy korespondować na stronie z fotografią, gdzie ludzie pokazują zdjęcia Alp, łąk, czy wieżę Eiffla, street photo fab753af545c9ad8a1889988e916fda0itp. dlatego trochę mnie to zdziwiło, gdy pod jego zdjęciami, na których nie ma jego osoby, a krajobrazy, przyroda itp. Roi się od komentarzy wychwalających wręcz jego osobę…”Pięknie cudny! ” itd. Kiedy wstawił swoje zdjęcie, to już poszło… Jedna nawet napisała „Brałabym Cię ;***” Kiedy napisałam do Nietoperza otwarcie, „zobacz co się dzieje”, bo ja umiem o takich rzeczach wprost napisać, czy porozmawiać, to chyba nie wiedząc co odpisać, odpowiedział, że to wszystko przez pociągi, bo one teraz słynne i to do pociągów tak ciągną te laski… No cóż, zostawiłam temat, ja wiem swoje, on swoje, choć myślę, że doskonale wie, o co mi chodziło, tylko nie umiał na to odpowiedzieć bardziej rozsądnie… Jednak wydaje mi się, że Nietoperz ma raczej poukładane w głowie i te komentarze mu pobłażają i podnoszą własne ego, to podchodzi do tego bardziej jak do zabawy.

Staram się zrozumieć, że to moda, chęć pokazania się, ale myślę, że są jakieś granice szaleństwa, a taką jedną z granic jest szacunek do samego siebie. Zawsze mi się jakoś wydawało, że to chłopak powinien jakoś do dziewczyny „zagadać”, wyrazić chęci nawiązania kontaktu, a jeśli już robi to dziewczyna, co sama też kilka razy robiłam, to w sposób jakiś subtelny, delikatny, przyjazny, a nie nachalny i może trochę krępujący… Niestety, teraz wszystko przeniosło się na płaszczyznę internetu, a tam, wydaje się ludziom, że są anonimowi, wiec piszą co chcą…

Jednak obrót bardzo denerwujący dla mnie przybrało to zjawisko, kiedy M. zmienił sobie zdjęcie na Facebooku. Co prawda ładny z niego chłopak wyrósł, nie powiem, z resztą jak go zobaczyłam po takim czasie to widziałam, że się zmienił, na korzyść. No i stał się bardziej przystojny. No ładny z niego chłopak i tyle, jeden z najprzystojniejszych jakich znałam… Ale wystarczyło jedno zdjęcie, żeby posypały się komentarze „fanek”. Wiem, że najprawdopodobniej to są kumpele z klasy czy  z miasteczka, ale teksty tych komentarzy są rozbrajające: „Seksiaczku”, „Koteczku”, mrrrr;****” i cała lista, której tu wypisywać nie będę… Ha ha, piszą tylko dlatego, że chłopak sobie ubrał skórzaną czarną kurtkę, ciemne okulary i ma włosy zrobione na żel no i jest przystojny? I wszystkie go tak kochają i każda chciałaby go mieć… jak wychodzi z tych komentarzy. Świetne! A M. albo nie reaguje, albo odpisuje jakimś tekstem typu „hahahahhahaa XD” albo wysyła im emotikonkę „;-*”, raczej w podziękowaniu niż zachęcie do rozmowy, no ale myślę, że w ich mniemaniu czują się dumne, bo „odpowiedział”. Tak naprawdę to wiem, że jest jeszcze bardzo młody i w tym człowieku tak bardzo się to wszystko kotłuje… Nikt z nim nie rozmawia, nikt nie mówi co w miarę dobre, co złe, nikt nie pokazuje jakiejkolwiek drogi… Jako nastolatek jest zostawiony sam sobie, począwszy od zrobienia zakupów i ugotowania obiadu do jakichkolwiek relacji z innymi ludźmi. I tak właśnie się zastanawiam, bo skoro wszystkie tak bardzo go kochają, to dlaczego ich nie ma wtedy, kiedy płacze po nocach? Wtedy, kiedy pisał mi, że nie ma już nikogo i gdyby nie ja to to nie, co by zrobił…? Te zdjęcia też są „dla lansu”przed znajomymi, tak myślę. Dla pokazania, jaki to jest silny, jaki macho, czarna skóra i zegarek.  Bo ja go takiego nie pamiętam, choć nie powiem, w tej odsłonie też ładny. Jednak dla mnie nigdy nie był „seksiakiem w skórze”, takim twardym, wyluzowanym, a tym  „moim M.”, który potrafił mi pisać o księżniczkach, aniołkach” itp. I nadal nie jest, bo jak spojrzałam na te teksty, zabiegania, chęć zwrócenia uwagi to przypomniało mi się, jak na niego wpadłam, zupełnie niechcący, a biorąc pod uwagę ten drobny szczególik o którym chyba tu nie pisałam, że był w połowie nagi, musiało to wygląda przekomicznie, a ja ma twarzy miałam cały pot z jego klaty, bo podczas meczu było bardzo gorąco… Pewnie te  niektóre laski dałyby niejedno, żeby tak móc na niego „wpaść”. Ha ha ha! A dla mnie to po prostu było potknięcie i nadal jest, no, a że się skończyło jak się skończyło, no cóż… My i nasze pomysły! Zawsze, jak się zobaczymy, to musimy „poszaleć”, choć minimum… Dobrze, ze mnie złapał, bo bym się uderzyła mocno w płuca… Tak sobie myślę, że ja się z niego niekiedy tak śmieję, w żartach oczywiście, ale jednak… Z ich „bossa wspaniałego”, jak to określiły, jak ja mogę! Ha ha!

Nie powiem, trochę mnie te komentarze zezłościły, nawet nie z tego względu, że jestem o niego zazdrosna (no, może troszeczkę:-P) ale z tego względu, że przez takie zachowanie „rozwalają” fajnego, mądrego przede wszystkim młodego chłopaka! Schizofreniczne fanki! A ja nawet nie mam możliwości jakoś z nim porozmawiać, co on o tym myśli… Co prawda kiedyś, kiedyś gadaliśmy o tym, powiedział, że te dziewczyny są dziwne, że próbował z jakąś nawiązać kontakt, może poderwać, ale nie mają o czym rozmawiać… A ja, jak chciałam mu powiedzieć, że przystojny z niego chłopak, to mu to powiedziałam wprost, nie przez Facebooka…  Czy tak jest do tej pory? Nie wiem. M. się zmienia, jak pisałam wcześniej, jego poglądy chyba też… A ja nie chcę, żeby jakieś dziewczyny, które za wszelką cenę chcą mieć chłopaka, bo to „no on top” nie mieć chłopaka, zepsuły mi osobę, z którą mogę o wszystkim porozmawiać… Niektórzy mówią, że trzeba „przetestować”, ale czego wymagać od dziecka zostawionego samego sobie w trudnym świecie dorosłych, którzy jak to określił „niszczą jego świat i nadzieję, w sens”?

Czasami mam ochotę założyć konto i napisać komentarz:

Po pierwsze- To nie jest żaden” seksiak wasz” tylko mój przyjaciel!

Po drugie- On naprawdę potrafi rozmawiać i pisać po polsku więcej niż jedno zdanie proste, więc nie musicie się tak wysilać, jak będzie chciał, to sam napisze…

Po trzecie- Ma przyjaciółkę, która też ma skórzaną, czarną kurtkę, glany, czarne bransoletki (pieszczoszki) i dużego czarnego psa oraz słucha industrial metalu. Bójcie się!  XD

Może tez trochę przeze mnie się tak ubiera? Hm…?

Z tym ostatnim to już pojechałam! 😛 Ale z całego zestawu nie mam tylko czarnego psa, reszta wszystko prawda, a psa się go skądś skołuję 🙂

O wartościach się nie gada, bo…

– Stara, powiedz mi, czemu ludzie nie rozmawiają ze sobą wprost? O tym, co czują, o swoich myślach, patrzeniu na świat, o ich sposobie życia?- pytam.

Koleżanka odpala właśnie papierosa, nie przypalając sobie tym razem ręki. Stoimy na jednym z przystanków małego miasta, czekając aż przyjedzie wyczekiwany autobus, by dostać się do domu. Jest chłodnawo, czuję to, bo chłód właśnie dotknął mojej twarzy.

– Nie wiem, może się boją albo wstydzą? -odpowiada mi, wciągając do płuc zawartość papierosa i odstawiając go od ust.

– Myślisz, że to wstyd? Taki dziecięcy, że aż zażenowanie? O wartościach się nie gada, bo się jest dorosłym. A jak się jest dorosłym to trzeba być poważnym. Przecież to głupie… Żeby być poważnym trzeba rozmawiać o poważnych rzeczach, być pragmatycznym, konkretnym i rzeczowym, wtedy inni będą Cię tak postrzegali. Tylko, czy dorosłość równa się powaga a to z kolei pragmatyzm? Chyba nie do końca…

– Ja normalnie zacznę dyktafon przynosić na spotkania z tobą.- patrzy na mnie lekko podenerwowana.

Rzeczywiście, tylko ja z naszego otoczenia stojąc na środku ulicy potrafię robić takie rozkminy życiowe. Jadąc rano myślałam o dorosłości.”Ludzie dorośli są poważni”- taki to stereotyp można spotkać w wielu miejscach naszego kraju.  Może to dlatego mówią, że Polacy to smutasy. Poważni ludzie gadają o rzeczach konkretnych, które można dotknąć, obejrzeć. Kiedyś w autobusie się rozmawiało, każdy z każdym, teraz? Teraz się nie gada, bo po co. Wstydzimy się swojego zdania,  wyznawanych idei, wartości. Na ulicy się o takich rzeczach nie rozmawia. Jedyny kontakt ze sferą metafizyczną jako taką na ulicy mamy , kiedy odizolujemy się od całego świata w poszukiwaniu telefonu i słuchawek. Wtedy wpatrzeni zazwyczaj w okno autobusu lub idąc ulicą słyszymy, że ktoś do nas coś mówi, śpiewa, wykrzykuje. Jeśli potrafimy to w jakiś sposób przeżyć, doświadczymy kontaktu z tekstem, który o czymś do nas mówi, i to tyle… Jedni się nad tym zastanowią, inni nie…  To  często jedyny kontakt ze sztuką, można by rzec „nie pragmatyczny”.

– Kiedyś napisałam, że książka jest jak kobieta…- gasi papierosa na jakiejś skrzynce.

– Ale z książką się nie prześpisz.*- odpowiadam. Brakuje jej słów, śmieje się. Wreszcie przyjeżdża autobus…

*- osobiście nie uważam, że seks jest podstawą w relacji z drugim człowiekiem, a moja odpowiedź w kontekście naszych innych rozmów wydała się groteskowa i taka miała być, ot, po prostu, żeby uciąć rozmowę. Nie dlatego, iż uważam moją koleżankę za gorszą. Chętnie jej słucham. Mam tak  czasem, że jak sytuacja się robi za poważna, to urywam jakimś dziwnym stwierdzeniem, które wywołuje uśmiech. I nie oznacza to, że do tej sfery życia podchodzę jak do zabawy. To tak na moje wytłumaczenie ha ha!