Chcę zacząć nowe życie! Bez Top Guna i F.

Nadszedł chyba ten czas, kiedy muszę rozpocząć nowe życie. Bez Top Guna ani F. Relacja z nimi jest toksyczna na tyle, że nie wytrzymuje.

Wczoraj płakałam… Top Gun od jakiegoś tygodnia zneca się nade mną psychicznie. Bo inaczej chyba tego nazwać nie mogę… Biorąc pod uwagę to, jak się czuje… Najpierw pisał mi o tym, że nigdy nie będę tak dobrze zarabiać jak on w wojsku, później, że moje studia są nic nie warte… Ale to jeszcze jakoś znioslam.

Ale to, co wydarzyło się wczoraj rozłożył mnie całkowicie. Pojechałam bowiem na egzamin, miałam go pisać razem z Top Gunem. Podczas tego egzaminu Top Gun chciał mnie pocałować a kiedy się odsunełam, chwycił mnie mocno za szyję z tyłu i zaczął potrząsać. Mówiłam mu, że mnie to boli ale nie przedstawał, odpowiadając mi, że ma boleć, tak jakby robił to za kare, iż nie dałam się pocałować podczas egzaminu. Bolała mnie cała szyja i barki… Później mnie niby pomasował ale to nic nie dało. Chciał mnie odwieźć do akademika, ale nie chciałam.

Wieczorem napisał do mnie, czy dotarłam więc odpisałam, że tak. Napisałam mu też, że zrobił mi dziś krzywdę bo szyja boli mnie do tej pory, i aby tak więcej nie robił. Na to odpowiedział mi, że nie ogranełabym go w bliższej relacji, bo jestem zbyt tępa…

Zrobiło mi się bardzo przykro i smutno… Po policzkach poleciały łzy… Czyli co? Czyli jestem zbyt głupia aby go zrozumieć? Zbyt tępa aby z nim być? Choćby i tak nigdy do tego nie doszło, hipotetycznie może tak myśleć…  Nie ogarnęlabym go, jak to on twierdzi bo co? Bo wolę czuły dotyk niż szarpanie kogoś i sprawianie mu bólu? Jak można komuś tak powiedzieć z tego tylko powodu, że woli subtelny dotyk? Jest mi przykro, że tak uważa.

Popłakałam się… Nie wytrzymałam emocji. Dobrze, że wykłady skończyły się wcześniej. Poczułam się znowu jak śmieć. W przyplywie tego smutku, znalazłam jeszcze na tyle siły, by odpisać mu tylko, że nie musi się obawiać, bo nie mam ani chęci, ani zamiaru być z nim kiedykolwiek w bliższej relacji. On też by mnie nigdy nie ogarnął w bliższej relacji. Odpisał, zapewne. Odpowiedziałam tylko jeszcze tyle, że obserwując jego reakcje wiem, że na pewno by mnie nie ogarnął. Taka jest prawda. Bo on patrzy tylko na tyle a nie na to co ja przeżywam, jakie są moje myśli… Że jesteśmy z dwóch innych galaktyk. Potem wysłał mi obrazek szczura. Nie odpisałam już nic, nawet go nie otworzyłam… Siedziałam na łóżku i płakalam…

Kiedy to się skończy? On się nade mną zneca, poniża mnie i udowadnia mi, że jestem nic nie warta… Bawi się mną.

Z drugiej strony mi przykro, bo osoba, która kochałam kiedyś i do której tak bardzo chciałam pasować, stwierdza, że jednak nie pasujemy do siebie, a dokładniej, że to moja wina, że nie pasujemy… Ja z moją potrzeba dopasowania się do innych, mam ciężko to zaakceptować. To dla mnie trudne… Że do kogoś nie pasuje i ten ktoś jeszcze wskazuje, że to moja wina…

Przetrwałam jakoś noc, rano czułam się, jakby mnie ktoś pobił, rozbita całkowicie. Czuję się znowu odrzucona i ponizona przez niego. Nic nie warta… Dlaczego to wraca?

Byłam jak takie zwierzątko, które się bije, a od czasu do czasu glaska. I ono przychodzi z a każdym razem, wraca, w nadziei, że może tym razem zostanie poglaskane a nie zbite… Ale dość tego, koniec. Usuwam Top Guna ze swojego życia, F. Tak samo gdyż ma on bezpośrednie powiązania z Top Gunem. Zawsze będą rodziną i zawsze będą bardzo zżyci… Nie chcę się kontaktować, nie chce rozmów, nie chce niczego… Z F. tak samo. Moja rodzina płaczę, już nie wierzy mi, że mogę zerwać kontakt. Powiedzieli mi, że nie wiedzą, jak mi pomóc, już się poddają. Albo się z tej relacji wyrwę sama albo będę cierpieć…

Muszę się kontrolować… Bo wiem, że i on i ja na siebie lecimy…

Z drugiej strony, zmartwił mnie Żołnierz. Powiedział mi, że chce jechać na misję…. Złożył już wniosek na wyjazd do Afganistanu, ale mu odrzucili, jednak będzie próbował raz jeszcze. Przegadalismy cały dzień o tym… Odradzałam mu. Przecież może tam zginąć, to są konflikty zbrojne, a jeśli nie zginąć to zostać trwale ranny lub kaleką… Ale on się uparł. Mówi, że lepiej wyjechać teraz, jak się jest samemu, niż potem kiedy się ma rodzinę. Na dodatek śmiał się, że jeśli zginie to może dostanie pośmiertny awans… Tak jakby nie zależało mu na życiu… Nie wiem, co on chce tym sobie udowodnić, że jest prawdziwym żołnierzem w boju? Na froncie? A co jeśli mu przyjdzie strzelić do człowieka? Zrobiłby to? Z jego wrażliwością? Przegadaliśmy cały wieczór o naturze ludzkiej w konfliktach zbrojnych ale nie wiem, czy to coś da… Jeśli się uprze, że chce jechać do tego Afganistanu i dadzą mu zgodę, to nic nie zrobię… Martwi mnie też to…

Ale za to dowiedziałam się, że chciałby domek nad strumykiem i psa… No i jak zwykle, wysłał mi piosenkę o miłości… Tyle, że zaczyna mnie to zastanawiać też, czemu cały czas śpiewa o miłości? Czyżby kogoś kochał? Na przykład kogoś, z kim nie może być?

Nie chcialabym aby wyjeżdżał. Chciałabym aby został i pomógł mi się wyrwać z relacji z Top Gunem… Bo on może to zrobić. Jeśli byłby ktoś inny, myślę, że zapomniałabym stopniowo, a przynajmniej tak by mnie nie ciaglo do zapychania pustki Top Gunem bo nie byłoby już tej pustki, która próbuje zapchać….

„Puste słowa w mojej głowie wciąż, kocham Cię.

Ile jeszcze muszę cierpieć? Ile wylać łez?

Czy to kiedyś mogło udać się? Czy to miało jakiś sens?

Serca głos mówił mi co dnia, nie bój się…

A jednak, miłość może ranić.

Kiedy skrada się do Twoich ust!

Choć wiedziałam jak to skończy się.

Chciałam więcej.

Byłeś wszystkim, czego mogłam chcieć, ostatnim tchem. 

Teraz stojąc w obcym tłumie ludzi, jestem sama…

Chciałabym oddać wszystko to, co mam by z Tobą być!

A jednak, miłość może ranić! 

Kiedy skrada się do Twoich ust!

ZŁAMALES MI SERCE… ZŁAMALES MI SERCE…. ”

Łzy- miłość może ranić.

5bed524a001b0e484fa95a6f

 

 

 

Szaleństwo w moim życiu… Powrót Top Guna?

Tyle się dzieje i działo, a ja nawet nie zdążyłam tego wszystkiego opisać… Jakoś nie miałam do tego chęci. Robiłam badania w jednostce. Miałam nadzieję, że zobaczę na nich Żołnierza… Ale jednak tak się nie stało. A wszystko zaczęło się od… zaproponowania kawy… Tak, jakieś półtora tygodnia temu zdobyłam się na odwagę i zapytałam, czy by nie poszedł na kumpelskie spotkanie i na kawę ze mną. Powiedział, że bardzo chętnie pójdzie, jak bedzie miał czas wolny. Jednak do spotkania do tej chwili nie doszło.

W tamtym tygodniu Żołnierz zrobił coś dziwnego, jak na niego i bardzo wzruszającego. O 22.00 sam z siebie wysłał mi piosenkę, w której śpiewa:

„Ciemno, tak tu ciemno, dławi mnie własny lek, ciemno tak tu ciemno, nie zostało mi już  nic, kiedy nie wiem jak mam żyć, pomóż mi… bo słońca brak…

Nauczył się jej wtedy, kiedy nie mieliśmy kontaktu. Nie wiem, czy mam tą piosenkę odbierać soobiście czy po prostu podobaja mu się takie wykonania, lecz wysłał to do mnie noca, kiedy nie mógł spać.

Podczas badań, badałam też kolegów Żołnierza. I oczywiście wspomnieli o nim, sami z siebie. Podobno jak był na komisji lekarskiej to gdy wszedł do psychologa to siedział tam 20 minut, gdzie inni byli po 5 minut. A jak wyszedł to pani psycholog płakała… Historię życia jej opowiedział.. I teraz się inni śmieją z niego… Eh..  musi mieć niełatwo…  Ale to oznacza, że dogaduje się z psychologami i potrafi być otwarty… Ale oni się teraz wyraźnie z niego śmiali.

Później, w kolejnym dniu, rozmawiałam z koleżanką z jednostki, która dodała mi kolejnych informacji o Żołnierzu. Otóż, poszła plota, choć nie wiedziałam poczatkowo co o tym myśleć, że ma romans z panią z kantyny… bo często tam chodzi na kawe i żołnierze powiedzieli, że pewnie z nią też sypia. Powiedziała mi to koleżanka, do której też czaem przychodzi więc mogła się to dowiedzieć tylko od niego, ona raczej z chłopakami nie siedzi na kompanii, a skoro wie to od niego, to raczej malo prawdopodobne, aby to była prawda, skoro sam uważa to za plotę.

Drugą sprawa jest to, że pytał się tą koleżankę o mnie, dlaczego dala mój numer telefonu i mi jego numer? O co to chodziło w tym? Tak jakby podejrzewał, że coś innego się za tym kryje niż sprawa z badaniami tylko. Koleżanka powiedziałą, że to tylko o badania chodziło, ale myślę, że zaczyna podejrzewać podstęp. Powiedział jej też tylko, że rozmawia ze mną i nic więcej. A co najciekawsze, powiedziała mi, że opowiedział jej coś smutnego… ale sam z siebie. Dziwi mnie to, że mnie tego nie powiedział, ale może to świadczyć o tym, że nie chce być źle odebrany w moich oczach, ludzie bowiem nie lubią cieżarów… Otóż, ma brata.. Brat ten lubił skakać z mostów, an bungie i robić różne wyczynowe skoki, pewnego razu spadł, od tej pory jest kaleką. Niby umysłowo jest sprawny ale fizycznie już nie. To może powodować to, że Żołnierz jest taki przygaszony… Choć nie wiem do końca. Z tego, co pisał, sa chyba razem w mieszkaniu, bo zamawiał wtedy pizze dola siebie i dla brata, może on sie nim opiekuje? To jednak duży bagaż dla tak młodego człowieka, który chciałaby sobie (a przynajmniej tak mi się wydaje) ułożyć własne życie… Może dlatego jest taki przygaszony? Co zauważyła sama koleżanka, że on nie jest zbyt otwarty i cieżko do niego dotrzeć… Jednak jej powiedział o bracie… To mnie zastanawia…

Przedwczoraj znowu miałam smutny dzień, pomimo konwersacji z Żołnierzem dopadł mnie jakoś smutek i chciało mi się płakać… Gdy patrzę w swoją przyszłość, nie widzę nic tylko czarną dziurę, do tego jakiś ogromny żal do Top Guna… Zaczęłam nawet pisać pewne opowiadanie z nim, w roli głównej, gdzie trzymam go przywiązanego do krzesła w ciemnej piwnicy i wyrzucam z siebie cały żal związany z tym, do jakiego stanu mnie doprowdził, że odebrał mi nadzieję na normalne, lepsze życie, że mnie zostawił i porzucił. Jutro miałam go zobaczyć… Nie lubię tego dnia, kiedy wiem, że w jutrzejszym dniu mam się znim zobaczyć. Wtedy we mnie wzbierają emocje i pytam siebie, jak sobie poradzę… Przeżyłam ten dzień. Ale tyle emocji we mnie było, tyle smutku i chęci płaczu… Nazajutrz miałam apisać 2 egzaminy…

Top Gun przyszedł, przywitał się dopiero po pewnym czasie… Przyniósł mi odznakę z munduru… drugą już jaką dostałam od niego. I tak spędziliśmy prawie cały dzień razem…  Ten dzień okazał się najdziwniejszym dniem w moim dotychczasowym życiu…

Był 30 listopad, dokładnie pół roku, co do dnia odkąd dowiedziałam się o jego poteójnym życiu, o miłości do kochanki, o jego utrzymacne, dzień,w  którym wszystko się zawaliło… Wczoraj minęło równiusieńko pół roku…

I powiem Wam, iż przekonałam się, że nie można wierzyć w ani jedno słowo, które mówi Top Gun… Jego cała wielka, piękna i tak wzniosła miłość do jego kochanki, okazała się wczoraj… niczym… bo jakoś nie miał najmniejszych oporów, aby ją zdradzić… ze mną…

Nie wiem, co będzie dalej, boję się, znowu mamy kontakt, zaczęliśmy pisać. Przegadaliśmy też naszą relację, to dlaczego się nie odzywamy do siebie…

Można by rzec, że robię sobię krzywdę, ale najlepsze jest to, że oboje wiemy, że tam już nic nie ma, jest pustka. Tego, co było między nami już nie ma. Przynajmniej z mojej strony. Nie wróciła ani nadzieja ani ułuda, ze z tego coś będzie. Nie żyję już iluzją, już nic w tym nie widzę. Nie wiążę z nim żadnych nadzieii. Wszystko umarło. U niego tak samo. Mówił mi, że raczej zainwestuje pieniądze, które zbierał dla przyszłej rodziny w kupno mieszkania, któe potem da pod wynajem. Z czasem wolnym, który nota bene też trzymał dla rodziny, chyba też coś zrobi, w  postaci dodatkowej pracy na budowlance… Raczej przestajemy wierzyć w to, że nam się poukłada. I mnie i jemu… Więc, jak to stwierdził, co nam w tym smutnym życiu zostało? Wiemy, że nie „wrócimy” do siebie, to po prostu nie możliwe, wszystko umarło i jest pustka…  Jednak o dziwo wczoraj nie byłam smutna i przygnęnbiona tym, co się stało, wręcz przeciwnie, byłąm radosna, bo można też na to spojrzeć z tej perspektywy, że to takie moje małe zwycięstwo, bo gdyby tak naprawdę i dozgonnie kochał swoją kochankę, jak to twierdził i jego serce było tylko tam, to to uchroniłoby go przed tym, co się wczoraj stało… Nie podjąłby takich działań… A ja teraz boję się siebie, boję się, co będzie dalej…

To niewiarygodne, aby wiara mogła dzielić
To niewiarygodne, aby rozkosz mogła spalić
I niewiarygodne, aby słowa mogły ranić
I niewiarygodne, aby miłość mogła zabić
refrain:
A jednak są łzy szczęścia, które spływają z oczu mych
I gładzą cicho moją twarz, kiedy w ramionach jestem Twych… „
Łzy-Łzy szczęścia.

kobieta_plportalpl

Chcę Cię, ale boję się…

Przetrzymałam te wszystkie smutne dni. Dałam radę jakoś, choć nie było łatwo. Wczoraj postanowiłam, że napiszę dziś do Żołnierza. A okazja sama się nadażyła, bo był telefon. Z jednostki, przydzielili mi poododział, więc już się z Żołnierzem nie zobaczę, wiadmo, nie na badaniu… Wybrali innych.

Rano miałam spotkanie z terapeutką, było w nim coś dziwnego… Opowiedziałam jej o Żołnierzu, o tym, co czuję, o tym, ze znowu on się nie odzywa, że zawsze sptyakam takie osoby, które się same z siebie nie potrafią odezwać, co ja robię nie tak? Rozpłakałam się. Chyba widziałą, ile bólu jest we mnie, ile cierpienia. Maała łzy w oczach… Ona. Powiedziała, że to strasznie smutne, że to ogrom cierpienia i bólu, jaki muszę przeżywać, samotności i odrzucenia… To straszne… Rozmawiałyśmy też o przeszłości przez ojca, przez matkę, zostałam odtrącona, więc teraz mogę powielać schematy. Tylko takie życie znam… Potem mnie przytuliła, bo powiedziałam, że tego potrzebuje. Ale nie wytrzymałam w tym kontakcie zbyt długo i odsunęłam się sama. To było dziwne… Powiedziała mi, że byłam spięta i, że pragnę bliskości ale trudno mi w niej być… Chyba na rację. Może oczekuję zbyt wiele od innych? Z drugiej strony te osoby mogą się bać takiego nakłądu dawania siebie… i bycia dostępnym zawsze… bo tak się cyba nie da. Ta sesja mnie rozwaliła, wyszłam z niej, jeszcze pociągając nosem… jest mi ciężko, tak bardzo.

Choć trochę sie uspokoiłam, w głowie mam taką myśl, że dziś na sesji dałam dupy, po prostu…

Zrobiłam też to, co chciałam zrobić. Zaproponowałam Żołnierzowi spotkanie. Zgodizł się, jeszcze nie wiemy kiedy , bo na razie jest na poligonie, ale powiedział, że jak będzie miał wolny czas to chętnie. Zastanawiam sie tylko, co będzie po tym spotkaniu… Jeśli w ogóle do niego dojdzie, to potem prawdopodobnie znowu będzie cisza… I nie wiem po co ja się w to ładuję. Jednak coś mnie tak cięgnie… Przynajmniej fundnę sobię parę miłych chwil… Cieszę się, ale jakoś, nie umiem tego okazać… Nadal trwam w smutku…

Ostatnio poznałam też dwóch innych żołnierzy. Jeden nawet sam zaproponował mi spotkanie. Nie wiem co o tym myśleć. Pewnie, jeśli z Żołnierzem nie wyjdzie, to spotkam się z nim…

young-girl-531252_960_720

 

 

Ja i Top Gun…

Widziałam się z nim. Po raz drugi od tych feralnych zdarzeń… Wczoraj. I wczoraj stało się coś, czego nie przewidzialabym nawet w najśmielszych snach… Jeszcze rano byłam na niego wkurzona, bałam się go. A w ostatniej chwili przed spotkaniem… Wszystko mi przeszło. Nadal nie traktuje go na poważnie ale pojawiła się taka myśl, aby sobie niewinnie z nim poflirtować… Nie wiem dlaczego? Sama się nie rozumiem… Może dlatego, że on to umie? Że wie na czym polega ta zabawa? Bo to tylko zabawa, poważnie już nigdy nie będę go traktować.

Jakoś rano zaczęlismy pisać… Napisał mi, że cierpi, że stracił już nadzieję na to, że będzie dobrze w jego życiu… Ona odeszła, ta, która tak bardzo kochał. W moich oczach to było żałosne. Przecież miał wybór, mógł mieć wszystko czego chciał. Dom, rodzinę, dzieci może kiedyś, a teraz mówi mi, że został sam… Dokonał wyboru, wybrał ją, więc teraz ma swoje “szczęście“ z nią. Czego chce? Czemu mi się żali? Napisał mi też, że jestem śliczna… Ale zlekceważyłam to…

Z drugiej strony, może nie jestem do końca dobrym człowiekiem, jak jak pisałam ale bardzo dobrze, niech cierpi, niech zobaczy jak to jest. Kiedy ja cierpiałam, jego nie było. Też nie zamierzam mu pomagać. Dziwi mnie, że minęło też pół roku i się jeszcze nie otrzepał, nie zrezygnowal z niej, przecież to nie ma sensu. Sam F. To kiedyś przyznał w rozmowie ze mną. Moim zdaniem powinien odpuścić, tak jak ja odpuściłam jego, tak on powinien odpuścić ja i zacząć nowe życie. Zdać sobie sprawę, że on go nie kocha, nie chce i odrzuca. Dodatkowo pieprz się na lewo i na prawo, z kim popadnie… Nie wie, nie rozumiem, co on w niej widzi i dlaczego nie może tego zostawić, zacząć nowe życie samemu. Napisał mi, że jego życie nigdy już nie będzie miało głębszego sensu… Ale zawdzięcza za to tylko sobie…

Po tej wymianie zdań, spotkaliśmy się. Przyszedł, powiedział, że dobrze mnie widzieć. Potem siedzieliśmy koło siebie… Zmieniliśmy parę zdań. Top Gun nie miał humoru, mało i nie często odpowiadał. Ale miałam to gdzieś, nie będę zabiegać o to, by się odezwał do mnie. Siedzieliśmy i po jakimś czasie on zaczął odbiera mnie z włosów, oczywiście skubiąc po udzie… Klapnelam go delikatnie w rękę. Nie byłam na niego zła, nie wkurzalam się już, za dużo mnie to kosztuje a on i tka nie zrozumie o co mi chodzi… Jest na to zbyt tępy raczej.

Potem poszliśmy na obiad… Ja wzięłam przystawkę, on nic. Zjadłam. Podczas jedzenia opowiadał mi znów, jaki jest bogaty, że zrobił łazienkę za 40 tys i jaka to prestiżowa pracę ma w wojsku. Co się z nim stało? Nie poznaje go… Jego poziom chwalenia tak wzrósł, że to jest niesmaczne już… Tak samo jak poziom chwalenia się Pana że skrzydłami kiedyś…

Jednak co mnie zabolało, powiedział mi, abym jadła bo będę miała czym wymiotować… Wysmiał moja chorobę i to bylo przykre… Nie rozumie tego, nie mogę liczyć na zrozumienie. On by mnie i tak nie zrozumiał, nawet jak byśmy byli razem. Więc nie żałuję. Zrobił się opryskliwy i niesmaczny… Zapłaciłam jak zawsze ja. On dojadl resztki… Jeszcze go będę karmić? Pomyślałam, ale już trudno… Opowiadał mi te o tym, jak to podrywal Panią psycholog w jednostce swojej…

Kiedy mieliśmy wychodzić, powiedział, że mi coś powie jak wyjdziemy. U rudzilam się jedzeniem w kącikach ust więc po drodze mi je delikatnie otarł ręką, patrząc w oczy… A kiedy wyszliśmy, zdarzyło się coś, czego bym w snach się nawet nie spodziewała. Wyszliśmy, idziemy koło siebie… A on zaczyna…

-Ładnie spodnie…

-Dzieki, nowe.

-Ładne… Jak siadasz i nie tylko to tak Ci opinają muszelkę, że nawet mi się to bardzo podoba… I nawet jak bym mógł, to bym dotknął…

Zamurowało mnie. Popchnęłam go mocno w bok… Myślałam, że tematy około seksualne mamy już za sobą, że w obecnej sytuacji niesmacznym byłoby o nich mówić. Po odrzuceniu raczej nie rozmawia się o takich tematach… Myślałam, że to już jest między nami temat zakończony. Ale jak się przekonałam, Top Gun robi tak do wszystkich kobiet… Ostatnio podrywał swoją psycholog w jednostce… Do której nota bene ja mam temafon. I wczoraj tak przyszło mi przez myśl… Gdybym chciała mu tak ewidentnie zrobić na złość to mogłabym zadzwonić do niej i opowiedzieć cała swoją historię, powiedzieć co on robi w życiu, co mnie zrobił, jakie ma problemy, że sobie nie radzi, że jest załamany… Ciekawe czy wtedy utrzymał  to stanowisko, co ma teraz?? Eh…

Ale troszkę się nad nim odegrała za to wymiotowanie. Bo powiedział mi, że musi iść kupić ciuchy bo chodzi u rany jak menel. A ja powiedziałam, no wiem, widzę… A on. No dobra, należało mi się za te spodnie, ale to o spodniach przynajmniej było miłe, a to nie…

Tak więc sprawy potoczyły się inaczej niż przypuszczałam. Z jednej strony jestem na niego zła, nie rozumiem go i żalość mnie bierze, gdy na niego patrzę. Minie jeszcze wiele, wiele czasu nim on przejrzyj na oczy… Ale to już jakby nie moja sprawa. Z drugiej strony czuje, że znowu zaczyna się pomiędzy nami pewnego rodzaju gra, słowna i w ogóle, ta gra, która trwała przez rok. Wszystko jakby wraca na stare tory… Tyle, że teraz patrzę na to jak na grę, nic nie znaczącą, nie mająca jakiegokolwiek wpływu na moje życie… Zdystansowalam się do tego. Nie ma już we mnie nadziei na to, że kiedy on mnie pokocha, że ze mną zostanie… To się po prostu nie wydarzy… Choćby mi przysięga na kolanach. Nie uwierzę w to. Temat zakończony. A to, że się z nim pobawię raz na dwa tygodnie? Na razie nikogo tym nie ranie, bo jestem sama i tak nikogo nie ma… Nie rusza mnie już to, pozbieralam się i mam swoje cele i swoje plany, nie będę się już nim zajmować… Tylko ten tekst o spodniach, cały czas mi siedzi w głowie…eh.. Stary chlop, któremu brak seksu… Eh…

Zaraz właśnie szykuje się do wyjścia na piknik żołnierska. Mam nadzieję, że zobaczę się z Żołnierzem choć na chwilę. Trzymajcie kciuki!

companions-899050_1280

 

 

 

 

Cisza…

Nie pisałam tutaj, bo nie było o czym… Ale dopadł mnie znów dół. Jakieś trzy dni temu konwersacja z Żołnierzem się urwała, całkowicie, nie było z nim kontaktu. Przyznam szczerze, ja odpuściłam. Znudziło mi się ciągłe do niego wypisywanie z pytaniemi, by odpowiedział, jeżeli nie będzie chciał kontaktu, to trudno, pomyślałam, przynajmniej zobaczę, czy coś zrobi, kiedy ja się pierwsza nie odezwę. Nie zrobił nic. Przez dwa dni była totalna cisza. Miałam dać sobie spokój, tak sobie mówiłam, że nauczyłam się szybko odpuszczać i zajmować się swoimi sprawami. I tak też zrobiłam, pisałam, szukałam szablonu na mój drugi blog, ale gdzieś tam z tyłu głowy pojawiły się myśli rezygnacyjne i ogólny dół.

Zaczęłam myśleć, że to ja jestem taka niewydarzona, ze nikt mnie nie che. Poza Panem ze skrzydłami w moim życiu nie było nikogo, kto by wyraził swoją własną cheć poznania mnie. Zawsze to ja zaczynałam…To jakieś takie, meczące… zmeczyłam się już, chciałąbym aby też ktoś pozabiegał o moją uwagę, o moje zainteresowanie. Powiedziałam sobie, że pieprze to i nei będę do niego pierwsza już pisała z pytaniami co u niego… Tylko znowu poczułam się taka, jakby nie warta niczyjej uwagi, zainteresowania, jakbym była nikim, na kogo ktoś by mógł zwrócić uwagę… To był przykre. Zawsze spotykam takich ludzi, którzy sami nie dążą do kontaktu, zawsze ja to robie. Oni chyba jednak inaczej odbierają ten świat?

W końcu pomyślałam, że napiszę jednak do Żołnierza, ale napiszę mu prawdę, w końcu faceci są tak prości… Chyba bardziej prości, niż mi się wydaje… Na prawdę. Napisałam mu, że widzę, że jest bardzo zajęty, bo nawet odezwać się nie ma czasu… Odpisał natychmiast. I napisał mi, że prawie płacze, bo chciał założyć struny do gitary, ale chyba są zepsute i coś jest nie tak. I zaczęliśmy pisać, potem zapytał się jak tam poszło szkolenie z żołnierzami i opowiedział mi, że był na szkoleniu z wysadzania czegoś tam. Potem posłał mi też filmik z zawodów na których był w paździeniku. Dziś też cały dzień pisaliśmy. Napisałam mu otwarcie, że jest bardzo tajemniczy i odpowiada tylko półsłówkami czasem (co nie ułatwia sprawy;). Był zdziwiony… Jak to facet… Bardzo domyślny… No iw  końcu zaprosił mnie na piknik w niedzielę… Sęk w tym, że na ten piknik wojskowy isć nie mogę, bo mam wykłady i to z ważnego przedmiotu, na którym muszę być, bo mam już tam dużo zaległości… Nie wiem jeszcze co zrobię.. czy pójdę na ten piknik i potem na wykłady, czy pójdę na piknik, czy pójdę na wykłady, oczywiście z Top Gunem… (o jak sie cieszę, że znów mnie będzie chciał dotykać…). Nie wiem, jestem w rozterce… Najchętniej poszłabym na piknik, zobaczyć się z Żołnierzem… To smutne, ze obowiązki muszą odbierać mozliwość poznania kogoś… 😦

Ten wybór…

airport-2373727_960_720

A tak poza tym, to szukam nauczyciela j.angielskiego przez skype (jakby ktoś coś wiedział, to dajcie znać) , bo muszę się podszkolić oraz kogoś, kto umie robić ładne szablony na bloga, bo potrzebuję szablonu na blogspota do tańczących z wilkami. 🙂

Co myśleć?

Wpadam tu na chwilę… mianowicie nie umiem ułożyć jednej myśli związanej z nową relacją. Wczoraj dzień wszytskich świetych, święto zmarłych… jak co roku byłam na grobach, zmarzłam, to był taki nastrojowy czas…

Przed wczoraj zwątpiłam w nową relację z Żołnierzem. Kiedy pojechał na szkolenie nie odezwał się ani razu, ostatnio ogólnie jakoś mało się odzywał, więc stwierdziłam, że chyba to nie ma sensu. Skoro piszę do niego, a on, choć jest aktywny, nie odpowiada, to chyba tego nie chce… I zaczęłam już w myślach odpuszczać. Cóż, nikogo nie będę zmuszała do kontaktu ze mną, skoro nie chce… Wczoraj nawet nie napisałam do niego cały dzień, aż do wieczora. A kiedy wieczorem odpisałam mu na jego poprzednią wiadomość, to odezwał się za chwilę, odpisałam i odezwał się znowu, teraz pisał już często. Napisałam mu, że będę stroić swoją gitarę, więc o dziwo się zaangażował i mi pomógł ją nastroić, podpowiadając co i jak. I choć instrument nie brzmi tak, jak powinien to jednak Żołnierz był tym żywo zainteresowany…

Dowiedziałam się też od koleżanki, że kiedy go poprosiła i zapytała, czy może dać mi jego numer telefonu, nawet się ucieszył. A ostatnio, kiedy siedziałyśmy na kawie, zapytała się mnei, czy on jest w pracy, a ja powiedziałam, ze pojechał na skzolenie, a ona do mnie z takim zapytaniem : Tęsknisz??? Ja zrobiłam oczy na nią… Nie wiedziałam, co mam jej odpowiedzieć, w końcu powiedziałam, że nie, nie tęsknię, ale dziwię się, bo zazwyczaj pisze, a teraz cisza…

Sama nie wiem, co o tym myśleć… Może dać mu czas? Wszak jeszcze się z nim nie spotkałam nawet sam na sam… Choć w poniedziałek jadę do jednostki, mam nadzieję, że będzie w pracy…

 

Top Gun, Żołnierz, F., Piesek i ogólny mętlik w myślach!

Jestem w domu. Na reszcie. Brakowało mi tego… Przez te 4 dni czułam się jednak trochę oderwana od siebie, tyle sie działo w moim zyciu, a  tu kazano mi siedzieć na wykłądach, w sumie, nie kazano, ale musiałam, bo jeśli sie już czegoś podjęłam to chcę to zakończyć, natomiast za dużo się działo, by móc skupić się na wykładach. Myślami byłam gdzieś indziej…

Tak, jak już pisałam w poście na fecebooku, w sobotę widziałam Top Guna. Przeszedł koło mnie i nawet mnie nie poznał chyba. To dobrze, jednak zrobiło mi się jakoś smutno. Poczułam żal i niechęć do niego, jednak pojawiła się ta myśl, że „Mogło być tak pięknie…”, a nie jest… i nigdy już nie będzie. Spieprzona kolejna historia jakich wiele. Nasza historia… Kiedyś razem, teraz oobno…Ale ten stan jakoś minął. Powróciłam do siebie. Na drugi dzień, w niedzielę, poprosiłam koleżankę, aby wpisała mnie na listę na studiach z jednego kierunku, bo byłam na drugim. A ona przyszła pod koniec dnia i powiedziała mi, że mnie nie wpisała, bo Top Gun przyszedł do niej i powiedział jej, ze to on mnie wpisze, gdyż lepiej zna moje pismo i jest bardziej upoważniony do tego, by mnie wpisywać! Kiedy ja go w ogóle o to nie prosiłam!! I nie dawałam mu żadnego upoważnienia! W końcu nie wiem, czy mnie wpisał, czy nie, bo nie chciałam się o to pytać, by nie zaczynać znowu głupiej rozmowy. Dlaczego on to robi? Dlaczego wciąż próbuje mnie do siebie przyciągnać? Próbuje zrócić moją uwagę na siebie? Czy on na prawdę nie rozumie, że to już koniec? Że nie będzie drugiej szansy, że wykorzystał swój czas… Albo zgrywa się na takiego… Podejrzewam, co jest dla mnie bardzo smutne i bolesne, ale jakoś sobie z tym radzę, ze on uważa mnie za idiotkę, której można wszystko wmówić. To, ze byłam spokojna, chciałam rozmawiać i wytłumaczyć pewne rzeczy, spowodowało to, że on myśli, że będzie teraz przez chwilę dla mnie dobry i znów wrócę, że dam się owinąc wokół palca jak kiedyś, że jestem głupsza…. Mała, zestresowana, głupia lalka, z którą można robić co tylko się chce… To smutne…

Pogorszyła się też kontakt z F. Nie wiem czemu, moze przez to, że powiedziałam mu prawdę o mnie i o Top Gunie? Ale raczej nie wydaje mi się, by to mogło mieć wpływ, to raczej jego osobowość… F. jest specyficzny… Ostatnio nie napisał do mnie przez dwa dni, kiedy ja tego potrzebowałam, bo miałam wykłady, byłam zmęczona i miło by było  przeczytać jakieś miłe słowo, bo… odpoczywał. I resetował umysł… przez dwa dni i była cisza… Jeżeli już wyśle wiadomość to jedną na dzień, o 20.00 wieczorem. Nie odpowiada na moje wiadomości wcześniej… Nie wiem, co jest grane, czy taki po prostu jest, czy do innych też nie pisze całymi dniami, podejrzewam jednak, że Top Gunowi odpowiada… Fakt, że te wiadomosci są zawsze bardzo długie, ale przecież można pisać krócej,ale mieć jakiś kontakt… Nie rozumiem go… Jest tak zmęczony po pracy listonosza jeżdżącego autem? Na prawdę? Tak zmęczony, że nie może napisać „Dzień dobry, co tam u Ciebie?” Nie wierzę… Chyba, że ma jakąś niespotykaną męczliwość… Więc kontakt mamy, ale jakiś rzadszy i jest jakoś dziwnie.

Natomiast mam cały czas kontakt z Żołnierzem. Nie piszemy często, ale raz na jakiś czas, choć są to dość krótkie wiadomości. Kiedy go poznałam, też nie wydawał się bardzo rozmowny… Moja psycholog z jednostki stwierdziła nawet, że jest jakiś dziwny, ale potem, kiedy z nim rozmawiałam przez tę chwilę, fajnie się rozmawiało i nawet się uśmiechnął. Jest raczej taki małomówny, ale są takie momenty, że byłam zdziwiona podczas tego pisania. Wysłałam mu wczoraj rano zdjęcie swojego zwierzaka, na co wysłał odpowiedź „Śliczne” i emotkę z serduszkami w oczach… a potem wysłałam mu swoje zdjęcie ze zwierzakiem, w odpowiedzi wysłał mi kwiat. Albo wysyła mi naklejki takie śmieszne…  Ale może ta małomówność też spowodowana jest tym, że co drugi dzień ma służbę w wymiarze 24h, dlatego musi spełniać swoje bieżące zadania tam i nie może zbyt często odpisywać a potem odsypia. Na razie nie chcę się angażować i niczego siebie nie wyobrażam. Ot, po prostu chcę sobie z nim rozmawiać, nie mniej jednak to miłe uczucie, jak ktoś się interesuje kobietą. Ale dlatego też, że to takie miłe, boje się, że znów zatonę… wcześniej czy później i bronię się przed tym rękami i nogami… Jednak na razie nie zobaczymy się prędko, o ile w ogóle, kiedyś się zobaczymy. Bo ja, jak jestem w jednostce to muszę być przy mojej pani psycholog, a on ma swoje zadania i nie może chodzić sobie gdzie chce, np, do psychologa, by się ze mną spotkać, choć nawet nie wiem, czy by chciał… Zobaczymy, jak to wszystko się dalej potoczy, o ile w ogóle się potoczy, ale chciałabym.

No i jest jeszcze Pan Piesek… Chłopak, o którym tu pisałam we wcześniejszych notkach… Z którym chciałam się spotkać, ale on w tym czasie poszedł do innej. Mamy jakiś kontakt, choć raz jest lepiej raz jest gorzej, on cierpi… Myślę, że dobrym byłaby dla niego terapia własna, aby stanął na nogi i się pozbierał najpierw. Ma bardzo silną potrzebę posiadania kogoś, kogo mógłby obdarzyć uczuciem, ale przyciąga do siebie tylko nieszczęścia, które nie są w stanie mu tego zapewnić… A ja? Ja zrezygnowałam na razie z tego, by z tej relacji coś było… i nie dlatego, że mnie by nie wystarczył, bo kiedy kogoś pokocham na dobre to nie widzę poza nim świata… ale z tego, że on n razie sam plącze się miedzy kobietami, które go ranią, a ja tego nie zniosę… Chciałabym, abym w relacji była jedna.

Czasem zastanawiam, z iloma innymi kobietami pisze sobie Żołnierz? Uraz? Nie wiem, może… Ale z tego, co słyszałam na jednostce, to cztery dziewczyny już o nim mówiły i się za nim oglądały, jaki to fajny i w ogóle, inteligentny…

Mam niemały mętlik w głowie, ale ogólnie jest dobrze. Przykro mi jedynie z tego powodu, że Top Gun chyba uważa mnie za idiotkę… Ale nie myślę już o nim często, a przynajmniej nie tak często, jak to było kiedyś. Żal mi po prostu nas i tego czasu…

Jedyne, co jest bardzo pozytywne to to, że jestem uważna na siebie, na swoje emocje i nie traktuje ich jako nic nie znaczące. Przyglądam się sobie i mam wgląd w siebie. Zaczęłam szanować swoje myśli, swoje emocje i mieć jakby ze sobą stabilny kontakt, zaczęłąm szanować swoje wybory i decyzje i wiem, że nie jestem od nikogo zależna. To takie miłe uczucie!

girl-1848949_960_720