Ja i Top Gun…

Widziałam się z nim. Po raz drugi od tych feralnych zdarzeń… Wczoraj. I wczoraj stało się coś, czego nie przewidzialabym nawet w najśmielszych snach… Jeszcze rano byłam na niego wkurzona, bałam się go. A w ostatniej chwili przed spotkaniem… Wszystko mi przeszło. Nadal nie traktuje go na poważnie ale pojawiła się taka myśl, aby sobie niewinnie z nim poflirtować… Nie wiem dlaczego? Sama się nie rozumiem… Może dlatego, że on to umie? Że wie na czym polega ta zabawa? Bo to tylko zabawa, poważnie już nigdy nie będę go traktować.

Jakoś rano zaczęlismy pisać… Napisał mi, że cierpi, że stracił już nadzieję na to, że będzie dobrze w jego życiu… Ona odeszła, ta, która tak bardzo kochał. W moich oczach to było żałosne. Przecież miał wybór, mógł mieć wszystko czego chciał. Dom, rodzinę, dzieci może kiedyś, a teraz mówi mi, że został sam… Dokonał wyboru, wybrał ją, więc teraz ma swoje “szczęście“ z nią. Czego chce? Czemu mi się żali? Napisał mi też, że jestem śliczna… Ale zlekceważyłam to…

Z drugiej strony, może nie jestem do końca dobrym człowiekiem, jak jak pisałam ale bardzo dobrze, niech cierpi, niech zobaczy jak to jest. Kiedy ja cierpiałam, jego nie było. Też nie zamierzam mu pomagać. Dziwi mnie, że minęło też pół roku i się jeszcze nie otrzepał, nie zrezygnowal z niej, przecież to nie ma sensu. Sam F. To kiedyś przyznał w rozmowie ze mną. Moim zdaniem powinien odpuścić, tak jak ja odpuściłam jego, tak on powinien odpuścić ja i zacząć nowe życie. Zdać sobie sprawę, że on go nie kocha, nie chce i odrzuca. Dodatkowo pieprz się na lewo i na prawo, z kim popadnie… Nie wie, nie rozumiem, co on w niej widzi i dlaczego nie może tego zostawić, zacząć nowe życie samemu. Napisał mi, że jego życie nigdy już nie będzie miało głębszego sensu… Ale zawdzięcza za to tylko sobie…

Po tej wymianie zdań, spotkaliśmy się. Przyszedł, powiedział, że dobrze mnie widzieć. Potem siedzieliśmy koło siebie… Zmieniliśmy parę zdań. Top Gun nie miał humoru, mało i nie często odpowiadał. Ale miałam to gdzieś, nie będę zabiegać o to, by się odezwał do mnie. Siedzieliśmy i po jakimś czasie on zaczął odbiera mnie z włosów, oczywiście skubiąc po udzie… Klapnelam go delikatnie w rękę. Nie byłam na niego zła, nie wkurzalam się już, za dużo mnie to kosztuje a on i tka nie zrozumie o co mi chodzi… Jest na to zbyt tępy raczej.

Potem poszliśmy na obiad… Ja wzięłam przystawkę, on nic. Zjadłam. Podczas jedzenia opowiadał mi znów, jaki jest bogaty, że zrobił łazienkę za 40 tys i jaka to prestiżowa pracę ma w wojsku. Co się z nim stało? Nie poznaje go… Jego poziom chwalenia tak wzrósł, że to jest niesmaczne już… Tak samo jak poziom chwalenia się Pana że skrzydłami kiedyś…

Jednak co mnie zabolało, powiedział mi, abym jadła bo będę miała czym wymiotować… Wysmiał moja chorobę i to bylo przykre… Nie rozumie tego, nie mogę liczyć na zrozumienie. On by mnie i tak nie zrozumiał, nawet jak byśmy byli razem. Więc nie żałuję. Zrobił się opryskliwy i niesmaczny… Zapłaciłam jak zawsze ja. On dojadl resztki… Jeszcze go będę karmić? Pomyślałam, ale już trudno… Opowiadał mi te o tym, jak to podrywal Panią psycholog w jednostce swojej…

Kiedy mieliśmy wychodzić, powiedział, że mi coś powie jak wyjdziemy. U rudzilam się jedzeniem w kącikach ust więc po drodze mi je delikatnie otarł ręką, patrząc w oczy… A kiedy wyszliśmy, zdarzyło się coś, czego bym w snach się nawet nie spodziewała. Wyszliśmy, idziemy koło siebie… A on zaczyna…

-Ładnie spodnie…

-Dzieki, nowe.

-Ładne… Jak siadasz i nie tylko to tak Ci opinają muszelkę, że nawet mi się to bardzo podoba… I nawet jak bym mógł, to bym dotknął…

Zamurowało mnie. Popchnęłam go mocno w bok… Myślałam, że tematy około seksualne mamy już za sobą, że w obecnej sytuacji niesmacznym byłoby o nich mówić. Po odrzuceniu raczej nie rozmawia się o takich tematach… Myślałam, że to już jest między nami temat zakończony. Ale jak się przekonałam, Top Gun robi tak do wszystkich kobiet… Ostatnio podrywał swoją psycholog w jednostce… Do której nota bene ja mam temafon. I wczoraj tak przyszło mi przez myśl… Gdybym chciała mu tak ewidentnie zrobić na złość to mogłabym zadzwonić do niej i opowiedzieć cała swoją historię, powiedzieć co on robi w życiu, co mnie zrobił, jakie ma problemy, że sobie nie radzi, że jest załamany… Ciekawe czy wtedy utrzymał  to stanowisko, co ma teraz?? Eh…

Ale troszkę się nad nim odegrała za to wymiotowanie. Bo powiedział mi, że musi iść kupić ciuchy bo chodzi u rany jak menel. A ja powiedziałam, no wiem, widzę… A on. No dobra, należało mi się za te spodnie, ale to o spodniach przynajmniej było miłe, a to nie…

Tak więc sprawy potoczyły się inaczej niż przypuszczałam. Z jednej strony jestem na niego zła, nie rozumiem go i żalość mnie bierze, gdy na niego patrzę. Minie jeszcze wiele, wiele czasu nim on przejrzyj na oczy… Ale to już jakby nie moja sprawa. Z drugiej strony czuje, że znowu zaczyna się pomiędzy nami pewnego rodzaju gra, słowna i w ogóle, ta gra, która trwała przez rok. Wszystko jakby wraca na stare tory… Tyle, że teraz patrzę na to jak na grę, nic nie znaczącą, nie mająca jakiegokolwiek wpływu na moje życie… Zdystansowalam się do tego. Nie ma już we mnie nadziei na to, że kiedy on mnie pokocha, że ze mną zostanie… To się po prostu nie wydarzy… Choćby mi przysięga na kolanach. Nie uwierzę w to. Temat zakończony. A to, że się z nim pobawię raz na dwa tygodnie? Na razie nikogo tym nie ranie, bo jestem sama i tak nikogo nie ma… Nie rusza mnie już to, pozbieralam się i mam swoje cele i swoje plany, nie będę się już nim zajmować… Tylko ten tekst o spodniach, cały czas mi siedzi w głowie…eh.. Stary chlop, któremu brak seksu… Eh…

Zaraz właśnie szykuje się do wyjścia na piknik żołnierska. Mam nadzieję, że zobaczę się z Żołnierzem choć na chwilę. Trzymajcie kciuki!

companions-899050_1280

 

 

 

 

Powiedziałam mu u mojej relacji z Top Gunem!

Tak, wiem. Miałam tego nie robić. Miałam nie mówić F o mojej relacji z Top Gunem i o wszystkim co się między nami wydarzyło, aby nie poczuł się jak plaster czy lekarstwo na niego, by nie poczuł się jak zastępstwo. Jednak jeden dzień sprawił, że wiele się odmieniło…

W poprzednim tygodniu umówiłam się z F., że do mnie przyjedzie w sobotę. Choć nie cieszyłam się specjalnie na tę okazję bo biorąc pod uwagę to wszystko o czym tu pisałam we wcześniejszej notce F. W pewnym sensie mnie zasmucił. Narzekaniem na pracę i tym, że nie chce udać się na studia. Jednak zgodziłam się, aby przyjechał. Przywiózł mi podkowę na szczęście. Widziałam, że nie był już tak spięty… Przegadaliśmy cały dzień. Okazał się mimo wszystko mądrym, inteligentnym człowiekiem, a na dodatek wierzącym tak jak ja. Byliśmy na mszy w kościele razem. Pierwszy raz byłam w kościele z kolegą. Zawsze chodzę z kimś z rodziny. Taka miła odmiana. Napisał mi, że również było tak fajnie, że nie może uwierzyć… Powiedziałam mu prawdę o oszuście. W tym dniu się nie bałam, pomyślałam sobie, że niech się dzieje co chce… postawiłam wszystko na jedną kartę… Nie wytrzymałam jak zaczął wychwalać Top Guna i mówić, że on nie chce nikogo skrzywdzić. Kiedy powiedziałam mu, że mnie przez rok oszukiwał, że czuję się oszukana i zmanipulowana był z szoku. Widziałam po jego twarzy, że mi nie dowierzał. Zawsze to był kochany wujek, taki dobry dla wszystkich a tu nagle spadła na niego moja wersja… Jednak jedno mi się spodobało bardzo. Nie stanął murem za nim. Powiedział, że ja mam prawo w takiej sytuacji czuć się oszukana i zmanipulowana… I wierzy, że czuje się źle. Tego na przykład sam Top Gun w ogóle nie widział. Według niego „jak ja mogłam czuć się źle?” Przecież nic się nie stało! – to była jego odpowiedź na wszystko, na każdą moja skargę na próby rozmowy o tym co mi zrobił, jak dał nadzieję a potem odrzucił, oszukał. Kiedy to powiedział, poczułam ulgę. Choć nie wiedziałam jeszcze po której stronie on stanie, to jednak poczułam się zrozumiana. Poczułam, że mogłam się tak czuć, że ta reakcja nie była przesadzona jak próbował mi pokazać Top Gun…. W końcu powiedział mi to ktoś kto zna całą sytuację! Dowiedziałam się też, że Top Gun mówił mu, jaka jestem fajna i jak dobrze nam się rozmawia razem. Nie wiem, po co mu to mówił…

Wieczorem porozmawialiśmy sobie o wrażeniach, jak nam się razem spędzało czas. Obydwoje byliśmy bardzo zadowoleni, ucieszyły nas takie małe gesty, a najfajniejsze było to, że poszliśmy na spacer i siedzieliśmy na ławce, słuchając muzyki i śpiewając sobie znane piosenki, okazało się, że słuchamy takiej samej muzyki! Była to ta sama ławeczka, na której dowiedziałam się o kochance Top Guna, którą tak bardzo kocha. Odczarowałam chyba ten park i tą ławeczkę z F. Bo przez tę rozmowę z Top Gunem wydawał mi się nie przyjaznym miejscem, tam w końcu dowiedziałam się prawdy o jego życiu i relacjach. Zauważyliśmy też oboje, że zgadzamy się w różnych aspektach życia i to nas obu cieszy bo jak mi napisał F. ” w tym kontekście może przeciwieństwa się przyciągają, ale podobieństwa mogą więcej”. To go też cieszy, że się tak rozumiemy, mnie też, bardzo. Z resztą, można było to troszkę przewidzieć, bo z Top Gunem również się rozumieliśmy a to przecież jego najbliższa rodzina. On nie wie, bo tego nie doświadczył. Nie miał nigdy dziewczyny na poważnie, jedynie przez dwa lata pisał z jakąś i chciał z nią być, ale nie dograli się.  Byli zupełnie inni. Powiedział mi, że doświadczył wojny poglądowej ale tylko pisząc, natomiast ja mu powiedziałam, że dlatego lepiej mieć podobne poglądy bo wtedy nie trzeba się przekonywać albo zmuszać kogoś do jakichś poglądów i dwie osoby mogą być szczęśliwe a nie tylko jedna,  bo zgadzają się z sobą w najważniejszych wyznawanych wartościach i celach. Ponadto F. okazał się naprawdę mądrym, oczytanym i kulturalnym facetem.

Cieszę się, że tak się to toczy, że on nie próbuje znów robić na siłę z tego przyjaźni i kumpeli ze mnie… i że dostrzega to, że się rozumiemy, bo z Top Gunem chyba tylko ja to dostrzegałam, że mimo wszystko się rozumieliśmy i potrafiliśmy rozmawiać. Z F. jest inaczej… On dostrzega małe gesty, potrafi się cieszyć z tego, ze mogliśmy siedzieć obok siebie w kościele na Mszy, że mogliśmy obserwować wiewiórki i, że się zgadzamy w paru wartościach.

„Uczę się ciebie na pamięć.
Niecierpliwymi palcami, 
Rozpaczliwie na pamięć .
Szeroko zamkniętymi oczami.
Czytam zachłannie od nowa 
całego zdanie po zdaniu.”

Coś się zmieniło, jest spokojniej!

To dziwne, ale wybory coś między nami zmieniły. To był w ogóle jakiś dziwny dzień. Nie rozmawialiśmy ze sobą dwa dni wcześniej. Byłam w tym czasie w szpitalu, zawsze kiedy tam byłam, pisaliśmy, rozmawialiśmy, to wszystko mi się przypominało. To miejsce, przypominało mi rozmowy z nim, te szczerze rozmowy i śmiechy, żarty, dowcipy. W dniu wyborów napisałam do niego, wysłałam mu buźkę i znak zapytania. Odpisał takim tekstem, że wyszło, że nie potrafimy ze sobą nie rozmawiać dłużej niż dwa dni… że za sobą tęsknimy… Ten dzień był dla mnie dobry, jakby pierwszy raz poczułam, że ta sytuacja się stabilizuje i choć może nigdy nie będziemy razem, nie musimy być to jednak jest między nami coś bardzo dziwnego, może to po prostu zwykła przyjaźń i poznanie siebie?

Przyglądam się sobie też, jak zachowuje się po lekach. W zeszły piątek miałam fazę „Nienawidzę go! Ale może nie odchodzić ode mnie, jednak cieszę się, że się od niego uwolniłam, denerwuje mnie. Dość tej żałoby, nie mogę tak żyć. Trzeba iść dalej. Może jeszcze spotkam kogoś wrażliwego i dobrego.” Z piątku na sobotę noc była bardzo ciężka. Znowu miałam flash backi, całą noc nie mogłam spać, rozmyślałam o tym, co było oraz o tym, jakim jest palantem, że nie widzi tego, że jestem dla niego taka dobra. Później pojechałam do szpitala do pacjentów. Ten dzień był ciężki i smutny, choć godziny jakoś się nie dłużyły i nie czułam takiego zmęczenia.  W sobotę nie odzezwałam się do niego ani słowem. W nocy spałam w miarę dobrze.

A tu wstawiam jedną piosenkę, która bardzo dobrze oddaje mój stan z piątku:

 

Jednak w niedzielę nastapił  jakiś przełom, może to wszystko już mnie tak nie rusza? Choć flash backi nadal mam ze spotkania z nim, z wiadomości od niego, z rozmów… Jednak poczułam, że coś się zmieniło we mnie, nie reaguję już na pisanie z nim czy rozmowę tak emocjonalnie. Nie zastanawiam się już, czy powinnam to robić. Nie telepie mnie już na samą myśl odpisania mu. Może to dla mnie lepsze? Przegadaliśmy w sumie w niedzielę cały dzień, o zwyczajnych tematach…

Ciężko mi uporać się z potrzebami, które w sobie mam. Mam w sobie potrzebę, a dokłądniej potrzebę bliskości, a ona prowadzi mnie do złego, choć sama w sobie zła nie jest. Wiem to, ale i tak ją mam. Regulujemy sobie soba nawzajem emocje. Jemu, kiedy jest źle, dzwoni do mnie i jest lepiej, a mnie kiedy jest źle pogadam czy popiszę z nim i też jest lepiej. To jak branie narkotyków, to takie uczucie, jakby można było naćpać się drugim człowiekiem.

Od tych wyborów zrobiło się jakoś spokojniej. Nie wiem, czy to akceptowanie sytuacji, ale powiedziałam sobie, że poczekam co czas pokażę, pewnego dnia po prostu, albo z nim będę albo nie.  Parę dni temu jeszcze tak bardzo bałam się tej myśli, że on odejdzie do innej. W sumie, nadal się jej trochę boje, ale jeżeli tak zrobi, będzie kompletnym dupkiem i palantem, a poza tym, ja przetrwam, jakoś… Na razie jestem wolna i zamierzam to też jakoś wykorzystać. Przypomniała mi sie pewna historia, o której tutaj jeszcze nie pisałam. Jakiś czas temu, a dokładniej wtedy, kiedy rozstawałam się z Muzykiem i poznałam Top Guna, poznałam też pewnego chłopaka, Ł. Pisał do mnie bardzo długie listy, pełne takiego wrażliwego spojrzenia na świat. Ja wtedy mu w pewnym momencie nie odpisałam i kontakt się urwał. Pomyślałam sobie, że może warto te znajomość jakoś odnowić? Napisałam do niego pierwsza, odezwał się po dwóch dniach, z informacją, że odpisze mi coś wiecej jak przeżyję, bo również przeżywa zawód miłosny i jest mu bardzo ciężko… Cóż, chyba nie pozostaje mi nic innego jak również danie mu czasu…

Oprócz niego jest jeszcze inna osoba, z którą wiem, że nic nie będzie, ale przynajmniej mogę z nim pogadać. Ma o dziwo na imię tak samo jak Top Gun i jest raczej stabilny choć zagubiony, ma niskie poczucie własnej wartości. Ale stara się mnie wspierać w tym wszystkim, choć w taki prosty sposób.

Dziwnie się czuje z tym spokojem wobec tej sytuacji. Czyżby ta wyprowadzka jego utrzymanki dała mi jakąś złudną znowu nadzieję? Nie chcę tak myśleć… Z drugiej strony nie zakładam też snowu najgorszego, tylko nie wiem, czy to aby jest realne. Dla mnie zawsze najgorsze scenariusze były najbardziej realne i aby nie popaść w jakąś iluzję właśnie, trzymałam się ich. Ale może te trochę mniej ciemne też są możliwe i realne? Tego nie wiem. Chyba z tą myślą mi lepiej. Może być tak, lub inaczej. Wmawiam sobie, że cokolwiek się nie zadzieję, dam sobie radę. Czasami jeszcze przychodzi taka myśl, że przecież to jest już niemożliwe, żeby było dobrze, że on musi odejść… wcześniej czy później, ale nie wiem, co o tym sądzić. Z drugej strony boje się, że zaczynam się w to wszystko znowu wplątywać. Tym razem jednak widzę, że rodzina to akceptuje, bo widzi, że trzymam się lepiej, tylko nie wiem do czego to prowadzi. Jednak na razie nie chcę o tym myśleć, nie muszę przecież wszystkiego od razu wiedzieć. Wiem, że to jest bez przyszłości, ale czy wszystko musi mieć przyszłość?

digital-art-398342_960_720.png

Odbudowuję poczucie własnej wartości…

Nie, nie będę pisać o „Tylko nie mów nikomu” Sekielskiego, choć na Waszych blogach zawrzało od wypowiezi na temat tegoż filmu. Szczerze powiedziawszy ja nie mam siły nawet go obejrzeć…

Jak już pisałam Top Gun poleciał wczoraj na ćwiczenie do Słowenii. Miał się nie oddzywać, ale najwidoczniej nie wytrzymał, bo już po 3 godzinach ciszy miałam wiadomość od niego. Odpisałam po godzinie, od tej pory jest cisza… Więc odpoczywam od rozmów z nim. Te jego konwersacje się zmieniły po jednej rozmowie, którą sam zaproponował. Przegadaliśmy wtedy dwie godziny, powiedział mi też wtedy, że byśmy sie dogadali i, zapytał co by było gdyby się pojawiła myśl o mnie, tak, jak to już pisałam na blogu. Od tej pory pisze do mnie ciągle… dzień w dzień, dziś jest pierwszy dzień, gdy nie napisał.

Obecnie dużo piszę na blogu, codziennie bowiem pojawiają się w mojej głowie nowe myśi, które chcę jakoś uporządkować.

W tym całym myśleniu, o tym, że on nigdy mnie nie kochał i o tym, że odbiera sobie szczęście i szansę na lepsze życie, pojawiła się wreszcie myśl o mnie, czego ja chcę, że ja też jestem ważna. Wcześniej tego nie dostrzegałam. Miałam swoje uczucia kompletnie gdzieś, pytałam siebie tylko jak on mógł mi to zrobić i rozpaczałam z tego powodu, że nie bedzie tak dobrze jak myślałam, bo on tego nie chce. Nie widziałam uczucia, którym go obdarzyłam, że ono też jest w tym wszystkim ważne, i, jeżeli dla niego się nie liczy to nie liczy się w ogóle. A to przecież nie tak. Bardzo spadło mi poczucie własnej wartości, bardzo… prawie w ogóle go nie było, poczułam się jak zwyczajny śmieć, jak zabawka, którą się można pobawić i wyrzucić. Teraz po mału dochodzę do siebie, uświadamiając sobie, że przecież to, że ja chciałam to też jest bardzo ważne, bo ja przecież też mam jakąś wartość, a to, że ktoś to odrzuca nie przesądza o moim braku warości… Cieżko mi odnaleźć się samej, samotnej… Do tej pory zawsze ktoś był, a teraz zostałam całkowicie sama, ale może to też nie przesądza o mojej wartości? Nie wiem, dlaczego mam takie chore myślenie. A moze to tylko kwestia przyzwyczajenia? Po prostu, przez ten cały czas przyzwyczailiśmy się do siebie…

Wypisałam podanie na praktyki, zrobię sobie je, mam też taką bardzo cichą nadzieję, że może po praktykach uda mi się zostać w firmie. Cóż, też pójdę do mundurówki i trochę mnie to podłamuje, czy to wszystko nie będzie kojarzyć mi się z nim z tym wszystkim, co między nami kiedyś było…  Udaje mi się nie myśleć cały czas o tej sprawie z nim, jego kobietami, powoli zaczynam zajmować się własnym życiem i sprawami, którę muszę załatwić. Może to działanie leków, a może mojej interpretacji tego wszystkiego. Staje się jakaś spokojniejsza. Nie wiem, czy nie wróci to do mnie, kiedy to ćwiczenie się skończy i Top Gun wróci do swojego normalnego życia, ale póki co do niedzieli mam spokój i staram się tym cieszyć. Nie chcę już żyć jego życiem, jak to było do tej pory, chcę żyć swoim życiem, tak bez zaangażowania. Wróciłam do pracy, powoli zaczynam koncentrować się na sobie…Powoli siebie dostrzegam w tym całym bałaganie, powoli się wyłaniam…

Edit:

Top Gun jednak napisał, nie podczas pierwotnego tworzenia wpisu, ale wkrótce po tym…

art-2436545_960_720

Sen…On mnie nigdy nie kochał. Chyba pora się odkochać…

Dziś pierwszy dzień odpoczynku. Pozdawałam wszystkie egzaminy! Jestem z siebie bardzo dumna w tej kwestii, że przy takim stanie dałam radę pozałatwiać tyle spraw i objąć rozumiem tyle nauki. Miałam dziś sen… jak zwykle śnił mi się Top Gun, ale dziś jakoś inaczej. Śniło mi się, że się bardzo kłóciliśmy, że mówiłam mu jakim jest dupkiem i, że gdybym wiedziała od początku co kryje w zanadrzu, nigdy bym na niego nawet nie spojrzała. Czułam do niego żal i złość. To prawda, dużo jest we mnie tych uczuć w stosunku do niego… Wczoraj znów poprosił mnie, żebym mu wysłała swoje zdjecie, na dodatek w nocnej koszulce. Kiedyś bym się na to zgodziła, ale nie teraz… Zdecyodowanie odmówłam i napisałam mu, że gra na kilka frotów, żeby takie zdjęcia uzyskać.  I ciekawe ile ich ma na telefonie od ilu kobiet. Na co on zaprzeczył i powiedział, że może moje zdjecia usunąć, jeśli chcę. To tylko zdjęcia. Zapytałam się go po co one mu były, na co odpowiedział, że po nic, po prostu, gdybym mu teraz takie zdjęcie wysłała to by się uśmiechnął, a jak nie to luz, bo tylko się wygłupiał…

Wniosek z tego jest tylko jeden. On nigdy mnie nie kochał. On nie rozumie co mi zrobił. Nie rozumie tego, że zrobił mi dokładnie to samo, co kochanka zrobiła jemu. Dał mi nadzieję na lepzy czas, na inne, lepsze życie, na poważną relację, a potem mi to wszystko brutalnie odebrał. Nie rozumie tego… nigdy nie byłam dla niego ważna, może mi tylko tak się wydawało? Tak, jak mówił, nie chciał, żebym odebrała to jako to, że mnie podrywa, starał się mi pomóc jak mógł, nie myślał, że mógłby być kimś więcej niż tylko kolegą. Nigdy mnie nie chciał tak naprawdę. Fakt, przekraczał granicę, zachowywał się tak, jakby mnie chciał, ale moze nie miała tego na myśli? Może to była z jego strony zwykła pomoc, którą ja odebrałam jako chęć zbliżenia się? Tak czy siak, on tego nie rozumie. Szczerze myślałam, ze jest mądrzejszy, że dostrzega pewne sprawy, że wie, co mi zrobił, jak mnie zranił. Faceci nie są zbyt domyślni… Niestety, jest jeszcze większym palantem, że tego nie widzi.

Doszłam do wniosku, że chyba pora się odkochać, do tej pory mi na nim zależało, nawet po tym wszystkim co mi zrobił, chciałam być przy nim, jakoś go wspierać, bo też nie ma łatwo, ale widzę teraz, ze to bez znaczenia, bo on i tak tego nie rozumie… Niby wie, ze dużo dostał ode mnie, niby kiedyś coś takiego powiedział, ale nie rozumie tego, jak bardzo zranił moje uczucia i mnie samą. Dając mi nadzieję na lepsze życie, a potem ją brutalnie zabierając, jeszcze oświadczają, ze to nie miało być zbliżenie się do mnie, tylko zwykłą pomoc. Tego, że przekroczył granicę intymności która jest zarezerowwana dla zwykłej przyjaźni też nie rozumie… że to zaszło za daleko chyba też, a może rozumie, ale to już jego sprawa. Dalej robi to samo. Dalej przekracza te granicę intymności i twierdzi, że to tylko kolezeńskie stosunki…. Rano myślałam, że będę musiała stoczyć wojnę, z sobą, ze woimi uczuciami, zeby się z tego wyplątać, a przynajmniej nie dać wplątać znowu w ten „romans”, ale teraz widzę, że staje się jakaś spokojniejsza. Przestaje mi chyba zależeć na kolesiu, który błogo żyje w swojej nieświadomości, a ja? Ja biorę leki, płaczę po nocach i nie umiem spokojnie spać. Nie taka jest tego współmierna cena. Pora zacząć żyć swoim własnym życiem i nie przejmować się nim, bo o tego i tak nie zrozumie, moich uczuć do niego, tego, co mi zrobił, a jeżeli ktoś tego nie zrozumie to tak jak z Panem ze skrzydłami, trzeba go zostawić i pozwolić mu żyć w tej swojej nieświadomości. Nie zależy mi na tym, żeby mu cokolwiek udowadniać. On mnie nigdy nie kochał, ja jego tak, ale chyba nie teraz, dziś coś we mnie pękło, coś się zmieniło. Ta myśl jakoś mnie uwalnia od niego, oddalam się od niego chyba coraz bardziej…

To trochę smutne, że zostaję znowu sama, kolejny facet, który mnie nie kochał. Ale muszę jakoś dalej żyć… Załatwiam sobie praktyki ze studiów, on mi pomaga, załatwić praktyki w swojej jednostce, ale zaczynam to traktować jak tylko zwyczajną koleżeńską pomoc. choć przyznam, że trochę dziwnie się czuję, w końcu tam poznał swoją kochankę, za którą tak szalał… Chyba przestaje mi zależeć… po co ma mi zależeć na kimś, kto i tak mnie nie rozumie? Chciałam mu tyle dać, nawet teraz być i wspierać, ale on chyba tego w ogóle nie widzi, tego co się stało, że przy nim jestem, może trochę tak, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie zranił, on chyba nie zasługuje na moją miłość…

Wysłałam mu też dziś słowa piosenki, którą wczoraj zamieściłam na fejsbuku, pomyślałam, a co mi zależy:

A dziś jadąc do lekarza widziałam całe pola rzepaku, to też takie zdjęcie 🙂

Zaczynam czuć trochę spokoju…

fog-3050078_960_720

Top Gunie… uratuj mnie!

Top Gunie… uratuj mnie! Znowu naszły mnie natrętne myśli i znów nie umiem sobie z nimi poradzić, krążę w kółko, mieszam się, boję… Ostatnie trzy dni były jakby zlane w całość, wiem, że zakładałam parę razy znów mój drugi blog, sama już nie wiedząc co z nim zrobić… Nie potrzebnie go kasowałam, nie ważne. Mój błąd. Czasami w takich stanach jest mi bardzo ciężko i coś wydaje się być bezsensownym, potem zaś znowu chcę do tego wrócić… wrócę, tylko musi się uspokoić. I tym razem razem jakby nie Top Gun to chyba bym wciąż trwała w tym stanie… jakiegoś przedziwnego napięcia. To chyba kolejny objaw nerwicy…

Top Gun jest chory, nie dość, że już go pobierało, to jeszcze wczoraj w nocy zorganizował marszobieg w pobliskim lesie i nim przewodził. Dziś na dobre go coś rozbiera, ma gorączkę i kaszle, leży… Więc dałam mu całą instrukcję na chorobę, a on mnie pociesza rozmową. Wiem, ze mam kogoś, do kogo zawsze mogę napisać, jak jest źle i mnie poratuje dobrym słowem, to ważne, nie czuje się już taka samotna. Zagrozenie powoli mija, jestem sobą. Dziś dzień płynie mi spokojniej i melancholijniej, czuję, że wróciłam do żywych po kolejnych trzech dniach 🙂 Dziś walnetynki, może to nie są najlepsze walentynki o jakich marzę, ale coś w tym dniu jest dobrego, to coś, co sprawia, że czuje się o wiele spokojniejsza… może to Top Gun?

Uratuj mnie

 ode mnie samej,

od tego co w sobie mam.

Może dziś sprawisz,

że znów się stanie,

bezpecznym miejscem,

ten cały świat…

95974_spiaca_dziewczyna_wilk

Czuje się, jak na huśtawce…

Jeszcze przed wczoraj pisałam tu o cieniu wątliwości, o myślach, jakie mnie dopadły w związku z Top Gunem i całą nasza relacją. Jednak po dniu wczorajszym znów niczego konkretnego niby nie wiem, ale czuje się jakoś lepiej. Jak przy mnie jest, jak rozmawiamy, śmiejemy się, kiedy widzę, że on sam chce kontaktu i nie narzucam się mu swoją osobą. Jeden dzień jest taki, drugi inny, pełen wątpliwości. Czuję sie jak na wielkiej, rozbujanej huśtawce, co się wzniosę, to znów lecę w dół i wiem, że to przez własne myśli, nie wiem nawet, czy słuszne.

-Pytasz mnie, czy wszystko u mnie w porządku, czy się dobrze czuję?

Co mam na to odpowiedzieć?

Że tak? Znów mówić, że wszystko jest w porządku, choć wewnętrz targają mną wątpliwości co do tego wszystkiego?

Czy, że nie… bo nie mam sił już być z tymi wszystkimi bijącymi się myślami… Czy wszystko zrobiłam tak, jak należy, czy znów będziesz próbował mnie oceniać, jakoś kladyfikować, jak inni?

A może za szybko chcę znać odpowiedź na kilka pytań? Może jeszcze nie nastał dobry czas…

697100