Asertywność popłaca!

Pamiętacie, jak nas uczyli w szkołach, że trzeba być asertywnym? Trzeba też potrafić mówić „nie”, w słusznej dla siebie sprawie. I wszystko to jest prawdą, jak i zarówno ściśle wiąże się z dbaniem o swoje dobro, komfort fizyczny i psychiczny, jednak ostatni czas mojego życia pokazał mi, iż asertywność to nie tylko słowo, z zakresu tych,  których słyszeć nie lubimy. (Kto bowiem uwielbia sprzeciw? 😉

I znowu wrócić muszę do chyba już słynnego wpisu o obojętności, o którym tak często wspominałam w poprzednich notkach. Bowiem w tym wpisie nastąpiło coś, co poniekąd pozwoliło mi wyrwać się ze starych schematów działania. Zawsze kiedy dział się koło mnie konflikt, w który byłam bezpośrednio lub też pośrednio zamieszana, starałam się wyjaśniać, tłumaczyć, chciałam, aby osoba, która też bierze w tym udział Viele verschiedene Hände halten eine leere schwarze Tafelzrozumiała moje intencje, sposób myślenia, działania. Swego czasu bardzo mocno mi na tym zależało, więc wkładałam w to cały swój wysiłek i energię. Było we mnie też wewnętrzne przekonanie, że jeśli nie zostanę zrozumiana coś się zepsuje, coś utracę lub też coś się zakończy. Więc żyłam tak przez lata, w wewnętrznym przekonaniu, że muszę i chcę wyjaśniać coś ciągle ludziom dookoła mnie. W większości jednak uczynić się tego nie dało… Więc moje próby, starania i słowa spotykały się z murem.( Moja najbliższa rodzina ostatnio fixuje… No cóż, może to też wiek. Nie mam im tego za złe. ) Kiedy więc działania takie nie przynosiły rezultatu, czułam się niezrozumiana, samotna, opuszczona, czułam ewidentnie, że mam swój świat, który nie będzie zrozumiany i w pełni zaakceptowany…

Jednak, po kolejnej wymianie zdań z Mamą zrozumiałam, że zrozumiana nie będę i pojawiła się we mnie tak duża obojętność na to, jak zachowują się inni, że było to dla mnie doświadczeniem całkiem nowym, ale i bardziej przyjemnym niż obarczającym. O dziwo- nie czułam się winna, że to czuję. Jakkolwiek absurdalnie to nie zabrzmi. W zasadzie nie ma przecież emocji, które powinniśmy czuć, przez które powinniśmy się czuć winnymi… ale czasami takie poczucie winy towarzyszy niektórym emocjom. Nastała wtedy taka obojętność, iż nie miałam siły ani nie widziałam sensu tłumaczenia, wyjaśniania po raz kolejny, że widzę całą sprawę inaczej. Doszłam do wniosku, że każdy ma prawo do swojego zdania i niech tak zostanie.  Przestałam tłumaczyć, zabiegać o to, żeby mną a Mamą było dobrze. Zawsze to ja za wszystko przepraszałam, brałam podświadomie winę na siebie, żeby Mama nie czuła się źle. A tym razem po prostu tego w stosunku do niej nie zrobiłam. Nie zachowałam się jak dziecko, które było na tyle posłuszne, aby brać na siebie nie swoje winy i obciążenia. Po prostu… zamilkłam, myśląc sobie „Nie da się wytłumaczyć, nie będę tłumaczyć, bo to bez sensu.” O dziwo Mama sama, po raz pierwszy w życiu wyciągnęła pierwsza rękę do „zgody”, co było dla mnie całkiem nowym doświadczeniem.  Oczywiście, pogodzić się z nią pogodzę, w końcu to moja Mama, a i tak małe spięcia na przeciw tego, co jej wybaczyłam są niczym… ale chodzi mi tu o fakt samego zachowania.

Terapeuta był ze mnie dumny, w zasadzie wszyscy byli, a ja zobaczyłam, że nie muszę ciągle wszystkiego rozwiązywać, zabiegać, tłumaczyć… Jeśli się z tego zrezygnuje, życie na prawdę wyda się łatwiejsze, bo spada balast odpowiedzialności za myślenie wszystkich wokół.

Asertywność więc to nie tylko mówienie słowa „Nie” jasno i wyraźnie innym. To też powiedzenie słowa „nie” sobie, zrezygnowania z czegoś, ale w dobrym dla siebie interesie…

Poniżej wklejam pięć praw asertywności z forum.gazeta.pl, mogą się okazać przydatne 🙂

Pięć praw Fensterheima:

1. Masz prawo do robienia tego, co chcesz – dopóty, dopóki nie rani to kogoś innego.

2. Masz prawo do zachowania swojej godności poprzez asertywne zachowanie – nawet jeśli rani to kogoś innego – dopóty, dopóki Twoje intencje nie są agresywne, lecz asertywne.

3. masz prawo do przedstawiania innym swoich próśb – dopóty, dopóki uznajesz, że druga osoba ma prawo odmówić.

4. Istnieją takie sytuacje między ludźmi, w których prawa nie są oczywiste. Zawsze jednak masz prawo do przedyskutowania tej sprawy z drugą osobą i wyjaśnienia jej.

5. Masz prawo do korzystania ze swoich praw.

P.S. Do czwartego dodałabym jeszcze („Jeśli się da wyjaśnić, bo przedyskutować, a wyjaśnić, to dwa różne znaczenia”)