Czy ja jeszcze potrafię kochać?

Wow, dziś 136 wpis na blogu… nie sądziłam, że aż do tylu dojdę i tyle tu wyklikam. Ostatnio pisałam o powstaniu nowego mojego blogu, na którym będzie moja twórczość. jednak po tym, jakie myśli napłynęły mi do głowy ostatniej nocy i po tym, co zrozumiałam dziś nad ranem, stwierdzam (jak na razie), że chcę się wymiksować na jakiś czas z większej działalności w sieci. Potrzebuję na chwilę obecną czegoś zupełnie innego- i dotarło to do mnie właśnie dzisiaj, po tym, jak zastanawiałam się, czy aby dam radę czasowo z dwoma blogami. Pewnie pewnego dnia moja twórczość się gdzieś pojawi, bo to, ze nie będę nigdzie zamieszczać swoich prac, nie znaczy, że nie będą one powstawać, ale na razie, potrzebuję po prostu czegoś innego w swoim życiu. A propo czegoś innego…

Właśnie czekam sobie na Pana ze skrzydłami, który ma przyjechać, tak więc się cieszę! Pogoda nareszcie zrobiła się bardziej przyjazna. Ostatnio czułam się jak na wirującej karuzeli i z niczym nie mogłam zdążyć. Stany emocjonalne też wirowały razem ze mną, rano czułam spokój i zadowolenie, wieczorem smutek i złość, albo na odwrót. To ciężkie do zniesienia…. Zauważyłam, że najgorsze są wieczory, to właśnie wieczorami napływają do głowy najróżniejsze myśli, czarne scenariusze i przychodzi lęk. Kiedyś umiałam spędzać wieczory jakoś przyjaźnie…

Ostatnio myślałam nad tym, co będzie jak rozstaniemy się z Panem ze skrzydłami? Znowu zostanę sama? Znowu będę pytać się dlaczego? Jak to będzie…? Wolałabym, żeby się to nie wydarzyło, ale patrząc na to wszystko co przydarzało mi się w życiu, nie wiem, czy mogę być czegokolwiek pewna…

Kiedyś, wstając rankiem i czytając pewien tekst pytałam samą siebie „Czy ja jeszcze potrafię kogoś kochać?” Pamiętam, jak dla Indianera byłam w stanie zrobić wszystko, a przynajmniej bardzo wiele. I choć czasem gryzłam się w sobie, robiłam to, co było dla niego dobre… Teraz już tak nie potrafię… Moja miłość przybrała bardziej ziemski wymiar. Przez to, jak inni potraktowali moje uczucia, zwyczajnie już nie chcę i nie mam siły na ich wielkie okazywanie i bycie „zawsze”. Stałam się nieufna i podejrzliwa, doszukuje się tylko wad… patrzę na zachowania przez pryzmat kolejnego ciosu… Pan ze skrzydłami zjawił się chyba w złym momencie mojego życia. I choć nie chcę, aby mi go teraz zabrakło, bo z jednej strony czuję się kochana, to wiem, że czasem daje mu popalić, niepotrzebnie….

5269709f46f66b352876905f2e5e037f-d4q03lg

Zjawił się wtedy, kiedy na dobre pogodziłam się już z samotnością i kiedy jedynym marzeniem nie było już tylko mieć się do kogo odezwać po długim męczącym dniu i wiedzieć, że Cię rozumie. Odeszłam od świata „miłości i miłostek”, całkowicie. I po raz pierwszy w życiu poczułam sie z tym dobrze. Dodatkowo zjawił się w czasie, kiedy niedawno skończyła się moja znajomość z M., a więc muszę się przyznać, że widząc zamiary Pana ze Skrzydłami co do mnie, po pierwszej rozmowie, zjeżyłam się… Pierwsza sytuacja  jaką pamiętam z nim prócz rozmowy to to, że na niego nakrzyczałam… I o dziwo, niczego nie usłyszałam w zamian, a muszę przyznać, ze słynie z tego, że mówi to, co myśli i się nie boi o konsekwencje, więc na uczelni wiele osób mówi, że jest zwyczajnie chamski i nie chce mieć z nim do czynienia. Druga połowa za to go kocha, za wiedzę, za inteligencję, za zaradność. Dziewczyny chcą mu dawać buzi za przyniesienie pączków, a inne, za rozwiązanie egzaminu… Na szczęście się nie muszę obawiać o jego reakcję… Kiedyś jedna kobieta w pracy chciała go przytulić, w podziękowaniu za znalezienie jakiejś części, a wtedy jeszcze się w ogóle nie znaliśmy. Duże było podobno jej zdziwienie, kiedy odsunął się i powiedział, że nie będzie tulił obcych kobiet. Potem się przez tydzień z niego śmiali w pracy, ze odrzuca niewiasty. No, trzeba przyznać, że Pan ze skrzydłami jest trochę dziwny i mocno specyficzny, ale jedyny w swoim rodzaju.

Właśnie sobie tak siedzę i czekam i zastanawiam się, czy ze mną wszystko w porządku… No nic, pomyślę o tym później, na razie spróbuje się cieszyć weekendem majowym 🙂

sasanka_zwyczajna4

Reklamy

Nowy, lepszy rozdział…

Zaczynam pisać po dłuuugiej nieobecności. Nigdy chyba do tej pory nie zaniedbałam tak blogu. Ale nie zamierzam się tłumaczyć, po prostu, najwidoczniej, miałam taką potrzebę… Teraz widzę, iż na przestrzeni miesięcy wszystko toczy się w inną stronę niż pragnie tego moje serce, ale mimo wszystko… choć może nie spełniają się wszystkie moje marzenia, jest bardzo dobrze, chyba najlepiej, z tych wszystkich sytuacji, jakie mogłam w życiu przeżyć.

Nawet nie wiecie, jak minęły mi Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok. Otóż, w święta nie poczułam jakoś magii świąt. Wyrwałam się od poczucia jakiegoś wyjątkowego wydarzenia, a tak się cieszyłam przed świętami.Przypominało mi się wszystko to, co zdarzyło się rok temu… W oczekiwaniu na M. zakładałam tego bloga, słuchałam w kółko Riders on the strom i zastanawiałam się, co przyniesie mi kolejny rok wpatrując się w małą choinkę… Taka taktyka… W tym roku przed świętami ogarnęła mnie jakaś pustka, tylko ferwor obowiązków, nikt nie pomógł przygotować świąt, wszystkim musiałyśmy się zająć same, tylko ja i babcia. Świąteczny czas jakoś przeleciał mi przez palce i spędziłam go w wyczekiwaniu, bo nie mogłam nawet zobaczyć się z Panem ze skrzydłami.

Jedynym mocnym impulsem było… napisanie do Łapacza krokodyli… odpisał, złożyliśmy sobie życzenia… ja nie wiem, co ma takiego w sobie, ale poczułam się lepiej. Potem magia świąt zgasła i pojawiła się dopiero kiedy kilka dni później przyjechał Pan ze skrzydłami. Sylwestra spędziliśmy już razem, patrząc na pokaz sztucznych ogni… Cieszę się, że go mam. Choć jego pierwsze przyjazdy były dla mnie emocjonalnie wykończające. Kończyły się bólem żołądka i niemożnością zaśnięcia. Dlaczego ja tak bardzo boje się odrzucenia? Wciąż i wciąż i wciąż… a jednak wiem, że jeśli nie zaryzykuje, to nie przekonam się nigdy. Dlatego nie można zamieniać serca w twardy głaz…

Na święta zawitał M. Oczywiście nie u mnie tylko u mamy i ojczyma. Nie chcę się z nim widzieć, nie potrzebuję go  oglądać i czuć, jak narasta we mnie złość, okropna złość, która zniszczy mój spokój i stabilność.Mówią, że się zmienił, jakoś nie chce mi się w to wierzyć…A nawet jeśli, to jest już za późno. Od wakacji nie mam z nim kontaktu, niech tak pozostanie. Tak jest mi dobrze, choć to wszystko, co się teraz dzieje, wydaje się mi być szaleństwem…

Pan ze skrzydłami mnie kocha, daje mi to odczuć, za co jestem mu wdzięczna i sprawia, że czuję się zadowolona z obecnej sytuacji. W zasadzie to wydaje mi się być taki, jak zakładałam w myślach, iż powinien być mój facet, pod względem osobowości, charakteru i całej wewnętrznej struktury. Cholernie inteligentny, dowcipny, mądry… a nawet bardzo mądry…. prawie z każdej dziedziny posiada jakąś wiedzę i mogę z nim o wszystkim porozmawiać. Począwszy od stylu koszenia trawnika, a skończywszy na umiejscowieniu elektronów w eksperymentach fizycznych… O historii i tym, co działo się na świecie w poszczególnych latach może opowiadać godzinami, gdyż to jego pasja,  ale nie chce mnie zadręczać tymi opowieściami dość często, choć miło się tego słucha… Na dodatek zaradny życiowo, głodny wiedzy, ale potrafi być też troskliwy i opiekuńczy oraz, co jest bardzo dziwne… łagodny. Generalnie Pan ze skrzydłami to urodzony naukowiec, ale z głową… Nie będzie może zamykał się w swoim laboratorium i odgradzał od innych, ale po skończeniu studiów już ma w planach doktorat i myślę, że to całkiem realne założenie, bo wiedzę ma ogromną… choć nie obnosi się z nią na prawo i lewo. Potrafi za to być niemiłym i wiele ludzi mówi mu, że jest chamem. Co mnie dziwi, bo ja nigdy nie odczułam takiego zachowania. Choć może to przez to, iż ludzie nie potrafią zachować do siebie dystansu, a Pan ze skrzydłami nie boi się ponosić konsekwencji wypowiedzianego przez siebie zdania na jakiś temat. Mówi komuś wprost, co myśli i już, choć nie uznałabym tych słów z chamskie, może jednak czasem są bardziej dosadne. I chyba jestem jedyną osobą, do której nie wyrazi krytyki… Aż czasem dziwie się, kiedy patrzę na to, jak zachowuje się do innych dziewczyn w szkole, (które oblegają go, bowiem po pierwszej sesji okazało się, kto jest najlepszy w grupie, no i oczywiście Pan ze skrzydłami jest w samej czołówce), a do mnie. Nie muszę się przesadnie starać, zabiegać, po prostu, zawsze jest.

Znalezione obrazy dla zapytania jack i rose rozmawiaja na titanicu

Musiałam, ha ha, nawet imiona się w pewnym sensie zgadzają  😉

I choć, boję się, że ta sielanka może się skończyć, to dobrze mi na razie i chciałabym, aby to potrwało jak najdłużej… Bo niestety, pan ze skrzydłami to… urodzony logik! On jest tak logiczny, że chyba nie spotkałam jeszcze tak racjonalnie myślącego człowieka. Każdy wniosek musi mieć prawdziwe przesłanki, itp. Jest również świetny w myśleniu stricte analitycznym, taki umysł, no a ja? Urodzona humanistka! I kiedy pierwszy raz to dostrzegłam, myślę „Boże… po co mi to było, przecież my się w życiu nie dogadamy, statystyk i humanista, to nie ma Znalezione obrazy dla zapytania miłoścszans nawet. Inne percepcje świata…” I nawet teraz wydaje mi się czasem, że to jest szaleństwo, przecież to zupełnie inne spojrzenia są na świat, choć poglądy mamy bardzo podobne. Jednak zastanawiałam się czy jakieś uczucie może przetrwać i spowodować, że nie będzie kłótni nawet jeśli strony mają różne spojrzenia na świat i sposób myślenia? Trudne zadanie, ale postanowiłam, że spróbuję, bo jeśli nie, to nie będę wiedzieć. To tak jakby polonista miał dogadać się z matematykiem… pod warunkiem, że mają takie same poglądy na świat.

Co prawda czasem pojawiają się rozmowy o ślubie, kredytach, stawianiu domów, stajni dla większej ilości zwierzaków, itp. Jednak co z tego wyjdzie, nie wiem, tutaj potrzebny jest czas… Zaczynam się do niego przyzwyczajać, może to źle, może dobrze… Trochę się boję, choć robi wszystko, żeby tak nie było… Potrafię się otworzyć na tyle, na ile czuję się bezpiecznie…

Sesja oczywiście poszła mi dobrze i wszystko zaliczyłam z bardzo dobrymi ocenami na pierwszych terminach, choć o moich przykrych obserwacjach, których dokonałam właśnie podczas niej, kiedyś napiszę. A na razie… zabieram się za pisanie czegoś innego…

Zabezpieczony: Może nie powinnam się łudzić…-Odchodząc przytul mnie raz jeszcze…

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Dobro powinno być określone.

Pisze wiersze… tak, siedzę i piszę. Muszę się wypisać, a, że sprawia mi to nie lada frajdę, to też piszę… Słabe, mocne, mroczne, wydumane, po prostu, przelewam cząstkę mnie na papier. Kupiłam sobie notatnik-pamiętnik… Dziś jest ostatni dzień laby, od jutra harówka, nadrabianie zaległości w różnych aspektach życia. Nie mam na to siły, a jednak będę musiała.

Myślę o tym, że dobro powinno być jakoś określone. Znowu zadaje sobie pytanie, czy jestem dobrym człowiekiem? Od czasu jak w pewnej instytucji potraktowano mnie jak… mam różne odczucia względem siebie samej. Kiedy byłam młodsza, czułam się lepiej pod względem moralnym. Życie było prostsze. Teraz, kiedy zaczynam żyć swoim życiem i piekc582o-i-niebo2podejmować własne decyzje wszystko zaczyna się psuć. Nie wiem już, czy postępuje dobrze, czy źle… To chyba normalne przy wkraczaniu w swoje własne życie, dorosłe… W końcu, człowiek musi nauczyć się na własnych błędach. Jednak może to rzutować na swoją własną samoocenę… Nie wiem, czy nadal jestem dobrą osobą? Chyba nie ma na tym świecie całkiem dobrych ludzi. W każdym z nas jest trochę dobra i trochę zła, a reszta to niewiedza. Walka z samym sobą i z własnym „złem” jest bardzo trudna, kiedy choć chcę się być dobrym człowiekiem.  Na temat etyki zostało spisanych tyle ksiąg, tyle tekstów, tyle wyznaczników… Aż śmiesznym wydaje się stwierdzenie, że dobra tak naprawdę nikt nie określił. Takie właśnie mam dziś poczucie. Bo co znaczy być dobrym? Dla każdego coś innego. Żyjemy w płynnej materii. „Panta Rhei” jest tu chyba najlepszym określeniem, gdyby przyłożyć prawa egzystencjalne do skłonności ludzkiej zmienności psychiki i poglądów…

Nawet, jeśli czynimy dobro, albo przynajmniej się nam tak wydaje, nie mamy na czym się oprzeć. Jest dekalog, są inne normy etyczne czy moralne, nawet nieomawiane głośno, bo to po prostu się wie. Jednak chodzi mi o sytuacje, do których nie mamy żadnego odniesienia…

Jestem chrześcijanką i staram się przestrzegać dialogu, gdyż uznaję, że jest to zbiór zasad i wartości świetny i religijnie, ale i etycznie. Jednak dekalog jest świetną podstawą, na wszystkie sytuacje w dzisiejszym świecie nie ma „dobrych rozwiązań”. A czasami chciałabym, żeby były… Myślę jednak, że Bóg wiedział, że tak się stanie. Nie udzielił jednak odpowiedzi na wszystkie pytania. Udzielił tylko dziesięć odpowiedzi…

Czy zatem szukać odpowiedzi w świecie? W sobie samym? Myślę, że ważna jest akceptacja takiego stanu rzeczy, że nie zawsze okażemy się dobrymi ludźmi przed sobą samym.

I jak tu być dobrym?

Pisał człowiek nieidealny…