Szukając zrozumienia…

Dziś będzie krótko i na temat. Nie mam jakoś weny pisać długiej notki. W piątek byłam na uczelni. Stoję przed drzwiami, patrzę, w moją stronę idzie Pan D. Ucieszyłam się, bo pomyślałam, że może zaproponuje byśmy gdzieś razem wyszli później i poszli porozmawiać, jakoś tak, cieszyłam się, że go widzę. Jednak nie, przyszedł, przywitał się, weszliśmy razem na salę. Potem ja wyszłam pierwsza, on został, szepnęłam mu tylko „pa”. Poszłam, siadłam na krzesłach i coś sprawdzałam w internecie, a po pewnym czasie patrzę, idzie D. Rozmawia przez telefon i wychodzi po schodach. Zawołałam go więc, a on nic. Drugi raz, też nic. Przeszedł koło mnie, usiadł na zewnętrznych schodach i rozmawia przez komórkę. Wyszłam więc z budynku i starałam się jakoś zwrócić jego uwagę, ale nic nie zadziałało, w końcu stanęłam tak, aby mnie widział, ale i to nie odrywał wzroku wpatrzonego gdzieś w dal. Pomachałam mu, wreszcie zauważył i mi odmachał, powiedział, że jest teraz cały czas zajęty i tyle. Więc odwróciłam się i poszłam. Tak skończyła się nasza znajomość. Żadne z nas już nic nie napisało. Zawsze to aj musiałam zaczynać rozmowę, teraz już nie będę. Nie zależy mu, udaje, że mnie nie zna, więc niech tak pozostanie.

Ostatnio też pisałam sobie przez jakiś czas z pewnym mężczyzną z pewnego forum, bardzo chciał mnie poznać, chciał zobaczyć, czy do siebie pasujemy, wysłał mi zdjęcia i w pewnym momencie odmówiłam mu związku. Facet jest wkręcony w kolejne dziwne relacje z przyjaciółką, a ja nie zniosę kolejnych kobiet wokół jakiegoś kolesia, po prostu nie, to za bardzo boli. Znowu ażebym mogła być skrzywdzona i odrzucona na rzecz innej kobiety? Nie, podziękuję…

Znowu poszło o kobietę tak w zasadzie. Wypisywał do mnie wiadomości opisujące ją, raz, ze jest dla niego niedobra, bo on ją kocha a ona jego nie, drugim razem, że jednak jest dobra bo to jego serdeczna przyjaciółka i był z nią w Chorwacji bo ona pojechała tam dla jakiegoś faceta a on za nią. Ona teraz kocha tego Chorwata a on cierpi… Znowu inna kobieta, znowu która go nie kocha i on cierpi… Jakbym widziała lustrzane odbicie mojej historii…tyle, że jego nie kocham. Więc mu powiedziałam, albo kończysz z nią i się możemy poznać, albo nie. A on na to, że że jej nie zostawi. Dlatego powiedziałam mu wyraźnie nie. A on nadal mówił, żebyśmy się poznali…

Potem wyszło, że ma osobowość schizotypową, na dodatek wierzy w reinkarnację, pisać też niestety nie potrafi, robi byki, i nie za bardzo rozumie kontekst wypowiedzi wiadomości, które do niego pisałam. No więc szczerze… na co mi taki koleś? Znowu przyjaciółki i udręka, że mnie z nią zdradzi, albo nie rozumie co do niego mówię… Dlatego się odcięłam.

Powiedziałam sobie, że nie będę ani piątym kołem u wozu, niechcianym i odrzucanym, ani rzeczą, od której się ludzie muszą oganiać, jak od natrętnej muchy. Jeśli ktoś nie chce to nie, on też ma się starać. Nie będę nikogo usprawiedliwiać, bo potem cierpię tylko..

Czuję, że moje myśli znów uciekają w stronę depresji… wiem, że one są chorobowe, ale jednak są. Kto czytał moją historię relacji z Top Gunem wie, przez co przeszłam i, że teraz zaczynam od nowa wszystko… Dziś właśnie znów miałam przed oczami jego kłamstwa, jego odrzucenie względem mnie i aż łza mi spłynęła po policzku…to jeszcze czasem wraca i za bardzo boli…

Wydaje mi się, że nigdy nie będę szczęśliwa, że ludzie mnie nie chcą, odrzucają na każdym kroku, że jeżeli już spotkam kogoś innego, to on i tak mnie odrzuci. Czuję się tak, jakbym była dziewczyną gorszej kategorii. A przecież radzę sobie w życiu, studiuję 2 kierunki, mam wiele pasji, jestem inteligentna, wiele osób mówi, że ładna, mam zasoby, jak mówi mi terapeutka, a mimo to moje poczucie własnej wartości leci w dół. Zastanawiam się, co robię nie tak? Czy ja przyciągam dziwnych, niepoukładanych ludzi, czy po prostu mam szczęście na takich trafiać…

Jedynym dobrym wydarzeniem jest to, że załatwiłam sobie notatki z filologii polskiej! Będę mogła się w domu na spokojnie uczyć i spełniać swoją pasję do pisania i literatury. Na studia przy tylu kierunkach już nie wystarczy mi czasu ale na zerknięcie na notatki na pewno, a zawsze chciałam się rozwijać w tym kierunku.

Dzisiejszy dzień znów wydaje mi się jakiś smutny i przygnębiający, czyżby znów wróciła depresja? Czuje się tak, jakby mnie nie było w życiu…

fashion-2309519_960_720

 

 

Dziwię się sobie… Wpis z poziękowaniem dla Mary Kot i Morfeusza!

Dziwię się sobię. Wydawało mi się, że po takim ciosie jaki dostałam będę leżeć i płakać pół roku, a tu, ku mojemu zaskoczeniu jakoś funkcjonuję, może to też za sprawą leków, ale nie jest ze mną najgorzej, tak jak przewidywałam. Umiem zająć się swoimi sprawami, umiem nie myśleć o tym, co było. W sumie, coraz częściej łapię się na tym, że myślę sobie, że nie mam do czego wracać, nie mam czego wspominać, bo to nie była miłość, po co więc do tego wracać? To trochę smutne, po pół roku nie mam do czego wracać, bo wszystkie wspomnienia z nim okazały się być niesłuszne, były po prostu moją pomyłką, ale ta myśl pozwala mi chyba iść przed siebie, nie oglądając się za siebie. Choć co noc mi się śni i wypisuje do mnie stale, nawet z Słowenii, czuje się jakaś spokojniejsza… Odizolowałam się też od tematu związków i miłości, ale to chyba normalne… i dobrze mi tak. Kiedyś myślałam, że jest idealny, teraz widzę, że taki idealny nie jest i to chyba też daje mi wolność…

Dziękuję też Mary Kot za to, że ze mną jest w tych trudnych chwilach i za piosenkę, którą mi wysłałać. Jest wbrew pozorom pozytywna i potrafiła postawić mnie choć trochę na nogi, spojrzeć na to wszystko w innym świetle… Jeśli to czytasz to wiedz, że jestem Ci wdzięczna. 🙂

Dziękuję również Morfeuszowi za owocne rozmowy, za zrozumienie, poświęcony czas, to dla mnie ważne.

Wstępnie dostałam się na praktyki do wydziału kryminalnego. Z jednej strony się ciesze, bo wyjdę do ludzi, będę miałą swoje własne życie i zajęcie, a może kogoś poznam? Z drugiej strony trochę się obawiam, bo choć ma być to praca biurowa, czy podołam zadaniom? A już najgorszej jak znowu ktoś mnie rozwali, a ja będę musiałą tam jechać, dlatego chyba już teraz nie dam sie rozwalać nikomu… nawet jemu i jego dziwacznemu życiu…

A teraz wstawiam piosenkę, którą dostałam właśnie od Mary, a która pomaga mi jakoś się pozbierać co dnia i działać:

 

 

Katastrofa!

Wczoraj, a właściwie dziś w nocy babcia miała zawał… Tak, przeze mnie. I przez niego… Zobaczyła przypadkiem jak z nim wczoraj rozmawiałam, z reszta, ta rozmowa jakoś się nie kleiła… i była bardzo zła, chyba na tyle, że serce nie wytrzymało. Popłakałam się, czuję się tak bardzo winna, tak cholernie winna, a na niego jestem zła tak bardzo, że jakbym mogła to bym go rozszarpała. Ogaarnia mnie rozpacz, czysta, bardzo wyraźna rozpacz… Dlaczego on rozwala naszą rodzinę? Jedyną osobę, która mi pomaga… najbliższą osobę jaką mam. Zrobiłam wczoraj wielki błąd rozmawiając z nim, chwila słabości… Czuję, że muszę się od niego odizolować i to jak najszybciej, jeżeli będzie miał coś zrozumieć to i tak zrozumie… czy ja tam będę czy mnie nie będzie… Muszę to przerwać… dla dobra swojego i swoich najbliższych, tylko jeszcze nie wiem jak…

Top Gunie… uratuj mnie!

Top Gunie… uratuj mnie! Znowu naszły mnie natrętne myśli i znów nie umiem sobie z nimi poradzić, krążę w kółko, mieszam się, boję… Ostatnie trzy dni były jakby zlane w całość, wiem, że zakładałam parę razy znów mój drugi blog, sama już nie wiedząc co z nim zrobić… Nie potrzebnie go kasowałam, nie ważne. Mój błąd. Czasami w takich stanach jest mi bardzo ciężko i coś wydaje się być bezsensownym, potem zaś znowu chcę do tego wrócić… wrócę, tylko musi się uspokoić. I tym razem razem jakby nie Top Gun to chyba bym wciąż trwała w tym stanie… jakiegoś przedziwnego napięcia. To chyba kolejny objaw nerwicy…

Top Gun jest chory, nie dość, że już go pobierało, to jeszcze wczoraj w nocy zorganizował marszobieg w pobliskim lesie i nim przewodził. Dziś na dobre go coś rozbiera, ma gorączkę i kaszle, leży… Więc dałam mu całą instrukcję na chorobę, a on mnie pociesza rozmową. Wiem, ze mam kogoś, do kogo zawsze mogę napisać, jak jest źle i mnie poratuje dobrym słowem, to ważne, nie czuje się już taka samotna. Zagrozenie powoli mija, jestem sobą. Dziś dzień płynie mi spokojniej i melancholijniej, czuję, że wróciłam do żywych po kolejnych trzech dniach 🙂 Dziś walnetynki, może to nie są najlepsze walentynki o jakich marzę, ale coś w tym dniu jest dobrego, to coś, co sprawia, że czuje się o wiele spokojniejsza… może to Top Gun?

Uratuj mnie

 ode mnie samej,

od tego co w sobie mam.

Może dziś sprawisz,

że znów się stanie,

bezpecznym miejscem,

ten cały świat…

95974_spiaca_dziewczyna_wilk

Nowy, 2019 Rok i klatka…

Nie chce mi się wierzyć, że ten czas tak szybko upływa… Mamy już 2019. Przed chwilką był 2018. Czas sylwestra minął mi na wspomnieniach minionego sylwestra, spędzonego z Panem ze Skrzydłami, tyle, że w tym roku spędziłam go w domu, oglądając pokaz fajerwerków i rozmawiając z Top Gunem.To był bardzo miły dzień, o 24.00 złożyliśmy sobie życzenia, wysłał mi swój pokaz fajerwerków, na którym on był. Wzruszyło mnie to, nigdy jeszcze nie dostałam takich życzeń o 24.00 🙂

Od tego roku muszę przyznać, że nie czuję się jakoś wybitnie. Jest dobrze, ale znów wróciły do mnie kompulsy. Próbuję się ich pozbyć, żyć i robić co dla siebie, realizować swoje cele, marzyć, odnaleźć się na nowo, uspokoić się. Przecież mam po co, mam cel. Top Gun mnie pociesza i jakoś choć wtedy troszkę mi lej, ale jednak… wiem, że ja sama napędzam tę machinę i nie mam jak jej potem przerwać. Kiedy mnie to dopada, chodzę z kąta w kąt, obmyślając jakiś perfekcyjny plan realizacji, a żaden nie wydaje mi się na tyle dobry. Nigdy tutaj jeszcze o tym nie pisałam, więc stwierdziłam, że napiszę po raz pierwszy, może pomoże jakoś przerwać tę passę. Nie potarfię się do niczego zmobilizować. Za dużo myślę, za mało robię… Znów przytaczam te słowa, które pisałam kiedyś. Mam nadzieję, że już jutro będzie lepiej, ze zacznę działać, w zgodzie ze sobą. Chciałabym tak działać, w zgodzie ze sobą, bardzo… częściowo wychodzi, ale tylko częściowo.

Myślę o tym, że śwat nie musi być idealny…I może to, co planowałam i w co wierzyłam, że tak właśnie jest poukładany to zupełnie nie tak? Czasem trzeba zamknąć oczy i powiedzieć sobie „przecież to wcale nie tak”, kręcimy się często wokół schematu. U mnie te schematy są mocne, za mocne, muszę je puścić, muszę się ich pozbyć, już raz mi się udało… ostatnio ich nie czułam, sama się w nie znów wkręciłąm. To takie smutne. Zaczynam postrzegać te stany jako chorobowe, tak, jakby coś blokowało mnie od życia, a przecież tak wiele mogę. Mogę sie po prostu nie przejmować i nie przewidywać wszystkiego 3 mile naprzód. Mogę żyć inaczej, mogę znieść te wszytskie swoje schematy. Mogę się dobrze bawić… cieszyć i nie myślec, czy to dobrze, czy źle. Moge robić cos kiedy tylko zechcę. Chciałabym, bardzo, ale czy dam radę? Muszę, jakoś…

Jutro zaczynam się wygrzebywać z tego stanu…

kobiet w klatce

Znowu szare dni dopały mnie, ciało snuje się, jak cień…

Nie rozumiem mojej przypadłości, nie wiem, co to jest… Według opinii specjalistów depresji nie mam, była, ale sobie poszła. Mam dda, koniec kropka, ale jak wytłumaczyć to, że niektóre zdarzenia potrfią mnie tak bardzo rozwlić? No tak bardzo… Muzyk nie daje za wygraną, wczoraj zaczął coś do mnie pisać… wspomniał coś o jamniku… przed oczami stanął mi obraz mnie siedzącej w szarym, dużym domu z jamnikiem właśnie, u Pana ze skrzydłami… A potem to już się posypało… Znowu te myśli, że na zawsze będę przecież sama, że odruciłam go bo musiałam, ale przynajmniej był, teraz już nie mam nikogo, z jedej strony go nie chcę, nie chcę, bo to i tak już nie ma sensu, z drugiej sa momnty, ze za nim tęsknię…W tym wsystkim jescze pytanie „dlaczego?” Niby pierwsza poważna „miłość”… ale dziewczyny spotykają na swojej drodze różnych, czasem gorszych, ale żeby trafić na takiego za pierwszym razem, który manipuluje, krytykuje, poniża… To się zdarza w wieloletnich związkach, nie w czasie, kiedy ludzie się dopiero poznają, kiedy są zakochani… eh…I znowu te myśli rezygnacyjne, o tym, ze chciałabym gdzies uciec, bo i tak nic dobrego nie czeka mnie tutaj, teraz… A moje życie jawi mi sie jako wieczna praca, nic więcej… nic poza tym… próbuję się czymś zająć, próbuje choćby się uczyć, czyli to co umiem najepiej… ale czasem jest cieżko. Chciałabym zrobić coś inngo, zupełnie innego… chciałabym zacząć inaczej żyć, poza realizacją siebie brakuje mi czegoś, tak bardzo… O tyle mi lepiej, że zaczęłam oddzielać te myśli od siebie, widzę, keidy przycodzą i dokąd zmierzają. Wcześniej traktowałam je jako swoje, to byłam po prostu „ja”.

Chciałabym też zacząć żyć swoim żyiem, nie czekać wiecznie na ludzi, zająć się sobą, mieć swoje plany, priorytety, zajęcia, zaangażować się w nie dostatecznie mocno, a nie czekać wiecznie na ludzi… Wczorajsza rozmowa z Top Gunem mi to uświadomiła… Choć on sam też popełnił wielki błąd, chcąc zażartować z sfery damsko-męskiej postawił mnie w dośc niezręcznej sytuacji, potem musiał przepraszać. Czasem odnoszę wrażenie, że faceci w większości jednak myślą o jednym… Obruciłam to niby w żart, ale nadal zastanawiam się i nie wiem, co o tym myśleć… czy zrobił to umyślnie, czy zupełnie nieświadomie… Choć zaproponował pomoc, bo niestety dziadek znów jest w szpitalu, na neurologii… Dlatego też cieżej mi się na czymkolwiek skupić, odciać sie od jakiś smutnych myśli. Czekam na piętnasty grudnia. Zostawiam Wam nutkę na dziś, która kołacze mi w głowie…

 

Zastanawiam się…

Cały czas zastanawiam się, jak poukładać to wszystko. Wciąż nie mam pomysłu a moje myśli są niekiedy niczym lawina. Przyszedł czas wytężonej pracy i nauki. Zawalili nas stertą prezentacji, projektów i książek. Jedna z nich, kupiona niedawno ma 6 cm grubości i waży niemniej od mojego kota. Muszę to wszystko jeszcze przemyśleć. Być może tego potrzebuję, czasu… Tylko, że… on niczego mi nie daje.

Czasem myślę, co się ze mną dzieję… dlaczego tak bardzo blokują mnie niektóre rzeczy?

Pan ze skrzydłami leży chory, a raczej chodzi. Zaganiam go do łóżka, ale nie chce się posłuchać. Może za mało razy? Babcia patrzy na mnie zdziwiona, „czemu się o niego nie troszczysz?” słyszę, za mało, ciągle za mało…

Może ja już po prostu przestałam się troszczyć o ludzi? Całą swoją energię troski władowałam kiedyś, niepotrzebnie. Ludzie tego nie potrzebują. Teraz już nie mam sił by zaczynać od początku. Nie mam.