O Nowym… i coś na Święta!

Wszyscy wkoło szykują się na Święta, wokół mnie pełno choinek , przystrojonych lampkami i uśmiechów na twarzach. Te święta są jakoś spokojniejsze, bez zabiegania o to, żeby ktoś był szczęśliwy, żeby ktoś mógł się cieszyć, kiedy i tak nie chciał tego robić. W te święta czuję, że odpoczne. Tak prawdziwie, wreszcie. Musiałam zrezygnować z jednego kierunku… moich wymarzonych studiów, dostać się na nie dostałam, ale dojazdy zabrałyby mi tyle czasu, że cóż. I tak mam jeszcze dwa, na których teraz chce się skupić. Szkoda mi tego, ale nie dałabym rady z dojazdem. Może kiedyś w życiu będę mieć jeszcze możliwość coś zrobić w tym kierunku.

Miało być o czymś nowym, a właściwie kimś nowym więc już piszę. Otóż, parę dni temu poznałam pewnego chłopaka, zupełnie przez przypadek i okazało się, że on jest z rodziny z problemami, podobnymi częściowo do moich. I choć na razie zamieniliśmy parę słów, ukazała mi się nieszczęśliwa postać, targana przez życie różnymi wirami. Obraca się on bowiem w towarzystwie muzyków, artystów, pisarzy, niestety, ale temu również towarzyszą narkotyki i dość frywolny sposób życia. (Sama nie wiem, czemu mnie do takich ludzi ciągnie…sztuka?). Jednak o dziwo, interesujemy się ta samą muzyką i tymi samymi czasami z przeszłości… A na dodatek ma na imię dokładnie tak samo jak Indianer… I powiem Wam tak szczerze, że zaciekawiła mnie ta postać, nie ze względu na to, że „wow, znów facet na mojej drodze, ciekawe co będzie?”, bo nie chcę mieć do czynienia z narkomanem, to częśto przepaść bez dna, a ratować już nikogo nie mam siły i nie muszę, ale tak zwyczajnie po ludzku, wydaje się mieć ciekawe zainteresowania (inne:))

Dziś mam ochotę na podróż, na lato… jestem przewrotna, kiedy jest lato, chcę zimę, a kiedy nastaje zima, chcę lato… Ale dziś chcę gdzieś jechać, gdzieś w obce, piękne miejsca… Zrobiłam coś dla Top Guna nie wyszło mi zbytnio, ale i tak mu dam, myślę, że i tak mu się sposoba, bo to takie własnoręcznie zrobione.

A poza tym, chciałam Wam życzyć radosnych Świąt, okraszonych serdecznością i gronem najbliższych Wam osób. I czy obchodzicie, czy nie, niech ten czas przyniesie Wam spokój i wytchnienie od zabieganego życia, niech będzie momentem do zatrzymania się i pomyślenia o życiu, tak po prostu, bo warto. Niech ten czas przyniesie nam wszystkim upragnione myśli 🙂

urrktkqTURBXy80MDVhNzY0NjU2ZjIwYTQ4NTExNzc0ZGYxYzk5N2Q3OC5qcGVnk5UDAH_NETDNCauTBc0DFM0BvJUH2TIvcHVsc2Ntcy9NREFfLzE0MGIxY2ZlN2YwYWM1MmVkYzAxMGQ3MDk3OGU4NGJlLnBuZwDCAA

Bluesowa 🙂

Reklamy

Ostatni wieczór z choinką i o pisaninie słów kilka…

Dziś mija ostatni wieczór spędzony przy choince. Będę musiała ją schować na cały, długi rok. Plączą mi się po głowie różne myśli, które postanowiłam tutaj napisać. Czuję się jakoś dziwnie spokojniejsza. Mama nadzieję, że choć na chwilę mój stan się poprawił i staram się tym cieszyć. Zastanawiam się teraz nad całym moim życiem… Nad obrazami, które tak pisanie-1często pojawiają się w mojej głowie. Czuję się spokojna, tak dziwnie spokojna… Tak jak wtedy, kiedy zakładałam tego bloga ot, tak, z czystego przypadku. Nie wszystko tutaj jest tak, jakbym tego chciała, ale jest to swoisty obraz człowieka, a nikt z nas nie jest idealny… O dziwo, nie wkurzają mnie już chwile, które mam codziennie przed oczami, chwile przeszłości, zarówno te piękne, jak i te okrutne. Nastał jakiś moment wyciszenia, wyczekiwany od miesiąca. Lubię nawet ten stan. Zabrałam się do pracy, pierwszy raz od miesiąca potrafię pracować dłużej niż godzinę. Umówiłam parę spotkań, pozałatwiałam parę rzeczy… cieszy mnie to, choć w funkcjonowanie wkładam jeszcze dużo wysiłku. W sumie, kogo to obchodzi? Kolejny raz zastanawiam się, jak zdefiniować swoje życie, które chyba na prawdę jest po części bluesową opowieścią. Hm… myślę, że wszystko zależy od odbioru. Mam pewien pomysł na dłuższy tekst, parę pomysłów na poetyckie próbki… Tylko, cholera, po co? Przecież ludzie napisali już tyle wartościowych dzieł. Wydaje mi się, że nie ma szansy się „przebić”, by pisać dla grona choćby parunastu odbiorców. A pisać dla siebie, dla swojego, małego świata? I tu rodzi się pytanie czy ten mój, mały, własny świat ma jakąś wartość?

Blog zaczęłam pisać nie zastanawiając się, co będzie później. Po prostu, usiadłam i zaczęłam pisać, bo pomyślałam sobie, że kawałek sieci mi się przyda, oczywiście tej wirtualnej, na własne, luźne zapiski, jak robię to w tej chwili. Tak wyszło, że piszę go do tej pory, bo zrozumiałam, że chcę pisać dalej, chce się wyrażać, choćby w banalny dla innych sposób. Wiadomo, nie stać mnie na stronę internetową, na wydanie powieści… Ale myślę, że blog jest dobrym narzędziem do przekazywania informacji, napisania paru wartościowych tekstów, paru beznadziejnych… jak to w życiu. Pewnie nie przebiję się nigdy na czołówkę blogosfery, ale po co mi to? Chciałam mieć swój mały notes, no to mam. Z pisaniem innych tekstów niż luźne przemyślenia jest już inaczej, bo zaczynam od siebie wymagać. Chciałabym, żeby ktoś to przeczytał, może docenił, może… może zobaczył, co chciałam tam zawrzeć. Choć muszę przyznać, że dziś czuję się na tyle spokojna, że nie wywieram sama na sobie presji.  Doceniam to, co mam, jakoś dziwnie mnie to cieszy…  Może nawet coś naskrobię… Dobrej nocy wszystkim!

Ten magiczny czas…

Prawie tydzień nie było mnie w blogosferze, cóż, musicie mi wybaczyć, gdyż był to dla mnie trudny tydzień. Wszędzie pełno wyzwań, święta, które już same w sobie są wyzwaniem i sprostowywanie pogmatwanych relacji rodzinnych. Nawet nie wiem, kiedy minęły święta… ebd0af5afdfea087b57849403b89f55cJedyne co czuję po tym szczególnym okresie to to, iż mały Jezus nie narodził się we mnie na nowo w tym roku… nie miałam na to zwyczajnie czasu. To bardzo smutne. Kładąc się o pierwszej w nocy po Wigilii powtarzałam tylko cicho „wybacz”. Kiedy byłam młodsza święta przeżywałam głębiej, nie z powodu prezentów i radości z pięknie ubranej choinki, ale właśnie z tytułu narodzenia Dzieciątka Bożego. Z czasem, kiedy stałam się już przydatna we wszelkiego rodzaju pracach przygotowawczych do świąt- nie mam czasu nawet zastanowić się, że są święta. Najpierw przygotowania, a później cała rodzina u nas, pogaduszki, śmiech, zabawy… A w tym roku doszła jeszcze skomplikowana sytuacja rodzinna i o chwili namysłu czy kontemplacji tego pięknego czasu w ciszy mogłam zapomnieć. Chciałabym choć raz przeżyć święta tak, jak przeżywałam to kiedyś, w swoim wnętrzu, bo święta, dla mnie, to właśnie taki magiczny czas. Nie czas choinki, śniegu i życzeń, ale czas odnowy ludzkich dusz, serc i myśli oraz rodziny… No właśnie, rodziny. Po tym wszystkim, co przeszłam w niedalekim czasie, postanowiłam sobie, że już nie będę na siłę nikomu pomagać, ratować i wyjaśniać czegoś, co nie jest moją sprawą… ale jakoś tak po prostu żal mi się zrobiło, kiedy patrzyłam na smutne twarze tych ludzi. Przecież na dobrą sprawę, to są teraz moi bliscy… Mam nadzieję, że Wam te święta minęły radośnie, w gronie tych, których kochacie i z którymi po prostu chcieliście spędzić te święta. A jeżeli tak nie było, jeśli byliście zagonieni, samotni lub przeżywaliście silne emocje to wiedzcie, że nie byliście sami… c.d.n…