Bez faceta mi lepiej, niż z facetem!

Wczoraj wieczorem naszła mnie dziwa refleksja, mianowicie, nie poznaje siebie!  Wydaje mi się, że każdy będzie mnie ranił. Zdaje mi się, że bez faceta jest lepiej niż z facetem bo przynajmniej nikt mnie nie rani. Zawsze pragnęłam czyjejś bliskości i teraz się gubię, nie poznaje siebie… czyżbym nie chciała nikogo? To chyba nie tak… to chyba ze strachu… tak bardzo boję się zranienia, kolejnego bym już chyba nie przeżyła, a przynajmniej nie na ta skalę co poprzednio. Odcinam się od tego wszystkiego, to już tak nie boli, ale nie wiem co z przyszłością… teraz zaczęłam doceniać swoją samotność… przynajmniej nikt mnie nie rani… Nie chcę ładować się w związki, nie chcę już niczego na siłę wyznawać. Nie chcę nikogo. Chyba samej mi lepiej. Nie wierzę już w to, ze kiedykolwiek się uda, że spełnię swoje marzenia, że spotka mnie sielanka. Nie wierzę już w tą bajkę o królewnie i królewiczu…

Z F. jest dobrze. Nie mam kontaktu z Top Gunem i nie czuję się jakoś samotna. Pewnie to przez F. Trochę się boje, że gdybym znowu straciła jego to wszystko by się powtórzyło, cała depresja by wróciła, choć może nie z taką siłą. Zastanawiam się też, czy po tym wszystkim potrafię kochać… zakochać się, zauroczyć? Kiedy poznałam F. Tak jakby wszystko wróciło, te piękne uczucia, takie wzniosłe. Teraz już sama nie wiem, kiedy przy nim jestem znowu to czuje,  boję się, że znowu się zatracam, ale kiedy go nie ma to tak jakby wszystko ode mnie odlatuje… Wiem, że to Top Gun był moją największą miłością, miłością mojego życia, czy kiedykolwiek będę jeszcze potrafiła tak kochać? Tak mocno, aż do bólu? Czy potrafiłabym tak pokochać F.? Wiem, że go lubię, bardzo go lubię, ale czy to by mogła być kiedyś miłość? Jakbyśmy oboje chcieli? Bo musimy oboje chcieć… Nie wiem, czy mogłoby to się stać rzeczywistością? Teraz rzeczy dzieją się wolniej, nie jest to wszystko takie szalone jak z Top Gunem. Może to i dobrze, ja potrzebuje teraz spokoju.

W głowie mam jeszcze jedną osobę, osobę, która się stara i mnie rozumie, jednak jest jakby „z innego świata”, ma swoje problemy, ma taką samą historię jak ja, kiedyś już chyba o nim pisałam… Nie wiem, czy to czyta, bo on wie o istnieniu mojego bloga. Nie wiem, co mam z tym zrobić, z jednej strony chciałabym tę osobę zatrzymać, z drugiej tak samo się boje, że nasze problemy mogłyby nas pociągnąć na dno… Nie wiem, co robić… Dodatkowo ze stronki na fejsbuku co róż dostaję od mężczyzn propozycje związków…To czasem zabawne, ale jak na to patrzę to wyłania się tragizm.

woman-1320810_960_720

Reklamy

Zwątpienie w relacje i „moje borderline…”

Od jakichś dwóch dni ogarnęło mnie jakieś zwątpienie w to wszystko. Mówiąc to wszystko mam na myśli całą tą relację z F. i jeszcze jedną osobę. Czuję, że w moim życiu się nie poukłada, a relacje są chwilowe… marzę o stałości i stabilizacji w relacjach…

Co do F. to niby jest dobrze w naszych rozmowach. Pisze niby, bo od pewnego czasu już nie jestem nim chyba taka zachwycona, mianowicie od tego, jak rozmawialiśmy o tym, jak zapatrujemy się na związki i napisał mi, że dziewczyna nie powinna wymagać od faceta by spędzał z nią cały czas, zabierał do SPA  i na wyjazdy bo przecież na to trzeba ciężko  i dużo zarobić, a kiedy się jest w pracy to nie można spędzać razem czasu tak dużo i dlaczego te dziewczyny mają o to pretensje? Trochę przypomniało mi to zachowanie Pana ze skrzydłami, który mówił mi,że przyjazdy do mnie kosztują go drogo i nie będzie przyjeżdżał częściej niż raz w miesiącu przez okres wakacyjny. Ponadto F. narzeka na pracę, ale kiedy mówię mu, aby ją zmienił, mówi tylko, że musi o tym pomyśleć. Ale nie widzę, by podjął jakieś działania do tego zmierzające. Chce się dostać do jednostki, tej samej co Top Gun, ale nie może zdać testów sprawnościowych. Chcę aby zaczął ćwiczyć, wtedy będzie mu może łatwiej, ale również nie wiem, czy podjął w tym jakieś kroki. Nie wiem, czy uda mi się go zmotywować. Sam mówi, że błądzi… Opowiadał mi kiedyś o swej relacji, którą miał. Na stałe nigdy nikogo nie miał, a  spędził dwa lata pisząc jedynie z jakąś dziewczyną, równie młodą, jak i on. Niestety boi się, że relacja z kobietą mu nie wyjdzie, bo ostatnio próbował i nic z tego nie wyszło…

Chyba nie pisałam tu o pewnym panu, którego poznałam w Internecie, na pewnym portalu… Od jakiegoś czasu sobie piszemy. On też ma depresje i został w ten sam sposób oszukany przez swoją byłą co ja przez Top Guna, dużo na ten temat rozmawialiśmy, o tym, jak się czujemy, o tym, jak to przeżywamy. Jednak do tej pory traktowałam go jako osobę do rozmowy, której nawet nie znam osobiście… Ponadto ciął się i pił, nie radząc sobie z tym rozstaniem.  Ostatnimi dniami jednak wysłał mi wiadomość, że może powinniśmy się sobą zainteresować i, że szuka kogoś do opieki nad sobą i osoby, którą również by chciał się opiekować. To było miłe, ale jednak przeszła mi przez głowę taka myśl, że nic z tego nie będzie. Nie zniosę jego depresji, nie będę potrafiła patrzeć na jego cierpienie, jak on ciągle ją kocha, on pewnie na moje też. Nie mam siły już nikogo ratować, sama potrzebuję opieki…

W związku z tym wszystkim poczułam jakiś bezsens… Jestem w kolejnych relacjach, z których nic nie wynika i nic nie wyniknie. Potrzebuje chyba stabilności w relacjach, aby do czegoś zmierzały, a nie zastanawiania się czy dąży to do czegoś sensownego.

Z Top Gunem się rozstałam na dobre, nie mamy ze sobą kontaktu. Cieszę się z tego, przynajmniej mnie już nie rani. Poranił mnie już wystarczająco… Dziś przejeżdżając przez miejsca, gdzie razem bywaliśmy, pomyślałam, że żałuję, że w ogóle go poznałam.. Czuję się tak odepchnięta, oddana… Oddana przez Top Guna do F. i zapomniana, ale może to lepsze? Chyba tak.

Czuję bezsens i ściskający ból, pustkę, która mnie wypełnia. Znów zaczynam się zastanawiać, czy mam cechy borderlie… Boję się, ale paniczny lęk przed odrzuceniem, depresja porzuceniowa i chęć zatrzymania na siłę osoby, którą kocham mi nawet pasuje do borderline…

F. przyjeżdża do mnie w sobotę, nie wiem co będzie, ale może miło spędzimy dzień mimo wszystko… Zapisałam się tez na lekcję francuskiego, bo zawsze mi się podobał ten język, jego akcent i wymowa, wydaje się taka wdzięczna.

fantasy-2506830_960_720

 

Kwiaty we włosach potargał wiatr…

Tak się zastanawiam, od czasu rozmowy z Nowym poznanym kolegą, który okazał się mieć problem z narkotykami… czy ja przyciągam ludzi wplątanych w trudne sytuacje? Dlaczego to tak zawsze jest? Jak patrzę na niektóre osoby, które znałam, kiedyś, dziewczyny to jakoś mają pełno „normalnych” znajomych, lub przynajmniej takich, którzy nie kończą później na dnie przez depresje, narkotyki, lęki, rodzinę i inne. Ja tego szczęścia jakoś nie mam, bardzo rzadko poznaje ludzi bez jakiegoś bagażu… Oczywistym jest, że każdy ma jakieś problemy, ale dlaczego ja muszę spotykać te z kalibru ciężkiego? Czasem tego nie rozumim, obracam się może w specyficznym środowisku, nawet tu na blogu piszę o specyficznych rzeczach no i interesują mnie problemy, wiem, ale żeby aż tak? W zeszłym tygodniu Chomiczkowa miała uroziny, nie napisałam jej nic, jakoś nie czuję, żebym miała o czym…

Z Top Gunem relacja się jakoś ustabilizowała, na tyle, że nie czuje w niej lęku ani negatywnych wrażeń, choć na początku też to odczuwałam, jak zwykle. Jakiś strach, jakby miało wydarzyć się coś złego, znowu przed opuszczenie, jakimś olaniem… On jest za to stabilny, przynajmniej tak mi się wydaje. Cóż, przypadłości jakie mam i schematy nie pozwalają mi czasem spojrzeć inaczej, choć bardzo bym chciała… Ostatnio dowiedziałam się, że moim przypadłością może towarzyszyć  cecha z borderline, to nie jest łatwe, lęk przed opuszczeniem również…. Chciałabym tego nie czuć, chciałabym się od tego uwolnić wreszcie, czasem mi się udaje. Zastanawiam się znów, dlaczego do tej pory spotykałam osoby niestabilne, lub takie, które odpychały? Jedynym stabilnym był Pan ze skrzydłami… Tak, ale on znów potrafił krytykować, wmawiać mi, że jestem nic nie warta, że on jest lepszy we wszystkim, że zawsze ma rację, że ja się na niczym nie znam… jak mantra, tylko tak potrafiła wyglądać jego stabilnosć, zawsze tak samo, zawsze byłam tą gorszą, cztery metry z tyłu… Teraz przynajmniej tego nie słyszę.

Zastanawiam się, czy Top Gun będzie dalej taki stabilny? Czy będzie się zachowywał tak samo i czy ta ralacja dalej będzie taka stabilna? Chciałabym, bo powoli przestaje się wreszcie go obawiać… ale czy to się uda…

man-2933991_960_720

Po spotkaniu słów parę…

Piszę te słowa z osobliwego miejsca, bo szpitala, gdzie raz na jakiś czas jeżdzę i to nie z przyczyn zdrowotnych a naukowych. Poprzedni pobyt tutaj wspomonam źle, bo byłam wtedy jakoś przepełniona smutkiem. Dziś natomiast odnalazłam odpowiedź na pytanie nurtujące mnie od lat… Dlaczego rozumiem niektóre przeżycia borderów… Bo możliwe, że sama takie po części mam… Kiedyś już się zastanawiałam nad tym, pisząc o tym tutaj na blogu.

A o spotkaniu z Top Gunem… Spotkanie się udało, doszło do skutku, było miło i przyjemnie, dałam mi wreszcie to co zrobiłam dla niego w okresie świąt. Ucieszył się, choć swoją radość wupowiedział w prostych żołnierskich słowach…natomiast to, co stało się po spotkaniu mnie zadziwiło… Jak zwykle przywiózł mnie do domu. Jednak za każdym razem gdzy mnie odwoził, a bywa to dość często na nasz harmonogram zajęć, nigdy, ale to przenigdy nie chciał wejść do mnie do domu. Zapraszałam go wiele razy, na kawę czy herbatę, bo tą pierwszą rzadko pija… Nigdy nie wszedł. Tym razem jednak musiał pomóc mi zanieść duże paczki, które mi przywiózł. No więc… Wziął je i pomaszerował do moich schodów. W domu czekał na nas dziadek. Biedak chciał te paczki zosstawić w przedsionku i zniknąć, ale niestety nie było tak dobrze bo jakbym potwm je do domu wniosła więc kazałam mu je wnieść troszkę dalej… Dziadek otwiera drzwi, a Top Gun stanął jak wryty z tymi paczkami. Dopiero po sekundzie widać było jak oprzytomniał, a ja go lekko popchnęłam no i wszedł do domu… Przywitał się, zoatawił paczki i… Tyle go widziałam, stwierdził, że musi już iść, jest bardzo zmęczony, jutro coś tam musi zrobić, a dziś to w ogóle położyć… No więc mało myśląc wzięłam go chwyciłam i przytuliłam na pożegnanie… Widać był w lekkim szoku, ale za chwilę już było dobrze, a potem na jego twarzy pojawił się uśmiech.

Wczoraj natomiast, nie odezwał się ani słowa, nie napisał, ani nie zadzwonił,  co skłoniło mnie do jakichś refleksji… Dziś jednak napisał z pytaniem jak tam spędziłam wczorajszy dzień więc może nadal chce rozmawiać, nie za bardzo tylko jeszcze dostrzegam powód dlaczego starszego już faceta miałaby tak stresować sytuacja wejścia do czyjegoś domu… Wszak cała sytuacja wydała mi się bardziej śmieszna niż straszna… Dzisiejszy dzień również upłynął mi na rozmowie z Top Gunem, choć już takiej na prawdę bardzo otwartej, znów… Coś czuję, że będzie o śmiechu, całowaniu i seksie cz. 3 tego wpisu…

Powrót? Czas na odwiedzanie zakurzonych miejsc…

Powrót? Pobono niektóre są cieżkie, inne lekkie… Nie było mnie tutaj chyba najdłużej w historii tego miejsca. Cóż, czasem przerwa jest potrzebna. Trochę gorzej, że czasem nie było mnie w życiu. Teraz, znów mam plany, jednak czasem cieżko je poukładać, zdecydować, zrealizować.

Przez ten czas kiedy mnie nie było wiele czasu poświęciłam na pracę, część na zastanawianie się nad obecną sytuacją, część na emocje, czasem bardzo trudne. Chęć zobaczenia swojego wizerunku. Relacja z Panem ze skrzydłami zmieniała się jak w kalejdoskopie. A moje wizje na jego temat bywały przeróżne. Nasz relacja jest czasem niczym przepaść, gdzie oboje jesteśmy dwoma brzegami, które pewnego dnia rozłamały się z hukiem, czasem zaś, jakby w wyniku gwłatownego trzęsienia ziemi, złączyły się. Czasem też panuje zwykły spokój, który mnie ogrania i tak właśnie jest teraz. Niekiedy po prostu mam ochotę ” dać mu w twarz”  i odejść, z niezrozumienia, by może coś poczuł, że ja czuję. Ale wiem, że nie mogę, nie chcę… boję się też samotności, a przecież za chwilę może być dobrze, więc wtedy siebie nie do końca rozumiem. Wzbiera we mnie złość i ochota ucieczki, do czegoś innego, a potem „przychodzę” i znowu i znowu… Czasem zastanawiam się, czy to już nie borderline…

paint-2985569_960_720

Kiedy mnie nie było czasem tęskniłam, czasem zaś nie wiedziałam nawet od czego zacząć, kiedy juz wzbierała we mnie chęć napisania tutaj czegokolwiek. Doświadczyłam też innych zakątków Internetu i tego całego zgiełku tutejszych ludzi. Kiedy rzuciłam się w wir pracy, czasem miałam wrażenie, że jakby oderwałam się od siebie, ze mnie tu nie ma, byy tylko obowiązki. Potem przyszła nauka… kolejy wir trudnych zdarzeń, nie do końca takich, jakie zakładałam, ale udało mi się sprostać i wszytsko zakończyło się dobrze. czasem brakowało czasu nawet na zjedzenie więcej niż trezch posiłków dziennie. Gubię się, gdy nie mam kontaktu ze sobą, ze swoimi emocjami. Czasem tak bywało w tym okresie, gdy mnie tu nie było. Nie lubię tego stanu, bardzo. Ale udało mi się kupić parę przydatnych rzeczy i za zarobone pieniądze, zorganizować sobie lepiej życie. Dlatego z jednej strony, bardzo się cieszę, z drugiej mam poczucie, że nie zrobiłam nic w zwiazku z pisaniem i z tej perspektywy, tego czasu mi żal. Tak dużo we mnie sprzeczności.

Teraz… teoretycznie powinnam mieć wolna, czuję, że zaczyna się dla mnie też czas, w którym będę mogła siebie realizować w zakresie który kocham i to bez względu na innych ludzi. Z tego cieszę się bardzo 🙂  Przerwa w pisaniu tutaj, też wiele mi dała, zobaczyłam, że może ten blog nie jest mi już tak mocno potrzebny i konieczny do przetrwania jak kiedyś (czy to dobrze, czy źle?) więc moze nie będe tu zaglądać codziennie, ale z sentymentu i stworzenia już pewnego miejsca dla swoich przemyśleń, a czasem po prostu wypisania się, będę tutaj zaglądać i coś skrobać 🙂 Mam nadzieję, że nie zapomnieliście mnie i wrócicie w takim samym gronie.

girl-865304_960_720

Dzisiejszy dzień jest pierwszym wolnym dniem od … nie pamiętam już kiedy. Ale pokazał mi on, że nawet po tak wykańczajacym czasie, nie umiem odpoczywać. Czułam się wyraźnie źle, że nie udało mi się zrobić tego wszystkiego, co na dziś zaplnanowałam, mam znów poczucie straconego dnie, ze nie potrafię szybko podjąc decyzji, ze się zastanawiam, waham, muszę przemyśleć. To takie cholernie złe, ciężkie uczucie. Kiedy nie można dac sobie zwyczajnie luzu i parę rzezcy poodpuszczać… Teraz marzę już o tym, by położyć się spać, zamknąć oczy i tego nie czuć.

Zbyt dużo we mnie żalu i poczucia winy… zbyt dużo…

Nie ukrywam, stęskniłam się…Może nie tak wyobrażaliście sobie mój powrót, moze z fajerwerkami, ale cóż, przychodzę wpisem dość zwykłym, w zwykły, deszczowy wieczór… z urywkami z minionych dni. Ciężko je by było teraz wszytkie spisać, część była słonecznych, część naznaczonych łzami i smutkiem.

A na koniec piosenka, z lekka psychodeliczna, którą odkryłam jakoś pod koniec czerwca i która jest ze mną do teraz, bo bardzo ją lubię…

Miłego wieczoru!