Nie potrafię w sobie wzbudzić uczuć…

Osatnim wieczorem naszła mnie refleksja nad tym, co jest we mnie… Co się ze mną dzieje… Doszłam do jednego, smutnego wniosku… Czuję się jakby pusta w środku. Zatanawiam się, czy to aby po lekach czy aby to przez to, że odebrano mi to wszystko, w co wierzyłam, co sobie zakładałam… Straciłam wszystko, straciłam szansę na lepsze życie przy boku meżczyzny, na którym mi naprawdę zależało, tak bardzo, chyba pierwszy raz w życiu. To paradoksalne, ale teraz zaczynam go rozumieć, zaczynam rozumieć jego słowa, które do mnie skierował:

„moja emocjonalność jest bardzo rozchwiana i nie wiem, czy kiedykolwiek z niej coś będzie. Nie potrafię teraz w sobie wzbudzić uczuć wyższych.”

Czuję się dokłądnie tak samo. Jakby ktoś odebrał mi emocjonalną mnie, jakbym nie była sobą. Żyje z dnia na dzień, nie martwię się już o samotność, nie martwię się już co przyniesie życie, czuje się jakoś inaczej. Nawet nie myślę o relacja z F. Nie obmyślam żadnego planu, nie myślę o tym, co bedzie, co może mnie spotkać, nie dążę usilnie do bycia z kimś… Jest tak, jakby inaczej… Nie potrafię w sobie wzbudzić miłości do drugiego człowieka, takiej prawdziwej, oddanej, jestem jakby odcięta od uczuć… żyję z dnia na dzień… Podążam w realizację siebie i chcę do tego zmierzać. Może to akceptacja całkowitego braku nadzieii? Nie wiem, co się ze mną stało… Nie czuję się sobą…

woman-3083390_960_720

 

Bez faceta mi lepiej, niż z facetem!

Wczoraj wieczorem naszła mnie dziwa refleksja, mianowicie, nie poznaje siebie!  Wydaje mi się, że każdy będzie mnie ranił. Zdaje mi się, że bez faceta jest lepiej niż z facetem bo przynajmniej nikt mnie nie rani. Zawsze pragnęłam czyjejś bliskości i teraz się gubię, nie poznaje siebie… czyżbym nie chciała nikogo? To chyba nie tak… to chyba ze strachu… tak bardzo boję się zranienia, kolejnego bym już chyba nie przeżyła, a przynajmniej nie na ta skalę co poprzednio. Odcinam się od tego wszystkiego, to już tak nie boli, ale nie wiem co z przyszłością… teraz zaczęłam doceniać swoją samotność… przynajmniej nikt mnie nie rani… Nie chcę ładować się w związki, nie chcę już niczego na siłę wyznawać. Nie chcę nikogo. Chyba samej mi lepiej. Nie wierzę już w to, ze kiedykolwiek się uda, że spełnię swoje marzenia, że spotka mnie sielanka. Nie wierzę już w tą bajkę o królewnie i królewiczu…

Z F. jest dobrze. Nie mam kontaktu z Top Gunem i nie czuję się jakoś samotna. Pewnie to przez F. Trochę się boje, że gdybym znowu straciła jego to wszystko by się powtórzyło, cała depresja by wróciła, choć może nie z taką siłą. Zastanawiam się też, czy po tym wszystkim potrafię kochać… zakochać się, zauroczyć? Kiedy poznałam F. Tak jakby wszystko wróciło, te piękne uczucia, takie wzniosłe. Teraz już sama nie wiem, kiedy przy nim jestem znowu to czuje,  boję się, że znowu się zatracam, ale kiedy go nie ma to tak jakby wszystko ode mnie odlatuje… Wiem, że to Top Gun był moją największą miłością, miłością mojego życia, czy kiedykolwiek będę jeszcze potrafiła tak kochać? Tak mocno, aż do bólu? Czy potrafiłabym tak pokochać F.? Wiem, że go lubię, bardzo go lubię, ale czy to by mogła być kiedyś miłość? Jakbyśmy oboje chcieli? Bo musimy oboje chcieć… Nie wiem, czy mogłoby to się stać rzeczywistością? Teraz rzeczy dzieją się wolniej, nie jest to wszystko takie szalone jak z Top Gunem. Może to i dobrze, ja potrzebuje teraz spokoju.

W głowie mam jeszcze jedną osobę, osobę, która się stara i mnie rozumie, jednak jest jakby „z innego świata”, ma swoje problemy, ma taką samą historię jak ja, kiedyś już chyba o nim pisałam… Nie wiem, czy to czyta, bo on wie o istnieniu mojego bloga. Nie wiem, co mam z tym zrobić, z jednej strony chciałabym tę osobę zatrzymać, z drugiej tak samo się boje, że nasze problemy mogłyby nas pociągnąć na dno… Nie wiem, co robić… Dodatkowo ze stronki na fejsbuku co róż dostaję od mężczyzn propozycje związków…To czasem zabawne, ale jak na to patrzę to wyłania się tragizm.

woman-1320810_960_720

To co się dzieje, przyprawia mnie o zawrót głowy!

Święta minęły. Mnie jakoś smutniej drugi ich dzień, ale to z powodu, że znów wróciły natrętne myśli. Odpędziłam je, na szczęście. Wczoraj doszło między mną a Top Gunem do początków szczerej rozmowy. Myślałam, że to wszystko już jest za nami, ale jednak… myliłam się. Powiedział mi, że w kwestii związków miał tylko jedną dziewczynę i partnerkę, opowiedział mi nawet o sprawach intymnych, trochę byłam zdziwiona,że tak otwarcie o tym mówi, kiedy dotychczas był tak bardzo zamknięty w sobie. Powiedział też, że myślał, że się z nią ożeni. Tak się jednak nie stało, nie wiem z jakich przyczyn… W sumie, czasem tak wychodzi. Ja też miałam plany z Panem ze skrzydłami na przyszłość, nie wyszło… cóż, tak bywa. Trochę niezręcznie się czułam kiedy o tym wszystkim mi pisał, ale w sumie, może z dwojga złego, to tak jest lepiej, szczerość… bo przynajmniej wiem na czym stoję, nie muszę się domyślać i mieć w głowie cały czas te całą sytuację… Nie wiem, czy już o tym tutaj wspominałam, ale kiedyś, kiedy nie było jeszcze tej całej akcji z jego byłą, zapraszałam go, żeby do mnie przyjechał, żebyśmy poszli na spacer albo na wycieczkę. Myślałam bowiem, że nie ma tak zwariowanego życia. jednak od tego czasu, kiedy chciałam go ratować, bo odebrane mu zostały wszelkie nadzieje,  i po tym, co zrobił,postanowiłam, że już go nie zaproszę… niech robi co chce, sam powinien wiedzieć czego chce. Wie, gdzie mieszkam, bo tyle razy mnie odwoził do domu… Po za tym, po co miałabym się z nim spotykać, skoro on nie wie czego chce i nie ma zakończonych jakiś spraw z przeszłości?

Jednak, o dziwo, wczoraj, sam zaproponował, że chce do mnie przyjechać… porozmawiać, wyjaśnić mi to wszystko… że jak będzie pogoda, to możemy iść na ten obiecany spacer, a jeżeli nie to siądziemy w jakieś knajpce i porozmawiamy, bo chce spokojnie porozmawiać. Cóż, zgodziłam się, choć nadal mam mieszane uczucia co do tego spotkania. Z jednej strony to dobrze, ze chce porozmawiać, opowiedzieć mi swoją historię życia, z drugiej boje się, że to, czego się dowiem zupełnie mnie znów zabije… z trzeciej cieszę się, ze w ogóle go zobaczę. Nie wiem co o tym myśleć… Dalej mam mętlik w głowie. Po za tym, powiedziałam już rodzinie, że to koniec, nie będzie mnie więcej odwoził, nie będę się więcej z nim spotykać, a tu nagle ma do mnie przyjechać? Do domu? Jak to będzie wyglądać? Jak mam teraz to wszystko odkręcić? Po za tym, nie wiem po co w ogóle chce przyjechać? Z jednej strony czuję, tak, jakby mu zależało, z drugiej obawiam się, że mogę tylko usłyszeć, jak bardzo ją kocha i co ma zrobić, żeby do niego wróciła, może bym coś poradziła… nie wiem, czego jeszcze mogę się po nim spodziewać, boje się, co wymyśli, z jego pomysłami… Wiedziałam,że ta chwila kiedyś nadejdzie, że będzie chciał się otworzyć, ale ja sama nie wiem, czy ja to zniosę i czy ja tego chcę…

 

 

 

 

Relacje, eh relacje…

Witajcie z ten ponury dzień… Jakiś bardziej mi się wydaje ponury niż zwykle…Może to tylko mój wewnętrzny odbiór? Top Gun się nie odzywa, jak na razie, może dziś się odezwię, albo ja do niego napiszę z zapytaniem. Muszę przyznać, że ostatnio naszła mnie refleksja, że jest w stosunku do mnie dobry, naprawdę… jakoś tak. Niby nie nadskakuje mi, ale czuję się od niego jakąś życzliwość na kilometr, ma podobne poglądy, sprawy w życiu, rozumiemy się i to jest chyba w tym wszytskim najpiękniejsze. W całej tej relacji… Nie wiem, dokąd ona prowadzi, ale wiem, że chcę, by trwała.  Pomaga mi i wspiera w trdnych chwilach. Mam do zdania jeszcze trzy egzaminy, na które materiału jest multum, już się trochę na nie uczyłam, ale jeszcze trzeba podszlifować, tak, aby był jakaś dobra ocena. Chwilowo usunęłam też mój drugi blog. Dopadła mnie jakaś chandra i nie miałam pomysłów na pisanie na nim. Może kiedyś wrócę do tworzenia jakiegoś blogu. Na razie, po prostu nie mam na to sił. Pogoda mnie dobija, chciałabym już wiosnę….

 

 

 

 

 

 

Cisza…

Ostatno pisałam o tym, że można tęsknić za facetem, a właściwie za żołnierzem i choć sytuacja ta naturalną wydaje nam się w Polsce, bo przecież kiedy spojrzymy na naszą historię, tak właśnie często bywało wśród kobiet jeszcze parę lat temu, to stwierdzić muszę, że cała ta sytuacja mnie rozbawiła w sobotę rano, kiedy to dostałam od niego wiadomość z zapytaniem, co się ze mną dzieje?

Okazało się bowiem, że Top Gun próbował się ze mną skontaktować, ale przez mój głupi telefon, który akurat stwierdził, że nie bedzie wyświetlał powiadomień, nie mógł. Na dodatek wiadomość tą odczytałam jak zapytanie o stan obecny, bo przecież mieliśmy się spotkać na zajęciach, a mnie nie było, a nie jako pytanie ogólne, bo zniknęłam mu z radaru na jakieś parę dni i się martwił, a także myślał, czy nie czymś nie obraził. W sumie… ja też się zastanawiałam, co tam u niego, dlaczego jest taka cisza przez tyle dni… Cała ta sytuacja śmiesznie wyszła, ale wszystko sobie wyjaśniliśmy… Obawiał się, czy aby mnie czymś nie obraził i po prostu nie chce się oddzywać, a to znaczy, że mu zależy…

 

 

 

W płatkach śniegu…

Przesypujesz mi się przez palce
małym uśmiechem,
w zimową noc.
Ubrudź mną swoje ręce.
Wymarz się, jak lśniącą czekoladą,
bo jeszcze…
na ciebie czekam.
Bo nie wiem, czy cię odgadnę,
pomiędzy płatkami śniegu.

(pozbierane z zapisków, 07.01.2019r.)

beach-1868557_960_720

Już lepiej i kilka zmian…

Już ze mną lepiej, dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa, które tutaj mogłam od Was przeczytać, wiele dla mnie znaczą. Przetrzymałam i postanowiłam też ten czas wykorzystać na coś produktywnego, ale o tym zaraz. Top Guna wczoraj wzięło na zwierzenia, mówił mi o tym, że już jest stary… Nie wiem, czy wspominałam tutaj, ale Top Gun jest ode mnie sporo starszy, jak na ten etap życia jeszcze. Ale jakoś mi to nie przeszkadza spejalnie, może to i lepiej? Tak myślę, bo w końcu można się z nim i powygłupiać i poważnie porozmawiać. Nie będzie moze przynajmniej ppłakał gdy mu assasan umrze w Assasanie i iegał po całym mieście i szukał pokemonów, jak to miał w zwyczaju robić Pan ze skrzydłami, zamiast wiecej czasu spędzić ze mną… bo i tak widzieliśmy się bardzo rzadko. Więc nawet się cieszę, musze przyznać z tego powodu. Mówił mi, że spać nie może po nocach, bo rozmyśla… (ciekawe o czym hihi 😉 Ja od wczoraj mam już lepszy nastrój, to tez moglimy pogadać trochę o jego różnych humorach. Powiedział mi tez jedno zdanie, które naprawdę mnie wzruszyło. nie słyszałam takich słów od nikogo wcześniej, między różnymi perypetiami z kolegami, facetami czy zwał tam jak zwał.

Wczoraj usłyszałam, że mimo różnych przeżyć życiowych wyrosłam na dobrego człowieka i świetną kobietę. To miłe usłyszeć coś takiego tak porosto z mostu. Sama się zastanawiam, co z tej relacji będzie dalej… ale nie będę tego mówić na głos, nie wiem, do końca jakie ma zamiary i jakie myśli, bo jeszcze jakby tego nie powiedział, a i cieżko mu może to zrobić… Ja obiecałam sobie, że już nie będę do nikogo podchodzić z pytaniem, czy zechciałby to, czy tamto… bo potem się okazuję, że ta osoba jednak może nie do końca sama wie, co by chciała…

I tak właśnie przez ten okres, kiedy chodziłam z kąta w kąt, nie mogąc sobie znaleć miejsca pomyślałam, że zacznę coś robić. Tak wziął sie pomysł posegregowania już napisanych wierszy, notatek, zapisków wszelkach, lepszych i gorszych, wartościowych i tych mniej. W związku z tym pomyślałam, że będę tu wstawiać co nie co z nich. Wszak, pisałam je przez długie lata… Mam nadzieję, że do czytania nie zniechęci Was mix moich dość osobistych zapisków i twórczości w tym miejscu. Tak sobie pomyślalam, że może czas na zmiany i tutaj…