Katastrofa!

Wczoraj, a właściwie dziś w nocy babcia miała zawał… Tak, przeze mnie. I przez niego… Zobaczyła przypadkiem jak z nim wczoraj rozmawiałam, z reszta, ta rozmowa jakoś się nie kleiła… i była bardzo zła, chyba na tyle, że serce nie wytrzymało. Popłakałam się, czuję się tak bardzo winna, tak cholernie winna, a na niego jestem zła tak bardzo, że jakbym mogła to bym go rozszarpała. Ogaarnia mnie rozpacz, czysta, bardzo wyraźna rozpacz… Dlaczego on rozwala naszą rodzinę? Jedyną osobę, która mi pomaga… najbliższą osobę jaką mam. Zrobiłam wczoraj wielki błąd rozmawiając z nim, chwila słabości… Czuję, że muszę się od niego odizolować i to jak najszybciej, jeżeli będzie miał coś zrozumieć to i tak zrozumie… czy ja tam będę czy mnie nie będzie… Muszę to przerwać… dla dobra swojego i swoich najbliższych, tylko jeszcze nie wiem jak…

Reklamy

Mają dwóch ojców, dwie matki, troje dziadków, a czują się niczyje… MÓJ APEL DO RODZICÓW!

Można mieć dwie mamy i dwóch tatusiów? Można! Do tego cztery ciotki, pięciu wujków, trzech dziadków i trzy babcie, sześć sióstr i dwóch braci… O kim mowa? O dzieciach z rozbitych rodzin, a dokładnie małżeństw. Taka rodzina się rozpada, matka idzie w swoją stronę, ojciec w swoją. Każde z nich zakłada swoją własną, drugą rodzinę, do której wchodzi nowy partner czy partnerka wraz ze swoimi dziećmi, siostrami itd. To straszne! Każde dziecko z poprzedniego małżeństwa obojga partnerów przeżywa szok. Lekki, umiarkowany lub duży. Niektóre sobie radzą, inne nie…

Jak mają nazywać nową żonę taty? Macochą? Kiedy wiedzą, że ich biologiczna mama żyje, kontaktuje się z nimi, jeśli mieszkają u ojca. Jak mają nazywać nowego męża matki? Ojczymem, drugim ojcem? Przecież dla nich to będzie zawsze obca osoba, którą mogą lubić, trochę więcej, mniej… w zależności od tego, jakie powstaną relację, między nowym rodzina_650partnerem a dziećmi. Zależy tez, czy dzieci są małe, czy też większe i chcą dochodzić prawdy… ale chyba zawsze chcą. Tak mi się wydaje. Przecież wiedzą, że matkę i ojca mają jednego. Ale jest tylu ludzi… za dużo, zdecydowanie za dużo. Co, jeśli do tego rozpada się małżeństwo dziadka czy babci i również układają swoje życie z kimś innym, a ten ciągnie ze sobą jeszcze na dodatek całą swoją rodzinę?  Eh… zwariować można! Dzieci przechodzą od jednych do drugich, to zaś do trzecich, ciężko przy tym tworząc normalne, ciepłe relacje ze swoimi biologicznymi rodzicami. Nierzadko stają się rozdrażnione, nie potrafią znaleźć swojego własnego miejsca w świecie, spokoju ducha, nie potrafią wytłumaczyć sobie tego, co dzieje się wokół. Większe za to uciekają od sytuacji, w której nie potrafią się często odnaleźć w próbę układania własnego życia i samodzielności, które najczęściej kończą się prywatną porażką, ujawniając cały mętlik, jaki powstał w ich głowie i odsunięcie od rodziny na rzecz próby budowania swojego życia, (co z resztą czują one same).

A zagmatwać się można i to nieźle. Bo jak mówić i jak postrzegać nowego męża jednej babci lub też drugiej? Albo nowego partnera matki, kiedy właściwy ojciec żyje z dala od byłej żony? Kim te wszystkie „dochodzące” do rodziny osoby są dla dzieci? Jedne akceptują to dobrze, drugie wcale i się buntują, jeszcze inne się odsuwają, nie potrafiąc poukładać tego w swej głowie. Reakcji jest mnóstwo! A co mają zrobić dzieci z tych „dochodzących rodzin”, gdy nagle się okazuje, że muszą być siostrą czy bratem dla kogoś… takim przyszywanym, nie do końca może chcianym…

A co jeśli zbierze się takich sytuacji w jednej rodzinie dużo? Każdy z byłych członków dawnej, dobrze działającej rodziny zakłada nową, wiąże się z kimś i ściąga multum nowych ludzi wokół…

Wiele z takich dzieci, a potem dorosłych już ludzi ma udziwniony i lekko wypatrzony obraz i pogląd na rodzinę i zasady jej funkcjonowania. Często dzieci czują się niczyje, podrzucane, przechodzą z rąk do rąk, pozostawione, rozdrażnione, i tak na prawdę, co jest chyba najstraszniejsze niekochane. Bo przecież rodzic już nie poświęca im tyle uwagi co kiedyś, bo może częściej wybiera partnera niż własne dziecko… Dlaczego? Nie wiedzą… Dzieci wobec takich wyborów pozostają tylko w świecie swoich domysłów. Mogą się łudzić, i usprawiedliwiać rodzica, że przecież je kocha, tylko, że teraz musi się zająć swoim nowym partnerem czy partnerką, albo… albo się zbuntować, gdy odczuwają lekkie, średnie lub mocne „odepchnięcie”. Oczywiście wszystko zależy od danej relacji, bo niekiedy zdarza się tak, że to właśnie nowa osoba wnosi do rodziny spokój i relacja rodzica z dzieckiem się poprawia. Dzieje się to jednak bardzo rzadko… niestety. A w miejscu, gdzie łączy się ze sobą wiele różnych „nowych” i „starych”, znanych dzieciom rodzin bardzo ciężko jest o prawdziwe zainteresowanie i poświecenie uwagi. A one? One czują, że ich świat, który znały i w którym czuły się bezpieczne się rozpadł, świat, w którym czuły, że mają grunt pod nogami znikł. One czują się po prostu niczyje…

Dlatego apeluję do wszystkich samotnych mam i ojców, którzy wychowują dzieci i nie ważne, czy jest to dziecko 3 letnie, 9 letnie czy 18 letnie. Zastanówcie się kilkakrotnie kim jest nowa osoba, czy będzie potrafiła w pełni zaakceptować Was i Wasze dziecko, zanim podejmiecie decyzję o tym, żeby zaprosić do swojego życia i domu kolejną połówkę swego życia. Nie zapraszacie jej bowiem tylko do swojego życia. Zapraszacie ją też bowiem do życia swojego dziecka!